*„Jakże się to stać może?"* — J 3,9
Jest wiele pouczenia zawartego w okoliczności, że Uroczystość Trójcy Przenajświętszej następuje bezpośrednio po Zielonych Świątkach. W tym drugim święcie upamiętnione jest zesłanie Ducha Bożego, który jest nam obiecany jako źródło wszelkiej duchowej wiedzy i rozeznania. Lecz aby nie umknęło nam, jakim jest to oświecenie, Niedziela Trójcy Świętej następuje zaraz po nim, wskazując, czym ono nie jest: nie jest to światło udzielone rozumowi, nie jest to dar intelektu — albowiem Ewangelia ma swoje tajemnice, swoje trudności i rzeczy zakryte, których Duch Święty nie usuwa.
Łaska nam obiecana jest dana nie po to, abyśmy więcej wiedzieli, lecz abyśmy lepiej czynili. Jest dana, by na nas oddziaływać, prowadzić nas i umacniać w wypełnianiu naszego obowiązku wobec Boga i bliźniego; jest dana nam jako stworzeniom, jako grzesznikom, jako ludziom, jako istotom nieśmiertelnym — nie zaś jako czystym rozumowcom, dyskutantom czy filozoficznym badaczom.
Uczy nas, czym jesteśmy, dokąd zmierzamy, co czynić powinniśmy, jak to czynić należy; uzdalnia nas do przemiany naszej upadłej natury ze złego na dobre, do tego, byśmy „uczynili sobie nowe serce i nowego ducha". Ale niczego nam nie mówi dla samego powiedzenia; ani w Swoim Słowie Świętym, ani przez nasze sumienia nie uznał Duch Błogosławiony za stosowne tak postępować. Nie znaczy to, by pragnienie poznania rzeczy świętych dla samego poznania było grzechem. Jak wiedza o ziemi, niebie i morzu, i o cudach, jakie zawierają, jest sama w sobie cenna i pożądana na właściwym miejscu, tak niezaprzeczalnie nie ma nic grzesznego w tęsknym wpatrywaniu się w przedziwne wyroki Bożego moralnego rządzenia i w pragnieniu ich rozumienia. Jednakże Bóg nie dał nam takiej wiedzy w Biblii; a zatem szukać w Biblii tego rodzaju wiedzy albo spodziewać się jej w jakikolwiek sposób z wewnętrznego nauczania Ducha Świętego, to niebezpieczny błąd, a może i grzech. A ponieważ ludzie skłonni są wyżej cenić wiedzę niż świętość, przeto bardzo stosownie zarządzono, by Niedziela Trójcy Świętej następowała po Zielonych Świątkach: jako przestroga, że udzielone nam oświecenie nie jest rozumieniem „wszystkich tajemnic i wszelkiej wiedzy", lecz tą miłością lub miłosierdziem, które jest „wypełnieniem Prawa".
I w istocie zdarzały się bardzo poważne błędy co do natury chrześcijańskiej wiedzy. Byli zawsze ludzie tak nieświadomi celu przyjścia Chrystusa, że uważali tajemnice za rzecz niezgodną z oświeceniem Ewangelii. Mniemali, że owa ciemność judaizmu, o której mówi Pismo, jest stanem intelektualnej ignorancji, a chrześcijaństwo — jak to sami określali — „religią rozumową". Stąd też wnioskować się ważyli, że żadna nauka, która byłaby tajemnicza, to znaczy zbyt głęboka dla rozumu ludzkiego lub niezgodna z ich samowolnie ukutymi poglądami, nie może być zawarta w Piśmie Świętym; jak gdyby czcić Chrystusa miało polegać na twierdzeniu, że gdy coś mówił, nie mógł mieć na myśli tego, co mówił, ponieważ oni sami nie powiedzieliby tego. Nikodem, choć szczery poszukiwacz, a jak to późniejsze dzieje pokazują — prawdziwy uczeń Chrystusa, był jednak z początku zaskoczony tajemnicami Ewangelii. Rzekł do Chrystusa: „Jakże się to stać może?" Poczuł pokusę i zwyciężył ją. Lecz inni zrażają się nią zupełnie i odchodzą, gdy się z nią stykają; jak ci, o których mowa w szóstym rozdziale Ewangelii świętego Jana, którzy się cofnęli i nie chodzili już więcej z Nim.
Uroczystość Trójcy następuje po Zesłaniu Ducha Świętego; światło Ewangelii nie usuwa tajemnic w religii. To jest nasz temat. Rozwinijmy go.
