HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom III

Kazanie II. Samowola Izraela w odrzuceniu Samuela

Gdy świat mnie wciągaGdy nie mam oparcia PosłuszeństwoOpatrzność Boża
„Bądźcie spokojni i wiedzcie, że Ja jestem Bogiem; będę wywyższony wśród pogan, będę wywyższony na ziemi."
W skrócie. Newman rozważa bunt Izraela na pustyni jako obraz ludzkiej skłonności do szukania bezpieczeństwa w tym, co widzialne i namacalne, zamiast ufać niewidzialnej Opatrzności. Nieposłuszeństwo ludu ma swoje źródło w braku wiary, a każdy kolejny grzech zamyka serce na działanie łaski. Kazanie wskazuje na Boga jako jedyne trwałe oparcie i zachęca do spokojnej wytrwałości jako właściwej postawy ducha.

„Nasza siła polega na spokojnym trwaniu”

*„Bądźcie spokojni i wiedzcie, że Ja jestem Bogiem; będę wywyższony wśród pogan, będę wywyższony na ziemi."* — Ps 46,11

Nauka nieustannie stawiana przed Izraelitami głosiła, że nie wolno im działać z własnej inicjatywy, lecz że winni czekać, aż Bóg sam za nich wystąpi — patrzeć z czcią i dopiero wtedy podążać za Jego przewodnictwem. Bóg był ich wszechmądrym Królem; obowiązkiem ich było nie mieć woli własnej, odrębnej od Jego woli, nie układać własnych planów, nie podejmować własnych dzieł. „Bądźcie spokojni i wiedzcie, że Ja jestem Bogiem." Nie ruszajcie się, nie mówcie — spoglądajcie na słup obłoku, obserwujcie, jak się porusza — i wówczas idźcie za nim. Taki był rozkaz.

Na przykład — gdy Egipcjanie ścigali Izraelitów aż do brzegów Morza Czerwonego, Mojżesz rzekł do ludu: „Nie bójcie się, stójcie, a ujrzycie zbawienie Pańskie; Pan będzie walczył za was, a wy milczcie." Gdy przyszli do granic Kanaanu i przestraszyli się potęgi jego mieszkańców, zachęcano ich: „Nie lękajcie się ich ani się nie bójcie. Pan, Bóg wasz, będzie walczył za was." W tym samym duchu brzmiało umierające napomnienie Jozuego: „Bądźcie bardzo mężni, strzegąc i wypełniając wszystko, co jest napisane w księdze Prawa Mojżeszowego, nie zbaczając od niego ni na prawo, ni na lewo." W późniejszych zaś czasach, gdy Moabici i Ammonici ruszyli wojną na Jehoszafata, prorok Jahazjel natchniony był, aby tak zachęcić lud: „Nie bójcie się ani się nie trwóżcie z powodu tego wielkiego mnóstwa; albowiem nie wasza to walka, lecz Boża. … Nie potrzeba wam walczyć w tej bitwie; ustawcie się, stójcie i patrzcie na zbawienie Pańskie z wami, Judo i Jeruzalem." I jeszcze raz — gdy Izrael i Syria uderzyły na Judę, prorok Izajasz skierowany został, by spotkać Achaza i rzec mu: „Strzeż się i bądź spokojny; nie bój się ani niech nie upada serce twoje." Zuchwałość — to jest postanowienie działania z własnej woli, czyli samowola — zaliczana była do grzechów najcięższych. „Człowiek, który by postąpił zuchwale, nie chcąc słuchać kapłana stojącego, aby służył tam przed Panem, Bogiem twoim, ani sędziego — ten człowiek ma umrzeć, i usuniesz zło z Izraela."

