*Święto Świętego Apostoła Macieja*
*„Trzymaj się tego, co masz, aby nikt nie wziął twojego wieńca."* > — Ap 3,11
Jest to jedyne święto patronalne, które należy obchodzić z uczuciami zarazem radości i bólu. Upamiętnia ono bowiem zarówno upadek, jak i wybór Apostoła. Święty Maciej został obrany na miejsce zdrajcy Judasza. W dziejach tego ostatniego mamy w czynie ukazane owo ostrzeżenie, które Pan nasz wyraził w słowach tekstu: „Trzymaj się tego, co masz, aby nikt nie wziął twojego wieńca." Zapewne wiele było takich przestróg, kierowanych przez Pana naszego do nieszczęsnego człowieka, który w końcu Go zdradził. Nie tylko wzywał Go do namysłu i nawrócenia przez aluzje, jakie rzucał pod jego adresem podczas Ostatniej Wieczerzy — ale i w mowach poprzedzających tę wieczerzę można się dopatrywać nawiązań do okoliczności Jego zbuntowanego ucznia. „Czuwajcie tedy — rzekł — aby nie przyszedłszy nagle, nie znalazł was śpiącymi." — Nazwałem Judasza przed chwilą nieszczęsnym; musimy bowiem mówić o grzesznikach nie tak, jak czynią to ci, którzy pod pozorem fałszywej miłości zwą ich nieszczęśliwymi zamiast złymi, byśmy sami nie nauczyli się zwalniać grzech z winy. Był on bez wątpienia bez usprawiedliwienia — podobnie jak i my, jeśli pójdziemy jego śladem; i należy na niego patrzeć nie z litością, lecz z bojaźnią i drżeniem.
Myśl, która nasuwa się umysłowi przy rozważaniu wyboru świętego Macieja, jest następująca: jak łatwo Bóg może wypełnić swe zamierzenia bez nas i postawić na nasze miejsce innych, jeśli jesteśmy Mu nieposłuszni. Zdarza się często, że ci, którzy od dawna cieszyli się Jego łaską, stają się pewni siebie i zarozumiali. Uważają swoje zbawienie za pewne, a swą służbę za niezbędną Temu, który ją łaskawie przyjął. Widzą siebie jako osoby nierozerwalnie związane z Jego zamiarami miłosierdzia objawiającymi się w Kościele; tak wyraźnie przez Niego wyznaczone, że gdyby mogli upaść, Jego słowo by zawiodło. Zaczynają myśleć, że mają jakiś szczególny tytuł lub udział w Jego obietnicach, ponad innych ludzi (bez względu na to, skąd on pochodzi — czy z Jego odwiecznego dekretu, czy też, z drugiej strony, z ich własnej wyjątkowej świętości i posłuszeństwa), lecz praktycznie taki udział, że sama myśl, że mogliby upaść, wydaje im się obraźliwa. Otóż to poczucie własnej ważności jest odrzucane w całym Piśmie Świętym, a zwłaszcza przez wydarzenia, które dziś wspominamy. Rozważmy to zagadnienie.
Elifaz Temanita tak odpowiada Hiobowi, który w swym utrapieniu okazał słabość i stał się niecierpliwy wobec Bożej karci. „Czy człowiek może być pożyteczny Bogu, jak mądry jest pożyteczny sam sobie? Czy Wszechmogącemu zależy na tym, że jesteś sprawiedliwy? Czy zysk z tego dla Niego, że drogi swe czynisz doskonałymi?" A bieg Jego Opatrzności, ukazany w Piśmie Świętym, pokaże nam, że w postępowaniu z nami — swoimi rozumnymi stworzeniami — nie kieruje się żadną zasadą bezwarunkową, która czyniłaby nas absolutnie Jego od początku; lecz, jak „nie ma u Niego względu na osoby", tak z drugiej strony sprawiedliwość i sąd są podstawą Jego tronu; i że ktokolwiek buntuje się — czy to Archanioł, czy Apostoł — natychmiast traci Jego łaskę; i to nawet ze względu na tych, którzy się nie buntują.
