*W Uroczystość Narodzenia Pańskiego*
*„Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas."* — J 1,14
Tak oto umiłowany Apostoł i Ewangelista obwieszcza nam ową Świętą Tajemnicę, którą tego dnia szczególnie wspominamy — Wcielenie Wiecznego Słowa. Tak krótko i prosto mówi, jakby obawiał się, że nie zdoła zachować należytej czci. Jeśli ktokolwiek mógłby wydawać się uprawniony do rozsnuwania słów na ten temat, to był nim właśnie umiłowany uczeń, który słyszał i widział, patrzał na Słowo życia i dotykał Go; a przecież, w miarę jak wzrastała wysokość jego przywileju, tak samo wzrastał jego zmysł nieskończonego oddalenia między nim a jego Stwórcą. Takie też było usposobienie świętych Aniołów, gdy Ojciec „przywiódł Pierworodnego na świat" — natychmiast oddali Mu pokłon. I takie było uczucie bojaźni i miłości zarazem, które przez pewien czas trwało w Kościele po tym, jak Aniołowie zapowiedzieli Jego przyjście, a Ewangeliści opisali Jego pobyt tutaj i Jego odejście; „nastała cisza jakby na pół godziny". Dokoła Kościoła słyszano wprawdzie głosy bluźnierstwa, podobnie jak gdy wisiał on na krzyżu; lecz w Kościele było światło i pokój, bojaźń, radość i święte rozmyślanie. Nie było bezprawnych wątpliwości, natrętnych dociekań, zuchwałych rozumowań. Serdeczna adoracja, praktyczna pobożność wobec Wiecznie Błogosławionego Syna wykluczała trudności w wierze i ochraniała Kościół od konieczności mówienia. Ten, kto patrzał na Pana Jezusa czystym sercem i towarzyszył Mu od Jeziora Genezaret aż do Kalwarii, a stamtąd do Grobu i na Górę Oliwną, gdzie opuścił tę scenę swego uniżenia; ten, kto był powierzony pieczy Jego Dziewiczej Matki i słyszał od niej to, co ona jedyna mogła powiedzieć o Tajemnicy, której usługiwała; i ci, którzy to usłyszeli z jego ust, i ci znów, których tamci pouczyli — pierwsze pokolenia Kościoła — nie potrzebowały wyraźnych orzeczeń dotyczących Jego Świętej Osoby. Wzrok i słuch zastępowały wielość słów; wiara obywała się bez pomocy rozbudowanych Wyznań i Konfesji. Panowała cisza. „Słowo stało się ciałem" — „Wierzę w Jezusa Chrystusa, jedynego Syna Jego, Pana naszego" — takie zdania wyrażały wszystko, a niczego nie narzucały. Lecz gdy światłość Jego przyjścia przygasła i miłość ostygła, otworzyło się pole dla zarzutów i dysput i pojawiła się trudność z odpieraniem ich. Wtedy trzeba było wyjaśniać nieporozumienia, rozpraszać wątpliwości, rozstrzygać pytania, uciszać nowatorów. Chrześcijanie zmuszeni byli wbrew własnej woli przemawiać, by heretycy nie przemawiali zamiast nich.
Taka jest różnica między naszym własnym stanem a stanem wczesnego Kościoła, którą obecna Uroczystość szczególnie nam uświadamia. W Nowym Testamencie znajdujemy naukę o Wcieleniu głoszoną wyraźnie, lecz z pełną czci zwięzłością. „Słowo stało się ciałem." „Bóg objawił się w ciele." „Bóg był w Chrystusie." „Narodziło się nam Dziecię — Bóg mocny." „Chrystus, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki." „Pan mój i Bóg mój." „Jam jest Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni — Wszechmogący." „Syn Boży, blask chwały Jego i odbicie Jego istoty." My zaś jesteśmy zmuszeni wypowiadać się szerzej w Wyznaniach wiary i w nauczaniu, aby odpierać przewrotną pomysłowość tych, którzy po usunięciu Apostołów mogli bezkarnie urągać pismom apostolskim i przekręcać ich literę.
