HomiliaDB

Thomas N. Burke OP · Wykłady i kazania

18. O drugim błogosławieństwie

Wygłoszone na konferencji adwentowej w Katolickim Uniwersytecie w Dublinie.

Gdy mam w sobie gniew, zazdrość, pychęGdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Naśladowanie ChrystusaPowszechne powołanie do świętości
W skrócie. Druga konferencja adwentowa o łagodności jako cnocie doskonałości naturalnej i nadprzyrodzonej. Burke analizuje anatomię gniewu (nieuporządkowane żądanie zemsty: apetyt zmysłowy kieruje wolą zamiast rozumu — odwrócenie naturalnego porządku), dowodzi na przykładach Mojżesza i Machabeuszy, że istnieje gniew sprawiedliwy. Łagodność jest ze wszystkich cnót najskuteczniejszą strażą rozumu. Wzorzec: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca."

„Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca.”

*Wygłoszone na konferencji adwentowej w Katolickim Uniwersytecie w Dublinie.*

*„Błogosławieni cichego serca, albowiem oni posiądą ziemię."*

To następna cecha charakteru chrześcijańskiego, którą nasz Boski Pan nam ukazuje. Chrześcijanin musi być nie tylko człowiekiem wiary — żyjącym dla celów Bożych — kierowanym przez pobudki nadprzyrodzone — chwytającym to, co niewidzialne, poprzez zewnętrzne formy rzeczy dostrzegalnych; lecz musi być również przeniknięty cnotą łagodności. Pamiętajcie, panowie, że chrześcijaństwo oznacza doskonałość — właśnie doskonałość człowieka — ludzkiej natury we wszystkich jej przyrodniczych właściwościach i możliwościach — a nadto, dalece ponad to — doskonałość ludzkiej natury we wszystkich nadprzyrodzonych darach Bożej łaski. Życie, według świętego Tomasza z Akwinu, jest ruchem samorzutnym. Istnieją dwa rodzaje ruchu: jeden wywoływany przez coś zewnętrznego względem rzeczy poruszanej — jak gdy potężne przyciąganie słońca wprawia w ruch bezwładną ziemię. Drugi pochodzi z czegoś wewnętrznego lub immanentnego, jak gdy ciało ludzkie jest poruszane przez zamieszkałą w nim żywą duszę lub zasadę ruchu. Ten właśnie ruch święty Tomasz nazywa ruchem immanentnym lub samorzutnym. Jeśli zastanowicie się nad tą definicją, odkryjecie, że jest ona rozległa i trafna, gdyż z pewnością nasze wyobrażenie życia wiąże się z jakimś rodzajem ruchu, a nieruchomość zupełną utożsamiamy z naturalnym poczuciem śmierci. Otóż każdy ruch niesie w swej istocie ideę punktu wyjścia, punktu, który ma zostać osiągnięty, oraz wysiłku, by przejść od jednego do drugiego. Kościół katolicki naucza zaś, że Bóg jest punktem wyjścia człowieka — że Bóg jest celem, do którego człowiek ma dążyć, a Pan nasz Jezus Chrystus — Bóg, który stał się człowiekiem — jest drogą, formą, wzorem i środkiem prowadzącym go do tego celu. „Jam jest Alfa i Omega — początek i koniec" — mówi On; a gdzie indziej: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem"; bo powiada Apostoł: „jeden jest Bóg i jeden Pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Jezus Chrystus." Życie, które jest nam w ten sposób wskazane, w sposób oczywisty obejmuje wszelką nadprzyrodzoną doskonałość łaski, gdyż w „Chrystusie zamieszkała cała pełnia Bóstwa cieleśnie." Lecz z odwiecznego prawa wynika, że to, co doskonałe w najwyższym porządku, zawiera w sobie wszelką doskonałość porządku niższego; przeto dążąc do upodobnienia się do obrazu Syna Bożego, zdobywamy zarazem wszystko, co w porządku natury jest najdoskonalsze, i tak „pobożność jest pożyteczna do wszystkiego, mając obietnicę życia teraźniejszego i przyszłego." Zobaczmy zatem, w jakim stopniu cnota łagodności sprzyja naturalnemu i nadprzyrodzonemu doskonaleniu człowieka. Najpierw więc: czym jest łagodność?

