**(Boże Narodzenie.)**
*„I Ten, który uświęca, i ci, którzy są uświęcani, z jednego są wszyscy; dlatego nie wstydzi się nazywać ich braćmi."* — Hbr 2,11
Narodzenie Zbawiciela w ciele jest zadatkiem i niejako początkiem naszego narodzenia z Ducha. Jest figurą, obietnicą i rękojmią naszego nowego narodzenia, i dokonuje tego, co zapowiada. Jak On się narodził, tak i my się rodzimy; i ponieważ On się narodził, dlatego i my również jesteśmy narodzeni. Jak On jest Synem Bożym z natury, tak i my jesteśmy synami Bożymi z łaski — a to On uczynił nas takimi. To właśnie mówi tekst: On jest „Uświęcającym", my zaś „uświęconymi". Co więcej, powiada tekst, że On i my „z jednego jesteśmy wszyscy". Bóg uświęca Aniołów, ale tam Stwórca i stworzenie nie są z jednego. Syn Boży zaś i my jesteśmy z jednego; On stał się „pierworodnym wszelkiego stworzenia"; przyjął naszą naturę i przez nią, i w niej nas uświęca. Jest naszym bratem mocą swego wcielenia, i — jak mówi tekst — „nie wstydzi się nazywać nas braćmi"; a uświęciwszy naszą naturę w sobie samym, udziela jej nam.
1\. Jest to cudowny zamysł łaski, czyli tajemnica pobożności, którą powinniśmy mieć zawsze przed oczyma, a zwłaszcza w tym czasie, gdy Najświętszy przyjął nasze ciało „z czystej Dziewicy", „za sprawą Ducha Świętego, bez zmazy grzechu, aby nas oczyścić od wszelkiego grzechu". Bóg „mieszka w światłości niedostępnej"; On „jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności". „Szata Jego" — jak opisuje Prorocka Wizja — „biała jako śnieg, a włosy głowy Jego jako czysta wełna; tron Jego — płomień ognisty, a koła Jego — ogień gorejący." I podobnie Syn Boży, będąc Synem, jest też światłością. On jest „Światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka przychodzącego na świat". W czasie Jego Przemienienia „oblicze Jego zajaśniało jak słońce", a „szaty Jego stały się białe i lśniące, nader białe jak śnieg", „białe i świetlane". A gdy ukazał się świętemu Janowi, „głowa Jego i włosy były białe jak wełna, jak śnieg biały; oczy Jego jak płomień ognia; a nogi Jego podobne do mosiądzu najczystszego, jak gdyby w piecu rozżarzonego; a oblicze Jego jak słońce, gdy świeci w pełni mocy swojej". Taką była świętość naszego Pana, bo był Synem Bożym od wieczności. Zawsze był Ojciec, zawsze Syn: zawsze Ojciec, tedy zawsze i Syn, bo Imię Ojca zawiera w sobie Syna, i nie było nigdy czasu, kiedy nie byłoby Boga Ojca Wszechmogącego, a w Ojcu — również Syna. To o Nim mówi się na początku Ewangelii świętego Jana, gdzie jest napisane: „Na początku było Słowo, i Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo." Nieco dalej ten sam Apostoł mówi o Nim jako o „tym, który jest w łonie Ojca". I On sam mówi o „chwale, którą miał u Ojca przed stworzeniem świata". A święty Paweł nazywa Go „blaskiem chwały Bożej i odbiciem Jego istoty". A gdzie indziej — „obrazem Boga niewidzialnego". Tak więc tym, czym jest nasz Pan, żaden inny być nie może; On jest Jednorodzonym Synem; ma naturę Boską i jest jednej substancji z Ojcem, czego nie można powiedzieć o żadnym stworzeniu. Jest jedno z Bogiem, a Jego natura jest tajemna i nieprzekazywalna. Stąd też święty Paweł przeciwstawia Jego godność godności Aniołów, najwyższych spośród stworzeń, pragnąc ukazać nieskończoną wyższość Syna. „Do którego z Aniołów powiedział kiedy: Ty jesteś Synem moim, Jam Cię dziś zrodził?" I znowu: „Gdy wprowadza Pierworodnego na świat, mówi: Niechaj Mu oddają pokłon wszyscy Aniołowie Boży." I znowu: „Do którego z Aniołów powiedział kiedy: Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół Twoich podnóżkiem stóp Twoich?" O Aniołach powiedziano nam: „On nawet świętym swoim nie dowierza; i nieba nie są czyste w oczach Jego" — ale nasz Pan jest „umiłowanym Synem Jego, w którym ma upodobanie".
