*„Biada im, bo poszli drogą Kaina i dla zysku dali się uwieść błędowi Balaama, i zginęli w buncie Korego."* — Jud 11
Są dwa szczególne grzechy, które trapią Kościół i są potępione w Piśmie Świętym: ambicja i chciwość — grzech Koracha i grzech Balaama; o obu mowa jest w przytoczonych słowach. Grzech Balaama wytyka wielokrotnie święty Paweł w listach do Tymoteusza i Tytusa; na przykład gdy powiada: „Biskup musi być… nieskory do brzydkiego zysku… wolny od chciwości"; „Diakoni mają być… nieskorzy do brzydkiego zysku"; zauważając przy tym, iż niektórzy mniemali, że „pobożność jest źródłem zysku", i „nauczali rzeczy, których nie powinni, dla niecnego zarobku". Grzech zaś Koracha, czyli ambicja, jest potępiony przez Pana naszego, gdy nakazuje: *Kto by chciał być wielki wśród was, niech będzie waszym sługą*; przez świętego Jakuba, gdy mówi: „Niech niewielu z was uchodzi za nauczycieli, wiedząc, że surowszy sąd nas czeka"; oraz przez świętego Pawła, gdy poleca, aby biskupa nie ustanawiać nowicjusza, „by wyniesiony pychą nie wpadł w zasądzenie diabelskie". Oba zaś grzechy razem wspomina święty Piotr w swojej napomnieniu skierowanym do starszych, aby „paśli trzodę Bożą… nie dla niecnego zysku, lecz z ochotnego serca; nie jak ci, którzy panoszą się nad powierzonymi wam, lecz jako wzór dla trzody".
Oto tedy dwa grzechy, które Kościół nasz stawia nam przed oczyma w pierwszych czytaniach pierwszej niedzieli po Wielkanocy, będącej niejako świętem upamiętniającym Posłannictwo Kapłańskie. Uczciwszy zmartwychwstanie Chrystusa, który stał się „kapłanem na wieki według porządku Melchizedeka", przystępujemy do rozważenia środków, jakie On ustanowił, aby nieprzerwanie sprawować swe kapłaństwo na ziemi — aby w Duchu, pośród swego wybranego ludu, dzień po dniu, aż do końca świata, uobecniać i przykładać do dusz ową odkupieńczą śmierć i chwalebne zmartwychwstanie, których raz na zawsze dokonał w swojej osobie na Kalwarii. Sam ustanowił ów środek w tym właśnie dniu, w którym powstał z martwych, ustanawiając człowieka — słabego i omylnego — naczyniem swoich darów i swoim przedstawicielem. Gdy zmartwychwstał, nie ukazał się najpierw swoim nieprzyjaciołom, ani nie objawił Ducha, ani nie ogłosił swego nowego prawa, ani nie zniszczył Świątyni; lecz wyświęcił swych Sług: „Jak Ojciec Mnie posłał — rzekł do Apostołów — tak i Ja was posyłam." I podobnie jak On za wzór nam dał, tak i my po dziś dzień łączymy wspomnienie Jego „wzięcia w posiadanie wielkiej mocy" z przekazaniem jej Kościołowi, co ukazuje Ewangelia wybrana na tę samą niedzielę.
Tak wielką wagę przywiązuje tedy nasz Kościół do sprawy Służby Bożej; tak ściśle wiąże ją ona z Bożym planem miłosierdzia, tak wiele w niej czci i trwogi. Najlepiej się o tym przekonamy, rozważając — jak zamierzam to teraz uczynić — naukę płynącą z buntu Koracha, Datana i Abirama, który choć należy właściwie do porządku Starego Przymierza, Kościół nasz z pewnością uważa za odnoszący się także do nas, chrześcijan.
Opisana historia zawiera opowieść nie tylko o ambicji samego Koracha, który był Lewitą, czyli sługą Bożym, ale i o buncie Datana i Abirama, którzy nie byli sługami, lecz — jak byśmy teraz powiedzieli — ludźmi świeckimi.
