*Quinquagesima*
*„Na koniec, bracia, umacniajcie się w Panu i w potędze Jego mocy."* — Ef 6,10
Wiemy, że są wielkie rzesze chrześcijan wyznających wiarę, którzy — niestety! — naprawdę odwrócili się od Boga świadomą wolą i zamiarem, i którzy skutkiem tego są w tej chwili obcy łasce Bożej — choć sami o tym nie wiedzą bądź im to jest obojętne. Lecz ogromna liczba chrześcijan — co najmniej połowa z nich wszystkich — znajduje się w innych okolicznościach. Nie wyrzucili się sami ze stanu łaski, ani nie potrzebują się nawrócić i zwrócić do Boga w tym znaczeniu, w jakim muszą to czynić ci, którzy dozwolili sobie na świadome przekroczenie przykazań po tym, jak prawda im została udzielona. Wielu jest we wszystkich stanach życia, którzy — dzięki dobrym rodzicom i przewodnikom, bezpiecznym domom, zajęciom pobożnym, brakowi gwałtownych uczuć i namiętności, lub z jakiejkolwiek innej przyczyny — nie mogli, jak się zdaje, zrzucić z siebie szaty łaski Bożej i przejść na stronę nieprzyjaciela. A jednak nie są przez to bezpieczni. Jest to oczywiste — albowiem z pewnością nie wystarczy unikać zła, by dostąpić nieba — trzeba dążyć do dobra. Cóż jest więc ich niebezpieczeństwem? To niebezpieczeństwo nieużytecznego sługi, który zakopał pieniądze swego pana. Jak dalece ów gnuśny sługa różnił się od tych, którzy obracali swymi talentami — stanem swoim i losem — tak dalece różnią się od siebie dwie klasy chrześcijan, żyjących tu razem jak bracia: jedna korzysta z łaski, druga ją zaniedbuje; jedna czyni postęp, druga stoi w miejscu; jedna pracuje po nagrodę, druga jest próżniacza i bezużyteczna.
Tę rzeczywistość należy zawsze mieć przed oczyma, gdy mówimy o stanie łaski. Istnieją różne stopnie, na których możemy trwać w Bożej przychylności; możemy w niej wzrastać lub opadać; możemy jej nie utracić, a jednak jej nie utrwalać; możemy być bezpieczni na teraz, lecz mieć przed sobą niebezpieczną przyszłość. Możemy być w mniejszym lub większym stopniu „obłudni", „gnuśni", „nieużyteczni", a jednak dzień naszej łaski nie minął. Możemy zachować jeszcze resztki nowej natury, trwać pod wpływem łaski i mieć w sobie moc poprawy i nawrócenia. Możemy wciąż posiadać talenty do spożytkowania i dary, które możemy rozbudzić. Możemy nie być wyrzuceni ze stanu usprawiedliwienia, a jednak być pozbawieni owej miłości Boga, miłości prawdy Bożej, miłości świętości, miłości czynnego i hojnego posłuszeństwa, owego szczerego wydania się Bogu, które jedynie może nam zapewnić na wieki błogosławione słowa: „Dobrze, sługo dobry i wierny; wejdź do radości pana twego."
Jedyną kwalifikacją, która uzdalnia nas do nieba, jest miłość Boga. Możemy unikać ciężkich grzechów, a jednak nie posiadać tego Bożego daru, „bez którego jesteśmy martwi" w oczach Bożych. On odmienia całe nasze jestestwo; On sprawia, że żyjemy; On sprawia, że wzrastamy w łasce i obfitujemy w dobre uczynki; On uzdalnia nas do przebywania w obecności Boga w przyszłości.
Otóż wymieniłem tutaj szereg rzeczy, z których każda zasługuje na osobne rozwinięcie i podkreślenie.
