*Święto Świętego Piotra Apostoła*
*„Powiadam wam: między narodzonymi z niewiast nie ma większego proroka nad Jana Chrzciciela; lecz kto jest najmniejszy w Królestwie Bożym, ten jest większy niż on."* — Łk 7,28
Dzień świętego Piotra stosownie następuje po dniu świętego Jana Chrzciciela; mamy tu bowiem, jak podsuwa nam tekst, uderzające przypomnienie o szczególnej godności posługi chrześcijańskiej ponad wszystkimi poprzednimi posługami, które ustanowił Bóg Wszechmogący. Święty Jan był „czymś więcej niż prorokiem"; był tak wielki jak każdy inny wysłannik Boży, jaki kiedykolwiek się narodził; a jednak najmniejszy w Królestwie niebieskim, najmniejszy z sług Chrystusowych, jest większy niż on. I właśnie to — zwracam uwagę — jest refleksją szczególnie stosowną na tę Uroczystość, ponieważ Apostoł Piotr jest w różnych miejscach Ewangelii przedstawiany jako właściwy typ i przedstawiciel posługi chrześcijańskiej.
Zastanówmy się teraz, na czym polega szczególna godność chrześcijańskiego sługi. Oczywiście na tym, że jest on przedstawicielem Chrystusa; skoro bowiem Chrystus jest nieskończenie wyniesiony ponad wszystkich innych posłańców od Boga, ten, kto staje w Jego imieniu, musi być bez porównania wyższy od wszystkich sług religii — czy to proroków, kapłanów, prawodawców, sędziów, czy królów — których kiedykolwiek ustanowił Bóg Wszechmogący. Mojżesz, Aaron, Samuel i Dawid byli cieniami Zbawiciela; lecz sługa Ewangelii jest Jego aktualnym zastępcą. Jak typ lub proroctwo łaski jest czymś mniejszym niż rękojmia i środek, jak ofiara żydowska jest czymś mniejszym niż sakrament ewangeliczny, tak też Mojżesz i Eliasz są pod względem urzędu mniejsi od przedstawicieli Chrystusa. Sądzę, że jest to oczywiste, skoro tylko zostało wyartykułowane; jedyną kwestią pozostaje, czy jest podstawa do myślenia, że Chrystus rzeczywiście pozostawił po sobie takich przedstawicieli — a to, jak przystąpię do wykazania, Pismo Święte pozwala nam rozstrzygnąć twierdząco.
Otóż w pierwszej kolejności, jak wszyscy wiemy, Chrystus wybrał spośród swoich uczniów dwunastu, których nazwał Apostołami, by byli Jego przedstawicielami jeszcze w czasie Jego własnej posługi. I dał im moc czynienia dzieł cudownych, które Sam czynił. Oczywiście nie mówię, że dał im równą moc — nie daj Boże! — lecz dał im pewną wystarczającą cząstkę swojej mocy. „Dał im moc" — powiada święty Łukasz — „i władzę nad wszystkimi złymi duchami i moc leczenia chorób; i posłał ich, aby głosili Królestwo Boże i uzdrawiali chorych." I wyraźnie uczynił ich swoimi zastępcami wobec całego świata, tak że przyjmowanie ich było przyjmowaniem Jego samego: „Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje." Taka była ich główna moc przed Jego Męką, podobna do tej, którą On sam głównie sprawował, a mianowicie posłanie do głoszenia i dokonywania cielesnych uzdrowień. Lecz gdy dokonał na Krzyżu Odkupienia z grzechu ludzkiego i nabył dla człowieka dar Ducha Świętego, wówczas dał im wyższe posłanie; i to — zauważmy — znowu odpowiadające temu, które Sam wówczas przyjął. „Jak Mnie posłał Ojciec, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone; a którym zatrzymacie, są im zatrzymane." W ten sposób Apostołowie stali się przedstawicielami Chrystusa w mocy Jego Ducha dla odpuszczania grzechów, tak jak wcześniej byli Jego przedstawicielami w odniesieniu do cudownych uzdrowień i głoszenia Jego Królestwa.