On to stworzył światy; On to od dawnych czasów wkraczał w dzieje świata i okazywał się Bogiem żywym i czujnym, czy ludzie myśleli o Nim, czy nie. A jednak ten wielki Bóg raczył zstąpić na ziemię z niebiańskiego tronu i narodzić się w swoim własnym świecie, ukazując siebie jako Syna Bożego w nowym i drugim sensie — w stworzonej naturze, jak i w swojej wiecznej substancji. To jest pierwsza refleksja, którą narodzenie Chrystusa nasuwa.
2\. A następnie zauważmy, że skoro był On Wszechświętym Synem Bożym, choć raczył narodzić się na świat, to z konieczności przyszedł na świat w sposób odpowiedni dla Wszechświętego i odmienny niż u innych ludzi. Wziął na siebie naszą naturę, ale nie nasz grzech; przyjmując naszą naturę w sposób nadprzyrodzony. Czyżby więc przyszedł z nieba w obłokach? Czy uformował sobie ciało z prochu ziemi? Nie; był, jak inni ludzie, „narodzony z niewiasty", jak mówi święty Paweł, aby wziąć na siebie nie inną naturę, lecz naturę człowieka. Od początku było przepowiedziane, że Potomstwo niewiasty zetrze głowę węża. „Położę nieprzyjaźń" — rzekł Bóg Wszechmogący do węża po upadku — „między tobą a niewiastą, między potomstwem twoim a Jej Potomstwem; Ono zetrze głowę twoją." Wskutek tej obietnicy pobożne niewiasty oczekiwały w dawnych czasach z nadzieją, że może właśnie w ich przypadku obietnica znajdzie swe spełnienie. Jedna po drugiej miała nadzieję, że to ona sama będzie matką obiecanego Króla; dlatego małżeństwo cieszyło się szacunkiem, a dziewictwo było w niełasce, jakby wtedy jedynie miały widoki na to, by zostać Matką Chrystusa, gdy oczekiwały błogosławieństwa wedle biegu natury i pośród kolejnych pokoleń. Pobożne były to niewiasty, lecz mało rozumiejące rzeczywisty stan rodzaju ludzkiego. Postanowiono wprawdzie, że Odwieczne Słowo przyjdzie na świat za pośrednictwem niewiasty; lecz narodzić się drogą ciała nie mogło. Rodzaj ludzki jest rasą upadłą; odkąd nastąpił Upadek, istnieje „wina i skażenie natury każdego człowieka, który w naturalny sposób pochodzi z potomstwa Adama; ...tak że ciało zawsze pożąda przeciwko Duchowi, i dlatego w każdej osobie urodzonej na świat zasługuje ono na gniew Boży i potępienie". „Apostoł wyznaje bowiem, że pożądliwość sama z siebie ma naturę grzechu." „To, co się z ciała narodziło, ciałem jest." „Któż wydobędzie czystego z nieczystego?" „Jakże może być czysty, kto z niewiasty się narodził?" Albo jak woła święty Dawid: „Oto urodziłem się w przewrotności i w grzechu poczęła mnie matka moja." Nikt nie rodzi się na świat bez grzechu; ani nie może się uwolnić od grzechu swojego urodzenia inaczej, jak przez drugie narodzenie z Ducha. Jakże więc mógłby Syn Boży przyjść jako Zbawiciel Święty, gdyby przyszedł jak inni ludzie? Jakże mógłby odpokutować za nasze grzechy ten, który sam byłby winny? Albo oczyścić nasze serca ten, który sam byłby nieczysty? Albo podnieść nasze głowy ten, który sam byłby synem hańby? Zaiste, taki posłaniec sam potrzebowałby Zbawiciela dla swojej własnej choroby, i do takiego miałoby zastosowanie przysłowie: „Lekarzu, ulecz samego siebie." Kapłani pośród ludzi są tymi, którzy muszą składać ofiary „najpierw za własne grzechy, a potem za grzechy ludu" — On jednak, przychodząc jako nieskalany Baranek Boży i wszechprzejednujący Kapłan, nie mógł przyjść w sposób, którego oczekiwały owe pobożne osoby. Przyszedł nową i żywą drogą, którą On jeden przyszedł i która jedynie Jemu przystała. Prorok Izajasz był pierwszy, który ją zapowiedział: „Sam Pan da wam znak" — mówi — „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Immanuel." I