*„Oto widziałem syna Jessego Betlejemity, biegłego w graniu, dzielnego w boju i walecznego, roztropnego w mowie, pięknego z twarzy, a Pan jest z nim."* — 1 Sm 16,18
Taki oto opis Dawida, pod wieloma względami najbardziej umiłowanego spośród dawnych Świętych, przedstawiono Saulowi. Dawida uznać należy za najbardziej umiłowanego: po pierwsze dlatego, że jest głównym typem Chrystusa; po drugie dlatego, że jest autorem znacznej części Księgi Psalmów, która od jego czasów służy Kościołowi jako forma modlitwy. Był on ponadto głównym narzędziem Bożej opatrzności — zarówno w powstrzymywaniu bałwochwalstwa, jak i w przygotowaniu drogi dla Ewangelii; prorokował też w szczególny sposób o owym Zbawicielu, którego zapowiadał i poprzedzał. Co więcej, był wybranym królem Izraela, mężem według serca Bożego, błogosławionym nie tylko w sobie samym, lecz i w swoim potomstwie. A wreszcie — jego życiu poświęcono w natchnionych Pismach więcej miejsca niż żadnemu innemu z umiłowanych sług Bożych. Ukazuje on też w swoim osobistym charakterze tę właśnie cechę ducha, której jego narodowi, a raczej samej naturze ludzkiej, szczególnie brakuje. Pycha i niewiara hańbią dzieje ludu wybranego; umyślna miłość tego świata — grzech Balaama — oraz zuchwalstwo i upór widoczne w Saulu. Dawid natomiast wyróżnia się serdecznością, wdzięcznością i wiernością wobec swojego Boga i obrońcy: gorliwością równie żarliwą i uległą, co gorliwość Saula była ponura, i równie przenikliwą i czystą, co gorliwość Balaama była samolubna i dwulicowa. Taki właśnie był syn Jessego Betlejemity: stoi on pośrodku między Abrahamem a jego zapowiedzianym potomkiem, między Judą a Szilo, przyjmując i przekazując obietnice; jest figurą Chrystusa i natchnionym prorokiem, żyjącym w Kościele aż do końca czasów — w swoim urzędzie, swojej historii i swoich świętych pismach.
Kilka uwag na temat jego wczesnego życia i charakteru, jaki się w nim przejawia, może w chwili obecnej pożytecznie zająć naszą uwagę.
Gdy Saul został ostatecznie odrzucony za to, że nie wytępił Amalekitów, Samuel otrzymał nakaz udania się do Betlejem i namaszczenia przyszłego króla Izraela spośród synów Jessego — tego mianowicie, który mu tam zostanie wskazany. Samuel udał się tedy do Betlejem i odprawił ofiarę; na jego rozkaz Jesse przywiódł przed oblicze proroka, jednego po drugim, siedmiu swoich synów, lecz żaden z nich nie okazał się wybrańcem Boga Wszechmogącego. Dawid był najmłodszy i znajdował się z dala od domu; Jesse równie mało spodziewał się, że na niego padnie wybór Boży, jak bracia Józefa i jego ojciec nie spodziewali się, że on i jego matka, i bracia — jak zapowiadały jego sny — pokłonią się przed nim. Na pytanie Samuela Jesse odrzekł: „Pozostał jeszcze najmłodszy, który właśnie pasie owce." Na wezwanie Samuela posłano po niego. „A był on rumiany" — pisze święty historyk — „i miał piękne oczy, i był dobrej postawy. I rzekł Pan: Wstań, namaść go, albowiem to jest on." Gdy Samuel go namaścił, „Duch Pański spoczął na Dawidzie od tego dnia i odtąd." Dodano: „A od Saula odszedł Duch Pański."