Następujące teksty dostarczają dodatkowego świadectwa, że Apostołowie byli posłani w zastępstwie Chrystusa, i pouczają nas zarazem szczegółowo o niektórych spośród szczególnych urzędów zawartych w ich posłaniu: „Niechaj człowiek uważa nas za sługi Chrystusowe i za szafarzy tajemnic Bożych." „Przyjęliście mnie jak anioła" — czyli niebiańskiego posłańca — „Bożego, jak samego Chrystusa Jezusa." „Jesteśmy posłami Chrystusa, tak jakby Bóg przez nas napominał; w imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem."
Apostołowie, stojąc na miejscu Chrystusa, byli zatem wyniesieni urzędem daleko ponad wszystkich Bożych posłańców przed nimi. Do tego samego wniosku dochodzimy, rozważając święte skarby powierzone ich pieczy, które — nie wspominając o ich mocach cudotwórczych, co wykracza poza nasz obecny cel — były owymi szczególnymi duchowymi błogosławieństwami, jakie płyną z Chrystusa jako Zbawiciela, jako Proroka, Kapłana i Króla.
Błogosławieństwa te są w Piśmie Świętym powszechnie oznaczane mianem „Ducha" lub „daru Ducha Świętego". Jan Chrzciciel powiedział o sobie i o Chrystusie: „Ja was chrzczę wodą ku pokucie; lecz Ten, który idzie za mną, chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem." Pod tym względem służba Chrystusa była wyższa nad wszystko, co kiedykolwiek było przed Nim, przynosząc ze sobą dar Ducha Świętego — ten jeden dar, jeden, a zarazem wieloraki, siedmiokrotny w swym działaniu, w którym zawarta jest wszelka duchowa szczęśliwość. Przeto Pan nasz został uroczyście namaszczony Duchem Świętym — jako wejście w urząd swojej służby. Został ukazany jako przyjmujący, aby można było wierzyć weń jako w dającego. Tak właśnie — zgodnie z Prorokiem — otrzymał posłanie, by „głosić dobrą nowinę", „uzdrawiać złamanych na sercu", „dawać olejek radości zamiast żałoby". Dlatego też w podobny sposób i Apostołowie zostali namaszczeni tym samym niebiańskim darem do tego samego Ministerialnego urzędu. „Tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego." Jakie było poświęcenie Mistrza, takie było poświęcenie Uczniów; i jakie było Jego, takie były urzędy, do których zostali przez nie wprowadzeni.
Chrystus jest Prorokiem, gdyż autorytatywnie objawia wolę Bożą i Ewangelię Łaski. Takimi też byli Apostołowie: „Kto was słucha, Mnie słucha; a kto wami gardzi, Mną gardzi; kto zaś Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał;" „Kto wzgardza, nie człowiekiem gardzi, ale Bogiem, który daje w nas swojego Ducha Świętego."
Chrystus jest Kapłanem, gdyż odpuszcza grzechy i udziela innych niezbędnych darów Bożych. Apostołowie również posiadali tę moc: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone; a którym zatrzymacie, są im zatrzymane." „Niechaj człowiek uważa nas za… szafarzy tajemnic Bożych."
Chrystus jest Królem, gdyż rządzi Kościołem; i Apostołowie rządzą nim w Jego imieniu: „Ja przekazuję wam królestwo, jak Mnie przekazał je Ojciec mój; abyście jedli i pili przy moim stole w moim Królestwie, i zasiadali na tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela."
Nie da się wskazać żadnego daru ani urzędu, który należy do Pana naszego jako Chrystusa, a którego nie przekazał w pewnej mierze swoim Apostołom przez udzielenie tego Ducha, przez którego Sam działał — z wyjątkiem jednego, oczywiście, tego jednego wielkiego dzieła, którego żaden inny na całym świecie nie mógłby podjąć: być Ofiarą Przebłagalną za całą ludzkość. W tym jednym nikt nie może Mu zastąpić, i „swojej chwały nikomu nie oddaje". Jego śmierć na Krzyżu jest jedyną zasługową Przyczyną, jedynym Źródłem duchowego błogosławieństwa dla naszego grzesznego rodu; lecz co do owych urzędów i darów, które z tego Odkupienia płyną — głoszenia, nauczania, jednania, rozgrzeszania, napominania, udzielania łaski, rządzenia, wyświęcania — wszystko to jest zawarte w Apostolskim Posłaniu, które jest instrumentalne i reprezentatywne podczas Jego nieobecności. „Jak Mnie posłał Ojciec, tak i Ja was posyłam." Jego dary nie są w Nim zamknięte. „Cały dom napełnił się wonią olejku."
