HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VI

Kazanie XII. Wiara tytułem do usprawiedliwienia

Wielkanoc

Gdy szukam swojej drogi albo decyzjiGdy moja wiara stała się letnia WiaraChrzest i bierzmowanie
„Wielu przyjdzie ze wschodu i zachodu, i zasiądą z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim."
W skrócie. Newman precyzuje, że wiara jest tytułem do usprawiedliwienia — nie jego przyczyną instrumentalną, lecz prawnym warunkiem dostępu do łaski, której przekazicielem jest chrzest. Rozróżnienie to pozwala uniknąć zarówno protestanckiego sola fide, jak i pelagiańskiego polegania na uczynkach. Wiara jest konieczna, lecz chrzest jako sakrament jest niezbędnym kanałem łaski.

„Wiara jest naszym prawem i tytułem do usprawiedliwienia, jedynym koniecznym prawem i tytułem; ale czy ktoś ma natychmiast to, do czego ma prawo?”

*Wielkanoc*

*„Wielu przyjdzie ze wschodu i zachodu, i zasiądą z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim."* — Mt 8,11

Pan nasz mówi tutaj to, co wielokrotnie mówi gdzie indziej: że poganie, uważani dotąd za odrzuconych, odziedziczą łaskę Bożą wespół z Abrahamem i innymi patriarchami. Co więcej, mówi, że wielki ten przywilej zdobędą przez wiarę; słowa bowiem poprzedzające bezpośrednio nasz tekst brzmią: „Zaprawdę, powiadam wam, u nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary" — to jest wiary setnika — po czym dodaje: „A powiadam wam: wielu przyjdzie ze wschodu i zachodu, i zasiądą z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim". Świętego Pawła nie trzeba chyba przytaczać jako osobnego świadka — głosi to samo z całą mocą; można go nazwać Apostołem pogan tak samo jak Apostołem wiary. Tak chociażby: „Pismo, przewidując, że w wierze Bóg usprawiedliwia pogan, oznajmiło z góry Abrahamowi: *W tobie będą błogosławione wszystkie narody*. I stąd ci, którzy polegają na wierze, dostępują błogosławieństwa wraz z Abrahamem, który miał wiarę". W opisie chrztu Korneliusza tę samą wielką prawdę głosi świętym Piotr, z nieznaczną różnicą słów: „W każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie".

Rodzi się tu pytanie — i rzeczywiście bywa ono stawiane: jeśli do przyjęcia przez Boga wystarcza jedynie wiara w Chrystusa, po cóż potrzebna jest wspólnota kościelna, po cóż sakramenty? Nauka Kościoła głosi, że łaska Chrystusa nie jest zwykłą życzliwością, z jaką On nas spogląda, ani zwykłym stanem przyjęcia i zewnętrznego przypisania nam Jego zasług przez wiarę, lecz że jest to rzeczywista i duchowa zasada zamieszkała w Kościele, z Kościoła zaś przekazywana do serc poszczególnych ludzi, rozciągana daleko i szeroko stosownie do tego, jak przychodzą do Kościoła po tę łaskę i jak szerząc się po ziemi, łączą się z Kościołem. Tak właśnie Kościół rozumie swój własny dar — i pytanie brzmi: jak pogodzić to z wrażeniem, jakie słusznie wywierają na umyśle takie fragmenty Pisma, jak przywoływany tekst i inne podobne? Zdają się one mówić, że wielkim darem Chrystusa jest Jego łaskawe osądzenie nas, a środkiem do tego jest wiara; podczas gdy my mówimy, iż ów dar polega na wewnętrznym odnowieniu w nas i że środkiem do niego jest jedność z Kościołem. Tamte teksty zdają się mówić, że każdy może sam zdobyć ten dar i sam go posiadać; my zaś mówimy, iż jest to dobro określone, jedno i to samo dla wszystkich, a udziela się go tym, którzy po nie i do niego przychodzą. Tamte zdają się mówić, że droga życia jest czymś indywidualnym i samotniczym; my zaś mówimy, że jest to przedsięwzięcie wspólnotowe i zbiorowe, i wędrówka w towarzystwie.