Namaszczenie Dawida nie pociągnęło za sobą żadnego innego bezpośredniego znaku Bożej łaski. Próba polegała na tym, że — mimo obietnicy — odesłano go z powrotem do pilnowania owiec, aż nieprzewidziana okazja sprowadziła go na dwór Saula. Odejście Ducha Pańskiego od Saula pociągnęło za sobą — jako karę — częste napady złego ducha. Duch jego był przygnębiony, a nękało go coś, co nazywa się „udręką", o objawach bardzo podobnych do tego, co dziś określamy mianem obłąkania. Słudzy Saula wpadli na myśl, że muzyka — taka być może, jaką uprawiano w szkołach proroków — mogłaby go ukoić i uleczyć; i jeden z nich zalecił do tego celu Dawida słowami z tekstu: „Oto widziałem syna Jessego Betlejemity, biegłego w graniu, dzielnego w boju i walecznego, roztropnego w mowie, pięknego z twarzy, a Pan jest z nim."
Dawid przyszedł w mocy owego świętego Ducha, którego Saul zasmucił i odrzucił. Ten Duch, który natchnął jego język, kierował również jego ręką, a święte jego pieśni stały się lekarstwem dla chorego ducha Saula. „Gdy duch zły od Boga napadał na Saula, ... Dawid brał harfę i grał ręką swoją; a Saul doznawał ulgi i czuł się lepiej, i zły duch odstępował od niego." Tak oto objawia nam się on po raz pierwszy w tej roli, w jakiej dotąd odbiera chwałę w Kościele — jako „pomazaniec Boga Jakubowego i śpiewak słodki Izraela".
Saul „bardzo ukochał Dawida i uczynił go swoim giermkiem"; lecz pierwsza próba jego pokory i cierpliwości jeszcze się nie skończyła, a wiele innych prób czekało go w przyszłości. Po pewnym czasie odesłano go ponownie do owiec; i choć trwała wojna z Filistynami, a trzej jego starsi bracia służyli w wojsku Saula, i choć już nieraz sprawdzał swą siłę, broniąc ojcowskiej trzody przed dzikimi zwierzętami, i choć był „dzielnym w boju" — on zadowolony pozostawał w domu jako człowiek prywatny, zachowując dla siebie obietnicę wielkości, dopóki ojciec nie posłał go do braci, by zanieść im podarunek i zasięgnąć wieści o ich losie. Przypadek — jak się to światu wydało — wywiódł go na jaw. Przybywszy do obozu, usłyszał wyzwanie filistyńskiego wojownika, Goliata z Gat. Nie muszę opowiadać, jak Bóg pobożnie skłonił go do walki z olbrzymem, jak go zabił i jak w następstwie tego ponownie dostąpił łaski Saula, który — w słabości nieobcej zaburzeniu jego umysłu — zdawał się go był zupełnie zapomnieć.
Od tej chwili rozpoczęło się publiczne życie Dawida; lecz nie wypełnienie się obietnicy danej mu przez Samuela. Czekała go druga i cięższa próba cierpliwości, która trwała przez wiele lat — próba „trwania w bezruchu" i nieczynienia niczego przed nadejściem czasu Bożego, choć miał (pozornie) w rękach środki, by samemu spełnić obietnicę. Wobec tej właśnie próby okazał się później niewystarczający Jeroboam. Jemu również obiecano królestwo, lecz uległ pokusie zagarnięcia go na własną rękę — i tym samym utracił Bożą opiekę.
Zwycięstwo Dawida nad Goliatem tak umiłowało mu Saula, że nie chciał go wypuścić z powrotem do domu ojcowskiego. Jonatan, syn Saula, od razu zapałał do niego gorącą miłością, która z czasem przerodziła się w trwałą przyjaźń. „Saul postawił go nad ludźmi wojennymi i podobał się wszystkiemu ludowi i sługom Saula." Ta jednak pomyślna dola nie trwała długo. Gdy Saul wracał przez miasta po zwycięstwie nad nieprzyjaciółmi, wyszły mu naprzeciw kobiety Izraela ze śpiewem i tańcem, mówiąc: „Saul zabił tysiące, a Dawid dziesięć tysięcy." Natychmiast zazdrośny król „zapłonął gniewem, i słowo to nie podobało się jemu"; posępność powróciła; lękał się Dawida jako rywala i „od owego dnia patrzył na niego krzywym okiem." Nazajutrz, gdy Dawid grał przed nim jak zazwyczaj, Saul rzucił w niego oszczepem. Potem odsunął go od stanowiska na swoim dworze i posłał na wojnę, spodziewając się w ten sposób pozbyć się go, gdy polegnie w boju; lecz z błogosławieństwem Bożym Dawid powrócił z triumfem.