To jednak, co przyznano co do samych Apostołów, może skłonić kogoś do zapytania, czy ich potrójny urząd przeszedł na późniejszych sług chrześcijańskich. Mówię: ich potrójny urząd — bo niewielu zaprzeczy, że jakaś część ich posłania trwa nadal wśród nas. Pogląd, jakoby nie istniało żadne Boże wyznaczenie jednego człowieka ponad drugiego do posługi kapłańskiej, nie jest poglądem powszechnym i nie musimy go zbijać. Natomiast bardzo powszechne jest wśród ludzi wierzenie tylko w takim zakresie, w jakim są w stanie widzieć i rozumieć; a ponieważ są świadkami procesu i skutków nauczania i rządzenia, lecz nie — tego, co można by nazwać — „posługi pojednania", przyjmują sługi Chrystusowych jako przedstawicieli Jego władzy Proroczej i Królewskiej, lecz nie Kapłańskiej. Zakładając zatem, że ich roszczenie do posiadania dwóch części Jego Namaszczenia jest uznane, ograniczę się do kwestii, czy posiadają również i trzecią — nie jednak w celu jej udowodnienia, lecz raczej w celu usunięcia tych uprzednich trudności, które skłonne są uprzedzać umysł przeciwko niej.
Przez Kapłana w sensie chrześcijańskim rozumie się wyznaczony kanał, przez który szczególne ewangeliczne błogosławieństwa są przekazywane ludzkości — tego, kto ma moc stosowania do poszczególnych osób tych darów, które Chrystus obiecał nam ogólnie jako owoc swojego pośrednictwa. Tę moc posiadali Apostołowie; mam teraz wykazać, że posiadają ją również ich następcy.
1. Otóż po pierwsze — że istnieje wyraźna linia rozróżnienia między Apostołami a innymi sługami chrześcijańskimi, chętnie przyznam; co więcej, utrzymywałbym, że jest ona tak wyraźnie zaznaczona, iż nie ma żadnej możliwości pomylenia tych względów, w których są oni podobni do swoich braci, z tymi, w których się od nich różnią. Apostołowie byli nie tylko sługami Chrystusa, lecz pierwszymi założycielami Jego Kościoła; i ich dary i urzędy, o tyle, o ile odnosiły się do tej części ich posłania, były bez wątpienia jedynie okolicznościowe i nadzwyczajne, i skończyły się razem z nimi. Byli organami Objawienia, natchnionymi Nauczycielami, w pewnym stopniu nieomylnymi, obdarzonymi rozmaitymi językami, czynicielami cudów — i nikt inny nie jest takim. Czas trwania każdego daru zależy od potrzeby, którą zaspokaja; to, co spełniło swój cel, kończy się, to zaś, co jest jeszcze konieczne, jest łaskawie kontynuowane. Taka przynajmniej wydaje się być zasada Miłosiernej Opatrzności. Dlatego właśnie posługa chrześcijańska nadal obejmuje urząd nauczania — bo wykształcenie jest konieczne dla każdej duszy zrodzonej na świat — i urząd rządzenia, bo „przyzwoitość i porządek" są nadal konieczne dla spokoju i jedności chrześcijańskiego braterstwa. I z tego samego powodu jest rzeczą naturalną, że na pierwszy rzut oka zakłada się, iż urząd stosowania darów łaski powinien być również kontynuowany, dopóki jest wina do zmycia, grzesznicy do pojednania, wierzący do umocnienia, dojrzewania, pocieszania. Na jakiej podstawie wynikającej z istoty rzeczy możemy przeprowadzić rozróżnienie między posługą nauczania a posługą pojednania? Jeśli jedna wciąż jest nam powierzona, dlaczego nie i druga?
I należy zauważyć, że jedyna prawdziwa uprzednia trudność, jaką nastręcza doktryna kapłaństwa chrześcijańskiego, zostaje usunięta przez samo Pismo Święte. Można by sądzić, że władza odpuszczania i zatrzymywania grzechów jest zbyt wielka, by móc ją dać grzesznemu człowiekowi nad jego bliźnimi; lecz w rzeczywistości była ona powierzona Apostołom bez ograniczeń, chociaż nie byli oni nieomylni w tym, co czynili. „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone; a którym zatrzymacie, są im zatrzymane." Sam dar był w swojej formie bezwarunkowy i pozostawiony ich chrześcijańskiemu rozeznaniu. To, co raz zostało dane, może być kontynuowane. Uważam tę uwagę za ważącą w przypadku takim jak ten, gdzie sama natura deklarowanego daru jest jedynym poważnym argumentem przeciwko faktowi jego udzielenia.