Rozważając ją, ograniczę się do jednego punktu, mianowicie do ustalenia uczuć i okoliczności, w jakich owi niegodziwi mężowie zbuntowali się przeciw Mojżeszowi i Aaronowi; i to w tym celu, aby ostrzec tych, którzy lekkomyślnie mówią o schizmie, separacji i dysydenterstwie w naszych czasach. Sądzę bowiem, że okaże się, iż są to uczucia i okoliczności bardzo powszechne i dziś, i wówczas; i że jeśli rzeczywiście panują, są tak samo złe dziś jak były złe wtedy. Święty Juda w przytoczonych słowach wyraźnie daje do zrozumienia, że bunt podobny do buntu Koracha jest grzechem dla chrześcijanina, tak jak niegdyś był grzechem dla Żydów, i że ci, którzy się go dopuszczają, idą na zatracenie. Jest to zatem myśl bardzo poważna, biorąc pod uwagę — jak rzekłem — jak lekceważąco traktują ją ludzie w tych czasach.
Zarys historii Koracha, Datana i Abirama jest następujący: zbuntowali się przeciw Mojżeszowi i Aaronowi; w następstwie tego Datan i Abiram zostali pochłonięci przez trzęsienie ziemi, a zgromadzenie Koracha spalone ogniem. Przejdźmy zatem do zapowiedzianych rozważań.
**1.** Przede wszystkim, niechaj zostanie zauważona liczba i godność winowajców. Zdają się oni byli jedni z najznamienitszych i najważniejszych mężów w Izraelu. O Datanie i Abiramie i ich stronnikach powiada się więcej niż raz, z pewnym naciskiem, że byli „sławni w zgromadzeniu, mężowie godni pamięci". Co więcej, było wśród nich aż dwustu pięćdziesięciu książąt, czyli — jak byśmy dziś powiedzieli — szlachty. Był to opór wielce groźny wobec Mojżesza i Aarona, kiedy tak wielka liczba znamienitych osób zbuntowała się przeciw nim albo — językiem współczesnym — stała się dysydentami od Kościoła. Ale nie na tym koniec: dołączyła do nich część ustanowionych przez Boga sług. Lewici, jak wszyscy wiemy, byli szczególnie świętym plemieniem: część z nich, to jest ród Aarona, sprawowała kapłaństwo; wszyscy jednak byli sługami. Takim był Korach; lecz niezadowolony z bycia jedynie tym, czym uczynił go Bóg, zapragnął być czymś więcej, zapragnął kapłaństwa. I okazuje się, że dokładnie tylu jego braci przyłączyło się do jego buntu, ilu książąt przyłączyło się do Datana i Abirama. Dwustu pięćdziesięciu Lewitów, czyli sług Bożych, sprzysiężonych było razem w tej opozycji wobec Mojżesza, tworząc — z racji swego stanu i liczby — co najmniej (używając raz jeszcze języka współczesnego) grono cieszące się niemałym poważaniem w oczach ludzkich.
**2.** Następnie zauważmy, jak bardzo pewni byli swej słuszności. Zdaje się, że nie żywili żadnych wątpliwości ani wahań. Gdy Mojżesz potępił Datana i Abirama i polecił wszystkim, którzy chcą uniknąć ich przekleństwa, „odejść" niezwłocznie „od namiotów tych niegodziwych mężów", „Datan i Abiram wyszli i stanęli u wejścia do swoich namiotów razem z żonami, synami i małymi dziećmi". Widać wyraźnie, że nie mieli żadnych skrupułów, żadnych obaw, żadnego zamętu; widzieli swą drogę jasno; byli pewni swej racji; i wyszli, gotowi stawić czoła każdej próbie, każdemu wyrokowi gniewu, jakiby Mojżesz na nich cisnąć chciał, pewni, że nic z tego nie wyjdzie. Ani pewność Koracha nie była mniejsza. Mojżesz wezwał go i pozostałych, by stanęli przed Bogiem, pełnili urząd kapłański i tak wystawili się na próbę, czy Bóg ich przyjmie; a oni ochoczo przyjęli propozycję. Mieli „wziąć swoje kadzielnice, włożyć do nich ogień i położyć na nich kadzidło przed Panem", a „mąż, którego Pan wybierze, będzie święty". Korach i jego zgromadzenie stanęli tedy „u wejścia do Namiotu Spotkania razem z Mojżeszem i Aaronem"; co więcej, w tym świętym i straszliwym miejscu, gdzie widzialna była chwała Pańska, Korach odważył się „zgromadzić całe zgromadzenie" przeciw Mojżeszowi i Aaronowi. Sceptycy, gdyby tacy stali obok, mogliby zauważyć, że obie strony były jednakowo szczere, jednakowo pewne siebie; a zatem żadna z nich nie była Bogu milsza od drugiej.