W drugiej wojnie z Filistynami Dawid odniósł sukces jak poprzednio; a Saul, opanowany przez posępne i złośliwe namiętności, znów rzucił w niego oszczepem, gdy ten grał przed nim, z zamiarem zabicia go.
Ten ponowiony zamach na jego życie wypędził Dawida z dworu Saula; przez kilka następnych lat, aż do śmierci Saula, był tułaczem na ziemi, prześladowanym w tym kraju, który miał się stać później jego własnym królestwem. Tutaj, podobnie jak w zwycięstwie nad Goliatem, Bóg Wszechmogący zechciał nam pokazać, że to Jego ręka wyniósł Dawida na tron Izraela. Dawid pokonał wroga procą i kamieniem po to — jak sam wtedy powiedział — aby wszyscy wiedzieli, „że Pan nie zbawia mieczem i włócznią; bo do Pana należy walka." I teraz znowu, lecz w odmienny sposób, objawiła się Jego kierownicza opatrzność. Jak Dawid zabił Goliata bez broni, tak teraz — mimo iż ją posiadał — powstrzymał się od jej użycia. Jak Abraham, przemierzał ziemię obiecaną „jako ziemię obcą", czekając na dobry czas Boży. Owszem, o wiele dokładniej niż Abrahamowi dane było Dawidowi przeżywać i ponosić to życie wiary, które Apostoł opisuje, i przez które „starcy zyskali sobie świadectwo." Przez wiarę tułał się, „cierpiąc niedostatek, utrapienie i złe traktowanie, po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi." Z drugiej jednak strony, przez tę samą wiarę „zwyciężał królestwa, czynił sprawiedliwość, dostępował obietnic, stawał się mężnym w boju, gnał w rozsypkę wojska nieprzyjaciół."
Uciekając od Saula, udał się najpierw do Samuela, by zasięgnąć jego rady. Jakiś czas u niego przebywał. Wyparty stamtąd przez Saula, poszedł do Betlejem, miasta swego ojca, potem do Achimeleka, arcykapłana w Nob. Stamtąd uciekł — nadal z obawy przed Saulem — do Akisza, króla filistyńskiego w Gat; a gdy i tam poczuł, że życie jego jest zagrożone, schronił się do Adullam, gdzie przyłączyli się do niego jego krewni i on stanął na czele nieregularnego oddziału — takich ludzi, jakich w niespokojnym stanie kraju można było pożytecznie i zgodnie z prawem użyć przeciwko resztkom pogan. Potem pędzono go do Haretu, do Keili, którą ocalił od Filistynów, na pustynię Zif pośród gór, na pustynię Maon, do warowni Engedi, na pustynię Paran. Po pewnym czasie znowu powrócił do Akisza, króla Gat, który dał mu miasto; i tam właśnie dotarła do niego wieść o śmierci Saula w boju, która stała się okazją do jego wyniesienia — najpierw na tron Judy, a potem całego Izraela — zgodnie z obietnicą Bożą daną mu przez Samuela.
