HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom II

Kazanie XXVI. Odpowiedzialność człowieka

Na Święto św. Jakuba Apostoła

Gdy szukam swojej drogi albo decyzjiGdy moja wiara stała się letnia Łaska a wolnośćUsprawiedliwienie i zasługa
„Siedzieć po prawicy Mojej i po lewicy — nie do Mnie należy to dać, lecz dostąpią tego ci, dla których jest przygotowane przez Ojca Mojego."
W skrócie. Kazanie na święto Jakuba Apostoła rozważa tajemnicę ludzkiej odpowiedzialności wobec Bożego przedznania. Newman odrzuca predestynacjanizm, broniąc nauki, że człowiek zachowuje zdolność opierania się łasce i ponosi realną odpowiedzialność za swój los. Łaska Boża i wolna wola człowieka nie wykluczają się.

„Jakom żyw, mówi Pan Bóg, nie mam upodobania w śmierci grzesznika, ale abym się nawrócił grzesznik od drogi swojej i żył.”

*Na Święto św. Jakuba Apostoła*

*„Siedzieć po prawicy Mojej i po lewicy — nie do Mnie należy to dać, lecz dostąpią tego ci, dla których jest przygotowane przez Ojca Mojego."* — Mt 20,23

Tymi słowami, ku którym Święto św. Jakuba Starszego szczególnie kieruje nasze myśli, Pan nasz uroczyście oświadcza, że najwyższe miejsca w Jego Królestwie nie należą do Niego do dawania — co może oznaczać jedno tylko: że ich rozdział nie zależy od Niego w sposób prosty i bezwzględny; albowiem z Pisma Świętego jasno wynika, że On rzeczywiście je rozda w dniu ostatecznym i że ponadto jest zasługową przyczyną tego, że w ogóle są dawane. Powiadam tedy, że najuroczyściej stwierdza On, iż do uzyskania zaszczytnych miejsc wokół Jego tronu potrzeba czegoś ponad Jego własną wolę i wybór; tak więc jesteśmy w naturalny sposób skłonieni zapytać, gdzie spoczywa ów pełen majestatu przywilej. Czy u Jego Ojca? On przechodzi do mówienia o Swym Ojcu, lecz i Jemu tego nie przypisuje: „Dostąpią tego ci, dla których jest przygotowane przez Ojca Mojego." Ogłoszona jest tu uprzednia wiedza Ojca i Jego zamysł — nie Jego wybór. „Tych bowiem, których przedtem poznał, tych też przeznaczył." On przygotowuje nagrodę i jej udziela — ale komu? Odpowiedzi nam nie udzielono, chyba że jest ona zawarta w słowach, które następują — pokornym: „Ktokolwiek z was chciałby być wielki, niechaj będzie sługą waszym; a ktokolwiek z was chciałby być pierwszy, niechaj będzie waszym poddanym."

Kilka równoległych miejsc może rzucić nieco więcej światła na tę kwestię. W opisie Sądu Ostatecznego, jaki daje nam Pan nasz, powiada On, że powie tym po Swej prawicy: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca Mojego, weźcie w posiadanie królestwo przygotowane dla was od założenia świata." Mamy tu to samo wyrażenie. Kimże zatem są dziedzice, dla których Królestwo jest przygotowane? Powiada nam wyraźnie, że są to ci, którzy nakarmili głodnych i spragnionych, przyjęli przybyszów, przyodziali nagich, odwiedzili chorych, przyszli do więźniów — ze względu na Niego. Rozważmy znowu wcześniejsze miejsce w tym samym rozdziale. Do kogoż to powie On: „Wejdź do radości Pana swego?" — do tych, których może pochwalić jako „dobrych i wiernych sług", którzy „w małym byli wierni". Te dwa miejsca przeto prowadzą nasz poszukiwanie właśnie do tego punktu, który sugeruje tekst. Odwodzą nas od myśli o Bogu i Chrystusie i rzucają nas na ludzkie działanie i odpowiedzialność jako na klucz do rozwiązania zagadnienia; i tam nas ostatecznie osadzają, chyba że można przywołać inne teksty Pisma Świętego, które zaprowadziłyby nas jeszcze dalej. Wiemy z pewnością, że ci, dla których Królestwo jest przygotowane, to pokorni, miłosierni i pilnie rozwijający swoje dary; do czego inny tekst (na przykład) dołącza duchowo usposobionych: „Czego oko nie widziało... to przygotował Bóg tym, którzy Go miłują." Czy tak daleko możemy zajść? Czy zależy ostatecznie od nas samych albo od kogokolwiek innego, że stajemy się pokorni, miłosierni, pilni i miłujący Boga?