Łagodność jest cnotą lub mocą, dzięki której namiętność gniewu jest tak umiarkowana i powściągana, że nie wzbudza się w nas inaczej, niż gdy to konieczne i w mierze, jaka jest konieczna. Jest ona zatem, jak widzicie, ćwiczeniem władzy rozumu człowieka nad niższymi pożądaniami i siłami duszy. Człowiek, jak wiadomo, złożony jest z ciała i duszy — z materii i ducha — z których każde ma swoją własną naturę i swoje własne siły — cudownie złączone i wzajemnie na siebie oddziałujące w jednej istocie. Dusza ma swoje własne uczucia i pragnienia, własny apetyt rozumny, którym jest wola, kierowana i kształtowana przez rozum. Lecz ponieważ dusza ta jest zjednoczona z materialnym ciałem i zależna w swych wrażeniach od zmysłów, istnieje również apetyt zmysłowy; a zdeprawowane pożądanie i namiętność w nadmiarze napadają na duszę. Te zmysłowe pożądania manifestują się w człowieku w dwóch wielkich namiędnościach nadrzędnych, a mianowicie: pożądliwości i gniewie — pożądliwości, która skłania nas do poszukiwania tego, co jest lub co uważamy za pożądane; oraz gniewie, który niepokoi i pobudza duszę, gdy to, co pożądane, zostaje odjęte lub gdy napotykamy przeszkody w jego dążeniu. Oto więc człowiek — o tyle, o ile musimy się nim zająć — złożony z intelektu, woli, namiętności pożądliwości i gniewu; i oprócz cnót teologicznych, które dotyczą wyłącznie nadprzyrodzonej doskonałości człowieka, mamy cnoty kardynalne, które można powiedzieć, że dotyczą jego naturalnej doskonałości, a oddziałują na te cztery siły lub namiętności: roztropność bowiem przebywa w intelekcie, sprawiedliwość w woli, umiarkowanie dotyczy namiętności pożądliwości, a męstwo tej gniewu. Im bardziej te cnoty rządzą i kształtują swe odpowiednie siły, tym doskonalszym jest człowiek w porządku natury.

„Do ludzkiej cnoty należy" — powiada święty Tomasz — „doskonalenie człowieka przez sprowadzenie każdego jego działania pod panowanie rozumu, co dokonuje się na trzy sposoby. Po pierwsze, sam rozum jest właściwie uporządkowany — a czyni to przez cnoty intelektualne lub władze rozumowe. Po drugie, rozum tak uporządkowany lub udoskonalony staje się przewodnikiem i rządcą wszystkich spraw ludzkich za pośrednictwem cnoty sprawiedliwości; i po trzecie, wszelkie przeszkody dla takiego kierownictwa lub rządzenia rozumem zostają usunięte — po pierwsze przez cnotę umiarkowania, która powściąga wolę, gdy jest pociągana ku temu, czego prawy rozum zabrania, i po drugie przez męstwo, które przemaga mocą ducha i woli trudności napotkane na drodze cnoty, podobnie jak człowiek siłą i energią ciała przezwycięża i odpiera wszelkie cielesne trudności." W ten sposób pojmujemy, jak wszelka naturalna doskonałość w człowieku polega na doskonałym i bezwzględnym panowaniu dobrze uporządkowanego rozumu lub umysłu. Doskonałość oznacza porządek, gdyż zauważa Mistrz Anielski, że doskonałość i piękno wszelkiego stworzenia polega na porządku. Naszym zaś wyobrażeniem porządku jest to, że rzeczy niższe powinny być poddane wyższym, a to, co najwyższe, powinno rządzić wszystkim; lecz ponieważ intelekt lub rozum jest najwyższą władzą w człowieku, wynika z tego, że naturalna doskonałość człowieka musi polegać na panowaniu tego rozumu nad wszystkimi niższymi siłami duszy i nad wszystkimi namiętnościami i skłonnościami człowieka.