Nie należy zaprzeczać, że w ciągu tych lat tułaczki dostrzegamy w postępowaniu Dawida przejawy słabości i niekonsekwencji, a także niektóre rzeczy, które — choć wyraźnie złe nie są — są jednak dziwne i zdumiewające u tak umiłowanego sługi Bożego. Nie będziemy się nimi zajmować, chyba o tyle, o ile można z nich wyciągnąć naukę dla siebie. Nie interesują nas one wcale w odniesieniu do naszej oceny charakteru Dawida. Ów charakter jest stwierdzony i zapieczętowany wyraźnym słowem Pisma Świętego, chwałą Boga Wszechmogącego, i nie jest przedmiotem naszej krytyki; a jeśli odnajdujemy w nim rysy, których nie możemy w pełni pogodzić z Bożą dlań aprobatą, musimy przyjąć w wierze, że jest on tym, czym go mianują, i czekać na przyszłe objawienia Tego, który „zwycięża, gdy jest sądzony." Dlatego pomijam teraz te kwestie, gdy zajmuję się ukazywaniem wybitnego posłuszeństwa i licznych cnót Dawida. Ogólnie rzecz biorąc, jego sytuacja w owych latach próby była bez wątpienia sytuacją świadka Boga Wszechmogącego — kogoś, kto czyni dobro i cierpi za nie; owszem, znosi cierpienie, byle tylko nie uwolnić się od niego przez żaden czyn bezprawny.
Rozważmy teraz, jaka była — o ile możemy to zrozumieć — jego szczególna łaska, jego dar; tak jak wiara była wyróżniającą się cnotą Abrahama, łagodność — doskonałością Mojżesza, a panowanie nad sobą — darem szczególnie widocznym w Józefie.
Na to pytanie najlepiej odpowiemy, rozważając cel, dla którego został wybrany. Gdy Saul okazał nieposłuszeństwo, Samuel rzekł do niego: „Królestwo twoje nie ostoi się; szukał sobie Pan męża według serca swego i nakazał mu Pan, aby był wodzem nad ludem Jego, ponieważ nie przestrzegałeś tego, co Pan ci nakazał." Urząd, do którego wezwany był najpierw Saul, a potem Dawid, różnił się od tego, z którym powierzono wcześniej umiłowanych mężów Bożych. Od czasów Mojżesza, gdy Izrael stał się narodem, Bóg był królem Izraela, a Jego wybrani słudzy nie byli Jego zastępcami, lecz jedynie narzędziami Jego woli. Mojżesz nie kierował Izraelitami mocą własnej mądrości, lecz przemawiał do nich tak, jak Bóg przemawiał ze słupa obłoku. Jozue był zaledwie mieczem w ręce Bożej. Samuel był jedynie Jego sługą i tłumaczem. Bóg działał, Izraelici „stali i patrzyli" na Jego cuda, a potem szli za Nim. Gdy jednak odrzucili Go od panowania nad sobą, ich najwyższy władca nie był już jedynie narzędziem Jego mocy i woli, lecz powierzono mu pewną władzę, mniej lub bardziej niezależną od nadprzyrodzonego kierownictwa; i działał nie tyle przez Boga, ile dla Boga i zamiast Boga. Dawid, zabrany z owczarni „aby pasł Jakuba, lud Jego, i Izraela, dziedzictwo Jego", „pasł ich" — wedle słów Psalmu — „z wiernym i prawym sercem, i rządził nimi roztropnie z całą swą mocą." Z tego opisu jego urzędu jasno wynika, że pierwszym jego obowiązkiem była wierność Bogu Wszechmogącemu wobec powierzonej mu misji. Oddano mu władzę w takim sensie, w jakim nie miał jej ani Mojżesz, ani Samuel. Powierzono mu pewien urząd, który winien był sprawować wedle swej zdolności tak, aby jak najlepiej służyć interesom Tego, który go mianował. Saul zaniedbał czci swego Pana; lecz Dawid — będąc w tym wybitnym typem Chrystusa — „przyszedł spełniać wolę Bożą" jako namiestnik w Izraelu, i jako ktoś, kto wytrwał i okazał się wierny, nosi w szczególności miano „męża według serca Bożego."
Szczególna doskonałość Dawida jest zatem doskonałością wierności wobec powierzonej mu misji: mocnym, bezkompromisowym, całkowicie oddanym poświęceniem się sprawie swojego Boga i płonącą gorliwością o Jego chwałę.