W odpowiedzi na to pytanie ludzie pobożni różnili się przez wiele stuleci co do zapatrywań — nie wprawdzie w pierwszych i najczystszych wiekach Kościoła, lecz gdy zaczęły wkradać się skażenia. W czasach pierwotnych uważano zawsze, że choć łaska Boża jest nam bezwzględnie konieczna od początku do końca — nim uwierzyliśmy, abyśmy mogli wierzyć, i gdy byliśmy posłuszni i czyniliśmy sprawiedliwość, abyśmy mogli być posłuszni — tak że żaden czyn, słowo ani myśl nie mogły się Mu podobać bez niej; to jednak ludzki umysł posiadał od początku do końca również zdolność opierania się łasce i miał w ten sposób (jak to sugerują poprzednie teksty) powierzone sobie ostateczne rozstrzygnięcie swego losu — czy będzie zbawiony, czy odrzucony — odpowiedzialność za swe postępowanie, a jeśli zostałby odrzucony, całą winę za to. Otóż na początku piątego wieku, gdy cienie ogarniały Kościół, powstał sławny Doktor, którego imię musi być przez nas zawsze czczone ze względu na jego niezliczone dary, gorliwość i rozległą pożyteczność — cokolwiek sądzimy o pewnych jego opiniach. W szkołach teologicznych jest znany jako ten, który pierwszy nadał pewien rodzaj sankcji dwom naukom dotąd w Kościele nieznanym, a pozornie od siebie odległym, jak też i nowożytne systemy, w których je znajdujemy. Jedną z nich jest Hipoteza Predestynacjanizmu, mianowicie ta, że — wbrew tekstowi — to od Boga i Chrystusa ostatecznie zależy rozstrzygnięcie o stanie poszczególnej osoby; że łaska Jego nie tylko sugeruje, wpływa, poprzedza i towarzyszy, lecz kształtuje w duszy nowy charakter — nie za sprawczością duszy, lecz bezpośrednio przez Niego samego — i jest skuteczna wobec jednych, nie wobec innych, wedle Jego woli, nie wedle woli poszczególnego człowieka. Tą jedną — powtarzam — jest owa Predestynacjanistyczna nauka; a drugą jest nauka o Czyśćcu. Tym ostatnim nie będę się teraz zajmował; wspominam o nim jedynie jako o niezwykłym fakcie, że ten sam Doktor — wysoce godny czci poza miejscami, w których odchodzi od nauki katolickiej — powinien był jako pierwszy udzielić sankcji pewnym znamionom dwóch systemów, leżących po obu stronach zarówno pierwotnego, jak i obecnego Kościoła anglikańskiego. Odłożywszy ten zbieg okoliczności z tą jedną uwagą, przystępuję do poczynienia kilku krótkich spostrzeżeń na temat podstawy argumentacji, na której wspiera się nauka Predestynacjanizmu.