2. Lecz wszystko to dotyczy jedynie uprzedniego spojrzenia na sprawę. W istocie Pan nasz Sam rozstrzygnął tę kwestię, oświadczając, że Jego obecność przez Apostołów będzie z Kościołem aż do końca świata. Obiecał to przy uroczystej okazji swego odejścia; oznajmił to, gdy nakazał im pozyskiwać wyznawców, chrzcić i nauczać. Równie dobrze moglibyśmy wątpić, czy naszym obowiązkiem jest głoszenie i pozyskiwanie prozelitów oraz przygotowywanie ludzi do Nieba, jak wątpić, że Jego Apostolska Obecność jest z nami w tych celach. Jego słowa na pierwszy rzut oka obejmują więc wszystkie dary udzielone Jego pierwszym sługom; dalekie od przyznania nam ich skąpej cząstki, obietnica jest tak rozległa, że jesteśmy wręcz zobowiązani szukać racji, by uważać Następców Apostołów za mniej uprzywilejowanych od nich samych pod jakimkolwiek względem. Racje takie, jak wiemy, istnieją i każą nam odróżniać dary nadzwyczajne od zwyczajnych — rozróżnienie, które potwierdza doświadczenie; lecz cóż w Piśmie Świętym lub w historii Kościoła nakazuje nam zaliczać posłanie pojednania do tych, które są nadzwyczajne?
3. Następnie warto zauważyć, że owo rozróżnienie między darami zwyczajnymi i nadzwyczajnymi jest rzeczywiście dokonane w samym Piśmie Świętym i że wśród nadzwyczajnych nie ma wzmianki o władzy kapłańskiej. Nikt nie może wątpić, że w dniu Pięćdziesiątnicy nastąpiło uroczyste wprowadzenie Apostołów w ich wysoki i wyjątkowy urząd budowania Kościoła Chrystusowego. Byli oni „roztropnymi budowniczymi, według łaski im danej" — a owa łaska była nadzwyczajna. Jednak wśród owych darów, „języków i widzeń, proroctw i znaków", ich władza kapłańska nie jest wymieniona. Wprost przeciwnie — władza ta była uprzednio nadana, stosownie do cytowanego już miejsca, gdy Chrystus tchnął na nich i dał im przez Ducha Świętego władzę odpuszczania i zatrzymywania grzechów.
I ponadto pragnę wam przypomnieć, że jest to z całą pewnością przemyślany pogląd naszego Kościoła w tej sprawie; umieszcza on bowiem wyraźnie w ustach biskupa przy ordynacji te same słowa, których nasz Zbawiciel użył do swoich Apostołów: „Weźmijcie Ducha Świętego"; „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone; a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" — słowa, których wypowiadanie przez człowieka do człowieka byłoby bez porównania świętokradzkie, gdyby nie było wyraźnego Bożego posłania, by to czynić.
4. Lecz ponadto — czy Ewangelia nie ma Sakramentów? I czy Sakramenty, jako rękojmie i środki łaski, nie mają natury kapłańskiej? Jeśli tak, to kwestia istnienia kapłaństwa chrześcijańskiego sprowadza się do prostego pytania, czy jest lub nie jest prawdopodobne, by tak cenne ustanowienie, jak kanał łaski, zostało przez Opatrzność powierzone pieczy pewnych stróżów. Tendencja opinii w naszych czasach zmierza ku temu, by wierzyć, że do przyjęcia przez Boga nic więcej nie jest potrzebne poza wiarą w Bożą obietnicę miłosierdzia; tymczasem z Pisma Świętego jest pewne, że dar pojednania nie jest przekazywany poszczególnym osobom inaczej jak przez wyznaczone ustanowienia. Chrystus wstawił coś pomiędzy siebie a duszę; a jeśli nie jest niezgodne z wolnością Ewangelii, by Sakrament wchodził w grę, nie ma uprzedniej niezgodności w tym, że strażnik Sakramentu mu towarzyszy. Co więcej, sam fakt, że stała posługa istnieje od początku, prowadzi do wniosku, że ta posługa była przeznaczona do opieki nad Sakramentami; a tak fakty sprawy sugerują interpretację pamiętnych słów Pana naszego, gdy powierzył świętemu Piotrowi „klucze Królestwa Niebieskiego".