Nikomu nie może ulegać wątpliwości, że Pismo Święte wielokrotnie wzywa nas do bycia świętymi i doskonałymi, do bycia świętymi i nienaganymi przed obliczem Bożym, do bycia świętymi, jak On jest święty, do zachowywania przykazań, do wypełniania Prawa, do przynoszenia owocu sprawiedliwości. Dlaczego nie jesteśmy posłuszni jak powinniśmy? Wielu powie, że mamy upadłą naturę, która nam w tym przeszkadza; że nie możemy jej przemóc, choć powinniśmy bardzo tego żałować; że to jest powodem naszych uchybień. Tak nie jest: możemy jej przemóc; nie ma na nas przymusu; czego nam brak, to woli; i to nasza własna wina, że jej nie mamy. Wszystko nam zostało dane; Bóg hojnie nam użyczył swych łask; w nas spoczywa głęboka moc i siła; lecz nie mamy serca, nie mamy woli, nie mamy miłości, by z niej skorzystać. Brakuje nam jednej rzeczy: pragnienia bycia odmienionymi; i sądzę, że każdy, kto uważnie zbada siebie, przyzna, że tak właśnie jest, i że to jest powodem, dla którego nie może i nie posuwa się naprzód w świętości.
Że posiadamy w sobie ten wielki dar — że jesteśmy w stanie łaski, gdyż oba te stwierdzenia znaczą niemal to samo — wynika jasno z Pisma Świętego. Wszyscy znamy, co Pismo mówi na ten temat, a jednak i tu może być pożyteczne, byśmy się zatrzymali przy jednym lub dwóch miejscach, aby przypomnieć sobie i utrwalić je w pamięci.
Rozważmy więc słowa naszego Zbawiciela: „Woda, którą Mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu." Wyczerpcie morze — nie wypełni nieskończonych przestrzeni niebios; ale dar, który jest w nas, można czerpać, póki nie wypełni wieczności.
Rozważmy znowu przedziwne słowa świętego Pawła w Liście, z którego pochodzi motto: gdy oddaje chwałę Temu, który „może daleko więcej uczynić ponad to wszystko, o co prosimy albo co sobie wyobrażamy, według mocy działającej w nas." Zauważcie tutaj, że chrześcijanom dana jest moc, która „działa w nas" — szczególna, ukryta, tajemnicza moc, która czyni z nas swoje narzędzia. Już samo to, że mamy dusze, jest dziwne i tajemnicze. Nie widzimy naszych dusz; widzimy jednak w innych i sami jesteśmy świadomi w sobie zasady, która rządzi naszymi ciałami i czyni je czymś, czym nie są ciała bydląt. Mamy w sobie to, co ożywia nasze ciała i przemienia je z ciał czysto zwierzęcych w ludzkie. Bydlęta nie mówią; bydlęta mają nieznaczną ekspresję oblicza; nie potrafią tworzyć społeczeństw; nie czynią postępów. Dlaczego? Bo nie posiadają tego ukrytego daru, który my posiadamy — rozumu. Otóż podobnie i święty Paweł mówi o chrześcijanach jako posiadających szczególną moc wewnętrzną, którą zyskują dlatego, że są i gdy stają się chrześcijanami; i nazywa ją — w cytowanym tu ustępie — „mocą działającą w nas". We wcześniejszym rozdziale tego Listu mówi o „przemożnej wielkości Jego mocy względem nas, którzy wierzymy, według działania Jego potężnej siły"; i mówi, że oczy nasze muszą zostać oświecone, aby ją rozpoznać; i porównuje ją z Bożą mocą w Chrystusie, naszym Zbawicielu, przez którą — działając we właściwym czasie — Chrystus zmartwychwstał, tak że więzy śmierci nie miały nad Nim władzy. Jak ziarna mają w sobie życie, choć wyglądają na martwe, tak i Ciało Chrystusa miało w sobie życie, gdy było martwe; i podobnie — choć nie w ten sam sposób — my też, grzeszni, jacy jesteśmy, posiadamy w sobie duchową zasadę, gdybyśmy ją tylko rozbudzali: tak wielką, tak przedziwną, że wszystkie potęgi widzialnego świata, wszystkie wyobrażalne siły i żądze materii, wszystkie cuda przyrody, odkrywane w naszych czasach — niemal znoszące czas i przestrzeń, obywające się bez liczebności i dorównujące umysłowi — wszystkie te moce natury są niczym wobec tego daru w nas. Dlaczego to mówię? Bo Apostoł powiada nam, że Bóg może przez ten dar „daleko więcej uczynić ponad to wszystko, o co prosimy albo co sobie wyobrażamy." Widzicie, jak szuka słów, by wyrazić bujną, przelewającą się pełnię, rozległą i niezgłębioną głębię — to, co sam przed chwilą nazwał „szerokością i długością, głębokością i wysokością" danego nam daru. Toteż mówi gdzie indziej: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia," używając tego samego słowa, które pojawia się i w tekście: „Bracia, umacniajcie się w Panu i w potędze Jego mocy." Oto nagromadzenie słów! Najpierw: *bądźcie mocni*, to jest: *niechaj was umacniają*. W czym mocni? Mocni w mocy. W czyjej mocy? W mocy Jego siły, siły Bożej. Trzy słowa piętrzą się jedno na drugim, by wyrazić wieloraki dar, który Bóg nam udzielił. Do siły dodał moc, a moc rozwinął w tężyznę. Mamy moc Jego siły; nie tylko to, lecz tężyznę mocy Jego siły, Tego, który jest Wszechmocny.
