HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom II

Kazanie XXII. Ewangelia jako powierzone nam dziedzictwo

Na uroczystość Trójcy Przenajświętszej

Gdy moja wiara stała się letniaGdy szukam swojej drogi albo decyzji WiaraNatura i jedność Kościoła
„O Tymoteuszu, strzeż tego, co ci powierzono, unikając pospolitych i próżnych gadań oraz sprzeciwów tak zwanej wiedzy, którą niektórzy wyznając, pobłądzili w wierze."
W skrócie. Kazanie niedzieli Trójcy Świętej traktuje Ewangelię jako powierzone wierzącym dziedzictwo, które mają strzec i przekazywać. Newman ostrzega przed rozmywaniem prawd wiary przez pospolite i próżne gadania — relatywizm i modne opinie. Wiara jest skarbem złożonym w ręce Kościoła.

„strzeż tego, co ci powierzono, unikając pospolitych i próżnych gadań o”

*Na uroczystość Trójcy Przenajświętszej*

*„O Tymoteuszu, strzeż tego, co ci powierzono, unikając pospolitych i próżnych gadań oraz sprzeciwów tak zwanej wiedzy, którą niektórzy wyznając, pobłądzili w wierze."* — 1 Tm 6,20–21

Słowa te skierowane są w pierwszej kolejności do sług Ewangelii w osobie Tymoteusza; zawierają jednak poważny nakaz i przestrogę dla wszystkich chrześcijan. Wszyscy bowiem — wysocy i niscy — w miarę swych możliwości odpowiedzialni jesteśmy za strzeżenie wiary. Mamy w niej wszyscy równy udział, żaden z nas nie mniejszy od drugiego, choć wydzielony został osobny stan mężów, powołanych szczególnie do obowiązku jej strzeżenia. Jeśli my, słudzy Chrystusa, nie strzeżemy jej — to jest nasz grzech, lecz wasza strata, bracia moi; i jak każdy człowiek z ludu czułby się zobowiązany do wszczęcia alarmu w razie pożaru czy napadu na miasto, w którym mieszka, choćby wyznaczono do tego najliczniejszą służbę miejską — tak też, bez wątpienia, każdy z nas jest zobowiązany na swoim miejscu stawać w obronie wiary i czuwać nad jej bezpiecznym przechowaniem.

Gdyby wszakże wiara Chrystusowa była czymś nieokreślonym, mglistym, kwestią mniemania lub rozumowania — wówczas słusznie można by przyjąć, że jedynymi właściwymi jej wykładaczami i stróżami byliby słudzy Ewangelii; wówczas być może przystałoby prywatnym chrześcijanom czekać, aż zostaną pouczeni co do najlepszego sposobu jej wyrażenia bądź względnego znaczenia tej lub owej jej części. Lecz wszystko to zostało ustalone już dawno temu: wiara ewangeliczna jest określonym depozytem — skarbem wspólnym dla wszystkich, jednym i tym samym w każdym wieku, ujętym w ściśle określone słowa i takim, który dopuszcza przyjęcie, zachowanie i przekazanie. Możemy śmiało powierzyć jego strzeżenie nawet poszczególnym osobom; nie zostawiamy bowiem w ten sposób niczego na łup prywatnej zuchwałości i kaprysu, pychy, sporów i waśni. Pozwalamy jedynie ludziom „walczyć wytrwale o wiarę raz świętym podaną" — wiarę, która wkładana była w ich ręce jedna po jednej podczas chrztu, w formule słów zwanej Wyznaniem Wiary, i która dotarła do nich w tej właśnie formie od pierwszych wieków. Tej wiary może i musi bronić nawet najpokorniejszy członek Kościoła; a w miarę swego wykształcenia będzie poszerzał krąg swojej wiedzy. Wyznanie Wiary otrzymane przez niego na chrzcie rozwijać się będzie wówczas najpierw w Credo Nicejskie (jak je zwą), a następnie w Atanazjańskie; i stosownie do wzrostu jego zdolności pojmowania treści poszczególnych artykułów, powiększy się jego obowiązek bronienia ich w pełniejszej i dokładniejszej postaci. Wszystkie te rozwinięcia ewangelicznej nauki staną się dlań równie drogie jak pierwotne artykuły, gdyż są one w istocie ni mniej, ni więcej, jak jedynym prawdziwym ich wyjaśnieniem przekazanym nam od pierwszych wieków, wraz z samym pierwotnym — chrzcielnym, czyli apostolskim — Wyznaniem Wiary. Jak wszystkie narody przyznają, że Bóg istnieje, tak wszystkie gałęzie Kościoła wyznają naukę ewangeliczną; jak tradycja ludzkości świadczy o Moralnym Władcy i Sędzi, tak tradycja Świętych świadczy o Ojcu Wszechmogącym, Jego Jedynym Synu i Duchu Świętym. A jak ani przesądy politeizmu, ani ateistyczne ekstrawagancje poszczególnych krajów w poszczególnych epokach w żaden praktyczny sposób nie podważają tego jednego przesłania, które zanoszą synowie Adama; tak tym bardziej lokalne herezje i przejściowe błędy wczesnego Kościoła, jego późniejsze narosłe zepsucia, schizmatyckie odrosty czy częściowe odstępstwa w nowszych wiekach — nie osłabiają dowodnej mocy i roszczenia jego nauczania w oczach tych, którzy szczerze pragnąć poznać Prawdę raz mu podaną. Bogu niech będą dzięki! Nie musimy szukać Prawdy — jest nam dana do rąk; pozostaje nam tylko zachować ją w sercu, dochować nienaruszonej i przekazać naszym potomnym.

