HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VI

Kazanie I. Post jako źródło próby

Wielki Post

Gdy walczę z pokusą albo nałogiemGdy moja wiara stała się letnia UmartwienieWielki Post
„A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, łaknął potem."
W skrócie. Newman komentuje kuszenie Chrystusa na pustyni jako wzorzec dla każdego chrześcijanina: post i wyrzeczenie nie są dziś mniej potrzebne niż były Mu. Nie chodzi o to, że post jest celem samym w sobie, lecz o to, że bez niego łatwo ulec pokusom, które na wszystkich czyhają. Kazanie wzywa do odważnego spojrzenia na własne słabości i do traktowania prób jako drogi upodobnienia do Chrystusa.

„Niechaj więc chrześcijanie nie trwożą się, nawet jeśli stwierdzają, że są narażeni na myśli, od których odwracają się z odrazą i przerażeniem.”

*Wielki Post*

*„A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, łaknął potem."* — Mt 4,2

Okres uniżenia poprzedzający Wielkanoc trwa czterdzieści dni, na pamiątkę długiego postu naszego Pana na pustyni. Toteż w dniu dzisiejszym, w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, czytamy Ewangelię opisującą ów post; a w Kolekcie błagamy Tego, który dla nas pościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aby pobłogosławił nasze umartwienie ku pożytkowi naszych dusz i ciał.

Pościmy jako pokuta i w celu ujarzmienia ciała. Nasz Zbawiciel nie potrzebował pościć z żadnego z tych powodów. Jego post różnił się od naszego — tak co do intensywności, jak i co do celu. A jednak gdy my zaczynamy pościć, Jego przykład zostaje nam postawiony przed oczyma; i trwamy w poście tak długo, aż liczbą dni dorównamy Jego postowi.

Jest ku temu powód: zaprawdę, nie wolno nam czynić niczego inaczej, jak tylko mając Jego przed oczyma. Skoro bowiem tylko przez Niego mamy moc czynienia czegokolwiek dobrego, tak i to, co nie jest czynione dla Niego, dobrem nie jest. Od Niego pochodzi nasze posłuszeństwo, ku Niemu też być musi skierowane. On sam mówi: „Beze mnie nic uczynić nie możecie". Żaden czyn nie jest dobry bez łaski i bez miłości.

Święty Paweł wyrzekł się wszystkiego, „aby być znalezionym w Chrystusie, nie mając własnej sprawiedliwości, która jest z Zakonu, lecz tę, która jest przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość z Boga przez wiarę". Wtedy tylko nasze uczynki sprawiedliwości są przyjęte, gdy dokonywane są nie po Zakonu sposób, lecz w Chrystusie przez wiarę. Daremne były wszelkie dzieła Zakonu, gdyż nie towarzyszyła im moc Ducha. Były tylko próbami nieposiłkowanej natury, która wypełnić to, co wypełnić powinna, nie była w stanie. Tylko ci, którzy byli ślepi i cielesni, lub pogrążeni w zupełnej nieświadomości, mogli znajdować w nich jakiś powód do radości. Czymże były wszystkie sprawiedliwości Zakonu, wszystkie jego dzieła — nawet ponadprzeciętne — jego jałmużny i posty, jego zeszpecanie oblicz i trapienie dusz? Czymże było to wszystko, jeśli nie prochem i żużlem, marną, ziemską służbą, nędzną i beznadziejną pokutą, o tyle, o ile brakowało łaski i obecności Chrystusa? Żydzi mogli się uniżać, lecz nie wzrastali w duchu, gdy padali ciałem; mogli się trapić, ale nie wychodziło im to ku zbawieniu; mogli się smucić, lecz nie jako ci, którzy zawsze się radują; człowiek zewnętrzny mógł obumierać, lecz człowiek wewnętrzny nie był odnawiany z dnia na dzień. Mieli ciężar i upał dnia, i jarzmo Zakonu, lecz nie „wyrabiało" to w nich „nad miarę wielkiego, wiekuistego ciężaru chwały".