Co więcej, okoliczności naszego położenia zmuszają nas nie tylko do strzeżenia Prawdy, ale nawet do uzasadniania, dlaczego ją strzeżemy. Albowiem ci, którzy chcieliby nam odebrać Pana, nie poprzestając na zmuszaniu nas do środków obrony, jeszcze i rozliczają nas z ich podjęcia i żądają, byśmy usunęli wszystko, co staje między nimi a ich heretycką dążnością. Dlatego konieczne jest jasne stwierdzenie — com już uczynił — dlaczego Kościół rozszerzył swoje wykłady nauki chrześcijańskiej. Inny powód owych stwierdzeń jest następujący: z upływem czasu, gdy prawdziwe tradycje dotyczące ziemskiego życia Pana zostały nam utracone, przedmiot naszej wiary odbija się w naszych umysłach jedynie blado, w porównaniu z żywym obrazem, jaki Jego obecność wycisnęła w duszy pierwszych chrześcijan. Prawdą jest, że Ewangelie wiele czynią dla urzeczywistnienia w nas Wcielenia Syna Bożego, jeśli są studiowane w wierze i miłości. Lecz Wyznania wiary stanowią w tym względzie dodatkową pomoc. Zawarte w nich twierdzenia, rozróżnienia, zastrzeżenia i tym podobne, podtrzymywane i oświetlane przez Pismo Święte, sprowadzają niejako z nieba obraz Tego, który jest po prawicy Boga, chronią nas przed leniwym używaniem słów bez pojmowania ich i rozbudzają w nas owe mieszane uczucia bojaźni i ufności, przywiązania i pobożności wobec Niego, jakie są zawarte w wierze w osobowe przyjście Boga w naszej naturze, i jakie pierwotnie zostały przekazane Kościołowi przez samo naoczne oglądanie Go.
Możemy powiedzieć jeszcze więcej: owe stwierdzenia — jak chociażby te zawarte w *Te Deum* i w Wyznaniu Atanazjańskim — są osobliwie stosowne w Bożej służbie, albowiem rozpalają i wznoszą ku górze religijne uczucia. Są pieśniami chwały i dziękczynienia; oddają cześć Bogu, jak objawiony jest w Ewangelii, podobnie jak Psalmy Dawidowe wysławiają Jego przymioty ukazane w naturze, Jego cudowne dzieła przy stworzeniu świata i Jego miłosierdzie dla domu Izraela.
Z tymi intencjami może okazać się pożyteczne, w dzisiejszą Uroczystość, zwrócenie waszej uwagi na katolicką naukę o Wcieleniu.
Słowo było od początku, Jednorodzony Syn Boży. Przed stworzeniem wszystkich światów, gdy czasu jeszcze nie było, istniał On w łonie Ojca Przedwiecznego, Bóg z Boga i Światłość ze Światłości, w pełni szczęśliwy w poznawaniu i byciu poznanym przez Niego oraz w przyjmowaniu od Niego wszystkich Boskich doskonałości, a jednak zawsze Jedno z Tym, który Go zrodził. Jak jest powiedziane we wstępie Ewangelii: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo." Jeśli wolno nam się pokusić o domysł, zwany jest Słowem Bożym jako pośrednik między Ojcem a wszystkimi stworzeniami; powołując je do istnienia, kształtując je, nadając światu jego prawa, użyczając rozumu i sumienia stworzeniom wyższego rzędu i objawiając im w stosownym czasie poznanie woli Bożej. A dla nas, chrześcijan, jest On w szczególny sposób Słowem w owej wielkiej tajemnicy wspominanej dziś, przez którą stał się ciałem i odkupił nas ze stanu grzechu.
