HomiliaDB

John Cuthbert Hedley OSB · Światło życia

U14

Gdy tracę wiarę albo wątpięGdy wiara wydaje się nierozumna Nowy TestamentWcielenie
W skrócie. Ewangelia świętego Jana jest odpowiedzią na trzy błędy: pogański dystans Boga od człowieka, heretyckie zbawienie przez imputację oraz agnostyczną niepoznawalność Boga. Wcielone Słowo objawia Boga jako Ojca i Przyjaciela, który osobiście szuka każdej duszy i pragnie z nią osobistego obcowania. Ewangelia Janowa jest więc ponad inne wypowiedzią jednej wielkiej Ewangelii Wcielenia, która czyni agnostycyzm niemożliwym.

„Jest to wielka Ewangelia Słowa, które stało się ciałem ; nie Słowa, nie ciała, lecz Bóstwa jako Wcielonego.”

Lecz w tych krajach niekatolickich panuje jeszcze inny fałszywy obraz Boga, który zaczyna niszczyć autentyczny protestantyzm. Można go nazwać błędem naukowym — albo, ściślej, błędem uczonych. Jest to błąd tych, którzy twierdzą, że może istnieć, i że najpewniej istnieje, Bóg będący w pewnym sensie Stwórcą i Sędzią ; lecz że nawet jeśli tak jest, Jego przymioty i charakter są nam tak nieznane, iż praktycznie niemożliwe jest twierdzenie czegokolwiek o Nim ; co więcej, że nawet co do tego, czy jest On w ogóle osobą, to choć nie możemy temu zaprzeczyć, nie jesteśmy w stanie wyrobić sobie żadnego spójnego wyobrażenia o tym, co to znaczy. Niektórzy nazywają tę postawę ducha agnostycyzmem. Jego zgubne skutki przenikają całą literaturę i wszelkie rozmowy doby obecnej. Stopniowo gasi on wszelką wiarę w objawienie. Sprawia, że ludzie traktują chrześcijaństwo jako zaledwie przemijającą fazę ludzkiego rozwoju, która z biegiem czasu zostanie zastąpiona czymś innym. Zaciera i miesza wszelkie granice między dobrem a złem. Prowadzi do całkowitego sceptycyzmu co do straszliwego sądu po śmierci ; zamienia niebo i piekło w pojęcia przestarzałego mitu, który zadowalał ludzi, gdy świat był młodszy. Bo jeśli Bóg jest niepoznawalny, nie możemy wiedzieć, czego chce od nas, czego mamy unikać, czy mamy żyć, czy umierać, czy miłuje swoje stworzenia, czy też Jego miłość jest tak odległa i znikoma jak jądro jakiejś dalekiej komety, a Jego potęga tak nietrwała jak opary snujące się za nią po niebie.

Jakiej Ewangelii — jakiego przesłania z Niebios — potrzeba było, by zneutralizować śmiertelną truciznę podobnych poglądów ? Jakiego objawienia należało udzielić, które płonęłoby przez wieki — jak ognie ostrzegawcze płoną przez noc na okrutnych przylądkach wzburzonego morza — aby powstrzymać ludzi, nawet w epoce chrześcijańskiej, od popadania w pogaństwo, przyjmowania herezji czy gubienia się w zimnej mgle agnostycyzmu ?