Jakkolwiek jednak całkowite oddanie się wszechmocnemu Stwórcy było szczególnym obowiązkiem nałożonym na naród wybrany, to umyślne i zatwardziałe przekraczanie tego obowiązku stanowi jeden ze szczególnych rysów ich dziejów. Zawodziło ich najbardziej właśnie w tym punkcie, w którym posłuszeństwo było im najsurowiej nakazane. Powiedziano im, żeby nigdy nie działali z własnej inicjatywy, a oni — jakby z samej przekory — wiecznie działali z własnej inicjatywy; i jeśli przejrzeć szereg kar na nich zesłanych, znajdziemy, że wymierzane były nie za bierne nieposłuszeństwo ani za uleganie pokusom ze słabości, lecz za rozmyślne, bezczelne zarozumialstwo — za wybieganie naprzód właśnie w tym kierunku, w którym Opatrzność Boża nie prowadziła, a nawet zakazywała.

Najpierw odlali sobie bożka do kultu, i to zaraz po otrzymaniu zakazu sporządzania sobie jakichkolwiek wizerunków Boskiego Majestatu, i gdy Mojżesz przebywał jeszcze na Górze. Potem zapragnęli obrać sobie wodza i zawrócić do Egiptu, zamiast zdążać do Ziemi Obietnicy. Gdy zabroniono im iść naprzód, zaraz usiłowali to uczynić. W końcu, gdy już weszli do tej ziemi, zamiast pójść za Bożym przewodnictwem i wytępić winnych jej mieszkańców, wymyślili własny plan i nałożyli haracz na podbitych wrogów. Kolejno nastąpił ich samowolny zamiar posiadania króla na wzór otaczających ich narodów.

Godne uwagi jest ponadto, że bywali najbardziej przewrotnie nieposłuszni właśnie w tych chwilach, gdy miłosierdzie Boże wsparło ich w sposób niezwykły. Tak się działo na przykład za życia Mojżesza. Podobnie gdy Samuel wzbudzony został, aby przywrócić czasy Mojżesza i dopełnić tego, czego tamten nie dokończył — wówczas najjaskrawiej poszli wbrew zamysłowi Bożemu; właśnie wtedy, powiadam, gdy Bóg nawiedzał ich w ich uniżeniu i odnawiał swoje miłosierdzie, ich pierwszym czynem, gdy zyskali nieco sił i otrząsnęli się z rozpaczy, było odrzucenie rządów Bożych nad sobą i żądanie króla na wzór innych narodów.

To właśnie jest ta część ich dziejów, na którą pragnę teraz zwrócić waszą szczególną uwagę — czasy Samuela. Główne okoliczności, które tu należy rozważyć, są następujące: odnowienie przez Boga miłosierdzia wobec nich po ich odstępstwie; Jego jedyne żądanie w zamian — że winni poddać się Jego przewodnictwu; i wreszcie ich jawna odmowa wypełnienia tego żądania, a raczej ich gwałtowny i rozmyślny ruch w kierunku przeciwnym.

Gdy Mojżesz zbliżał się ku śmierci, przepowiedział, że kiedyś powstanie prorok podobny do niego — obietnica, która w pełni spełniła się w przyjściu Chrystusa, lecz która miała wcześniejsze wypełnienie w szeregu proroków od Samuela aż po niewolę. Wszakże między epoką Mojżesza a tym pierwszym spełnieniem przepowiedni upłynęło czterysta lat. Lud rządzony był z początku przez sędziów. W końcu, pośród niedoli, jaką sprowadziły nań jego grzechy — gdy Filistyni spustoszyli kraj — Bóg nawiedził ich stosownie do obietnicy. Wzbudził Samuela jako swego pierwszego proroka, i to nie jako odosobnionego posłańca swoich zamiarów, lecz jako pierwszego spośród wielu setek, którzy mieli po sobie następować.

Rozważmy teraz okoliczności, w jakich wzbudzony został Samuel, pierwszy z proroków. Przekonamy się, że jego wyniesienie było wyłącznie dziełem woli i mocy Bożej. On, podobnie jak Mojżesz, nie był wojownikiem, a jednak swoimi modlitwami ocalił lud od nieprzyjaciół i ustanowił mu ugruntowany rząd. „Bądźcie spokojni i wiedzcie, że Ja jestem Bogiem." Zasada tego rozkazu zilustrowana została w nadaniu Prawa, a teraz potwierdzona w zaraniu Dyspensacji Prorockiej, jak też w późniejszych wiekach — po niewoli i gdy przyszedł Chrystus — według słów Zachariasza: „Nie przez moc ani przez siłę, lecz przez Ducha mojego, mówi Pan Zastępów."