Takie jest więc znaczenie nakazu świętego Pawła zawartego w tekście, wydanego w chwili, gdy Prawda była po raz pierwszy głoszona. „Strzeż tego, co ci powierzono" — albo raczej: „strzeż depozytu" — odwróć się od owych „pospolitych pustosłowi", które rzekomi filozofowie i uczeni wysuwają przeciwko niemu. Nie daj się nimi poruszyć; nie zmieniaj dlań swego Wyznania Wiary; bo końcem takich ludzi jest błąd. Idą oni dalej spierając się i wysubtelniając, nadając nowe znaczenia, modyfikując przyjęte, wciąż mając na myśli prawdziwą wiarę jako cel swoich dociekań; lecz w końcu „chybiają" jej. Lecą obok niej i zamiast niej obejmują własne złudzenie.

Z samych słów świętego Pawła wynika jasno, że przez wiarę rozumie on jakąś określoną naukę — nie zwykły nastrój ducha czy zasadę działania, a tym mniej mgliście pojętą sprawę chrześcijańską; toteż w Drugim Liście do Tymoteusza Apostoł jako swoją pociechę wobec śmierci wspomina to, że „zachował wiarę". W tychże Listach opisuje ją dokładniej jako „Wzorzec" albo zarys „zdrowych słów" oraz „cenny depozyt" — wyrażenia wskazujące, że ów depozyt był z pewnością pewnym zbiorem prawd i zasad jakiegoś rodzaju (czy tylko dogmatycznych, czy też nakazowych i kościelnych), i które trafnie opisują formułę zwaną odtąd Wyznaniem Wiary Apostołów. A te same święte prawdy, które Tymoteusz otrzymał w powiernictwie, nakazano mu z kolei „przekazać" ludziom wiernym, którzy zdolni byliby „i drugich nauczać". Łaską Bożą zdołał je przekazać; i będąc w ten sposób przenoszone z pokolenia w pokolenie, dotarły przez nieustanne miłosierdzie Boże aż do nas, „na których koniec wieków przyszedł".

Zamierzam w dalszych rozważaniach przedstawić wam obraz tej apostolskiej wiary, jaki daje nam Pismo Święte; powoduje mnie ku temu z jednej strony dzień, w którym czcimy jej podstawową naukę,

a z drugiej — błędne poglądy na jej temat, żywione przez wielu ludzi w naszych czasach, które zdają się wymagać omówienia.

Być może właściwe będzie stwierdzenie na wstępie, na czym owe błędne poglądy polegają; uczynię to zwięźle. Nie są one nowe, jak zresztą żaden religijny błąd nie może być nowy — i to, co raz czy dwa razy zamierało w poprzednich epokach, dojdzie niewątpliwie do swego końca i tym razem. Nie mówię tego tak, jakbym się obawiał, że może ono przezwyciężyć odwieczną Prawdę raz świętym podaną; nasza czujność i troska są jednak środkami wyznaczonymi do jego obalenia — i nie są one zbędne, lecz raczej umacniane i pobudzane przez oczekiwanie ostatecznego zwycięstwa.

