HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom V

Kazanie VI. Pamięć dawnych łask

Boże Narodzenie

Gdy chcę podziękować i uwielbićGdy potrzebuję nadziei Opatrzność BożaNadzieja i ufność
„Nie jestem godzien najmniejszej ze wszystkich łask i ze wszystkiej prawdy, którąś okazał słudze Twemu."
W skrócie. Kazanie o pamięci przeszłych łask jako fundamencie ufności wobec przyszłości: Jakub jako wzorzec kogoś, kto w obliczu kolejnych prób woła do Boga przypominając minione dobrodziejstwa. Newman ukazuje wdzięczność jako klucz do relacji z Bogiem: kto pamięta Jego dary, może ufać pośród niepewności. Modlitwa opiera się na historii osobistych doświadczeń łaski.

„Nie opuści nas ani nas nie porzuci; tak że możemy śmiało powiedzieć: „Pan jest wspomożycielem moim; nie będę się bać, co mi uczyni człowiek.”

*Boże Narodzenie*

*„Nie jestem godzien najmniejszej ze wszystkich łask i ze wszystkiej prawdy, którąś okazał słudze Twemu."* — Rdz 32,10

Duch pokornej wdzięczności za dawne miłosierdzia, jaki tchnią te słowa, jest łaską, do której szczególnie wzywa nas Ewangelia. Jakub, który je wypowiedział, nie znał owych wielkich i przedziwnych dzieł miłości, którymi Bóg od tamtej pory nawiedził ród ludzki. Lecz choć nie znał głębin Bożych wyroków, znał siebie na tyle, by wiedzieć, że nie jest godny żadnego dobra, a znał też i to, że Bóg Wszechmogący okazał mu wielkie miłosierdzie i wielką prawdę: miłosierdzie — że uczynił mu dobrze, gdy on zasługiwał na zło; prawdę — że dał mu obietnice i dochował im wierności. Przeto zalewała go wdzięczność, gdy spoglądał wstecz na przeszłość, dziwując się przepaści między tym, czym był sam w sobie, a tym, czym był dla niego Bóg.

Taka wdzięczność jest, jak powiadam, w wysokim stopniu łaską chrześcijańską i nakazana jest nam w Nowym Testamencie. Na przykład napominani jesteśmy, byśmy byli „wdzięczni" i byśmy pozwolili, „aby słowo Chrystusa mieszkało w nas obficie z wszelką mądrością; nauczając i napominając jedni drugich przez psalmy, hymny i pieśni duchowne, śpiewając z łaską w sercach naszych Panu."

Gdzie indziej powiedziano nam: „mówcie sobie w psalmach i hymnach, i pieśniach duchownych, śpiewając i grając w sercu waszym Panu; dziękując zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa."

Jeszcze gdzie indziej: „O nic się nie troskajcie, ale we wszystkim przez modlitwę i prośbę z dziękczynieniem niech będą znane żądania wasze przed Bogiem."

I znowu: „Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was."

Apostoł, który to wszystko pisze, był sam szczególnym wzorem ducha wdzięczności: „Radujcie się w Panu zawsze" — mówi — „a znowu mówię, radujcie się." „Nauczyłem się, w jakim bądź stanie jestem, być zadowolonym. Wszystko mam i opływam; jestem pełen." Jeszcze: „Dziękuję Chrystusowi Jezusowi, Panu naszemu, który mnie umocnił, że mnie uznał za wiernego, ustanawiając mnie w posłudze; mnie, który przedtem byłem bluźniercą i prześladowcą, i gwałtownikiem. Ale dostąpiłem miłosierdzia, gdyż czyniłem to z nieświadomości, w niedowiarstwie. A łaska Pana naszego była nadmiernie obfita z wiarą i miłością w Chrystusie Jezusie." O wielki Apostole! Jakże mogłoby być inaczej, zważywszy na to, czym był i czym się stał — przemieniony z nieprzyjaciela w przyjaciela, ze ślepego faryzeusza w natchnionego kaznodzieję? A jednak jest jeszcze jeden Święty, prócz patriarchy Jakuba, który dorównuje mu w tej znakomitej łasce — podobnie jak tamci, wyróżniony wielkimi kolejami losów oraz uwielbiającą miłością i czułością serca, z jakimi spoglądał wstecz na przeszłość: mam na myśli „Dawida, syna Jessego, człowieka wyniesionego na wysokość, pomazańca Boga Jakubowego, i słodkiego Psalmistę Izraela."

