HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom III

Kazanie V. Jeroboam

Gdy świat mnie wciąga Natura i jedność KościołaNatura grzechu
„I zawołał przeciwko ołtarzowi w słowie Pańskim i rzekł: Ołtarzu, ołtarzu, tak mówi Pan: Oto narodzi się syn domowi Dawidowemu imieniem Jozjasz; i ofiaruje na tobie kapłanów wyżyn, którzy palą na tobie kadzidło, i kości ludzkie będą na tobie spalone."
W skrócie. Kazanie analizuje grzech Jeroboama jako archetyp grzechu politycznego kalkulowania z religią: ustanowił on kult zastępczy ze złotymi cielcami nie z przekonania, lecz z obawy, że lud powróci do Jeruzalem. Newman pokazuje, że instrumentalne traktowanie religii, podporządkowanie jej celom doczesnym, jest formą bałwochwalstwa szczególnie niszczącą dla wspólnoty. Grzech Jeroboama staje się wzorcem dla każdego, kto sprawuje władzę i zepchnął Boga na margines.

„Jeroboam, syn Nebata, który przywiódł Izraela do grzechu.”

*„I zawołał przeciwko ołtarzowi w słowie Pańskim i rzekł: Ołtarzu, ołtarzu, tak mówi Pan: Oto narodzi się syn domowi Dawidowemu imieniem Jozjasz; i ofiaruje na tobie kapłanów wyżyn, którzy palą na tobie kadzidło, i kości ludzkie będą na tobie spalone."* — 1 Krl 13,2

Słowa te są częścią opowiadania, które słyszymy czytane raz w roku podczas nabożeństwa niedzielnego, a które trudno zrozumieć bez uprzedniego zapoznania się z historią, jaka mu poprzedza. Jest to proroctwo skierowane przeciwko formie kultu zaprowadzonej w królestwie Izraela; rozważmy, czym było owo królestwo i ów kult, i jak ta klątwa wyszła z ust proroka Bożego.

Gdy Salomon popadł w bałwochwalstwo, złamał to, co by można nazwać jego przysięgą koronacyjną, i od razu utracił łaskę Bożą. Istotnym obowiązkiem króla ludu wybranego było działanie jako przedstawiciel Boży, rządzenie w Jego imieniu. Dawid był nazwany mężem według serca Bożego, ponieważ był w tym wierny — wypełnił swoje powołanie. Salomon zawiódł; zawiódł właśnie w tym jednym obowiązku, do którego spełnienia był zobowiązany jako król Izraela.

W następstwie tego przyszło posłanie od Boga Wszechmogącego, objawiające, jaka będzie kara za jego grzech. Można by powiedzieć, że utracił królestwo dla siebie i swojego potomstwa. Jednakże ze względu na Dawida ten ostateczny wyrok nie został nad nim wykonany. Najpierw, ponieważ Dawidowi obiecano, że jego syn będzie po nim królował, ów syn — właśnie ów przestępca — został oszczędzony grożącego zła ze względu na obietnicę. Dla uczczenia pamięci Dawida panowanie Salomona dobiegło końca bez żadnej jawnej kary Bożej; jedynie z jej zapowiedzią: „Ponieważ tak się stało z twojej strony, z pewnością oderwę od ciebie królestwo i dam je twojemu słudze. Jednak nie uczynię tego za twoich dni, ze względu na Dawida, ojca twego; ale oderwę je z ręki syna twego." Jeszcze dalsze złagodzenie kary zostało udzielone, znowu ze względu na Dawida. Dawidowi bowiem obiecano: „Wzbudzę po tobie potomka twego i utwierdzę tron królestwa jego na wieki... Jeśli się dopuści nieprawości, ukarzę go rózgą ludzką; ale miłosierdzie moje nie odstąpi od niego, jak je odjąłem Saulowi, którego usunąłem przed tobą." Gdy tedy Salomon zgrzeszył i królestwo zostało od niego oderwane, święte potomstwo Dawida nie zostało jednak doszczętnie wygubione przez nowego króla, jak ród Saula padł przed Dawidem; część królestwa pozostała nadal dla potomków wiernego króla. „Wszakże nie oderwę całego królestwa; ale dam jedno pokolenie synowi twemu" — synowi Salomona — „dla sługi mego Dawida." Owym jednym pokoleniem było pokolenie Judy, własne pokolenie Dawida, do którego dołączono część Beniamina, jako że leżał w pobliżu. I to królestwo, nad którym linia Dawidowa panowała przez czterysta lat po nim, zwane jest królestwem Judy. — Lecz z tym królestwem Judy nie zajmujemy się teraz; lecz z ową większą częścią pokoleń, która została oderwana od domu Dawida i tworzy to, co zwane jest królestwem Izraela.