On zaiste, gdy człowiek upadł, mógł pozostać w chwale, którą miał u Ojca przed stworzeniem świata. Lecz owa niezbadana Miłość, która objawiła się w naszym pierwotnym stworzeniu, nie spoczęła zadowolona z dzieła daremnego, lecz sprowadziła Go z powrotem z łona Ojca, by pełnił Jego wolę i naprawił zło, które spowodował grzech. I przyszedł z przedziwną pokorą — nie, jak poprzednio, w mocy, lecz w słabości, w postaci sługi, na podobieństwo owego upadłego stworzenia, które zamierzał przywrócić. Tak uniżył samego siebie; znosząc wszystkie ułomności naszej natury na podobieństwo ciała grzesznego, a mimo to nie grzesznik — czysty od wszelkiego grzechu, a jednak poddany wszelkiej pokusie — i wreszcie stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej.
Mówiłem, że gdy Jednorodzony Syn skłonił się, aby przyoblec naszą naturę, nie miał żadnej wspólnoty z grzechem. Było to niemożliwe. Ponieważ zatem nasza natura stała się skażona po upadku Adama, nie przyszedł On drogą natury, nie przyoblekł się w owo skażone ciało, które dziedziczy ród Adama. Przyszedł przez cud, aby wziąć na siebie naszą niedoskonałość bez udziału w naszej grzeszności. Nie urodził się tak jak inni ludzie; albowiem „co się z ciała rodzi, ciałem jest".
Wszyscy dzieci Adama są dziećmi gniewu; przeto Pan nasz przyszedł jako Syn Człowieczy, ale nie syn grzesznego Adama. Nie miał ziemskiego ojca; wzdragał się go mieć. Nie należy dopuścić myśli, jakoby miał być synem hańby i winy. Przyszedł nową i żywą drogą; nie sformowany z prochu ziemi, jak na początku Adam, by nie ominąć udziału w naszej naturze, lecz wybierając i oczyszczając dla siebie przybytek z tego, co istniało. Jak na początku niewiasta była uformowana z mężczyzny mocą Wszechmogącego, tak teraz, przez podobną tajemnicę, lecz w odwrotnym porządku, nowy Adam został ukształtowany z niewiasty. Był On — jak przepowiadano — nieskalanym „nasieniem niewiasty", wywodząc swoje człowieczeństwo z substancji Dziewicy Maryi; jak jest to wyrażone w artykułach Wyznania wiary: „poczęty z Ducha Świętego, narodzony z Maryi Dziewicy".
Tak oto Syn Boży stał się Synem Człowieczym; śmiertelnym, lecz nie grzesznikiem; dziedzicem naszych ułomności, nie naszej winy; potomkiem starego rodu, a przecież „początkiem" nowego „stworzenia Bożego". Maria, Jego Matka, była grzesznicą jak inni i urodzona z grzeszników; lecz była oddzielona, „jak ogród zamknięty, źródło zapieczętowane, studnia zapieczętowana", aby wydać stworzoną naturę Temu, który był jej Stwórcą. Tak przyszedł na ten świat — nie w obłokach niebieskich, lecz zrodzony w nim, zrodzony z niewiasty; On, Syn Maryi, i ona (jeśli wolno tak powiedzieć) Matka Boża. Tak przyszedł, wybierając i wydzielając dla siebie elementy ciała i duszy; łącząc je ze sobą od samego początku ich istnienia, przenikając je, uświęcając je własną Boskością, uduchowiając je i napełniając światłem i czystością, podczas gdy nadal pozostawały ludzkie, a przez pewien czas śmiertelne i narażone na ułomność. I gdy z dnia na dzień wzrastały w tym świętym zjednoczeniu, Jego Wieczna Istota była z nimi jedna, wynosząc je, działając w nich, objawiając się przez nie, tak że był prawdziwie Bogiem i Człowiekiem, Jedną Osobą — jak my jesteśmy duszą i ciałem, a jednak jednym człowiekiem, tak prawdziwie Bóg i człowiek nie są dwoma, lecz Jednym Chrystusem. Tak tedy wszedł Syn Boży w ten śmiertelny świat; a gdy osiągnął wiek mężczyzny, rozpoczął swoje posługiwanie, głosił Ewangelię, wybrał Apostołów, cierpiał na krzyżu, umarł i był pogrzebany, zmartwychwstał i wstąpił na wysokość, aby tam królować aż do dnia, gdy przyjdzie znowu sądzić świat. Taka jest Łaskawa Tajemnica Wcielenia — dobra, by w nią wnikać, dobra, by ją adorować; wedle słów tekstu: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas."
