HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom II

Kazanie X. Tajemność i nagłość Bożych nawiedzin

Święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny

Gdy boję się o przyszłośćGdy nie mam oparcia Opatrzność BożaParuzja
„Królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie."
W skrócie. Kazanie na Oczyszczenie NMP rozważa ukrytość i nagłość Bożych nawiedzin. Newman ukazuje, jak Bóg działa w historii cicho i niewidocznie, a Jego przyjście — jak kiedyś do Świątyni — może zaskoczyć nawet pobożnych. Prawdziwa pobożność polega na gotowości i czujności, nie na pewności, że się Go rozpozna.

„Królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie.”

*Święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny*

*„Królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie."* — Łk 17,20

Wspominamy dziś Ofiarowanie Chrystusa w Świątyni, nakazane przez Prawo Mojżeszowe w trzynastym rozdziale Księgi Wyjścia i dwunastym rozdziale Księgi Kapłańskiej. Gdy Izraelici zostali wyprowadzeni z Egiptu, pierworodnych Egipcjan — jak wszyscy wiemy — nawiedziła śmierć: „od pierworodnego faraona siedzącego na tronie aż do pierworodnego jeńca w lochu, i wszystkie pierworodne bydła." Przeto, w wdzięcznej pamięci tego wyroku i swojego ocalenia, każdy pierworodny syn Izraelitów był poświęcony Bogu, podobnie jak każde pierworodne bydlę. Następnie wzięto Lewitów jako szczególną własność Boga, zamiast pierworodnych; pierworodnych jednak nadal uroczyście stawiano w Świątyni w określonym czasie po urodzeniu, ofiarowywano Bogu, po czym wykupywano ich za oznaczoną cenę. Równocześnie składano pewne ofiary za matkę, dla jej oczyszczenia po połogu; stąd też dzisiejsze Święto, upamiętniające Ofiarowanie Chrystusa w Świątyni, zwane jest powszechnie Oczyszczeniem Najświętszej Maryi Panny.

Zbawiciel nasz urodził się bez grzechu. Jego Matka, Najświętsza Maryja Panna, nie musiała składać żadnej ofiary, gdyż nie potrzebowała oczyszczenia. Wręcz przeciwnie — właśnie to narodzenie Syna Bożego uświęciło cały ród niewiasty i zamieniło jej przekleństwo w błogosławieństwo. Niemniej jednak, jak Chrystus sam raczy „wypełnić wszelką sprawiedliwość" i być posłusznym wszelkim ustanowieniom przymierza, pod którym się narodził, tak samo Jego Matka Maryja poddała się Prawu, by okazać mu cześć. Oto wydarzenie z dzieciństwa naszego Zbawiciela, które dziś obchodzimy: Jego Ofiarowanie w Świątyni, gdy Dziewicza Jego Matka przeszła obrzędowe oczyszczenie. Wydarzenie to stało się pamiętne dzięki hymnologicznym pochwałom i uniesieniom Symeona i Anny, którym wówczas zostało objawione. A byli i inni — oprócz tych dwojga — „którzy oczekiwali odkupienia w Jerozolimie" i którym dane było ujrzeć Niemowlę Zbawiciela. Lecz główna waga tego zdarzenia polega na tym, że jest ono wypełnieniem proroctwa. Malachiasz zapowiedział nawiedzenie przez Pana Jego Świątyni tymi słowami: „Nagle przyjdzie do swej Świątyni Pan, którego szukacie," — słowami, które, choć wypełniały się rozmaicie w ciągu Jego służby, pierwsze swoje spełnienie znalazły w pokornej uroczystości upamiętnianej tego dnia. I gdy rozważamy wspaniałość owego proroctwa, a jakże niepozorne jego wypełnienie, wiedziemy ku rozważaniu dróg Bożych i czerpaniu z nich pożytecznych nauk dla siebie. To właśnie jest refleksja, którą pragnę snuć nad tym Świętem.

Mówię tedy, że dnia dzisiejszego przypominamy sobie bezgłośny bieg Bożej Opatrzności — Jej ciche spełnianie, w biegu natury, wielkich zamierzeń, od dawna powziętych; i znów nagłość i milczenie Jego nawiedzin. Rozważcie, na czym polega opisywane zdarzenie. Małe dziecię zostaje przywiedzione do Świątyni, tak jak wszystkie pierworodne dzieci bywały przynoszone. Nic tu dotąd niezwykłego ani uderzającego. Rodzice są z nim — ludzie ubodzy, przynoszący na oczyszczenie matki ofiarę z gołębi lub synogarlic. W Świątyni spotyka ich stary człowiek, który bierze dziecię w ramiona, składa Bogu dziękczynienie i błogosławi rodziców; wkrótce dołącza do nich kobieta w podeszłym wieku, wdowa po osiemdziesięciu czterech latach życia, która już przekroczyła czas pożytecznej służby i zdawała się być jedynie łatwym łupem dla śmierci. Ona także dziękuje i przemawia o dziecięciu do osób obecnych. Potem wszyscy odchodzą.

