*W Uroczystość Nawrócenia św. Pawła*
*„Jestem najmniejszy ze wszystkich apostołów i nie jestem godzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a łaska Jego okazana mi nie okazała się daremna; owszem, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja jednak, lecz łaska Boża, która jest ze mną."* — 1 Kor 15,9–10
Dziś wspominamy nie całe dzieje świętego Pawła ani jego Męczeństwo, lecz jego przedziwne Nawrócenie. Każdy okres jego życia pełen jest cudów i zasługuje na osobne wspomnienie — a czynimyż to istotnie zawsze, gdy czytamy Dzieje Apostolskie lub jego Listy. W tym jednakże jego święcie wybrano na pamiątkę owo zdarzenie, które było początkiem jego przedziwnej drogi; i możemy z pożytkiem — jeśli Bóg pozwoli — rozważać myśl, jaka się przed nami tu otwiera.
Trudno nam zapomnieć o okolicznościach jego nawrócenia. Zdążał do Damaszku z upoważnienia arcykapłanów, aby pojmać chrześcijan i przywieść ich do Jeruzalem. Stanął po stronie prześladowców od samego ich pierwszego czynu przemocy — od męczeństwa świętego Szczepana — i trwał na czele złej sprawy, usiłując w ślepej wściekłości zniszczyć to, co było naprawdę dziełem Bożej mocy i mądrości. W samym środku swej szałowej zawziętości został powalony cudem i nawrócony do wiary, którą prześladował. Zważcie okoliczności tej sprawy. Gdy przelano krew Szczepana, Szaweł, młodzieniec wówczas, stał obok, „przyklasnąwszy jego śmierci" i „pilnując szat tych, którzy go zabijali". Dwie mowy Męczennika zapisane są z jego ostatnich chwil: jedna, w której modlił się, by Bóg przebaczył jego mordercom — i druga, będąca jego świadectwem, że ujrzał otwarte niebiosa i Jezusa po prawicy Bożej. Jego modlitwa otrzymała przedziwną odpowiedź. Szczepan ujrzał swego Zbawiciela; następne objawienie owego Zbawiciela śmiertelnikowi dostąpił właśnie ów młodzieniec, sam Szaweł, który miał udział zarówno w jego zabójstwie, jak i w jego wstawiennictwie.
Zaiste, rzecz to zdumiewająca; jakież byłyby myśli świętego Szczepana, gdyby to mógł wiedzieć! Modlitwy sprawiedliwych wiele mogą. Pierwszy Męczennik miał moc u Boga wzbudzić największego Apostoła. Takim oto zaszczytem ozdobiono pierwociny tych cierpień, w które Kościół właśnie wkraczał. I tak od początku krew Męczenników była nasieniem Kościoła. Szczepan, jeden człowiek, poniósł śmierć za głoszenie, że naród żydowski nie będzie już dłużej korzystał z wyłącznych przywilejów; lecz z jego właśnie grobu wyrósł wybrany narzędzie, za którego sprawą tysiące i dziesiątki tysięcy pogan zostały przyprowadzone do poznania Prawdy!
**1.** W tym więc, po pierwsze, nawrócenie świętego Pawła jest pamiętne; że było triumfem nad nieprzyjacielem. Gdy Bóg Wszechmogący zechciał nawrócić świat, otwierając poganom drzwi wiary, któż był wybranym głosicielem Jego miłosierdzia? Nikt z pierwszych uczniów Chrystusa. Aby okazać swą moc, wyciągnął rękę w sam środek prześladowców Swego Syna i chwycił najzagorzalszego spośród nich. Modlitwa umierającego jest znakiem i okazją owego triumfu, który On sobie zachował. Siła Jego doskonali się w słabości. Jak niegdyś skruszył jarzmo brzemienia swego ludu, laskę na jego ramionach, różdżkę jego gnębiciela — tak Szaweł szedł z całą furią ku Damaskowi, lecz Pan Zastępów „znał jego siedzibę i jego wyjście i wejście, i jego szał przeciwko Niemu;" a „ponieważ szał jego przeciwko Niemu i jego zgiełk dotarły do Niego" — dlatego, jak niegdyś w przypadku Sennacheryba, lecz w zupełnie inny sposób, „włożył hak na jego nos i wędzidło na jego wargi, i zawrócił go tą samą drogą, którą przyszedł". „Rozbroił Zwierzchności i Władze, wystawił je na widowisko", triumfując nad głową węża, gdy pięta Jego była zraniona. Szaweł, prześladowca, nawrócił się i głosił Chrystusa w synagogach.