1\. Rozważmy trudności religii, które nękają nas niezależnie od Pisma Świętego. Otóż przekonamy się, że Ewangelia ich nie usunęła; pozostają tak wielkie jak przed przyjściem Chrystusa. — Jakże doskonały jest ten świat! Jak bardzo dobra i piękna jest twarz natury! Jak przyjemnie jest wyjść na zielone pola i „rozmyślać na polu ku wieczorowi". Gdy spoglądamy wokół siebie, nie możemy nie być przekonani, że Bóg jest niezmiernie dobry i miłuje swoje stworzenia; a jednak pośród całego blasku, jaki nas otacza, i szczęśliwych istot — tysięcy i dziesiątków tysięcy — żyjących w powietrzu i wodzie, nasuwa się pytanie: „Lecz dlaczego na świecie jest ból?" Widzimy, że zwierzęta żerują jedne na drugich, zadając gwałtowną, nienaturalną śmierć. Niektóre z nich są też wrogami człowieka i szkodzą nam, gdy mają sposobność. A człowiek tortury zadaje innym bez litości, a niektóre wręcz skazuje na życie w cierpieniu. Jeszcze wyraźniej ból i niedola objawiają się w dziejach człowieka: niezliczone choroby i przypadki ludzkiego życia, udręki ducha, a nadto krzywdy, jakie wyrządzamy sobie nawzajem, grzechy nasze i ich przerażające skutki. Dlaczegóż Bóg zezwala na tyle zła w swoim własnym świecie? Jest to trudność — jak mówię — którą odczuwamy od razu, zanim otworzymy Biblię, i której rozwiązać w żaden sposób nie potrafimy. Otwieramy Biblię: fakt jest tam uznany, lecz nie jest bynajmniej wyjaśniony. Dowiadujemy się, że grzech wszedł na świat przez diabła, który skusił Adama do nieposłuszeństwa, tak że Bóg stworzył świat dobrym, chociaż zło jest w nim obecne. Lecz dlaczego raczył to dopuścić, nie zostało nam powiedziane. Nie wiemy o tym nic więcej niż przed otwarciem Biblii. Było to tajemnicą przed objawieniem Bożym i pozostaje równie wielką tajemnicą teraz; i bez wątpienia dlatego, że wiedza o tym nic by nam dobrego nie przyniosła, zaspokajałaby tylko ciekawość. Nie jest to wiedza praktyczna.
2\. Podobnie i trudności judaizmu nie zostały usunięte przez chrześcijaństwo. Żydom powiedziano, że jeśli uśmiercą pewne zwierzęta, zostaną przez to przypuszczeni do łaski Bożej, którą bezustanne ich przewinienia wciąż utracały. Było w tym coś tajemniczego. Jak miałaby śmierć niewinnych stworzeń skłonić Boga do łaskawości wobec Żydów? Nie mogli oczywiście tego pojąć. Jedyne, co można było powiedzieć w tej kwestii, to że w zwykłym biegu ludzkich spraw niewinny nieustannie cierpi zamiast winnego. Jeden człowiek zawsze cierpi za winę drugiego. Lecz takie doświadczenie nie rozjaśniało trudności tak tajemniczego zarządzenia. Nadal pozostawało tajemnicą, że łaska Boża miałaby zależeć od śmierci bezmyślnych zwierząt. Czy chrześcijaństwo rozwiązuje tę trudność? Nie; wręcz ją kontynuuje. Ofiary żydowskie wprawdzie ustały, lecz pozostaje jedna Wielka Ofiara za grzechy, nieskończenie wyższa i świętszą od wszelkich innych możliwych do pomyślenia ofiar. Wedle poselstwa Ewangelii Chrystus dobrowolnie cierpiał, „sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby nas do Boga przyprowadzić". Oto tajemnica trwająca nadal. Dlaczego owo cierpienie było konieczne, by zjednać nam błogosławieństwa, na które sami nie zasługiwaliśmy? Nie wiemy. Nie stalibyśmy się lepszymi ludźmi wiedząc, dlaczego Bóg nie przebaczył nam bez śmierci Chrystusa; toteż nie powiedział nam tego. Jeden cierpi za drugiego w zwykłym porządku rzeczy; i pod Prawem Żydowskim; i w porządku chrześcijańskim; i dlaczego tak jest — pozostaje wciąż tajemnicą.