Takim właśnie był pierwszy człowiek, gdy wyszedł z rąk Boga — istota doskonała. „Bóg stworzył człowieka prawym" — mówi Kaznodzieja; a w innym miejscu: „Napełnił go rozumem poznania i dał mu ujrzeć dobra i zło." W owym szczęśliwym czasie, zanim grzech znalazł wstęp do świata nowo stworzonego, wszystko było doskonałością, bo wszystko było porządkiem. Stworzenia niższe i byty podrzędne były w zupełności poddane człowiekowi. „Uczyńmy człowieka" — mówi Pan — „na obraz i podobieństwo nasze, i niech panuje nad rybami morskimi i ptactwem niebieskim, i nad zwierzętami, i nad całą ziemią, i nad wszystkimi stworzeniami pełzającymi, które pełzają po ziemi." Zmysły zaś i wszystkie niższe pożądania w samym człowieku były pod zupełną kontrolą woli, która z kolei podlegała rozumowi pozostającemu w doskonałym posłuszeństwie wobec Boga. Lecz gdy ten porządek został zakłócony przez grzech — gdy rozum i wola człowieka odmówiły posłuszeństwa Bogu — wówczas niższe pożądania i namiętności z kolei odmówiły poddania się rozumowi, i stworzenie Boże, i sama krnąbrna ziemia zbuntowały się przeciw człowiekowi. Tracąc nadprzyrodzone dary łaski i niewinności, człowiek utracił zarazem naturalną integralność i doskonałość swego bytu. Tak wielka była łączność między naturą a łaską, że gdy łaska odeszła, integralność natury również została utracona, i człowieczeństwo pozostało nie tylko ograbione i pozbawione swej Bożej szaty, lecz także okaleczone i bezsilne. Z tego wszystkiego wynika, po pierwsze, że namiętność, która najdotkliwiej i najpotężniej atakuje panowanie rozumu — zaślepia je, przemaga, strąca z tronu — jest największą przeszkodą dla naturalnej doskonałości człowieka. I po drugie, że cnota lub moc, która opanowuje tę namiętność — sprowadza ją pod panowanie umysłu, ukierunkowuje jej energię, jednocześnie niszcząc jej nieuporządkowane dążenie — jest najlepszą strażą rozumu, a co za tym idzie, w sposób najbardziej bezpośredni sprzyja naturalnej doskonałości człowieka. Otóż, panowie, tą namiętnością jest gniew, a tą cnotą — łagodność. Słusznie zatem możemy wnioskować, że Chrystus Pan, przywracając nam to, co nadprzyrodzone, i uzdalniając nas do zdobycia tej cnoty, przywrócił nam zarazem integralność i naturalną doskonałość, które Adam utracił.

Czym jest gniew? Gniew jest zdefiniowany jako nieuporządkowane pragnienie zemsty. Zmysłowy apetyt, pobudzony i rozpalony przez krzywdę rzeczywistą lub urojoną, oddziałuje na wolę, nakłaniając ją i skłaniając ku pragnieniu zemsty. Nie jest to już rozum kierujący i prowadzący wolę, lecz apetyt zmysłowy, to jest niższa siła duszy, kierująca siłą wyższą — a zatem odwrócenie porządku. Istotą gniewu jest działanie i pożądanie bez należytej refleksji. Stąd nic bardziej powszechnego niż powoływanie się na gniew jako na usprawiedliwienie czynów nierozumnych. Mówimy: człowiek uczynił to pod wpływem gwałtownego wzburzenia gniewem, a zatem nie może być pociągnięty do odpowiedzialności — należy go usprawiedliwić. Tak — usprawiedliwić; lecz samo usprawiedliwienie wysuwane w jego obronie pokazuje, jak zupełnie rozum zostaje tymczasowo zniszczony przez tę namiętność, gdyż, jak powiada poeta: *ira furor brevis est* — jest to chwilowe obłąkanie. Słyszymy niekiedy wyrażenie: „doprowadzony do szaleństwa gniewem"; i nawet samo prawo mówi o zabójstwie popełnionym w gniewie jako o „manslaughter" — zabiciu jednego zwierzęcia przez drugie. Nie mówimy nigdy, że człowiek doprowadzony jest do szaleństwa pychą ani pożądliwością — ale gniewem. Człowiek w gniewie jest rozpoznawany jako stworzenie pozbawione rozumu. Nie odpowiada już definicji człowieka: *animal rationale*. W istocie, gdyby przyjąć, że prawy rozum nim rządzi, przestalibyśmy uważać go za rozgniewanego, gdyż nie samo wzburzenie, lecz jego nieuporządkowany, nierozumny nadmiar, dochodzący do zaburzenia umysłu i wywrócenia rozumu, stanowi grzech gniewu. Istnieje wzburzenie, które na pozór wygląda jak gniew i które nawet prowadzi do straszliwych następstw, a jednak jest wolne od grzechu, bo pozostaje pod kontrolą dobrze uporządkowanego umysłu. Święty Jan Chryzostom mówi: „Ten, kto gniewa się bez przyczyny, grzeszy; lecz kto ma dostateczną przyczynę, nie grzeszy. *Nam si ira non fuerit nec doctrina proficit nec judicia stant nec crimina compescuntur.*"

