HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom V

Kazanie X. Sprawiedliwość nie z nas, lecz w nas

(Objawienie Pańskie)

Gdy zawiniłem i nie umiem sobie wybaczyćGdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Usprawiedliwienie i zasługaŁaska a wolność
„Z Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem, aby — jak napisano — ten, kto się chlubi, w Panu się chlubił."
W skrócie. Newman odrzuca pelagiański pogląd, że sprawiedliwość jest naszym własnym osiągnięciem: usprawiedliwienie jest dziełem Ducha Świętego mieszkającego w nas, nie zewnętrzną nagrodą za uczynki. Łaska nie tylko pomaga — ona jest samą zasadą życia duchowego. Człowiek może żyć sprawiedliwie, lecz źródłem tej sprawiedliwości jest Chrystus, nie on sam.

„Jak obraz króla przypisuje monetę jemu, tak podobieństwo Chrystusa w nas oddziela nas od świata i przeznacza nas dla Królestwa Niebieskiego.”

*(Objawienie Pańskie)*

*„Z Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem, aby — jak napisano — ten, kto się chlubi, w Panu się chlubił."* — 1 Kor 1,30–31

Święty Paweł zajmuje się w rozdziale, z którego zaczerpnięte są powyższe słowa, poniżeniem zarozumiałości Koryntian. Otrzymali dary; pamiętali o tym, że je mają; używali ich, nadużywali ich; zapominali nie o tym, że je posiadają, lecz o tym, że zostały im dane. Zdawali się sądzić, że owe dary należą im się niejako z prawa — jako ludziom odznaczającym się większą kulturą umysłu od innych, większą wiedzą, większą ogładą. Korynt był miejscem zamożnym; był miejscem, gdzie spotykały się wszystkie narody i gdzie ludzie wiele oglądali ze świata; był miejscem nauki i filozofii. Miał wprawdzie coś dobrego, czego nie miały Ateny. Mędrcy ateńscy słuchali Apostoła i gardzili nim, ale o Koryncie sam Chrystus powiedział mu: „Mam w tym mieście lud wielki." A przecież, choć w Koryncie byli wybrani Boży, to jednak w miejscu tak pełnym zepsucia i mądrości tego świata na drodze prostej i pokornej wiary stały trudności tak wielkie, że uwieść mogły, gdyby to było możliwe, nawet wybranych — i sprawiały, że ci, którzy byli zbawieni, zbawiali się „jakby przez ogień". Wbrew jasnym pouczeniom, jakich Apostoł z pewnością udzielił im przy nawróceniu o ich absolutnej nicości w sobie samych; wbrew też ich wyznaniom tej nicości (trudno bowiem przypuszczać, że wprost mówili, iż dary są ich własne) — nie czuli jednak, że pochodzą od Boga. Zdawali się niejako rościć sobie do nich pretensje, a przynajmniej traktować posiadanie ich jako rzecz zupełnie naturalną; postępowali, jakby były ich własne — nie z pokorą i wdzięcznością wobec Dawcy, nie z poczuciem odpowiedzialności, nie z bojaźnią i drżeniem, lecz jak panowie nad nimi, jakby mieli nad nimi władzę zwierzchnią i mogli czynić z nimi, co im się podoba, jakby mogli używać ich od siebie i dla siebie.