Niedługo przed upadkiem i zdradą Judasza Chrystus wypowiedział, jak się zdawało, błogosławieństwo nad wszystkimi dwunastoma Apostołami, łącznie ze zdrajcą. „Wy, którzyście poszli za Mną, w odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, zasiądziecie i wy na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela." Któż, czytając tę obietnicę samą w sobie, bez uwzględnienia odwiecznej Zasady Bożego rządu, zawsze rozumianej, nawet gdy nie jest formalnie ogłoszona, nie uznałby, że zbawienie Judasza jest pewne? Prawda, że Zbawiciel nasz dodał, jakby z aluzją do niego: „wielu pierwszych będzie ostatnimi"; lecz nie powiedział nic, by wyprowadzić z błędu tych, którzy nie chcieliby szukać i stosować fundamentalnego prawa Jego bezstronnej Opatrzności. Wszyscy dwunastu Apostołów zdawało się, wedle litery Jego słów, być przeznaczonych do życia; tymczasem w kilka miesięcy później Maciej zajął tron i wieniec jednego z nich. — I jest w tym coś godnego uwagi, że Pan nasz uzupełnił ich liczbę do pełnych dwunastu, gdy jeden odpadł; a może kryje się w tym jakaś symboliczna aluzja do zakresu Jego dekretów, której nie możemy w pełni pojąć. Gdyby był tego chciał, jedenastu spełniłoby Jego cel równie dobrze jak dwunastu. Dlaczego, gdy jeden odpadł, miałby dokładnie uzupełniać pełną liczbę? Lecz nie tylko w przypadku Apostołów, ale i w przypadku pokoleń Izraela — gdy odrzuca jedno, dzieli inne na dwa. Dlaczego tak jest, jeśli nie po to, aby nam pokazać, że w tym wyborze nas nie patrzy On na nas jako na jednostki, lecz jako na pewną określoną całość, której części mogą zmieniać się w procesie wydobywania ich z tego grzesznego świata — mając na względzie jakiś chwalebny i harmonijny zamiar wobec nas, którzy jesteśmy bezpośrednimi przedmiotami Jego dobroci i będziemy owocem Jego miłości, jeśli okażemy się wierni? Dlaczego, jeśli nie po to, aby nam pokazać, że mógłby znaleźć nawet innych Apostołów, którzy by dla Niego cierpieli — a tym bardziej sługi do zajęcia Jego niższych tronów, gdybyśmy zawiedli i przekroczyli Jego surowe i święte prawo?
Jest to tylko jeden przykład spośród wielu w objawionej historii Jego moralnego rządów. Był On o krok od zastosowania tej samej Zasady w przypadku Izraelitów, gdy Mojżesz powstrzymał Jego rękę. Bóg zamierzał ich wytracić, gdy się zbuntowali, i zamiast nich uczynić z potomstwa Mojżesza wielki naród. Stało się to dwukrotnie. Za drugim razem Bóg oświadczył, jaki jest Jego cel ostateczny, w wypełnianiu którego Izraelici byli jedynie Jego narzędziami: „Przebaczyłem według twojego słowa; ale jako Ja żyję, cała ziemia napełni się chwałą Pańską." I za pierwszym razem dał On Zasadę swoich postępowań z nimi. Mojżesz chciał, dla dobra swego ludu, zostać sam wyłączony z ziemi obietnicy: „Jeśli przebaczysz ich grzech — a jeśli nie, wymaż mię, proszę, z Twej księgi, którąś napisał. I rzekł Pan do Mojżesza: Tego, kto zgrzeszył przeciwko Mnie, wymażę z mojej księgi." Tak jasno okazał nam od początku, że Jego własna chwała jest Celem, a sprawiedliwość istotną Zasadą Jego Opatrzności.
Znowu — Saul został wybrany i uważał, że ma zapewnione trwanie. Jego postępowanie zdradzało samowolę niezależnego monarchy, a nie kogoś, kto czułby, że jest jedynie narzędziem Bożych zamierzeń, sługą Jego chwały, związanym prawem dobra i zła, a mocnym jedynie o tyle, o ile kieruje nim Ten, który go stworzył. Toteż gdy zgrzeszył, Samuel rzekł do niego: „Postąpiłeś nierozsądnie; nie zachowałeś przykazania Pana, Boga swego... bo teraz Pan utwierdziłby królestwo twoje nad Izraelem na wieki. Ale teraz królestwo twoje nie ostoi się: Pan poszukał sobie męża wedle serca swego." I znowu: „Pan oderwał dziś od ciebie królestwo Izraela i dał je bliźniemu twemu, który jest lepszy od ciebie."