Chciałbym, by ta prawda Pisma Świętego była rozważana uważnie, mianowicie: że Sakramenty są kanałami szczególnych przywilejów chrześcijańskich, a nie jedynie — jak wielu ludzi sądzi i jak w istocie jest obrząd Bierzmowania — pieczęciami przymierza. Ktoś może wprawdzie podnieść zarzut, że w Liście świętego Pawła do Rzymian nic się nie mówi o kanałach i narzędziach; że wiara jest przedstawiana jako jedyny środek usprawiedliwienia. Lecz odeszlę go w odpowiedzi do mowy tego samego Apostoła przed Festusem i Agryppą, gdzie opisuje on Chrystusa jako mówiącego do niego przy cudownym nawróceniu: „Wstań i stój na nogach; bo ukazałem się tobie po to, aby ustanowić cię sługą i świadkiem" — wysyłając go, jak mogłoby się zdawać, by głosił Ewangelię bez pośrednictwa żadnego Ustanowienia ani sługi. Gdybyśmy mieli jedynie to sprawozdanie z jego nawrócenia, któż by nie przypuszczał, że ten, kto miał „otwierać oczy ludziom i odwracać ich od ciemności do światła", został ułaskawiony i przyjęty od razu mocą swojej wiary, bez żadnego obrządu czy formy? A jednak z innych części historii dowiadujemy się tego, co tu jest pominięte, mianowicie: że Ananiaszowi dane było szczególne objawienie, aby Saul nie był pozbawiony chrztu; i że daleki od usprawiedliwienia natychmiast przez wiarę, otrzymał polecenie, by nie zwlekał, lecz „wstał i ochrzcił się, i obmył swoje grzechy, wzywając imienia Pańskiego." Tak niebezpieczne jest usiłowanie dowodzenia czegoś negatywnego na podstawie urywkowych miejsc Pisma Świętego.
Mamy tu zatem w przypadku samego świętego Pawła wyraźny przykład, że istnieją kapłańskie posługi między duszą a Bogiem nawet pod Ewangelią; że chociaż Chrystus zakupił bezcenne błogosławieństwa dla naszego rodu, to jednak konieczne jest ciągłe stosowanie ich do poszczególnych osób za pomocą widzialnych środków; a jeśli tak, to przyznam, że przynajmniej mnie wydaje się bardziej prawdopodobne uprzednio, że takie posługi mają niż że nie mają właściwego sługi. Lecz i tu nie jesteśmy pozostawieni samym domysłom, jak przystąpię do wykazania.
5. Wiecie dobrze, że dobrodziejstwa Odkupienia są w Piśmie Świętym często przedstawiane pod obrazem duchowego pokarmu, chleba z nieba, wody, która nigdy nie wysycha, i w bardziej świętym języku jako komunia z Ciałem i Krwią Ofiary Bożej. Otóż ten szczególny chrześcijański dobrostan jest tam powiązany z jednej strony z zewnętrznym obrzędem, z drugiej zaś z pewnymi wyznaczonymi szafarzami. Tak że sam kontekst Pisma Świętego prowadzi nas od pojęcia kapłańskiej posługi do pojęcia kapłaństwa.
„Któż jest tym wiernym i roztropnym szafarzem" — mówi Chrystus — „którego pan jego postawi nad swoją służbą, aby dawał im wyznaczoną porcję żywności we właściwym czasie? Błogosławiony ten sługa, którego pan jego, gdy przyjdzie, zastanie tak czyniącego." Wnioskuję z tego miejsca: po pierwsze, że pod Ewangelią istnieją szczególni szafarze duchowego pokarmu chrześcijanina — innymi słowy (jeśli słowo „pokarm" można interpretować na podstawie analogii z szóstym rozdziałem świętego Jana) szafarze niewidzialnej łaski, czyli Kapłani; — następnie, że mają oni trwać w Kościele przez każdy wiek aż do końca, bo jest powiedziane: „Błogosławiony ten, którego pan jego, gdy przyjdzie, zastanie tak czyniącego;" — dalej, że wspomniany sługa jest również „rządcą nad służbą Jego", podobnie jak w przypadku Apostołów łącząc urząd Królewski z Kapłańskim; — wreszcie słowo „szafarz", które tu mimochodem się pojawia, a jest tytułem stosowanym przez świętego Pawła do Apostołów, dostarcza dodatkowej racji do przypuszczenia, że inne podobne tytuły, jak „Posłowie Chrystusa", nadane Apostołom, należą również w prawdziwym i dostatecznym sensie do ich następców.