Lecz Bóg lepsze rzeczy dla nas przygotował. Na tym właśnie polega bycie jednym z Chrystusowych maluczkich — móc czynić to, co Żydzi sądzili, że mogą, a nie mogli; mieć w sobie to, przez co możemy wszystko; być owładniętymi Jego obecnością jako naszym życiem, siłą, zasługą, nadzieją i koroną; stać się w przedziwny sposób Jego członkami, narzędziami lub widzialną postacią, lub sakramentalnym znakiem jednego Niewidzialnego, Wiecznie Obecnego Syna Bożego, który w tajemniczy sposób ponawia w każdym z nas wszystkie czyny swojego ziemskiego życia: narodzenie, poświęcenie, post, kuszenie, zmagania, zwycięstwa, cierpienia, agonię, mękę, śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie — On będący wszystkim we wszystkich — my, mający w sobie tyle własnej mocy, doskonałości i zasługi, co woda w Chrzcie lub chleb i wino w Świętej Komunii; a jednak mocni w Panu i w potędze Jego siły. To te myśli towarzyszyły nam w Bożym Narodzeniu i Objawieniu Pańskim, i te same myśli muszą nam towarzyszyć przez cały Wielki Post.

Tak jest — nawet w naszych pokutnych ćwiczeniach, gdy najmniej moglibyśmy się spodziewać znaleźć w Nim wzorzec, Chrystus uprzedził nas, aby je dla nas uświęcić. Pobłogosławił post jako środek łaski, sam poszcząc; i post jest przyjęty jedynie wtedy, gdy jest spełniany dla Niego. Pokuta jest zwykłą formalnością albo zwykłym żalem, jeśli nie jest spełniana w miłości. Jeśli pościmy, nie jednocząc się sercem z Chrystusem, nie naśladując Go i nie modląc się, aby zechciał uczynić nasz post swoim własnym, złączyć go ze swoim i udzielić mu mocy swojego postu — tak abyśmy byli w Nim, a On w nas — to pościmy jak Żydzi, nie jak chrześcijanie. Słusznie więc w nabożeństwach tej pierwszej niedzieli stawiamy przed sobą myśl o Tym, którego łaska musi być w nas, byśmy w naszych umartwieniach nie bili w powietrze i nie uniżali się nadaremno.

Otóż przykład Chrystusa może być nam źródłem pociechy i zachęty w tym czasie roku na wiele sposobów.

Przede wszystkim warto podkreślić okoliczność, że Pan nasz tak właśnie usunął się od świata, co utwierdza nas w podobnym obowiązku, o ile sami możemy go zachować. Uczynił to w szczególny sposób w omawianym tu przypadku, przed wkroczeniem w swoje posłannictwo; lecz nie jest to jedyny odnotowany przykład. Przed wyborem Apostołów zachował to samo przygotowanie. „Stało się w one dni, że wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc trwał na modlitwie do Boga". Modlitwa przez całą noc była umartwieniem tego samego rodzaju, co post. Innym razem, po odprawieniu tłumów, „wyszedł na górę osobno, aby się modlić", i wydaje się, że tego dnia również pozostał tam przez znaczną część nocy. Znowu, wśród podniecenia wywołanego Jego cudami, „rano, jeszcze bardzo ciemno, wstał i wyszedł, i odszedł na miejsce puste, i tam się modlił". Zważywszy, że Pan nasz jest wzorcem natury ludzkiej w jej doskonałości, nie można chyba wątpić, że takie przykłady surowej pobożności są przeznaczone do naszego naśladowania, jeśli chcemy być doskonałymi. Lecz powinność ta jest potwierdzona ponad wszelką wątpliwość przez podobne przykłady w życiu najznamienitszych Jego sług. Święty Paweł w Liście, który czytamy w dniu dzisiejszym, wymienia wśród innych cierpień, że on i jego bracia trwali „w czuwaniach, w postach", a w późniejszym rozdziale — że był „często na postach". Święty Piotr udał się do Joppe, do domu niejakiego Szymona, garbarza, nad brzegiem morza, i tam pościł i modlił się. Mojżesz i Eliasz obaj wytrzymali za sprawą cudownego postu tej samej długości, co post naszego Pana. Mojżesz zaś dwukrotnie, jak sam nam o tym opowiada: „Upadłem przed Panem, jak za pierwszym razem, czterdzieści dni i czterdzieści nocy; chleba nie jadłem i wody nie piłem". Eliasz, nakarmiony przez Anioła, „szedł w mocy tego posiłku czterdzieści dni i czterdzieści nocy". Daniel z kolei „zwrócił oblicze swoje ku Panu Bogu swemu, szukając Go przez modlitwę i błagania w poście, we włosiennicy i w popiele". I znowu, innym razem mówi: „W owych dniach ja, Daniel, przez trzy tygodnie odprawiałem żałobę. Nie jadłem chleba smacznego, mięso i wino nie wchodziło mi w usta ani nie namaszczałem się, aż się wypełniły trzy tygodnie całkowite". Oto przykłady postów na podobieństwo postu Chrystusowego.