I właśnie taką relację podaje nam święty Łukasz o stanie świętego Pawła w Dziejach Apostolskich po jego nawróceniu. Żydzi się zdumiewali, lecz „Saul coraz bardziej się wzmacniał i zawstydzał Żydów mieszkających w Damaszku." Stawał się coraz mocniejszy. A pod koniec swej drogi, gdy stanął przed Rzymianami, „Pan" — jak sam mówi — „stanął przy nim i umocnił go"; i z kolei on sam napomina Tymoteusza: „Ty więc, dziecię moje, wzmacniaj się w łasce, która jest w Chrystusie Jezusie; a to, coś słyszał ode mnie wobec wielu świadków, powierz ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni nauczać innych. Ty więc znoś trudy jak dobry żołnierz Chrystusa Jezusa."
Powiedziałem przed chwilą, że do stwierdzenia naszej Bożo udzielonej mocy nie potrzebujemy Pisma Świętego; że wystarczy nam własna świadomość. Nie chcę przez to powiedzieć, że świadomość nasza zdoła wznieść się do pełni apostolskich wyrażeń; gdyż doświadczenie nie może wyczerpać daru niewyczerpywalnego. Wszystko, co możemy wiedzieć z doświadczenia, to: że dar ten nas przerasta, że nigdy go nie zgłębiliśmy, że czerpaliśmy z niego i nigdy go nie wyczerpaliśmy; że mamy dowód, iż przebywa z nami moc — jak wielka, nie wiemy — która czyni za nas to, czego sami uczynić nie możemy, i zawsze jest w stanie sprostać wszystkim naszym potrzebom. I na tyle, jak sądzę, mamy aż nadto dowodów.
Zapytajmy siebie: dlaczego tak często chcemy czynić dobro, a nie możemy? Dlaczego jesteśmy tak słabi, wątli, ospali, chwiejni, krótkowzroczni, niestali, przewrotni? Dlaczego nie możemy „czynić tego, czego chcemy"? Dlaczego dzień po dniu pozostajemy niezdecydowani, służymy Bogu tak nędzliwie, rządzimy sobą tak słabo i nierówno, nie możemy zapanować nad myślami, jesteśmy tak gnuśni, tak tchórzliwi, tak niezadowoleni, tak cielesni, tak nieświadomi? Dlaczego my — którzy ufamy, że nie zostaliśmy przez świadomy grzech wyrzuceni z łaski (bo o takich mówię przez cały czas) — dlaczego my, którymi nie rządzą żadne złe moce i którzy nie dążymy do żadnych ziemskich celów, którzy nie jesteśmy chciwi, rozwiąźli, zmysłowi, ambitni, zawistni, pyszni, mściwi, spragnieni sławy — dlaczego my, będąc w samym królestwie łaski, otoczeni Aniołami, w orszaku Świętych, tak mimo wszystko mało możemy, i zamiast wznosić się jak orły na skrzydłach, wałęsamy się w prochu i na przemian grzeszymy i wyznajemy grzechy? Czyżby moc Boża nie była w nas? Czy dosłownie nie jesteśmy w stanie wypełniać przykazań Bożych? Niechaj tak nie będzie! Jesteśmy w stanie. Dane nam jest to, co nas do tego uzdalnia. Nie jesteśmy w stanie natury. Dar łaski został w nas wszczepiony. Mamy w sobie moc, by czynić to, co nam nakazano. Czego nam brak? Mocy? Nie — woli. Brakuje nam prawdziwego, prostego, gorliwego, szczerego pragnienia i dążenia do tego, by użytkować to, co Bóg nam dał i co w nas jest. Powiadam: mówi nam o tym nasze własne doświadczenie. Nie jest to kwestia czystej doktryny, ani tym bardziej słów, lecz rzeczy; sprawa bardzo praktyczna i prosta.
