HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom V

Kazanie XIX. Obecne dobrodziejstwa

Quinquagesima

Gdy chcę podziękować i uwielbićGdy potrzebuję nadziei Opatrzność BożaPowszechne powołanie do świętości
„Mam wszystkiego dostatkiem i obfituję; jestem nasycony."
W skrócie. Kazanie wielkopostne o wdzięczności za doczesne dobrodziejstwa: pokarm, sen, braterstwo chrześcijańskie i wolność wyznania jako dary, z których chrześcijanin powinien korzystać z radością nawet podczas pokuty. Newman pokazuje, że Ewangelia nie przekreśla radości naturalnej, lecz ją uświęca. Właściwa asceza polega na czasowym powstrzymaniu się od dóbr, nie na ich potępieniu.

„„Mam wszystkiego dostatkiem i obfituję; jestem nasycony" — powiada. A w innym miejscu mówi nam, że „wszelkie stworzenie Boże jest dobre", i że „pobożność jest ze wszech miar pożyteczna, mając obietnicę żywota teraźniejszego i przyszłego".[”

*Quinquagesima*

*„Mam wszystkiego dostatkiem i obfituję; jestem nasycony."* — Flp 4,18

Takie jest wyznanie świętego Pawła dotyczące jego doczesnego położenia, choćby w samym środku prób. Te próby przynosiły mu duchowe korzyści; lecz nawet z punktu widzenia spraw tego świata czuł, że ma powód do radości i wdzięczności — pomimo utrapień, bólów, trudów i zaparcia się siebie. Nie patrzył na to życie z goryczą, nie użalał się nad nim ponuro ani nie odmawiał sobie jego radości; nie był skwaszony — jak to z synami ludzkimi często bywa — przez swoje próby; lecz czuł, iż jeżeli ma udręki w tym świecie, ma też błogosławieństwa; i nie odrzucał tych ostatnich, lecz cenił je wysoko. „Mam wszystkiego dostatkiem i obfituję; jestem nasycony" — powiada. A w innym miejscu mówi nam, że „wszelkie stworzenie Boże jest dobre", i że „pobożność jest ze wszech miar pożyteczna, mając obietnicę żywota teraźniejszego i przyszłego".

Przygnębienie nie jest usposobieniem chrześcijańskim; pokuta nie jest prawdziwa, jeśli nie zawiera w sobie miłości; umartwienie się nie jest miłe Bogu, jeśli nie jest osłodzone wiarą i pogodą ducha. Musimy żyć w blasku słońca, nawet gdy się smucamy; musimy żyć w obliczu Bożym, nie zamykać się we własnych sercach, nawet gdy rozliczamy się z naszych dawnych grzechów.