Następnie zauważam, że post naszego Zbawiciela był tylko wstępem do Jego kuszenia. Poszedł na pustynię, aby być kuszonym przez diabła; lecz zanim był kuszony, pościł. I co warte uwagi — nie był to jedynie rodzaj przygotowania do walki, lecz w znacznej mierze właśnie on był przyczyną tej walki. Zamiast zwyczajnie zbroić Go przeciw pokusie, jasne jest, że Jego odosobnienie i wstrzemięźliwość w pierwszym rzędzie naraziły Go na nią.

Post był głównym jej powodem. „A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, łaknął potem" — i wtedy przyszedł kusiciel, nakazując Mu przemienić kamienie w chleb. Szatan obrócił Jego post przeciwko Niemu samemu.

I tak właśnie dzieje się ze współczesnymi chrześcijanami, którzy starają się Go naśladować; dobrze jest, aby o tym wiedzieli, bo inaczej zniechęcą się, gdy będą praktykować umartwienia. Mówi się powszechnie, że post ma na celu uczynić nas lepszymi chrześcijanami, otrzeźwić nas i przybliżyć nas całkowicie do stóp Chrystusa w wierze i pokorze. Jest to prawda, patrząc na rzeczy całościowo. Ostatecznie ten skutek zostanie osiągnięty, ale bynajmniej nie jest pewne, że nastąpi od razu. Przeciwnie — takie umartwienia przynoszą w danej chwili bardzo różne skutki u różnych ludzi i należy je zachowywać nie ze względu na ich widzialne korzyści, lecz z wiary w słowo Boże. U niektórych bowiem post poskramia ich i natychmiast przybliża do Boga; inni jednak, choćby post był lekki, spostrzegają, że staje się on niemal wyłącznie okazją do pokusy. Na przykład — zdarza się nawet, że post jest krytykowany jako rzekomy powód, dla którego nie należy go praktykować, mianowicie dlatego, że człowieka drażni i wprawia go w zły humor. Przyznam, że tak często rzeczywiście się zdarza. Co więcej, bardzo często następstwem postu jest osłabienie, które odbiera człowiekowi panowanie nad jego cielesnymi czynnościami, odczuciami i sposobem wyrażania się. Przez to sprawia, że wydaje się on na przykład rozdrażnionym, choć nim nie jest; mianowicie dlatego, że jego język, wargi, a nawet umysł nie są mu posłuszne. Nie używa słów, których chciałby użyć, ani właściwego akcentu i tonu. Wydaje się ostry, choć taki nie jest; a świadomość tego i jej oddziaływanie na jego umysł jest pokusą i naprawdę czyni go drażliwym — szczególnie gdy ludzie go nie rozumieją i sądzą o nim to, czym nie jest. Z kolei osłabienie ciała może odbierać mu nad sobą panowanie i w inny sposób — być może nie może powstrzymać uśmiechu