Modą dnia dzisiejszego jest mniemanie, że wszelkie naleganie na precyzyjne Artykuły Wiary szkodzi sprawie pobożności i nie daje się pogodzić z oświeconym jej pojmowaniem; że jedno to i to samo — twierdzić, iż Ewangelia wymaga przyjęcia określonych i ściśle sformułowanych Artykułów, i uznać ją za sformalizowaną technicznie; że takie przekonanie jest przesądnym i kłóci się z „wolnością, którą Chrystus nas wyzwolił"; że dowodzi ono niedostatecznego wglądu w zasady i cele, zbyt ciasnego pojmowania ducha Jego Objawienia. Toteż zamiast pobożnie przyjmować doktrynalne Prawdy, które do nas dotarły, rozumowcy tej epoki próbują je zestawiać ze sobą, ważyć i mierzyć, analizować, upraszczać, przerabiać; sprowadzać do systemu, porządkować na pierwszorzędne i drugorzędne, uzgadniać w zrozumiałą wzajemną zależność. Nauczyciela chrześcijaństwa poucza się nie, by głosił tajemnice wiary i (o ile to możliwe) je wyjaśniał, lecz by je badał krytycznie, usiłując oddzielić wewnętrzny, święty sens od słownej formy, w której Duch nierozłącznie go zawarł. Pyta on siebie: czemu służy przesłanie, które do niego dotarło? jaka jest względna wartość tej lub owej jego części? Następnie zakłada, że istnieje jeden, możliwy do ustalenia przez niego, cel jego posługi nauczycielskiej, jeden objawiony zamysł Bożego działania wobec człowieka w Ewangelii. Potem, być może, arbitralnie wyznacza ten cel jako zbawienie świata lub nawrócenie grzeszników. Następnie mierzy wszystkie nauki biblijne według ich odpowiednich, namacalnych skłonności do osiągnięcia tego celu. Idzie dalej i odrzuca lub deprecjonuje tę lub ową świętą prawdę jako zbędną, albo podrzędnej wagi, skupiając całą siłę swego nauczania na jednej lub dwóch, które ogłasza za istotę Ewangelii, i na których opiera wszystkie pozostałe, które jeszcze zatrzymuje. Na koniec przebudowuje język teologii, by dopasować go do swoich (jak je nazywa) ulepszonych poglądów na naukę biblijną.

Na przykład: spotkacie pisarzy przekonanych, że wszystkie przymioty i dzieła Opatrzności Bożej wyraża w istocie jedno zdanie: „Bóg jest Miłością", a wszelkie inne wzmianki o Jego Nieprzystępnej Chwale zawarte w Piśmie Świętym są tylko jej odmianami. W konsekwencji prowadzi ich to do zaprzeczenia najpierw nauce o karze wiecznej, jako niezgodnej z tym pojęciem nieskończonej Miłości; a następnie — rozwiązując wyrażenia takie jak „gniew Boży" w przenośnię — zaprzeczają Odkupieniu jako prawdziwemu pojednaniu obrażonego Boga z Jego stworzeniami. Albo też twierdzą, że cel Objawienia ewangelicznego jest wyłącznie praktyczny i że doktryny teologiczne są całkowicie zbędne, będąc czystymi spekulacjami i przeszkodą dla szerzenia się religii — a jeśli nie są szkodliwe zupełnie, to przynajmniej wymagają modyfikacji. Słyszycie przeto, jak pytają: „Co złego jest w byciu sabelianinem albo arianinem? Jakie to ma znaczenie dla charakteru moralnego?" Albo znowu twierdzą, że wielkim celem Ewangelii jest jedność serc w miłości Chrystusa i wzajemnej miłości, i że w konsekwencji Wyznania Wiary są jedynie okowami dla dusz, które przyjęły Ducha usynowienia; że wiara jest tylko nastrojem i zasadą, nie zaś przyjęciem dla imienia Chrystusa pewnego zbioru Artykułów. Inni znów oparli całą Ewangelię na naukach o Odkupieniu i Uświęceniu. A jeszcze inni zdawali się czynić z nauki o Usprawiedliwieniu przez Wiarę jedyny punkt kardynalny, na którym otwierają się i zamykają bramy życia. Tyle niech wystarczy dla objaśnienia kierunku następnych uwag.

