*Kazanie wygłoszone w kościele św. Andrzeja w Nowym Jorku, 19 maja 1872 r.*
*„Tyś chwałą Jeruzalem, tyś radością Izraela, tyś chlubą ludu naszego."*
Słowa te, najmilsi bracia, znajdują się w Księdze Judyty i upamiętniają wielki i przełomowy okres dziejów Izraela. W owym czasie król asyryjski wysłał potężne wojsko pod wodzą swego wodza Holofernesa, by podbić wszystkie narody ziemi i zmusić je nie tylko do wyrzeczenia się własnego bytu narodowego, lecz także do przyjęcia religii i obrzędów asyryjskich. Pismo Święte opisuje nam ową ogromną armię jako niezwyciężoną. Ich konie pokrywały równiny, ich żołnierze napełniali doliny — nie było na ziemi żadnej siły, która by im się oparła, aż wreszcie stanęli przed górskim miastem zwanym Betulią. Wezwali twierdzę i rozkazali żołnierzom się poddać. W tym mieście mieszkała zaś niewiasta imieniem Judyta. Pismo Święte mówi o niej, że była kobietą świętą, że pościła każdego dnia swego życia i że choć młoda, urodziwa i najpiękniejsza w spojrzeniu, wiodła żywot całkowicie odosobniony, pochłonięta modlitwą przed Bogiem. Gdy ujrzała rozkładające się wojsko Asyryjczyków — gdy usłyszała pyszne żądanie ich wodza, aby lud jej krwi i jej narodu wyrzekł się nie tylko życia narodowego, lecz także swej religii i porzucił Boga Izraela — powstała w mocy swej świętości i w sile swego ducha, wyszła z miasta Betulii, szukała obozu asyryjskiego, została wprowadzona przed oblicze samego Holofernesa i w środku nocy, gdy ten leżał pogrążony w pijanym śnie, oplotła rękę w jego włosach, wydobyła jego własny miecz z pochwy zawieszonej przy łożu, ścięła mu głowę i w triumfie zawiozła ją z powrotem do swego ludu. Nadszedł ranek; wojsko znalazło się bez swego wodza; żydowscy żołnierze i lud runęli na nich, i nastała wielka rzeź i rozproszenie nieprzyjaciół Boga i Izraela. Lud powróciwszy spotkał tę przedziwną niewiastę, a arcykapłan zaśpiewał jej te słowa: „Tyś chwałą Jeruzalem, tyś radością Izraela, tyś chlubą ludu naszego."
Otóż, najmilsi, nie jest ona jedyną niewiastą wspomnianą w Piśmie Świętym, która dokonała wielkich rzeczy dla ludu i dla Kościoła Bożego, a słowo Pisma, jak do niej zastosowane, miało sens wyższy i większy — było skierowane wprost do Judyty, lecz zmierzało w daleko wznioślejszym i szlachetniejszym znaczeniu do tej, o której przyszedłem mówić do was dziś wieczór — do Dziewiczej Matki, która wydała na świat Pana naszego Jezusa Chrystusa. Do Maryi odnosi się to słowo w szczególności, albowiem każda wielka, heroiczna niewiasta, która pojawia się w Piśmie Świętym, była jej zapowiedzią. Siostra Mojżesza, która prowadziła chóry córek Izraela; córka Jeftego, która złożyła w ofierze swe dziewicze życie za lud swój; Debora, która wodziła zastępy Izraela; matka Machabejczyków stojąca we krwi siedmiu synów swoich — te wszystkie i inne podobne niewiasty, o których Pismo Święte czyni wzmiankę, były wszystkie obrazami wyższej, większej, rzeczywistej, a zarazem idealnej kobiety, która w zamysłach Bożych miała być „chwałą Jeruzalem, radością Izraela i chlubą ludu naszego" — mianowicie: Błogosławionej Niepokalanej Dziewicy Maryi.
O pierwszej z Jej łask przyszedłem mówić do was. Pierwszą z Jej łask było Niepokalane Poczęcie. Rozważmy to, a zobaczymy, jak jest ona chwałą Jeruzalem, radością Izraela i chlubą rodu naszego i ludu naszego. Najmilsi, wiemy, że przed oczyma Bożymi nie ma czegoś takiego jak przeszłość i przyszłość w takim kształcie, w jakim my je postrzegamy w biegu czasu. Wszystko, co uważamy za przeszłość w dziejach tego świata, stoi przed Bogiem Wszechmogącym w tej chwili, jakby się w tej chwili dokonywało; wszystko, co uważamy za przyszłość, nawet do najdalszych krańców wieczności, jest teraz przed umysłem Bożym, jakby się rzeczywiście dokonywało pod Jego okiem — albowiem różnica między czasem a wiecznością jest taka: że w czasie — to znaczy w mierze naszego życia i dziejów świata — wszystko przychodzi po kolei, zdarzenie następuje po zdarzeniu, a chwila czasu po chwili, która ją poprzedziła; lecz w wieczności, w czasie rozpatrywanym w odniesieniu do Boga, gdy czas przybiera ogromne, nieskończone wymiary wieczności, nie ma ani przeszłości, ani przyszłości, lecz wszystko jest obecne pod okiem Bożym, ogarnięte Jego nieskończoną wizją i Jego nieskończoną mądrością. Dlatego wszystko, co kiedykolwiek miało się dokonać w czasie, było widziane i przewidziane przez Boga Wszechmogącego.