w związku z tym święty Mateusz, po przytoczeniu tego tekstu, ogłasza jego spełnienie w osobie Błogosławionej Maryi. „A wszystko to się stało" — mówi — „aby się wypełniło to, co Pan powiedział przez proroka." Co więcej, dwóch osobnych Aniołów — jeden do Maryi, jeden do Józefa — oznajmia, który to czcigodny Sprawca dokonał tego cudu. „Józefie, synu Dawida" — rzekł do niego Anioł — „nie bój się wziąć do siebie Maryi, małżonki twojej; albowiem to, co się w niej poczęło, z Ducha Świętego jest" — a co z tego wynikało? Anioł ciągnie dalej: „I porodzi Syna, i nadasz Mu imię Jezus; albowiem On zbawi lud swój od grzechów ich." Ponieważ był „wcielony z Ducha Świętego z Dziewicy Maryi", dlatego był „Jezusem", „Zbawicielem od grzechu". Anioł Gabriel powiedział też wcześniej do Maryi: „Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą; błogosławionaś Ty między niewiastami." Następnie zapowiada, że Jej Syn będzie zwany Jezusem; że „będzie wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego"; oraz że „Królestwu Jego nie będzie końca". Na koniec ogłasza: „Duch Święty zstąpi na Ciebie, i moc Najwyższego okryje Cię cieniem; dlatego i to Święte, które się z Ciebie narodzi, będzie nazwane Synem Bożym." Ponieważ Bóg Duch Święty zdziałał cud, dlatego Jej Syn był „Świętością", „Synem Bożym" i „Jezusem", oraz dziedzicem wiecznego królestwa.
3\. Oto wielka Tajemnica, którą teraz celebrujemy — której początkiem jest miłosierdzie, a końcem świętość — zgodnie ze słowami Psalmu: „Sprawiedliwość i pokój złożyły pocałunek." On, który jest całą czystością, przyszedł do nieczystego rodu, aby go wznieść ku swojej czystości. On, blask chwały Bożej, przyszedł w ciele, które było czyste i święte jak On sam, „bez zmazy, bez zmarszczki ani czegokolwiek podobnego, lecz święte i nieskalane" — i uczynił to dla nas, „abyśmy się stali uczestnikami Jego świętości". Nie potrzebował ludzkiej natury dla siebie — był doskonały w swojej pierwotnej naturze Boskiej; lecz wziął na siebie to, co nasze, dla naszego dobra. On, który „stworzył z jednej krwi wszelkie narody ludzkie", tak że w grzechu jednego wszyscy zgrzeszyli, i w śmierci jednego wszyscy umarli — przyszedł w tej właśnie naturze Adama, aby nam udzielić tej natury taką, jaka jest w Jego Osobie, by „nasze grzeszne ciała zostały oczyszczone przez Jego Ciało, a dusze nasze obmyte przez Jego najdroższą Krew" — aby uczynić nas uczestnikami natury Boskiej; aby zasiać w sercach naszych ziarno życia wiecznego; i aby podnieść nas „od skażenia, które jest na świecie przez pożądliwość", ku tej nieskalanie czystości i tej pełni łaski, która jest w Nim. On, który jest pierwszą zasadą i wzorem wszystkich rzeczy, przyszedł, aby być początkiem i wzorem rodu ludzkiego, pierworodnym całego stworzenia. On, który jest wiekuistą Światłością, stał się Światłością ludzi; On, który jest Życiem od wieczności, stał się Życiem rodu martwego w grzechu; On, który jest Słowem Bożym, przyszedł, aby być duchowym Słowem, „zamieszkującym bogato w sercach naszych", „Słowem wszczepionym, które może zbawić dusze nasze"; On, który jest równym Ojcu Synem, przyszedł, aby być Synem Bożym w naszym ciele, iżby nas również wynieść do przybrania za synów i iżby być pierworodnym pośród wielu braci. I to jest powód, dla którego Kolekta na ten okres, po mówieniu o naszym Panu jako Jednorodzonym Synu, narodzonym w naszej naturze z czystej Dziewicy, przechodzi do mówienia o naszym nowym narodzeniu i przybranym synostwie oraz odnowieniu przez łaskę Ducha Świętego.