Krótkie przedstawienie katolickiej nauki o Wcieleniu Wiecznego Słowa można uczynić wyraźniejszym przez odwołanie się do niektórych sposobów, wzmiankowanych w Piśmie Świętym, jakimi Bóg w różnych czasach raczyłby objawiać się w swych stworzeniach — sposobów, które jednak nie dosięgają owej tajemnicy.
**1.** Bóg był w Prorokach, lecz nie tak, jak był w Chrystusie. Boży autorytet, a w pewnym sensie i Boże imię, może być przyznany Jego sługom rozważanym jako Jego przedstawiciele. Mojżesz mówi Izraelitom: „Wasze szemrania nie są przeciw nam, lecz przeciw Panu." A święty Paweł: „Kto tedy wzgardza, nie wzgardza człowiekiem, ale Bogiem." W tym sensie rządcy i sędziowie bywają niekiedy nazywani bogami, jak mówi sam Pan nasz.
I co więcej, Prorocy byli natchnieni. Jan Chrzciciel był napełniony Duchem Świętym jeszcze w łonie matki. Zachariasz był napełniony Duchem Świętym i prorokował. Podobnie Duch Święty zstąpił na Apostołów w dzień Pięćdziesiątnicy i w innych okolicznościach; i tak cudownie obdarowany był święty Paweł, że „z jego ciała przynoszono do chorych chustki lub przepaski, a choroby od nich ustępowały i wychodziły złe duchy". Cechą charakterystyczną tego cudownego natchnienia było to, że obecność Boża przychodziła i odchodziła. Czytamy tedy w przytoczonych i podobnych opisach o Proroku lub Apostole, że był napełniany Duchem w szczególnych okolicznościach; podobnie jak o „Duchu Pańskim odstępującym od Saula" i nawiedzającym go złym duchem. Owo Boże natchnienie było zatem do pewnego stopnia analogiczne do opętania przez złego ducha. Czytamy w Ewangeliach, że szatan przemawiał głosem swojej ofiary, tak że dręczyciela i dręczonego nie można było od siebie odróżnić. Zdawali się być jednym i tym samym, choć nie byli; co wyszło na jaw, gdy Chrystus i Jego Apostołowie wypędzali diabła. I tak samo Świątynia jerozolimska była w pewnym sensie zamieszkana przez obecność Bożą, która zstąpiła na nią przy modlitwie Salomona. Był to typ człowieczeństwa Pana naszego zamieszkałego przez Słowo Boże jako przez Świątynię; z tą jednak zasadniczą różnicą, że Świątynia jerozolimska była znikoma, i że Boska Obecność mogła od niej odejść. Nie było żadnej prawdziwej jedności między jednym a drugim; były rozdzielne. Lecz Chrystus mówi do Żydów o swoim własnym ciele: „Zburzcie tę Świątynię, a Ja w trzech dniach ją odbuduję" — wyrażając tymi słowami taką jedność Bóstwa z człowieczeństwem, że nie mogło być żadnego prawdziwego rozłączenia, żadnego rozkładu. Nawet gdy Jego ciało było martwe, Boska Natura była z nim zjednoczona; podobnie była zjednoczona z Jego duszą w raju. Dusza i ciało były prawdziwie jedno z Wiecznym Słowem — nie jedno z nazwy tylko — jedno, nierozerwalnie. Dlatego Pismo mówi, że zmartwychwstał „według Ducha świętości" i że „nie było możliwe, aby był trzymany przez śmierć".