Zauważcie: Samuel urodził się w odpowiedzi na żarliwą modlitwę matki o syna. Anna „z gorzkością duszy modliła się do Pana i rzewnie płakała, i złożyła ślub" — mianowicie że jeśli Bóg da jej syna, poświęci go Jemu. Warto to odnotować, bo Samuel naznaczony był w ten sposób od chwili urodzenia jako narzędzie całkowicie z Bożego zrządzenia. Podobna Opatrzność dostrzegalna jest w przypadku innych szczególnie umiłowanych przedmiotów i sług Bożego miłosierdzia, aby pokazać, że owo miłosierdzie jest całkowicie z łaski. Izaak był dzieckiem Bożej mocy, podobnie jak Jan Chrzciciel; a i Mojżesz cudownie niemal uratowany został od morderczych Egipcjan we wczesnym dzieciństwie.

Stosownie do ślubu matki Samuel wzięty został na służbę świątynną od najwcześniejszych lat; i już jako dziecko stał się narzędziem Bożego wyroku zagłady na Helego, najwyższego kapłana. Bóg zawołał go w świętej porze, między nocą a porankiem: „Samuelu, Samuelu!" — i wygłosił przez niego sąd przeciw Helemu za jego grzeszne pobłażanie synom. I tu znowu była lekcja dla Izraelitów: jak całkowicie duch proroczy, którym naród miał być odtąd obdarzony, pochodził od Boga. Gdyby Samuel doczekał wieku dojrzałego, zanim został natchniony, nie byłoby jasno widać, jak bezpośrednio dzieło to jest Boże; lecz gdy niepouczone dziecko prorokowało przeciw Helemu, staremu najwyższemu kapłanowi, lud przypomniany został — jak niegdyś w przypadku Mojżesza, który był ciężkiego języka — że to Pan „uczynił usta człowieka, niemego i głuchego, widzącego i ślepego"; i że wiek i młodość są wobec Niego jednakowe, gdy Jego zamiary wymagają narzędzia.

Samuel rósł tak do dojrzałości z zapowiedziami wielkości już od początku na sobie. Jest napisane: „Samuel rósł, a Pan był z nim, i nie dopuścił, aby żadne z jego słów upadło na ziemię. I wiedział cały Izrael, od Dan aż do Beerszewy" (to jest od jednego krańca ziemi do drugiego), „że Samuel jest ustanowiony prorokiem Pańskim. I znów ukazywał się Pan w Szilo; gdyż Pan objawiał się Samuelowi w Szilo przez słowo Pańskie."

Po tym, gdy miał około trzydziestu lat, odbyła się bitwa z Filistynami, w której padło trzydzieści tysięcy Izraelczyków. Arka Boża dostała się w ręce wroga, a Heli, usłyszawszy tę wiadomość, przewrócił się ze swego siedzenia na wznak i zginął. W ten sposób Samuel wyniesiony został do najwyższej władzy w chwili największego ucisku kraju. A jednak nawet w swym wyniesieniu nie mógł sam dokonać żadnego wielkiego czynu. Arka Boża była wzięta, lecz on nie miał jej odbijać. Bóg tak to urządził, aby imię Jego „było wywyższone wśród pogan, i wywyższone na ziemi."

