HomiliaDB

Thomas N. Burke OP · Wykłady i kazania

20. Wcielenie

Kazanie wygłoszone w Katolickim Uniwersytecie w Dublinie, w czwartą niedzielę Adwentu 1864 r.

Gdy chcę podziękować i uwielbićGdy potrzebuję nadziei Życie nadprzyrodzoneOdkupienie
W skrócie. Kazanie adwentowe w Dublinie o tajemnicy Wcielenia. Burke opisuje cztery Boskie przymioty ujawnione we Wcieleniu (dobroć, mądrość, sprawiedliwość, wszechmoc), trzy cnoty teologiczne przez nie umocnione (wiara, nadzieja, miłość), i hipostatyczne zjednoczenie — dwie natury w jednej osobie Boskiej. Konkluzja praktyczna: człowieczeństwo wywyższone przez Wcielenie, a skażone grzechem, znieważa nieskończoną czystość Jezusa Chrystusa.

„Bóg nie poprzestaje na odkupieniu — chce jeszcze wywyższyć i uczcić tych, których odkupuje.”

*Kazanie wygłoszone w Katolickim Uniwersytecie w Dublinie, w czwartą niedzielę Adwentu 1864 r.*

*„I ujrzy wszelkie ciało zbawienie Boże."* — Łk 3, 6

Zbawienie, o którym mówi Ewangelista, dokonało się w przedziwnej tajemnicy Wcielenia Syna Bożego. Przez cztery tysiące lat świat siedział w ciemności i w cieniu śmierci. „Ręka Pańska nie była skrócona, aby nie mogła zbawić, ani Jego ucho nie stało się głuche, aby nie mogło usłyszeć" — „lecz nieprawości wasze" — rzecze prorok — „rozdzieliły pomiędzy wami a Bogiem waszym, a grzechy wasze ukryły oblicze Jego przed wami." I czekali na sąd — a nie było go; na zbawienie — a było daleko od nich. Tymczasem prorocy wzdychali i modlili się o przyjście Tego, który był oczekiwaniem narodów i miał przynieść zbawienie. „Dla Syjonu nie zamilknę i dla Jeruzalem nie uspokoję się, aż Sprawiedliwy jej wyniknie jako jasność, a Zbawiciel jej zaświeci jak pochodnia... Wejrzyj z nieba, o Panie" — mówi dalej — „i patrz z przybytku świętości Twojej i z miejsca chwały Twojej; gdzież jest gorliwość Twoja i potęga Twoja i wielość miłosierdzia Twego?... Ześlij, o Panie, Baranka, władcę ziemi... na górę córki Syońskiej... bo Tyś, o Panie, Ojcem naszym, Odkupicielem naszym, od wieków imię Twoje." A gdy nadeszła pełnia czasu, „tak Bóg umiłował świat, że dał Syna Swego jednorodzonego", który dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba i przyjął ciało z Ducha Świętego z Dziewicy Maryi, i stał się człowiekiem. I to jest owo zbawienie, które ujrzało wszelkie ciało — bo narody chodziły w Jego świetle, a królowie w blasku Jego wschodzenia. Jesteśmy teraz, najmilsi bracia, w świętym czasie Adwentu, podczas którego Święta Matka Kościół przygotowuje nas przez modlitwę i post na przyjście Syna Bożego, który stał się człowiekiem. Przystoi nam zatem w tym dniu zwrócić myśli ku rozważaniu wielkiej tajemnicy, którą wspominamy — mianowicie Wcielenia Syna Bożego.