Taka była pewność Koracha, Datana i Abirama, dwustu pięćdziesięciu książąt czy szlachty i dwustu pięćdziesięciu sług Bożych. A my, wierząc, że wbrew całej ich pewności siebie Bóg Wszechmogący był przeciw nim, jesteśmy może na pierwszy rzut oka skłonni przypisywać ją jakiemuś nadzwyczajnemu zaślepieniu, sądowemu oślepieniu, szczególnej zatwardziałości serca lub czemuś podobnemu — czemuś zupełnie wyjątkowemu, może właściwemu jedynie Żydom — czemuś, co nie może przydarzyć się dziś. Nie możemy pojąć, jak ich pewność siebie mogła opierać się na rozumowaniu — nie mówię: na rozumowaniu trafnym, lecz choćby na pozornym. Nie bierzemy pod uwagę, że może sądzili, iż mają dobre powody dla swego postępowania, jak my sami często tak mniemamy, choć naprawdę ich nie mamy. Raczej przypisujemy ich postępowanie czemuś irracjonalnemu: pysze, zatwardziałości lub nienawiści prawdy — co zresztą rzeczywiście leżało u źródła ich czynu; ale mam na myśli, że przypisujemy je jakiejś takiej złej zasadzie działającej na duszę od razu, nie działającej przez pozory rozumu, nie działającej w taki sposób, by być ukrytą czy przed nimi samymi, czy przed innymi. I tak tracimy naukę, jaką ta poważna historia powinna nam dziś przekazywać; bo ponieważ opór stawiany dziś Kościołowi Bożemu rzekomo opiera się na rozumie, nie na gołej przesądności, namiętności czy samowoli, ludzie mniemają, iż pewność, z którą mu się sprzeciwiają, jest czymś zupełnie różnym od pewności Koracha, Datana i Abirama; podczas gdy jest ona w rzeczy samej bardzo do niej podobna.
**3.** Cóż tedy były za racje i argumenty, które napełniały Koracha, Datana i Abirama taką pewnością słuszności, iż odważyli się nawet odwołać do Boga i powstać przeciw Mojżeszowi i Aaronowi jakby w imię Pana? Ich podstawa była następująca: oskarżali Mojżesza i Aarona o to, co dziś zwie się klerykalizmem. Warto zatrzymać się na tej okoliczności.