Ta charakterystyczna cnota ujawnia się w szczególny sposób we wczesnych latach jego życia, które zajmowały naszą uwagę. Był w niej próbowany i okazał się wierny; zanim obdarzono go władzą, zbadano, czy potrafi być posłuszny. Zanim wstąpił na tron, był jak Mojżesz czy Samuel — narzędziem w rękach Bożych, któremu nakazywano czynić, co mu powiedziano, i nic więcej; poniósłszy tę próbę posłuszeństwa dobrze — w czym Saul zawiódł — otrzymał wreszcie pewien rodzaj samodzielnej władzy do użycia w służbie swego Pana.
Zwróćmy uwagę, jak Dawid był próbowany i jak różnorodne wysokie przymioty ducha ujawnił w czasie tej próby. Najpierw dana mu była obietnica wielkości i Samuel go namaścił. A jednak pozostał przy owczarni; i choć Saul na pewien czas go od niej oderwał, po powrocie zadowolony wrócił, gdy Saul zwolnił go ze służby. Jakże trudno tym, którzy wiedzą, że mają dary potrzebne Kościołowi, powstrzymywać się, aż Bóg otworzy drogę ich zastosowaniu! A próba byłaby tym cięższa w przypadku Dawida, im większe było żarliwość i energia jego umysłu; a jednak nie upadł pod jej brzemieniem. Potem przez lat siedem — tyle zdaje się wynosić ten czas — stawiał opór silnej pokusie, nieustannie mu się narzucającej, działania bez Bożego kierownictwa, gdy miał ku temu środki. Choć biegły w sztuce wojennej, cieszący się miłością rodaków, zwycięski nad wrogiem, zięć królewski, a z drugiej strony dotkliwie skrzywdzony przez Saula — który nie tylko wciąż zasadzał się na jego życie, lecz nawet sugerował mu zdradę, oskarżając go o zdradę stanu, i którego życie kilkakroć było w jego rękach — zachował swój honor czysty i nienaganny. Bał się Boga i szanował króla; i to w tym szczególnie narażonym na pokusy ambicji okresie życia.
Dostrzegamy pewne podobieństwo między dziejami wczesnymi Dawida a dziejami Józefa. Obaj wyróżniali się pobożnością w młodości; obaj najmłodsi i wzgardzeni pośród swoich braci; po długiej próbie wywyższeni obaj na wysokie stanowisko jako narzędzia Bożej opatrzności. Józef był kuszony do haniebnego cudzołóstwa; Dawid — przez ambicję. Obaj byli kuszeni do zdrady wobec swoich panów i dobroczyńców. Próba Józefa była krótka; lecz jego postępowanie podczas niej świadczyło o utrwalonych nawykach cnoty, które mógł przywołać na pomoc w każdej chwili. Nastąpiło po niej długie więzienie — będące następstwem jego posłuszeństwa — znoszone z łagodnością i cierpliwością; nie było ono jednak częścią jego pokusy, gdyż gdy raz ją poniesiono, uwolnienie się było poza jego mocą. Próba Dawida natomiast trwała przez lata i stawała się coraz cięższa w miarę upływu czasu. Jego pan, zamiast „oddać mu w ręce wszystko, co miał", zasadzał się na jego życie. Nieustanna sposobność zemsty pobudzała jego namiętności; samoobrona i Boska obietnica były pozornymi argumentami, zdolnymi zwieść jego rozum. A jednak opanował swoje serce — trwał w bezruchu — zachował ręce czyste, a usta bez podstępu — pozostał wierny do końca — i w stosownym czasie odziedziczył obietnicę.
Przypomnijmy sobie niektóre z okoliczności jego wytrwałości zapisane w historii.
Miał około dwudziestu trzech lat, gdy zabił Filistyna; a jednak gdy go postawiono nad ludźmi wojennymi Saula — w pierwszym uniesieniu po jego zwycięstwie — powiadają nam, że „postępował roztropnie." Gdy fortuna się odmieniła i Saul stał się mu zazdrosny, „Dawid postępował roztropnie we wszystkich swoich sprawach, i Pan był z nim." Jakże podobne to do Józefa w innych okolicznościach! „Przeto gdy Saul widział, że on postępuje bardzo roztropnie, bał się go; cały Izrael zaś i Juda miłował Dawida." I znowu: „Dawid postępował roztropniej niż wszyscy słudzy Saula, i imię jego było wielce poważane." W tych zmieniających się kolejach losu widać dowód tej spokojnej, skupionej w sobie postawy ducha, którą w młodości opisuje sam Dawid w Psalmie sto trzydziestym pierwszym: „Nie jest wyniosłe serce moje ani oczy moje nie są dumne... Uspokajałem i uciszałem swoją duszę jak niemowlę u matki swojej."