Jest to bez wątpienia wielka tajemnica, dlaczego jeden człowiek wierzy, a drugi odrzuca Ewangelię. Jest to tajemnica zupełna; nie możemy w żaden sposób wykroczyć poza sam fakt i musimy pogodzić się z naszą niewiedzą. Lecz ludzie o umysłach dociekliwych, subtelnych i niespokojnych mają w sobie pokusę wnikliwości; nie potrafią poprzestać na granicach Bożego objawienia i na domysły przyjmują przyczynę dla dziwnych rzeczy, jakie widzą, gdy nie zostaje im ona wskazana. Tak tedy wywodzą, że jaźń człowieka nie może być ostateczną przyczyną jego wiary lub niewiary, bo inaczej byłoby więcej przyczyn pierwszych niż Bóg na świecie — jakby to samo rozumowanie nie prowadziło do wniosku, że Bóg jest sprawcą zła; albo jakby było bardziej zrozumiałe, dlaczego Boska Wola miałaby wybrać tego człowieka, a odrzucić tamtego, aniżeli dlaczego poszczególny człowiek miałby wybierać lub odrzucać dobro czy zło. Kiedy tedy widzą — jak to stale widać w życiu — dwie osoby wychowane jednakowo i w jednakowych okolicznościach, obie ochrzczone, obie dopuszczone do pełni przywilejów kościelnych, z których jedna wychodzi dobrze, a druga źle — zdumieni tą tajemnicą, pochopnie mówią: „Oto ukryte wybranie Boga! Bóg przeznaczył życie jednemu, a drugiego pominął; bo czym innym wytłumaczyć tę różnicę w postępowaniu?" — podczas gdy powinni by schylić głowę i czekać dnia objawienia wszelkich tajemnic. Dalej zakładają oni, że wola jest poddana wpływowi rozumu, uczuć i tym podobnych w ten sam jednostajny sposób, w jaki ciała materialne podlegają prawom materii — że przy danych pobudkach lub danej wiedzy umysł może się zachować tylko w jeden sposób; tak że, skoro jego ruchy zmieniają się wedle określonej reguły stosownie do wpływów zewnętrznych (czy to ze strony świata, czy od Boga), los każdego musi być wyznaczony albo przez czysty przypadek zewnętrznych okoliczności (co jest nierozumne), albo też z pewnością przez postanowienie Boga. Takie są ich rozumowania; i warto zauważyć, że uciekają się oni do rozumowania, i to w sposób tak szczególny, zważywszy że są to zazwyczaj ci sami ludzie, którzy mówią przeciw rozumowi ludzkiemu jako omylnemu i skażonemu, gdy jest on przywoływany, by sprzeciwiać się ich opiniom. Takie zatem podstawy argumentacji możemy odrzucić od razu — poza dyskusjami filozoficznymi; na pewno wtedy, gdy mówimy jako chrześcijanie.

Następnie zapytajmy, czy jest jakiś powód w Piśmie Świętym, by przerywać łańcuch nauki, który tekst sugeruje. Chrystus daje Królestwo tym, dla których przygotował je Ojciec; Ojciec przygotowuje je dla tych, którzy Go miłują i Mu służą. Czy Pismo Święte upoważnia nas do odwrócenia tego porządku i uznania, że jacyś są wybrani do miłowania Go przez Jego nieodwołalny dekret? Dysputujący, o których mowa, twierdzą, że tak.

**1.** Przypuszcza się, że Pismo Święte wyraźnie przyrzeka wytrwanie tym, którzy raz zbawczo uczestniczą w łasce; jak w słowach: „Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go aż do dnia Chrystusa Jezusa;" i stąd wywodzi się, że zbawienie jednostki spoczywa ostatecznie w ręku Boga, a nie w jej własnym ręku. Lecz tu zaoponowałbym na samym wstępie przeciwko stosowaniu do poszczególnych osób obietnic i twierdzeń skierowanych do zbiorowości i z natury swej ogólnych. Kwestia sporna dotyczy nie tego, czy Bóg prowadzi zbiorowości ludzkie, takie jak Kościół chrześcijański, do zbawienia, lecz czy udzielił jakiejś obietnicy nieodpadnięcia poszczególnym jednostkom. Ci, którzy się z nami różnią, twierdzą, że jednostki są bezwzględnie predestynowane do życia wiecznego; niechże zatem policzą miejsca w Piśmie Świętym, w których wytrwanie zostaje obiecane poszczególnym osobom. Dopóki nie zdołają sprostać temu żądaniu, nic nie osiągną, przywołując taki tekst jak właśnie cytowany; który, będąc skierowany do ogółu chrześcijan, udziela jedynie tego samego rodzaju zachęty, jaka zawarta jest w innych ogólnych stwierdzeniach, jak na przykład o woli Boga zbawienia, o tym, że jest pośród nas, i tym podobnych.