Otóż należy zauważyć, że było wiele buntów ludu opartych na jawnym i wyznawanym niedowiarstwie. Nie taki był charakter omawianego tu szczególnego grzechu: nie był to brak wiary w Boga, lecz w Mojżesza. Nieufność do Mojżesza wmieszana była wprawdzie we wszystkie ich bunty; ale zasadniczo bunty te wymierzone były bezpośredniej przeciw Bogu Wszechmogącemu. Tak więc gdy wywiadowcy powrócili i rozniecili złą sławę o dobrej ziemi, a lud im uwierzył, świadczyło to o całkowitym zwątpieniu w Ramię Boże objawiające się w ich wyzwoleniu i ochronie. W ten sam sposób narzekali na mannę i w ten sam sposób wychodzili w siódmym dniu, aby ją zbierać. Jednak w buncie, o którym tu mowa, nie ma żadnej wzmianki o tym, jakoby jego sprawcy powątpiewali w moc Bożą lub Opatrzność nad ludem wybranym; jedynie oskarżają Mojżesza o to, że zmienił albo — jak byśmy powiedzieli — zepsuł Boży porządek. Datan i Abiram byli synami Rubena, pierworodnego z pokoleń: mogliby uważać, że Mojżesz narusza ich prawa przyrodzenia do przewodzenia ludowi i rządzenia nim. W każdym razie zdają się byli oparci na swoim rodzie i znaczeniu; oni i ich towarzysze byli „sławni w zgromadzeniu, mężowie godni pamięci", i nie mogli się zdobyć na poddanie się Bożemu postanowieniu, mocą którego naród ukształtowany był jako Kościół, a Lewi — z niezgłębionej woli Bożej — wybrany został na kapłana zamiast Rubena. Toteż dalecy od zaprzeczania, że Bóg jest z narodem, twierdzili to; jedynie mówili, że nie jest On w szczególny sposób z Mojżeszem i Aaronem; jedynie rościli sobie równość czci i władzy z Mojżeszem i Aaronem; jedynie potępiali Mojżesza i Aarona jako uzurpatorów, tyranów i obłudników. Dalecy od okazywania jakiegokolwiek szyderstwa czy lekkomyślności ducha albo bezbożności — jak ów Ezaw, który odrzucił błogosławieństwo — tak bardzo to błogosławieństwo cenili, że rościli je sobie jako własne w całej jego pełni; owszem, rościli je w imieniu całego ludu. Sprzeciwiali się jedynie temu, co dziś zwie się wykluczaniem; byli obrońcami praw ludu przeciw temu, co nazywali zamachami, pysznymi roszczeniami, klerykalizmem Mojżesza ich Prawodawcy i Aarona Świętego Pańskiego. Mówili: „Za dużo sobie bierzecie, skoro całe zgromadzenie jest święte, każdy z nich, i Pan jest wśród nich; dlaczego więc wynosicie się ponad zgromadzenie Pańskie?" Ich zarzut był taki, że Mojżesz narzucał się jako pośrednik między Bogiem a nimi, ograniczając miłosierdzie Boże, krępując wolność, przysłaniając chwałę Jego łaski i pozbawiając ich przymierzonych przywilejów; że ustanowił stan kapłański, podczas gdy wszyscy byli kapłanami, każdy z osobna, i nie potrzebowali żadnej ludzkiej pomocy, żadnego głosu ani rady, ani kierownictwa, ani pośrednictwa omylnego człowieka, człowieka o takich samych namiętnościach i ułomnościach jak oni sami — by przybliżyć się do Boga i służyć Mu w sposób miły. „Całe zgromadzenie jest święte — mówili — każdy z nich, i Pan jest wśród nich." „Pan nie jest daleko; nie jest jedynie w obłokach. Nie jest na Synaju, nie jest na przebłagalni, nie jest przy Aaronie; lecz jest wśród nas, w zgromadzeniu, równie blisko jednego jak drugiego, tak samo blisko każdego z nas jak blisko Mojżesza." Ich stronnicy przybrali ten sam ton nawet po tym, gdy sąd Boży spadł na buntowników. Lud mówił do Mojżesza i Aarona: „Wyście zgładzili lud Pański." Tak — nazywają owych separatystów i schizmatyków „ludem Pańskim" i oskarżają Mojżesza i Aarona o to, że jakoby przez jakiś sztuczki kapłańskie, jakiś dziwny i diaboliczny podstęp, jakąś tajemnicę magii lub nauki, sprowadzili śmierć na swych wrogów, udając, że odwołują się do cudowego wyroku; i zdają się pysznić swą przenikliwością, jasnością intelektualnego wzroku, dzięki któremu przejrzeli to oszustwo i przypiekli nim naciągaczy.