**2.** Następnie nawrócenie świętego Pawła można rozważać jako stosowne wprowadzenie do urzędu, który miał pełnić w Bożej Opatrzności. Powiedziałem, że był to triumf nad wrogami Chrystusa; lecz był on zarazem wymownym znakiem ogólnego postępowania Boga z rodzajem ludzkim. Czymże jesteśmy wszyscy, jeśli nie buntownikami przeciw Bogu i wrogami Prawdy? Czymże byli w szczególności poganie w owym czasie, jeśli nie „wyobcowanymi" od Niego, „wrogami wskutek złych uczynków swoim sposobem myślenia"? Któż zatem mógłby stosowniej wypełnić zamysł Tego, który przyszedł wzywać grzeszników do nawrócenia, niż ten, kto uważał się za najmniejszego z Apostołów, niegodnego, by zwać się Apostołem, bo prześladował Kościół Boży? Gdy Bóg Wszechmogący w swym nieskończonym miłosierdziu postanowił ukształtować sobie lud spośród pogan jako naczynia chwały, najpierw wybrał narzędzie swego zamysłu jako głownię wyrwaną z ognia, ażeby stało się typem pozostałych. Istnieje analogia tego sposobu Opatrzności w Starym Testamencie. Żydom nakazano spoglądać ku skale, z której zostali wykuci. Kimże był szczególny Patriarcha ich narodu? — Jakub. Abraham wprawdzie sam został powołany i obdarzony błogosławieństwem przez samą łaskę Bożą. A jednak Abraham odznaczał się niezwykłą wiarą. Jakub natomiast, bezpośredni i właściwy Patriarcha rodu żydowskiego, przedstawiony jest jako grzesznik, ułaskawiony i odzyskany przez Boże miłosierdzie — tułacz wyniesiony do godności ojca wielkiego narodu. Nie śmiem tu opisywać go takim, jakim był w rzeczywistości, lecz takim, jakim został nam ukazany; nie jako człowiek prywatny, lecz w owym szczególnym aspekcie, w jakim postawiła go historia święta; nie jako jednostka, lecz jako typ, czyli w sensie doktrynalnym. Nie sposób pomylić się co do znamion jego charakteru i losów w tej historii, zapisanej — jak się zdaje — celowo, by poniżyć żydowską pychę. Wyznaje on sam, jak potem święty Paweł: „Jestem niegodny wszystkich dobrodziejstw i całej wierności, którąś okazał słudze Twemu". A corocznie Izraelici mieli przynosić swą ofiarę i wyznawać przed Bogiem, że „Aramejczyk błąkający się był ich ojcem". Jaki ojciec, tacy — jak można było sądzić — potomkowie. Nikt nie byłby „większy od ojca Jakuba", dla którego dobra naród był błogosławiony.
Podobnie i święty Paweł jest, w pewnym sensie rozumienia Ekonomii Bożej, duchowym ojcem pogan; a w historii swego grzechu i jego najłaskawszego przebaczenia daje on wyraz swojej własnej Ewangelii bardziej niż jego bracia Apostołowie: że wszyscy jesteśmy winni wobec Boga i możemy być zbawieni jedynie Jego darmową hojnością. Własnymi jego słowami: „dlatego dostąpiłem miłosierdzia, żeby na mnie pierwszym Jezus Chrystus pokazał całą swoją cierpliwość jako przykład dla tych, którzy w Niego wierzyć będą dla życia wiecznego".