Księga Psalmów pełna jest przykładów wdzięcznego ducha Dawida, których tu przytaczać nie potrzebuję, gdyż wszyscy je dobrze znamy. Wspomnę tylko jego dziękczynienie, gdy wyznaczył kosztowne materiały na budowę Świątyni, opisane na końcu Pierwszej Księgi Kronik; gdy radował się tak bardzo, bo on i jego lud mieli serce, by dobrowolnie ofiarować Bogu, i dziękował Bogu za samą swą wdzięczność. „Dawid, król... cieszył się radością wielką; przeto Dawid błogosławił Panu na oczach całego zgromadzenia; i rzekł Dawid: Błogosławiony bądź, Panie, Boże Izraela, Ojcze nasz, na wieki wieków... Bogactwo bowiem i chwała są od Ciebie, i Ty panujesz nad wszystkim; w ręce Twojej jest moc i potęga, i w ręce Twojej jest uczynić wielkim i umocnić każdego. Tedy teraz, Boże nasz, wyznajemy Ci i chwalim imię Twoje chwalebne. Ale czymże jestem ja i czymże jest lud mój, żebyśmy mogli tak chętnie ofiarować? Albowiem wszystko od Ciebie pochodzi i z Twojego własnego dajemy Tobie."

Taki był wdzięczny duch Dawida, spoglądającego wstecz na przeszłość, dziwującego się i radującego z drogi, którą prowadził go jego Wszechmocny Opiekun, i z dzieł, do których go pobudzał; wielbił Go i sławił za Jego miłosierdzie i prawdę. Dawid, Jakub i św. Paweł mogą być zatem uznani za trzy wielkie wzory wdzięczności wystawione nam w Piśmie Świętym — świętych, którzy w szczególny sposób byli dziełem Bożej łaski i których życiem i oddechem było pokorne i uwielbiające rozważanie kontrastu między tym, czym na różne sposoby byli, a czym się stali. Wędrowiec skazany na zgubę nieoczekiwanie stał się patriarchą; pasterz — królem; prześladowca — apostołem. Każdy z nich został wybrany, z niepojętego upodobania Bożego, do wypełnienia wielkiego zadania, i każdy, czyniąc, co do niego należało, by je wypełnić, bez przerwy chwalił Boga, że uczynił go Swym narzędziem. O pierwszym powiedziano: „Jakuba umiłowałem, a Ezawa miałem w nienawiści;" o drugim, że „odrzucił przybytek Józefa i nie obrał pokolenia Efraima, lecz wybrał pokolenie Judy, górę Syjon, którą umiłował; wybrał też Dawida, sługę Swego, i wziął go z zagród owczych." A św. Paweł o sobie samym mówi: „W końcu ukazał się i mnie, jakby poronionemu."

Myśli te przychodzą nam na myśl w sposób naturalny w tym czasie, gdy obchodzimy łaskę Bożą, którą uczynił nas swymi dziećmi przez wcielenie Jednorodzonego Syna — największe i najwspanialsze ze wszystkich Jego miłosierdzi. Umysły nasze kierują się teraz szczególnie ku patriarsze Jakubowi za sprawą Pierwszych Czytań na ten dzień, wziętych z Proroka Izajasza, w których Kościół zwany jest imieniem Jakuba i pocieszany pod tym imieniem. Przybliżmy sobie tedy, w tym czasie wdzięczności i na progu nowego roku, skrótowy rys charakteru tego Patriarchy; a choć Dawid i Izajasz są prorokami łaski, a św. Paweł jej szczególnym heroldem i naczelnym wzorem, to jednak, jeśli pragniemy zobaczyć żywy przykład postawy wdzięczności trwającej przy pamięci Bożych miłosierdzi, nie zbłądzimy, jak sądzę, zwracając się ku Jakubowi.