Takie były okoliczności, w jakich dokonał się podział królestwa. Salomon zdaje się był dopuszczał wobec swych poddanych tyrańskiego postępowania, nie tylko bałwochwalstwa. Po jego śmierci lud przyszedł do jego syna Roboama w Sychem i rzekł: „Ojciec twój uczynił jarzmo nasze ciężkim; ty tedy teraz ulżyj twardej służby ojca twego i ciężkiego jarzma jego, które na nas włożył, a będziemy ci służyć." Roboam był na tyle nieroztropny, że po trzech dniach narady odpowiedział: „Ojciec mój ciężkie wam jarzmo nałożył, a ja jeszcze dołożę do jarzma waszego; ojciec mój chłostał was biczami, ja zaś będę was chłostał skorpionami." Każdy widzi, że Roboam postąpił tu bardzo niegodziwie, a i Salomon, jak powiedziałem, był przed nim ciężko zgrzeszył. Jego ucisk ludu był grzechem; jednak, jak sami zauważycie, lud nie miał prawa narzekać. To zło sami na siebie ściągnęli; uparcie go pożądali i zabiegali o nie. Chcieli mieć „króla jak narody" — króla despotycznego; a gdy go mieli, byli niezadowoleni. Samuel nie tylko gorliwie i uroczyście protestował przeciwko temu zamysłowi jako obrazie ich Wszechmogącego Pana, ale rzeczywiście uprzedził ich z góry o złach, jakie despotyczna władza wprowadzi wśród nich: „Synów waszych weźmie i wyznaczy ich dla siebie do rydwanów i do konnicy; ustawi ich, żeby orali jego pola i żęli jego żniwo, i żeby wyrabiali jego broń wojenną. Córki wasze weźmie na kuchmistrzynie i kucharki, i piekarki. A weźmie pola wasze i winnice wasze, i oliwniki wasze, i da je sługom swoim." Napomnienie kończy się tak: *„I będziecie wołać dnia owego z powodu króla waszego, któregoście sobie obrali, a Pan nie wysłucha was dnia onego."* Takie były słowa Samuela wypowiedziane z góry. A teraz wszystko to ich spotkało: jak posiali, tak i zebrali. A w zaistniałej sytuacji najlepszym ich wyjściem byłoby pogodzenie się, poddanie; ich obowiązkiem było znosić karę za narodowy samowolę. Lecz jeden grzech im nie wystarczył. Postąpili, jak to ludzie zazwyczaj czynią — starali się naprawić (jak sądzili) pierwszy grzech nowym; zbuntowali się przeciwko swemu królowi. „Jakiż udział mamy w Dawidzie?" — mówili — „i nie mamy dziedzictwa w synu Jessego. Do namiotów twoich, Izraelu! — a teraz, Dawidzie, pilnuj swego domu." Dziesięć pokoleń na dwanaście odpadło w owym dniu od swego króla. Tutaj byli już zupełnie bez usprawiedliwienia. Nawet pomijając to, że sami sprowadzili na siebie ów nieszczęsny los, i tak, niezależnie od tego, tyrania ich króla nie uzasadniała owego nagłego, bezwzględnego, gwałtownego buntu. Postępował on bez naruszenia żadnego zobowiązania ani umowy. To, że król nie wypełniał swego obowiązku względem nich, nie dawało im powodu, by nie wypełniać swego obowiązku względem niego. Powiedzmy, że był okrutny i zachłanny — i tak mogli byli spokojnie zaufać cudownej Opatrzności Bożej, która by powściągnęła króla przez proroków i wyprowadziła ich bezpiecznie przez te wszystkie próby. Byłaby to droga wiary; ale oni wzięli sprawy w swoje ręce i wplątali się w dalsze trudności. I pragnę, abyście zauważyli, że całe zło wynikło z owej pierwotnej winy, pracującej w swych konsekwencjach przez stulecia, mianowicie z tego, że mieli króla w ogóle.