Te myśli są stosowne w dniu dzisiejszym, kiedy po raz pierwszy jakby dostrzegamy przed sobą Czterdzieści Dni Wielkiego Postu. Jeśli Bóg da nam wtedy łaskę nawrócenia — niechaj będzie chwała; jeśli dozwoli nam umartwić serce i ciało — Jemu niech będzie chwała; i właśnie dlatego, gdy tak czynimy, nie możemy przestać radować się w Nim. Przez cały Wielki Post musimy się radować, choć trapimy samych siebie. Choć „wielu jest wezwanych, lecz niewielu wybranych"; choć wszyscy biegną w zawodach, lecz „jeden bierze nagrodę"; choć musimy „tak biec, aby ją posiąść"; choć musimy być „umiarkowanymi we wszystkim" i „chłostać ciało swe i w niewolę je podbijać, byśmy sami nie byli odrzuceni" — to jednak jedynie przez Boga możemy to czynić; a gdy On jest z nami, nie możemy nie być radośni; bo tylko Jego nieobecność jest powodem do smutku. O Trzech Świętych Dzieciach mówi się, że stanęły pośród ognia i wezwały wszystkie dzieła Boże, by radowały się z nimi — słońce i księżyc, gwiazdy niebieskie, noce i dnie, deszcze i rosy, mróz i chłód, błyskawice i chmury, góry i wzgórza, wszelką zieleń na ziemi, morza i rzeki, ptaki powietrzne, zwierzęta i bydło, i synów ludzkich — by chwaliły i błogosławiły Pana, i wielbiły Go na wieki. My nie mamy ich próby; nie mamy tej straszliwej niepewności, którą one przeżyły, wchodząc do rozpalonego ognistego pieca; my na ogół próbujemy tego, co, jak sądzimy, możemy wytrzymać; zaczynamy to, co, jak uważamy, jesteśmy w stanie przetrwać. Nie możemy ani dorównać ich wierze, ani dorównać ich radości; możemy jednak naśladować je o tyle, by zwracać oczy ku temu pięknemu światu, który Bóg uczynił „bardzo dobrym" — choć smucąc się nad złem, które wprowadził do niego Adam; by trwać w łączności z tym, co widzimy wokół, poszukując zarazem Tego, który jest niewidzialny; by podziwiać ten świat, powstrzymując się od jego dóbr; by uznawać Bożą miłość, błagając zarazem o odwrócenie Jego gniewu; by wyznawać, że choć nasze grzechy są wielkie, łaska Jego jest jeszcze większa. Grzechy nasze są liczniejsze niż włosy na głowie naszej; a jednak nawet włosy na głowie naszej wszystkie są przez Niego policzone. On liczy nasze grzechy — i tak jak je liczy, tak może je odpuszczać; bo tamten rachunek, choćby wielki, dochodzi do końca; lecz miłosierdzia Jego nie ma końca, a zasługi Jego Syna są nieskończone.

Zatrzymajmy się więc w dniu dzisiejszym na myśli, którą będzie nam obowiązkiem nosić ze sobą przez cały Wielki Post — na myśli o błogosławieństwach i dobrodziejstwach, z których składa się nasze obecne życie. Święty Paweł powiedział, że ma wszystkiego dostatkiem, i obfituje, i jest nasycony — a to w dniach prześladowań. Zaiste, jeżeli mamy serca i oczy prawdziwie religijne, my także musimy wyznać, że nasze codzienne i nieustanne błogosławieństwa w tym życiu nie są mniejsze od jego. Policzmy niektóre z nich.