Otóż, nie ma w tym nic wielkiego ani imponującego; nic, co by wzruszało uczucia lub pobudzało wyobraźnię. Wiemy, jak świat zapatruje się na podobną gromadkę, jaką opisałem. Słabych i bezradnych — czy z powodu starości, czy niemowlęctwa — omija obojętnie. A jednak to wszystko, co się dokonało, było w istocie uroczystym wypełnieniem dawnego i wyraźnego proroctwa. Niemowlę na rękach było Zbawicielem świata, prawowitym Panem, który w przebraniu przybysza odwiedził swój własny dom. Pismo powiada: „Nagle przyjdzie do swej Świątyni Pan, którego szukacie; lecz któż przeżyje dzień Jego przybycia i kto się ostoi, gdy się ukaże?" Teraz objął w posiadanie. Co więcej, starzec, który wziął dziecię w ramiona, był obdarzony darami Ducha Świętego, miał przyobiecane przed śmiercią błogosławione ujrzenie swego Pana, wszedł do Świątyni prowadzony przez niebo i teraz nosił w sobie myśli niewymawialne — radość, wdzięczność i nadzieję, dziwnie pomieszane z bojaźnią, lękiem, bolesnym zdumieniem i „goryczą ducha." Anna zaś, kobieta osiemdziesięciu czterech lat, była prorokinią; a obecni, do których mówiła, byli prawdziwym Izraelem, który w wierze wypatrywał przepowiedzianego odkupienia ludzkości — ci, którzy (według słów proroctwa) „szukali" i z radością oczekiwali „Posłańca" Bożego przymierza miłosierdzia. „Chwała tego późniejszego Domu większa będzie niż tamtego," — tak głosiło inne proroctwo. Oto ta chwała: małe dziecię i jego rodzice, dwoje starców i zgromadzenie bez imienia i pamiątki. „Królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie."

Takim zawsze był sposób Jego nawiedzin — zarówno w skaraniu nieprzyjaciół, jak i w wybawieniu Jego ludu: milczący, nagły, nieprzewidziany dla świata, choć przepowiadany wobec wszystkich ludzi i w odpowiedniej mierze rozumiany i oczekiwany przez Jego prawdziwy Kościół. Takim nawiedzeniem był potop: Noe był kaznodzieją sprawiedliwości, lecz tłumy grzeszników były sprawiedliwie zaślepione. „Jedli, pili, żenili się i za mąż wychodzili, aż do dnia, gdy Noe wszedł do arki, i przyszedł potop, i wszystkich zgładził." Takie było zagładzenie Sodomy i Gomory. „Podobnie jak za dni Lota: jedli, pili, kupowali, sprzedawali, sadzili, budowali; ale w tym dniu, w którym Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba ogień i siarka, i wszystkich wytracił." Ponadto: „Wjechało wojsko faraona z jego rydwanami i jeźdźcami w morze, a Pan przywrócił nad nimi wody morskie." Zagłada Sennacheryba była również cicha i nagła, gdy jego ogromna armia najmniej się tego spodziewała: „Anioł Pański wyszedł i poraził w obozie Asyryjczyków sto osiemdziesiąt pięć tysięcy." Baltazar i Babilon zostali zaskoczeni w środku wielkiej uczty, którą król wydawał tysiącowi swych możnowładców. Gdy Nabuchodonozor się chlubił, rozum mu nagle odjęto. Gdy tłum wznosił bezbożne okrzyki pochlebstwa na mowę Heroda, wtedy „Anioł Pański uderzył go, gdyż nie oddał chwały Bogu." Czy weźmiemy pierwsze czy ostatnie sądy nad Jerozolimą, oba nawiedzenia były zapowiedziane jako nagłe. O pierwszym Izajasz oznajmił, że przyjdzie „nagle, w jednej chwili;" o drugim Malachiasz: „Nagle przyjdzie do swej Świątyni Pan, którego szukacie."

I takim też będzie Jego ostateczne nawiedzenie całej ziemi: ludzie będą przy pracy w mieście i na polu, a ono dosięgnie ich niczym grzmot burzy. „Dwie kobiety będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga pozostawiona. Dwóch mężczyzn będzie na polu: jeden będzie wzięty, a drugi pozostawiony."