Tyle o ich pierwszym grzechu i grzechu drugim. Aby dalej śledzić historię ich drogi ku upadkowi, musimy zwrócić się ku człowiekowi, którego uczynili przywódcą swego buntu. Był nim Jeroboam.

Jeroboam, syn Nebata, za życia Salomona mianowany był do ściągania daniny od pokolenia Efraima, najpotężniejszego spośród dziesięciu pokoleń — stanowisko, które dawało mu wpływ i powagę w tej części kraju. Król mianował go, „widząc, że ów młody człowiek był pracowity." Powiedziano też, że był „mężem dzielnym." Tak więc uhonorowany przez Salomona, nadużył swego zaufania jeszcze za życia króla, buntując się przeciwko niemu. „Jeroboam, sługa Salomona, podniósł rękę na króla." Gdy Salomon wskutek tego „szukał go zabić," uciekł do Egiptu, gdzie schronił go Sziszak, tamtejszy król. Po śmierci Salomona powrócił do swego kraju i na zaproszenie buntujących się pokoleń stanął na czele ich powstania. „I stało się, gdy cały Izrael (to jest dziesięć pokoleń) usłyszał, że Jeroboam powrócił, że posłali i wezwali go na zgromadzenie, i ustanowili go królem nad całym Izraelem; nie było nikogo, kto by poszedł za domem Dawida, tylko samo pokolenie Judy."

