HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom II

Kazanie XVIII. Tajemnice w religii

Na Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

Gdy wiara wydaje się nierozumnaGdy tracę wiarę albo wątpię Zmartwychwstanie i uwielbienieWiara a rozum
„Chrystus, który umarł, a raczej który zmartwychwstał, który jest po prawicy Boga, który też przyczynia się za nami."
W skrócie. Kazanie wniebowstąpieniowe broni tajemnic religii przed racjonalistyczną krytyką. Newman wywodzi, że tajemniczość jest właśnie znakiem Bożego objawienia — Bóg nieskończony nie może być w pełni objęty ludzkim rozumem. Wiara, która zwycięża świat, jest wiarą w tajemnice, nie ich redukcją.

„to jest zwycięstwo, które zwyciężyło świat — wiara nasza.”

*Na Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego*

*„Chrystus, który umarł, a raczej który zmartwychwstał, który jest po prawicy Boga, który też przyczynia się za nami."* > — Rz 8,34

Wniebowstąpienie naszego Pana i Zbawiciela jest wydarzeniem, które zawsze należy obchodzić z radością i dziękczynieniem; albowiem św. Paweł oznajmia nam w tekście, że wstąpił On po prawicę Bożą i tam przyczynia się za nami. Stąd jest naszą pociechą wiedzieć, że „jeśliby kto zgrzeszył, mamy Orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego, a On jest ubłaganiem za grzechy nasze." Jak Arcykapłan żydowski, po uroczystej ofierze za lud w wielki dzień Przebłagania, wchodził do Miejsca Najświętszego z krwią ofiary i kropił nią Przebłagalnię, tak Chrystus wszedł do samego nieba, aby przedstawić — że tak powiem — przed Tronem ów święty Przybytek, który był narzędziem Jego męki: przebite dłonie i zraniony bok — na świadectwo przebłagania, którego dokonał za grzechy świata.

Zdumieniu i trwodze musi zawsze towarzyszyć wdzięczność, jaką objawione zarządzenie miłosierdzia wzbudza w naszych umysłach. I jest to rzeczywiście dodatkowym powodem do wdzięczności, że Bóg Wszechmogący raczył nam odsłonić tyle ze swej wzniosłej Opatrzności, ile wystarczy do wzbudzenia owych świętych i pełnych bojaźni uczuć. Gdyby nam jedynie oznajmił, że nam przebaczył, mielibyśmy nadmiar powodów, by Go błogosławić i wielbić; lecz ukazując nam coś ze środków zbawienia, raczyć powiadamiając o tym, czego do końca powiedzieć się nie da, zniżając się do sprowadzenia rzeczy niebieskich do słabych i jąkliwych języków ziemskich — powiększył naszą wdzięczność, a zarazem otrzeźwił ją trwogą. Wolno nam wraz z Aniołami uchwycić choć przelotny widok tajemnic nieba i „radować się z drżeniem". Dlatego zamiast uważać Prawdy Ewangelii za brzemię z tego powodu, że przekraczają nasze rozumienie, powinniśmy je raczej przyjmować z radością i w nich się radować — owszem, czuć ku nim uprzednie poruszenie serca właśnie dlatego, że są ponad nami. Pod wpływem tych uczuć pragnę w dniu dzisiejszej Uroczystości wskazać wam niektóre z pobudek do zdziwienia i trwogi, pokory, wiary bezwarunkowej i uwielbienia, jakie dostarcza nam Wniebowstąpienie Chrystusa.