Również nasze władze i członki ciała pochodzą od Boga, ale w tym sensie są częścią naszego pierwotnego uposażenia, czyli (jeśli wolno mi tak rzec) naszej istoty, że chociaż zawsze powinniśmy wznosić serce do Boga w wdzięczności, gdy ich używamy, to jednak używamy ich jako *naszych* narzędzi, organów i sług. Wyrastają z nas i (jak mogę powiedzieć) są od nas zależne, i używamy ich dla własnych celów. Otóż właśnie tak, zdaje się, Koryntianie używali swoich nadprzyrodzonych darów, mianowicie — jak gdyby były częściami ich samych, jak naturalne władze, zamiast jako wpływy w nich istniejące, lecz nie ich własne, od Dawcy wszelkiego dobra; nie z bojaźnią, nie z czcią, nie z uwielbieniem. Uważali siebie nie za członków Królestwa świętych, zależnych od niewidzialnego Pana, lecz za zwykłych członków ziemskiej społeczności — nadal bogatych, nadal uczonych w Piśmie, nadal filozofów, nadal dysputantów, którym tylko przybył pewien zasób darów i którzy dzięki przyjęciu chrześcijaństwa ugruntowali swoje dotychczasowe stanowisko. Stali się dumni, kiedy powinni byli być wdzięczni. Zapomnieli, że aby być członkami Kościoła, trzeba stać się jak dzieci małe; że trzeba wyrzec się wszystkiego, aby pozyskać Chrystusa; że trzeba stać się ubogim w duchu, aby zdobyć prawdziwe bogactwa; że trzeba odłożyć filozofię, jeśli się chce głosić mądrość wśród doskonałych. Dlatego też święty Paweł przypomina im, że „niewielu jest mądrych według ciała, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych powołanych"; i że wszelka prawdziwa moc, wszelka prawdziwa mądrość wypływa z Chrystusa, który jest „mocą Bożą i mądrością Bożą"; i że wszyscy prawdziwi chrześcijanie wyrzekają się własnej mocy i własnej mądrości, i przychodzą do Niego, aby był Źródłem i Zasadą ich mocy i ich mądrości; aby od Niego zależeli i z Niego czerpali, nie z siebie samych; aby istnieli w Nim bądź mieli Go w sobie; aby byli niejako Jego członkami; aby się chlubili jedynie Nim, a nie sobą. Albowiem gdy mądrość tego świata jest w oczach Bożych głupstwem, a moc tego świata słabością, Bóg wystawił swojego Jednorodzonego Syna jako Pierworodnego stworzenia i wzorzec oraz pierwowzór prawdziwego życia; by był mądrością Bożą i mocą Bożą, oraz „sprawiedliwością, uświęceniem i odkupieniem" Bożym dla wszystkich, którzy są w Nim znalezieni. „Z Niego — powiada — jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga, mianowicie sprawiedliwością i uświęceniem, i odkupieniem; aby — jak napisano — ten, kto się chlubi, w Panu się chlubił."

W każdym wieku Kościoła, nie tylko w epoce pierwotnej, chrześcijanie ulegali pokusie chlubienia się ze swoich darów bądź przynajmniej zapominania, że są darami, i traktowania ich jako czegoś oczywistego. Zawsze też ulegali pokusie zapominania o swoich obowiązkach — o tym, że otrzymali coś, co zobowiązani są pomnażać, i o powinnościach bojaźni i drżenia przy jego pomnażaniu. Z drugiej zaś strony, jak powinni się zachowywać, gdy uświadamiają sobie swoje przywileje, wskazuje im święty Paweł, mówiąc do Filipian: „Z bojaźnią i drżeniem sprawujcie własne zbawienie, albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie ze swoją wolą." Bóg jest w was dla sprawiedliwości, dla uświęcenia, dla odkupienia przez Ducha swojego Syna, i powinniście korzystać z Jego wpływów, z Jego działań — nie jako ze swoich własnych (broń Boże!), nie tak jak korzystacie z własnego umysłu czy własnych członków, bez czci — lecz jako z Jego obecności w was. Wszelka wasza wiedza pochodzi od Niego; wszystkie dobre myśli są od Niego; wszelka zdolność modlitwy pochodzi od Niego; wasz Chrzest jest od Niego; poświęcone Dary są od Niego; wasze wzrastanie w świętości jest od Niego. Nie należycie do siebie samych, zostaliście bowiem kupieni za cenę, i tajemnicza moc działa w was. O, gdybyśmy to wszystko czuli równie żywo, jak jesteśmy o tym przekonani!