**2.** Dalej, Ewangelia poucza nas o innym sposobie, w jaki człowiek może być zwany zjednoczonym z Bogiem Wszechmogącym. Jest to szczególna szczęśliwość chrześcijanina, jak nam mówi święty Piotr — być „uczestnikiem Boskiej natury". Wierzymy i radujemy się wierząc, że łaska Chrystusowa odnawia nasze cielesne dusze, naprawiając skutki upadku Adama. Gdzie Adam wprowadził nieczystość i niedowiarstwo, tam moc Boża wlewa wiarę i świętość. Tak tedy mamy doskonałości Boże na nowo nam udzielone i — będąc pod bezpośrednimi wpływami niebiańskimi — mówimy się zjednoczonymi z Bogiem. Co więcej, zapewnia się nas o jakiejś prawdziwej, choć mistycznej wspólnocie z Ojcem, Synem i Duchem Świętym, potrzebnej ku temu: tak iż zarówno przez prawdziwą obecność w duszy, jak i przez owoce łaski, Bóg jest jedno z każdym wierzącym, jako z poświęconą Świątynią. Lecz mimo to, jakkolwiek niewyowrażalny jest ten dar Bożego Miłosierdzia, byłoby bluźnierstwem nie stwierdzić, że zamieszkanie Ojca w Synu jest nieskończenie ponad tym, różniąc się od niego zasadniczo w samym rodzaju; albowiem On nie jest jedynie natury Boskiej — Boski przez uczestnictwo w świętości i doskonałości — lecz sam jest Życiem i Świętością, takim jakim jest Ojciec — Współwiecznym Synem wcielonym, Bogiem przyobleczonym w naszą naturę, Słowem, które stało się ciałem.
**3.** Na koniec, czytamy w Historii Patriarchów o różnych ukazaniach się Aniołów, tak niezwykłych, że trudno nam się wahać, iż były to łaskawe objawienia Wiecznego Syna. Na przykład: mówi się, że „Anioł Pański objawił się" Mojżeszowi „w płomieniu ognia z pośród krzewu"; lecz wkrótce potem owa nadprzyrodzona Obecność jest zwana „Panem" i następnie objawia Mojżeszowi swoje imię jako Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba. Z drugiej strony, święty Stefan mówi o Nim jako o „Aniele, który się ukazał Mojżeszowi w krzewie". I znowu mówi nieco dalej, że Mojżesz był „w Kościele na pustyni z Aniołem, który do niego przemawiał na górze Synaj"; a przecież w Księdze Wyjścia czytamy: „Mojżesz wyszedł naprzeciw Boga, a Pan zawołał go z góry"; „Bóg mówił wszystkie te słowa, mówiąc" i tym podobne. Zakładając tedy, jak mamy zdaje się podstawy zakładać, że Syn Boży jest tu nam objawiony jako łaskawy pośrednik dla Patriarchów, Mojżesza i innych — w postaci anielskiej — rodzi się pytanie, jaka była natura tych zjawień? Nie jesteśmy poinformowani i nie wolno nam rozstrzygać; a jednak tak czy inaczej, Anioł był jedynie tymczasową zewnętrzną postacią, którą przybrało Wieczne Słowo, niezależnie od tego, czy była ona natury materialnej, czy też wizją. Czy rzeczywiście był to Anioł, czy jedynie zjawisko istniejące tylko do chwilowego celu — tak czy inaczej nie moglibyśmy właściwie powiedzieć, że nasz Pan „przybrał naturę Aniołów".