Weźmy przykład najprostszego rodzaju. Czy moc posługiwania się kończynami nie jest nasza — i to z samej natury? Cóż więc jest gnuśnością, jeśli nie brakiem woli? Gdy nie zależy nam na czymś na tyle, by pokonać niedogodność wysiłku, pozostajemy w miejscu — gdy powinniśmy się wziąć do pracy, jesteśmy gnuśni. Lecz czy wysiłek jest w ogóle wysiłkiem, gdy pragniemy tego, do czego jest potrzebny?
Podobnie — weźmy rzecz poważniejszą. Czyż nie są zupełnie wyraźne uczucia, które odróżniają wyrzuty sumienia od pokuty? W obu wypadkach człowiek boleśnie żałuje i wstydzi się tego, co uczynił; w obu ma bolesne przeczucie, że może znowu zgrzeszy wbrew swemu obecnemu żalowi. Słyszał może ktoś, jak jakiś człowiek ubolewa nad swoją słabością, tak iż niemal drży na myśl o tym, co nastąpi, mimo wszystkich dobrych postanowień. Są bez wątpienia wypadki, w których człowiek jest istotnie słaby mocą, choć gorliwy wolą; i oczywiście zdarza się ustawicznie, że ma uczucia i namiętności nieposkromione wbrew swej lepszej naturze. Lecz w bardzo wielu wypadkach ów pozorny brak mocy jest naprawdę tylko brakiem woli. Gdy ktoś uskarża się, że jest w niewoli jakiego złego nałogu, niech poważnie zapyta sam siebie, czy kiedykolwiek zapragnął się od niego uwolnić. Czy może z prostym sercem powiedzieć w Bożej obecności: „Chcę, by mi odebrano ten nałóg"?
Na przykład: człowiek nie może skupić się na modlitwie; myśl mu błądzi; inne myśli się wdzierają; mija czas, a nic się nie zmienia. Czy mamy powiedzieć, że to pochodzi z braku mocy? Oczywiście może tak być; lecz zanim tak powie, niech rozważy, czy kiedykolwiek zmusił siebie, otrząsnął się, przebudził się, doprowadził się do woli — jak by powiedzieć — skupienia. Znamy to uczucie z przykrych snów, gdy mówimy sobie: „To jest sen", a jednak nie możemy się zdobyć na wolę, by się od niego uwolnić; i jak w końcu wysiłkiem woli poruszamy się, a czar zostaje nagle złamany: budzimy się. Tak jest z gnuśnością i opieszałością; Zły przygniata nas ciężarem, lecz nie ma nad nami władzy innej niż w naszej niechęci do pozbycia się go. Nie może z nami walczyć; ucieka; nie ma co do tego żadnej innej możliwości, jak tylko uciec, skoro tylko zdecydujemy się z nim walczyć.