Cóż to jest fakt, który upamiętniamy? Człowiek został stworzony przez Boga Wszechmogącego w prawości, w niewinności, w sprawiedliwości i tym samym w mocy. Uczyniony był niewiele mniejszym od aniołów; uwieńczono go czcią i chwałą — lecz nie pojął tego; przyrównano go do bydląt nierozumnych i stał się do nich podobny. Odpadł od Boga i utracił wszystkie łaski, niewinność i sprawiedliwość, w których został stworzony. A aby przywrócić mu wszystko, co utracił, aby wznieść go nawet wyżej, niż stał w chwili swego upadku — Bóg staje się człowiekiem, przyjmuje na siebie naszą ludzkość i jednoczy ją ze Sobą w Swej własnej Boskiej Osobie. Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, odwieczny i uwielbienia godny Syn, „który będąc w postaci Bożej, nie poczytał sobie za grabież być równym Bogu, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi i kształtem uznany jako człowiek; uniżył siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci — i to śmierci krzyżowej." „Niewidzialne rzeczy Boże dają się jasno poznać przez stworzenia" — mówi Apostoł; a wnioskuje święty Jan Damasceński: w tajemnicy Wcielenia wyraźnie dostrzegamy cztery wielkie przymioty Boga Wszechmogącego, mianowicie: dobroć, mądrość, sprawiedliwość i wszechmoc. W tej tajemnicy oglądamy nieskończoną dobroć Boga Wszechmogącego, bo nie wzgardził On poniżeniem własnych stworzeń, choć upadłych, skoro wziął na siebie człowieczeństwo. Widzimy sprawiedliwość Boga Wszechmogącego, albowiem skoro człowiek popadł pod władzę diabła, grzechu i śmierci, słuszne było, aby ci tyrani zostali z kolei przez człowieka zmiażdżeni i pokonani — i dokonał tego Człowiek, Jezus Chrystus, który wygnał diabła, zgładził grzech świata i przez Swą śmierć oraz zmartwychwstanie pokonał śmierć, tak że nie ma ona już nad Nim żadnej władzy. W tajemnicy Wcielenia — ciągnie dalej święty Jan — dostrzegamy najwyższą mądrość Boga Wszechmogącego, który w Swej własnej osobie spłacił w sposób najstosowniejszy dług nieskończony; i wreszcie oglądamy w tej tajemnicy wszechmoc Bożą, albowiem nic nie może być większe ponad to, że Bóg stał się człowiekiem. Lecz nie tylko dostrzegamy Boże przymioty w tajemnicy Wcielenia naszego Pana — odkrywamy ponadto, że owe przymioty są właśnie powodem, dla którego tajemnica ta się dokonała.

Gdy bowiem święty Tomasz pragnie dowieść, że przystało, aby Bóg stał się człowiekiem, opiera swój wywód na nieskończonej dobroci Bożej; albowiem — powiada Doktor Anielski — cokolwiek należy do natury jakiejś osoby lub rzeczy, tej osobie lub rzeczy przystoi, podobnie jak człowiekowi przystoi używać rozumu, bo rozumność jest jego naturą. Otóż samej istocie dobroci właściwe jest udzielanie się innym; przeto samej istocie dobroci najwyższej właściwe jest udzielać się w sposób najwyższy — to jest najściślejszy. Cóż zaś może być ściślejszym zjednoczeniem niż to, które znajdujemy we Wcieleniu naszego Pana, gdy — jak wyraża się święty Augustyn — tak zjednoczył ze Sobą naszą stworzoną naturę, że jedną Osobą był związek trojga: Odwieczne Słowo, dusza ludzka i ciało ludzkie? Stąd — konkluduje Mistrz — przystało, aby Bóg stał się człowiekiem. O Boże Wszechmogący, nieskończony w miłosierdziu, w mądrości i w mocy! Łatwo nam dziś powiedzieć, że przystało, abyś przyszedł do nas i abyś nas ku Sobie podniósł — ale gdyby Twoje miłosierdzie i nieskończona miłość nie skłoniły Cię do tego, jakiż umysł zdołałby pojąć to jako możliwe, jaka śmiała inteligencja mogłaby to sobie wyobrazić?