**3.** Następnie, dotychczasowe życie świętego Pawła sprawiło, że może, po jego nawróceniu, był on narzędziem bardziej stosownym do Bożych zamysłów wobec pogan, a zarazem bardziej uderzającym ich przykładem. Tu należy mówić ostrożnie. Wiemy, że jakiekolwiek były sukcesy świętego Pawła w szerzeniu Ewangelii, u swego źródła i z natury swojej nie były one jego własnymi, lecz dziełem „łaski Bożej, która była z nim". A jednak Bóg posługuje się ludzkimi środkami, i wolno nam z czcią pytać, jakie były owe środki, i dlaczego raczej świętemu Pawłowi, niż świętemu Jakubowi Młodszemu czy świętemu Janowi, powierzono nawrócenie świata pogańskiego. Bez wątpienia jego zdolności intelektualne i wykształcenie należały do okoliczności, które czyniły go zdatnym do pełnienia tego urzędu. Lecz czyż nie można przypuszczać, że było coś w jego dotychczasowych dziejach religijnych, co szczególnie go usposabiało do tego, by być „wszystkim dla wszystkich"? Nic bowiem nie jest tak trudne, jak wniknąć w charaktery i uczucia ludzi wychowanych w systemie religijnym różnym od naszego — i rozeznać, jak można do nich przemawiać najskuteczniej i z największym pożytkiem, by przyciągnąć ich do przyjęcia Bożych prawd, których są dotąd nieświadomi. Otóż święty Paweł doznał we własnej osobie stanu ducha bardzo odmiennego od tego, który należał do niego jako do Apostoła. Chociaż nigdy nie był splamiony pogańską niemoralnością i bezbożnością, żywił zapatrywania i przekonania bardzo dalekie od chrześcijańskich, i przeżył nawrócenie, którego inni Apostołowie — o ile wiemy — nie doświadczyli. Jestem daleki od twierdzenia, że rzeczywiste zachwianie zasad, popadnięcie w niewiarę, a następnie powrót do religijnego przekonania jest dla późniejszej religijności człowieka korzystne. Nie taki był przypadek świętego Pawła; nie przeżył on żadnej zasadniczej zmiany religijnych przekonań. Tym mniej chciałbym popierać pogląd, jakoby poprzednie życie niemoralne było czymś innym niż poważną i trwałą przeszkodą i przekleństwem dla człowieka po jego nawróceniu do Boga. Takie rozważania są jednak nie na miejscu, gdy mowa o świętym Pawle. Chodzi mi o to, że jego straszliwa zuchwałość i zaślepienie, jego pewna siebie, krnąbrna, okrutna wściekłość przeciw czcicielom prawdziwego Mesjasza, następnie jego zdumiewające nawrócenie, następnie długi czas, który upłynął przed jego uroczystą ordynacją, w którym to czasie pozostawiony był sam, by w odosobnieniu rozważać wszystko, co się wydarzyło, i przewidywać przyszłość — wszystko to razem stanowiło szczególne przygotowanie do urzędu głoszenia słowa Bożego zagubionemu światu, martwemu w grzechu. Dało mu ono szeroki wgląd, z jednej strony, w drogi i zamysły Opatrzności, z drugiej zaś — w działanie grzechu w ludzkim sercu oraz w różnorodne sposoby myślenia, w których umysł bywa rzeczywiście kształtowany. Nauczyło go nie popadać w rozpacz wobec najgorszych grzeszników, dostrzegać bystro iskry wiary wśród zepsutych nawyków życia i wnikać w różnorodne pokusy, na które narażona jest ludzka natura. Wzbudziło w nim głęboką pokorę, która usposobiała go — jeśli wolno tak rzec — do znoszenia z łagodnością nadmiaru objawionych mu tajemnic; i udzieliło mu praktycznej mądrości w ich stosowaniu do nawracania innych: by być słabym ze słabymi i mocnym z mocnymi, dźwigać ich brzemiona, pouczać ich i dodawać im otuchy, „utwierdzać braci swoich", radować się i płakać wraz z nimi; jednym słowem — być ziemskim Parakletem, pocieszycielem, pomocnikiem i przewodnikiem swych braci. Dało mu to poznać w niemałej mierze serca ludzkie — atrybut (w swej pełni) należący do samego Boga, który posiada go w połączeniu z doskonałą czystością wolną od wszelkiego grzechu; w nas zaś może on zaistnieć ledwie bez własnego bolesnego doświadczenia w jakimś stopniu moralnego zła w sobie samych — bo niewinni (to jest ich przywilej) nie spożyli z drzewa poznania dobrego i złego.
**4.** Na koniec, aby zapobiec nieporozumieniu w związku z tymi ostatnimi uwagami, muszę powiedzieć wyraźnie o tej części tematu, której dotąd jedynie dotknąłem, a mianowicie o duchowym stanie świętego Pawła przed jego nawróceniem. Mimo bowiem zachowanej ostrożności być może wciąż jeszcze mogę uchodzić za potwierdzającego maksymę głoszoną niekiedy, że im większy grzesznik, tym większy święty.