Inna trudność dla rozmyślającego Izraelity wypływałaby z rozważania stanu pogańskiego świata. Dlaczego Bóg Wszechmogący nie przyprowadził wszystkich narodów do Swojego Kościoła i nie pouczył ich przez bezpośrednie objawienie o grzechu bałwochwalstwa? Nie mógłby na to odpowiedzieć. Bóg wybrał jeden naród. Prawda, że ta sama zasada preferowania jednych przed innymi widoczna jest w urządzeniu całego świata. Bóg daje ludziom nierówne korzyści, dostatki, wykształcenie, talenty, zdrowie. A jednak nie zadowala nas to, dlaczego tak właśnie raczył postąpić. I tutaj Ewangelia uznaje i potwierdza ten tajemniczy fakt. Urodziliśmy się w kraju chrześcijańskim, inni nie; zostaliśmy ochrzczeni; zostaliśmy wychowani w wierze; inni nie. Jesteśmy uprzywilejowani ponad innych. Lecz dlaczego? Nie możemy powiedzieć; tak samo jak Żydzi nie mogli powiedzieć, dlaczego oni byli uprzywilejowani; i po temu samemu powodowi: że wiedzieć tego nic nam nie jest; nie uczynilibyśmy się lepszymi ludźmi, wiedząc to. Zamierzone jest, byśmy patrzyli na siebie samych i rozważali raczej, po co nam zostały dane przywileje, niż dlaczego inni tychże nie mają. Zbawiciel nasz więcej niż raz odpycha takie pytania z ciekawości. „Panie, a co z tym człowiekiem będzie?" — zapytał święty Piotr o świętym Janie. Chrystus odpowiedział: „Jeśli chcę, aby on pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną".
A zatem Ewangelia nie daje nam żadnych przewag w zakresie samej jałowej wiedzy — ani nad Żydem, ani nad nieoświeconym poganinem.
3\. Co więcej, możemy pójść dalej i stwierdzić, że ją nawet mnoży nasze trudności. Jest to zaiste rzecz godna uwagi, że to samo objawienie, które przynosi nam wiedzę praktyczną i użyteczną o naszych duszach, w samym akcie czynienia tego, ba (zdaje się) w następstwie czynienia tego, przynosi nam tajemnice. Zyskujemy duchowe światło za cenę intelektualnego zakłopotania; wymiana zaiste błogosławiona (bo cóż lepsze: być dobrym i szczęśliwym w sobie samym, czy też wiedzieć, co dzieje się na końcu świata?), niemniej za cenę zakłopotania. Na przykład: jak niezmiernie ważna i błogosławiona jest wiadomość o szczęśliwości wiecznej! Lecz dowiadujemy się jej w powiązaniu z tą radosną prawdą, że istnieje też stan wiecznej niedoli. Jakże wielką tajemnicą to jest! A przecież trudność idzie w parze z duchowym błogosławieństwem. Jeszcze bardziej trafne jest tu powołanie się na samo poselstwo miłosierdzia. Jesteśmy zbawieni przez śmierć Chrystusa; lecz kimże jest Chrystus? Chrystus jest prawdziwym Synem Bożym, zrodzonym z Boga i jednym z Bogiem od wieków, Bogiem wcielonym. To jest naszą niewysłowioną pociechą i najprawdziwiej uświęcającą prawdą, jeśli przyjmujemy ją właściwie; lecz jakże wzniosłą tajemnicą jest wcielenie i cierpienia Syna Bożego! Tu nie tylko dobra nowina i tajemnica idą razem, jak w objawieniu życia wiecznego i śmierci wiecznej, lecz ta właśnie nauka, która jest tajemnicą, przynosi i pociechę zarazem. Człowiek słaby, ciemny, grzeszny, pogrążony w rozpaczy i smutku, zdobywa wiedzę o nieskończenie miłosiernym Opiekunie, Dawcy wszelkiego dobra, Wszechmocnym, Sprawcy wszelkiej sprawiedliwości w nim; — i to za jaką cenę? Za cenę tajemnicy. „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas, i oglądaliśmy chwałę Jego"; i oddał życie swoje za świat. Jakaż dusza właściwie usposobiona nie dokona z radością tej wymiany i nie zawoła, słowami kogoś, którego słowa są wśród nas niemal święte: „Niech to zowią szaleństwem, szałem czy furią — cokolwiek; to jest nasza pociecha i nasza mądrość. Żadnej innej wiedzy na świecie nie pragniemy, jeno tej: że człowiek zgrzeszył, a Bóg cierpiał; że Bóg uczynił się Synem Człowieczym, a ludzie stali się sprawiedliwością Bożą!"