6. Te rozważania na rzecz istnienia kapłaństwa chrześcijańskiego wzmacnia obserwacja, że urząd wstawiennictwa — który choć nie jest jego wyłącznością, jest zawsze cechą charakterystyczną stanu kapłańskiego — jest opisany w Piśmie Świętym jako swego rodzaju prerogatywa posługi ewangelicznej. Na przykład Izajasz, mówiąc o czasach chrześcijańskich, powiada: „Postawiłem strażników na twoich murach, Jeruzalem, którzy nie będą milczeć dniem ni nocą. Wy, którzy wspominacie Pana, nie pozwalajcie sobie odpoczywać; i nie dawajcie Mu spokoju, dopóki nie ugruntuje, i dopóki nie uczyni Jeruzalem sławą na ziemi." W Dziejach Apostolskich widzimy, że słudzy Chrystusowi zajmowali się tą świętą posługą zgodnie z proroctwem: „W Antiochii, w tamtejszym Kościele, byli prorocy i nauczyciele: Barnaba i Symeon, zwany Niger, i Lucjusz Cyrenejczyk, i Manaen, który wychował się razem z Herodem tetrarchą, i Szaweł. Gdy odprawiali służbę Panu i pościli," Duch Święty oddzielił dwóch z nich do swojego dzieła. Owo „odprawianie służby" Panu z postem było z całą pewnością jakąś uroczystą posługą wstawienniczą. I zgadza się to z miejscem w Liście świętego Jakuba, który zdaje się wyposażać Starszych Kościoła w ów sam przywilej kapłański: „Choruje ktoś wśród was? Niech przywoła prezbiterów Kościoła i niech modlą się nad nim (nie tylko razem z nim), namaszczając go olejem w imię Pańskie; a modlitwa wiary (nie sam olej) uzdrowi chorego i Pan go podźwignie." Podobnie święty Paweł mówi o Epafrze jako „naszym umiłowanym współsłudze, który jest dla was" — to jest dla Kolosan, do których pisze — „wiernym sługą Chrystusa." Nieco dalej wyjaśnia, na czym polegała posługa, którą Epafras im oddawał: „zawsze usiłując dla was w modlitwie, abyście stali doskonali i wypełnieni wszelką wolą Bożą."
7. Uwagi te możemy zakończyć, powracając do przykładów świętego Piotra i świętego Jana Chrzciciela, którzy jako typy Bożych ustanowionych sług przed i po przyjściu Jego Syna, mogą posłużyć do wyjaśnienia urzędu zwykłych sług chrześcijańskich. Nawet najniższy z nich jest „większy niż Jan". Cóż więc janowi brakowało? Czy wiedzy o doktrynie ewangelicznej? Na pewno nie; żadne słowa nie mogą być jaśniejsze niż jego dotyczące Nowego Przymierza: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata." „Ten, kto przychodzi z góry, jest ponad wszystkim... Ten, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże, bo Bóg daje Ducha bez miary. Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; a kto nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz gniew Boży nad nim spoczywa." Jan Chrzciciel nie brakowało zatem pełnej doktryny chrześcijańskiej; brakowało mu — jak sam mówi — Chrztu Ducha, który niesie posłanie od Chrystusa Zbawiciela we wszystkich Jego różnorakich darach, zwyczajnych i nadzwyczajnych, Królewskich i Kapłańskich. Jan nie był gorszy od nas sług ewangelicznych w wiedzy, lecz w mocy.