Święty Paweł, powtarzam, nakazuje nam trwać mocno w wierze powierzonej naszej pieczy; a ową wiarą jest „Wzorzec zdrowych słów" — „Zarys", który naszym obowiązkiem jest stosownie do naszych możliwości wypełnić i uzupełnić we wszystkich jego częściach. Zobaczmy teraz, ile owych pierwotnych linii Prawdy, niezmiennej apostolskiej Reguły Wiary, nad którą tak pilnie czuwać winniśmy, dostarcza nam sam tekst Pisma Świętego.

Zasadniczą jego nauką jest oczywiście to, co święty Jan ogólnie nazywa „nauką Chrystusa" — ta, którą każdy podający się za chrześcijanina powinien (jak nas Apostoł poucza) wyznawać, jako warunek naszego przyjęcia go do naszego domu. Święty Paweł mówi w podobnie zwięzły sposób o ewangelicznej wierze, gdy powiada: „Fundamentu bowiem nikt nie może założyć innego niż ten, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus." Jednak we wcześniejszym miejscu tej samej Listu mówi wyraźniej: „Postanowiłem bowiem nie znać niczego wśród was, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego." A zatem Ukrzyżowanie Chrystusa było istotną częścią zarys zdrowych słów, głoszonych i przekazanych przez Apostoła. W Liście do Rzymian dodaje kolejny artykuł wiary: „Jeżeli bowiem ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg Go wskrzesił z martwych, osiągniesz zbawienie." Do nauki o Ukrzyżowaniu dochodzi tu zatem nauka o Zmartwychwstaniu. W innym miejscu mówi: „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus, który wydał siebie samego na okup za wszystkich — jako świadectwo we właściwym czasie; ku czemu ja zostałem ustanowiony głosicielem." Tu nauka o Pośrednictwie i Odkupieniu Chrystusa dochodzą jako artykuły apostolskiego głoszenia. Dalej, ku końcowi listu już cytowanego, mówi jeszcze wyraźniej o Ewangelii, którą głosił i którą przekazał swoim nawróconym — i którą, jak dodaje, głosili też wszyscy pozostali Apostołowie. „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł za nasze grzechy, zgodnie z Pismem; że został pogrzebany; że zmartwychwstał trzeciego

dnia zgodnie z Pismem." Tu odnajdujemy przybliżenie do Artykułów Wyznania Wiary w brzmieniu, jakie Kościół stosuje od zawsze.

Lecz litera Pisma daje nam jeszcze głębszy wgląd w treść Świętego Depozytu, o którym święty Paweł mówi w tekście. W toku tego samego Listu, w którym słowa te się znajdują, przekazuje on Tymoteuszowi bardziej wyraźny „Wzorzec zdrowych słów" niż jakikolwiek, który przytoczyłem z jego pism. Pisze mu, by poinstruować go, „jak należy postępować w domu Bożym, który jest Kościołem Boga żywego", którym miał rządzić, i jak zachować go jako „filary i podporę Prawdy" — a następnie przypomina mu, czym owa Prawda jest. „Ten, który objawił się w ciele, usprawiedliwiony został w Duchu, ukazał się aniołom, ogłoszony został poganom, uwierzono w Niego na świecie, wzięty został w chwale." Mowa tu, między innymi naukami, o Wcieleniu i Wniebowstąpieniu. Wydaje się zatem, że artykułem pierwotnego Wyznania Wiary Apostołów było to, że Chrystus nie jest zwykłym człowiekiem, lecz Bogiem Wcielonym. Podobnie gdy Etiopczyk prosił o chrzest, a Filip powiedział mu, że może go przyjąć, jeśli „wierzy całym sercem" — oto było jego wyznanie: „Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym." Wyznanie to, należy zauważyć, padło po tym, jak Filip „głosił mu"

Przejdźmy teraz do samych słów, w których udzielony był ów chrzest — słów, których być może Eunuch nie rozumiał w owej chwili, lecz

które zostały mu wówczas powierzone, by żywił się nimi w sercu przez wiarę i by pod wpływem łaski, w tym samym czasie danej, stopniowo w nie wnikał. Słowa owe po raz pierwszy wyrzekł sam Chrystus jako jakiś tajemniczy klucz, przez który źródła łaski otworzyć się miały nad chrzcielną wodą: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" — i świadczą one o tym, że nie tylko nauka o Chrystusie, lecz i nauka o Trójcy wchodziła w istotną część Świętego Skarbu, którego głoszenia Kościół został ustanowiony. Na koniec w Liście do Hebrajczyków mamy wyliczenie innych spośród zasadniczych Artykułów Wiary, które Apostołowie przekazali. Święty Paweł mówi tam o „fundamencie nawrócenia od martwych uczynków i wiary w Boga, nauki o chrztach i wkładaniu rąk, i o zmartwychwstaniu umarłych, i o sądzie wiecznym".