Jest to więc jeden z pierwszych składników chrześcijańskiego poznania i ducha chrześcijańskiego: odnosić wszystko, co jest w nas dobrego, wszystko, co posiadamy z życia duchowego i sprawiedliwości, do Chrystusa, naszego Zbawiciela; wierzyć, że On działa w nas; lub, ujmując to dobitniej, wierzyć, że zbawcza prawda, życie, światło i świętość nie są *z nas*, choć muszą być *w nas*. Rozwinę teraz oba te punkty.

**1.** Cokolwiek posiadamy, nie jest z nas, lecz z Boga. Z pewnością nie wymaga to wielu słów, aby to udowodnić. Nasza natura, pozostawiona sobie samej, jest w Piśmie Świętym przedstawiana jako źródło wielu rzeczy złych, lecz niczego dobrego. W Piśmie Świętym czytamy wiele o złu wychodzącym z naturalnego serca, lecz nic o dobru z niego wychodzącym. Kiedy to było, aby tłumy ludzkie nie odwróciły się od Tego, który jest ich życiem? Kiedy to było, aby świętych nie było niewielu, a bezbożnych wielu? I cóż to pokazuje, jeśli nie to, że prawo ludzkiej natury ciągnie ku złu, nie ku dobru? Jakie drzewo, taki owoc; jeśli owoc jest zły, drzewo musi też być złe. Kiedy oblicze ludzkiej społeczności, które jest owocem ludzkiej natury, było inne niż złe? Kiedy moc tego świata była obrończynią Bożej prawdy? Kiedy jego mądrość była jej tłumaczką? Kiedy jego dostojeństwo było jej obrazem? Czy spojrzymy na wiek pierwotny świata? Cóż tam znajdziemy? „Ziemia była skażona przed Bogiem, i ziemia napełniona była gwałtem." „Widział Bóg, że wielka jest złość ludzi na ziemi, i że wszelki zamysł i wszystkie myśli jego serca były tylko złem po wszystkie dni. I żałował Pan, że uczynił człowieka na ziemi, i zasmucił się w sercu swoim." Czy znajdziemy coś dobrego w naturze człowieka po potopie łatwiej niż przed nim? „I rzekł Pan: Oto lud jeden i język jeden u wszystkich, i to zaczęli czynić; teraz nie będzie im przeszkodzone nic, co zamyślają czynić... I rozproszył ich Pan stamtąd po obliczu wszystkiej ziemi." Czy przejdziemy do dni Dawida? „Wejrzał Pan z nieba na synów ludzkich, aby zobaczyć, czy jest kto, co by rozumiał i szukał Boga. Wszyscy odwrócili się, wszyscy razem stali się bezużyteczni; nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ni jednego." Tak trzy razy Bóg wejrzał z nieba i trzy razy człowiek był taki sam — wrogiem Boga, buntownikiem przeciwko swemu Stwórcy. Zobaczmy, czy Salomon rozjaśni to straszliwe świadectwo. Mówi on: „Serce synów ludzkich jest pełne złości, a szaleństwo jest w ich sercu, póki żyją; a potem — idą do umarłych." Czy zapytamy proroka Izajasza? Odpowiada on: „Wszyscyśmy jako nieczyści, a wszystkie sprawiedliwości nasze jakby odzienie splugawione; i opadamy wszyscy jako liść, a nieprawości nasze jak wiatr uniosły nas." Czy Jeremiasza? „Serce jest zdradliwe ponad wszystko i jest bardzo przewrotne." Albo co zaświadczył sam Pan nasz, gdy przyszedł w ciele, o owocach serca? Rzekł On: „Z serca bowiem wychodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, nierządy, kradzieże, fałszywe świadectwa, bluźnierstwa." A czy Jego przyjście poprawiło świat? Jak będzie, gdy przyjdzie po raz wtóry? „Syn Człowieczy gdy przyjdzie, czy znajdzie wiarę na ziemi?" To więc, do czego skłania się natura ludzka, jest zupełnie jasne; a zważywszy na cel, tak samo — powiadam — musi być i początek. Jeśli cel jest zły, zły jest też i początek; jeśli zakończenie jest błędne, błędny jest też kierunek wyjściowy. „Obfitość serca usta mówią" i ręce czynią; a jakie są uczynki i słowa, takie jest serce. Nic więc nie może być bardziej pewne — jeśli kierujemy się Pismem Świętym, nie mówiąc już o doświadczeniu — niż że obecna natura człowieka jest zła, nie dobra; że złe rzeczy z niej wychodzą, a nie dobre. Jeśli wychodzą z niej rzeczy dobre, są wyjątkiem i przez to nie są jej własne, lecz są w niej jedynie; najpierw jej dane, a dopiero potem z niej wychodzące; nie z niej przez naturę, lecz w niej przez łaskę. Pan nasz mówi wyraźnie: „Co się narodziło z ciała, ciałem jest; a co się narodziło z Ducha, duchem jest. Nie dziw się, żem ci powiedział: Trzeba wam się narodzić powtórnie." I znowu: „Beze Mnie nic czynić nie możecie"; i święty Paweł: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia." I znów w omawianym Liście: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, czemuż się chlubisz, jakbyś nie otrzymał?"