Ale przypuśćmy dla dobra argumentacji, że takie miejsca mogą być stosowane do jednostek; na przykład tam, gdzie Chrystus mówi, że nikt „nie wydrze owiec Jego z ręki Jego Ojca". Otóż utrzymywałbym, że rozumie się tu milczący warunek, co ma stale miejsce w Piśmie Świętym, jak i w innych pismach: mianowicie dopóty, dopóki owce „idą" za Chrystusem i pozostają w obrębie owczarni, nikt nie może ich stamtąd wyrwać. Bóg głosi Swe imię Mojżeszowi jako ten, który „przebacza nieprawość, przestępstwo i grzech, lecz nie pozostawia bez kary winnych;" lecz co by powiedziano o komentatorze, który stąd wnioskowałby, że nieposłusznemu może być darowane, a pokutującemu grzesznikowi odmówione przebaczenie?

Dalej: „Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania, dla Jego upodobania." Cóż to jest, jeśli nie oświadczenie, że ogólnie biorąc całe nasze uświęcenie jest od początku do końca dziełem Boga? Jak to narusza stwierdzenie, że możemy skutecznie opierać się temu dziełu? Czyż nie można by prawdziwie powiedzieć, że wyleczenie chorego przypisane jest w całości lekarzowi, nie zaprzeczając zarazem, że chory, gdyby tak wybrał, mógłby uparcie odrzucić lekarstwo — albo że mógłby istnieć (choć nie istniał) jakiś złośliwy nawyk cielesny, który całkowicie sprzeciwiłby się sztuce lekarskiej? Czy możliwość niepowodzenia sprawia, że jest to mniej dziełem lekarza, gdy niepowodzenia nie ma?

Prawdę mówiąc, dwie nauki — o suwerennej i władczej potędze łaski Bożej oraz o zdolności człowieka do opierania się jej — wcale nie muszą sobie wzajem przeszkadzać. Należą do różnych dziedzin i są (by tak rzec) nieporównywalne. Tak też ewidentnie uważał je święty Paweł; w przeciwnym razie nie mógłby był poprzedzić cytowanego tekstu wezwaniem: „Działajcie" — to jest spełniajcie — „z bojaźnią i drżeniem własne zbawienie, bo to Bóg jest w was sprawcą" — to jest działa — „i chcenia, i działania." Tak daleki był od myśli, że odrębna praca człowieka kłóci się z nieustającą pomocą Bożą, że wskazuje wiedzę o tym ostatnim jako zachętę do tamtego. Wyzwę tedy predestynacjanistę do sparafrazowania tego tekstu. My natomiast nie widzimy w nim żadnej nieprzezwyciężalnej trudności, pojmując go jako nakaz głębokiej czci i bojaźni, gdy przystępujemy do czynów i wysiłków, które mają nam zapewnić zbawienie — z przeświadczenia, że Bóg jest w nas i z nami, badając i wspomagając każdą naszą myśl i czyn. Czyż żydowski Najwyższy Kapłan w Wielki Dzień Pojednania, dokonując kolejnych aktów przebłagania w obecności Boga, na zewnątrz i wewnątrz Zasłony, nie „drżałby i trząsł się", by nie uchybić czemukolwiek, co zostało na niego włożone? A czyż my — w naszym szczęśliwszym Przymierzu, wiedząc, że sam Bóg jest w nas i we wszystkim, co czynimy — nie mamy się tym bardziej bać na myśl, że ostatecznie mamy swój własny udział w dziele i musimy go wypełnić dobrze, jeśli mamy być zbawieni? Cóż z kolei znaczy mówić za predestynacjanistą: „Pracuj z niepokojem, bo w rzeczywistości nie masz żadnej pracy do wykonania?"