Zważcie więc, jak wiele Artykułów owej wiary, którą Kościół wyznawał przez wszystkie wieki, pojawia się przy okazji jako takie i przekazywanych jest jako takie w ściśle określonej formie, w toku narracji i przepisów biblijnych — nauka o Trójcy; o Wcieleniu Syna Bożego, Jego Pośrednictwie, Jego Odkupieniu nas przez śmierć na Krzyżu, Jego Śmierci, Pogrzebie, Zmartwychwstaniu trzeciego dnia i Wniebowstąpieniu; o Przebaczeniu po Nawróceniu, Chrzcie jako jego narzędziu, Nałożeniu rąk, powszechnym Zmartwychwstaniu i Sądzie ostatecznym. Mógłbym też przywołać takie miejsca, jak owo w Pierwszym

Liście do Koryntian, gdzie święty Paweł mówi: „Dla nas jest jeden Bóg Ojciec, .... i jeden Pan Jezus Chrystus" — lecz zamierzałem ograniczyć się do tekstów, w których wymienione nauki wyraźnie wprowadzone są jako części Formuły lub Wyznania, powierzonej bądź przyjętej czy to przez sługi Kościoła przy Ordynacji, czy przez każdego jego członka przy chrzcie.

Wypada dodać, że dzieje Kościoła pierwotnego w zupełności potwierdzają ten obraz natury wiary ewangelicznej, jaki daje nam Pismo Święte. Mam na myśli to, że mamy wystarczające dowody, że w rzeczywistości takie Wyznania Wiary jak Pawłowe istniały w różnych jego gałęziach, nie różniąc się między sobą, chyba (na przykład) tak jak Modlitwa Pańska w Ewangelii świętego Mateusza różni się od jej wersji u świętego Łukasza; że ta sama jedna wiara była powierzana każdemu chrześcijaninowi wszędzie przy jego chrzcie; i że uważana była za szczególny depozyt Kościoła każdego miejsca i jego Biskupa, jako przekazana nieprzerwanie od jego pierwotnego Założyciela — czy to Apostoła, czy Ewangelisty.

Powiedziano już dość dla wykazania z Pisma Świętego, jak precyzyjne, pozytywne, wielorakie są Artykuły naszej wiary i jak święty Paweł nalega na ich określoność i szczegółowość; dość, by pokazać, że nie wolno nam ich przemilczać, ani gromadzić niedbale, ani nimi manipulować z bezbożnością czy to niedbalstwa, czy ciekawskiego sporu — słowem, że są one święte. Świętość naszego powiernictwa może być jednak wykazana przez kilka odrębnych rozważań, które teraz wam przedstawię.

**1.** Po pierwsze — z samej okoliczności, że jest ono powiernictwem. Prostym i oczywistym powodem, dla którego głosimy i zachowujemy wiarę, jest to, że nam tak nakazano. Jest to akt czystego posłuszeństwa Temu, który „powierzył nam Ewangelię". Jedyną wielką troską, jaką ona w nas budzi, jest to, by bezpiecznie ją przekazać. To cel, który mają przed oczyma wszyscy, którym powierzono cokolwiek w sprawach doczesnych. „Wymaga się od szafarzy, żeby każdy z nich okazał się godnym zaufania." Pan nasz powiedział, że „ta Ewangelia Królestwa będzie głoszona po całym świecie, na świadectwo wszystkim narodom". Toteż Apostoł Jego oświadcza, mówiąc o swoich prześladowaniach: „Lecz na żadną z tych rzeczy nie zwracam uwagi... bylebym tylko dokończył biegu i posługi, którą otrzymałem od Pana Jezusa: dawania świadectwa Ewangelii łaski Bożej." A kiedy znowu nadchodzi godzina jego odejścia, pociesza się refleksją, że „zachował wiarę". Zachowywanie wiary w świecie aż do końca może, ile wiemy, być wystarczającym celem naszego głoszenia i wyznawania, choćby nic poza tym nie wynikło. Stąd moc słów skierowanych do Tymoteusza: „Trzymaj się mocno", „zachowaj"; „ten nakaz polecam ci"; „trwaj w tym, czego się nauczyłeś"; „przypominaj braciom"; „powierzaj to wiernym ludziom"; „unikaj pospolitych i babskich bajek"; „unikaj pospolitego próżnomówstwa"; „unikaj bezmyślnych i nierozumnych dociekań". Nawet gdyby nie było innego powodu do uważania Artykułów Wyznania Wiary za święte, samo to, że są one powiernictwem, byłoby wystarczające. Dopóki nie poczujemy, że mamy powiernictwo, skarb do przekazania, za bezpieczeństwo którego jesteśmy odpowiedzialni, przeoczyliśmy jeden z zasadniczych rysów naszego rzeczywistego położenia. Gdyby zaś ludzie w pełni to odczuwali, nie mieliby serca oddawać się dowolnym spekulacjom, które są dziś tak bliskie ich myślom.