Podobnie Chrystus, przekonując Żydów z ust ich własnych: „Nędznie wytraci owych złoczyńców i odda swoją winnicę innym wieśniakom, którzy mu będą oddawać plony w swoich porach." Zważcie, jak uderzającym przykładem ogólnej Zasady, na którą wskazuję, stali się Żydzi, gdy była im ofiarowana Ewangelia. Zostali odrzuceni. Jak bardzo to było dla nich ciężkie, pokazują Listy świętego Pawła. Nie cofali się przed głoszeniem, że jeśli Jezus jest Chrystusem, a poganie zostali z nimi zrównani, to obietnica Boża jest złamana; i można sobie wyobrazić, jak dobitnie mogli przywoływać proroctwa Starego Testamentu, które zdawały się nieodwołalnie przypisywać Izraelitom z imienia cześć i potęgę (nie mówiąc już o czci i potędze doczesnej). Niestety! nie szukali i nie posługiwali się tą jedną wskazówką daną im dla ich religijnego biegu pośród wszelkich tajemnic Pisma i świata — tym jedynym uroczystym Prawem Bożych postępowań z Jego stworzeniami. Nie nasłuchiwali tego cichego, małego głosu, biegnącego pod wszystkimi Jego rządami, jakże wyraźnego dla tych, którzy chcieliby słuchać, pośród wszystkich zawiłości Jego Opatrzności i Jego obietnic. Choć wyryty przez naturę na sercu i nieustannie podkreślany w Objawieniu jako podstawa, na której Bóg utwierdził wszystkie swe dekrety — był dla nich mową twardą. Święty Paweł obraca je przeciwko ich sumieniom, gdy narzekali: „Bóg — powiada — odda każdemu według uczynków jego. Tym, którzy przez wytrwałe dobre czyny szukają chwały, czci i nieśmiertelności — życie wieczne; tym zaś, którzy są przekorni i nie posłuszni prawdzie, lecz ulegają nieprawości — gniew i zapalczywość; utrapienie i ucisk na każdą duszę człowieka, który czyni zło, naprzód Żyda, a potem i Greka; lecz chwała, cześć i pokój każdemu, kto czyni dobro, naprzód Żydowi, a potem i Grekowi — bo u Boga nie ma względu na osoby."
Taka była niezmienna Zasada Bożego rządu, jak ją wykłada święty Paweł objaśniając wybór żydowski i jak ją znacząco umieszcza na początku swojego wywodu o chrześcijańskim. Jakie było Przymierze Mojżeszowe, takie też jest Przymierze Ewangeliczne — zawarte bez względu na osoby; bogate co prawda w przywileje i obietnice o wiele przewyższające Dawne Ustanowienie, lecz noszące na swym czole to samo pierwotne wyznanie bezstronnej odpłaty — „pokój każdemu, kto czyni dobro", „gniew nieposłusznym"; przeznaczające do chwały nie osoby, lecz charaktery; nie przyrzekające daru wytrwania jednostkom, lecz ciału, którego poszczególni członkowie mogą się zmieniać. Taką jest doktryna wyłożona przez tego Apostoła, któremu w szczególny sposób została objawiona natura Przymierza chrześcijańskiego, jego szczególna szczęśliwość, dary i obietnice. Nowe Przymierze pod tym względem nie różniło się od Starego, jak twierdzą niektórzy myśliciele naszych czasów.
Mamy nam udzielone jeszcze jedno świadectwo w osobie uprzywilejowanego Ewangelisty, który ostatecznie zamknął i dopełnił tom Bożych objawień po śmierci swoich braci. „Oto przychodzę rychło, a zapłata moja jest ze mną, by oddać każdemu według jego dzieła... Błogosławieni, którzy pełnią Jego przykazania, aby mieli prawo do drzewa życia i weszli przez bramy do miasta."
A trzecim świadkiem tego, że chrześcijańskie wybranie jest, podobnie jak żydowskie, warunkowe, jest własne oświadczenie Pana naszego, które zostawił Apostołom odchodząc ze świata, zapisane przez tegoż Ewangelistę. „Jeśli ktoś we Mnie nie trwa — rzekł — wyrzucony będzie precz jako latorośl i uschnie; i zbierają je, i wrzucają w ogień, i płoną." A żeby niespokojne i krnąbrne umysły nie schroniły swego sprzeciwu wobec tego uroczystego oświadczenia za jakoby niejasnym znaczeniem wyrażenia „trwać w Nim" i nie mówiły, że we Mnie trwają jedynie przeznaczeni, dodał On dla usunięcia wszelkiej wątpliwości: „Jeśli przykazania moje zachowacie, trwać będziecie w miłości mojej."
