HomiliaDB

Thomas N. Burke OP · Wykłady i kazania

17. O pierwszym błogosławieństwie

Wygłoszone na konferencjach adwentowych w Katolickim Uniwersytecie w Dublinie.

Gdy szukam swojej drogi albo decyzjiGdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Powszechne powołanie do świętościWiara a rozum
W skrócie. Pierwsza konferencja adwentowa o pierwszym błogosławieństwie. Burke wyjaśnia, że ubóstwo ducha nie oznacza zniszczenia uczuć i pragnień, lecz ich przeniesienie z dóbr doczesnych na wieczne — co jest istotą wiary. Wiara jako pewność rzeczy niewidzialnych jest pierwszą rysą charakteru chrześcijańskiego nakreśloną przez Chrystusa, korzeniem całego życia nadprzyrodzonego. Cytuje nienazwanego angielskiego myśliciela (Newmana) o trudności protestantyzmu z brakiem autorytatywnych zasad pierwszych.

„Człowiek wiary to ten, który ma widoki i pragnienia ponad i powyżej tego świata i zmysłów; który nie czyni rzeczy zmysłowych ostatecznym i wielkim przedmiotem swych życzeń i pragnień;”

*Wygłoszone na konferencjach adwentowych w Katolickim Uniwersytecie w Dublinie.*

*„Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem ich jest królestwo niebieskie."*

Zebraliśmy się tutaj, aby rozważyć sprawy dotyczące naszego wiecznego dobra — aby rozważyć, co winniśmy Bogu, bliźniemu i samym sobie. Spotykamy się, by zastanowić się nad Bożym prawem, nad uzasadnieniem i zakresem jego zobowiązań oraz nad tym, w jakim stopniu sami je wypełniamy. We wszystkim tym nie szukamy prawdy — błogosławieństwo bycia katolikiem polega na tym, że wystarczy nam ją zgłębiać i stosować do siebie. Mamy nieomylnego przewodnika w prawdzie — Kościół — filar i podwalinę prawdy. Nie jesteśmy zmuszeni, dzięki Bogu, cofać się do własnego osądu, jak owi, o których mówi święty Piotr — „ślepi i po omacku szukający". Ale do was mówię słowami tego samego Apostoła: „Będę się starał, żebyście stale mieli o tych sprawach pamięć, choć je znacie i w teraźniejszej prawdzie jesteście utwierdzeni; uważam jednak za stosowne budzić was przez przypominanie."