**2.** Poczucie powagi naszego powiernictwa wzrasta przez rozważenie, że po wszystkim nie wiemy i nie jesteśmy w stanie ogarnąć myślą, jaki jest ostateczny cel Objawienia ewangelicznego. Zwykło się mówić, że jest nim zbawienie świata — co z pewnością nim nie jest. Jeśli zamiast tego powiemy, że Chrystus przyszedł „aby oczyszczać sobie lud wybrany" — mówimy wielką Prawdę; lecz choć jest to główny cel naszego głoszenia, nie jest jego prostym i ostatecznym zamierzeniem. Raczej — o ile w ogóle nam powiedziano — owym celem jest chwała Boża; lecz nie możemy pojąć, co to znaczy ani jak Ekonomia Ewangelii ku temu prowadzi. Dość jest dla nas, że musimy działać mając przed oczyma prostą myśl o Bogu, wszystkie cele podporządkowywać temu jednemu i zdarzenia pozostawiać Jemu. Wiemy wprawdzie, ku wielkiej naszej pociesze, że nie możemy głosić nadaremnie. Jego Słowo „nie wróci do Niego puste, lecz zdziała to, co zechce, i spełni pomyślnie to, z czym je posyłam". Niemniej jest naszym powinnością głosić „czy zechcą słuchać, czy nie". Musimy głosić, jak nakazuje nam Pan w tekście już przytoczonym, „jako świadectwo". Toteż On sam przed pogańskim Piłatem „dał świadectwo prawdzie"; a święty Paweł zaklinał nas, byśmy strzegli świętego powiernictwa jako w obecności Tego,

który „przed Poncjuszem Piłatem złożył dobre wyznanie". Bez wątpienia Jego chwała objawia się w jakiś tajemniczy sposób zarówno w odrzuceniu, jak i w przyjęciu Ewangelii — i musimy z Nim współdziałać. Musimy współdziałać w tej mierze, by być gotowymi ranić tak samo jak leczyć, potępiać tak samo jak rozgrzeszać. Nie możemy się wzbraniać przed byciem „wonią śmierci ku śmierci" równie jak „życia ku życiu". Musimy niezachwianie wierzyć, choćby powinnością bywała bolesna, że w obu przypadkach składamy Bogu „woń miłą — z Chrystusa, zarówno wśród tych, którzy są zbawieni, jak i wśród tych, którzy giną". Musimy nauczyć się zgadzać i jednoczyć z porządkiem Bożej Opatrzności i zdobyć się na to, by radować się nad wielkim Babilonem i jego mieszkańcami, gdy spadnie na niego gniew Boży.