I inaczej być nie może — mimo ostrzeżeń jakkolwiek jasnych — zważywszy, jak świat idzie w każdej epoce. Ludzie pogrążeni w zabiegach czynnego życia nie są w stanie ocenić całości jego biegu i kierunku. Mylą wielkie zdarzenia z małymi i mierzą doniosłość rzeczy, jak w perspektywie, zwykłą miarą bliskości lub oddalenia. Jedynie z pewnej odległości można ogarnąć wzrokiem rysy i kontury całego kraju. Jedynie świętobliwy Daniel, samotny wśród książąt, albo Eliasz, pustelnik góry Karmel, zdolni są opierać się Baalowi i przepowiadać czas Bożych zamysłów wśród narodów. Dla tłumu wszystko trwa do końca tak samo, jak było od początku stworzenia. Sprawy państwowe, ruch społeczeństwa, bieg natury toczą się jak zawsze aż do chwili przyjścia Chrystusa. „Słońce wzeszło nad ziemią," jasne jak co dzień, właśnie w ów dzień gniewu, kiedy zniszczona została Sodoma. Ludzie nie mogą uwierzyć, że ich własna epoka jest szczególnie niegodziwą; bo bez znajomości Pisma Świętego i bez serc wyćwiczonych w świętości nie mają żadnej miary, z którą mogliby ją porównać. Nie biorą przestrogi z żadnych utrapień ani zamieszań, które raczej skłaniają ich do dociekania doczesnych przyczyn tych zjawisk i możliwych środków zaradczych. Uważają je za stany nieodłączne tego świata, konieczne wyniki tego czy innego ustroju społecznego. Gdy potęga Asyrii wzrosła (można by przypuścić), Żydzi mieli wyraźne wezwanie do nawrócenia. Bynajmniej; pchnięci zostali ku temu, by siłę przeciwstawiać sile: szukali schronienia przed Asyrią w Egipcie, dawnym swoim nieprzyjacielu. Prawdopodobnie przekonali sami siebie, że zajmują to, co uważali za umiarkowany, oświecony i pogodny pogląd na sprawy narodu; być może sądzili nawet, że wzrost Asyrii jest raczej korzystny, niż inaczej, gdyż równoważył potęgę Egiptu i tym samym sprzyjał ich własnemu bezpieczeństwu. To pewna, że widzimy ich sprzymierzających się to z jednym królestwem, to z drugim, jak mężów, którzy umieją (jak im się zdawało) „czytać znaki czasu" i chlubią się pewną polityczną mądrością. Tak świat postępuje, aż spada nań gniew i nie ma ratunku. „Jutro będzie jak dzień dzisiejszy, i jeszcze obfitsze," mówią.

I w środku tej ich biesiady — czy to zmysłowych rozkoszy, czy ambicji, czy chciwości, czy pychy i zarozumiałości — pada potajemnie wyrok zagłady. Wyrok pada w skrytości; słyszą go aniołowie i nieliczni wybrani na ziemi; lecz żadne publiczne zdarzenie nie daje światu ostrzeżenia. Ziemia była skazana na potop sto dwadzieścia lat, zanim „wyrok się spełnił," nim usłyszeli o nim ludzie. Wody Babilonu zostały odwrócone i zdobywca wkraczał już do miasta, gdy Baltazar wydawał wielką ucztę. Pycha zaślepia człowieka, a rozpusta i zbytki toczą swoje dzieło niewidzialnie — jak żarzące się powoli ognisko, które przez czas jakiś pozostawia zewnętrzną postać rzeczy nie zmienioną. W końcu stoczona masa nie może dłużej się utrzymać i rozpada się pod własnym ciężarem, albo pod wpływem jakiegoś drobnego i przypadkowego zewnętrznego uderzenia. Jak mówi Prorok: „Nieprawość wasza będzie dla was jak pęknięcie gotowe runąć, jak wybrzuszenie wysokiego muru, którego upadek nadchodzi nagle, w jednej chwili." Ta sama wewnętrzna zgnilizna narodu zdaje się być przedmiotem słów naszego Pana, gdy mówi o Jerozolimie: „Gdziekolwiek będzie padlina, tam zgromadzą się orły."