**1.** Przede wszystkim powinniśmy błogosławić i wielbić Boga za dar życia. Mam tu na myśli nie tylko to, że żyjemy, lecz te błogosławieństwa, które zawierają się w samym pojęciu naszego życia. Bóg sprawił, że życie ze swej natury zawiera w sobie pewne dobrodziejstwa, które są same przez się szczęściem i które sprawiają, że — pomimo wszelkiego zła — życie samo w sobie, poza rzadkimi wyjątkami, nie może nie być czymś pożądanym. Nie możemy żyć bez środków utrzymania życia; bez środków utrzymania życia umieramy; a środki utrzymania życia są środkami radości. Mogło być tak urządzone, że życia nie dałoby się zachować inaczej, jak tylko przez środki obojętne — ani przyjemne, ani bolesne — albo wręcz bolesne; jak to ma miejsce w chorobie lub niemożności, gdy okazuje się, że nie możemy go zachować bez bolesnych lekarstw. Wyobraźmy sobie, że zwykłe sposoby zachowania życia byłyby tym, czym są teraz tylko sposoby nadzwyczajne; że pokarm byłby lekarstwem; że rany lub uderzenia przynosiłyby zdrowie i siłę. Lecz tak nie jest. Przeciwnie — życie składa się z rzeczy przyjemnych; utrzymywane jest przez błogosławieństwa. Co więcej, Ewangelia poręcza nam te rzeczy uroczystym nadaniem. Po Potopie Bóg Wszechmogący raczył przyrzec, że już nigdy nie będzie takiego potopu; że zasiew i żniwo nie ustaną. Utrwalił trwałość natury Swoim własnym Słowem i tym Słowem jest ona podtrzymywana. Podobnie też, w sposób szczególny, zagwarantował nam w Ewangelii owo prawo natury, mocą którego dobre i miłe dary zawierają się w naszym pojęciu życia, a życie staje się błogosławieństwem. Gdyby zechciał, mógłby nas, chrześcijan, podtrzymywać nie samym chlebem, lecz wszelkim słowem wychodzącym z ust Jego. Lecz nie uczynił tak. Przyrzekł nam te zwykłe środki utrzymania, które z natury lubimy: „chleb będzie nam dany, a woda nasza pewna będzie"; „to wszystko będzie wam przydane". Nie przyrzekł nam wprawdzie tego, co świat zwie swoimi wielkimi nagrodami; nie przyrzekł nam tych dóbr, których dobroć zależy od wyobraźni; nie przyrzekł nam wielkich posiadłości, wspaniałych dóbr, pałacowych domostw, kosztownego urządzenia, dworu sług i służby, pojazdów i koni, tytułów, imienia, rozgłosu, popularności, władzy, hołdów od innych, dogadzania naszej woli, zbytków, zmysłowych przyjemności. Temu wszystkiemu, przeciwnie, odmawia nam; i oświadcza zarazem, że choć jest to ponętne i nęcące, jest naprawdę złem. Przyrzekł jednak to, że takim będzie Jego porządek — że tak to spełni się dla nas jako Jego zwykła Opatrzność — mianowicie: że życie nie będzie dla nas ciężarem, lecz błogosławieństwem, i że będzie więcej w nim do ukojenia niż do udręki. I dając nam tyle, każe nam być tym zadowolonymi; każe nam wyznawać, że „mamy wszystkiego", gdy mamy tyle; że „obfitujemy", gdy mamy dosyć; przyrzeka nam pożywienie, odzienie i dach nad głową; i nakazuje nam: „mając zaś pożywienie i odzienie, na tem przestańmy". Każe nam być zadowolonymi z tych darów, a zarazem nietroskliwymi o nie; spokojnymi, bezpiecznymi i pełnymi ufności, bo je przyrzekł; każe nam być pewnymi, że tyle mieć będziemy, i nie martwić się, że nie więcej. Takie jest Jego miłościwe staranie o nas; nie odłącza nas od tego świata, choć wzywa nas, byśmy z niego wyszli; nie odrzuca naszej dawnej natury, gdy daje nam nową; jedynie odkupuje ją od przekleństwa i oczyszcza z zakażenia, które przyszło przez Adama, a które Jego dziełem nie jest. Szczególnie błogosławi stworzenie dla naszego użytku, choć jesteśmy odrodzeni.

„Wszelkie stworzenie Boże — powiada Apostoł — jest dobre i niczego nie należy odrzucać, jeśli jest przyjmowane z dziękczynieniem, bo jest uświęcone przez słowo Boże i modlitwę". Nie nakazuje nam wyrzekać się stworzenia, lecz łączy nas z jego najpiękniejszymi częściami. Przyrównuje nas do kwiatów, którymi ozdobił ziemię, i do ptaków żyjących samotnie pod niebem, i czyni je wzorem chrześcijanina. Odmawia nam królewskiej wspaniałości Salomona, by połączyć nas z liliami polnymi i ptakami powietrznymi: „Nie troszczcie się zbytnio o życie wasze, co macie jeść i co pić; ani o ciało wasze, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie przewyższa pokarmu, a ciało odzienia? Przypatrzcie się ptakom powietrznym, że ani sieją, ani żną, ani zbierają do stodół; a Ojciec wasz niebieski żywi je. Czyż wy nie jesteście o wiele ważniejsi od nich?... A o odzienie czemu się troszczycie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całej chwale swojej nie był tak przyodziany jak jedna z nich."