Tą Ewangelią miała być Wcielenie. Albowiem Wcielenie, nawet jako nagi fakt, jest odpowiedzią na wszystkie te błędy — odpowiedzią, która czyni je niemożliwymi. Lecz Wcielenie nie miało być faktem oderwonym i nagim. Miało je otaczać wszystko, co mogło przemawiać do rozumu i serca. Miały być dzieje narodzin i dzieciństwa ; miejsce narodzin, Matka, święty dom ; słowa, czyny niezliczone i drogie ; i zapis ludzkiego cierpienia i śmierci. Mężowie, którzy mieli przekazać te rzeczy wszystkim pokoleniom, mieli się zwać Ewangelistami. Spośród nich Duch Święty raczył dać nam czterech. Każdy z nich napisał dzieje Wcielenia i Boga, który się Wcielił ; i każdy z innego punktu widzenia. Św. Mateusz, św. Marek i św. Łukasz zgadzają się w tym, że zdają się opisywać to, co stanowiło faktyczne ustne nauczanie o Jezusie Chrystusie, jakim posługiwali się Apostołowie w pierwszym głoszeniu. Stąd opowiadają, w znacznej mierze, te same fakty, te same wypowiedzi, te same cuda ; a różnią się od siebie głównie dlatego, że owe pierwotne nauki różniłyby się w pewnym stopniu, zależnie od tego, czy były skierowane do Żydów, do pogan czy do mieszanej wspólnoty. Trzy te głosy Ducha Wiecznego głoszą Jezusa, jak człowiek mógłby wskazać Go na ziemi lub uzmysłowić sobie Go, siedząc u Jego stóp i słysząc Jego głos. Tego, czego świat potrzebował przede wszystkim, były fakty — narodziny, życie, Męka i śmierć Syna Bożego. Głosili je Apostołowie wytrwale, jak ludzie, którzy mieli do czynienia z nieprzygotowanymi i prostymi umysłami — dając im mleko zamiast pokarmu stałego. Lecz miał pojawić się czwarty głos Ducha. Miała być czwarta Ewangelia — a raczej ostatni rozdział jednej Ewangelii. Nie muszę zatrzymywać się nad jej zewnętrznymi cechami ; są znane wszędzie tam, gdzie znany jest Nowy Testament.

Zastanówmy się jednak, co ta Ewangelia św. Jana naprawdę daje światu. Nazywamy ją Ewangelią Bóstwa Jezusa Chrystusa. Upewnijmy się jednak, że rozumiemy, co to znaczy. Nie jest to wykład o Bóstwie ; nie jest to abstrakcyjny traktat o naturze Boskiej. Co więcej, widzimy, że jest ona całkowicie zajęta Człowiekiem, Jezusem Chrystusem. Daje nam Jego obraz jako żywego i oddychającego człowieka znacznie mocniej i pełniej niż wszystkie trzy pozostałe Ewangelie razem wzięte. A jednak nie jest też Ewangelią Jego człowieczeństwa. Nie ! Jest to wielka Ewangelia Słowa, które stało się ciałem ; nie Słowa, nie ciała, lecz Bóstwa jako Wcielonego. Człowiek stoi przed nami ; lecz to Osobę Boską mamy kontemplować. Człowiek mówi, działa, cierpi ; lecz to przede wszystkim sposób, w jaki owa mowa, ów czyn, owo cierpienie objawiają rozważającemu umysłowi przymioty i właściwości Boga, sprawia, że czwarta Ewangelia jest tak cennym dziedzictwem dla chrześcijańskich serc. Od początku Słowo dawało się poznać ; lecz ciemność w dużej mierze przytłumiła jego światło. W ciele owo Słowo, zwiastowane przez Chrzciciela, przyszło do swoich — lecz swoi je nie przyjęli. Czwarta Ewangelia miała ukazać tym, którzy mieli dobrą wolę, tę prawdę, tę łaskę, tę chwałę, którą Wcielenie naprawdę oznaczało ; ową osobową miłość Boga do człowieka, owo pragnienie obcowania i wspólnoty, i ową nigdy nie gasnącą troskę, które są istotnymi przymiotami Boga w odniesieniu do ludzi, których stworzył.

Mogłoby się wydawać, że aby udowodnić to wszystko, wystarczyłoby nie pozostawić światu żadnego dalszego zapisu, żadnego obszerniejszego komentarza, niż mamy w owym jednym stwierdzeniu : „Słowo stało się ciałem." Cóż bowiem innego mogło nakłonić Pana Wieczności do przełamania praw własnego stworzenia i postawienia stopy na twardej i gęstej ziemi ? Co mogło skłonić Go do przyjęcia Ciała poddanego fizycznym kolejom losu, Serca, by czuć, nerwów, by drżeć, głosu, by mówić, i duszy, by z tym wszystkim zbierać zasługę — jeśli nie chęć okazania, jakim Ojcem i Przyjacielem On jest ? Co mogło skłonić Go do rzucenia przez największą przepaść bytu powszechnego — tę otchłań, która dzieli skończone od Nieskończonego — owego tęczowego mostu Wcielenia, jeśli nie pragnienie ujęcia stworzenia i przyciągania nas coraz bliżej siebie ? Tak że wielka formuła św. Jana była wystarczająca. Nauczył się jej od Ducha Świętego i wypowiedział ją ludziom. Jak mówi św. Augustyn : „Grzmiącym głosem wzniósł się ponad ziemię, ponad niebiosa, tak, ponad hierarchie Nieba, ponad wszelkie duchy i moce w niebieskich miejscach, i dosięgnąwszy Tego, przez którego wszystko się stało, rzekł : »Słowo stało się ciałem«."