Filistyni zanieśli arkę do Aszdod i ustawili ją w świątyni swego bożka, Dagona. Nazajutrz rano Dagon znaleziony został leżący twarzą ku ziemi przed nią. Postawili go z powrotem, a następnego poranka znaleziono go roztrzaskanego na kawałki; i wkrótce potem mężowie z Aszdod i okolicznych miejscowości dotknięci zostali Bożym sądem. Postanowili tedy pozbyć się tego, co słusznie uważali za jego przyczynę, i przewieźli arkę do Gat. Mężowie z Gat doznali z kolei gniewu Bożego i kolejno odesłali arkę do Ekronu. Ekronczycy w swym strachu ledwo chcieli jej dopuścić. Lecz tajemnicza zaraza nadal jej towarzyszyła; i Ekronczycy, czego słusznie się obawiali, dotknięci zostali „śmiertelną zagładą w całym mieście." Filistyni postanowili tedy odesłać do Izraela to, co pierwotnie uważali za zdobycz; lecz aby jeszcze dokładniej, jak się zdaje, wypróbować moc Boga Izraela, postąpili następująco: wzięli dwie krowy mleczne, które nigdy nie chodziły pod jarzmem, i zamknąwszy ich cielęta w domu, zaprzągli je do wozu, na którym umieścili arkę. Jeśli krowy mimo naturalnego przywiązania do swych młodych pójdą ku granicy izraelskiej, wnioskować będą mogli — tak rozumowali — że to Bóg Izraela ich poraził za zdobycie Jego świętego mieszkania. Jest napisane: „Krowy ruszyły prostą drogą" ku ziemi Izraela, „rycząc po drodze, nie zbaczając ni na prawo, ni na lewo."

To wszystko było lekcją dla Filistynów; lecz Izraelici mieli się nauczyć własnej. Zabrali byli arkę do bitwy nie z czcią, lecz jakby była pewnym amuletem, mającym moc samą w sobie, bez żadnego nakazu Bożego — zuchwale. Karani byli najpierw jej utratą. Gdy ujrzeli, że arka do nich powraca, radowali się; Lewici zdjęli ją i złożyli ofiarę. To było dobre; wkrótce jednak „mężowie z Bet-Szemesz … zajrzeli do niej" — to zaś świadczyło o braku czci wobec świętego przybytku Bożego. I Bóg „poraził z ludu pięćdziesiąt tysięcy siedemdziesiąt mężów; i lud się zasmucił", i mówił: „Któż jest w stanie ostać się przed tym świętym Panem Bogiem?"

Gdy tedy Bóg Wszechmogący, czterysta lat po epoce Mojżesza, znowu nawiedził lud swój, okazał się na różne sposoby jedynym Sprawcą błogosławieństw, jakich im udzielał. Dziecię Samuel, drewniana arka, nierozumne bydlę — oto były narzędzia, przez które objawiał, że jest Bogiem żywym; i gdy w ten sposób obnażył swoje potężne ramię i nakazał wszystkim ludziom „być spokojnymi i wiedzieć, że On jest Bogiem", dopiero wtedy wysłał naprzód swego pierwszego proroka, aby nauczał lud i sprowadzał go z powrotem. „Samuel przemawiał do całego domu Izraela, mówiąc: Jeżeli całym sercem nawracacie się do Pana, usuńcie spośród siebie obce bogi i Asztarty, skierujcie serca ku Panu i służcie tylko Jemu, a wybawi was z rąk Filistynów. Tedy synowie Izraela usunęli Baalów i Asztarty i służyli samemu tylko Panu." Okres, w ciągu którego trwało to nawrócenie, zdaje się obejmować większą część dwudziestu lat, które były mniej więcej czasem niewoli. Ku końcowi tego okresu Samuel zgromadził Izraelitów w Mispe, by odbyli post za przeszłe grzechy swoje; „i sądził synów Izraela w Mispe." Wydaje się to oznaczać jawniejsze przejęcie władzy, niż jakiekolwiek dotąd mu nakazane. Wobec tego Filistyni zaniepokojeni byli, myśląc być może, że podbity lud właśnie ma odzyskać niezależność; i zgromadziwszy swe wojska, wyruszyli przeciw nim. „I rzekli synowie Izraela do Samuela: Nie przestawaj wołać do Pana, Boga naszego, za nami, aby nas wybawił z rąk Filistynów. I wziął Samuel jednego ssącego jagnięcia, i ofiarował je w całości jako ofiarę całopalną dla Pana; i Samuel wołał do Pana za Izraelem, a Pan wysłuchał go." Filistyni zbliżali się do bitwy, gdy ofiarowanie było w toku; „lecz Pan zagrzmiał potężnym gromem dnia tego na Filistynów i zatrwożył ich, i zostali pobici przed Izraelem. … I wziął Samuel jeden kamień, i postawił go między Mispe a Szen, i nadał mu nazwę Eben-Haezer, mówiąc: Dotąd pomagał nam Pan." Całe to wydarzenie jest nową ilustracją słów naszego tekstu. Dodano: „Tak zostali ujarzmieni Filistyni i nie wchodzili już więcej w granice Izraela, a ręka Pańska była przeciwko Filistynom przez wszystkie dni Samuela. I przywrócone zostały miastom Izraela miasta, które Filistyni zabrali." „I Samuel sądził Izraela przez wszystkie dni życia swego", objeżdżając kraj rok rocznie.