Oto zatem naprawdę powód do radości i wdzięczności po wszystkie czasy — a nie mniej w chwilach, gdy z pobożną wstrzemięźliwością, zgodnie z wolą Dawcy, nie z niewdzięczności, lecz z roztropności, wstrzymujemy się na pewien czas, mniej lub bardziej, od Jego dobrych darów. Wówczas nade wszystko, gdy uznajemy za słuszne zawiesić używanie środków życia, o tyle, o ile nie zaszkodzi to samemu życiu — temu darowi Jego — i gdy doznajemy, jak miłe jest ich używanie, przez boleść wstrzymywania się od nich — teraz zwłaszcza, bracia moi, w nadchodzących tygodniach, kiedy będziemy wezwani do wypróbowania siebie, na ile to możliwe, przez głód, zimno, czuwanie lub odosobnienie, by być przybliżonymi ku Bogu — teraz złóżmy Bogu dziękczynienie, że nie umieścił nas w świecie złym ani nie poddał nas okrutnemu panu, lecz dał nam nieustanne świadectwo Swych własnych doskonałości we wszystkim, co nas otacza. Biada! — inaczej będzie na wieki z tymi, których Bóg usunie sprzed Swego oblicza. Ich świat będzie zły; ich życie będzie śmiercią; władcami ich będą szatan i jego aniołowie; płomienie ognia i jezioro siarki będą ich pokarmem i napojem; niebo nad nimi będzie spiżem; ziemia ich będzie prochem i popiołem; krew w ich żyłach będzie jak stopiony ołów. Straszna to myśl, przy której nie godzi się zatrzymywać dłużej niż jednym spojrzeniem. Wyrzeczmy ją i przejdźmy dalej. Raczej nam przystoi radować się, że wciąż jesteśmy w blasku Jego oblicza, na Jego dobrej ziemi i pod Jego ciepłym słońcem. Dziękujmy Mu, że daje nam owoce ziemi w ich porze; że daje nam „żywność z ziemi i wino, co serce człowieka rozwesela, i oliwę, która oblicze jego czyni pogodnym, i chleb, który serce człowieka krzepi". Tak było z ojcami naszymi w dawnych czasach; tak jest z nami teraz. Po tym, jak Abraham stoczył bitwę z królami, Melchizedek wyniósł chleb i wino, by go pokrzepić. Aniołowie, którzy go odwiedzili, przybrali postać ludzką i jedli z cielca, którego im przyrządził. Izaak pobłogosławił Jakuba po spożyciu smacznej potrawy. Bracia Józefa jedli, pili i weselili się z nim. Siedemdziesięciu starszych weszło na górę Synaj z Mojżeszem, Aaronem, Nadabem i Abihu, i ujrzeli Boga, a nadto „jedli i pili". Dawid po swoim nawróceniu miał „postawiony przed sobą chleb i spożył". Gdy Eliasz uciekał ratując życie i prosił, by mógł umrzeć, „Anioł dotknął go i rzekł mu: Wstań i jedz"; i jadł, i pił — raz i drugi — a między posiłkami kładł się spać; gdy zaś wstał, „szedł w sile tego pożywienia czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Horebu, góry Bożej". Święty Paweł także, po swoim nawróceniu i chrzcie, „przyjął pokarm i nabrał sił".

**2.** Znowuż — jakież to wielkie dobrodziejstwo ten dar, o którym właśnie wspomniałem w przypadku Eliasza — dar snu! Bóg Wszechmogący nie dozwala nam być nieszczęśliwymi przez długi czas z rzędu, nawet gdy nas dotyka; lecz dzieli nasze doświadczenie na odcinki; wyprowadza nas co jakiś czas z tego świata i daje nam czas wolny — jak dzieciom w szkole — w nieznanym i tajemniczym kraju.