4\. A gdy przyszedł na świat, był wzorem świętości w okolicznościach swojego życia, nie tylko w swoim narodzeniu. Nie uwikłał się i nie skalał z grzesznikami. Zstąpił z nieba, dokonał krótkiego dzieła w sprawiedliwości i powrócił znów tam, skąd przyszedł. Przyszedł na świat i rychło świat opuścił; jakby chcąc nas nauczyć, jak mało On sam i jak mało my, Jego naśladowcy, mamy do czynienia ze światem. On, Odwieczne i Wiecznie Żywe Słowo Boże, nie przeżył lat Matuzalema, owszem, nie wyczerpał nawet powszechnego wieku człowieka; lecz przyszedł i odszedł, zanim ludzie spostrzegli się, że przyszedł — jak błyskawica jaśniejąca od jednego krańca nieba do drugiego — będąc początkiem nowego i niewidzialnego stworzenia i nie mając żadnej cząstki w starym Adamie. Był na świecie, lecz nie był ze świata; i gdy tu przebywał, On, Syn Człowieczy, był wciąż w niebie; i równie dobrze mógłby ogień żywić się wodą, albo wiatr być uległy rozkazom człowieka, jak Jednorodzony Syn naprawdę być cząstką i członkiem tego przemijającego porządku, w którym raczył się poruszać. Nie mógł spocząć ani zatrzymać się na ziemi; czynił tylko swoje dzieło na niej; mógł jedynie przyjść i odejść.
A będąc tu na ziemi, skoro nie mógł czerpać w niej upodobania ani szukać w niej przyjemności, nic też nie chciał mieć z jej sławnych dóbr. Gdy uniżył siebie ku własnemu grzesznemu stworzeniu, nie chciał, by ono usługiwało Mu ze swego najlepszego — jakby wzgardził przyjęciem ofiary lub daniny od upadłego świata. Jedynie natura odrodzona może ośmielić się służyć Świętemu. Nie chciał przyjmować gościny ani wygody, uznania ani pieszczot od królestwa ciemności. Nie chciał być uczyniony królem; nie chciał być nazywany „Dobrym Nauczycielem"; nie chciał przyjąć miejsca, gdzie by mógł złożyć głowę. Życie Jego nie leżało w ludzkim oddechu ani w ludzkim uśmiechu; było ukryte w Tym, od kogo przyszedł i do kogo powracał.
„Światłość w ciemności świeci, a ciemność jej nie ogarnęła." Wydawał się tłumom podobny innym ludziom. Choć poczęty z Ducha Świętego, narodził się z ubogiej niewiasty, która — gdy gości było wielu — zepchnięta na bok, powiła Go w miejscu dla bydła. O cudowna tajemnico, wcześnie się objawiająca, że już w narodzeniu wzgardził gościnnością świata! Wychowywał się jako syn cieśli, bez formalnego wykształcenia, tak że gdy zaczął nauczać, jego sąsiedzi dziwili się, jak ten, co nie uczył się liter i ćwiczył się w skromnym rzemiośle, mógł stać się prorokiem. Znany był jako krewny i bliski znajomy ludzi prostych; tak że świat wskazywał na nich, gdy On objawiał siebie, jakby ich niewystarczalność była obaleniem Jego roszczeń. Wychowany był w mieście złej sławy, tak że nawet lepsi wątpili, czy może stamtąd wyjść coś dobrego. Nie, nie chciał być dłużnikiem tego świata dla pociechy, pomocy ani uznania; bo „świat przez Niego się stał, a świat Go nie poznał". Przyszedł do niego jako dobroczyńca, nie jako gość; nie po to, by od niego pożyczać, lecz by mu dawać.
A gdy dorósł i zaczął głosić królestwo niebieskie, Święty Jezus nie więcej brał od świata wówczas niż poprzednio. Wybrał udział tych Świętych, którzy Go poprzedzali i zapowiadali: Abrahama, Mojżesza, Dawida, Eliasza i Jego poprzednika, Jana Chrzciciela. Żył swobodnie, bez więzów domu czy spokojnego mieszkania; żył jako pielgrzym w ziemi obiecanej; żył na pustyni. Abraham mieszkał w namiotach w kraju, który jego potomkowie mieli posiąść. Dawid przez siedem lat tułał się po tym samym kraju w czasie prześladowań ze strony Saula. Mojżesz spędził czas jako wędrowiec na wycie pustkowia, całą drogę od góry Synaj do granic Kanaanu. Eliasz wędrował z powrotem od Karmelu do Synaju. A Chrzciciel od młodości przebywał na pustyni. Podobny był temu i sposób życia naszego Pana w czasie Jego działalności: bywał raz w Galilei, raz w Judei; widywano Go na górze, na pustyni i w mieście; lecz nie raczył obrać sobie żadnego domu — nawet Świątyni Swojego Wszechmogącego Ojca w Jerozolimie.