Straszna zaiste wina tych mądrze-samych mężów, jeśli ten obraz jest prawdziwy! A jest on prawdziwy najwidoczniej, jak pokazują słowa, którymi sami buntownicy odpowiadają na wezwanie Mojżesza, by do niego przyszli. „Czyż chcesz wyłupić oczy tym ludziom? Nie pójdziemy." Nie; mamy oczy; nie jesteśmy głupimi, tępymi, przesądnymi bigotami, by płaszczyć się przed kapłanem i zginać się pod jego jarzmem niewoli; potrafimy rozumować, potrafimy dyskutować, jesteśmy zdecydowani korzystać z wolnego, nieograbionego sądu własnego i osądzać — uczciwie wprawdzie i beznamiętnie, lecz jednak — osądzać samodzielnie, zanim zaczniemy działać. Gotowi jesteśmy dać uczciwe posłuchanie temu, co nam się mówi; będziemy słuchać z należną uległością i z wszelką cierpliwością, owszem z pewnym życzliwym nastawieniem tego, co wy, o Mojżeszu i Aaronie, mówicie do nas; lecz nie pozwolimy wyłupić sobie oczu. Nie — widzieć znaczy wierzyć; nie będziemy się kierować instynktownym uczuciem, sumieniem, samymi tylko prawdopodobieństwami; lecz wszystko ma być zbadane w sposób rozumny i oświecony, wszystko przeszukane, przesiane, sprawdzone i surowo wypróbowane, zanim zostanie przyjęte. Ciężar dowodu spoczywa na was; dopóki nie dowiecie się nam swych praw, nie pójdziemy, nie będziemy posłuszni. Mówiąc po prawdzie, jesteśmy wobec was podejrzliwi. Jesteśmy „zazdrośni o wolność Bożą" — niestety, bo tak mówią naprawdę! — gdy ktoś narusza naszą wolność duchową, gdy ktoś rości sobie wyższą świętość, wyższe upodobanie Boże jednych spośród nas ponad drugich. Wszyscy jesteśmy braćmi, wszyscy równi, wszyscy niezależni. „Czyż chcesz koniecznie panować nad nami?" „Ponadto — ciągną — nie wprowadziłeś nas do ziemi opływającej mlekiem i miodem ani nie dałeś nam dziedzictwa pól i winnic"; albo — jak mówią dziś ludzie — obecny system nie działa dobrze; jest wiele nadużyć, wielka potrzeba reform, wiele jeszcze niedomagań, które powinny być naprawione, wiele opieszałości, wiele nieskuteczności, wiele braków w Kościele. Widzimy to wyraźnie. Nie starajcie się bronić. „Czyż chcesz wyłupić oczy tym ludziom? Nie pójdziemy."
Coś podobnego w swym duchu zamanifestowało się już w grzechu złotego cielca, choć ów grzech był jawnym bałwochwalstwem. I wtedy lud mniemał, że znalazł lepszą religię niż ta, której nauczył go Mojżesz. Daleki był od zaprzeczenia Bożym cudowym opatrzności; lecz mówił, że Mojżesz zagarnął dla siebie to, co należało do narodu; nauczał ich po swojemu, a oni mieli prawo wybierać dla siebie. „Wstańcie — mówili — zróbcie nam bogów, którzy pójdą przed nami; bo temu Mojżeszowi, mężowi, który nas wyprowadził z ziemi egipskiej, nie wiadomo, co się stało." A gdzie był Mojżesz? Był z Bogiem na modlitwie i w widzeniu. Nie wiedzieli tego, a przynajmniej nie rozumieli. Mówili tedy: „Jakiż to czas na nieobecność wodza! w jakimż to przesileniu! ile jest do zrobienia! — minęło czterdzieści dni, a jego wciąż nie ma. Czy się zgubił? Czy zostawił nas samym sobie? Czy udaje jakieś objawienie z nieba? W każdym razie cóż nas wiąże z nim? Jesteśmy wprawdzie zobowiązani Bogu, który nas wyprowadził z Egiptu, lecz nie rządowi Mojżesza ani rodowi Aarona." Mojżesz był nieobecny; a gdzie był Aaron? Gdzie? — lud nie mógł pytać, bo był współuczestnikiem jego grzechu; raczej wciągnął go w swój grzech — grzech złotego cielca. Aaron przyjmował ich złote ozdoby i przetapiał je na bałwana. Niestety, nie mógł oskarżyć lud ten, który sam go do grzechu uwiódł. Lecz byli tacy, którzy mogli, i którzy się uskarżali; a kim byli — skoro zostałem do tego tematu naprowadzony — warto zbadać dla naszego obecnego celu.