Wszystko to należy mieć na uwadze, rozważając te uroczyste i otrzeźwiające prawdy dotyczące powołania chrześcijańskiego, na które trzeba często kłaść nacisk. Często się mówi — i słusznie — że chrześcijanin zrodzony jest do utrapień; że smutek jest dla niego regułą, a radość wyjątkiem. Lecz kiedy się to mówi, ma się na względzie okoliczności, zdarzenia i pory — rzeczy przypadkowe i nadbudowane nad samym darem życia. Los chrześcijanina jest losem smutku; jednak tak jak życie odrodzenia jest dla niego szczęściem, tak i dar życia naturalnego jest nim również. Żyjemy — a zatem jesteśmy szczęśliwi; na to nasze życie przychodzą radości i smutki; a w miarę jak jesteśmy ulubieńcami Bożymi, przychodzi raczej smutek niż radość. Jednak mimo wszystko — zważywszy nas samych w sobie — że żyjemy; że Bóg tchnął w nas oddech; że istniejemy w Nim; że myślimy i działamy; że mamy środki do życia; że mamy pożywienie i sen, odzienie i dach nad głową; że nie jesteśmy samotni, lecz w Kościele Bożym, i jesteśmy pewni, że mamy braci przez sam znak tego, że mamy Ojca, który jest w niebie — w tym wszystkim radość jest samym warunkiem naszego istnienia, a wszelki ból jest czymś zaledwie zewnętrznym, nie dosięgającym naszego najgłębszego serca. W tej mierze niemal wszyscy ludzie stoją na równi, z wyjątkiem okresów choroby. Nawet delikatne zdrowie i słabość życia nie wykluczają tych radości. Co do okresów choroby, a nawet długotrwałego i nawykłego bólu lub cierpienia — dobry Pan może wynagrodzić je na Swój własny sposób nadzwyczajnymi zasobami łaski, jak to w dawnych czasach sprawił, że nawet cierpienia chrześcijan w prześladowaniach były dla nich dosłownie miłe. Kto tak zarządził, że nawet rozżarzone żelazo po pewnym czasie stało się miłe Męczennikom, nie może nie mieć środków, by podtrzymać Swoje sługi, gdy życie staje się ciężarem. Ale ogólnie biorąc, jest ono szczęściem — i to dla wszystkich stanów. Wysocy i niskiego urodzenia, bogaci i ubodzy mają to samo pokrzepienie w swojej pielgrzymce. Głód jest równie przyjemnie zaspokajany przez prostego człowieka jak przez możnego, na prostym jadłe jak na wykwintnym. Sen jest jednakowo pociechą i wytchnieniem bogatego i ubogiego. Jemy, pijemy i śpimy, czy to w smutku, czy w radości, w niepokoju czy w nadziei. Nasze życie naturalne jest obrazem naszego życia duchowego, i tak w sensie dosłownym, jak i wyższym, możemy Mu błogosławić, „który życie twoje wybawia od zguby, i wieńczy cię łaską i litościwością; który nasyca dobrami usta twoje, tak że się odnawiasz jak orzeł".