Przewidział On stworzenie człowieka, chociaż owo stworzenie nie nastąpiło aż po wiecznych latach, które nigdy nie miały początku. I tak przewidział upadek człowieka — jak pierwszy z naszego rodu miał skalać siebie osobiście przez grzech, a tym osobistym skalaniem miał zarazić całą naszą naturę, ponieważ nasza natura z niego pochodzi — podobnie jak gdy człowiek truje źródło rzeki: wchodzi w góry, odnajduje małe źródło, z którego wypływa mały strumień, potem wychodzący w dolinę, rozszerzający swe koryto i rosnący w swych wymiarach, aż staje się wielkim potokiem wpadającym do oceanu. Jeśli wejdziesz w góry i zatrujesz źródło tego małego strumienia wytryskającego spod skały, wszystkie wody płynące korytem rzeki zostają zarażone i zatrute, bo źródło i ożywcza głowica rzeki jest skażona. Tak samo w Adamie zgrzeszyła nasza natura; on leżał u źródła ludzkości, i cały strumień naszej natury, który z niego wypłynął, spłynął do ciebie i do mnie z plamą i trucizną grzechu we krwi naszej i w żyłach naszych. Dlatego Apostoł mówi, że wszyscy rodzimy się dziećmi gniewu Bożego; dlatego prorok ongi rzekł: „Oto bowiem w nieprawości byłem poczęty i w grzechu poczęła mnie matka moja." Bóg to widział i przewidział od wieków; widział, że Jego stworzenie — człowiek, którego uczynił tak czystym, tak doskonałym, tak świętym — ma być zepsuty i skażony przez grzech. W tej powszechnej skażoności Bóg Wszechmogący zachował dla siebie jedną, i tylko jedną, z rodu ludzkiego, i zachował ten jeden okaz naszego rodu nieskażonym, niezrażonym, nieupodlonym. Tą jedną była Błogosławiona Dziewica Maryja.
Zaiste, taka musiała istnieć, bo Pismo Święte — natchnione słowo Boże — mówi o niej, gdy głosi: „Cała piękna jesteś, oblubienico moja, i nie ma w tobie zmazy." Kimże jest ona? Czy jest jej wiele? Czy znajdzie się tu i ówdzie wśród córek ludzkich? Nie — jest jedna i jedyna. Dlatego Pismo Święte mówi: „Oblubienica moja, miłość moja, gołębica moja, jedna jest i jedyna." Tą jedną była Błogosławiona Dziewica Maryja. Bóg wziął ją i zachował od strumienia skażenia, który zaraził całą naszą naturę. Bóg otoczył ją ramionami swojej nieskończonej świętości i wziął ją w pierwszych chwilach jej istnienia — co więcej, w wiecznym postanowieniu, które poprzedzało to istnienie. Otulił ją ramionami swojej własnej nieskończonej świętości, i jest ona tą, do której żaden cień myśli o grzechu czy złu nigdy nie miał prawa się zbliżyć. Dlaczego tak? Bo, najmilsi, była ona przeznaczona od wieków na Matkę Bożą, który w niej przyjął ciało. Wyznanie Kościoła brzmi: „Za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem." Była przeznaczona od wieków na Matkę Boga — by dać Bogu Wszechmogącemu tę człowieczeństwo, to ciało, tę krew i tę tkankę, którą miał przyjąć w swą własną boską osobę i zjednoczyć z Bogiem przez jedność jednej boskiej osoby, Drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej.
Zastanówcie się nad tym. Pismo Święte wyraźnie nam mówi, że nic skażonego nie może zbliżyć się do Boga — że nic z najmniejszą skazą czy plamą grzechu nie może stanąć przed Bogiem. Dlatego też, w tej mierze, w jakiej ludzie zbliżają się do Boga, w tej samej mierze są niepokalani. Bóg Wszechmogący mówi nam w Piśmie wprost, że choć wszyscy ludzie mają rodzić się w grzechu, to jednak było kilku, bardzo niewielu, którzy byli wyłączeni z tej ogólnej reguły, ponieważ dozwolono im zbliżyć się tak blisko do Boga. Prorok Jeremiasz był wyłączony z tej reguły i był uświęcony, zanim wyszedł z łona matki swojej. „Zanim wyszedłeś z matki, uświęciłem cię" — rzekł Pan. Dlaczego? Bo był przeznaczony na proroka i na głosiciela słowa Bożego ludowi. Jan Chrzciciel był uświęcony w łonie matki swojej i przyszedł na świat wolny od pierworodnego grzechu Adama, bo był przeznaczony na heroldaź Bożego wśród ludzi, aby mówić: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata." A jeśli ci mężowie — jeden dlatego, że miał głosić słowo Boże, drugi dlatego, że miał wskazać Boga człowiekowi — jeśli oni, ze względu na tę wzniosłą funkcję, przyszli na świat bez grzechu, to z pewnością, najmilsi, musimy od razu wysnuć wniosek, że niewiasta, która miała dać Bogu Jego święte człowieczeństwo, niewiasta, która miała być Matką Bożą, niewiasta, która miała ofiarować Bogu Wszechmogącemu tę krew, którą zgładził grzech świata — ta niewiasta musiała otrzymać daleko więcej niż Jan Chrzciciel czy Jeremiasz, a łaska, jaką otrzymała, musiała być łaską poczęcia bez grzechu. I prawdą jest, że skoro nic skażonego, nic zmazanego, nigdy nie miało prawa zbliżyć się do Boga Wszechmogącego, to niewiasta, która zbliżyła się do Niego najbardziej ze wszystkich córek ziemi, która przyszła bliżej Boga, niż wszystkim Jego aniołom w niebie dozwolono się zbliżyć, musi być tą jedną, o której mówi Pismo Święte, gdy głosi: „Oblubienica moja jest jedyna, cała piękna i nie ma w niej plamy ni zmazy."