1. Po pierwsze, Wniebowstąpienie Chrystusa po prawicę Bożą jest zdumiewające dlatego, że jest niezawodnym dowodem, iż niebo jest pewnym, określonym miejscem, a nie tylko stanem. Cielesna obecność Zbawiciela, której dotykali Apostołowie, nie jest tutaj; jest gdzie indziej — jest w niebie. Jest to sprzeczne z wyobrażeniami umysłów wykształconych i spekulatywnych i upokarza rozum. Filozofia uważa za bardziej rozumne przypuszczenie, że Bóg Wszechmogący, będąc Duchem, jest wszędzie i w żadnym miejscu bardziej niż w innym. Chciałaby głosić — gdyby ośmieliła się — że niebo jest jedynie stanem szczęśliwości; lecz dla zachowania spójności powinna była pójść dalej i zaprzeczyć wraz ze starożytnymi heretykami, o których wspomina św. Jan, że „Jezus Chrystus przyszedł w ciele", i utrzymywać, że Jego obecność na ziemi była tylko widziadłem; albowiem pewne jest, że Ten, który objawił się na ziemi, odszedł z ziemi, a obłok wziął Go sprzed oczu Jego Apostołów. I tutaj znowu pojawia się dodatkowa trudność, gdy dokładniej wnikamy w tę sprawę. Dokąd odszedł? Poza słońce? Poza gwiazdy stałe? Czy przebyć miał niezmierzone przestrzenie, które rozciągają się poza nimi wszystkimi? I cóż właściwie oznacza „wstępowanie"? Filozofowie powiedzą, że nie ma różnicy między dołem a górą w odniesieniu do nieboskłonu; a jednak, jakiekolwiek trudności słowo to nastręcza, trudno nam się odważyć na orzeczenie, że jest ono zwykłym wyrażeniem potocznym, bez naruszenia czci należnej Świętemu Zapisowi.

W ten sposób naprowadzeni zostajemy na rozważenie, jak bardzo różny jest charakter i skutek biblijnych wzmianek o budowie świata fizycznego od tych, które podaje filozofia. Nie rozstrzygam, czy jedno i drugie ujęcie dają się ze sobą pogodzić; twierdzę jedynie, że ich odpowiedni skutek jest odmienny. I gdy wyciągniemy to, co z badania widzialnej natury wyciągamy rozumem, a następnie przeczytamy to, co czytamy w natchnionym Jego słowie, i odkryjemy, że oboje są pozornie niezgodne, oto uczucie, które — jak sądzę — powinniśmy żywić w naszych umysłach: nie niecierpliwość robienia tego, co przekracza nasze siły — ważenia dowodów, sumowania, wyważania, rozstrzygania i godzenia, arbitrażu między dwoma głosami Boga — lecz poczucie zupełnej nicości robaków takich jak my; naszej oczywistej i bezwzględnej niezdolności do rozpatrywania rzeczy takimi, jakimi są naprawdę; świadomości naszej pustki wobec wielkiego Widzenia Bożego; tego, że „krasa nasza obróciła się w skażenie i nie zachowała w sobie mocy"; przekonanie, że to, co jest nam przedstawiane, czy to w naturze, czy w łasce, choć prawdziwe w tak pełnym znaczeniu, że nie śmiemy tego tknąć, jest jednak jedynie wskazówką użyteczną dla szczególnych celów, użyteczną w praktyce, użyteczną w swojej dziedzinie — „aż dzień zaświta i cienie umkną" — użyteczną w taki sposób, że oba ujęcia mogą być równocześnie stosowane, jak dwa języki, jak dwa odrębne przybliżenia ku Straszliwej Nieznanej Prawdzie, które w swoich odpowiednich dziedzinach nie będą nas wprowadzać w błąd. I tak, gdy posługujemy się językiem nauki bez zazdrości dla celów naukowych, możemy ograniczyć go do tychże; i odrzucić, i zgromić jej zwolenników, gdyby próbowali ją wywyższyć i „rozciągać poza jej miarę". W swoim własnym, ograniczonym zakresie ma ona swoje zastosowanie — owszem, może być wzniesiona do wyższej służby i stanąć jak prozelita w cieniu świątyni; lecz nie śmie bezcześcić wewnętrznych dziedzińców, w których na zawsze jest osadzona drabina Aniołów, sięgająca samego Tronu Bożego, i gdzie „Jezus stoi po prawicy Boga".

Pragnę jedynie przypomnieć wam, przy okazji tej części tematu, że Pan nasz przyjdzie z nieba „w ten sam sposób", w jaki odszedł; że przyjdzie „w obłokach", że „ujrzy Go każde oko" i „będą narzekać przed Nim wszystkie pokolenia ziemi". Spróbujcie rozwiązać to proroctwo zgodnie z przyjętymi teoriami nauki, a odkryjecie ich płytkość. Nie są one na miarę głębokości tej zagadki.