Otóż proszę zauważyć: nie twierdzę, by poprzednie grzechy świętego Pawła uczyniły go bardziej duchowym chrześcijaninem po nawróceniu, lecz że uczyniły go bardziej zdatnym do szczególnego celu w Bożej Opatrzności — bardziej zdatnym, gdy się nawrócił, do pozyskiwania innych; podobnie jak znajomość języków (czy nabyta drogą Bożą, czy ludzką) czyni człowieka zdatnym do urzędu misjonarza, nie przyczyniając się wcale do uczynienia zeń lepszego człowieka. Twierdzę jedynie, że jeśli weźmiemy dwóch ludzi jednakowo zaawansowanych w wierze i świętości, to z nich dwóch z większym powodzeniem głosiłby słowo Boże rozmaitym ludziom ten, kto miał większe osobiste doświadczenie religijne w zakresie pokus, walki ciała z duchem, grzechu i zwycięstwa nad grzechem — choć zarazem na pierwszy rzut oka jest oczywiście mało prawdopodobne, by ten, kto przeżył tyle zmian duchowych, dorównywał wiarą i posłuszeństwem temu drugiemu, który służył Bogu od dziecka.
Lecz następnie zważmy, jak bardzo nawrócenie świętego Pawła jest w istocie rzeczy dalekie od tego, by dawać jakiekolwiek zachętę tym, którzy żyją w grzechu, lub jakiekolwiek uspokojenie tym, którzy żyli w nim — jak gdyby ich obecne lub przeszłe nieposłuszeństwo mogło być dla nich zyskiem.
Dlaczego okazano miłosierdzie Szawłowi prześladowcy? On sam podaje nam przyczynę, z której możemy bez obawy skorzystać: „Dostąpiłem miłosierdzia, gdyż działałem z niewiedzą, w niewierze". I dlaczego był „przysposobiony" do głoszenia Ewangelii? „Bo Chrystus uznał go za godnego zaufania." Mamy tu przyczynę wyrażoną jeszcze wyraźniej niż w przypadku Abrahama, który był zaszczycony szczególnymi Bożymi objawieniami i obiecano mu imię na ziemi, ponieważ Bóg „znał go, że rozkaże swym dzieciom i domowi swemu po sobie strzec drogi Pańskiej, aby czynili, co sprawiedliwe i słuszne". Szaweł był zawsze wierny, według swego pojęcia „drogi Pańskiej". Bez wątpienia zgrzeszył głęboko i ciężko, prześladując wyznawców Chrystusa. Gdyby znał Pismo Święte, nigdy by tego nie uczynił; byłby rozpoznał Jezusa jako obiecanego Zbawiciela, tak jak Symeon i Anna od początku. Lecz wychowany był w szkole ludzkiej i więcej uwagi poświęcał pismom ludzkim niż Słowu Bożemu. A jednak — zauważmy — różnił się od innych wrogów Chrystusa tym, że zachowywał czyste sumienie i z nawyczenia był posłuszny Bogu wedle swej wiedzy. Bóg przemawia do nas w dwojakim sposób: w naszych sercach i w swoim Słowie. Tego ostatniego i wyraźniejszego pouczyciela święty Paweł mało znał; pierwszego nie mógł nie znać w swej mierze (bo był w nim), i był mu posłuszny. Ów głos wewnętrzny był jednak nikły, zmieszany i przyćmiony ludzkimi uczuciami i ludzkimi tradycjami; tak że to, co mu sumienie nakazywało czynić, było jedynie częściową prawdą, a po części błędem. A jednak, wierząc, że wyraża ono wolę Bożą, ulegał mu, postępując tak, jak postąpił potem, gdy „nie był nieposłuszny niebiańskiemu widzeniu", które oznajmiło mu, że Jezus jest Chrystusem. Posłuchajmy jego własnego opisu swego życia: — „Żyłem przed Bogiem w zupełnie czystym sumieniu aż do dnia dzisiejszego." „Według najsurowszego stronnictwa naszej religii żyłem jako faryzeusz." „Jeśli idzie o sprawiedliwość Zakonu — bez zarzutu." Nie ma tu mowy o gnuśności, o skłonności do wygód, o dobrowolnym grzechu wbrew światłu — co więcej, powiem: nie ma tu pychy. Znaczy to: choć