Wszystko to jest zupełnie niezależne od szczególnych celów miłosierdzia, które przywiodły Go na ziemię. Choćby nawet poddał się z niezgłębioną pokorą śmierci na krzyżu jako ofierze przebłagalnej, to dlaczego od samego początku tak wzgardził tym światem, gdy nie odpokutowywał za jego grzechy? Mógł przynajmniej korzystać ze szczęścia braci, którzy w Niego wierzyli; mógł być szczęśliwy i szanowany w domu; mógł mieć cześć w swoim własnym kraju; mógł poddać się dopiero na końcu temu, co wybrał od początku; mógł odroczyć swoje dobrowolne cierpienia aż do owej godziny, w której wola Ojca i Jego własna wola uczyniły Go ofiarą za grzech.
On jednak postąpił inaczej; i w ten sposób staje się lekcją dla nas, Jego uczniów. On, który był tak oddzielony od świata, tak obecny przy Ojcu nawet w dniach Jego ciała, wzywa nas, Jego braci — tak jak my jesteśmy w Nim, a On w Ojcu — byśmy okazali, że jesteśmy naprawdę tym, czym nas uczyniono: przez wyrzeczenie się świata, będąc w świecie, i przez życie w obliczu Bożym.
Niech się nad tym zastanowią ci, którzy sądzą, że doskonałość naszej natury polega wciąż, jak przed udzieleniem Ducha, na ćwiczeniu wszystkich jej odrębnych władz — zwierzęcych i umysłowych — nie zaś na poddaniu i ofiarowaniu tego, co w nas niższe, temu, co doskonalsze. Chrystus, który jest początkiem i wzorem nowego stworzenia, żył poza ciałem, będąc w nim. Śmierć Jego była wprawdzie wymagana jako przebłaganie; lecz dlaczego życie Jego było tak umartwione, jeśli taka surowość nie jest chwałą człowieka?
Przystąpmy w tym czasie do Niego z czcią i miłością — do Tego, w którym mieszka wszelka doskonałość i od którego wolno nam ją czerpać. Przystąpmy do Uświęcającego, aby być uświęceni. Przystąpmy do Niego, aby poznać nasz obowiązek i otrzymać łaskę jego wypełniania. W innych porach roku przywoływane są nam na myśl czuwanie, trud, zmaganie i cierpienie; lecz w tym czasie przywoływane jest nam na myśl jedynie to, czym Bóg nas grzesznych obdarza. „Nie z uczynków sprawiedliwości, któreśmy uczynili, lecz według miłosierdzia swojego zbawił nas." Przywoływane jest nam na myśl, że sami nic nie możemy, a Bóg wszystko czyni. Jest to w szczególności pora łaski. Przychodzimy, aby zobaczyć i doświadczyć miłosierdzi Bożych. Stajemy przed Nim jako te bezradne istoty, które w czasie Jego działalności przynoszono na łożach i noszach po uzdrowienie. Przychodzimy, aby doznać uzdrowienia. Przychodzimy jako małe dzieci, aby być karmieni i pouczani, „jako nowo narodzone niemowlęta, pragnijcie duchowego, niesfałszowanego mleka, abyście przez nie wzrastali". Jest to czas niewinności i czystości, i łagodności, i delikatności, i spokoju, i pokoju. Jest to czas, w którym cały Kościół zdaje się przyodziany w biel — w szatę chrzcielną, w jasne i lśniące odzienie, które nosi na Świętej Górze. Chrystus przychodzi w innych czasach w szatach zabarwionych krwią; lecz teraz przychodzi do nas w całej spokojności i pokoju, i nakazuje nam radować się w Nim i miłować jednych drugich. Nie jest to czas smutku, zazdrości, troski, dogadzania sobie, nadmiaru ani swawoli; nie dla „biesiadowania i pijaństwa", nie dla „rozpusty i wyuzdania", nie dla „kłótni i zazdrości" — jak mówi Apostoł — lecz dla przyodziania się w Pana Jezusa Chrystusa, „który grzechu nie popełnił, ani nie znaleziono zdrady w ustach Jego".
Niech każde Boże Narodzenie, gdy nadchodzi, zastaje nas coraz bardziej podobnymi do Tego, który właśnie w tym czasie stał się małym dzieckiem dla nas — coraz prostszymi w duchu, coraz pokorniejszymi, coraz świętszymi, coraz bardziej miłującymi, coraz bardziej oddanymi woli Bożej, coraz bardziej radosnymi, coraz bardziej pełnymi Boga.
---