Tę samą skromną postawę widać w jego późniejszym postępowaniu. Konsekwentnie szuka rady u Boga. Gdy uciekał od Saula, poszedł do Samuela; potem widzimy go podążającego za wskazaniami proroka Gada, a następnie arcykapłana Abiatara. Pod tym względem jego charakter jest zupełnym przeciwieństwem charakteru Saula.
Rozważmy ponadto jego zachowanie wobec Saula, gdy ten znalazł się w jego mocy; ujawnia ono zdumiewające i godne podziwu połączenie prostej wiary z nieskalaną lojalnością.
Saul, ścigając go, wszedł do pewnej pieczary w Engedi. Dawid zaskoczył go tam, a jego towarzysze doradzali, by go schwycić, jeśli już nie pozbawić życia. Powiedzieli: „Oto dzień, o którym mówił Pan do ciebie." Dawid, chcąc pokazać Saulowi, jak całkowicie jego życie było w jego mocy, wstał i ukradkiem uciął skraj jego płaszcza. Gdy to uczynił, „serce go uderzyło" nawet za tę nieznaczną swobodę, jakby była wyrazem braku szacunku wobec jego króla i ojca. „Rzekł do swych ludzi: Niech mi Bóg broni, abym to uczynił memu panu, pomazańcowi Pańskiemu, i wyciągnął rękę przeciwko niemu, bo jest pomazańcem Pańskim." Gdy Saul wyszedł z pieczary, Dawid wyszedł za nim i zawołał: „Panie mój, królu!" A gdy Saul obejrzał się za siebie, Dawid padł twarzą ku ziemi i oddał mu pokłon. Miał nadzieję, że zdoła teraz przekonać Saula o swej prawości. „Czemu słuchasz słów ludzkich" — zapytał — „mówiących: Oto Dawid szuka twojej zguby? Oto dnia tego widziały oczy twoje, że Pan oddał cię dziś w moje ręce w pieczarze, i mówiono, bym cię zabił... Patrz, ojcze mój, patrz na skraj płaszcza twego w mej ręce: bo to, że uciąłem skraj płaszcza twego, a nie zabiłem cię, wiedz i poznaj, że nie ma w mej ręce złości ani grzechu i nie zgrzeszyłem przeciw tobie; a ty czyhasz na moje życie, aby je odebrać. Pan niech rozsądzi między mną a tobą, i Pan niech mnie pomści na tobie; ale ręka moja nie będzie na tobie... Za kim to wyruszył król izraelski? za kim gonisz? za zdechłym psem, za jedną pchłą. Pan więc niech będzie sędzią... i wejrzy, i rozsądzi sprawę moją, i wybawi mnie z ręki twojej." Saul był na chwilę pokonany; rzekł: „Czy to twój głos, synu mój, Dawidzie?" I Saul podniósł głos swój i płakał. I rzekł: „Sprawiedliwszy jesteś niż ja; bo mnie złem odpłaciłeś, a ty mi złem odpłaciłeś dobrem." Dodał: „I teraz oto wiem, że zaiste będziesz królem." W innym czasie Dawid zaskoczył Saula pośród jego obozu, a jego towarzysz chciał go zabić; lecz on rzekł: „Nie zabijaj go, bo któż wyciągnie rękę na pomazańca Pańskiego i będzie niewinny?" Potem, stojąc nad nim, smutnie rozmyślał o przyszłych losach swego pana, sam powstrzymując się od ingerowania w zamysły Boże. „Zaiste Pan go ugodzi; albo przyjdzie jego dzień, że umrze; albo zstąpi na wojnę i zginie." Dawid oddalił się z obozu nieprzyjaciela; a gdy znalazł się w bezpiecznej odległości, obudził straże Saula i zgromił je za niedbałą wartę, która pozwoliła obcemu zbliżyć się do osoby ich króla. Saul wzruszył się po raz drugi; nieszczęsny człowiek, jakby budzący się ze snu, który go nachodził, rzekł: „Zgrzeszyłem; wróć, synu mój, Dawidzie... bo wiem, że postąpiłem jak głupiec i zbłądziłem wielce." Dodał — prawda zwyciężyła go — „Błogosławiony jesteś, synu mój, Dawidzie; zaiste dokonasz wielkich rzeczy i zaiste zwyciężysz."