lub śmiechu, gdy powinien być poważny, co jest bez wątpienia udręką i upokorzeniem; albo gdy natrętne myśli go nachodzą, jego umysł nie może ich odpędzić, jakby był czymś martwym, a nie duchem — i wywierają na nim wrażenie, któremu nie jest w stanie się oprzeć. Albo też osłabienie ciała często utrudnia mu skupienie się na modlitwie, zamiast skłaniać go do modlitwy gorętszej; a często jeszcze — osłabieniu ciała towarzyszy mdłość i otępienie, co silnie kusi człowieka do lenistwa. Nie wymieniłem jeszcze jednak najbardziej bolesnych skutków, jakie mogą wynikać nawet z umiarkowanego praktykowania tego wielkiego chrześcijańskiego obowiązku. Jest on niezaprzeczalnie środkiem kuszenia i mówię o tym, żeby nikt nie był zaskoczony i nie popadał w przygnębienie, gdy tak właśnie stwierdzi. I miłosierny Pan wie to z doświadczenia; a to, że doświadczył tego i w ten sposób o tym wie, jak zaświadcza Pismo Święte, jest dla nas myślą pełną pociechy. Nie twierdzę bynajmniej, Boże uchowaj — że jakakolwiek grzeszna słabość skaziła Jego nieskazitelną duszę; ale z historii świętej wyraźnie wynika, że w Jego przypadku, podobnie jak w naszym, post otworzył drogę do pokusy. I być może jest to najtrafniejsze spojrzenie na takie ćwiczenia — że w jakiś przedziwny, nieznany nam sposób otwierają one świat niewidzialny, zarówno ku dobru, jak i ku złu, i są wstępem do niezwykłej walki z mocami zła. Krążą opowieści — niezależnie od tego, czy same w sobie są prawdziwe, czy nie; świadczą bowiem o tym, co ogół ludzkości uważa za wiarygodne — o pustelnikach na pustyni, napadanych przez szatana w dziwaczny sposób, a mimo to stawiających opór złemu i przepędzających go precz, wzorem naszego Pana i w Jego mocy. I sądzę, że gdybyśmy znali tajną historię ludzkich dusz w jakiejkolwiek epoce, znaleźlibyśmy w niej — przynajmniej tak mi się zdaje, że nie jest to tylko teoria — mianowicie: godne uwagi połączenie u tych, którzy mocą łaski Bożej poczynili postępy w świętości (bez względu na to, jak jest u tych, którzy tego nie uczynili) — połączenie, z jednej strony, pokus narzucanych umysłowi, a z drugiej — niepoddawania się im przez umysł, niezgadzania się z nimi, choćby w chwilowych aktach woli, lecz po prostu nienawidzenia ich i nieodnoszenia z nich żadnej szkody. Przynajmniej mogę sobie to wyobrazić — i w tym właśnie stopniu ludzie zostają oczywiście wprowadzeni w braterstwo i upodobnienie do kuszenia Chrystusa, który był kuszony, lecz bez grzechu.