Jest słynny przykład pewnego świętego męża dawnych czasów, który — przed swym nawróceniem — czuł wprawdzie doskonałość czystości, lecz nie mógł się zdobyć na nic więcej w modlitwie nad słowa: „Daj mi czystość, lecz nie teraz." Nie jestem na tyle nierozważny, by lekceważyć siłę pokus jakiegokolwiek rodzaju, ani nie ośmielę się twierdzić, że Bóg Wszechmogący na pewno osłoni człowieka od pokusy, gdy tego zapragnie; lecz ilekroć ludzie uskarżają się, jak to często czynią, na trudność wzniosłej cnoty, dobrze przynajmniej byłoby, gdyby wpierw zapytali siebie, czy jej pragną. Wiele się mówi w dzisiejszych czasach o niemożliwości niebieskiej czystości — nie ode mnie twierdzić, że każdy nie ma właściwego sobie daru od Boga, jeden takiego, a drugi innego — lecz wy, ludzie świata! gdy tak wiele mówicie o niemożliwości tej lub owej nadprzyrodzonej łaski, gdy nie wierzycie w możliwość surowego panowania nad sobą, gdy szydzicie ze świętych postanowień i rzucacie cień podejrzenia na tych, którzy je czynią — czy jesteście pewni, że niemożliwość, na której tak nalegacie, nie tkwi nie w naturze, lecz w woli? Wystarczy nam zapragnąć, a natura nasza się odmieni — „według mocy działającej w nas." Nie mówcie — na swoje usprawiedliwienie lub na usprawiedliwienie innych — że nie możecie być innymi, niż uczynił was Adam; nigdy nie przyszło wam do głowy tego zapragnąć — nie możecie znieść tego pragnienia. Nie możecie znieść bycia innym, niż jesteście. Życie wydałoby się wam puste, gdybyście byli inni; a jednak to, czym jesteście z braku pragnienia daru, czynicie wymówką dla nieposiadania go.
Weźmy jaką chcemy próbę — szyderstwo lub naganę ze strony świata, utratę widoków, utratę wielbicieli czy przyjaciół, utratę wygody, znoszenie bólu cielesnego — i przypomnijmy sobie, jak łatwa okazała się nasza droga, gdy raz podjęliśmy decyzję, by się poddać; jak prosto ułożyło się wszystko, co pozostało; jak przedziwnie usunięto trudności z zewnątrz i jak dusza była umocniona wewnętrznie, by uczynić to, co było do zrobienia. Lecz rzadko mamy serce, by rzucić się — jeśli tak rzec wolno — na Bożą moc; nie ośmielamy się zaufać sobie na wodach, choć Chrystus nas wzywa. Nie mamy miłości świętego Piotra, by prosić o pozwolenie przyjścia do Niego po morzu. Gdy raz wypełnimy się ową niebieską miłością, możemy wszystko, bo wszystkiego się podejmujemy — gdyż podjąć się, to już uczynić.
Chciałbym, by każdy uważnie rozważył, czy kiedykolwiek Bóg go zawiódł w próbie, gdy jego własne serce go nie zawiodło; i czy nie doświadczył, że siła była mu dawana coraz większa stosownie do jego dnia; czy nie uzyskał wyraźnego dowodu w doświadczeniu, że przebywa w nim Boża moc, a przy tym czy nie nabrał przekonania, że nie wystawił jej na ostateczną próbę ani nie dotarł do jej granic. Łaska zawsze wyprzedza modlitwę. Abraham przestał się wstawiać, nim Bóg przestał obdarzać łaskami. Joasz uderzył w ziemię zaledwie trzy razy, gdy mógł był odnieść pięć lub sześć zwycięstw. Wszyscy mają dar; wielu wcale go nie używa; nikt go nie wyczerpuje. Jeden zawija go w chustę, drugi zyskuje pięć talentów, inny dziesięć. Przyniesie plon trzydziestokrotny, lub sześćdziesięciokrotny, lub stukrotny. Nie wiemy, czym jesteśmy i czym moglibyśmy być. Jak nasienie kryje w sobie drzewo, tak ludzie kryją w sobie Anioły.
Stąd wielki nacisk w Piśmie Świętym na wzrastanie w łasce. Ziarna mają wyrastać w drzewa. Zostajemy odrodzeni po to, byśmy codziennie odnawiali się na obraz Tego, który nas odrodził. W tekście i następujących wersetach mamy nasze powołanie przedstawione po to, by „pobudzić nasze czyste umysły przez przypomnienie," do jego pełnienia. „Umacniajcie się w Panu" — mówi Apostoł — „i w potędze Jego mocy. Obleczcie się w pełną zbroję Bożą" — z biodrami przepasanymi prawdą, z pancerzem sprawiedliwości, z nogami obuwymi w gotowość głoszenia Ewangelii pokoju, z tarczą wiary, z przyłbicą zbawienia, z mieczem Ducha. Jedna łaska po drugiej ma być w nas doskonalona. Każdy dzień ma przynosić swój własny skarb, aż staniemy — jak duchy błogosławione — zdolni i gotowi spełniać wolę Bożą.