Wreszcie, aby w pełni obwieścić swoje Odwieczne Prawo, zilustrował je — gdy je wypowiadał — w osobie Apostoła. Wiedział, kogo wybrał; że „nie wszyscy byli czystymi", że „jeden z nich był diabłem"; a jednak wybrał wszystkich dwunastu, jakby dla pokazania, że dusze wybrane do życia wiecznego mogą odpaść. Tak oto w przypadku samych Apostołów, w samym fundamencie swojego Kościoła, złożył głęboko poważne i miłosierne ostrzeżenie — dla tych, którzy mają mądrość wziąć je sobie do serca: „Nie wbijaj się w pychę, ale się bój" — bo jeśli Bóg Apostołów nie oszczędził, to i ciebie nie oszczędzi!
Jakież uroczyste i przytłaczające myśli musiały tłoczyć się w duszy świętego Macieja, gdy przyjmował pozdrowienia jedenastu Apostołów i zasiadał wśród nich jako ich brat! Sam jego wybór był świadectwem przeciwko niemu samemu, gdyby go nie wypełnił. I takie też z pewnością będzie nasze, stosownie do naszej miary. Zajmujemy miejsca innych, którzy odeszli przed nami, tak jak Maciej — jesteśmy „ochrzczeni za umarłych", uzupełniając szeregi żołnierzy, z których wielu walczyło dobry bój, lecz wielu też w każdym wieku unieważniło swoje powołanie. Wielu jest powołanych, niewielu wybranych. Pomniki grzechu i niewiary wznoszą się wokół nas. Odrzucenie Żydów było pojednaniem pogan. Upadek jednego narodu jest nawróceniem drugiego. Kościół traci stare gałęzie i zyskuje nowe. Bóg działa wedle swego własnego niezbadanego upodobania; opuścił Wschód i objawił się na Zachodzie. Tak więc chrześcijanin każdej epoki jest jedynie następcą zagubionych i umarłych. Jak długo my, ludzie tego kraju, będziemy obdarzeni przywilejem strzeżenia Ewangelii — nie wiemy; lecz dopóki ten przywilej posiadamy, z pewnością zajmujemy tylko miejsce chrześcijan, którzy albo zupełnie odpadli, albo są tak skażeni, że ledwo pozwalają świecić swojemu światłu przed ludźmi. Jesteśmy teraz świadkami Prawdy; a sama nasza chwała jest naszą przestrogą. Przez przesądy, bluźnierstwa, obojętność i niedowiarstwo świata zwanego chrześcijańskim wzywani jesteśmy do pokory w duchu, głosząc to donośnie, i do drżenia, gdy się radujemy. Bądźmy więc, jako Kościół i jako jednostki, wszyscy bez wyjątku, zwróceni ku Temu, który jedynie może nas uchronić od upadku. Z niepodzielnym sercem wpatrzmy się w Chrystusa, Zbawiciela naszego, i oddajmy się w Jego ręce, od których pochodzi wszelka nasza siła i mądrość. Strzeżmy się początków pokusy; czuwajmy i módlmy się, abyśmy nie weszli w nią. Unikając wszelkich spekulacji, które nas przerastają, podążajmy za tym, co służy zbudowaniu. Przyjmijmy w nasze serca tę wielką prawdę, że my, którzyśmy zostali swobodnie przyjęci i uświęceni jako członkowie Chrystusa, będziemy następnie sądzeni według naszych uczynków, dokonanych w Nim i przez Niego; że Sakramenty jednoczą nas z Nim, a wiara sprawia, że Sakramenty otwierają swoją ukrytą moc i wytryskują przebaczeniem i łaską. Poza to nie godzi się nam dociekać. Jak to się dzieje, że jeden człowiek wytrwa, a inny upada; jakie są dokładne granice i charakter naszej naturalnej zepsutości — to pytania zbyt subtelne; podczas gdy wiemy z pewnością, że choć sami z siebie nic nie możemy uczynić, to jednak zbawienie jest w naszej własnej mocy — bo jakkolwiek głęboki i rozległy jest korzeń zła w nas, łaska Boża wystarczy na nasze potrzeby.