Niechaj więc chrześcijanie nie trwożą się, nawet jeśli stwierdzają, że są narażeni na myśli, od których odwracają się z odrazą i przerażeniem. Niech raczej taka próba przywołuje im przed oczy, z pewną żywością i wyrazistością, ogrom uniżenia Syna Bożego. Bo jeśli to jest próbą dla nas — stworzeń i grzeszników — że nasuwają się nam myśli obce naszym sercom, czymże musiało być cierpienie dla Przedwiecznego Słowa, Boga z Boga i Światłości ze Światłości, Świętego i Prawdziwego, że zostało poddane szatanowi w taki sposób, że mógł on zadawać Mu wszelkie udręki, byle tylko nie do grzechu? Zapewne jest próbą dla nas, gdy oskarżyciel braci zarzuca nam wobec ludzi pobudki i uczucia, których nigdy nie żywiliśmy; jest próbą, gdy złe myśli są nam skrycie podsuwane w głębi nas samych i od których się wzbraniamy; jest próbą, gdy szatanowi jest dozwolone tak wmieszać swoje myśli w nasze, że czujemy się winni nawet wtedy, gdy nimi nie jesteśmy — a nawet rozpalić naszą nierozumną naturę, tak że w pewnym sensie naprawdę grzeszymy wbrew swojej woli: ale czyż nie poszedł przed nami Ktoś, czyjego doświadczenie było straszliwsze, a zwycięstwo chwalebniejsze? On „był kuszony we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu". Zapewne i tutaj kuszenie Chrystusa przemawia do nas słowem pociechy i zachęty.

Jest to zatem, być może, trafniejsze spojrzenie na skutki postu, niż zwykle się przyjmuje. Oczywiście, za sprawą łaski Bożej, jest on zawsze duchowym pożytkiem dla naszych serc i w końcu je doskonali — przez Tego, który wszystko sprawuje we wszystkich; i nierzadko przynosi nam odczuwalny pożytek już w danej chwili. A mimo to zdarza się inaczej — zdarza się, że tylko wzmaga pobudliwość i wrażliwość naszych serc; we wszelkim jednak przypadku należy go rozważać przede wszystkim jako zbliżenie do Boga — zbliżenie do mocy niebieskich — tak, i do mocy piekielnych. Z tej perspektywy jest w nim coś bardzo niesamowitego. O ile bowiem możemy to ocenić, kuszenie Chrystusa jest tylko pełnią tego, co — w odpowiednim stopniu i stosownie do naszych słabości i zepsucia — dokonuje się we wszystkich Jego sługach, którzy Go szukają. Jeśli tak jest, stanowiło to z pewnością mocny powód, dla którego Kościół skojarzył nasz czas uniżenia z pobytem Chrystusa na pustyni — abyśmy nie byli pozostawieni własnym myślom i, by tak rzec, „dzikim zwierzętom", i nie popadali w przygnębienie, gdy trapimy siebie samych; lecz abyśmy czuli, że jesteśmy tym, czym naprawdę jesteśmy — nie sługami szatana i dziećmi gniewu, beznadziejnie wzdychającymi pod swoim ciężarem, wyznającymi go i wołającymi: „O nędzny ja człowiek!" — lecz grzesznikami wprawdzie, grzesznikami trapiącymi siebie samych i odprawiającymi pokutę za grzech; a zarazem dziećmi Bożymi, w których nawrócenie przynosi owoc, i którzy, upokarzając się, są wywyższani, a w tej samej chwili, gdy rzucają się do stóp Krzyża, są wciąż żołnierzami Chrystusa, z mieczem w ręku, walczącymi szlachetną wojną, i wiedzącymi, że mają w sobie i przy sobie to, czego drżą i przed czym uciekają szatani.

I oto kolejna kwestia wymagająca wyraźnego omówienia w historii postu i kuszenia naszego Zbawiciela — mianowicie zwycięstwo, które mu towarzyszyło. Miał trzy pokusy i trzykrotnie zwyciężył — na koniec rzekł: „Idź precz, szatanie"; a wtedy „opuścił Go diabeł". Ta walka i to zwycięstwo w świecie niewidzialnym są wskazane w innych miejscach Pisma Świętego. Najznamienitszym z nich jest to, co Pan nasz mówi w odniesieniu do opętanego, którego Jego Apostołowie nie mogli uzdrowić. Zstąpił właśnie z Góry Przemienienia, na którą — jak warto zauważyć — zdaje się wstąpić ze swymi umiłowanymi Apostołami, aby spędzić noc na modlitwie. Zszedł po owym obcowaniu z niewidzialnym światem i wyrzucił ducha nieczystego, a potem rzekł: „Ten rodzaj mocą niczego innego nie może być wyrzucony, jak tylko przez modlitwę i post", co jest niczym innym, jak wyraźnym stwierdzeniem, że takie ćwiczenia dają duszy władzę nad światem niewidzialnym; i nie można wskazać żadnego dostatecznego powodu, by ograniczać to do pierwszych wieków Ewangelii. I sądzę, że jest dość świadectw — nawet w tym, co można teraz zaobserwować wokół nas o skutkach takich ćwiczeń (nie sięgając do historii) — by wykazać, że są one Bożymi narzędziami, przez które chrześcijanin otrzymuje wyniosłą i królewską władzę ponad sobie podobnymi.