2. Uczyniłem powyższą uwagę w celu uświadomienia wam tajemnicy, którą jesteśmy zewsząd otoczeni — tajemnicy, która odnosi się nie tylko do jednej lub dwóch prawd religijnych, lecz rozciąga się niemal na każdy święty fakt i na każde działanie naszego życia. W tym samym duchu pozwólcie, że powiem słowo o nauce, która towarzyszy faktowi Wniebowstąpienia. Powiedziano nam, że Chrystus wstąpił na wysokość, „aby stanąć przed obliczem Bożym za nas"; że „wszedł przez własną krew raz na zawsze do Miejsca Świętego, dokonawszy wiecznego odkupienia"; że „zawsze żyje, aby się wstawiać za tymi, którzy przez Niego przystępują do Boga, i ma kapłaństwo nieprzemijające"; że „mamy takiego Arcykapłana, który zasiadł po prawicy tronu Majestatu w niebiesiech, jako sługa Świątnicy i prawdziwego Przybytku, który rozbił Pan, a nie człowiek."

Te i podobne miejsca odsyłają nas do obrzędów Prawa żydowskiego. Zawierają wzmiankę o typie; lecz czym jest Antytup? Nie potrafimy tego dokładnie określić. Rozważmy bowiem: dlaczego Chrystus wstąpił na wysokości? W jakim celu? Jaka jest Jego sprawa? Co oznacza Jego wstawianie się za nami w niebie? Wiemy, że cokolwiek czyni, jest łaskawą rzeczywistością Mojżeszowego obrazu. Arcykapłan wchodzący z krwią przebłagania do Miejsca Najświętszego był wyobrażeniem łaskawego czynu Chrystusa w naszym imieniu. Lecz czym jest ów czyn? Znamy cień — czym jest istota? Śmierć Chrystusa odpowiada żydowskiemu obrzędowi Przebłagania; jak raczy On wypełnić obrzęd Wstawiennictwa? Zamiast wyjaśniać, Pismo Święte nadal odpowiada nam językiem typu; aż do samego końca zasłania Jego czyn starożytną figurą. Czy zatem mamy wyjaśniać Jego język jako jedynie przenośny — co (jak słowo to jest dziś powszechnie rozumiane) jest niemal równoznaczne z powiedzeniem, że nie ma żadnego znaczenia? Bynajmniej. Obłoki i ciemności otaczają Go dokoła. Nie dane nam jest wglądać w tajemne sanktuarium, w którym mieszka Bóg. Przed Nim stoją Serafiny, zasłaniając swe oblicza. Chrystus jest za zasłoną. Nie należy nam dociekać z ciekawości, jaki jest Jego obecny urząd, co oznacza Jego wstawianie się za nas Ofiarą i Jego nieustanne orędowanie za nami. A ponieważ tego nie wiemy, będziemy starannie trzymać się figury podanej nam w Piśmie Świętym: nie będziemy próbować jej tłumaczyć ani zmieniać jej brzmienia, „wynosząc się ponad to, co jest napisane". Nie będziemy jej zaniedbywać dlatego, że jej nie rozumiemy. Będziemy ją zachowywać jako Tajemnicę, albo — jak dawniej nazywano — Prawdę Sakramentalną; to jest wzniosłą niewidzialną łaskę złożoną w zewnętrznej formie, drogocenne dobro, które należy pobożnie i z wdzięcznością strzec dla dobra zawartej w nim niebiańskiej rzeczywistości. Tyle widzimy w niej: zadatek doktryny, której rozum pojąć nie może, mianowicie o wpływie modlitwy wiary na rady Boże. Orędownik kieruje lub powstrzymuje rękę Niezmiennego i Najwyższego Władcy Świata; będąc zarazem zasługującą przyczyną i rękojmią wstawienniczej mocy swych braci. „Chrystus zmartwychwstał dla usprawiedliwienia naszego"; „wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego" — obie te prawdy są nieskończonymi miłosierdzi i głębokimi tajemnicami.