Że Jeroboam był narzędziem w ręku Boga do ukarania grzechu Salomona — to jest oczywiste; i nie ma trudności w pojęciu, jak człowiek niegodziwy, choć nie czyni go to w niczym niewinnym, może jednak przyczyniać się do wypełnienia zamiarów Bożych. Lecz w szczególnym przypadku Jeroboama nasuwa się na pierwszy rzut oka taka trudność: że Bóg Wszechmogący zdawał się sankcjonować jego czyn, obiecując mu za życia Salomona królestwo dziesięciu pokoleń. Prorok Achiasz spotkał go i doręczył mu posłanie od „Pana, Boga Izraela": „Oderwę królestwo z ręki Salomona i dam ci dziesięć pokoleń." I właśnie z powodu tego proroctwa Jeroboam „podniósł rękę na króla." Po głębszym jednak zastanowieniu nie napotkamy tu żadnej trudności: choć bowiem Bóg Wszechmogący obiecał mu królestwo, nie kazał mu zdobywać go własnym wysiłkiem; a jeśli nie wolno nam czynić zła, by stąd wyszło dobro, to tym bardziej nie wolno nam czynić zła, by wypełniła się obietnica; a „buntowanie się przeciwko panu swemu" (w słowach Pisma Świętego) było jawnym, niezaprzeczalnym grzechem. Bóg, który złożył obietnicę, mógł oczywiście wypełnić ją we własnym czasie. Nie potrzebował do tego ludzkiej zbrodni. Było oczywiście zniewagą Jego świętości i potęgi przypuszczać, że jej potrzebuje. Jeroboam winien był w cierpliwości czekać na czas Boży; byłoby to wyrazem prawdziwej wiary. Lecz zawsze było, jak i w tej chwili, grzechem Izraelitów to, że wyprzedzali Opatrzność Bożą; i nawet gdy chcieli zmierzać do Jego celów, pragnęli realizować je na swój własny sposób. Nie chcieli „być cichymi i wiedzieć, że On jest Bogiem," czekać na Jego słowo i iść za Jego przewodnictwem. Tak oto, gdy po raz pierwszy obejmowali posiadanie Ziemi Obiecanej, nakazano im wypędzić narody i doszczętnie zniszczyć wszystkich, którzy nie opuszczą kraju. Wkrótce znużyło ich to i sądzili, że znaleźli lepszy sposób. Myśleli, że mądrzej jest oszczędzić wrogów, zawierać z nimi sojusze i oddać ich pod trybut. To sprowadziło ich najpierw na bałwochwalstwo, potem do niewoli. Gdy Samuel ich wybawił i nadzieje odżyły, ich pierwszym aktem był wybór króla na wzór narodów, wbrew woli Bożej. A Jeroboam, w tym wypadku jako szczególne uosobienie całego ludu w samym buncie, nie miał cierpliwości czekać i wiary, by zaufać Bogu, że „czego obiecał, tego też mocen jest spełnić." Że była to próba dla Jeroboama — nie zaprzeczamy; oczywiście była. Był wystawiony na próbę i okazał się niedoskonałym. Gdyby się oparł pokusie i wstrzymał aż do chwili, gdy byłby prawowicie powołany do panowania, niezliczone błogosławieństwa mogły być wylane na niego i na jego lud, który w rzeczywistej historii cały został wycięty za swoje grzechy. Nie był pierwszym człowiekiem, który był tak doświadczany. Dawidowi obiecano królestwo Saula i namaszczono go do niego przez Samuela wiele lat przed objęciem go w posiadanie; a jednak, choć był prześladowany przez Saula i miał kilkakrotnie jego życie w swojej mocy, nie podniósł ręki na swego króla. Miał wiarę swego praojca Abrahama, który — choć obiecano mu ziemię, po której chodził — wędrował po niej jak pielgrzym, nie ważąc się jej zająć; wędrował z gromadą zaprawionych sług do swej dyspozycji, którzy mogliby byli zdobyć mu terytorium, gdyby tego zapragnął, równie pewnie jak pokonali Kedorlaomera i odzyskali Lota i jego dobra. Dawid odziedziczył tę cierpliwą wiarę i przez nią „dostąpił obietnicy" i założył tron w sprawiedliwości i prawdzie. Gdyby Jeroboam był poszedł tą drogą, i on mógłby być ojcem dynastii królów; mógłby być narzędziem i przedmiotem Bożej obietnicy łaski względem domu Józefa — wypełniając w swojej własnej osobie proroctwa, które Jakub i Mojżesz wypowiedzieli, a które Jozue, sam będący Efraimitą, zaczął wypełniać, i zakładając panowanie nie mniejszej chwały niż Judy i Jeruzalemu.

Jeroboam nie jest tedy usprawiedliwiony, choć Achiasz prorokował; lecz zapytajmy dalej, jak postąpił, gdy wreszcie zasiadł na tronie? Nie jest dziwne, po takim początku, że grzeszył dalej i ciężej. Gdy człowiek zaczyna czynić zło, nie może ręczyć za siebie, jak daleko może być pociągnięty. Nie widzi z góry, nie może wiedzieć, gdzie się znajdzie po popełnieniu grzechu. Jeden fałszywy krok zmusza go do następnego, gdyż odwrót jest niemożliwy. To, co zdarza się każdego dnia, unaocznia się nam najpierw w historii całego ludu, a potem w historii Jeroboama. Przez pewien czas zdawał się nawet prosperować. Roboam, syn Salomona, wyruszył przeciwko niemu z niezwykłą siłą wybrańców; lecz Bóg Wszechmogący, pragnąc, by nie przelano krwi, zamierzając ukarać bałwochwalstwo Salomona i pozostawić Jeroboama samemu sobie, aby przepracował owoc swego buntu i wtedy sądził go i ugodził własnym ramieniem, nie dopuścił do wojny. Prorok Szemajasz został posłany do Roboama, aby mu to oznajmić, i Roboam usłuchał.