Cóż z tego wynika? Wynika z tego, że niepokalana niewiasta, przeznaczona na Matkę Jezusa Chrystusa, otrzymała w pierwszej chwili swego istnienia łaskę nieporównanie większą niż wszelka łaska dana wszystkim aniołom w niebie i wszystkim świętym na ziemi — bo godność, dla której została stworzona, była nieporównanie wyższa od ich godności. Najwyższy anioł w niebie stworzony był tylko po to, by być sługą Bożym. Maryja była stworzona, by być Matką Bożą. Czymże była ta łaska? Doskonałą czystością, doskonałą bezgrzesznością, doskonałą niepokalanością, a w konsekwencji doskonałą miłością Boga i najwyższym z Nim zjednoczeniem. Albowiem, przyjaciele moi, zważcie: gdziekolwiek dusza ludzka okaże się doskonale wolna od grzechu, bez plamy czy skazy grzechowej, bez najmniejszej skłonności czy pokusy do grzechu — gdziekolwiek taką duszę znajdziemy, ta dusza jest zjednoczona z Bogiem Wszechmogącym najwyższym, najdoskonalszym i najściślejszym zjednoczeniem boskiej miłości. Bóg miłuje wszystkie swe stworzenia, Bóg miłuje duszę człowieka, tak iż gdziekolwiek znajdzie, że nie ma żadnej przeszkody grzechu, żadnego wypaczenia skłonności, niczego, co by temu zjednoczeniu stało na drodze — oddaje się tej duszy w najintymniejszej i najwyższej postaci miłości i przygarnia ją do siebie w najdoskonalszym zjednoczeniu. Stąd wynika, że doskonałe zjednoczenie z Bogiem i doskonała bezgrzesznośc są jednym i tym samym. Błogosławiona Dziewica Maryja, poczęta bez grzechu, była zachowana i odsunięta na bok, aby strumień grzechu przepłynął obok niej i jej nie dotknął. Jedyna, w której natura nasza została zachowana w całej swej pierwotnej piękności i doskonałości — Błogosławiona Dziewica Maryja — w tej bezgrzeszności swego poczęcia osiągnęła w chwili swego poczęcia najdoskonalsze i najściślejsze zjednoczenie z Bogiem.
I to, do czego zmierzają wszyscy święci i wszystkie święte dusze na ziemi, najwyższy szczyt świętej doskonałości — było pierwszym początkiem Jej świętości. Święty, który przez sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt lat życia mozoli się na tej drodze, pustelnik na pustyni, męczennik na arenie — wszyscy dążą do jednego: do jak najdoskonalszego oczyszczenia duszy ze grzechu, od wszelkiego grzechu śmiertelnego i lekkiego, do wzniesienia się ponad namiętności i niższą, grzeszną naturę; i w tej mierze, w jakiej to osiągają, wspinają się na szczyt doskonałości i dochodzą do doskonałego zjednoczenia z Bogiem. To, do czego wszyscy święci zdążają, to, za czym wzdychają wszystkie dziewice i święci w Kościele, co uważają za sam wierzchołek swej doskonałości — oto łaska dana Maryi od pierwszej chwili Jej istnienia, mianowicie: być doskonale czystą, doskonale bezgrzeszną, doskonale niepokalaną, a tym samym doskonale zjednoczoną z Bogiem przez najwyższą i najściślejszą miłość. I to jest właśnie sens słów Pisma Świętego: „Fundamenty jej założone są na świętej górze; Bóg miłuje bramy Syjonu bardziej niż wszystkie przybytki i namioty Judy" — bardziej niż wszelka nagromadzona doskonałość wszystkich aniołów i świętych Bożych; gdzie oni kończą, tam zaczyna się doskonałość Maryi w Jego oczach.
A teraz przyłóżmy do tekstu słowa: „Tyś chwałą Jeruzalem, tyś radością Izraela, tyś chlubą ludu naszego." Ilekroć Pismo Święte mówi w przenośni lub duchowo o Jeruzalem, zawsze nawiązuje do królestwa niebieskiego, do królestwa sprawiedliwych udoskonalonych. Kościół Boży, najmilsi, składa się z trzech wielkich elementów, czyli części. Jest Kościół, który w czyśćcu oczyszcza wybranych Bożych powolnym działaniem sprawiedliwości Bożej, obmywając ich z wszelkiej skazy i spłacając ostatni grosz ich długu — to jest Kościół Cierpiący. Jest Kościół na ziemi, zmagający się ze światem, ciałem i diabłem, toczący trudną i wyczerpującą walkę, którą i ty, i ja jesteśmy zobowiązani toczyć przez całe swe życie. Jesteśmy zobowiązani walczyć z naszymi namiętnościami i je ujarzmiać. Jesteśmy zobowiązani walczyć z mocami ciemności, które szukają naszej zguby, i je ujarzmiać. Jesteśmy zobowiązani walczyć ze światem, który otacza nas złymi zasadami, rozluźnionymi regułami, fałszywymi pojęciami moralności i złym przykładem — i gardzić tym wszystkim, i zwyciężać. Jesteśmy zobowiązani toczyć bój naszej wiary, podejmować tę i ową kwestię oraz inne, i na tych kwestiach zajmować stanowisko jako katolicy i toczyć dobry bój wiary. Kwestia sakramentów, kwestia wychowania, kwestia Kościoła, kwestia Papieża, kwestia niesprawiedliwości świata, który pozbawia go wszelkiej władzy i dostojeństwa — to i tysiąc innych spraw stanowi brzemię walki Kościoła na tej ziemi i dlatego zwany jest Kościołem Wojującym. Kościół Cierpiący czy Kościół Wojujący — jest to wciąż ten sam Kościół Boży. Przeszedłszy przez pole bitwy ziemi, przeszedłszy przez oczyszczenie czyśćca i osiągnąwszy oglądanie Boga — tam triumfuje; tam raduje się w niezmniejszonej chwale i niestworzonej jasności Bożej — i to jest Kościół Triumfujący.