Jakże piękne są te fragmenty z historii wybranego króla Izraela! Jak ciągną one nasze serca ku niemu, jako ku temu, kogo w jego życiu prywatnym musiało być niezmiernym przywilejem i wielką radością znać osobiście! Zaprawdę, błogosławieństwa patriarchów spłynęły połączonym potokiem na „lwa z pokolenia Judy", typ prawdziwego Odkupiciela, który miał przyjść. Dziedziczy on szybką wiarę i wspaniałomyślność Abrahama; jest prosty jak Izaak; jest pokorny jak Jakub; posiada młodzieńczą mądrość i opanowanie, czułość, serdeczność i stanowczość Józefa. A jako swój własny dar szczególny posiada rozlewną wdzięczność, nieustające nabożeństwo, gorliwą wierność swojemu Bogu, niezachwianą lojalność wobec swego króla, heroiczną postawę we wszelkich okolicznościach — taką, jaką ogół ludzi dostrzega jako wielką, lecz pojąć jej nie może. Niech nam będzie dane — chyba że życzenie to jest zuchwałe — tak sprawować się w czasach burzliwych: pogodni wśród trosk, skupieni w niebezpieczeństwie, hojni wobec nieprzyjaciół, cierpliwi w bólu i smutku, opanowani w pomyślności! Jakże różnorodne są drogi Ducha, jak wieloraka łaska, którą udziela; jaka głębia i rozległość kryje się w tej moralnej prawdzie i cnocie, dla której zostaliśmy stworzeni! Zestawcie jednych Świętych biblijnych z drugimi — jakże różni, a jakże podobni do siebie! jak stosowni do swoich poszczególnych okoliczności, a jakże nieziemskie jest ich zakorzenienie, skupienie i ugoda w wierze i bojaźni Bożej! Jak w modlitwach, tak i we wzorcach Kościoła, Bóg wyszedł naprzeciw wszystkim naszym potrzebom, wszystkim stanom naszego ducha. „Jeśli ktoś cierpi, niechaj się modli; jeśli ktoś jest dobrej myśli, niechaj śpiewa Psalmy." Czy ktoś jest w radości, czy w smutku — Święci są blisko, by go zachęcić i prowadzić. Oto Abraham dla szlachetnie urodzonych, Hiob dla ludzi zamożnych i kupców, Mojżesz dla patriotów, Samuel dla przywódców, Eliasz dla reformatorów, Józef dla tych, którzy wspinają się ku sławie; Daniel dla opuszczonych, Jeremiasz dla prześladowanych, Anna dla zgnębionych, Rut dla pozbawionych przyjaciół, Szunamitka dla matek, Kaleb dla żołnierzy, Booz dla rolników, Mefiboszet dla poddanych; lecz nikt nie jest nam dany w bardziej różnorodnym świetle i z bardziej obfitymi i bardziej wzruszającymi pouczeniami — zarówno w swojej historii, jak i w swoich pismach — niż ten, którego chwałę zawierają słowa tekstu jako biegłego w graniu, walecznego wojownika, roztropnego w mowie, pięknego obliczem i obdarzonego łaską Boga Wszechmogącego. Niechaj nam dane będzie — jak jemu — używać darów, w jakiejkolwiek mierze nam udzielonych, ku czci i chwale Bożej oraz ku rozszerzaniu tej jedynej i prawdziwej wiary, która jest zbawieniem duszy.