Szczególną łaską Jakuba, jak sądzę, można to bowiem nazwać, był nawyk pełnego miłości rozpamiętywania Bożej opatrzności w stosunku do niego w minionych czasach oraz przepełniająca go za nią wdzięczność. Nie znaczy to, jakoby nie miał innych łask — lecz ta zdaje się być jego łaską szczególną. Wszyscy ludzie dobrzy posiadają wszystkie łaski w odpowiedniej mierze; Ten bowiem, od którego mają jakąkolwiek łaskę, nie daje jednej z osobna od całości: daje korzeń, a korzeń wypuszcza gałęzie. Lecz ponieważ czas, okoliczności, własne korzystanie z daru oraz własne usposobienie i charakter mają wielki wpływ na sposób jego przejawiania się, zdarza się tak, że każdy dobry człowiek ma swą szczególną łaskę wyróżniającą go spośród innych — swą własną barwę, woń i postać, jak kwiat może ją mieć. Jak na ziemi jest niezliczona ilość kwiatów, a wszystkie są kwiatami i o tyle do siebie podobne; wszystkie wyrastają z tej samej ziemi i odżywiają się tym samym powietrzem i rosą, i żaden bez piękna; a przecież jedne piękniejsze od drugich; i z tych, które są piękne, jedne wyróżniają się barwą, a inne wonią, a jeszcze inne kształtem; i z kolei te, które są wonią obdarzone, mają ją tak doskonałą, a zarazem tak odrębną, że nie wiemy, jak je ze sobą porównywać ani które piękniejsze słodszą zapachem — tak jest z duszami napełnionymi i żywionymi przez Bożą tajemną łaskę. Abraham, na przykład, przodek Jakuba, był wzorem wiary. Pismo Święte na to wskazuje, i nie ma potrzeby tego tutaj dowodzić. Wystarczy rzec, że opuścił swą ojczyznę na słowo Boże i za tym samym słowem wziął nóż, aby zabić swego jedynego syna. Abraham zdaje się odznaczał czymś wielce szlachetnym i wspaniałomyślnym. Mógł urzeczywistnić i uczynić sobie obecnymi rzeczy niewidzialne. Szedł za Bogiem w ciemności równie niezwłocznie, równie wytrwale, z równie pogodnym sercem i śmiałym krokiem, jak gdyby szedł w pełnym blasku południa. Jest w tym coś wielce wzniosłego; i dlatego właśnie św. Paweł nazywa Abrahama naszym ojcem, ojcem chrześcijan nie mniej niż Żydów. Albowiem my ze szczególną mocą jesteśmy zobowiązani chodzić przez wiarę, nie przez widzenie; i błogosławieni jesteśmy przez wiarę, i usprawiedliwieni przez wiarę, jak wierny Abraham. Lecz (jeśli wolno mi tak rzec, z należną czcią dla pamięci owego ulubionego sługi Bożego, na którego chwałę teraz mówię) ta wiara, w której Abraham celował, nie była szczególną zaletą Jakuba. Nie żeby nie miał wiary, i to wielkiej — bo inaczej nie byłby tak drogi Bogu. Kupno pierworodztwa i wyjednanie błogosławieństwa od Ezawa były dowodami wiary. Ezaw nie widział w nich nic, lub prawie nic cennego — był człowiekiem niskim duchem; bez trudu rozstał się z jednym, a o drugim nie miał wzniosłego wyobrażenia. Jednak wiara Jakuba, choć żarliwa i silna, nie była podobna do wiary Abrahama. Abraham trzymał uczucia swe luźno od wszystkiego ziemskiego i był gotów na słowo Boże zabić swego jedynego syna. Jakub miał wielu synów, i czyż nie możemy nawet powiedzieć, że nadmiernie im pobłażał? Nawet wobec Józefa, którego miłował słusznie, i choć miłość ta jest piękna i wzruszająca, wielki jest kontrast między jego uczuciami do „syna swej starości" a uczuciami Abrahama do Izaaka, niespodziewanego owocu jego setnego roku — nie tylko takiego, ale i jedynego syna długo oczekiwanego, z którym wiązały się obietnice. Znowu: Abraham opuścił swą ojczyznę — Jakub też; lecz Abraham na słowo Boże — Jakub z konieczności, pod groźbą Ezawa. Abraham od początku czuł, że Bóg jest jego działem i dziedzictwem, i w duchu wielkim i wspaniałomyślnym dobrowolnie wyrzekł się wszystkiego, co miał, pewny, że znajdzie coś znakomitszego w tym postępowaniu. Jakub zaś, mimo iż prawdziwie żył przez wiarę, pragnął — jak możemy powiedzieć, jak jeden fragment jego historii pokazuje — widzieć, nim w pełni uwierzył. Gdy uciekał przed Ezawem i przyszedł do Betel, a Bóg ukazał mu się we śnie i dał mu obietnice, lecz jeszcze nie ich wypełnienie — cóż uczynił? Czy po prostu je przyjął? Mówi: „Jeżeli Bóg będzie ze mną i strzec mnie będzie w tej drodze, którą idę, i da mi chleb do jedzenia i odzienie do odziania się, i wrócę szczęśliwie do domu ojca mego — tedy Pan będzie Bogiem moim." Czyni niejako swoje posłuszeństwo zależnym od warunku; i chociaż nie musimy i nie potrzebujemy rozumieć tych słów tak, jak gdyby chciał powiedzieć, że nie będzie służył Bogu, dopóki i jeśli nie uczyni mu tego, co obiecał, to zdają się one jednak wyrażać pewien lęk i niepokój — łagodny wprawdzie i uśmierzony, i bardzo ludzki (i dlatego tym bardziej interesujący i ujmujący w oczach nas, ludzi pospolitych, którzy czytamy jego słowa) — lecz niepokój, którego Abraham nie miał. Czujemy, że Jakub jest nam bliższy niż Abraham.