Ten sam osobliwy związek między religijnym światłem i pociechą a intelektualną ciemnością widoczny jest również w nauce o Trójcy Świętej. Kruchy człowiek potrzebuje przebaczenia i uświęcenia; jakże mógłby nie oddawać się z wdzięcznością i nie zawierzać bezgranicznie swemu Odkupicielowi i swemu Uświęcicielowi? Lecz gdyby nasz Odkupiciel nie był Bogiem, a nasz Uświęciciel nie był Bogiem, jakże wielkie byłoby nasze niebezpieczeństwo, że damy pierwszeństwo stworzeniom przed Stwórcą! Jakimże źródłem światła, wolności i pociechy jest wiedzieć, że nie możemy ich miłować zbyt wiele ani upokarzać się przed nimi zbyt pokornie — bo i Syn, i Duch są osobno Bogiem! Taki jest praktyczny skutek tej nauki; lecz jakże wielka jest też zawarta w niej tajemnica! Jakimże źródłem zakłopotania i ciemności (mówię) dla rozumu jest nauka, która bezpośrednio stąd wynika! Bo jeśli Chrystus sam przez się jest Bogiem, a Duch sam przez się jest Bogiem, a jednocześnie jest tylko jeden Bóg — oto coś zupełnie poza zasięgiem naszego pojmowania; i choć mogliśmy z góry przypuszczać, że istnieje niezliczona ilość prawd dotyczących Boga Wszechmogącego, których ani znać, ani pojąć nie możemy, a pewność tego faktu wcale nie sprawia, by ta tajemnica, gdy jest objawiana, była mniej przytłaczająca.
Warto zauważyć, że nauka o Trójcy Świętej nie jest w Piśmie przedstawiana jako tajemnica. Zdaje się zatem, że — podobnie jak wydobywamy wiele niezwykłych faktów dotyczących świata naturalnego, które nie leżą na jego powierzchni — tak też przez rozmyślanie wykrywamy w Objawieniu tę niezwykłą zasadę, nienazwaną wprost: że religijne światło jest intelektualną ciemnością. Jakby nasz łaskawy Pan rzekł do nas: „Pismo Święte nie zmierza do tego, by czynić tajemnice, lecz są one jak cienie wydobyte przez Słońce Prawdy. Gdy nie znałeś objawionego światła, nie znałeś i objawionej ciemności. Prawda religijna wymaga, abyś był pouczony o pewnych rzeczach, lecz twoja własna niedoskonała natura nie pozwala ci wiedzieć wszystkiego; a wiedzieć coś, a nie wiedzieć wszystkiego — wiedza cząstkowa — musi, rzecz jasna, wprawiać w zakłopotanie; nauki objawione niecałkowicie muszą być tajemnicze".
4\. Skoro Pismo Święte jest z konieczności tajemnicze w swych naukach, jak możemy jak najlepiej obrócić to na naszą korzyść w zmaganiu, które toczymy ze swymi złymi sercami? Otóż dano nam widzieć przynajmniej w części, jak to uczynić, i za tę cząstkę bądźmy wdzięczni. Zdaje się zatem, że trudności w Objawieniu są szczególnie dane po to, by próbować szczerość naszej wiary. Co oddzieli nieszczerych od szczerych naśladowców Chrystusa? Gdy wielu wyznaje Chrystusa usty, co będzie próbą i dyscypliną dla Jego prawdziwego sługi i wykryje tego, kto łudzi siebie samego? Trudności w Objawieniu przyczyniają się w głównej mierze do tego celu. Są kamieniami obrazy dla dusz pysznych i nieuniżonych, i takimi być miały. Wiara jest skromna, pokorna, wdzięczna, posłuszna. Przyjmuje z czcią i miłością wszystko, cokolwiek Bóg daje, gdy jest przekonana, że jest to Jego darem. Lecz gdy ludzie nie czują prawdziwie swojej potrzeby Jego odkupieńczego miłosierdzia, swojego zgubionego stanu i wewnętrznej grzeszności, gdy w istocie nie szukają Chrystusa z prawdziwą gorliwością, by coś zyskać i coś czynić, lecz z ciekawości, spekulacji lub zewnętrznej formy — oczywiście trudności te stają się dla nich poważnymi przeszkodami w prostem przyjęciu Jego słowa. I mówię, że tymi trudnościami miały być zamierzone przez Tego, który „rozproszył pysznych z myśli serca ich". Święty Piotr zapewnia nas, że ten właśnie kamień węgielny, który dla wierzących jest „drogocenny", jest „kamieniem potknięcia i skałą zgorszenia" dla „nieposłusznych" — „do