Mówię to nie tyle jako argument przeciw niemu, ile by wykazać, że tekst, który mógłby być przywołany na jego korzyść, zdarza się (rzec można) być powiązany z wezwaniem, które dowodzi, iż on sam, a zatem i podobne miejsca, nie mogą naprawdę być wyjaśniane tak, jak by on chciał; dowodzi, że jego argument z tego tekstu — „Całe dzieło zbawienia pochodzi od Boga, przeto człowiek nie ma w jego osiągnięciu żadnego prawdziwego udziału" — jest w istocie sprzeczny z własnym argumentem Apostoła z jego własnych słów: „Człowiek musi się wysilać, ponieważ Bóg jest przy nim." Jest rzeczą zupełnie pewną, że żaden współczesny predestynacjanista nie mógłby napisać takiego zdania.

Innym pouczającym miejscem tego rodzaju jest oświadczenie naszego Pana wraz z komentarzem świętego Jana w szóstym rozdziale jego Ewangelii: „Lecz są pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać. I rzekł: Dlatego wam powiedziałem, że nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca Mojego." Tutaj, w zwykłym sensie słów, uprzednia Boża wiedza o skutku wolnej woli poszczególnych ludzi przedstawiona jest jako dająca się pogodzić (choć sposób, w jaki — nie jest nam wyjaśniony) z łaską wybrania. „Tych bowiem, których przedtem poznał, tych też przeznaczył."

Weźmy jeszcze inne miejsce: „Dostąpiłem miłosierdzia, bom to czynił nieświadomie;" „Dostąpiłem miłosierdzia po to, by Jezus Chrystus mógł pokazać na mnie pierwszym całą swoją wielkoduszność." Wynika stąd, że Apostoł nie widział żadnej sprzeczności w głoszeniu zarazem, że żaden grzesznik nie może domagać się przebaczenia, i że ci, którzy są mniej winni niż inni, dostępują go. Te dwie nauki nie zdają się były wchodzić ze sobą w kolizję w jego umyśle bardziej niż w naszym; lecz jest zupełnie jasne, że predestynacjanista nigdy nie byłby wprowadził pierwszej, rozważając drugą.

**2.** Na następnym miejscu istnieje wiele miejsc rodzaju następującego, które niekiedy uważa się za sprzyjające poglądowi predestynacjanistycznemu i wymagają wyjaśnienia. „Bóg błogosławił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym w niebieskich miejscach w Chrystusie, jako nas wybrał w Nim przed stworzeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed obliczem Jego w miłości, przeznaczywszy nas dla siebie ku usynowieniu przez Jezusa Chrystusa, wedle upodobania woli swojej." Tu z pewnością mowa o wybraniu niezależnym od postępowania tych, których dotyczy. Dalej: „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę; a to nie jest z waszej strony, lecz jest darem Bożym;" i tym podobne. Lecz w takich miejscach należy zauważyć, że nie mowa ani o niebie, ani o łasce uświęcenia, lecz o teraźniejszym przywileju — wzniosłym zaiste i właściwym Ewangelii, lecz tylko przywileju — odrodzenia. Ten wielki dar chrześcijański zawiera oczywiście w sobie udzielenie łaski uświęcającej; lecz taka łaska może być — i w pewnych okolicznościach bywała — dawana bez niego. Żydzi wspomagani byli przez Ducha Uświęcenia, nie Odrodzenia. Nie byli synami Bożymi tak, jak my jesteśmy; a jednak we wszystkich wiekach „sprawiedliwi żyli z wiary" i podobnych owoców Uświęcenia. Gdzież teraz mówi się nam, że ta łaska uświęcająca jest niezależna od wolnej woli poszczególnych osób? — bo o to tu chodzi. Z drugiej strony chętnie przyznajemy, że łaska Odrodzenia jest niezależna; co więcej, przyznajemy, że przewyższa wszystko to, co pewni nauczyciele uznają za Uświęcenie. Jest to dar określony i zupełny, przekazywany nie stopniowo, lecz od razu; a przynajmniej nie ma więcej niż drugi stopień — w obrzędzie Bierzmowania, w którym to, co zostało dane na Chrzcie, jest potwierdzane i utwierdzane; ponadto jest to stan odrębny od wszelkiego innego, polegający na Świętej Obecności Ducha Chrystusowego w duszy i w ciele; wreszcie bywa udzielany temu lub tamtemu człowiekowi — nie wedle żadnej reguły, którą moglibyśmy odkryć, lecz wedle niezbadanego postanowienia Tego, który powołuje do Swego Kościoła kogo chce. Lecz wiara, wraz z innymi darami Uświęcenia, nie jest tak udzielana. Z natury swej jest niezależna od Odrodzenia i w formalnym porządku Ewangelii jest mu wcześniejsza. Jest uprzednim warunkiem do przyjęcia Ustanowień, które przekazują i pieczętują Odrodzenie — Chrztu i Bierzmowania. Dlatego święty Jan mówi: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego — którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili." A święty Paweł: „W Nim i wy, gdy uwierzyliście, zostaliście przypieczętowani obiecanym Duchem Świętym, który jest zadatkiem naszego dziedzictwa aż do wyzwolenia tych, których Bóg nabył na własność."