Otóż te przykłady zamieszkania Boga Wszechmogącego w stworzonym jestestwie, które przytoczyłem dla uwidocznienia kontrastu z owym nieskończenie wyższym i tajemniczym zjednoczeniem, zwanym Wcieleniem, rzeczywiście dostarczają sensów, w jakich heretycy w różnych czasach wypaczali naszą świętą i kojącą naukę, i które zmusiły nas do uciekania się do Wyznań i Konfesji. Odrzucając nauczanie Kościoła i zuchwale postępując ze Słowem Bożym, ważyli się zaprzeczać, że „Jezus Chrystus przyszedł w ciele", udając, iż objawił się jedynie jako wizja lub zjawa; albo mówili, że Słowo Boże jedynie zamieszkało w człowieku Chrystusie Jezusie, jak Szekinah w Świątyni, bez żadnego prawdziwego zjednoczenia z Synem Maryi (jakby były dwie odrębne Istoty, Słowo i Jezus, podobnie jak Duch Święty jest odrębny od duszy człowieka); albo też, że Chrystus był zwany Bogiem ze względu na swe wielkie duchowe doskonałości i że stopniowo je osiągnął przez długie ćwiczenie. Wszystko to są słowa, których nie należy wymawiać — chyba po to, by pokazać, czym jest prawdziwa nauka i co znaczy język Kościoła na jej temat. Na przykład: Wyznanie Atanazjańskie wyznaje, że Chrystus jest „Bogiem z substancji Ojca, zrodzonym przed wiekami, Bogiem doskonałym" — aby nam nie przychodziło sądzić, że Jego Boska Natura jest, jak nasza, jedynie naturą na podobieństwo świętości Bożej; że jest „Człowiekiem z substancji swojej Matki, narodzonym w świecie, Człowiekiem doskonałym" — abyśmy nie myśleli o Nim, że „nie przyszedł w ciele", będąc jedynie anielską wizją; i że „choć jest Bogiem i Człowiekiem, nie jest dwoma, lecz jednym Chrystusem" — abyśmy nie wyobrażali sobie, że Słowo Boże weszło w Niego, a potem odeszło, jak Duch Święty w Prorokach.
Taki jest język, którym jesteśmy zniewoleni mówić o naszym Panu i Zbawicielu — przez chytrość Jego nieprzyjaciół i przez naszą własną słabość; i błagamy Go o pozwolenie, by tak czynić. Błagamy o Jego przyzwolenie — nie tak, jakbyśmy zapomnieli, że na tak święty temat najlepsza jest pełna czci cisza; lecz gdy zewsząd obfitują złi ludzie i uwodziciele, a nasze własne pojmowanie Prawdy jest tępe, używamy argumentu gorliwego Dawida: „Czy nie ma przyczyny" do słów? Błagamy o Jego przyzwolenie i pokornie prosimy, aby to, co było najpierw naszą obroną przed pychą i gnuśnością, stało się wyrazem pobożności, aktem służby i czci. Co więcej, ufamy z pewnością, że przyjmie łaskawie to, co ofiarujemy w wierze, „czyniąc co możemy" — choćby maść z nardos, którą wylewamy, niczym jest wobec owej prawdziwej Chwały Bożej, która objawiła się w Nim, gdy Duch Święty wyróżnił Go spośród innych ludzi, a głos Ojca uznał Go za umiłowanego Syna swojego. Zapewne przyjmie to łaskawie, jeśli wiara ofiaruje to, co dostarcza umysł; jeśli miłość zapala ofiarę, gorliwość ją podsyca, a cześć strzeże. On oświeci ziemskie nasze słowa swoją własną Bożą Świętością, aż staną się zbawnymi prawdami dla dusz, które w Nim ufają. Ten, który zmienił wodę w wino i — gdyby tak zechciał — mógłby z twardego kamienia uczynić chleb, będzie nas przez krótką chwilę żywił tym doczesnym pokarmem. A my, korzystając z niego, nigdy tak nie zapomnimy o jego niedoskonałości, by nie wyglądać nieustannie prawdziwego Uszczęśliwiającego Widzenia Bożego; i nigdy tak przewrotnie nie będziemy pamiętać o tej niedoskonałości, by odrzucać to, co jest niezbędne dla naszej obecnej potrzeby. Przyjdzie czas — jeśli zostaniemy uznani za godnych — gdy my, którzy teraz widzimy przez zwierciadło i w niejasności, ujrzymy Pana i Zbawiciela naszego twarzą w twarz; ujrzymy Jego oblicze jaśniejące pełnią Bożych Doskonałości i noszące własne świadectwo, że jest Synem Bożym. Ujrzymy Go takim, jakim jest.