Jest to owa wielka prawda, która leży u podstaw wszelkiej prawdziwej nauki o drodze zbawienia. Wszelkie nauczanie o obowiązku i posłuszeństwie, o dochodzeniu do nieba i o zadaniu Chrystusa wobec nas jest puste i bez treści, jeśli nie jest tu zbudowane — na nauce o naszej pierwotnej skażoności i bezradności, a w konsekwencji o pierwotnej winie i grzechu. Chrystus sam jest wprawdzie fundamentem, lecz serce skruszone, uniżone, wyrzekające się siebie jest niejako gruntem i glebą, w której fundament musi być złożony; i to jest budowanie na piasku, gdy ktoś wyznaje wiarę w Chrystusa, a nie uznaje, że bez Niego nic uczynić nie może. Jest to tak zwana herezja pelagiańska, o której nazwie być może niejeden z nas słyszał. Nie zamierzam tu formalnie podawać, na czym ta herezja polega, lecz mam na myśli, że mówiąc potocznie, mogę ją nazwać przekonaniem, iż „święte pragnienia, dobre rady i sprawiedliwe uczynki" mogą *z nas* wychodzić, mogą być *naszymi własne*, a nie tylko w nas — podczas gdy są one jedynie od Boga; od którego, a nie od nas samych, pochodzi owa sprawiedliwość, uświęcenie i odkupienie, które jest w nas — od którego pochodzi obmycie naszej wewnętrznej winy i wszczepienie w nas nowej natury. Ale gdy ludzie biorą za pewnik, że są naturalnymi obiektami Bożej łaski; gdy traktują swoje przywileje i siły jako rzeczy naturalne; gdy patrzą na swój Chrzest jak na zwykły obrzęd, który przynosi swoje skutki w sposób mechaniczny; gdy przychodzą do kościoła, nie czując się wyróżnionymi tym, że mogą przychodzić; gdy nie rozumieją konieczności modlitwy o łaskę Bożą; gdy wszystko sprowadzają do systemu i poddają postanowienia Bożej wolnej szczodrobliwości prawom przyczyny i skutku; gdy myślą, że wychowanie zrobi wszystko i że wychowanie jest w ich własnej mocy; gdy, jednym słowem, mało cenią Kościół Boży, który jest wielkim kanałem Bożych łask, i patrzą na Ewangelię jak na pewien rodzaj literatury czy filozofii zawartej w pewnych dokumentach, z których można korzystać tak, jak korzysta się z nauk innych książek — to wówczas, nie wspominając innych przypadków tego samego błędu, są praktycznie pelagianami, gdyż czynią samych siebie swoim własnym centrum zamiast zależeć od Boga Wszechmocnego i Jego ustanowień.