Wydawało się tedy, że Jeroboam miał wszystko po swojej myśli; lecz wkrótce wyłoniła się trudność, o której myślał pobieżnie — o ile w ogóle myślał. Naród żydowski był nie tylko królestwem, ale i Kościołem, ciałem religijnym równie jak politycznym; i Jeroboam przekonał się niebawem, że zakładając nowe królestwo w Izraelu, musi zaprowadzić również nową religię.

Prawo Mojżeszowe nakazywało, by wszyscy mężczyźni z całego Izraela chodzili trzy razy w roku do Jeruzalemu na modlitwę; lecz Jeruzalem było wówczas stolicą królestwa Judy, królestwa rywalizującego; i Jeroboam jasno widział, że jeśli jego nowym poddanym zostanie dozwolone tam chodzić, nie pozostaną długo jego poddanymi, ale powrócą do dawnej lojalności. Tu zatem konieczny był drugi fałszywy krok, by dopełnić pierwszy; bo fałszywym krokiem musiał być ten, który — jak się zdaje — wymagał dla swego osłony pogwałcenia Prawa Mojżeszowego. Bez wątpienia argumentował, że był zmuszony uczynić to, co uczynił, że nie mógł postąpić inaczej. Prawda to — grzech jest twardym panem; raz mu zaprzedani, nie możemy zerwać łańcucha; jedno złe ustępstwo wymaga drugiego.

„Jeroboam rzekł w sercu swoim: Teraz królestwo powróci do domu Dawida. Jeśli ten lud pójdzie czynić ofiary w domu Pańskim w Jeruzalem, serce tego ludu nawróci się znowu do pana jego, to jest do Roboama, króla judzkiego, i zabiją mnie, i powrócą do Roboama, króla judzkiego. Postanowił tedy król i zasięgnął rady." Była to żałosna rada: postanowił wybrać miejsca kultu religijnego w swoim własnym królestwie. Było to sprzeczne z Prawem, oczywiście; ale to, co uczynił, było czymś gorszym. Nie mógł zbudować Świątyni takiej jak Salomonowa, a przecież potrzebował jakiegoś widzialnego znaku obecności Bożej. Bóg Wszechmogący zakazał Izraelitom brać sobie jakikolwiek znak Jego obecności, jakiekolwiek podobieństwo Jego; lecz Jeroboam uznał, że nie może uczynić nic lepszego, jak ustawić dwie złote figury — jedną na każdym krańcu swego kraju — nie, jak by argumentował, jako wyobrażenia, lecz jako symbole i pamiątki prawdziwego Boga, oznaczające wyznaczone miejsca kultu. Prawdopodobnie wiek Salomona — czas pokoju, gdy rozkwitały sztuki i otworzyła się wymiana z obcymi narodami — był zarazem czasem szczególnego zepsucia religijnego, jakiego przedtem nie bywało. Przez całe dzieje swoje Izraelici sprzeciwiali się woli Bożej; lecz do tej pory nauczyli się już bronić swego nieposłuszeństwa argumentami i przekraczać prawo wedle systemu. Grzechy Jeroboama co do kultu religijnego nie były osobne ani wzajemnie sprzeczne, lecz opierały się na tej zasadzie: że nie ma potrzeby przestrzegać praw pozytywnych i zewnętrznych form i obrządków religii, byleby się dbało o istotę. Ustanawiając owe złote figury, bynajmniej nie miał zamiaru sprzeciwiać się kultowi jedynego prawdziwego Boga, Stwórcy nieba i ziemi, Zbawiciela Izraela; słowa, których użył przy tej sposobności, i bieg historii to ukazują. Sądził, że tylko zmienia dyscyplinę Kościoła — jak byśmy to dziś nazwali — i mógł z pozorem słuszności pytać: co w tym złego? Stawiał jedynie inny symbol Boga w miejsce Cherubinów. Dokonywał tylko takich zmian, jakie zmiana okoliczności i bieg zdarzeń czynił nieuchronnymi. Był w trudnym położeniu i musiał rozważać nie to, co było najlepsze, lub co by sam wybrał, gdyby wybierał, lecz to, co było wykonalne.