bez wątpienia kierowało nim wiele grzesznej zarozumiałości w jego gwałtownej i zaślepionej nienawiści do chrześcijan, i choć (jak najlepsi z nas) podlegał bez wątpienia chwilowym pokusom i skalaniom pychy — to jednak biorąc pychę w znaczeniu otwartego buntu przeciw Bogu, walki z władzą Bożą, stawiania rozumu naprzeciw Boga, tej on nie miał. „Naprawdę przekonany był w sobie, że powinien czynić wiele rzeczy przeciwnych imieniu Jezusa z Nazaretu." Zwróćcie się ku przypadkowi tych Żydów i pogan, którzy pozostali bez nawrócenia, a zobaczycie różnicę między nimi a nim. Pomyślcie o obłudnych faryzeuszach, którzy udawali świętych, a byli grzesznikami; „pełnymi łupiestwa, nieumiarkowania i nieczystości"; wierzących, że Jezus jest Chrystusem, lecz nie wyznających Go, bo „bardziej miłowali chwałę ludzką niż chwałę Bożą". Święty Paweł sam daje nam opis takich ludzi w drugim rozdziale swego Listu do Rzymian. Czy można go odnieść do jego własnego stanu sprzed nawrócenia? Czy przez niego bluźniono imię Boże wśród pogan? — Z drugiej strony pogańscy filozofowie szukali próżnej mądrości. Ci to gardzili religią i praktyczną moralnością jako sprawami pospolitymi, niegodnymi zajęcia wykształconego i wyrobionego umysłu. „Jedni kpili sobie, a inni mówili: Posłuchamy cię o tym innym razem." Chełpili się, że są ponad pospolitymi przesądami — że są obojętni wobec tradycji krążących w świecie o życiu przyszłym — że traktują wszystkie religie jako jednakowo prawdziwe i jednakowo fałszywe. Tak twardą i próżną wyniosłość Pan nasz uroczyście potępia, gdy mówi do Kościoła w Laodycei: „Obym pragnął, abyś był zimny albo gorący."
Faryzeusze byli tedy łamaczami Prawa; pogańscy filozofowie i mężowie stanu byli niedowiarkami. Jedni i drudzy byli pyszni, jedni i drudzy gardzili głosem sumienia. Widzimy więc z tego przeglądu, jakiego rodzaju grzech Bóg lituje się i przebacza. Wszelki grzech, gdy jest wyznany z pokutą, On odwróci; lecz pycha zatwardza serce przeciw nawróceniu, a zmysłowość zniża je do bestialskiej natury. Duch Święty zostaje zgaszony przez jawne przekroczenia sumienia i przez pogardę dla Jego autorytetu. Lecz gdy ludzie błądzą w nieświadomości, kierując się wiernie własnymi wyobrażeniami o dobru i złu — choć wyobrażenia te są mylne — wielki jak jest ich grzech, jeśli mogli byli posiąść właściwsze wyobrażenia (a wielki zaiste był grzech świętego Pawła, bo z pewnością mógł był z Starego Testamentu nauczyć się nauki daleko jaśniejszej i Bożej niż tradycja faryzeuszów) — to jednak takich ludzi nie opuszcza Bóg wszelkiej łaski. Bóg prowadzi ich ku światłu mimo ich błędów w wierze, jeśli trwają gorliwie w posłuszeństwie temu, w czym dopatrują się Jego woli. A aby ogłosić nam tę pocieszającą prawdę, święty Paweł właśnie tak był prowadzony przez Opatrzność Bożą i przez cud przyprowadzony ku światłu; abyśmy mogli poznać po pamiętnym przykładzie Jego łaski, jak On zawsze postępuje, choć w zwykłych przypadkach nie ogłasza tego tak jawnie światu.
Kogóż nie ogarnął lęk, że może błądzi w dala od prawdziwej nauki Chrystusa? Niechaj pielęgnuje i słucha świętego głosu sumienia w sobie, jak czynił Szaweł; niechaj pilnie studuje Pismo Święte, czego Szaweł nie czynił; a Bóg, który okazał miłosierdzie nawet prześladowcy swych świętych, niezawodnie ześle nań swą łaskę i wprowadzi go w prawdę, jaka jest w Jezusie.
---