**3.** Rozważmy teraz dobrodziejstwa, jakie mamy w braterstwie chrześcijańskim. Na początku kobieta została stworzona po to, aby mężczyzna nie był sam, lecz miał pomoc stosowną dla siebie; a Pan nasz przyrzekł, że wszyscy, którzy dla Niego wyrzekli się tego świata i jego krewnych, „odbierze stokroć w tym czasie domy i braci, i siostry, i matki, i dzieci, i role, wraz z prześladowaniami". Widzicie, że wspomina o utrapieniach chrześcijan, które były ich udziałem jako chrześcijan; lecz te nie przeczyły wcześniejszemu prawu samej ich natury, że nie będą bez przyjaciół. Jak pożywienie i odzienie są koniecznymi warunkami życia, tak społeczność jest jego nieodłącznym uzupełnieniem. Bóg nie odbiera pożywienia i odzienia, gdy daje łaskę, ani nie odbiera braterstwa. Usuwa ze świata, by wprowadzić do Kościoła; religia bez Kościoła jest równie nienaturalna jak życie bez pożywienia i odzienia. Rozpoczął nasze życie na nowo, lecz zbudował je na tych samych fundamentach; i jak nie pozbawił nas ciała, gdy uczynił nas chrześcijanami, tak nie pozbawił nas więzów społecznych. Chrystus znajduje nas w podwójnym namiocie — w domu ciała i w domu braci — i uświęca obydwa, a nie obala ich. Nasze pierwsze życie jest w nas samych; nasze drugie — w naszych przyjaciołach. Ci, których Bóg zmusza, by ze względu na Niego rozstali się ze swymi bliskimi, znajdują braci w duchu przy swoim boku. Ci, którzy dla Niego pozostają w samotności, mają wychowane dla siebie dzieci w duchu. Jakże powinniśmy dziękować Bogu za to wielkie dobrodziejstwo! Teraz zwłaszcza, gdy mamy wkrótce wycofać się mniej lub więcej w samych siebie i powstrzymać się od naszego zwykłego obcowania ze sobą — uznajmy to błogosławieństwo, czy to świętego węzła małżeńskiego, czy miłości rodzinnej, czy przyjaźni, które On tak hojnie zsyła. On daje, On odbiera — niechaj będzie błogosławione imię Jego. Lecz odbiera, by dać na nowo, i cofa jedno błogosławieństwo, by zwrócić je w czwórnasób. Abraham ofiarował jedynego syna i otrzymał go z powrotem na głos Anioła. Izaak „pojął Rebekę, i stała się jego żoną, i ukochał ją; i pocieszył się Izaak po śmierci matki swojej". Jakub utracił Józefa, a znalazł go rządcą Egiptu. Hiob utracił wszystkie dzieci, a jednak jego koniec był błogosławieńszy niż jego początek. I my też, przez Boże miłosierdzie — czy jesteśmy młodzi czy starzy, czy mamy wielu przyjaciół czy niewielu — jeśli jesteśmy Chrystusowi, będziemy po całej naszej pielgrzymce znajdować tych, w których możemy żyć, którzy będą nas miłować i których my będziemy mogli miłować, którzy będą nam pomagać i nas wspierać, i pocieszać nas, i zamknąć nam oczy. Bo miłość Jego jest tajemniczym darem, który niewidziany przez świat spaja tych, w których mieszka, i sprawia, że żyją w sobie nawzajem i współczują sobie.