Czymże więc była szczególna łaska Jakuba, jak wiarą była łaska Abrahama? Powiedziałem to już: wdzięcznością, jak sądzę. Abraham zdaje się zawsze spoglądał naprzód w nadziei — Jakub wstecz w pamięci; jeden radował się przyszłością, drugi przeszłością; jeden kierował ku przyszłości swe uczucia, drugi ku przeszłości; jeden zdążał ku obietnicom, drugi rozpamiętywał ich spełnienie. Nie żeby Abraham nie spoglądał też wstecz, a Jakub — jak mówi na łożu śmierci — nie „czekał zbawienia" Bożego; lecz na tym polegała różnica między nimi: Abraham był bohaterem, Jakub „człowiekiem spokojnym, mieszkającym w namiotach."

Jakub zdaje się odznaczał umysłem łagodnym, delikatnym, tkliwym i lękliwym — łatwo się przeraźał, łatwo niepokoił, tak miłując Boga, że bał się Go stracić, i — może podobnie jak św. Tomasz — pragnął widzenia i posiadania z powodu żarliwego i tęsknego pożądania ich. Gdyby nie wiara, miłość stałaby się niecierpliwą; i tak Jakub pragnął posiadać nie z zimnego niedowiarstwa czy zatwardziałości serca, lecz z takiej właśnie miłosnej niecierpliwości. Ludzie tacy łatwo upadają na duchu i trzeba ich traktować łagodnie; szybko tracą nadzieję, stronią od świata, bo odczuwają jego szorstkość, której natury śmielsze nie czują. Ani Abraham, ani Jakub nie miłowali świata. Lecz Abraham nie bał się go ani go nie odczuwał. Jakub odczuwał i winął się, jakby ranny przez świat. Pamiętacie jego wzruszające skargi: „Wszystko to obraca się przeciwko mnie!" — „Tym sprowadzicie starość moją z bólem do grobu." — „Jeśli zostanę pozbawiony dzieci, oto jestem pozbawiony." Gdzie indziej znowu powiedziano: „Wszyscy jego synowie i wszystkie jego córki powstawali, aby go pocieszyć, ale nie chciał dać się pocieszyć." Innym razem: „serce Jakuba zamarło, bo im nie wierzył." Znowu: „duch Jakuba, ojca ich, odżył." Widzicie, jaki dziecinnie prosty, wrażliwy i czysty umysł miał. Toteż, jak powiedziałem, jego szczęście leżało nie w wyglądaniu naprzód ku nadziei, lecz wstecz ku doświadczeniu Bożych miłosierdzi. Rozkoszował się czułym śledzeniem i wdzięcznym uznawaniem tego, co zostało dane, pozostawiając przyszłość samej sobie.

Na przykład, gdy wychodził naprzeciw Ezawowi, stawia przed Bogiem w modlitwie, słowami, których tekst jest częścią, to, co Bóg już dla niego uczynił, wyliczając Jego dawne dobrodziejstwa z wielką i pokorną radością pośród swej ówczesnej troski. „O Boże ojca mego Abrahama" — mówi — „i Boże ojca mego Izaaka, Panie, który rzekłeś mi: Wróć do ziemi swojej i do rodziny swojej, a dobrze ci czynić będę: nie jestem godzien najmniejszej ze wszystkich łask i ze wszystkiej prawdy, którąś okazał słudze Twemu; bom bowiem z laską moją przeszedł ten Jordan, a teraz wróciłem z dwoma obozami." Znowu, gdy wrócił do własnej