I oto doszliśmy teraz do tego miejsca w dziejach, które ponad wszystko inne dowodzi przewrotnej niewdzięczności Izraelitów. Właśnie gdy Bóg wyrwał ich z rąk nieprzyjaciół, dał im pokój i nowym aktem łaskawości ustanowił w kraju proroków jako sługi swojego słowa i woli — gdy niebiański porządek dopiero wchodził w życie — właśnie wtedy wybrali sobie moment, by buntować się i sprzeciwiać Jego zamysłom. Zażądali dla siebie króla na wzór pogańskich narodów. Bezpośrednią okazją tego żądania było naganne postępowanie synów Samuelowych, którzy pomagali mu w podeszłym wieku, „lecz nie chodzili jego drogami, lecz gonili za zyskiem, brali łapówki i wypaczali sąd." To jednak, choć zapewne dolegliwość prawdziwa, nie stanowiło dla nich żadnego usprawiedliwienia. Póki Pan był ich królem, żadna trwała szkoda nie mogła ich dotknąć; a jednak „starsi Izraela przyszli do Samuela i rzekli do niego: Oto tyś się zestarzał, a synowie twoi nie chodzą twoimi drogami; ustanów nam teraz króla, który by nas sądził, jak u wszystkich narodów." Dodali powód, który jeszcze wyraźniej świadczył o ich zatwardziałym niedowiarzaniu: „aby nas sądził, i wychodził przed nami, i prowadził nasze bitwy." Jakimże to dziwnym zaślepieniem powodowani byli, żądając króla, który by „prowadził ich bitwy", gdy przez cały czas rządów Samuelowych tak widoczne było, że sama moc Boża poskromiła ich wrogów? Był jeszcze jeden dodatkowy czynnik obciążający ich grzech: rzeczywiście bowiem obiecany był im król w bliżej nieokreślonej przyszłości, przez samego Mojżesza; i stąd też zapewne uzasadniali swe żądanie. Lecz właśnie ta okoliczność nadawała ich samowoli ów szczególny rys, na który już wskazałem — pragnienie czynienia rzeczy po swojemu zamiast czekania czasu Bożego. Fakt, że Bóg obiecał to, czego się domagali, i jedynie zastrzegał sobie prawo wyboru chwili, powinien był ich bez wątpienia zadowolić. Lecz byli uparci; i On odpowiedział im stosownie do ich samowoli. „Dał im króla w gniewie swoim." Dawid wprawdzie zajaśniał, lecz zepsucie i poniżenie ludu rychło poszły za jego śmiercią. Królestwo rozpadło się na dwie części; wkradło się bałwochwalstwo; i w końcu przyszła na nich niewola, utrata ojczyzny i rozproszenie, a raczej zagłada większości plemion.