**4.** Znowuż — błogosławmy i wychwalajmy Boga za obecny pokój Kościoła i za wolność słowa i czynu, którą nam łaskawie zesłał. Były czasy, gdy bycie chrześcijaninem równało się byciu wyrzutkiem i przestępcą; gdy wyznawanie wiary Świętych narażało na więzy i więzienie. Dziękujmy Bogu, że obecnie nie mamy się czego lękać, lecz możemy Mu służyć gorliwie, a „nikt nie zabrania" nam. Nie należy to wprawdzie żadnej zasługi światu, który dał nam ten pokój — nie z żadnej miłości do Kościoła czy Prawdy, lecz z własnych samolubnych i bezbożnych zasad; ale wielkie są dzięki Bogu, który posłużył się światem i pokierował biegiem jego opinii ku naszej korzyści. Mamy wielkie i szlachetne kościoły, w których oddawać cześć Bogu; możemy swobodnie chodzić na nabożeństwa, kiedy zechcemy; możemy korzystać z rad tych, którzy wiedzą więcej od nas; możemy otwarcie rozmawiać ze sobą; możemy swobodnie się poruszać; możemy przestawać z kim chcemy; możemy pisać co chcemy — objaśniając, broniąc, zalecając, szerząc prawdę — bez cierpienia i niedogodności. To jest błogosławieństwo, o które modlimy się w naszych kolektach; i przedziwnie udzielał go Bóg przez bardzo wiele minionych lat. Modlimy się codziennie, by Bóg „raczył dać pokój za naszych dni". Modlimy się trzy razy w tygodniu, by „zamiary, jakie knuje przeciw nam przebiegłość i chytrość szatana lub człowieka, obróciły się wniwecz"; i by „nędrzeni żadnymi prześladowaniami, zawsze mogli składać dziękczynienie Bogu w Jego świętym Kościele". Modlimy się co roku, by „bieg spraw tego świata był tak pokojowo kierowany Jego rządem, by Jego Kościół mógł radośnie Mu służyć w całej pobożnej cichości"; i by „strzegł Swojego domu — Kościoła — w nieprzerwanej pobożności, ażeby pod Jego opieką był wolny od wszelkich przeciwności i gorliwie oddany służbie Mu w dobrych uczynkach, na chwałę Jego imienia". Otóż wszystko to spełnia się w przedziwny sposób w dniu dzisiejszym — niechaj będzie chwała Jego wielkiemu miłosierdziu! Zapytacie może, czy zbyt wielka pomyślność nie jest czymś niepożądanym dla Kościoła? — Jest; lecz mówię nie o Kościele, lecz o nas jako jednostkach: co jest niebezpieczne dla ciała, może być błogosławieństwem dla poszczególnych członków. Co do nas, każdego z osobna, Bóg ma Swoje własne tajemne chłosty dla nas, które, jeśli nas miłuje, zastosuje, gdy ich będziemy potrzebować; lecz jeśli umiemy należycie korzystać z tego błogosławieństwa — jest ono, powiadam, wielkim darem, że wolno nam służyć Bogu z taką wolnością i w takim pokoju, jakie są nam teraz zsyłane. Wielka to łaska, którą zapominamy, bo jesteśmy do niej przyzwyczajeni; której wielu proroków i sprawiedliwych w pierwszych wiekach Ewangelii nie miało, a którą my posiadamy od naszej młodości. My od młodości żyjemy w pokoju; bez prześladowania, bez trwogi, bez przeszkody w służeniu Bogu. Najgorsze, co musieliśmy znosić, to coś niemal zbyt błahego, by chrześcijanin miał o tym wspominać — zimne spojrzenia, pogarda lub szyderstwo ze strony tych, którzy sami nie mają odwagi próbować wąskiej drogi.

**5.** Na ostatek, i bardzo krótko, bracia moi — przypomnijmy sobie nasze własne przywileje w tym miejscu. Jak wielki jest nasz przywilej, bracia moi! — każdy z nas korzysta z wielkiego przywileju codziennego Nabożeństwa i tygodniowej Komunii. Ten wielki przywilej Bóg dał mnie i wam — korzystajmy z niego, póki go mamy. Nikt spośród nas nie wie, jak długo może on pozostać jego udziałem. Może nie ma wśród nas nikogo, kto mógłby na nim liczyć na dłużej. Być może — a raczej prawdopodobnie — jest to jasna chwila w naszym życiu. Być może będziemy z czasem patrzeć na te dni lub lata i rozmyślać, gdy wszystko już przejdzie, jak były miłe; jak miło było przychodzić dzień po dniu, spokojnie i cicho, by klękać przed naszym Stwórcą; tydzień po tygodniu spotykać Pana naszego i Zbawiciela. Jak kojące będzie wtedy wspomnienie Jego minionych darów! Będziemy pamiętać, jak wstawaliśmy wczesnym rankiem, i jak wszystko — światło czy mrok, słońce czy powietrze, chłód czy świeżość — tchnęło Nim — Nim, Panem chwały, który stał nad nami, i zstępował na nas, i dawał nam Siebie, i wylewał mleko i miód na nasze utrzymanie, choć Go nie widzieliśmy. Zaiste — mamy wszystkiego dostatkiem i obfitujemy; jesteśmy nasyceni.

---

← wróć do odkrywania