ziemi, przystąpił do wypełnienia obietnicy, którą złożył, aby poświęcić Betel jako dom Boży: „Wstańmy i idźmy do Betel, a zbuduję tam ołtarz Bogu, który mię wysłuchał w dniu utrapienia mego i był ze mną w drodze, którąm chodził." Znowu do faraona, wciąż zamieszkując przeszłość: „Sto i trzydzieści lat jest dni pielgrzymowania mojego; nieliczne i złe były dni lat żywota mego" — ma na myśli, w sobie samych i jako odseparowane od Bożej łaski — „i nie osiągnęły dni lat żywota ojców moich, dni ich pielgrzymowania." Znowu, gdy zbliżał się do kresu, mówi do Józefa: „Bóg Wszechmogący ukazał mi się w Luz" — to jest w Betel — „w ziemi kanaańskiej i pobłogosławił mi." Znowu, wciąż spoglądając wstecz: „Co do mnie, gdym powracał z Padan, umarła mi Rachel w ziemi kanaańskiej, w drodze, gdy jeszcze było trochę drogi do Efrata; i pochowałem ją tam w drodze do Efraty." Znowu, jego błogosławieństwo nad Efraimem i Manassesem: „Bóg, przed obliczem którego chodzili ojcowie moi, Abraham i Izaak, Bóg, który mnie żywił przez wszystek czas życia mego aż do dnia tego, Anioł, który mnie wybawił od wszelkiego złego, niech błogosławi chłopców." Znowu spogląda na ziemię obiecaną, mimo obfitości Egiptu: „Oto ja umieram, lecz Bóg będzie z wami i przywiedzie was z powrotem do ziemi ojców waszych." A gdy daje polecenie co do swego pogrzebu, mówi: „Ja będę przyłączony do ludu mego; pogrzebcie mnie z ojcami moimi w grocie, która jest na polu Efrona Hettyty." Daje rozkaz, by go pogrzebano z ojcami; to było naturalne, lecz zważcie, że rozwija ten temat po swemu szczególnym sposobem: „Tam pochowali Abrahama i Sarę, żonę jego; tam pochowali Izaaka i Rebekę, żonę jego; i tam pochowałem Leę." I dalej, gdy mówi o oczekiwaniu Bożego zbawienia, co jest aktem nadziei, wyraża to w sposób, który zarazem pozwala mu zatrzymać się przy przeszłości: „Czekałem" — mówi, to jest przez całe życie — „czekałem zbawienia Twojego, Panie." Takim był Jakub, żyjący raczej w pamięci niż w nadziei, odliczający czas, zapisujący pory roku, pamiętający dni; znający swą historię na pamięć i mający przeszłe życie w swej ręce; i jakby dla przeniesienia swego ducha na jego potomków, nakazano im, by raz w roku każdy Izraelita stawał przed Bogiem z koszem owoców ziemi i wspominał, co Bóg uczynił dla niego i dla ojca jego Jakuba, oraz wyrażał za to wdzięczność. „Syryjczykiem bliskim zguby był ojciec mój" — miał mówić, mając na myśli Jakuba — „zstąpił zaś do Egiptu i przebywał tam jako przybysz, a stał się narodem wielkim, możnym i licznym... I wywiódł nas Pan z Egiptu ręką możną i ramieniem wyciągniętym, w strachu wielkim, i ze znakami, i z cudami; i wprowadził nas do tej ziemi... opływającej w mleko i miód. A teraz oto przyniosłem pierwiastki owoców ziemi, którą dałeś mi, Panie."