To rozważanie jest odpowiedzią dla tych, którzy chcieliby ograniczyć nasze przesłanie do tego, co jest w nim wpływowe i przekonujące, i mierzyć jego Boskie pochodzenie jego skutecznością. Przytoczyłem je jednak raczej dla ogólnego ukazania, jak zupełnie jesteśmy w ciemności co do całej tej kwestii; i dlatego — skoro jesteśmy w ciemności — jak konieczne jest, byśmy opasali szaty nasze, mocno trzymali się naszego skarbu i spieszyli naprzód, byśmy nie sprzeniewierzyli naszego powiernictwa. Nie mamy żadnych środków, by poznać, jak daleko mały błąd w wierze może nas zaprowadzić na manowce. Jeśli nie wiemy, dlaczego Ewangelia ma być głoszona wszystkim, choć nie wszyscy będą słuchać, tym bardziej nie wiemy, dlaczego ta lub inna nauka jest objawiona i jakie jest jej znaczenie. Udzielenie łaski w Chrzcie zależy od dokładnego wypowiedzenia jednego czy dwóch słów; a skoro tyle zależy od jednego świętego obrzędu aż po literę, w której jest nam on powierzony,

to dlaczegóż przynajmniej istotna treść innych prawd, owszem, nawet ich pierwotne sformułowanie, nie miałyby posiadać szczególnych roszczeń do troskliwego ich strzeżenia przez Kościół? Artykuły wiary świętego Pawła są precyzyjne i szczegółowe; dlaczego nie przyjmować ich takimi, jakimi je zastajemy? Dlaczegóż mielibyśmy być mądrzejsi, niż napisano? Dlaczego nie mamy być wdzięczni, że powierzone nam jest zadanie tak wyraźnie leżące w naszej mocy: trzymać się Prawd ewangelicznych, zliczać je i notować, żywić się nimi, przekazywać je dalej? Tymczasem umysły samowolne i gorączkowe nie mają mądrości, by zaufać Bożemu nauczaniu. Obstają przy twierdzeniu, że Artykuły Wiary są czystymi formalnościami i że głoszenie ich i przekazywanie to przegapienie nawrócenia serca w wierze i świętości. Woleliby raczej wzbudzać emocje w nadziei (jak sądzą) zmiany charakteru. Zapominając, że nastroje i stany ducha są rzeczami widzianymi przez Boga jedynie, i gdy są rzeczywiście duchowe — są dziełem Jego niewidzialnego Ducha, niedostępnym ludzkiej gwarancji czy pewności — biorą na siebie to, czego człowiek uczynić nie może. Uważają za rzecz małą sierzmienić siewcami onego niebieskiego ziarna, które On sprawi, by wzeszło w sercu słuchacza ku życiu wiecznemu. Gotowi są odrzucić je jako coś jałowego i bezwartościowego, jak piasek na brzegu morskim, i pragną po prostu zasadzać kwiaty łaski (lub to, co za takie uchodzi) w sercach jedni drugich, jak gdyby pod ich staranną pielęgnacją mogły tam zapuścić korzenie. Jakże odmienny przykład dają nam nabożeństwa Kościoła! W Obrzędzie Chrztu Artykuły Wyznania Wiary recytowane są jeden po jednym, aby nowonarodzonemu chrześcijaninowi powierzona była każda jota i każda kreska

świętego Przymierza, które dziedziczy. W nabożeństwie Komunii, pośród uroczystych chwał Boga wszelkiej łaski, gdy Aniołowie i Archaniołowie wezwani mają dołączyć do Dziękczynienia, Artykuły z Wyznania Wiary recytowane są jakby w ramach przygotowania, z dokładną doktrynalną precyzją stosownie do obchodzonej Uroczystości — jak na przykład tego dnia. A podczas Nawiedzenia Chorych temu, kogo Bóg zdaje się wzywać, stawia się pytanie nie o to, czy żywi on w sobie pewne duchowe odczucia (których sam nie jest w stanie ocenić), lecz — dokładnie i ku jego wielkiej pociesze — czy wierzy w te Artykuły wiary chrześcijańskiej, jeden po jednym, które przyjął na Chrzcie, których uczył się przez katechizację w dzieciństwie i które wyznawał za każdym razem, gdy przychodził czcić Boga w kościele. W tym samym duchu najbardziej precyzyjne i systematyczne ze wszystkich Wyznań Wiary — Atanazjańskie — jest raczej, jak wynika z jego formy, hymnem pochwalnym na cześć Wiecznej Trójcy; albowiem w czas uroczysty stosowną i słuszną jest rzeczą wywieść przed naszego Boga każdy klejnot Tajemnic nam powierzonych, na świadectwo, że z tych, które nam dał, żadnego nie zgubiliśmy.