Otóż Pismo Święte, mówiąc o tym królestwie niebieskim, czyli o Kościele Triumfującym, określa je mianem Jeruzalem. Na przykład: „I ujrzałem" — mówi natchniony Ewangelista — „nowe Jeruzalem zstępujące z nieba, przyozdobione jako oblubienica strojna dla swego oblubieńca." Święty Paweł, mówiąc o tym samym królestwie, rzecze: „Lecz wyście przystąpili do góry Syjon i do miasta Boga żywego, Jeruzalem niebieskiego, i do duchów sprawiedliwych, którzy zostali udoskonaleni." Jeruzalem przeto, wyrażone w słowach mego tekstu: „Tyś chwałą Jeruzalem", oznacza Kościół Triumfujący. Oznacza chwalebne zgromadzenie wszystkich aniołów Bożych; oznacza chwalebną społeczność wszystkich świętych Bożych; oznacza wszystko, co niebo czy ziemia kiedykolwiek posiadały z tego, co szlachetne, hojne, poświęcające się i wierne — teraz uwieńczone nieśmiertelną, wieczną chwałą obecności Bożej. I tego zgromadzenia Kościoła Triumfującego Maryja jest chwałą. Dlaczego? Bo Pismo Święte wyraźnie nam mówi, że aniołowie Boży biorą udział w sprawach tego świata. Pan nasz, mówiąc o małych dzieciach, powiada: „Biada wam, którzy je gorszycie, bo ich aniołowie widzą oblicze Ojca mego." Na innym miejscu mówi: „Większa jest radość w niebie z jednego grzesznika czyniącego pokutę niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy pokuty nie potrzebują."
Jeśli tedy aniołowie w niebie radują się z każdego nowego objawienia chwały i wszechmocy Bożej; jeśli ich chwałą jest kontemplowanie Boga Wszechmogącego w Jego dziełach, to wynika z tego, że ilekroć widzą te dzieła niszczone, ilekroć widzą cele Boga Wszechmogącego udaremniane, ilekroć widzą dzieło i miłosierdzie Boże zniszczone — muszą się smucić, na ile są zdolni się smucić, skoro radują się, gdy to dzieło zostaje przywrócone przez pokutę. Oni tedy, spoglądając z wyżyn swego miejsca w niebie, ujrzeli z wielką radością nowo narodzone plemiędh ludzi; ujrzeli dzieło Boże najdoskonalsze w naszych pierwszych rodzicach, Adamie i Ewie. Widzieli w pierwszej stworzonej kobiecie niewiastę, która w swym potomstwie miała zaludnić niebo świętymi i wypełnić trony, opuszczone przez upadłych aniołów-buntowników. Ich chwałą było, aby dziewięć chórów stojących przed Bogiem zostało uzupełnionych, a harmonia niebiańskiej muzyki była doskonała przez wypełnienie ich miejsc. Widzieli, że jedna trzecia ich anielskich braci wpadła do piekła i pozostawiła komnaty nieba mniej lub bardziej opustoszałe przez swój upadek. Czekali — czekali wiele lat — nie wiemy jak długo; nie wiemy, czy ten czas oczekiwania nie rozciągał się przez tysiące lat — aż wreszcie ujrzeli, jak Stwórca stwarza nowe stworzenie: człowieka. Znali przeznaczenia człowieka; wiedzieli, że ta niewiasta, stworzona na ziemi, miała być matką rodu, który miał uzupełnić ich chóry i wypełnić ich chwałę w niebie.
O, jakże wielkie było ich rozczarowanie! O, jakże straszliwy był ich smutek, gdy ujrzeli, jak Ewa wpada w grzech i staje się matką rodu potępionych, a nie świętych, i jej przeznaczenie ulega odmianie — że zaludni piekło potępionymi, zamiast wypełnić swą wzniosłą misję i zaludnić niebo świętymi. I oto zajaśniała Maryja. Ziemia ujrzała Jej oblicze. Jej przybycie było jak wschód gwiazdy porannej, która drżąc w swej srebrzystej piękności nad wschodnimi wzgórzami, mówi cichemu i pogrążonemu w ciemności światu, że jasne słońce zaraz za nią podąży i rozproszy mroki nocy blaskiem i jasnością swego świecenia. Maryja zajaśniała, a gdy aniołowie Boży Ją ujrzeli, ich chwała spełniła się — wiedzieli bowiem teraz, że matka świętych przyszła i że zrodziła się niewiasta, która miała uczynić to, czego zabrakło w Ewie: zaludnić niebo potomstwem świętych w chwale wiecznej. Dlatego powitali Jej przybycie radością anielską. O, jakaż to była radość, gdy spoglądali z nieba i widzieli upadły ród ludzki przywrócony w całej swej pierwotnej nieskazitelności w Maryi! O, jaka to była radość u tych, którzy radowali się, gdy Magdalena powstała w całej czystości swej pokuty; którzy radują się i napełniają sklepienia nieba dźwiękiem swej radości, gdy ty lub ja dobrze się wyspowiadamy i czynimy pokutę za grzechy nasze! O, jakaż to musiała być radość i bezład ich zachwytu i chwały, gdy ujrzeli w Maryi matkę wszystkich, którzy mają kiedykolwiek być zbawieni, matkę wszystkich prawdziwych pokutników, matkę wszystkich wybranych Bożych — bo stając się Matką Jezusa Chrystusa, stała się matką wszystkich pozostałych!