Dobrze by nam było, gdybyśmy posiadali tę cechę ducha, jaką uosabia Jakub i jaką nakazano jego potomkom: usposobienie zależności od Bożej opatrzności, wdzięczności pod jej rządami i starannej pamięci o wszystkim, co Bóg dla nas uczynił. Dobrze by nam było, gdybyśmy mieli w zwyczaju patrzeć na wszystko, co posiadamy, jako na dar Boży, dany nam bez zasługi i dzień po dniu zachowywany wyłącznie Jego miłosierdziem. On dał; może też zabrać. Dał nam wszystko, co mamy: życie, zdrowie, siłę, rozum, radość, światło sumienia; cokolwiek dobrego i świętego mamy w sobie; jakąkolwiek wiarę; jakkolwiek odrodzoną wolę; jakąkolwiek miłość ku Niemu; jakąkolwiek władzę nad sobą samymi; jakąkolwiek nadzieję nieba. Dał nam krewnych, przyjaciół, wychowanie, wykształcenie, wiedzę, Biblię, Kościół. Wszystko pochodzi od Niego. On dał; może też zabrać. Gdyby zabrał, zostalibyśmy wezwani do naśladowania wzoru Joba i poddania się Jego woli: „Pan dał i Pan wziął; niech będzie imię Pańskie błogosławione." Dopóki zaś pomnaża swoje błogosławieństwa, winniśmy naśladować Dawida i Jakuba, żyjąc w nieustannej chwale i dziękczynieniu i ofiarując Mu z Jego własnego.

Nie jesteśmy własnością samych siebie, podobnie jak to, co posiadamy, nie jest naszą własnością. Sami siebie nie stworzyliśmy; nie możemy być panami nad samymi sobą. Nie możemy być swoimi własnymi władcami. Jesteśmy własnością Boga przez stworzenie, przez odkupienie, przez odrodzenie. Ma do nas potrójne prawo. Czy nie jest naszym szczęściem tak na to patrzeć? Czy jest jakimś szczęściem lub jakąś pociechą uważać, że jesteśmy własnością siebie samych? Może tak myśleć młodość i prosperity. Mogą uważać za wielką rzecz mieć wszystko — jak im się zdaje — po swojemu, nie zależeć od nikogo, nie myśleć o niczym poza zasięgiem wzroku, być wolnym od uciążliwości nieustannego uznawania zależności, nieustannej modlitwy, nieustannego odnoszenia tego, co się czyni, do woli drugiego. Lecz z biegiem czasu przekonają się, jak wszyscy ludzie, że niezależność nie była stworzona dla człowieka — że jest to stan nienaturalny — który może trwać przez jakiś czas, ale nie doprowadzi nas bezpiecznie do końca. Nie, jesteśmy stworzeniami; a jako takie mamy dwa obowiązki: być poddanymi i być wdzięcznymi.