**3.** Na koniec — świętość naszego powiernictwa ukazuje się najsilniej przez sankcję, jaka mu towarzyszy. To, co Bóg ochronił Anatemą, z pewnością żąda od nas czujnej pieczy. Chrystus mówi wyraźnie: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony." Całkiem jasne jest, że przez wiarę Pan miał na myśli przyjęcie pozytywnego Wyznania Wiary, gdyż sam je wówczas podał — ową suwerenną Prawdę, z której wszystkie inne wypływają, którą tego dnia czcimy: wiarę w Ojca, Syna i Ducha Świętego, Trzy Osoby, jednego Boga. Ta nauka jest więc przynajmniej konieczna do wierzenia przez każdego dla osiągnięcia zbawienia; że zaś i pewne inne nauki są konieczne, wynika jasno z innych miejsc Pisma Świętego — jak na przykład Zmartwychwstanie Pana, ze słów świętego Pawła do Rzymian. Otóż ta nauka o Zmartwychwstaniu, które zamknęło ziemską misję Pana, jest oczywiście oddalona o szeroki odstęp w szeregu nauk od nauki o Trójcy Jedynej, która jest fundamentem całej Ekonomii; tak więc rozważny umysł, który lęka się pobłądzić, będzie miał powód, by wnosić już stąd, że być może nauki leżące pomiędzy tymi dwiema — Wcielenie na przykład czy Ukrzyżowanie — są też niezbędnymi częściami wiary zbawczej. I w istocie, jak już widzieliśmy, różne miejsca Pisma Świętego potwierdzają, że owe pośrednie Artykuły osobno uczynione były podstawą Ewangelii. Rozważmy też uważnie słowa świętego Pawła do Galatów, którzy odeszli od wiary w tym, co mogłoby się wydawać drugorzędnym szczegółem — w kwestii zniesienia Prawa żydowskiego. „Gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy — niech będzie przeklęty. Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: gdyby wam ktoś głosił Ewangelię różną od tej, którą otrzymaliście — niech będzie przeklęty." Sytuacja przedstawia się zatem tak: wiemy, że pewne nauki muszą być wierzone; nie powiedziano nam, ile ich jest; i nie mamy sił umysłu zdolnych do rozwiązania tego zagadnienia. Nie potrafimy podać żadnej dostatecznej racji, poza objawionym Słowem, dlaczego nauka o samej Trójcy miałaby być konieczna; a jeśli jest konieczna mimo to — czemu jakakolwiek inna miałaby nie być? Jakże niebezpieczne jest więc lekceważyć jakąkolwiek część powierzonego nam przesłania! Zapewne jesteśmy zobowiązani strzec tego, co może być w nim istotne, tak starannie, jak gdybyśmy o tym wiedzieli; nasza nieświadomość, zamiast być powodem do obojętności, staje się dodatkową pobudką do troski i czujności. I choć nie ośmielamy się uprzedzać ostatecznego sądu Bożego przez przyłączanie Anatemy do poszczególnych niewierzących, to jednak nie śmiemy też ukrywać żadnej części nauk nią osłoniętych, by czasem nie okazało się, że leży ona przeciw nam samym, którzy „wzbranialiśmy się zwiastować całą wolę Bożą".

Na zakończenie. — Błąd, przeciwko któremu skierowane są te uwagi, mianowicie systematyzowanie i upraszczanie wiary ewangelicznej, przywiązywanie wielkiej wagi do jednego lub dwóch jej artykułów przy pomijaniu lub odrzucaniu pozostałych, nie ogranicza się tylko do tej dziedziny religii. W tym samym duchu popadają w niełaskę i zaniedbanie bądź to Ustanowienia, bądź to Ustrój Kościoła; nauka o Chrzcie zestawiana jest z nauką o wewnętrznym Uświęceniu i jej przeciwstawiana; przepisy dotyczące „przyzwoitości i porządku" lekceważone są wobec nakazu ewangelizowania pogan; nakaz „stawania na drogach starożytnych" łamany jest dla zwiększenia rzekomej skuteczności naszych instytucji kościelnych. W podobny sposób jedni rozumowcy wynoszą ponad wszystko Ewangelie, drudzy — Listy Apostolskie. We wszystkich wiekach konsekwentne posłuszeństwo jest darem nader rzadkim; lecz w tym oświeconym wieku podjęliśmy się bronić niekonsekwencji na gruncie rozumu. Usłyszcie natomiast słowa Wiecznej Prawdy: „Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w Królestwie Niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w Królestwie Niebieskim."

---

← wróć do odkrywania