Dlatego jest ona chwałą niebieskiego Jeruzalem. Dlatego aniołowie owi, w dniu Jej wniebowzięcia, radośnie przybyli do bram nieba i napełnili powietrze dźwiękiem swego triumfu, gdy Królowa nieba, Matka Boga niebios, została wyniesiona na miejsce swej chwały. „Gwiazdy poranne razem chwalili Pana i wołali z radością wszyscy synowie Boży." Chwała Jeruzalem, chwała aniołów, skupia się w chwale Bożej. Cokolwiek daje chwałę Bogu, przynosi chwałę im. A we wszystkich dziełach Bożych jest On najbardziej uwielbiony w Maryi, jak zobaczymy; i dlatego Maryja jest chwałą niebieskiego Jeruzalem i rozkoszą błogosławionych duchów i aniołów Bożych w Jego wiecznym królestwie. Lecz jest czymś więcej — jest radością Izraela. Czymże jest ten Izrael? Jeruzalem było szczytem triumfów Izraela. Izrael musiał walczyć przez wiele mozolnych lat, zanim założono fundamenty Świętego Miasta. Izrael, to znaczy naród żydowski, przechodził przez pustynię, przekraczał Morze Czerwone, walczył z nieprzyjaciółmi, oczekiwał długie i wyczerpujące lata, aż wzniosło się święte miasto Jeruzalem w całej swej piękności i aż świątynia Boża została w nim zbudowana. I podobnie jak owo miasto, Jeruzalem, klejnot Boży, wyobraża Kościół Triumfujący, tak przez imię Izraela natchniony pisarz rozumiał Kościół Wojujący, Kościół na pustyni tej ziemi, Kościół przechodzący przez Morze Czerwone krwi męczenników, Kościół krzyżujący miecze z każdym nieprzyjacielem Bożym, walczący i dźwigający ciężar i skwar dnia. Tego Kościoła Wojującego, tego Izraela Bożego, Maryja jest radością. Dlaczego?
Najmilsi, Chrystus Pan założył swój Kościół w jednym wyraźnym celu: by tam, gdzie grzech obfitował, grzech był niszczony, a łaska jeszcze bardziej obfitowała. „Po to przyszedłem" — powiada — „aby tam, gdzie grzech obfitował, łaska jeszcze bardziej obfitowała." Gdziekolwiek tedy jest zwycięstwo nad grzechem przez łaskę Bożą, tam jest radość Kościoła Wojującego, bo tam wypełnia się jego dzieło. Gdziekolwiek grzesznik powstaje z grzechu swego, czyni pokutę i wraca do Boga — tam Kościół triumfuje, jego misja jest spełniona, cel, dla którego został powołany, osiągnięty, a radość jego jest wielka w tej mierze. A gdzież łaska tak zatriumfowała nad grzechem jak w Maryi? Grzech obfitował w tym świecie; Chrystus przyszedł i przelał krew swoją, aby łaska zajęła miejsce grzechu i przeobfitowała tam, gdzie grzech wpierw obfitował. Gdzież łaska tak zatriumfowała nad grzechem jak w Maryi? Wielki jest triumf łaski, gdy wypędza grzech z duszy grzesznika i sprawia, że to, co było nieczyste, zostaje oczyszczone, a to, co było niegodziwe, zostaje uświęcone przed Bogiem. O, jeszcze większy jest triumf, gdy łaska potrafi tak uprzedzić grzech, że nigdy nie dopuszcza, by grzech się pojawił. Najdoskonalszym triumfem łaski jest całkowite wykluczenie grzechu. Dlatego Chrystus Pan w swoim świętym człowieczeństwie był samą łaską uosobioną w człowieku, bo w Nim była istotna świętość i absolutna niemożność zbliżenia się grzechu.
Jeśli tedy radość Kościoła jest proporcjonalna do triumfu łaski nad grzechem, to z pewnością ona musi być radością Izraela i pierwszyną Kościoła — jedyną, którą to mistyczne ciało Chrystusa może ofiarować Bogu jako w pełni godną przyjęcia, jedyną duszą, jedynym stworzeniem, które Kościół może ofiarować Bogu i powiedzieć: „Panie, wejrzyj z nieba na to dziecko i córkę moją — jest Twą umiłowaną, w której nie ma plamy ni zmazy." Ona jest radością Izraela. O, najmilsi, czy potrzebuję wam mówić — wam, którzy tak jak ja urodziliście się w wierze, którzy pochodzicie z katolickiego rodu, z katolickiej krwi, w których żyłach, w których irlandzkich żyłach płyną setki lat wiary katolickiej i świętości katolickiej — czy potrzebuję wam mówić o tej kobiecie, której imię, ogłoszone przez Patryka czternaście wieków temu, jest od tej chwili do dzisiaj największą pociechą Irlandii pośród jej boleści? Największą pociechą Irlandii. W utracie mienia, w utracie własności, w utracie wolności, w utracie bytu narodowego każdy irlandzki katolik był pocieszony pośród swego niedostatku myślą, że Matka Boża go miłuje i że ma prawo do Maryi Matki.