3. Rozważcie dalej słowa naszego Zbawiciela: „Pożyteczne jest dla was, abym Ja odszedł; albowiem jeśli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was." Nie mówi nam On, dlaczego Jego nieobecność była warunkiem przybycia Ducha Świętego. „Jeśli odejdę", mówi, „poślę Go do was." „Będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami mieszkał na wieki." Ku temu samemu celowi zmierzają następujące słowa: „Kto wierzy we Mnie, dzieła, które Ja czynię, i on czynić będzie, i większe od tych czynić będzie, bo Ja idę do Ojca." „Gdybyście Mnie miłowali, radowalibyście się, że powiedziałem: Idę do Ojca, bo Ojciec większy jest niż Ja." „Nie dotykaj Mnie, bom jeszcze nie wstąpił do Ojca mego; ale idź do braci moich i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego, i do Boga mego i Boga waszego." Teraz pyszny i ciekawski rozum mógłby chcieć wiedzieć, dlaczego nie mógł „prosić Ojca", nie odchodząc do Niego; dlaczego musiał odejść, aby posłać Ducha. Lecz wiara, nie prosząc o ani jeden promień światła więcej niż jej dano, rozmyśla nad cudownym systemem Opatrzności, jaki widzi na tym świecie — systemem, który ustawicznie łączy ze sobą zdarzenia, między którymi człowiek nie dostrzega żadnej koniecznej więzi. Cały system tego, co nazywamy przyczyną i skutkiem, jest tajemnicą; a ten przypadek — jeśli tak go można nazwać — dostarcza pobożnemu umysłowi obfitego materiału do chwały i uwielbienia. Napomina nas, podobnie jak tematy, które już rozważaliśmy, jak bardzo nasza znajomość dróg Bożych jest jedynie powierzchowna. Czymże są owe głęboko ukryte racje, dla których Chrystus odszedł, a Duch przyszedł? Cudowne i chwalebne, ponad nasze rozumienie! Kłaniajmy się w milczeniu; tymczasem zazdrośnie strzeżmy tej i każdej innej cząstki naszego Credo, abyśmy, opuszczając jotę lub kreskę, nie dopuścili do utraty prawd w nich ukrytych.

Co więcej, owo odejście Chrystusa i przyjście Ducha Świętego prowadzi nasze myśli z wielką pociechą ku rozważeniu wielu niższych zarządzeń Opatrzności wobec nas. Ten, który zgodnie z niezgłębioną swą wolą posłał najpierw Swego Współistotnego Syna, a potem Swego Przedwiecznego Ducha, działa z głęboką radą, której możemy z ufnością zawierzyć, gdy posyła z miejsca na miejsce owe ziemskie narzędzia, które pełnią Jego zamysły. Jest to myśl szczególnie kojąca w obliczu straty przyjaciół lub ludzi wyjątkowo obdarowanych, którzy zdają się w swoim czasie być ziemską podporą Kościoła. Albowiem, kto wie — być może ich odejście stąd jest równie konieczne dla dalszego postępu tych samych celów, które mamy na sercu, jak konieczne było odejście naszego Zbawiciela.