Inaczej mają się rzeczy z tymi, którym nie zostało otwarte wejście do „wiecznego królestwa Pana naszego Jezusa Chrystusa". Oni muszą badać wszystko, usiłować dowodzić wszystkiego, nawet pierwszych zasad i tajemnic objawienia, i kuszą ich, by odrzucali nawet najwznioślejsze prawdy Boże, omawiane przed owym najbardziej mylnym trybunałem — rozumem ludzkim. O takich utyskiwał wielki mąż, niegdyś ściśle związany z waszym uniwersytetem, jeszcze jako protestant, we wstępie do jednego ze swych dzieł: „Nieszczęsną jest rzeczą" — powiada — „że musimy rozprawiać i bronić tego, co chrześcijański lud miał po prostu posiadać; że trzeba odwoływać się do jego rozumu zamiast 'budzić jego czysty umysł przez napomnienie'; że trzeba wskazywać mu artykuły wiary, które winny być jego punktem wyjścia, i traktować jako wnioski to, co w innych wiekach przyjmowano jako pierwsze zasady." „Zaprawdę, życie nie jest dość długie, by dowodzić wszystkiego, co można uczynić przedmiotem dowodu; i choć dociekanie jest po części dopuszczone, żeby wyprząc naszą gorliwość, to jednak objawienie, które odsłania rzeczy niedostępne rozumowi, w znacznej mierze i w najważniejszych kwestiach zastępuje je — oszczędza nam trudu posługiwania się nim, gdy byłoby ono pomocne, i sankcjonuje tym samym zasadę obywania się bez niego"; ale dodaje: „Udało nam się wznieść chmury, które skutecznie zasłaniają nam słońce; nie pozostaje nam nic innego, jak szukać drogi po omacku, rozumem, jak tylko potrafimy — naszym koniecznym, bo jedynym teraz przewodnikiem... Ogłosiliśmy nasze prawo do kwestionowania każdej prawdy, choćby najświętszej, choćby dotąd chronionej przed badaniem; uznaliśmy za jedynie prawdziwe takie przekonanie, które zaczyna się od wątpliwości, za jedynie filozoficzne takie dociekanie, które nie zakłada żadnych pierwszych zasad, za jedynie rozumną taką religię, którą sami sobie stworzyliśmy"; a końcem tego wszystkiego, bracia moi — „stratą wysiłku, podziałem i błędem okazały się trzy owoce naszej samowoli, wyraźnie widoczne już w tym świecie — nie trzeba nawet śledzić ich w przyszłym." Oto świadectwo umysłu wyjątkowo głębokiego i szczerého, zanim jeszcze został oświecony czystymi promieniami Bożej prawdy. Lecz my nie szukamy już tego, czym jest prawda. Tę mamy już znalezioną. Nasza wielka Matka ją posiada, głosi ją, a my mówimy do niej słowami Apostoła: „Wiem, komu uwierzyłem, i jestem pewien, że jest w stanie zachować to, co mi powierzono" (*Scio cui credidi et certus sum quia potens est depositum meum servare*) — święty depozyt wszelkiej prawdy. My natomiast dociekamy, „abyśmy zdolni byli pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość tej Bożej prawdy." A także poznać „miłość Chrystusa, przewyższającą wszelkie poznanie", to jest śledzić prawdę we wszystkich szczegółach jej praktycznego nauczania w prawie moralnym, gdzie wiara nasza objawia się w miłości „ku pełności Bożej." To jest wielkim zadaniem kaznodziei katolickiego, za przykładem samego Boskiego Pana; bo godnym uwagi jest, że Jego pierwsze Kazanie na Górze — od którego naturalnie moglibyśmy oczekiwać wykładu dogmatów chrześcijańskich — było kazaniem moralnym, nakreślającym wielkie rysy charakteru chrześcijańskiego, po których Jego wyznawcy mieli być rozpoznawani pośród ludzi aż do końca czasów. Rozważmy je:

Pierwsze: „Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem ich jest królestwo niebieskie."

Pierwszym słowem wypowiedzianym przez Pana naszego było: „Błogosławieni." „Szło za Nim wielkie mnóstwo ludu" — powiada Ewangelista — „z Galilei i z Dekapolu, i z Jerozolimy, i zza Jordanu, a ujrzawszy tłumy, wyszedł na górę"; ta była Jego amboną — stosowną dla kaznodziei i Jego orędzia. On był „upragnionym przez odwieczne wzgórza", a było napisane: „Wejdź na wysoką górę; ty, który głosisz dobrą nowinę Sjonowi; podnieś swój głos, ty, który głosisz dobrą nowinę Jerozolimie; podnieś go, nie lękaj się; mów do miast Judy: oto wasz Bóg!" — i otworzywszy usta swoje, nauczał ich. Usta Boże, zamknięte przez cztery tysiące lat; a gdy ostatnio przemówiły, było to, by przekląć pierwszego grzesznika i ziemię za jego sprawą: „Przeklęta niech będzie ziemia przez wzgląd na ciebie"; „ziemia jest skażona" (Izajasz) — „bo Pan to rzekł... dlatego przekleństwo pochłonie ziemię." Teraz zaś wypadało, by pierwszym słowem Chrystusa było odwołanie owego przekleństwa, gdyż — jak święty Paweł lubi wykazywać — był On antytezą Adama: „Jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wielu stało się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wielu dostąpi usprawiedliwienia... a zatem jak przez grzech jednego na wszystkich ludzi przyszło potępienie, tak przez sprawiedliwość Jednego na wszystkich ludzi przyszło usprawiedliwienie ku życiu." A jednak, gdy wnikniemy głębiej w to błogosławieństwo, okaże się, że przekleństwo ogłoszone nad światem jest przez nie raczej potwierdzone niż odwołane, mówi ono bowiem: „Błogosławieni ubodzy duchem", to jest: błogosławieni ci, którzy w pewnym sensie są oderwani i oddzieleni od świata.