Takie właśnie było oburzenie Mojżesza, „najłagodniejszego z ludzi." Ujrzał Egipcjanina bijącego Hebrajczyka, swego brata… zabił Egipcjanina i ukrył go w piasku. I znowu: „Gdy zbliżył się do obozu, ujrzał cielca i tańce, i rozpalił się wielkim gniewem, i cisnął z rąk tablice, i potłukł je u stóp góry… a stanąwszy w bramie obozu, rzekł: Jeśli kto jest po stronie Pańskiej, niech do mnie przystąpi; i zebrali się do niego wszyscy synowie Lewiego, i rzekł do nich: Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Niech każdy przypasze miecz swój na biodro, idźcie i przejdźcie przez obóz od bramy do bramy, i niech każdy zabija brata swego, i przyjaciela, i bliźniego. I uczynili synowie Lewiego według słów Mojżeszowych, i padło tego dnia około dwudziestu trzech tysięcy ludzi." A jednak co mówi Duch Święty? „Mojżesz był człowiekiem nader łagodnym, ponad wszystkich ludzi, którzy mieszkali na ziemi." Podobne też było szlachetne oburzenie Machabeja… „kapłana z synów Joariba"; gdyż gdy „przyszedł pewien Żyd na oczach wszystkich, aby złożyć ofiarę bożkom na ołtarzu w mieście Modin, według rozkazu królewskiego. A Machabeusz widział to i zasmucił się, i zadrżały jego żyły, i rozpłonął się jego gniew według nakazów prawa, i rzuciwszy się na niego, zabił go na ołtarzu." Możemy sięgnąć po jeszcze wznioślejsze przykłady na ilustrację słów Psalmisty: „Gniewajcie się, a nie grzeszcie." „I wyszedł Jezus do Jerozolimy; i znalazł w świątyni sprzedających woły i owce, i gołębie, i siedzących bankierów. A uczyniwszy jakby bicz z powrozów, wygnał wszystkich ze świątyni… i pieniądze bankierów rozsypał, i stoły porozbijał." Lecz we wszystkich tych i podobnych przykładach wzniosła i doskonała pobudka rozumowa kierowała i rządziła czynami: w Mojżeszu — natchnienie Boże; w Machabeuszu — „nakaz prawa"; a w naszym błogosławionym Panu — pożerająca żarliwość o chwałę i cześć domu Ojca Jego.

Istnieje zatem, jak widzicie, gniew dobry i zły; gniew usprawiedliwiony i nieusprawiedliwiony. Stąd Arystoteles mówi: „Godzien jest pochwały lub nagany ten, kto bywa niekiedy rozgniewany." Kiedy gniew jest grzeszny, a kiedy nie? Jest grzeszny, po pierwsze, gdy pragniemy zemsty lub odwetu dla nich samych, a nie dla uprawnionego celu poprawienia bliźniego; albo gdy pragniemy widzieć karanego niewinnego lub nadmiernej kary wymierzonej winnemu; albo gdy pragniemy wywrócić prawidłowy porządek i bieg sprawiedliwości; jednym słowem, gdy pragnienie jest sprzeczne z prawym rozumem. Po drugie, gniew jest grzeszny, gdy wzburzenie zostaje dopuszczone do tak wielkiej gwałtowności, że staje się wściekłością — wewnętrzną lub zewnętrzną — i w ten sposób zajmuje miejsce rozumu. Święty Grzegorz Wielki mówi: „Trzeba się pilnie strzec, aby gniew, który winien być służebnicą cnoty, nie zapanował nad umysłem; aby nie stała się panią ta, która jako posłuszna służebnica powinna stać za rozumem." Lecz żadna namiętność nie niszczy rozumu tak doszczętnie, jak widzieliśmy, jak gniew nieuporządkowany i grzeszny; co więcej, szpeci nawet zewnętrzne oblicze człowieka, czyniąc go podobnym demonowi. Stąd święty Jan Chryzostom mówi: „Nic nie jest straszliwsze niż oblicze rozjuszonego człowieka"; bo mówi święty Grzegorz, czerpiąc zresztą od Seneki: „Serce wzburzone uderza gwałtownie — ciało drży — bezmyślny język wylewa bezładne słowa — twarz rozpłomieniona gore gniewem — szalone oczy iskrzą się!" I konkluduje łagodny filozof: „Cóż dopiero musi być ta gniewna dusza, której zewnętrzny obraz jest tak szpetny i zdeformowany!"