Lecz to nie wystarczyło Janowi, bo nie wystarczyło Jezusowi. Ewangelia umiłowanego ucznia jest szczegółowym rozwinięciem i potwierdzeniem rzeczywistości Boga w Jezusie. Św. Augustyn mówi, że tego, co powiedział, lub ich znaczenia, nauczył się z piersi Jezusa, na której spoczywała jego głowa przed Kalwarią. Jego obraz Jezusa jest bowiem przede wszystkim obrazem Kogoś, kto pragnie i podejmuje środki, by być bliskim przyjacielem ludzi. Pierwszy obraz Jezusa w czwartej Ewangelii jest taki : Pewnego dnia — było to nad brzegiem Jordanu — wielki Chrzciciel ujrzał Jezusa idącego ku niemu i rzekł : „Oto Baranek Boży." Chrzciciel wskazuje Go Andrzejowi i innemu — nikomu innemu jak Janowi Ewangeliście. Dnia następnego Chrzciciel widzi Jezusa idącego i znów mówi : „Oto Baranek Boży." Idąc, Jezus zatrzymuje się i odwraca, widzi dwóch uczniów i pyta, czego szukają. Chcą wiedzieć, gdzie mieszka. On mówi : „Pójdźcie, a zobaczycie." Idą z Nim ; jest godzina wieczorna i zostają, rozmawiając z Nim do nocy — może głęboko w noc. Dzień lub dwa później św. Andrzej przyprowadza do Jezusa św. Piotra. Jezus patrzy na Piotra i mówi : „Ty jesteś Szymon ; będziesz się zwał Kefas, Skała." Następnego dnia, gdy Jezus wybierał się do Galilei — z powrotem do Nazaretu — napotyka Filipa i wzywa go, by szedł za Nim. Wyruszają — czterech razem z Jezusem jako piątym — i w drodze z Jordanu do Galilei, może gdy przekraczają okolice Betel, miejsca widzenia Jakubowego, Jezus dostrzega z daleka Żyda siedzącego pod figowcem ; jest nim Natanael — piąty powołany. Natanael waha się, gdy Filip chce go przyprowadzić do Jezusa ; lecz Filip mówi : „Pójdź i patrz" — powtarzając słowa Mistrza z przejmującym poczuciem tego, co jemu samemu przydarzyło się owego pierwszego wieczoru.