Z drugiej strony, jeśli — jak starałem się wykazać — urząd kapłański świętego Piotra trwa w odniesieniu do zwykłych celów w osobach tych, którzy po nim przychodzą, jesteśmy zobowiązani rozumieć błogosławieństwo Pana, wypowiedziane pierwotnie nad nim, jako zstępujące w należytej mierze na najmniejszego z Jego sług, którzy „strzegą wiary" — Piotr zaś jest jedynie ich wszystkich przedstawicielem i typem: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony, bo nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. A Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr, i na tej skale zbuduję mój Kościół, a bramy piekła go nie przemogą. I tobie dam klucze Królestwa Niebieskiego: cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie." Wspaniała i pełna chwały obietnica! Czy może być tak, że jest ona cała wyczerpana na świętym Piotrze, choćby tak wielki był ten szlachetny Apostoł? Czy jest ona zapisana w „wiecznej Ewangelii" jedynie na świadectwo kogoś, kto dawno już odszedł? Czy w zwyczaju natchnionego słowa jest wywyższanie jednostek? Czy sama obfitość błogosławieństwa nie sprzeciwia się jakiemukolwiek tak skąpemu jej wykorzystaniu? Czy nie wylewa się mimo woli, aż nasze niedowiarstwo jest zwyciężone przez łaskawość Tego, który je wypowiedział? Czy jest, jednym słowem, czymś innym niż przesądy wychowania, co przeszkadza tak wielu z nas w przyjmowaniu jej w tej pełni łaski, w której była wylana?
Mówię: nasze przesądy — bo one zaiste są przyczyną naszej niekonsekwencji w wierze; przyjmujemy bowiem zasadę interpretowania Pisma Świętego, która prowadzi nas do pewnego miejsca i zatrzymuje się przed całą radą Bożą, a która powinna albo niczego nas nie nauczać, albo o wiele więcej. Jeśli obietnice dane Apostołom Chrystusa nie spełniają się na zawsze po wiek wieków w Kościele, czemu miałoby trwać błogosławieństwo przywiązane do Sakramentów po pierwszym wieku? Czemu Wieczerza Pańska miałaby teraz być Komunią Ciała i Krwi Pańskiej? Czemu Chrzest miałby przekazywać duchowe przywileje? Czemu jakakolwiek część Pisma Świętego miałaby dawać trwałe pouczenie? Czemu droga życia miałaby nadal być wąska? Czemu ciężar Krzyża miałby być konieczny dla każdego ucznia Chrystusowego? Czemu Duch przybrania za dzieci miałby być nam jeszcze obiecywany? Czemu oddzielenie od świata miałoby być teraz obowiązkiem? Na szczęście dla ludzi są oni niekonsekwentni; tracąc bowiem pewną część wiary chrześcijańskiej, zachowują przynajmniej jej cząstkę. Tak się zdarzy w spokojnych czasach i w przypadku tych, którzy są w dojrzałym wieku i których umysły są ugruntowane w kwestiach religii od dawna. Lecz gdyby nadszedł czas sporów, wtedy takie niekonsekwencje stają się straszliwie ważne dla wielości zwanych chrześcijanami, którzy nie mają żadnych zdecydowanych przekonań, na których mogliby się oprzeć. Niekonsekwencja wyznania wiary niechybnie zwróci uwagę umysłu, chyba że nawyk pogodził z nią serce. Przeto w epoce spekulatywnej, takiej jak nasza, wychowanie religijne, które niesie ze sobą taką niekonsekwencję, jest wysoce niebezpieczne dla niedojrzałego chrześcijanina, który wyprostuje swój tradycyjny credo przez oduczenie się prawdy, którą zawiera, zamiast przez dodanie tego, w czym mu brakuje. Stąd ten opłakany widok, tak często obserwowany, mężów, którzy zaprzeczając Apostolskiemu posłaniu, przechodzą do degradacji Eucharystii z Sakramentu do zwykłego obrzędu pamiątkowego; albo do uczynienia Chrztu taką czysto zewnętrzną formą i znakiem wyznania, że nabożeństwo doń byłoby dziecinne lub urojone. I słusznie; bo ci, którzy uważają za przesąd wiarę, że pewne osoby są kanałami łaski, są tylko konsekwentni, gdy odmawiają mocy szczególnym ustanowieniom. I nie zatrzymują się nawet tutaj; bo zaprzeczając łasce Chrztu, przechodzą do zaprzeczania