Doktor Anielski pyta dalej: czy było konieczne, aby Bóg stał się człowiekiem? Święty Augustyn odpowiada na to, że z pewnością nie brakowało innych środków, przy pomocy których wszechmoc Boża mogłaby odnowić naszą upadłą naturę, lecz żaden inny środek nie był tak doskonale dostosowany do celu uleczenia naszej słabości i nędzy jak Wcielenie Syna Bożego. Gdy rozważymy, czego Bóg wymaga od człowieka dla osiągnięcia wiecznej szczęśliwości, lepiej pojmiemy owo powiedzenie świętego Augustyna. Przede wszystkim zatem Bóg Wszechmogący wymaga od człowieka wiary, nadziei i miłości, bo — powiada Apostoł — „bez wiary niepodobna jest podobać się Bogu", a gdzie indziej mówi: „nadzieją jesteśmy zbawieni", i znowu: „gdybym mówił językami ludzkimi i anielskimi... i gdybym znał wszystkie tajemnice i wszelką wiedzę... i gdybym wydał ciało swoje na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże." Otóż we wszystkich tych trzech koniecznych cnotach człowiek jest wspomagany przez Wcielenie Syna Bożego.

Po pierwsze — w wierze: przez tę tajemnicę sam Bóg przychodzi do nas, przebywa pośród nas i naucza nas wiary Swoimi własnymi słowy. Stąd święty Augustyn zauważa: „Aby człowiek pewniejszym krokiem zdążał ku prawdzie, sama Prawda Odwieczna, przyjąwszy naszą naturę ludzką, wznosi w Swej własnej osobie i gruntuje naszą wiarę." — Po drugie — w nadziei, którą ta tajemnica podnosi i umacnia. „Nic tak bardzo nie było konieczne" — powiada święty Augustyn — „dla utwierdzenia naszej nadziei, jak żeby człowiek poznał, jak bardzo Bóg go miłuje"; bo ta miłość i to miłosierdzie Boże jest fundamentem naszej nadziei. „Lecz jakiż większy dowód miłości mógł nam Bóg dać, niż przyjmując naszą naturę i poślubiwszy nasze człowieczeństwo?" I dlatego, gdy ów wielki Ojciec Kościoła chce wskazać pierwszą główną przyczynę, która pobudziła Boga Wszechmogącego do tego czynu, mówi, że była nią miłość — miłość nie tylko płonąca w sercu naszego Stwórcy, lecz miłość pragnąca rozlać się i w sercach naszych; bo — rzecze święty — „jakąż większą przyczynę można dać dla przyjścia naszego Pana, jak tę, że miał objawić w nas Swoją miłość?"

Człowiek stał się niewolnikiem swych zmysłów, które odwodziły go od Boga; a oto Bóg, tęskniąc za miłością tego upadłego stworzenia, objawia się nam w kształcie zmysłowym, abyśmy zostali przywiedzeni do miłowania Go. Człowiek napełnił swe serce miłością stworzeń, zapominając przez to o Bogu i o zbawieniu; a oto Bóg, spragniony posiadania tego ludzkiego serca, sam staje się stworzeniem, by nas do Siebie przyciągnąć. Oprócz zaś trzech cnót teologicznych człowiek potrzebował jeszcze pouczenia w cnotach moralnych — i dlatego Bóg zechciał dać nam Swój własny nieomylny przykład, by prowadzić nas w wypełnianiu prawa moralnego i przykazań cnoty. Przed Jego przyjściem rodzaj ludzki był zwiedziony fałszywymi maksymami bezbożnej mądrości. Sięgali ludzie do szkół filozoficznych i badali życie filozofów, którzy słowem i przykładem stawiali fałszywy wzorzec cnoty moralnej i byli jak „ślepi prowadzący ślepych". Nie można ich było bezpiecznie naśladować; „ich końcem była zagłada." Człowieka — powiada święty Augustyn — nie trzeba było naśladować, bo można go było zobaczyć i usłyszeć. Boga trzeba było naśladować, lecz Jego nie można było zobaczyć. „Żeby więc człowiek miał kogoś, kogo mógłby widzieć i słyszeć jako człowieka, a naśladować jako Boga — sam Pan Bóg stał się człowiekiem." O przedziwne dzieło miłości i miłosierdzia, zniżające się do nas!