Patrzmy tedy na Boże opatrzności ku nam pobożniej niż dotychczas. Starajmy się uzyskać prawdziwsze wyobrażenie o tym, czym jesteśmy i gdzie jesteśmy w Jego królestwie. Usiłujmy z pokorą i czcią śledzić kierującą nas rękę Bożą przez lata, które dotąd przeżyliśmy. Z wdzięcznością wspominajmy liczne miłosierdzia, których nam użyczył w przeszłości, liczne grzechy, których nie pamiętał, liczne niebezpieczeństwa, których uchylił, liczne modlitwy, które wysłuchał, liczne błędy, które poprawił, liczne ostrzeżenia, liczne lekcje, wiele światła, obfitość pociechy, jakie dawał nam czas po czasie. Zatrzymajmy się na czasach i porach roku, czasach utrapienia, czasach radości, czasach próby, czasach wytchnienia. Jakże pieścił nas jako dzieci! Jakże prowadził nas w ów niebezpieczny czas, gdy umysł zaczął myśleć samodzielnie, a serce otwierało się na świat! Jakże swą słodką karnością powstrzymywał nasze namiętności, uśmierzał nasze nadzieje, kojił nasze lęki, ożywiał nasz przygnębiony nastrój, słodził nasze spustoszenie i umacniał nasze słabości! Jakże łagodnie prowadził nas ku ciasnej bramie! Jakże przywabiał nas wzdłuż Swej wiecznej drogi, pomimo jej surowości, pomimo jej samotności, pomimo mglistego zmierzchu, w którym leżała! On był nam wszystkim. Był nam, jak był Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi, naszym Bogiem, naszą tarczą i wielką nagrodą — obiecując i wypełniając, dzień po dniu. „Dotąd nam pomagał." „Był nam łaskawy i pobłogosławi nam." Nie stworzył nas na próżno; przywiódł nas tak daleko, aby prowadzić nas dalej, aby doprowadzić nas do końca. Nie opuści nas ani nas nie porzuci; tak że możemy śmiało powiedzieć: „Pan jest wspomożycielem moim; nie będę się bać, co mi uczyni człowiek." Możemy „zrzucić na Niego wszelką troskę naszą, bo On ma o nas staranie." Cóż nam do tego, jak wiedzie nasza przyszła ścieżka, jeśli tylko jest Jego ścieżką? Cóż nam do tego, dokąd nas prowadzi, byle w końcu prowadziła do Niego? Cóż nam do tego, co na nas kładzie, jeśli tylko zdoła nam dać siłę, by to dźwigać z czystym sumieniem, prawym sercem, nie pragnąc niczego z tego świata w porównaniu z Nim? Cóż nam do tego, jakiż lęk nas napada, jeśli On jest tylko przy nas, by nas chronić i wzmacniać? „Ty, Izraelu" — mówi — „jesteś sługą moim, Jakubie, którego obrałem, nasienie Abrahama, przyjaciela mego." „Nie bój się, robaczku Jakubie, i wy, ludzie Izraela; Ja ci pomocy udzielę, mówi Pan, i Odkupiciel twój, Święty Izraela." „Tak mówi Pan, który cię stworzył, o Jakubie, i który cię ukształtował, o Izraelu: Nie bój się, bo cię wykupiłem; nazwałem cię po imieniu twoim; moim jesteś. Gdy będziesz przechodził przez wody, będę z tobą; i przez rzeki, nie zalewać cię będą; gdy będziesz chodził przez ogień, nie spłoniesz, i płomień nie będzie palił cię. Albowiem Jam jest Pan, Bóg twój, Święty Izraela, Zbawiciel twój."

---

← wróć do odkrywania