Dobrze pamiętam pewną kobietę, której postawa wcielała w sobie całą irlandzką wiarę i irlandzką miłość do Maryi — starą kobietę, którą spotkałem płaczącą nad grobem, leżącą tam ze złamanym sercem, czekającą tylko, aż ręka śmierci położy ją w prochu, gdzie poszli przed nią wszyscy, których kochała; zapomnianą przez wszystkich, porzuconą przez wszystkich, z nędzą i ubóstwem ciążącym jej na rękach — a gdy chciałem ją pocieszyć i mówić do niej o niebie i chwale nieba, gdy starałem się ulżyć ciężarowi jej smutku przez słowa pociechy, odwróciła się do mnie i rzekła: „O, ojcze, nie potrzebujesz do mnie mówić. Krzyż może być ciężki, ale krzyż Dziewicy Maryi był cięższy od mojego." Zapomniała o swych boleściach w swej wielkiej miłości ku Maryi. Co więcej, ta miłość, nawet w jej bólu, była jak promyk nadziei, jeden promień radości wpuszczony w duszę, która inaczej mogłaby popaść w rozpacz. I tak to Maryja — wiedza o Jej miłości ku nam, wiedza o naszym prawie do Niej, wiedza o boskim posłannictwie, jakie dał Jej Syn na krzyżu, by była matką wszystkich, którzy Go kiedykolwiek mają miłować — jest tym jednym promieniem radosnej i boskiej pociechy, którą Chrystus Pan wpuszcza w każdego ducha zranionego i każde serce złamane.
Wreszcie, ona jest chlubą ludu naszego. Przyjaciele moi, Bóg Wszechmogący, stwarzając nas, złożył w człowieku swoją własną boską chwałę. Dał człowiekowi potężny rozum, miłość wzniosłą i czystą oraz wolność woli, która potwierdza władztwo duszy nad ciałem, a przez to ciało — władztwo człowieka nad wszystkimi stworzeniami. Wszystko na tej ziemi mu się poddawało. Orzeł szybujący w górnych przestworzach złożył skrzydła i opadł ku ziemi, by złożyć hołd niespadłemu człowiekowi. Lew i tygrys, na dźwięk jego głosu, wychodziły ze swych kryjówek, by lizać stopy swego cesarskiego pana, niespadłego człowieka. Jak wszystko poza nim mu było posłuszne, tak wszystko w nim samym było posłuszne nakazom jego jasnego rozumu i władzy jego chwalebnej woli. W tym znajdowała się odbita chwała Boża złożona w człowieku. Bóg dał mu rozum — Bóg jest mądrością, a Jego mądrość była złożona w człowieku. Bóg dał mu miłość. Bóg jest miłością, a czystość tej miłości odbijała się w uczuciach niespadłego człowieka. Bóg jest potęgą, panowaniem i wolnością, a panowanie Boże i wolność Boża odbijały się w wolnej woli człowieka, w cesarskim władaniu, jakim rządził wszystkimi stworzeniami. Tak tedy chwała Boża była złożona w nas.
Lecz przyszedł grzech i zniszczył to wszystko. Przyszedł wąż, sycząc swój tryumf w uszy próżnej i głupiej niewiasty, która, zapominając o wszystkim, co miała, wystawiła wszystko na ryzyko i straciła wszystko dla zaspokojenia swej żądzy i kobiecej ciekawości. Przyszedł wąż i nakłonił Ewę do buntu przeciw Bogu. Ewa zbuntowała się i wciągnęła Adama do buntu, i w tym dwukrotnym buncie człowiek utracił wszystko, co Bóg mu był dał z łaski i z nadprzyrodzonej dobroci. Wszystko z boskiej chwały, co Bóg Wszechmogący odbił w człowieku, wszystko z boskiej chwały, czym go był obdarzył — wszystko to zostało utracone; rozum zaciemniony; uczucia wypaczone; wolność duszy zniewolona — i człowiek nie był już więcej wzniosłym, czystym i doskonałym obrazem swego Stwórcy. Jak widzieliśmy, w owym grzechu Adama nie tylko sam ten człowiek został zniszczony i skażony, lecz cały ród ludzki w nim był skażony. Jak więc Maryja jest chlubą ludu naszego?
Jest chlubą ludu naszego w tym, że gdzie wszystko było zrujnowane, ona sama była zachowana; że gdyby nie ona i jej niepokalane poczęcie, ani Bóg w niebie, ani święty, ani anioł w niebie, ani człowiek na ziemi nigdy by już nie spojrzeli na oblicze niespadłego człowieka. Dzieło Boże byłoby całkowicie zniszczone; nie pozostałby ani ślad tego, czym był człowiek, gdy wyszedł z ręki swego Stwórcy — gdyby Wszechmogący nie zachował jednego niespadłego okazu naszego rodu, by go pokazać swoim aniołom i świętym w niebie i wszystkim ludziom na ziemi: jaką chwalebną ludzkością była nieskazitelna natura, którą Bóg złożył w człowieku. Ona jest jedyną chlubą naszej upadłej natury.