Zważcie, że Chrystus zaczyna od ducha. Po pierwsze dlatego, że „Bóg jest duchem, a ci, którzy Go wielbią, winni Go wielbić w duchu i w prawdzie." Stąd też Apostoł mówi: „Bóg jest mi świadkiem, któremu służę w moim duchu." Po drugie zaś dlatego, że duch, czyli siedziba uczuć, jest tą częścią duszy ludzkiej, która kieruje i kształtuje całe działanie człowieka. Istnieją dwa wielkie działy — podziały — władze — siły w duszy człowieka: pierwszy to władza poznawcza czyli rozumowa, a drugi — władza pożądawcza czyli uczuciowa. Do pierwszej należy pamięć; zadaniem tej pierwszej wielkiej władzy duszy jest chwytać i zachowywać pojęcia oraz kształtować z nich wiedzę. Drugi wielki dział duszy, który nazwaliśmy duchem (samo bowiem słowo *suspirare* oznacza pragnienie), zawiera rozumową wolę, uczucia i żądze; a ponieważ ta wola człowieka, powodowana nie tylko przez rozum, lecz jeszcze silniej przez namiętności i pragnienia — według słów poety: *trahit sua quemque voluptas* — wyznacza każdy jego czyn, bo tylko ten czyn jest prawdziwie ludzki, który z niej pochodzi, wynika stąd, że owa część duszy, w której tkwi ta wola, te uczucia i pragnienia, jest źródłem i sprężyną wszelkiego życia moralnego w człowieku. Przeto Pan nasz Chrystus zaczął od ducha, bo chciał przemienić oblicze ziemi. „Ześlij Ducha Twojego, a będą stworzone, i odnowisz oblicze ziemi." Duch Boży miał wyjść i zająć miejsce ducha ludzkiego, a chrześcijaństwo miało tego dokonać, że ludzie nie będą już dłużej wiedzeni własnym duchem — to jest własnymi naturalnymi uczuciami i pragnieniami — lecz Duchem Bożym. Według słowa Apostoła: „Wszyscy bowiem, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi"; i tak mają oni „przyoblec Pana Jezusa Chrystusa; bo kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy." Do chrześcijan zaś mówi: „Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży w was mieszka?" Błogosławieni tedy — powiada Zbawiciel — ubodzy duchem. Niektórzy komentatorzy odnoszą te słowa do tych, którzy rzeczywiście są ubodzy: czy to przez niedostatek w świecie, czy przez wzniosłe dobrowolne ubóstwo świętego zakonu, jakie spotykamy w klasztorze. Że tekst dopuszcza takie zastosowanie, obficie dowodzi święty Łukasz, który w tym samym kontekście dodaje: „Biada wam, bogaczom, bo odebraliście już swoją pociechę." Niemniej jednak tekst ma o wiele szersze zastosowanie i dlatego inni tłumaczą ubóstwo ducha jako pokorę — fundament, a zarazem koronę wszystkich cnót. Takie rozumienie jest również słuszne i najczęściej przyjmowane przez świętych ojców. Lecz możemy znaleźć w tym błogosławieństwie jeszcze więcej niż kanonizację pokory. Jako że była to pierwsza cecha charakteru chrześcijańskiego, którą Zbawiciel nakreślił, tak gdy się zastanowimy, znajdujemy w tym błogosławieństwie pierwszy fundament życia chrześcijańskiego — mianowicie wiarę; bo prawdziwie człowiek ubogi duchem to człowiek wiary. Czym jest ubóstwo? Ubóstwo oznacza ogołocenie — pustkę — brak czegoś — odrzucenie i wyrzeczenie się czegoś. Ubóstwo ducha oznaczałoby zatem odrzucenie pożądań — uczuć — pożądliwości — zważywszy, że duch człowieka jest siedliskiem tych wszystkich władz. Czy jednak Bóg wszechmogący domaga się od nas wyrzeczenia się wszelkich uczuć i pragnień? Innymi słowy, czy żąda od nas zniszczenia tej wielkiej cząstki naszej istoty? Bynajmniej. Bóg nie jest niszczycielem i zniszczenie Mu się nie podoba. Nie chodzi zatem tyle o zniszczenie, ile o przeniesienie naszych pożądań, nadziei i uczuć — oto czego domaga się od nas Bóg wszechmogący przez ubóstwo ducha. Istnieją dwa rodzaje dóbr: doczesne i wieczne, widzialne i niewidzialne, teraźniejsze i przyszłe, dobra zmysłowe i dobra wiary. Otóż człowiek z natury skłania się ku szukaniu dóbr tego świata, a nie dóbr przyszłych. Tak bardzo zależy od zmysłów nawet w sprawach należących do duszy, takich jak wiedza i sama wiara; jest tak całkowicie otoczony zmysłami, że z natury skłonny jest spoczywać w zmysłach, szukać szczęścia w bieżącej rozkoszy zmysłowej i odpychać od siebie wszelkie myślenie o rzeczach przyszłych i niewidzialnych. Tym bardziej nie chcemy żadnej ofiary dla niewidzialnego — nie chcemy porzucać tego, co widzialne, dla niewidzialnego — nie chcemy odmawiać sobie teraźniejszej rozkoszy ze względu na obiecane błogosławieństwa. Wszyscy kochamy siebie wiernie — namiętnie. Kochamy siebie bardziej niż cokolwiek innego — bardziej niż bliźniego, bardziej niż cnotę, bardziej niż Boga.