**2.** Po drugie zaś, podczas gdy prawda i sprawiedliwość nie są z nas, równie pewne jest to, że są w nas, jeśli jesteśmy Chrystusowi; nie tylko nominalnie nam dane i nam przypisane, lecz rzeczywiście w nas wszczepione przez działanie Błogosławionego Ducha. Pan nasz i Zbawiciel Jezus Chrystus, gdy przyszedł na ziemię w naszym ciele, dokonał doskonałego zadośćuczynienia — „ofiary, złożenia i przebłagania za grzechy całego świata." Narodził się z niewiasty, czynił cuda, pościł i był kuszony na pustyni, cierpiał i był ukrzyżowany, umarł i był pogrzebany; zmartwychwstał, wstąpił na wysokość i „żyje na wieki" z Ojcem — a wszystko to dla nas. I jak Jego wcielenie i śmierć były dla naszego zbawienia, tak też rzeczywiście dokonał celu, któremu ta uniżenie miało służyć. Wszystko zostało dokonane, co trzeba było dokonać, z wyjątkiem tego, czego nie można było dokonać w czasie, gdy jeszcze nie istnieli ci, dla których miało być dokonane. Wszystko zostało dla nas zdziałane — z wyjątkiem faktycznego udzielenia miłosierdzia każdemu z nas z osobna. Zbawił nas z wyprzedzeniem, lecz nie byliśmy jeszcze zbawieni w istocie — bo jeszcze nas nie było. Ale wszystko, co nie wymagało naszego istnienia, zostało wówczas dopełnione. Szatan został pokonany; grzech przebłagany; kara zapłacona; Bóg ubłagany; sprawiedliwość, uświęcenie, odkupienie, życie — wszystko zostało przygotowane dla synów Adama, i pozostawało już tylko rozdzielać i udzielać tych Bożych darów każdemu z osobna. Nie dokonało się to, bo nie mogło się dokonać naraz; nie mogło się dokonać od razu dla poszczególnych osób, a zbawienie było w Bożych radach zamierzone jako dar indywidualny. Nie przywrócił On jednym aktem całego rodzaju ludzkiego i nie zmienił natychmiast kondycji świata w Jego oczach przez śmierć Chrystusa. Słońce w dniu Wielkanocnym nie wzeszło, ani On nie wstał z grobu, na świat nowy — lecz na stary świat, grzeszny, zbuntowany, wygnany świat, taki jak przedtem. Ludzie byli dokładnie tacy sami — zarówno w sobie samych, jak w Jego oczach. Byli winni i skażeni przed Jego ukrzyżowaniem i takimi pozostali po nim; takimi pozostają po dziś dzień, chyba że On ze swej wolnej szczodrobliwości i swą absolutną wolą raczy udzielić daru swojej męki temu lub tamtemu. Zapewnił, lecz nie dał zbawienia, gdy cierpiał; i musi nastąpić danie i zastosowanie zbawienia w odniesieniu do wszystkich tych, którzy mają być zbawieni. Dar życia jest w nas równie prawdziwie, jak nie jest z nas; nie tylko od Niego pochodzi, lecz jest nam udzielony. Trzeba to starannie mieć na uwadze, bo jak są tacy, którzy uważają, że życie, sprawiedliwość i zbawienie są z nas, tak są inni, którzy twierdzą, że nie są w nas; i jak jest wielu, którzy mniej lub bardziej zapominają, że usprawiedliwienie jest od Boga, tak równie wielu jest takich, którzy mniej lub bardziej zapominają, że usprawiedliwienie musi być w człowieku, jeśli ma mu przynieść pożytek. I trudno orzec, który z tych dwóch błędów jest większy.