Myśli takie jak powyższe są pożyteczne w każdym czasie; bo w każdej epoce świat jest bezbożny i ślepy, a Bóg ukrywa Opatrzność swoją, choć ją naprzód prowadzi. Lecz myśli te są szczególnie stosowne teraz, w miarę jak dzień dzisiejszy nosi na sobie więcej niż zwykle znamion pychy i zaślepienia z Bożego dopustu. Czy Chrystus jest u naszych bram czy nie — zaledwie kilku ludzi w Anglii może mieć dosyć łaski, aby to bezpiecznie odgadnąć; lecz to, że wzywa On nas wszystkich, byśmy gotowili się na Jego przyjście, jest rzeczą jak najbardziej oczywistą dla tych, którzy mają religijne oczy i uszy. Obrócijmy tedy to Święto na pożytek, przyjmując je za pamiątkowy dzień Jego nawiedzin. Na podstawie wydarzeń, które upamiętnia, zapiszmy głęboko w sercach pamięć o tym, jak tajemniczo małe rzeczy powiązane są na tym świecie z wielkimi; jak pojedyncze chwile, wykorzystane lub zmarnowane, decydują o zbawieniu lub zagładzie interesów najwyższej wagi. Nośmy tę myśl w sobie, przychodząc wielbić Boga w Jego Domu, że każde takie nabożeństwo może — któż wie — być przedziwnie połączone z jakimś dawnym Jego zamysłem, ogłoszonym, zanim się urodziliśmy, i może mieć wpływ rozstrzygający na nasze wieczne zbawienie; lękajmy się, byśmy nie przeszli mimo Zbawiciela, gdy Symeon i Anna Go znajdują. Pamiętajmy, że przez trzydzieści lat nie ukazał się ponownie w Świątyni — prócz jednego razu — podczas gdy całe pokolenie, żyjące w chwili Jego pierwszej wizyty, poumierało w tym czasie. Przenieśmy tę myśl do naszego codziennego postępowania, zważając, że — któż wie — nadzieja naszego zbawienia może w swoim czasie w sposób istotny zależeć od unikania tego czy owego chwilowego grzechu. I jeszcze — na podstawie dzisiejszych wydarzeń czerpijmy pociechę, gdy trapi nas przygnębienie o stanie Kościoła. Być może nie dostrzegamy znaków Bożych; nie widać ani proroka, ani nauczyciela przy Jego ludzie; ciemność ogarnia ziemię i nie słychać żadnego głosu protestu. A jednak, choćby rzeczy miały się jak najgorzej, to przecież gdy Chrystus był ofiarowany w Świątyni, epoka tak samo mało o tym wiedziała, jak mało wie teraz o Jego Opatrzności. Owszem, im gorszy nasz stan, tym bliższy jest Adwent naszego Wybawcy. Choćby On milczał, nie wątp, że Jego wojsko jest w marszu ku nam. Przychodzi przez niebo i nawet teraz ma obóz swój na granicach naszego świata. Co więcej — choćby trwał jeszcze czas jakiś po prawicy Ojca, to przecież widzi On wszystko, co się dzieje, i czeka, i nie omieszkuje swej godziny pomsty. Czyż nie wysłucha swoich wybranych, gdy wołają do Niego we dnie i w nocy? Jego służby modlitwy i chwały trwają i są wzgardzone przez tłum. Dzień po dniu, Święto po Święcie, Post po Poście, Pora po Porze — trwają według Jego ustanowienia i są wzgardzone. Lecz im większa Jego zwłoka, tym cięższy będzie Jego gniew i tym zupełniejsze wybawienie Jego ludu.

Niech dobry Pan ochrania swój Kościół w tej godzinie jego niebezpieczeństwa, gdy szatan stara się podkopywać i niszczyć tam, gdzie nie śmie jawnie atakować! Niech wzbudzi narzędzia swojej łaski, „nienieświadome zamysłów" Złego, o widzących oczach, silnych sercach i krzepkich ramionach — ku obronie skarbu wiary raz powierzonej Świętym, ku zbudzeniu i zatrwożeniu uśpionych braci! „Przez wzgląd na Syjon nie umilknę, przez wzgląd na Jerozolimę nie zamilknę, aż jej sprawiedliwość zabłyśnie jak zorza i jej zbawienie jak pochodnia płonąca. … Wy, którzy wzywasz pamięci Pana, nie milczcie i nie dajcie mu spokoju, dopóki nie utwierdzi i nie uczyni Jeruzalem chwałą na ziemi. … Przejdźcie, przejdźcie przez bramy; gotujcie drogę ludowi; wyrównajcie, wyrównajcie gościniec, usuńcie kamienie, wznieście sztandar dla ludów." Tak przemawia Bóg Wszechmogący do swoich „stróżów na murach Jeruzalem"; a do samego Kościoła mówi ku naszej wielkiej pociesze: „Żadna broń ukuta przeciw tobie nie ostoi się, i każdy język, który się przeciw tobie podniesie na sądzie, ty potępisz. To jest dziedzictwo sług Pańskich, a ich sprawiedliwość pochodzi ode Mnie — mówi Pan."

← wróć do odkrywania