Jeśli takim jest gniew, jakże wysoka i chwalebna musi być cnota, która go pokonuje, moderuje i powściąga — która albo zupełnie go tłumi, zachowując doskonały pokój duszy i ciała, albo pozwala mu wznosić się jedynie tak daleko, jak rozum na to pozwala lub wymaga, i czyni w ten sposób cnotą to, co może być tak ohydnym grzechem — a taką jest łagodność. Wiele osób, zwłaszcza młodych, uważa łagodność za coś zbędnego i niepotrzebnego — za cnotę klasztorną lub kobiecą, i właściwą starcom. I tak zaślepieni i wprowadzeni w błąd, pozwalają, by opanowało ich złe, gwałtowne usposobienie i namiętność. A przecież z pewnością nie ma cnoty bardziej mężnej i szlachetnej niż ta, która uzdalnia człowieka do panowania nad sobą i nad własnymi namiętnościami. Jakże może rządzić innymi ten, kto nie umie rządzić sobą? Jakże może współżyć z innymi ten, kto jest bezsilny i niezdolny do życia we własnej duszy w pokoju? Prawdziwie zdatny jest na *Anax Andron* — króla mężów — kto przez łagodność nauczył się utrzymywać małe królestwo swej własnej duszy i ciała w należnym porządku poddania rozumowi. Każda cnota jest mocą — samo słowo „cnota" oznacza moc; i cóż jest straszliwsze w swej mocy niż łagodność? Podziwiamy siłę Samsona, który spokojnie odbijając się od winnicy, rozerwał lwa tak, jak by rozerwał koźlę; o ileż cudowniejsza jest siła tego, kto potrafi pochwycić demona gniewu i okuć go łańcuchami, jak archanioł zakuł Lucyfera. Święty Tomasz stawia pytanie, czy łagodność jest największą z cnót moralnych. Po pewnych rozróżnieniach odpowiada: „W pewnym sensie łagodność posiada wśród cnót szczególną doskonałość; gdyż tak jak gniew, ze względu na swoją gwałtowność i nagłość, pozbawia duszę (bardziej niż jakakolwiek inna namiętność) wolności i zdolności sądzenia, tak łagodność, która rządzi gniewem, zachowuje człowiekowi (ponad wszystkie inne cnoty) panowanie nad sobą samym." Stąd mówi Eklezjastyk: „Synu mój, zachowuj duszę swą w łagodności i daj jej cześć według jej zasług. Kto usprawiedliwi tego, kto grzeszy przeciw duszy swojej własnej? I kto uczci tego, kto hańbi duszę swoją własną?" Jakże bezsilny jest człowiek rozgniewany, gdy staje twarzą w twarz z tym, kto trzyma swą duszę i usposobienie w łagodności! Jakże daremna była wściekłość faryzeuszy i kapłanów wobec łagodności Jezusa Chrystusa! Widzieliśmy, w jakim stopniu ta cnota przyczynia się do naszej naturalnej doskonałości; rozważmy teraz jej nadprzyrodzoną wzniosłość.

Doskonałość człowieka w nadprzyrodzonym porządku łaski polega na upodobnieniu się do Pana Jezusa Chrystusa — przez łaskę tu na ziemi, przez chwałę w życiu przyszłym. „Tych bowiem, których przedtem poznał, tych też przeznaczył, aby stali się podobni do obrazu Jego Syna, a tych, których przeznaczył, tych też powołał; a których powołał, tych też usprawiedliwił; a których usprawiedliwił, tych też uwielbił." Podobieństwo łaski objawia się tu przez cnoty, a pierwszą z nich jest łagodność, gdyż nasz Boski Pan sam wysuwa ją na czoło, mówiąc: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca."

← wróć do odkrywania