Lecz miłość Boga ku człowiekowi w tajemnicy Wcielenia Pańskiego nie zatrzymuje się na tym. Jednocząc naszą naturę ze Sobą, udziela jej pełnego uczestnictwa w Swym Bóstwie, które jest właśnie najwyższą szczęśliwością człowieka i wielkim celem życia ludzkiego; tak że przez tajemnicę Wcielenia stajemy się „uczestnikami Boskiej natury", bo — powiada święty Augustyn — „Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem"; zgodnie ze słowami Psalmisty: „Powiedziałem: bogami jesteście." Niezwykła godność tym sposobem nadana rodzajowi ludzkiemu wypływa z hipostatycznego, czyli osobowego zjednoczenia naszej natury z naturą Bożą w Nim.

Człowiek złożony jest z ciała i duszy, a ze zjednoczenia ciała i duszy — ducha i materii — wynika osoba ludzka. Otóż nasz błogosławiony Pan przyjął we Wcieleniu ciało ludzkie i duszę ludzką ze wszystkimi ich odrębnymi władzami i zdolnościami; a jednak ze zjednoczenia tych dwóch pierwiastków nie wynikła osoba ludzka, jak to się dzieje w przypadku wszystkich innych stworzeń, lecz w chwili Jego Boskiego poczęcia Słowo — Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej — zastąpiło Swą własną osobą Boską osobę ludzką; tak że choć było ciało ludzkie uformowane z najczystszej krwi Dziewicy Matki i dusza ludzka stworzona tchnieniem Bożym, owocem łona Maryi była nie osoba ludzka, lecz Boska. Dlatego też jest Ona prawdziwie Matką Boga, bo osoba, która z Niej się narodziła, była Boska. W naszym błogosławionym Odkupicielu znajdujemy zatem wszystko, co Boskie, i wszystko, co ludzkie, zjednoczone w jednej osobie. Stąd są w Nim dwie natury — ludzka i Boska — dwie wole: Boska i ludzka — dwa stosunki: jeden odwieczny, przez który jest Synem Bożym, drugi doczesny, przez który jest Synem błogosławionej zawsze Dziewicy — a jednak tylko jedna osoba. Ponieważ zaś działania i cierpienia przypisuje się nie naturze, lecz osobie, przeto działania i cierpienia naszego Pana miały wartość i zasługę nieskończoną, bo osoba, która działała i cierpiała, była Boska.

Przez to osobowe zjednoczenie tak Bóg złączył z Sobą nasze człowieczeństwo, że poślubił je na wieki, czyniąc je niejako cząstką Siebie samego, której już nigdy nie oddzieli od Siebie; tak że nawet gdy umarł na Kalwarii, choć dusza i ciało na pewien czas rozłączyły się, Bóstwo i człowieczeństwo pozostały zjednoczone, i aniołowie niebiescy adorowali swojego Boga, gdy wisiał martwy na krzyżu. I tak, jako Bóg i człowiek zjednoczony, przyjdzie sądzić świat; i tak, jako Bóg i człowiek zjednoczony w jednej osobie, królować będzie w niebie przez całą wieczność: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, i ten sam na wieki." To najściślejsze zjednoczenie jest owocem nieskończonej miłości Bożej ku człowiekowi. Bóg nie poprzestaje na odkupieniu — chce jeszcze wywyższyć i uczcić tych, których odkupuje. „Czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz, albo syn człowieczy, że nawiedzasz go?" — a Pan Bóg odpowiada w uwielbienia godnej tajemnicy Wcielenia: „Człowiek jest nieco mniejszy od Moich aniołów — oto uczynię go królem aniołów. Człowiek utracił swój tron w niebie — oto posadzę go na tronie ponad cherubinami. Człowiek stał się niewolnikiem diabła — oto sprawię, że diabli upadną przed nim i oddadzą mu pokłon; będę jego Jezusem, jego Zbawicielem, i na imię Jezusa zegnie się każde kolano w niebie, i na ziemi, i w piekle. U Pana jest miłosierdzie i obfite u Niego odkupienie, tak że gdzie grzech się rozmnożył, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska."