Na zakończenie uczynię jedną uwagę tytułem zastosowania ich dziejów do nas dzisiaj. Z pewnością w obecnych czasach nie nauczyliśmy się obowiązku czekania i trwania w spokoju. Wielkie niebezpieczeństwa ogarniają właśnie teraz tę gałąź Kościoła; tu pojawia się przed nami — jako zbiorowiością i jako jednostkami — pytanie, co powinniśmy czynić? Bez wątpienia stawić im czoło z całą mądrością i roztropnością, jaką mamy w mocy, używać wszelkich dozwolonych środków, by je odwrócić; lecz czy w końcu nasz główny obowiązek nie jest następujący: kroczyć cicho i wytrwale dawnymi drogami, jakby nic się nie działo? „Gdy Daniel dowiedział się, że pismo zostało podpisane" — skazujące go na jaskinie lwów — jeśli spełnił po prostu swój oczywisty obowiązek, nie rozglądał się za tym, czy nie mógłby go legalnie zawiesić na pewien czas, ani czy nie ma innych sposobów służenia Bogu, niezakazanych przez władzę świecką, lecz „klęczał na kolanach swoich trzy razy dziennie, i modlił się, i dziękował Bogu swemu, jako czynił od samego początku." Jest to przedmiot bardzo bolesny, lecz nie godzi się zamykać oczu na fakt, że przyjaciele Kościoła skłonni są o wiele bardziej do szukania świeckich i nieuprawnionych sposobów jej obrony niż do spokojnego wykonywania zwykłych obowiązków i zaufania Bogu, że ją ocali. Cóż wskóra ta gorączkowa krzątanina ze wszystkich stron — by łagodzić nieprzyjaciół, pozyskiwać podejrzliwych lub chwiejnych i przyciągać do siebie ludzi znacznych i wpływowych? Niech raczej naszym postanowieniem będzie: jeśli mamy zginąć, zginiemy na posterunku obowiązku. Niech nas znajdą w kręgu naszych świętych służb — w modlitwie i uwielbieniu, w poście i jałmużnie, „w spokoju i ufności." Wszystkie wielkie wybawienia Kościoła zostały tak właśnie wywalczone. Izrael stał spokojnie i patrzył, jak Egipcjanie pochłonięci zostali przez morze. Ezechiasz wstąpił do domu Pańskiego i modlił się do Tego, który mieszkał wśród Cherubinów, a wojsko Sennacheryba zostało zniszczone. „Kościół zanosił nieustannie modlitwy do Boga" za świętym Piotrem, i Apostoł wybawiony został z więzienia przez Anioła. Kolej Opatrzności nie jest teraz w istocie inna. Ramię Boże nie jest skrócone, a nawet nie jest tak skrępowane, by nie mogło zbawiać bez cudów, jak i z nimi. Może zbawiać cicho i nagle, gdy rzeczy zdają się toczyć swym zwykłym biegiem. Serca wszystkich są w Jego ręku — oraz koleje życia i śmierci, wzrastanie i upadanie możnych, i rozdawanie darów. Dlaczegóż tedy mielibyśmy się lękać lub szukać środków obrony ci, którzy mają Pana za swego Boga? Może On, jeśli tak się stanie, uczynić nas swymi narzędziami. Może włożyć broń w nasze ręce; lecz choćby nie dał nam żadnych znaków, co zamierza — cóż z tego? W końcu przyjdzie nasze wybawienie, gdy się tego nie spodziewamy; natomiast stracimy własną nadzieję i wielce rozstroiemy Kościół, jeśli zuchwale weźmiemy się do układania własnych planów w celu jego obrony. Jeroboam myślał, że postępuje „mądrze", gdy ustawił złote cielce w Dan i Betel. Nasza mądrość jest podobna do jego, jeśli ważymy się choć na jotę czy kreskę złagodzić doskonałe prawo Chrystusa, jeden artykuł Credo, jedno święte ustanowienie, jeden starożytny zwyczaj — w nadziei, że postawimy się w położeniu korzystniejszym lub mniej uciążliwym. „Nasza siła polega na spokojnym trwaniu"; i dopóki nie nauczymy się tego daleko gruntowniej, niż się zdaje, że rozumiemy to w tej chwili, nadzieje prawdziwego Izraela pośród nas muszą być nikłe — i do modlitw o bezpieczeństwo Kościoła trzeba będzie dołączać wyznania i wstawiennictwo za tymi, którzy uważają się za jego roztropnych przyjaciół i skutecznych obrońców, a nimi nie są.

---

← wróć do odkrywania