Jeszcze stosowniejsze są słowa świętego Piotra, które obejmują krok po kroku całą naukę, na której mi tu zależy. Najpierw mówi nam, że „Boska Jego moc obdarzyła nas wszystkim, co służy życiu i pobożności;" to znaczy: posiadamy dar. Następnie mówi o celu, który dar ten ma osiągnąć — „zostały nam udzielone najdroższe i najwspanialsze obietnice, abyście się przez nie stali uczestnikami Boskiej natury"; abyśmy my, którzy z urodzenia jesteśmy dziećmi gniewu, stali się naprawdę wewnętrznie synami Bożymi; odrzucając dawne „ja" — lub, jak powiada, „uciekłszy od zepsucia, które panuje na świecie wskutek pożądania" — to znaczy: oczyszczając się ze wszystkiego, co w nas pozostaje z grzechu pierworodnego, zarazy pożądliwości. Z czym ściśle zgadzają się słowa świętego Pawła do Koryntian: „Mając więc, umiłowani, takie obietnice — mówi — oczyszczajmy się z wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając uświęcenia naszego w bojaźni Bożej." Ale wróćmy do świętego Piotra: „Dokładając wszelkiej gorliwości — powiada — przyłączcie do wiary waszej cnotę, do cnoty naukę, do nauki wstrzemięźliwość, do wstrzemięźliwości cierpliwość, do cierpliwości pobożność, do pobożności braterską życzliwość, do braterskiej życzliwości miłość." Następnie mówi o tych, którzy — choć nie można powiedzieć, że utracili łaskę Bożą — przez gnuśną wolę i letnią miłość stali się jedynie bezużyteczni i „zajmują tylko miejsce" w winnicy Pańskiej. „Kto bowiem tych rzeczy nie posiada, jest ślepy, krótkowzroczny i zapomniał o oczyszczeniu ze swych dawnych grzechów" — zapomniał o owym oczyszczeniu, które niegdyś otrzymał, gdy został wprowadzony do królestwa łaski. „Dlatego też starajcie się tym bardziej, bracia, umocnić wasze powołanie i wybranie; gdyż gdy to czynić będziecie, nigdy się nie potkniecie; bo tak stoi otworem dla was wejście do wiecznego królestwa Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa." Dzień po dniu będziecie wstępować coraz głębiej i głębiej w pełnię bogactw owego królestwa, którego staliście się członkami.
Albo na koniec rozważcie, jak święty Paweł opisuje ten sam wzrost i jego bieg w Liście do Rzymian: „Ucisk wyrabia cierpliwość, a cierpliwość — wypróbowaną cnotę, a wypróbowana cnota — nadzieję. A nadzieja nie zawodzi." Oto szereg darów: cierpliwość, wypróbowana cnota, nadzieja, dusza bez wstydu — a skąd to wszystko? Dalej czytamy: „ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany."