Lecz aby dokonać tego miłosierdzia — zobaczcie, czego kosztowało to Odwiecznego Syna Bożego. „Ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi." On, „który będąc blaskiem chwały Ojca i odbiciem Jego istoty, podtrzymując wszystko słowem Swej mocy... siedział po prawicy majestatu na wysokości" — zstąpił z owego wyniosłego tronu, złożył Swą chwałę, ukrył Swój blask, unicestwił Swój majestat, ogołocił się ze Swej mocy i stał się sługą, niewolnikiem — ostatnim i najniższym z rodu upadłego i poniżonego. Ten, do którego Ojciec od wieczności mówił: „Synem Moim jesteś, Jam Cię dziś zrodził", staje się synem pokornej, nieznanej Dziewicy, tak że Żydzi naśmiewali się z Jego nauki i mówili: „Czyż to nie syn Józefa i Maryi?" Ten, o którym w niebie powiedziano: „Niech Mu się kłaniają wszyscy aniołowie Boży" i „tron Twój, o Boże, na wieki wieków" — staje się jako robak ziemi, wyrzutek nawet pośród ludzi, bez przyjaciela, który by Go miłował, i bez miejsca, gdzie mógłby złożyć głowę.

O Boże — zawołał prorok, który to wszystko widział z góry — „któż uwierzył słyszeniu naszemu i ramię Pańskie komuż objawione jest? Widzieliśmy Go — wzgardzonym i najpodlejszym z mężów, człowiekiem boleści, doświadczonym w niemocy." W roku, gdy umarł król Ozjasz — powiada prorok — „widziałem Pana siedzącego na tronie wysokim i wyniosłym; a podołek Jego napełniał kościół. Serafinowie stali nad nim; jeden miał sześć skrzydeł, a drugi miał sześć skrzydeł; dwoma zakrywał oblicze swoje, a dwoma zakrywał nogi swoje, a dwoma latał. I wołali jeden ku drugiemu i mówili: Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów! pełna jest wszystka ziemia chwały Jego. I poruszyły się progi i nadproża od głosu wołającego, a dom napełnił się dymem. I rzekłem: Biada mi... bo oczyma moimi widziałem Króla, Pana Zastępów."

A teraz, chrześcijanie, ujrzyjcie w duchu biedne małe drżące niemowlę w nędznej stajni w Betlejem — ujrzyjcie na Kalwarii ofiarę na krzyżu: wzgardzonego i najpodlejszego z mężów, człowieka boleści, doświadczonego w niemocy. To jest Król nieba, Pan Bóg Zastępów, którego widział prorok — i do tego stanu przywiodła Go miłość ku człowiekowi w uwielbienia godnej tajemnicy Jego Wcielenia. Jakże więc mielibyśmy Go nie miłować? Jakże nie zapierać się siebie dla miłości ku Niemu? Jakże nie powściągać dla Jego miłości naszych namiętności, nie gasić pożądliwości buntowniczego ciała, nie szanować naszych ciał i czystości tej ludzkiej natury, która jest teraz wspólna nam i naszemu Bogu — w której znieważając siebie samych, znieważamy nieskończoną czystość Jezusa Chrystusa i czynimy niewolnikiem namiętności, grzechu, diabła i śmierci to człowieczeństwo, które teraz króluje w niebie i któremu kłaniają się aniołowie Boży.

← wróć do odkrywania