Zabierzcie Maryję; pozbawiajcie Ją łaski niepokalanego poczęcia; niech wkradnie się choć najmniejsza skaza grzechu — a jest ona zepsuta jak my wszyscy pozostali, i Bóg Wszechmogący nie zachował w zniszczeniu naszego rodu ani jednego okazu nieupadłej natury. Lecz nie tak się stało — bo Bóg we wszystkich swych dziełach może pozwolić, by Jego wróg nad Nim zwyciężał; może pozwolić, by duch zła wkradał się, psuł, kalał i niszczył Jego dzieła, lecz nigdy nie pozwala, by Jego dzieła były zniszczone do szczętu — nigdy. Gdy rodzaj ludzki odpadł od Boga i od łaski, tak że obraz Boży i duch Boży zniknęły spośród nich, Bóg Wszechmogący uznał za konieczne zniszczenie całego rodu ludzkiego w potopie. Zachował Noego i jego synów i córki — osiem dusz zostało ocalonych, podczas gdy setki milionów zginęło; lecz Bóg w tych ośmiu duszach zachował ród i nie pozwolił duchowi zła do szczętu zniszczyć swego dzieła. Gdy Bóg cofnął zasuwę nieba i pozwolił, by żywy ogień Jego gniewu spadł na Sodomę i Gomorę, i zniszczył cały ów lud, to jednak nawet wtedy ocalił Lota i jego rodzinę, i niewielu zostało ocalonych, gdy reszta zginęła. Gdy Bóg Wszechmogący postanowił zniszczyć za nieczystość cały ród Beniamina, jednak zachował kilku, by całe pokolenie nie zostało doszczętnie wytępione. I tak oto widzimy, że Bóg Wszechmogący zawsze zachowuje jeden lub dwa, lub trzy okazy swego dzieła, by diabeł nie radował się zbyt bardzo i nie hulał z radości, że zniszczył dzieło Boże do cna. Nasza natura była zniszczona w Ewie. Jeden piękny okaz wszystkiego, czym mogliśmy być, wszystkiego, czym był Adam przed swym grzechem, wszystkiego, czym Bóg przeznaczył być człowieka — jeden piękny okaz tego wszystkiego został zachowany w Maryi, która w swym niepokalanym poczęciu, ogarnięta nieskończoną świętością Bożą, była zachowana nieskalana i nieupadła, jakby Adam nigdy nie zgrzeszył.
Można by zapytać: jeśli ta niewiasta była bez grzechu, jeśli była poczęta bez grzechu, to jak to jest, że nazywa Chrystusa swoim Zbawicielem, mówiąc: „Wielbi dusza moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim"? O przyjaciele moi, czy potrzebuję wam mówić, że Chrystus Pan jest w równej mierze Zbawicielem Maryi, jak jest zbawicielem waszym i moim? Czy potrzebuję wam tłumaczyć, że gdyby nie Jego wcielenie, gdyby nie Jego cierpienie i męka i śmierć, Maryja nie mogłaby otrzymać łaski swego niepokalanego poczęcia — nie bardziej niż wy lub ja moglibyśmy otrzymać łaskę naszego chrztu? Chrzest uczynił dla nas, w odniesieniu do zgładzenia grzechu pierworodnego, to samo, co niepokalane poczęcie uczyniło dla Maryi. Przez cztery tysiące lat poprzedzających wcielenie Syna Bożego każde dziecko Adama, które było zbawione, było zbawione przez uprzedzające zasługi krwi przelanej na Kalwarii. Sam Adam był zbawiony, Mojżesz był zbawiony, Abraham, Izaak i Jakub, Daniel — wszyscy prorocy, wszyscy święci, byli zbawieni przez wiarę w Syna Bożego i przez przewidzenie Jego zasług przed Jego Ojcem Przedwiecznym. Te same zasługi Syna Bożego, jeszcze nie wcielonego, lecz przewidziane i zastosowane tysiące lat przed swym czasem do dusz patriarchów i proroków — te same zasługi zostały zastosowane do duszy Maryi w wiecznym zamyśle Bożym, w Jej niepokalanym poczęciu. Jest On jej Zbawicielem w równej mierze jak naszym, tyle że zbawił Ją w sposób zupełnie różny od tego, w jaki jesteśmy zbawiani my.
Możesz ocalić człowieka, trzymając go z dala od drogi niebezpieczeństwa; możesz ocalić dziecko, biorąc je z ulicy, gdy przechodzi niebezpieczna procesja lub gdy przejeżdża lokomotywa — coś, co mogłoby zagrozić jego życiu; albo możesz ocalić to samo dziecko, gdy jest w bezpośrednim niebezpieczeństwie, dotknięciem swej mocnej i ratującej dłoni i przywrócić je do życia. Tak Bóg Wszechmogący ocalił Maryję, zapobiegając złu — tak jak nas ocala, oczyszczając nas ze zła, które już na nas spadło. Stąd to ona, bardziej niż którekolwiek z nas, miała powód, by nazywać Chrystusa — swego Syna — swoim Panem i swoim Zbawicielem. „Wielbi dusza moja Pana" — rzekła — „i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim." Prawdziwie On był jej Zbawicielem. Prawdziwie pokazuje swą moc w sposób, w jaki Ją zbawił. Nie pozwolił, by była zanurzona w oceanie grzechu; nie wziął Jej jako czegoś brudnego i skalanego i nie umył Jej duszy w wodzie chrztu, lecz zastosował łaski chrztu do Jej poczęcia, tak że przyszła na ten świat cała czysta, cała święta, cała niepokalana — tak jak chrześcijańskie dziecię wychodzi z chrzcielnicy. Oto tedy, jak jest ona chwałą niebieskiego Jeruzalem, radością ziemskiego Kościoła Izraela i chlubą ludu naszego — widząc, że gdyby Maryja nie była w niebie taką, jaką jest: niepokalaną i nieskalaną, niebo byłoby zaledwie zgromadzeniem pokutujących. Każda inna dusza, która wchodzi do nieba, wchodzi jako Magdalena — przynajmniej jako Magdalena wstająca z grzechu pierworodnego. Maryja jedyna weszła do nieba tak, jak weszłaby Ewa, gdyby oparła się złu i zwyciężyła pokusę swego grzechu.