Miłość wszystko może; „miłość nigdy nie ustaje"; kto ma wolę, ma moc. Powiecie: „Lecz czy sama wola nie pochodzi od Boga? A zatem czyż w końcu nie jest to Jego dzieło, a nie nasze, skoro nie mamy woli?" Niewątpliwie, z natury nasza wola jest w niewoli; z natury nie możemy chcieć dobra; lecz łaską Bożą wola nasza została wyzwolona; odzyskujemy na nowo, w pewnej mierze, dar wolnej woli; odtąd możemy chcieć lub nie chcieć. Jeśli chcemy, to bez wątpienia dzięki łasce Bożej, która dała nam moc chcenia — i Jemu chwała; lecz jest to też nasze zasługi, bo użyliśmy tej mocy, którą Bóg nam dał. Bóg uzdalnia nas do chcenia i do czynienia; z natury nie możemy chcieć, lecz łaską możemy; i jeśli teraz nie chcemy, jesteśmy sami przyczyną tego niedostatku. Cóż Wszechmogące Miłosierdzie mogłoby dla nas uczynić, czego nie uczyniło? „Obdarzyło nas wszystkim, co służy życiu i pobożności"; i możemy dzięki temu „umocnić nasze powołanie i wybranie", jak czynili to święci Boży w dawnych czasach. Ach, jakże wstydzić nas powinni owi starożytni Święci! Jak to „przez słabość zostali mocni", jak „waleczni stali się w boju" i stali się jak Anioły na ziemi, a nie jak ludzie! A dlaczego? Bo mieli serce, by rozważać, zamierzać i pragnąć wielkich rzeczy. Bez wątpienia pod wieloma względami wszyscy pozostajemy do końca ludźmi: łakniemy, pragniemy, potrzebujemy pokarmu, potrzebujemy snu, potrzebujemy towarzystwa, potrzebujemy pouczenia, potrzebujemy zachęty, potrzebujemy przykładu; a jednak któż może powiedzieć, jakich wyżyn mogą z czasem dosięgnąć ludzie we wszystkim — ci, którzy zaczynają od rzeczy małych, a w oddali zarysowują wielkie? „Rozszerz miejsce twego namiotu i rozkładaj zasłony twoich mieszkań; nie skąp! Wydłuż sznury twoje i wbij mocno kołki twoje! Bo się rozszerzysz na prawo i na lewo. I nie bój się, bo się nie zawstydzisz; nie rumień się, bo nie dozna wstydu. W sprawiedliwości będziesz ugruntowana; będziesz daleka od ucisku, bo nie będziesz się lękać; i od grozy, bo się ku tobie nie przybliży. To jest dziedzictwo sług Pańskich, a sprawiedliwość ich ode Mnie pochodzi — mówi Pan."
Słowa te tak wzniosłe odnoszą się przede wszystkim do Kościoła, lecz bez wątpienia wypełniają się w pewnej mierze również w każdym z jej prawdziwych dzieci. My jednak siedzimy w domu zimno i opieszale; składamy ręce i wołamy: „jeszcze trochę drzemki"; zamykamy oczy, nie możemy widzieć rzeczy z daleka, nie możemy „widzieć ziemi, która jest bardzo daleko"; nie rozumiemy, że Chrystus wzywa nas za sobą; nie słyszymy głosu Jego zwiastunów na pustyni; nie mamy serca, by wyjść naprzeciw Temu, który rozmnaża chleby i karmi nas wszelkim słowem ust swoich. Inni dzieci Adama czynili już dawniej w Jego mocy to, co my odkładamy. Boimy się być zanadto świętymi. Inni zawstydzają nas; dookoła nas inni czynią to, czego my nie chcemy. Inni wstępują głębiej w królestwo niebieskie niż my. Inni walczą prawdziwiej i mężniej ze swoimi wrogami. Niepiśmienni, nieuzdolnieni, młodzi, słabi i prości — z procą i kamieniami z potoku — mierzą się z Goliatem, jakby obleczeni w Bożą zbroję. Kościół wznosi się wokół nas z dnia na dzień ku niebu, a my robimy tylko to, że sprzeciwiamy się, lub tłumaczymy na różne sposoby, lub krytykujemy, lub szukamy wymówek, lub dziwimy się. Boimy się rzucić swój los ze Świętymi, by nie stać się stronnictwem; boimy się szukać ciasnej bramy, by nie znaleźć się wśród niewielu, a nie wielu. Oby tylko mogło być nam dane stać się wiernymi i miłującymi, nim dobiegnie końca nasz bieg! Nim nasze słońce zajdzie w grobie, obyśmy zdołali poznać nieco więcej z tego, co Apostoł zwie „miłością Chrystusa, która przewyższa wszelkie poznanie", i schwycić niektóre promienie miłości, jakie od Niego wychodzą! W szczególności o tej porze roku, która się teraz zbliża, gdy Chrystus wzywa nas na pustynię, przepaszmy biodra nasze i posłuszni spełnijmy to wezwanie bez lęku. Weźmy krzyż nasz i pójdźmy za Nim. Przybierzmy „całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się wobec podstępnych zakusów diabła; bo bój toczymy nie z krwią i ciałem, lecz z Zwierzchnościami, z Władzami, z rządcami ciemności tego świata, z duchowymi pierwiastkami zła na wyżynach niebieskich; dlatego weźcie na siebie całą zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się oprzeć i ostać, wszystko zwyciężywszy."