doktrynie grzechu pierworodnego, na który ta łaska jest lekarstwem. Dalej, zaprzeczając doktrynie grzechu pierworodnego, nieuchronnie osłabiają doktrynę Odkupienia i tak torują drogę do zaprzeczania Bóstwa Pana naszego. Znowu, zaprzeczając mocy Sakramentów z powodu jej tajemniczości, żądając od samego tekstu Pisma Świętego jak najpełniejszego możliwego dowodu i lekceważąc szczęśliwość „niewidzenia, a jednak wierzenia", z natury rzeczy przechodzą do sprzeciwiania się doktrynie Trójcy jako zaciemniającej i zaciemniającej prostotę — jak im się zdaje — Ewangelii i jedynie pośrednio dającej się wyprowadzić z istniejących dokumentów natchnienia. Wreszcie, gdy w ten sposób ogołocili ze wzniosłości i grozy Boże lekarstwa na grzech i kurację konieczną dla grzesznika, uczyniwszy cały plan zbawienia równie zrozumiałym i powszednim, co naprawa jakiejkolwiek usterki w ludzkim dziele, okradłszy Wiarę z jej tajemnic, Sakramenty z ich mocy, Kapłaństwo z jego posłania — nic dziwnego, że i sam grzech jest wkrótce uważany za rzecz powszednią, zło moralne za zwykłe ułomność, człowiek za niebędący w żadnym wielkim niebezpieczeństwie ani niedoli, jego obowiązki za nienader uciążliwej czy niepokojącej natury. Jednym słowem, religia jako taka jest na drodze do zaniknięcia całkowicie z umysłów; a w jej miejsce czysto chłodna, świecka moralność, przyzwoite poszanowanie wymagań społeczeństwa, kultywowanie dobroczynnych uczuć i grzeczność i ogłada zewnętrznego zachowania mają uchodzić za całość obowiązków tej istoty, która jest poczęta w grzechu i dzieckiem gniewu, odkupiona drogocenną krwią Syna Bożego, odradzana i podtrzymywana przez Ducha mocą niewidzialnych Sakramentów, i powołana przez zaparcie się siebie i uświęcenie wewnętrznego człowieka do Wiecznej Obecności Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Taki jest bieg i kres niedowiarstwa, choć zaczyna się w tym, co świat nazywa drobiazgami. Strzeżcie się tedy, o bracia moi, by wchodzić na drogę, która prowadzi do śmierci. Lękajcie się kwestionować to, co Pismo Święte mówi o sługach Chrystusowych, by ten sam przewrotny duch nie poprowadził was do kwestionowania jego nauki o Nim Samym i o Jego Ojcu. „Dzieci, jest ostatnia godzina; i jak słyszeliście, że nadejdzie Antychryst, tak teraz pojawiło się wielu Antychrystów... Wyszli spośród nas, lecz nie byli z nas." „Po ich owocach poznacie ich." Jeśli ktokolwiek przychodzi do was z jakimkolwiek szyderstwem z władzy sług Chrystusowych, zapytajcie go, co głosi o Sakramentach lub o Przenajświętszej Trójcy; pilnie zbadajcie jego wiarę co do Odkupienia lub Grzechu Pierworodnego. Upewnijcie się, czy trzyma się on doktryny Kościoła w tych punktach; sprawdźcie, czy przynajmniej nie stara się wymknąć od pytania, ucieka się do wyjaśnień albo oświadcza, że nie ma na ten temat żadnej opinii. Patrzcie na te rzeczy, abyście widzieli, dokąd jesteście zapraszani. Nie dajcie okraść się z waszej wiary z zawiązanymi oczami. Czyńcie to, co czynicie, z wyraźnym rozumieniem konsekwencji. A jeśli argumenty, których używa przeciwko wam, zmierzają do wykazania, że wasz obecny zestaw poglądów jest pod pewnym względem niekonsekwentny i zmuszają was do dostrzeżenia w Piśmie Świętym więcej, niż dostrzegacie teraz, lub też mniej — nie lękajcie się dodawać do niego, zamiast od niego odejmować. Bądźcie całkowicie pewni, że dokądkolwiek byście szli, nigdy, przez łaskę Bożą, nie będziecie doprowadzeni do dostrzeżenia w nim więcej niż widzieli pierwsi chrześcijanie; że jakkolwiek rozszerzycie swoje wyznanie wiary, jedynie przybliżycie się do Apostolskiej doskonałości, równo oddaleni od skrajności zuchwałości i niedowiarstwa, ani nie wdzierając się w rzeczy jeszcze niewidzialne, ani z drugiej strony nie zaprzeczając tego, czego nie możecie zobaczyć.
---