A gdy Jezus zadziwił Natanaela, czytając w jego sercu, rzekł : „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, ujrzycie niebo otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego." Mnie, bracia moi, ów mały krąg wydaje się pierwociną wszechświata, zalążkiem zbawionych, przedstawicielami rodzaju ludzkiego. Widzę Kogoś, kto stąpa po ziemi palestyńskiej, kto przebywa w chacie z gałęzi i liści — prostym schronieniu nad rzeką — kto okazuje, że przyszedł dla ludzi ; kto szuka ludzi, kto zwraca się ku ludziom, kto zaprasza ludzi do swej siedziby, kto zatrzymuje ich przy sobie na godziny rozmowy, kto przyciąga ludzi, by szli za Nim przez góry do odległego domu, kto stałym spojrzeniem Boskiej natchnienia nadaje nieznajomemu nowe i znaczące imię — jak Bóg czynił w Starym Testamencie — i kto wzywa niebiosa na świadka, a aniołów Nieba na swe posługi. A gdy idę dalej przez rozdziały zapisane ręką tego, który był jednym z owej pierwszej małej gromadki, widzę Pana nieba i ziemi przez trzy lata szukającego ludzi, wzywającego ich, znajdującego, patrzącego im w twarz, poruszającego do zdumienia lub radości swą obecnością. Czytam o czterech niezapomnianych spotkaniach ; spotkaniach, w których Jezus jest sam na sam z jedną osobą ; z których każde — swymi słowami i okolicznościami — jest dostosowane do tego, by wszystkie pokolenia czuły, co wielki i wieczny Bóg pragnie uczynić, czego pragnie dokonać dla całej ludzkości. Po pierwsze, spotkanie z Nikodemem nocą. Słabemu i bojaźliwemu człowiekowi Pan i Zbawiciel objawia prawo „nowych narodzin". W ten sposób chciałby On, we wszystkich czasach przyszłych, podnosić słabe serca do wiary w życie nadprzyrodzone. Następnie spotkanie z Samarytanką przy studni. Grzesznicy Jezus głosi w gorących słowach „wodę żywą" — odkupieńczą łaskę, która może zarazem oczyścić i dać siłę do czystego życia. Nie tylko na nią, lecz na ciebie i na mnie chciałby Bóg, który nas miłuje, wlewać te słowa zbawienia — osobowo, indywidualnie, jak uczynił z ową kobietą ; gardząc zmęczeniem, lekceważąc jedzenie i odpoczynek, depcząc ludzki szacunek ; zdobywając jej duszę, lecz pokazując w tej samej chwili, co Bóg pragnąłby uczynić dla każdej duszy. Po trzecie, spotkanie z człowiekiem, którego uzdrowił przy Sadzawce Owczej. Owego człowieka, jak wiecie, po uzdrowieniu go szukał ; szukał go i znalazł w świątyni. „Nie grzesz więcej" — rzekł — „aby ci się coś gorszego nie przydarzyło." Czyż nie mamy tu ilustracji miłosierdzia i miłości tego Ojca Niebieskiego, który każde zewnętrzne zdarzenie ludzkiego życia wykorzystuje, by dotrzeć do wnętrza dusz swych stworzeń ? Nasz Bóg nie jest Bogiem, który może pozostać zadowolony bez naszych nieśmiertelnych dusz. Wszechświat będzie trwał, Jego prawa będą działać, Jego pory roku będą następować po sobie, dzień i noc bez ustanku będą świadczyć o Jego chwale ; lecz to nie wystarczy. W świątyni, w ukrytych miejscach, w świętych chwilach, nasz Bóg będzie zawsze szukał nas i w sposób, który On zna, sprawi, że serce poczuje, iż wszystko jest próżne i puste, jeśli nie prowadzi do nawrócenia i miłości.

I wreszcie, spotkanie z owym niewidomym, któremu przywrócił wzrok. I jego znów szuka. Szuka go po tym, jak Żydzi go wyrzucili. „Czy wierzysz w Syna Bożego ?" „Któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył ?" „To Ten, który z tobą rozmawia !" Czyż nie jest to odsłonięcie zasłony przed Świętym Świętych ? — objawienie samego serca Bożego ? Dowodzi bowiem, że Bóg chciałby szukać poszczególnych mężczyzn i kobiet, by dać im odczuć, że On jest ich jedynym Ojcem i Przyjacielem. Dowodzi, że Bóg czuje — by użyć ludzkiego wyrażenia — że człowiek musi mieć przyjaciela, nawet gdy przychodzi godzina, w której ziemscy przyjaciele są mu nieprzydatni ; że sam się ofiarowuje ; że sam nagli ; że zawsze może znaleźć sposób, by dać się poznać, i że zawsze tak uczyni ; i że nie zadowala się stworzeniem wszechświata i straszliwą potęgą Nieskończoności, lecz nie spoczywa, dopóki nie sprawi, by poszczególny atom, kruchą ludzką jednostkę spośród wszystkich milionów, które są i będą, rzuciła na twarz przed Jego wszechwystarczającą Obecnością i oddała Mu cześć, która jedyna jest zadatkiem życia i szczęścia.