czego też (dodaje) byli przeznaczeni". A postępowanie naszego Pana przez cały Jego czas ziemski jest ciągłym przykładem tego. Przemawiał w przypowieściach, by patrzyli i słyszeli, a jednak nie rozumieli — słuszne wykrycie nieszczerości; podczas gdy te same trudności i ciemności, które obrażały ludzi bezbożnych, doprowadziłyby jedynie dusze pokorne i łagodne do poszukiwania większego światła, do zdobywania informacji o tyle, o ile można je było uzyskać, i do rezygnacji oraz spokoju tam, gdzie nie były dane. Gdy Jezus rzekł: „Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie... Wielu spośród Jego uczniów... mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?... i od tego czasu wielu... odeszło i już z Nim nie chodziło... Wtedy Jezus rzekł do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego". Oto próba wiary — trudność. Ci, „którzy nie wierzą", odchodzą; prawdziwi uczniowie trwają mocno, bo czują, że ich wieczyste interesy są zagrożone, i zadają to bardzo proste i praktyczne, a zarazem pełne miłości pytanie: „Do kogóż pójdziemy?", jeśli opuścimy Chrystusa.
Innym razem Pan nasz mówi: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi (tymi, którzy ufają rozumowi bardziej niż Pismu i sumieniu), a objawiłeś je prostaczkom (tym, którzy pokornie kroczą wiarą). Tak, Ojcze, gdyż tak się Tobie upodobało".
5\. Cóż zatem zyskujemy z myśli tego rodzaju? Zbawiciel nasz daje nam wniosek w słowach następujących po urywku, który właśnie przytoczyłem. „Dlatego wam powiedziałem, że nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli mu to nie zostało dane od Ojca mego". Albo znowu: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał". Jeśli zatem czujemy konieczność przyjścia do Chrystusa, a zarazem trudność, to pamiętajmy, że dar przychodzenia jest w rękach Bożych i że musimy błagać Go, by nam go udzielił. Chrystus nie tylko mówi nam, że nie możemy przyjść o własnych siłach (choć i to nam mówi), lecz mówi nam też, u kogo złożona jest moc przychodzenia — u Jego Ojca — abyśmy Go o to prosili. Prawda, że religia ma surowy pozór dla tych, którzy jej nigdy nie próbowali; jej nauki pełne tajemnicy, jej nakazy pełne surowości; że jest więc niezachęcająca i zraża różnych ludzi na różne sposoby, lecz w jakiś sposób wszystkich. Gdy tedy czujemy w sobie narastanie tego oporu wobec Chrystusa, pychy do Jego Ewangelii czy niskiej tęsknoty za tym światem — módlmy się do Boga, by nas pociągnął; i choć bez Niego nie możemy uczynić ani kroku, przynajmniej usiłujmy krok zrobić. On wgląda w serca nasze i widzi nasze dążenia jeszcze przed naszym dążeniem, i błogosławi oraz umacnia nawet nasze słabości. Pozbywajmy się myśli ciekawskich i zuchwałych, biorąc się do naszych codziennych zajęć, jakiekolwiek są; i drwijmy z wątpliwości, które szepce nam szatan, i mylijmy je — działając wbrew nim. Nie ma znaczenia, czy wierzymy z powątpiewaniem czy nie, czy wiemy jasno czy nie, byle tylko działać wedle naszej wiary. Reszta przyjdzie z czasem; część w tym życiu, część w następnym. Wątpliwości mogą boleć, lecz nie mogą zaszkodzić, chyba że im ulegniemy; a że nie powinniśmy im ulegać, mówi nam sumienie, tak iż nasza droga jest jasna. A im gorliwiej pracujemy nad tym, by „wypełniać nasze zbawienie w bojaźni i drżeniu", tym mniej będziemy dbać o to, by wiedzieć, jak naprawdę mają się rzeczy, które nas trapią. Z czasem, gdy serca nasze będą pochłonięte naszą pracą, nie będziemy skłonni do trudu słuchania ciekawych prawd (jeśli tylko są ciekawe), choćby nam je wyjaśniano. Bo co mówi Pismo Święte? Że spekulacji „nie ma końca" i że są „utrudzeniem ciała", lecz że musimy „bać się Boga i strzec przykazań Jego; bo to jest cały obowiązek człowieka".