Figura, którą przyjął jako pamiątkę Boga Wszechmogącego, miała kształt wołu lub cielca — tę samą, którą Izraelici wystawili na pustyni. Znaczenie tego symbolu, który niewątpliwie przyszedł z Egiptu, jest mało znane. Sądzi się, że wół jest symbolem życia lub siły; i postawiony jako pomnik religijny mógł być pomyślany jako znak stwórczej potęgi Boga. Jakkolwiek by jednak z tym było, było to w każdym razie bezpośrednim i jawnym przekroczeniem drugiego Przykazania. „Zasięgnął tedy rady król i sprawił dwa cielce złote, i rzekł do ludu: Nie potrzeba, abyście chodzili do Jeruzalemu; oto bogowie twoi, Izraelu, którzy cię wywiedli z ziemi egipskiej. I postawił jednego w Betel, a drugiego w Dan."

Nawet ten jawny bałwochwalczy kult — nie tylko tolerowany, lecz ustanowiony — nawet to nie było ostatnim grzechem owego nieszczęsnego człowieka, który wkroczył na drogę nieprawości wedle systemu, a następnie zostawił ją jako dziedzictwo innym, od siebie bardziej bezbożnym, by ją udoskonalili. Pokolenie Lewiego, szczególnie poświęcone celom religijnym, miało swe posiadłości nie w jednym miejscu, lecz rozsiane po całym kraju. Nie można było przypuszczać, by ci, którzy wykonali sąd nad grzechem złotego cielca na pustyni, potulnie znosili to odnowienie dawnej zbrodni w postaci jeszcze cięższej. Odmówili popierania bałwochwalczego kultu, a Jeroboam, pchany twardą koniecznością, wygnał ich z kraju, zagarnął ich miasta i ziemie i postawił na ich miejscu kapłanów własnego wyrobu. „Zbudował domy na wyżynach" i „on i synowie jego porzucili Lewitów od sprawowania urzędu kapłańskiego przed Panem, i ustanowił kapłanów dla wyżyn i dla demonów, i dla cielców, które sprawił; kapłanów z pospólstwa najniższego, którzy nie byli z synów Lewiego." Zmienił też uroczyste dni świąteczne i odważył się sam palić kadzidło, sam pierwszy naruszając świętą służbę — dla przykładu.

Wskutek tych bezbożnych poczynań nie tylko „kapłani i Lewici, którzy byli w całym Izraelu," opuścili jego królestwo i usunęli się do Judei, lecz także „po nich ze wszystkich innych pokoleń — ci, którzy skierowali serce swoje, aby szukać Pana, Boga Izraelskiego, przyszli do Jeruzalemu, aby ofiarować Panu, Bogu ojców swoich."

Zaprawdę był to złowróżebny początek jego panowania. Uczynił niemożliwym pobożnym Izraelitom pozostawanie w kraju. Tylko bezbożni trwali przy nim. Jeroboam panował w kraju, który zdawał się oddany na pastwę złych duchów. Jakże prawdziwe jest to — w pokrewnym sensie do tego, w jakim słowa te zostały wypowiedziane przez Samuela — że „nieposłuszeństwo jest jak grzech czarów, a upór jak nieprawość i bałwochwalstwo."

Dochodzimy teraz do zamykającej sceny owego biegu zbrodni popełnionych przez jednego człowieka — do zdarzenia, którego dotyczy tekst niniejszy.