Tu właśnie, jak mi się wydaje, tkwią wielkie cechy charakterystyczne Ewangelii św. Jana — to, że ukazuje ludziom ich Boga jako Kogoś, kto płonie pragnieniem osobistego obcowania z każdym ludzkim sercem. To przekonanie jest przekonaniem nieodzownym, które musi mieć każdy człowiek. Jeśli nie mam tego przekonania — jeśli mój Bóg jest dla mnie tylko daleko, lub zbyt potężny, lub tylko siłą, lub tylko imieniem — wówczas moje życie nigdy nie rozkwitnie do tego, do czego jest stworzone. Lecz gdy wstaję po lekturze Ewangelii Janowej, muszę albo czuć to przekonanie w każdym włóknie mego jestestwa, albo odrzucić księgę i nie wierzyć.

Moglibyśmy zatrzymać się nad wieloma innymi szczegółami, które to ilustrują. Zwróćmy na przykład uwagę, jak w Ewangelii św. Jana Słowo, które stało się ciałem, nie tylko szuka ludzi i obcuje z nimi osobiście, lecz zdaje się interesować wszystkimi sprawami, które można nazwać ludzkimi. Zmienia wodę w wino, by okazać przychylność biednemu oblubieńcowi. Nie może patrzeć na otaczających Go mężczyzn i kobiety inaczej, jak widzieć w nich żniwo gotowe na sierp Jego apostolatu. Miłuje Łazarza, Jana, Marię, Martę ; płacze przy grobie swego przyjaciela ; zasmuca się zdradą Judasza ; modli się za swoich Apostołów i za owczarnię każdego wieku i każdego kraju ; nie pozwala im niepokoić Magdaleny. Prorokuje, z wizją Kalwarii przed oczami, że przyciągnie wszystko do siebie. Zauważmy znowu, jak raduje się z dóbr, które Jego święte przyjście i Jego Przenajdroższa Krew mają przynieść Jego ludowi. Oznajmia, że ma mu dać życie, światło, świętość i Ducha Świętego. Jego słowa płoną ; Jego gorliwość jest zaraźliwa ; ci, którzy zbliżają się do Niego, czują, że nowa era, nowa epoka, ma nastać. Ewangelia św. Jana jest pełna tego poruszenia i ruchu Nowego Przymierza. Widzieliście pewnie w spokojny i pochmurny dzień jezioro leżące szare i ciche ; i widzieliście, jak nagle podrywa się wiatr i wychodzi słońce — i wówczas wody zaczynają się poruszać i kołysać, marszcząc się i lśniąc, jak gdyby jakiś duch, jak na początku, przeszedł nad nimi. Tak właśnie, w chrześcijańskim dziedzictwie, nowe życie — życie łaski — miało tchnąć nad duchowym wszechświatem dusz ludzkich. I to właśnie w Ewangelii św. Jana możemy obserwować Boga dusz, jak ludzką mową i nauczaniem objawia nową epokę, tworzy pojęcia, którymi ludzie mają ją poznać, wskazuje jej prawa i warunki i sprawia, że ogarnięte lękiem pokolenie czuje nadciąganie owej zielonświątkowej burzy i ognia, które miały być oficjalnym początkiem nowego czasu. To właśnie u sv. Jana słyszymy przede wszystkim o „życiu", które Syn Boży ma przynieść ; to tam czytamy o nowym chrzcie ; o nowych narodzinach ; o zgładzeniu grzechu ; o rozproszeniu ciemności ; o darze eucharystycznym, życiu i leku ducha. To w objawieniu św. Jana czytamy o sługach Bożych przezwyciężających duchowy strach, przyodzianych w białe szaty na ziemi, stających się jak oczyszczone złoto, żywiących się ukrytą manną Raju, trzymających białe kamyki, na których wypisane są nowe imiona, których nikt nie zna. I rzeczy te pojawiają się w pismach owego umiłowanego ucznia nie jako pouczenia czy homilie, nie jako przysłowia mędrca ani dydaktyka Salomona ; lecz jako zapis ziemskiego życia Boga-Człowieka. Przyjął On na siebie ludzką naturę ; a Jego ludzka natura nie jest martwa i milcząca jak namalowana twarz na płótnie ; żyje, porusza się, działa pełnym i obfitym życiem, w długiej i zróżnicowanej drodze, od żłóbka aż do Krzyża, a nawet do Wniebowstąpienia. I każde z zapisanych jej objawień jest objawieniem najgłębszego umysłu i serca — niech to wyrażenie będzie nam przebaczone — wiecznego i odwiecznego Boga. I Janowi Ewangeliście dane było ponad wszystkich innych ludzi zapisać te rzeczy i pozostawić je tobie i mnie. Ewangelia Janowa jest więc ponad inne wypowiedzią jednej wielkiej Ewangelii Wcielenia, która najlepiej nadaje się do odparcia pogaństwa, zneutralizowania herezji i uczynienia agnostycyzmu niemożliwym.