A ponieważ modlitwa jest nie tylko orężem, zawsze koniecznym i pewnym, w naszej walce z mocami zła, lecz wybawienie od zła jest zawsze celem tej modlitwy, wynika stąd, że wszystkie teksty biblijne, które mówią o zwracaniu się do Wszechmogącego Boga i o jednaniu Go przez modlitwę i post, głoszą w istocie tę walkę i zapowiadają to zwycięstwo nad złym. Tak więc w przypowieści nieustępliwa wdowa, która wyobraża modlący się Kościół, nie tylko żarliwie błaga Boga, lecz staje naprzeciwko swego przeciwnika. „Obroń mię od przeciwnika mego" — mówi; a naszym „przeciwnikiem" jest „diabeł, który jako lew ryczący krąży, szukając kogo by pożarł; któremu opierajcie się" — dodaje święty Piotr — „mocni w wierze". Warto zwrócić uwagę, że w tej przypowieści wytrwałość w modlitwie jest nam szczególnie zalecana. I jest to część lekcji, której udziela nam długotrwałość wielkopostnego postu — że nie możemy osiągnąć naszych pragnień przez jeden dzień wydzielony na uniżenie, ani przez jedną modlitwę, choćby najżarliwszą, lecz przez „trwanie wytrwale na modlitwie". To samo wskazuje nam opis walki Jakuba. On, podobnie jak nasz Zbawiciel, był w niej zajęty przez całą noc. Kim był Ten, kogo mu dozwolono spotkać w owej samotnej porze, nie zostało nam oznajmione; lecz Ten, z którym się zmagał, dał mu siłę do zmagania, a na koniec odcisnął na nim znamię, jak gdyby dla okazania, że zwyciężył jedynie przez łaskawość Tego, nad którym zwyciężył. Tak wzmocniony, wytrwał aż do poranka i prosił o błogosławieństwo; a Ten, kogo prosił, pobłogosławił go, dając mu nowe imię na pamiątkę jego zwycięstwa. „Nie będzie więcej imię twe zwać się Jakub, ale Izrael; boś walczył z Bogiem i z ludźmi i zwyciężyłeś". Podobnie Mojżesz przeżył jeden ze swoich czterdziestu dni postu w wyznaniu grzechów i wstawiennictwie za lud, który odlał złotego cielca. „Upadłem przed obliczem Pańskim jak pierwej przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy; bo powiedział Pan, że chce was wytracić. Modliłem się więc do Pana i rzekłem: Panie Boże, nie wytracaj ludu Twego i dziedzictwa Twego, któreś wykupił w wielkości Twojej, któreś wywiódł z Egiptu ręką możną". Ponadto oba odnotowane posty Daniela zakończyły się błogosławieństwem. Pierwszy był wstawiennictwem za jego lud i zostało mu dane proroctwo o siedemdziesięciu tygodniach. Drugi również został nagrodzony prorokczymi objawieniami; i co godne uwagi — zdaje się, że wywarł on pewien wpływ, jeśli mogę użyć tego słowa, na świat niewidzialny już od chwili, gdy go rozpoczął. „Rzekł Anioł: Nie bój się, Danielu, bo od pierwszego dnia, kiedy nałożyłeś sobie umartwienie, aby zrozumieć i ukorzyć się przed Bogiem twoim, słowa twoje były wysłuchane i ja przybyłem z powodu twoich słów". Przyszedł na końcu, ale gotów był wyruszyć już od początku. A co więcej, Anioł mówi dalej: „Lecz książę królestwa perskiego sprzeciwiał mi się przez dwadzieścia jeden dni" — właśnie przez tyle dni, ile Daniel się modlił — „ale oto Michał, jeden z pierwszych książąt, przyszedł mi na pomoc, i ja zostałem tam przy królach Persji".