Byli to Lewici. Gdy Aaron grzeszył, oni — słudzy niższego rzędu — trwali w milczeniu, lecz pełni zdumienia i strapienia. Nie mieli udziału w tym grzechu; a gdy Mojżesz zszedł z góry i rzekł: „Kto jest po stronie Pana?" wówczas oni, i jedynie oni, odpowiedzieli na wezwanie. „Wszyscy synowie Lewiego zebrali się przy nim"; a gdy im rozkazał, natychmiast „każdy przepasał miecz u boku i szli od bramy do bramy przez cały obóz, każdy zabijał swego brata, każdy swego przyjaciela i każdy swego sąsiada"; „i poległo owego dnia z ludu około trzech tysięcy mężów". Pismo Święte uważa ten czyn za akt poświęcenia, przez który Lewici stali się świętym plemieniem; tak więc ich wyniesienie do urzędu kapłańskiego zbiegło się historycznie z chwilowym odstąpieniem Aarona od jego wznioślejszych obowiązków. Wszystko to wydarzyło się — jak jedni sądzą, krótko przed, a inni, że nawet do dwudziestu lat przed — zdarzeniem będącym bezpośrednio przed nami pod rozmysłem; lecz czy oba zdarzenia, jak słusznie przypuszczano, jedno drugie spowodowało, czy też nieustraszone świętokradztwo Koracha było owocem ambicji, którą wyniesienie Lewitów do świętego kapłaństwa w nich rozbudziło, — pewne jest w każdym razie to, że w owym czasie „zdało się im małą rzeczą" (słowami Mojżesza), „że Bóg Izraela oddzielił ich od zgromadzenia Izraela, aby przybliżyć ich do siebie i pełnili posługę przy przybytku Pańskim i stali przed zgromadzeniem, by im służyli"; i „zapragnęli jeszcze kapłaństwa" — działu Aarona, przy którym im wyznaczono posługiwać. I okoliczność, że Aaron zawiódł w owej trudnej chwili, w której oni zostali nagrodzeni, mogła ich skłaniać do pogardzania nim w tej chwili, zapominając, że wola Boża stanowi różnicę między człowiekiem a człowiekiem, i że Ten, który udzielał im swych przymierzonych błogosławieństw przez woły i cielce, mógłby je także zsyłać, gdyby Mu się tak podobało, przez ludzi słabych i błądzących; i mógłby zrezygnować z doskonałości wewnętrznej, posługując się samymi glinianymi naczyniami, i zadowolić się wiarą zamiast niezachwianym posłuszeństwem, tak jak rezygnował z wymagania wymowności, mądrości czy siły.
Takie tedy były okoliczności, w jakich Lewici zbuntowali się, uniesieni swymi istniejącymi przywilejami, tak jak Rubeni pobudzeni byli zazdrością.