Chwalmy więc i błogosławmy Go wedle danego nam światła — w Kościele tu na dole — Tego, którego Aniołowie oglądają i adorują w niebie. Błogosławmy Go za Jego przemożną miłość w przyobleczeniu naszych ułomności dla naszego odkupienia, gdy mieszkał w najgłębszej miłości Ojca Wiekuistego, w chwale, którą miał przy Nim przed stworzeniem świata. Przyszedł w pokorze i ubóstwie; zrodzony pośród wrzawy mieszanego i zabieganego tłumu, zepchnięty na skraj w gospodzie pełnej przybyszów, złożony do pierwszego spoczynku wśród bydląt domowych. Wyrósł jak gdyby rodem z pogardzanego miasta i wychowany został do prostego rzemiosła. Znosił życie w świecie, który Go lekceważył — bo żył w nim po to, by we właściwym czasie za ten świat umrzeć. Przyszedł jako naznaczony Kapłan, aby złożyć ofiarę za tych, którzy nie mieli żadnego udziału w akcie Jego czci; przyszedł ofiarować za grzeszników ową drogocenną Krew, zasługującą przez moc Jego Bożego Namaszczenia. Umarł, by zmartwychwstać trzeciego dnia jako Słońce Sprawiedliwości, w pełni okazując ów blask, który dotąd był zasłonięty rannymi obłokami. Zmartwychwstał, by wstąpić po prawicę Bożą — aby tam wstawiać się za nami swoimi świętymi ranami na znak naszego przebaczenia, rządzić i prowadzić swój lud odkupiony i wylewać na niego ze swojego przebitego boku najcenniejsze swoje błogosławieństwa. Wstąpił, aby stamtąd zstąpić znowu we właściwym czasie i sądzić świat, który odkupił. — Wielki jest Pan nasz i wielka jest moc Jego, Jezus, Syn Boży i Syn Człowieczy. Dziesięćkroć tysiąc razy jaśniejszy od najwyższego Archanioła jest nasz Pan i Chrystus. Z urodzenia Jednorodzone i Wiernie Odbite Słowo Boże; a przyoblekając nasze ciało, nie doznał przez to skażenia, lecz wywyższył ludzką naturę wraz ze sobą, gdy wznosił się od poniżonego żłóbka po prawicę Mocy — wywyższył ludzką naturę, bo Człowiek odkupił nas, Człowiek jest wystawiony ponad wszelkie stworzenie jako jedno z Stwórcą, Człowiek będzie sądził człowieka w dniu ostatecznym. Tak zaszczytna jest ta ziemia, że nie obcy będzie nas sądził, lecz Ten, który jest jednym z nas, który podtrzyma nasze interesy i doznaje pełnego współczucia we wszystkich naszych ułomnościach. Ten, który nas umiłował aż do śmierci dla nas, jest łaskawie wyznaczony, by dokonać ostatecznej oceny i wyceny własnego dzieła. Ten, który najlepiej potrafi przez własne doświadczenie ułomności wziąć stronę słabych; Ten, który pragnął zebrać pełny owoc swej męki — oddzieli pszenicę od plew, tak że ani jedno ziarno nie upadnie na ziemię. Ten, który dał nam udział we własnej duchowej naturze, Ten, z którego czerpiemy krew żywotną naszych dusz, Ten — Brat nasz — zadecyduje o swoich braciach. W tym Jego powtórnym przyjściu niech raczy w swej łasce i miłosiernej litości pamiętać o nas, On, który jest jedyną naszą nadzieją, jedynym naszym zbawieniem!
---