Było to w nowe święto „które on sam sobie wymyślił," i w Betel, gdzie stał bożek. Lud zgromadzony był ze wszystkich stron kraju, a król „ofiarował na ołtarzu i palił kadzidło." Takie było uroczyste zaprowadzenie fałszywej religii w kraju poświęconym Bogu — odpowiadające tej świętej uroczystości, gdy Salomon zanosił modlitwę poświęcenia Świątyni. Chwała Boża zstąpiła na owo wybrane miejsce na znak Jego upodobania; a teraz w Betel, które On niegdyś nawiedzał szczególnie w dawniejszych czasach, nie pozwolił, by bezbożny akt przeszedł bez znaku Jego gniewu. Jeden z Jego proroków wysłany był z Judy, by uczestniczył w uroczystości; lecz jakby wchodził do kraju zarażonego zarazą, nakazano mu nie wchodzić do żadnego domu, nie jeść ani nie pić, gdy będzie w nim, ba, nie miał nawet wracać do domu tą samą drogą, którą przyszedł — jak gdyby jego stopy nie miały dwa razy dotykać skalałej ziemi.

Gdy prorok przybył, wypowiedział swoje posłanie wobec odstępczego króla. Było to proroctwo — proroctwo postawione jako świadek przeciwko złożonym grzechom ludu, przeznaczenie owego zbuntowanego i bałwochwalczego królestwa wyciśnięte na nim w dniu jego narodzin. Mąż Boży przemówił do ołtarza, jakby nie raczyił mówić do Jeroboama, i przepowiedział mu los. Oznajmił, że po niezbyt długim czasie bezbożna władza zostanie zniszczona, a sam ów ołtarz dotrwa aż do tego upadku; albowiem na nim, wonnym teraz od kadzidła, mieli być złożeni w ofierze bezbożni kapłani i spalone kości ludzkie; nadto zaś, że dokona tego wszystkiego książę z domu Dawidowego — dając tym do zrozumienia, że królewska linia Dawida przeżyje zbuntowane królestwo Izraela. „O ołtarzu, ołtarzu, tak mówi Pan: Oto narodzi się syn domowi Dawidowemu imieniem Jozjasz; i ofiaruje na tobie kapłanów wyżyn, którzy palą na tobie kadzidło, i kości ludzkie będą na tobie spalone." Na dowód swego Bożego posłannictwa prorok wypowiedział słowo i ołtarz cudownie rozdarł się na dwoje, a popiół z ofiary rozsypał się po ziemi. Nic bardziej publicznego nie mógł być wyrok ogłoszony tak przez samego Boga — gdy Roboamowi, synowi Salomona, nie było dozwolone wziąć sprawy we własne ręce. A żeby zdarzenie uczynić jeszcze bardziej wstrząsającym, dodane zostały dwa dalsze znaki. Jeroboam wyciągnął rękę, by schwycić proroka; natychmiast uschła, tak że nie mógł jej do siebie cofnąć. Na modlitwę proroka została przywrócona. Drugi cud był jeszcze straszliwszy. Prorok, zmęczony podróżą, dał się w drodze powrotnej namówić przez złego człowieka do jedzenia i picia — wbrew wyraźnemu słowu Bożemu objawionemu mu. Natychmiastowa kara nastąpiła. Gdy siedział przy stole, jego uwodziciel zmuszony był oznajmić mu jego ukaranie — że ciało jego nie spocznie w grobie ojców jego; a gdy szedł do domu, lew — drugie Boże narzędzie jego wykonania — spotkał go i zabił, lecz nie pożarł go, ani nie dotknął osła, na którym jechał, ani nie niepokoił innych przechodniów, których spotkał, lecz unieruchomiony cudem stał przy ciele proroka — znak, prawdziwszy niż bożki w Dan i Betel, potęgi Bożej, świętości i surowej sprawiedliwości, podsuwając całemu Izraelowi ów straszliwy argument: „Jeśli Bóg tak karze własne dzieci swoje, jakąż będzie ostateczna — choć odroczona — kara bezbożnych? Jeśli sprawiedliwy z trudnością dostępuje zbawienia, gdzież się pokaże niegodziwy i grzesznik?"