Anioł przyszedł do Daniela podczas jego postu; tak samo w przypadku naszego Pana Aniołowie przyszli i usługiwali Mu; i tak samo my możemy słusznie wierzyć i znajdować pociechę w myśli, że nawet teraz Aniołowie są szczególnie zsyłani do tych, którzy tak szukają Boga. Nie tylko Daniel, ale i Eliasz podczas swojego postu był umocniony przez Anioła; Anioł ukazał się Korneliuszowi, gdy pościł i się modlił; i naprawdę sądzę, że w tym, co ludzie pobożni mogą widzieć wokół siebie, jest dość, by potwierdzić tę nadzieję, zebraną ze słowa Bożego.

„Aniołom swoim rozkaże o Tobie, aby Cię strzegli na wszystkich drogach Twoich" — a diabeł zna tę obietnicę, bo użył jej właśnie w ów czas kuszenia. Dobrze wie, jaka jest nasza siła i jaka jego własna słabość. Nie mamy się więc czego obawiać, póki pozostajemy w cieniu tronu Wszechmogącego. „Padnie po Twojej stronie tysiąc, a dziesięć tysięcy po Twojej prawicy, lecz Ciebie nie dosięgnie". Gdy trwamy w Chrystusie, mamy udział w Jego bezpieczeństwie. On skruszył potęgę szatana; On „po lwie i żmii chodzi, lwa młodego i smoka deptać będzie"; i odtąd złe duchy, zamiast mieć władzę nad nami, drżą i lękają się każdego prawdziwego chrześcijanina. Wiedzą, że ma w sobie to, co czyni go ich panem; że może, jeśli zechce, urągać im i zmuszać do ucieczki. Wiedzą to doskonale i pamiętają o tym we wszystkich swoich natarciach na niego; tylko grzech daje im nad nim władzę; a ich głównym celem jest skłonić go do grzechu i dlatego zaskoczyć go w grzechu, wiedząc, że nie mają innego sposobu, by go pokonać. Usiłują go przestraszyć pozorem niebezpieczeństwa i tak go zaskoczyć; albo zbliżają się skrycie i podstępnie, by go zwieść i tak go zaskoczyć. Lecz inaczej, jak zaskakując go, nic uczynić nie mogą. Dlatego nie bądźmy, bracia moi, „nieświadomi ich podstępów"; a znając je, czuwajmy, pośćmy i módlmy się; trzymajmy się blisko pod skrzydłami Wszechmogącego, by był naszą tarczą i puklerzem. Módlmy się do Niego, by objawił nam swoją wolę — by uczył nas naszych win — by odejmował od nas wszystko, co może Go obrażać — i by prowadził nas drogą wieczną. A w tym świętym czasie patrzmy na siebie jak na tych, którzy są z Nim na górze — za zasłoną — skryci w Nim — nie poza Nim ani z dala od Niego, w którego obliczu jedynie jest życie, lecz z Nim i w Nim — ucząc się Jego Prawa z Mojżeszem, Jego przymiotów z Eliaszem, Jego zamysłów z Danielem — ucząc się pokutować, ucząc się wyznawać i poprawiać — ucząc się Jego miłości i Jego bojaźni — rozuczając się siebie samych i wzrastając ku Niemu, który jest naszą Głową.

← wróć do odkrywania