Tak tedy widzimy, najmilsi, Matkę Bożą, jak jaśnieje przed nami w proroctwie Pisma Świętego — jako chwała, tryumf i znak całkowitego zwycięstwa Bożego. Zwycięstwo, jakie Bóg odnosi nad grzechem, nie jest pełne, gdy musi przyjść, by zaradzić złu po tym, jak spadło już na duszę. Pełnym triumfem Boga jest, gdy może zachować duszę od wszelkiego zbliżenia się tego zła i utrzymać ją w całej jej pierwotnej czystości, nieskazitelności i niewinności. Taką właśnie była niewiasta, którą prorok ujrzał: „I ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie korona z dwunastu gwiazd." Znakiem czego była ta niewiasta? Była znakiem zwycięstwa Bożego, bo dodaje: „I zobaczyłem inny znak na niebie: wielki smok stanął przed kobietą gotową do porodzenia; lecz został odrzucony i nie znaleziono już dla niego miejsca w niebie." I Maryja zajaśniała w wiecznej radzie Bożej jako sam znak i typ, obietnica i symbol zwycięstwa Bożego nad grzechem. Zwycięstwo Boga nad grzechem było pełne, jak każde zwycięstwo Boże, a pełność owego zwycięstwa była zawarta w niepokalanym poczęciu Maryi.
Cóż dziwnego, najmilsi, że mamy czcić tę, którą Bóg tak umiłował czcić? Cóż dziwnego, że powinniśmy Ją witać jako całą czystą — witać Ją z ziemi, Którą Bóg witał z nieba, mówiąc: „Cała piękna jesteś, oblubienico moja, i nie ma w tobie plamy." Cóż dziwnego, że mamy radować się w Tej, która jest radością i chwałą niebieskiego Jeruzalem? Cóż dziwnego, że mamy Jej śpiewać chwałę na wieki, jako samemu typowi czystości, niewinności i cnoty — Tej, którą Bóg Wszechmogący tak wypełnił wszystkimi swymi najwyższymi darami, że niebo i ziemia nigdy nie widziały takiego stworzenia jak Maryja; że sam anioł zstępując z przed tronu Bożego był zdumiony, gdy ujrzał Jej wielkość, i pochylając się w ludzkiej postaci przed Nią, rzekł: „Zdrowaś, Maryjo, albowiem jesteś pełna łaski" — a gdy ona zadrżała na jego słowa, uspokoił Ją, mówiąc: „Nie bój się, Maryjo, bo znalazłaś łaskę przed Bogiem."
O, jak wspaniałe było Jej znalezienie! Łaskę straciła pierwsza niewiasta, Ewa, a córki ziemi szukały jej przez cztery tysiące lat i nie znalazły. Jakże miały ją znaleźć? Przychodziły na ten świat bez niej. Jakże miały znaleźć tę łaskę, którą Ewa utraciła? Przychodziły na ziemię skażone grzechem Ewy. Maryja jedyna ją znalazła — łaskę niepokalanego stworzenia, łaskę pierwotnej czystości. Dlatego rzekł do Niej anioł: „Nie bój się. Powiadam ci, że będziesz Matką Bożą i że Ten, który się z Ciebie narodzi, będzie nazwany Synem Najwyższego. Lecz ty, niewiasto, nie bój się, bo mówię ci, że znalazłaś łaskę przed Bogiem."
Dlatego Ją czcimy, najmilsi; dlatego radujemy się, że ona, będąc taką, jaką jest, jest wciąż naszą Matką i patrzy na nas miłością matki, a my możemy spoglądać ku Niej z ufną i pełną zawierzenia miłością dziecięcą. O Matko moja — o Matko Kościoła Bożego — o Matko wszystkich narodów — o Matko, która przechowałaś wiarę w Irlandii, gdzie przez pokusy i cierpienia nigdy nie ustała miłość ku Tobie — witam Cię! Jak stoisz dziś wieczór w niebie, obleczona słońcem boskiej sprawiedliwości, z księżycem odblaskiem wszystkich cnót ziemskich pod stopami Twymi, a na głowie Twojej korona z dwunastu gwiazd, najpiękniejszy dar Boży — witam Cię, o Matko! I w imię Kościoła katolickiego, i w imię ludu mego katolickiego, i w imię dalekiej i umiłowanej krainy, która Cię zawsze miłowała — ogłaszam, że jesteś chwałą Jeruzalem, jesteś radością Izraela i jesteś chlubą ludu naszego!