Strony uczestniczące w tym groźnym spisku nie były zatem zatwardziałymi bałwochwalcami; nie były niewiernymi; nie były tępymi, uprzedzonymi, nie znającymi racji powagi; nie były ofiarami bezwzględnej i desperackiej ambicji; lecz choć ambitne, pyszne, krnąbrne, zawzięte i nieufne, zasłaniały te wszystkie złe zasady — nawet przed własnym sumieniem — pozorem rozumu, rozumu jasnego, prostego, bezpośredniego, oświeconego, pod przykrywką argumentu przystępnego dla najskromniejszego umysłu: „Całe zgromadzenie — mówili — jest święte, każdy z osobna; Bóg nie zaznaczył żadnego wyjątku ani wyłączenia; wszyscy zostali ochrzczeni w Morzu Czerwonym, wszyscy byli pod Synajem. Mojżesz jednak — tak mogliby mówić — dodał do tej prostej i pierwotnej religii własny system, system klerykalizmu. Szczególne łaski, które Bóg okazał Mojżeszowi, miały miejsce dwadzieścia lat temu i można im zaprzeczać bez większego ryzyka sprzeciwu; albo jeśli bunt wybuchł (jak inni twierdzą) niedługo po wyjściu z Egiptu, to przypadał tuż po grzechu Aarona w sprawie złotego cielca. W każdym razie łatwo było znaleźć pretekst do odparcia powagi Mojżesza i Aarona, do odrzucenia kapłaństwa i oskarżenia go o skażenie; do ogłoszenia się obrońcami czystego, oświeconego i nieskażonego kultu — kultu, który byłby zupełnie wolny od bałwochwalczych czynów Aarona, gdyż w nim prerogatywy Aarona zostałyby zniesione całkowicie."
Taka jest historia Kościoła na pustyni, w której widzimy jakby w typie historię Ewangelii. I jak się skończyła? Powiedziałem to na początku. Ziemia się otworzyła i pochłonęła Datana, i pokryła zgromadzenie Abirama — ich domy, ich rodziny, ich mienie i wszystko, co do nich należało. Wyszedł ogień od Pana i pochłonął dwustu pięćdziesięciu mężów, którzy ofiarowali kadzidło.
Kilka tylko słów wystarczy, by wskazać naukę, jaką należy wynieść z tej straszliwej historii; jest zaś ona następująca: jeśli Stary Testament jest nadal naszą regułą obowiązku — z wyjątkiem takich szczegółów, które zakładają lokalną religię i materialne sanktuarium; jeśli jest naszą regułą obowiązku w swych zasadach, naukach i przepisach; jeśli Ewangelia jest jedynie wypełnieniem i rozwinięciem Prawa; jeśli części składowe obu są te same, z nowymi jedynie zewnętrznymi okolicznościami i nowym wewnętrznym Duchem; jeśli choć Obrzezanie jest zniesione, jest Chrzest zamiast niego; Pascha zniesiona, lecz zamiast niej Komunia Święta; Sabat zniesiony, lecz zamiast niego Dzień Pański; jeśli dwie kamienne tablice zawierające Prawo zostały rozbite, a jednak Kazanie na Górze zajęło ich miejsce; jeśli choć Mojżesz odszedł, przyszedł Chrystus; i jeśli podobnie — choć Aaron odszedł i jego kapłańska linia — przyszedł inny zastęp kapłanów zamiast nich; (a jeśli tak nie jest, Stary Testament jest w znacznej mierze martwą literą dla chrześcijan; i jeśli choćby istnieje szansa, że tak jest, i jeśli zawsze było tak rozumiane — jest to rzecz bardzo poważna postępować tak, jakby tak nie było); jakże wielki musi być grzech opierania się sługom Chrystusowym lub wdzierania się w ich urząd! Jakże wielki grzech uzurpowania sobie sprawowania obrzędów Kościoła — udzielania Chrztu, sprawowania Komunii Świętej, udzielania święceń lub błogosławieństwa — bez posłannictwa! Grzech Koracha zachowany był na wieki pamięcią na pokrywie Ołtarza, „aby był pamiątką" — powiada natchniony pisarz — „żeby żaden obcy, który nie jest z potomstwa Aarona, nie zbliżał się do ofiarowania kadzidła przed Panem i nie stał się podobny Korachowi i jego zgromadzeniu"; innymi słowy, tłumacząc to ostrzeżenie stosownie do dziś: „żeby nikt, kto nie pochodzi od Apostołów przez nałożenie rąk, nie zbliżał się do pełnienia urzędu kapłańskiego przed Panem i nie był taki jak Korach i jego zgromadzenie." Wielu — powiecie — wdziera się w niego w naszych czasach w nieświadomości. To prawda, tak jest. Zatem za nich módlmy się słowami Pana naszego: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią."
---