Najpiękniejszą pochwałą św. Jana jest to, że był narzędziem Ducha Świętego w utrwalaniu w chrześcijańskich pokoleniach tej prawdziwej wiedzy o Bogu i o Jezusie Chrystusie, którego On posłał. To, co słyszał, co widział na własne oczy, na co patrzył i czego dotykał — to właśnie oznajmił Kościołowi. Nie tylko to jednak ; ale i to, że Ten, którego jego zmysły tak rejestrowały, był „Słowem Życia" — Słowem, które miało objawić ludziom, Kim i czym jest ich Bóg. Pamiętacie, co się wydarzyło po zmartwychwstaniu, nad brzegami Jeziora Galilejskiego. Jezus przyszedł na miejsce, gdzie Apostołowie trudzili się przy połowie ryb, i stanął we wczesnym porannym świetle, gdy ciągnęli ku brzegowi. Prosił ich o jedzenie ; nie mieli nic ; nakazał im zarzucić sieć ponownie ; uczynili to i wyciągnęli cudowny połów ryb. Jak prawdziwie i rzeczywiście tego ranka Pan nasz musiał objawić się jako człowiek ! Żaden z uczniów Go nie poznał — ani Piotr, ani Tomasz, ani Natanael, ani Jakub, ani dwaj pozostali. Nawet Jan zrazu nie wiedział, kto to jest ; lecz przy cudownym połowie wpatrzył się uważniej i wtedy rzekł do Piotra : „To jest Pan !" Jego było najczystsze spojrzenie, jego najgłębsze wyczucie. Czysta i niewinna młodość przygotowała go do naśladowania Baranka z całą gotowością miłości ; wyniosły i entuzjastyczny duch był kształtowany przez Boskiego Mistrza w ducha Apostoła, pasterza dusz, Męczennika ; Wieczerza i jego miejsce przy niej, Getsemani i jego czuwanie tam, Kalwaria i jego trwanie u stóp Krzyża — dały mu widzenia głębsze i przemieniające bardziej niż te, które później, gdy ujrzał otwarte niebiosa ; towarzystwo Najświętszej Maryi Panny pomagało mu z biegiem lat wchłaniać coraz pełniej znaczenie Słowa, które stało się ciałem ; i w końcu, w starości, za natchnieniem Ducha Świętego, wziął pióro i zaczął : „Na początku było Słowo" — od tych słów na początku ; i, na końcu, nakaz Jezusa do Piotra : „Paś baranki moje, paś owce moje." Bracia moi, jesteście prawdziwie Jego owcami ; należycie do Niego ; On nie może i nie chce być dla was niczym innym, jak tylko Przyjacielem i Ojcem. Św. Jan chciałby, byście nigdy o tych rzeczach nie zapomnieli. Miejcie odrobinę odwagi, by kroczyć naprzód tam, gdzie światło zdaje się ustępować, a cienie gęstnieć ; miejcie odrobinę odwagi, mając taką Ewangelię, jaką Jan wam pozostawił, by iść za waszą wiarą. Pokój, pociecha, wytchnienie, szczęście — to wszystko jest niedaleko. Tylko poddajcie się temu prowadzeniu, uwierzcie temu głosowi ; przyjmijcie Janowy sposób patrzenia na świat i na waszych duchowych nieprzyjaciół ; a potem, ucząc się od niego nauk, które będą wnikać coraz głębiej z każdą godziną modlitwy i każdym dniem chrześcijańskiego życia, dojdziecie w końcu do poznania czegoś z bogactwa, miłosierdzia, troski i odwiecznej miłości Boga, który nas wszystkich stworzył dla siebie.

← wróć do odkrywania