Bez wątpienia „pożyteczne jest", aby byli wzięci; inaczej jakaś wielka łaska nie dotrze do nas. Zabrani są być może do innych obowiązków w służbie Bożej, równie potrzebnych dla zbawienia wybranych jak służba ziemska. Chrystus odszedł, aby orędować u Ojca: nie wiemy, nie wolno nam zuchwale dociekać — a jednak może być tak, że święci zasnęli wstawiają się, nieznani nam, za zwycięstwem Prawdy na ziemi; i ich modlitwy z wysoka mogą być równie prawdziwie koniecznymi warunkami owego zwycięstwa, jak trudy tych, którzy pozostają wśród nas. Wzięci są z pewnością w jakimś celu: ich dary nie są dla nas stracone; ich wzlotne umysły, żar ich kontemplacji, świętość ich pragnień, moc ich wiary, słodycz i łagodność ich uczuć — nie zostały dane bez celu. Zaprawdę, bez wątpienia podtrzymują oni nieustanny śpiew w przybytku na wysokościach, modląc się i wielbiąc Boga dniem i nocą w Jego Świątyni, jak Mojżesz na górze, gdy Jozue i jego wojsko walczyło z Amalekitami. Czy może być przydzielona im większa szczęśliwość, niż posiadanie stanowiska na wzór owego Zbawiciela, który stąd odszedł? Czy dlatego, że Go tu nie ma, nie ma On mocy w losach świata? I choć On jest Żyjącym i wywyższonym Panem wszystkiego, i rząd spoczywa na Jego ramieniu, a oni są jedynie Jego sługami, bez własnej mocy, złożeni ponadto z dala od walki dobra ze złem w raju Bożym — jednak tyle światła zostało nam udzielone przez natchnione karty Apokalipsy, że są oni zainteresowani losami Kościoła. Czytamy tam o Męczennikach wołających donośnym głosem: „Dokądże, Panie święty i prawdziwy, nie sądzisz i nie mścisz krwi naszej na tych, którzy mieszkają na ziemi?" Kiedy indziej — o Starcach oddających Bogu pokłon i mówiących: „Dziękujemy Ci, Panie Boże Wszechmogący, który jesteś i który byłeś, i który masz przyjść, żeś wziął wielką moc Twoją i zakrólowałeś; i gniewały się narody, lecz nadszedł gniew Twój." I znowu o Świętych mówiących: „Wielkie i cudowne są dzieła Twoje, Panie Boże Wszechmogący; sprawiedliwe i prawdziwe są drogi Twoje, Królu świętych. Któż by się nie bał Ciebie, Panie, i nie wielbił imienia Twojego? Bo Ty sam jesteś Święty, bo wszystkie narody przyjdą i pokłon Ci oddadzą, albowiem objawiły się wyroki Twoje." Pamiętajmy, że choć proroctwa tej świętej księgi mogą być dla nas nadal zapieczętowane, to jednak nauki i przykazania nie są; i że wiele tracimy — zarówno w drodze pociechy, jak i pouczenia — jeśli nie korzystamy z niej dla celów wiary i posłuszeństwa.

To, co zostało dotąd powiedziane o Wniebowstąpieniu naszego Pana, sprowadza się do tego: że jesteśmy w świecie tajemnicy, przed sobą zaś mamy jedno jasne Światło, wystarczające do tego, byśmy mogli postępować naprzód przez wszelkie trudności. Odbierzcie to Światło, a jesteśmy zupełnie nieszczęśliwi: nie wiemy, gdzie jesteśmy, jak jesteśmy podtrzymywani, co się stanie z nami i ze wszystkim, co nam drogie, w co mamy wierzyć i po co istniejemy. Lecz z nim — mamy wszystko i opływamy we wszystko. Nie wspominając już o obowiązku i mądrości bezwarunkowej wiary w miłość Tego, który nas stworzył i odkupił — cóż jest szlachetniejszego, cóż bardziej wzniosłego i porywającego, niż hojność serca, która stawia wszystko na słowo Boże, wywołuje moce zła do ich najgorszych wysiłków i odpiera złudzenia zmysłów i podstępy rozumu przez ufność w Prawdę Tego, który wstąpił po prawicę Majestatu na wysokościach? Cóż za nieskończone miłosierdzie z Jego strony, że grzesznikom takim jak my pozwala na przywilej odgrywania roli bohaterów, a nie pokutników? Kimże jesteśmy, „że możemy" i mamy sposobność „tak ofiarować z dobrej woli po tym wzorze"? „Błogosławieni" — zaprawdę trzykroć błogosławieni — „którzy nie widzieli, a uwierzyli!" Nie będziemy pragnąć widzenia; będziemy się cieszyć naszym przywilejem; będziemy triumfować z wolności, by iść naprzód „nie wiedząc, dokąd idziemy", wiedząc, że „to jest zwycięstwo, które zwyciężyło świat — wiara nasza." Dość, że Odkupiciel nasz żyje; że był na ziemi i przyjdzie ponownie. Jemu powierzamy wszystko, co nasze; możemy z wdzięcznością złożyć siebie samych w Jego ręce — nasze sprawy doczesne i wieczne, i sprawy wszystkich, których kochamy. Chrystus umarł, „a raczej zmartwychwstał, który jest po prawicy Boga, który też przyczynia się za nami. Któż nas odłączy od miłości Jego? Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz? Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez Tego, który nas umiłował."

← wróć do odkrywania