Co się zaś tyczy Jeroboama, to mimo to wszystkiego „po tym zdarzeniu nie nawrócił się z drogi złej swojej, ale znów postawił kapłanów wyżyn z pospólstwa najniższego; ktokolwiek chciał, tego poświęcał, i stawał się jednym z kapłanów wyżyn." Takie było jego życie.

U schyłku panowania utracił nawet doczesną pomyślność. „Pan uderzył go i umarł." Taki był jego koniec.

Rodzina jego wkrótce wygasła z tronu; a po wszystkich jego mądrych radach i śmiałych planach pozostawił potomności jedynie swe imię i tytuł: „Jeroboam, syn Nebata, który przywiódł Izraela do grzechu." Takie jest jego wspomnienie:

„Przeklęty mąż, który ufa w człowieku i kładzie ciało za ramię swoje, a serce jego odstępuje od Pana. Będzie bowiem jak wrzos na puszczy i nie ujrzy, gdy przyjdzie dobro; ale będzie mieszkał na miejscach suchych na pustyni, w ziemi słonej, gdzie nikt nie mieszka."

Zaledwie kilka słów potrzeba, by ukazać zastosowanie tej historii do okoliczności, w jakich się znajdujemy. Tak silnie odmalowuje nam ona istniejące nieporządki i schizmy w Kościele chrześcijańskim — bezbożne i tyrańskie traktowanie, jakiego doznaje ze strony świata — że jedyne pytanie, które może się nasuwać, to czy wolno nam je stosować, i czy skoro zdarzenia są podobne, ich charakter i wynik są też do siebie podobne. To — powiadam — jest jedynym pytaniem: czy możemy bez winy osądzać to, co widzimy, w świetle tego, co czytamy w historii Izraela; i pragnę, by wszyscy czytelnicy jasno rozumieli, że jest to jedyne pytanie. Jeśli czyny Izraela i Jeroboama mogą być wzięte za typy tego, co działo się pod Ewangelią przez minione stulecia, czyż możemy wątpić, że schizma, innowacja w doktrynie, fałszywe kapłaństwo, świętokradztwo i gwałt są grzechami tak ciężkimi i wołającymi o pomstę, że nie ma sądu zbyt wielkiego dla nich, nie ma klęski, której nie możemy spodziewać się, że ostatecznie spadnie na systemy, które się z nich zrodziły, i na ród ich sprawców? Jakąż inną naukę możemy czerpać z tej historii? Że zaś powinniśmy czerpać naukę, jest rzeczą oczywistą ze względu na wielokrotne oświadczenie św. Pawła: „Cokolwiek bowiem napisano, ku naszej nauce napisano." „Wszystko to zaś przytrafiało się im jako zapowiedź, a zostało napisane ku pouczeniu nas, do których dotarły końce wieków." „Wszelkie Pismo jest natchnione przez Boga i pożyteczne do nauki, do strofowania, do poprawiania, do wychowywania w sprawiedliwości." Również i św. Piotr, i św. Juda wyraźnie stosują zdarzenia ze Starego Testamentu do odpowiedników pod Ewangelią.

Niech Bóg da nam wolę i moc urzeczywistnienia tej najpoważniejszej prawdy w naszych umysłach i uczciwego wysnucia jej koniecznych konsekwencji! A niech On w swoim miłosierdziu użali się nad naszym biednym, targniętym sprzecznościami Kościołem, wyrwie go z panowania bezbożnych i sprawi, by „bieg spraw tego świata był przez Jego rządy tak spokojnie urządzony, że" on i wszystkie gałęzie Jednego Kościoła Powszechnego „radośnie Mu służyły w całej bogobojnej ciszy!"

← wróć do odkrywania