Jest jednak jeszcze jeden powód, by twierdzić, że Chrystus nie dopełnił swego zbawczego planu przez swoją śmierć: mianowicie, iż Duch Święty przyszedł, aby go dopełnić. Gdy Chrystus wstąpił do nieba, nie pozostawił nas samym sobie — dzieło to nie było jeszcze dokonane. Posłał swojego Ducha. Gdyby wszystko było dokonane w odniesieniu do poszczególnych ludzi, dlaczego Duch Święty miałby zstąpić? Lecz Duch przyszedł, aby dopełnić w nas to, co Chrystus dopełnił w sobie, a pozostawił niedopełnione co do nas. Jemu powierzone jest stosowanie do nas każdego z osobna wszystkiego, co Chrystus dla nas uczynił. Jak więc Jego posłanie dowodzi z jednej strony, że zbawienie nie pochodzi od nas samych, tak też dowodzi z drugiej, że musi być w nas dokonane. Bo jeśli wszelkie dary łaski są z Duchem, a obecność Ducha jest w nas, wynika z tego, że dary te mają być w nas objawione i w nas dokonane. Jeśli Chrystus jest naszą jedyną nadzieją, a Chrystus jest nam dany przez Ducha, a Duch jest obecnością wewnętrzną — to nasza jedyna nadzieja jest w wewnętrznej przemianie. Jak światło umieszczone w izbie rozlewa swoje promienie na wszystkie strony, tak obecność Ducha Świętego przepaja nas życiem, mocą, świętością, miłością, przyjemnością Bożą, sprawiedliwością. Bóg patrzy na nas z miłosierdziem, gdyż widzi w nas „zmysł Ducha", bo kto ma ten zmysł, ten ma w sobie świętość i sprawiedliwość. Odtąd wszystkie jego myśli, słowa i uczynki, jako czynione w Duchu, są przyjemne, miłe, sprawiedliwe przed Bogiem; a jakakolwiek pozostała w nim słabość — tę ukrywa obecność Ducha. Ów Boski wpływ, który ma pełnię łaski Chrystusa, aby nas oczyszczać, ma też moc krwi Chrystusa, aby nas usprawiedliwiać.

Nigdy nie traćmy z oczu tego wielkiego i prostego poglądu, który przedstawia nam całe Pismo Święte. To, co zostało rzeczywiście dokonane przez Chrystusa w ciele przed osiemnastoma wiekami, jest w obrazie i tajemnicy rzeczywiście dokonywane w każdym z nas z osobna aż do końca czasów. On narodził się z Ducha — i my też rodzimy się z Ducha. On został usprawiedliwiony przez Ducha — i my tak samo. On został ogłoszony umiłowanym Synem, gdy zstąpił na Niego Duch Święty; i my też wołamy „Abba, Ojcze" przez Ducha posłanego w nasze serca. Był wiedziony przez Ducha na pustynię; czynił wielkie dzieła przez Ducha; ofiarował samego siebie na śmierć przez Ducha Wiecznego; zmartwychwstał przez Ducha; przez Ducha świętości przy zmartwychwstaniu ogłoszony został Synem Bożym. My też jesteśmy wiedzeni przez tego samego Ducha ku pokusom tego świata i przez nie; my też wypełniamy nasze uczynki posłuszeństwa przez Ducha; umieramy dla grzechu, powstajemy znowu ku sprawiedliwości przez Ducha; i jesteśmy ogłaszani synami Bożymi — ogłaszani, proklamowani, traktowani jako sprawiedliwi — przez nasze zmartwychwstanie ku świętości w Duchu. Lub, by wyrazić tę samą wielką prawdę innymi słowami: Chrystus sam raczy ponowić w każdym z nas w obrazie i tajemnicy wszystko, co uczynił i wycierpiał w ciele. Kształtuje się w nas, rodzi się w nas, cierpi w nas, zmartwychwstaje w nas, żyje w nas; i to nie przez następstwo kolejnych zdarzeń, lecz wszystko naraz, bo przychodzi do nas jako Duch — cały umierający, cały zmartwychwstający, cały żyjący. Nieustannie przyjmujemy nasze narodzenie, nasze usprawiedliwienie, nasze odnowienie; nieustannie umieramy dla grzechu, nieustannie wstajemy ku sprawiedliwości. Cały Jego plan zbawczy we wszystkich swoich częściach jest w nas wszystkich zarazem; a ta Boska obecność stanowi tytuł każdego z nas do nieba; to właśnie On uzna i przyjmie w dniu ostatecznym. Uzna samego siebie — swój obraz w nas — jak gdyby odbijali Go w sobie jak w zwierciadle i On, rozglądając się, dostrzegał od razu, kto jest Jego: mianowicie ci, którzy oddają Mu Jego własny obraz. Wyciska na nas pieczęć Ducha, aby zaświadczyć, że jesteśmy Jego. Jak obraz króla przypisuje monetę jemu, tak podobieństwo Chrystusa w nas oddziela nas od świata i przeznacza nas dla Królestwa Niebieskiego.