Nie służy zatem nic, by rozwijać właściwości chrześcijańskiego Wybrania z myślą o dowiedzeniu nieodwołalnych dekretów Boga co do ostatecznego zbawienia poszczególnych osób.

**3.** Na koniec są miejsca mówiące o sądowych obejściach Boga z sercem człowieka; w których On rzeczywiście działa absolutnie wedle Swej jedynej woli — lecz nie na początku Swej Opatrzności względem nas, lecz przy jej zamknięciu. Tak więc mówi się, że On „posyła" na ludzi „działanie złudne, tak że uwierzą kłamstwu;" lecz jedynie na tych, którzy „nie przyjęli miłości prawdy, aby byli zbawieni." Takie nieprzeparte wpływy jedynie zakładają naszą własną odpowiedzialność — zamiast ją przekreślać.

Gdy te trzy wyjaśnienia będą należycie uwzględnione — zgodność panowania Boga nad duszą z własnym działaniem człowieka; różnica między Odrodzeniem a wiarą i posłuszeństwem; oraz sądowy cel pewnych Bożych wpływów na serce — zapytajmy, co pozostaje ze świadectwa Pisma Świętego na korzyść nauk predestynacjanistycznych? Czy nie jesteśmy zmuszeni pozostawić tajemnicę ludzkiego działania i odpowiedzialności taką, jaką ją znajdujemy — równie prawdziwą tajemnicą samą w sobie, jak ta dotycząca Natury i Przymiotów Boskiego Umysłu?

Zaprawdę, prawdziwym naszym szczęściem będzie tak się zachować: używać rozumu do docierania do prawdziwego sensu Pisma Świętego, nie do wyciągania z niego szeregów dedukcji; do rozwijania zawartych w nim nauk, nie do dodawania do nich nowych; do przyjmowania tego, co zostało nam powiedziane, nie do dogadzania ciekawości względem „skrytych rzeczy" Pana Boga naszego.

Zakończę następującym tekstem, który — będąc uroczystym wezwaniem do nas wszystkich, byśmy nawrócili się do Boga szczerym sercem — stwierdza z siłą, której nie da się zbagatelizować, czym jest objawiona Wola i co mamy o niej sądzić. „Jakom żyw, mówi Pan Bóg, nie mam upodobania w śmierci grzesznika, ale abym się nawrócił grzesznik od drogi swojej i żył. Nawróćcie się, nawróćcie się od dróg waszych złych: a czemuż pomrzecie, domu Izraelowy?"

← wróć do odkrywania