Otóż Pan nasz Chrystus przez odkupienie uczynił nas synami Bożymi: „dał im moc, aby się stali synami Bożymi." Jako tacy musimy się różnić od dawnego, naturalnego człowieka — duchem, to jest myślami, pragnieniami, uczuciami, zapatrywaniami, postępowaniem. Wskazuje na to wyraźnie Apostoł, gdy mówi: „Pierwszy człowiek z ziemi — ziemski; drugi Człowiek z nieba — niebieski. Jaki ziemski, tacy i ziemscy; jaki niebieski, tacy i niebiescy. Przeto jak nosiliśmy obraz ziemskiego, nośmy też obraz niebieskiego." Lecz zanim możemy tak przyoblec obraz człowieka niebieskiego, tak by upodobnić się do Pana Jezusa Chrystusa — jednym słowem, zanim staniemy się chrześcijanami — musimy odrzucić od siebie starego człowieka, ducha ludzkiego; i dlatego ubóstwo ducha jest początkiem i fundamentem charakteru chrześcijańskiego. Wiara jest „pewnością tego, czego się spodziewamy" — a zatem dóbr przyszłych; „dowodem tych rzeczy, których nie widzimy" — a zatem rzeczy niedostępnych zmysłom; mówi bowiem Apostoł: *Per fidem ambulamus, et non per speciem*. Człowiek wiary to ten, który ma widoki i pragnienia ponad i powyżej tego świata i zmysłów; który nie czyni rzeczy zmysłowych ostatecznym i wielkim przedmiotem swych życzeń i pragnień; który wcale nie używa rzeczy istniejących, gdy krzyżują lub utrudniają jego wieczne dobro (to znaczy gdy są grzeszne), a w rzeczach, z których korzysta, ma na uwadze coś więcej ponad to, co widzialne, i sprawia, że wszystko, co stworzone, służy Niestworzonemu, wszystko, co doczesne, wiedzie do wiecznego, a wszystko, co ziemskie, staje się pomocne dla niebieskiego. Taki jest człowiek wiary. O, człowiecze pełen chwały, podobny do Syna Bożego!

← wróć do odkrywania