Pismo Święte pełne jest tekstów wskazujących, że zbawienie jest takim właśnie wewnętrznym darem. Na przykład: co wyzwala nas od bycia odrzuconymi? „Czyż nie wiecie — powiada święty Paweł — że Jezus Chrystus jest w was? Chyba że jesteście odrzuceni." Jaka jest nasza nadzieja? „Chrystus w nas, nadzieja chwały." Co uświęca i usprawiedliwia? „Imię Pana Jezusa i Duch Boga naszego." Co sprawia, że nasze ofiary są przyjemne Bogu? „Będąc uświęcone przez Ducha Świętego." Czym jest nasze życie? „Duch jest życiem dla sprawiedliwości." Jak możemy wypełniać Prawo? „Sprawiedliwość Prawa jest wypełniona w nas, którzy nie postępujemy według ciała, lecz według Ducha." Kto czyni nas sprawiedliwymi? „Owoc Ducha jest wszelką dobrocią i sprawiedliwością, i prawdą."

Na zakończenie. — Powiedziałem, że istnieją dwa przeciwstawne błędy: jeden — utrzymywanie, że zbawienie nie jest od Boga; drugi — że nie jest w nas samych. Warto zauważyć, że zwolennicy obu błędów, cokolwiek ich dzieli w innych kwestiach, zgadzają się w jednym: w pozbawianiu życia chrześcijańskiego jego tajemniczości. Ten, kto sądzi, że może podobać się Bogu samemu z siebie, bądź że posłuszeństwo może być wypełniane własną mocą, nie ma oczywiście w swojej osobistej religii nic więcej z bojaźni, czci i zdumienia niż wówczas, gdy porusza swoimi członkami i posługuje się rozumem — choć i wtedy mógłby dobrze odczuwać bojaźń. I podobnie ów drugi, który uważa, że Chrystusowa męka raz podjęta na Krzyżu zapewniła mu bezwzględnie jego osobiste zbawienie, może wprawdzie dostrzegać tajemnicę w owym Krzyżu (i słusznie), lecz nie dostrzeże żadnej tajemnicy i nie odczuje żadnej powagi w modlitwie, w ustanowieniach ani w swoich wysiłkach na drodze posłuszeństwa. Będzie wolny, poufały i zarozumiały w obliczu Bożym. Żaden z nich nie będzie „sprawował zbawienia swego w bojaźni i drżeniu", bo żaden nie będzie rozumiał — choć używa tych słów — że Bóg jest w nim „sprawcą i chcenia, i działania". Zarówno jeden, jak i drugi zadowoli się niskim wzorcem obowiązku: jeden — bo nie wierzy, że Bóg wiele wymaga; drugi — bo sądzi, że Chrystus w swojej własnej osobie uczynił wszystko. Żaden nie będzie czcił ani wysoko stawiał Bożego Prawa: jeden — bo sprowadza Prawo do miary własnej zdolności wypełniania go; drugi — bo sądzi, że Chrystus usunął Prawo, spełniając je zamiast niego. Tylko ci odczuwają bojaźń i prawdziwą powagę, którzy myślą, że Prawo trwa; że domaga się wypełnienia przez nich; i że może być w nich wypełnione przez moc Bożej łaski. Nie żeby jakikolwiek żyjący człowiek wznosił się do owego doskonałego wypełnienia — lecz że takie wypełnienie nie jest niemożliwe; że zostało zapoczątkowane we wszystkich prawdziwych chrześcijanach; że wszyscy ku niemu zdążają; że do niego wzrastają; i że są mili Bogu, dlatego że stają się i w miarę jak stają się podobni do Tego, który gdy przyszedł na ziemię w naszym ciele, wypełnił Prawo doskonale.

---

← wróć do odkrywania