Można na to odpowiedzieć, że nieuczciwe i niebezpieczne jest naleganie na pewne teksty z wyłączeniem innych; że choć prawdą jest, iż jedne mówią jedynie o wierze, inne mówią jedynie o wspólnocie kościelnej jako drodze zbawienia; a skoro tak, obydwa — i wiara, i komunia kościelna — są potrzebne, i jedno bez drugiego nie zbawi; że naszym obowiązkiem jest przychodzić do Chrystusa z wiarą przez Kościół — a czyniąc tak, spełniamy wskazanie zawarte i w jednym, i w drugim zbiorze tekstów; i że równie gwałt czynią Pismu ci, którzy sądzą, iż zbawią się samą wiarą bez wspólnoty kościelnej, jak ci, którzy sądzą, że zbawią się wspólnotą kościelną bez wiary. Na przykład: jeśli Pan mówi: „Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy", to gdzie indziej mówi też: „Jeśli nie chce słuchać Kościoła, niech ci będzie jak poganin i celnik". Jeśli mówi: „Wierzcie, a otrzymacie", to gdzie indziej: „Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego". Jeśli święty Paweł mówi, że jesteśmy usprawiedliwieni przez wiarę bez uczynków Prawa, to zaraz też wyraźnie zapewnia nas, że Chrystus zbawia nas „przez obmycie odradzające", że „wszyscy, którzy zostali ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekli się w Chrystusa" i że jest „jeden chrzest, jedno ciało, jeden Duch" — podobnie jak „jedna wiara" — a Kościół jest „filarem i podporą prawdy". Co więcej: jeśli święty Piotr mówi, że miły jest Bogu każdy, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie, to gdzie indziej mówi też, że „chrzest nas zbawia" i napomina słuchaczy, by się ochrzcili dla odpuszczenia grzechów i przyjęcia daru Ducha Świętego.

Można dalej wykazać, że nic bardziej naturalnego niż takie połączenie różnych oddzielnych środków w celu osiągnięcia jakiegoś konkretnego dobra i że nie ma nic wymuszonego w takim uzgodnieniu jednego zestawu wyrażeń z drugim; ani nic sprzecznego między wrażeniem wywieranym przez jeden a wrażeniem wywieranym przez drugi. Mamy takie przypadki każdego dnia i codziennie używamy podobnych zwrotów. Na przykład: gdyby ktoś powiedział, że da jakieś dobro — jedzenie lub odzienie — każdemu ubogiemu, kto tego potrzebuje, czyż można by powiedzieć, że złamał obietnicę, gdyby wyznaczył jakieś szczególne miejsce, gdzie owe jedzenie lub odzienie można dostać i dokąd ci, którzy tego pragną, muszą po nie przyjść? I czy rozsądnym byłoby, gdyby ubogi zaczepiał go znienacka na ulicy i domagał się, by ten dał mu to bezpośrednio, bez potrzeby udawania się do wyznaczonego miejsca — i to dlatego, że tamten powiedział, iż da każdemu, kto go poprosi? Podobnie jak człowiek miłosierny mógłby powiedzieć: „Proście, a otrzymacie", nie zamierzając przez to zwolnić proszących z konieczności przyjścia w określone miejsce i o określonej porze, kiedy rozdaje jałmużnę — tak samo Chrystus może mówić przez siebie lub przez Apostołów: „Proście, a otrzymacie", „Wierzcie, a będziecie zbawieni" — i zarazem nakazywać nam pewne zasady oraz wyznaczyć pewien skarbiec, do którego nasza prośba i nasza wiara dają nam prawo wstępu, by otrzymać ów dar.

Jest to tak oczywiste, że prawie zbędne byłoby wiele o tym mówić; można jednak zarzucić, że bardziej jest to prawdziwe samo w sobie niż stosowne do obecnej kwestii. Są bowiem, powiedzą niektórzy, fragmenty Pisma mówiące tak szeroko i absolutnie, że zakładanie w nich jakichkolwiek warunków, które nie są wymienione, jakichkolwiek innych środków zyskania łaski Bożej poza zwykłą wiarą, jest gwałtem zadawanym ich językowi. Na przykład: przypuśćmy, że bogacz obiecał jałmużnę swojemu ubogiemu sąsiadowi, a gdy ten przyszedł po nią, powiedział: „Obiecałem ci wprawdzie jałmużnę, i to jako dar darmo dany — i zamierzam ci ją dać — jednak nałożę jeden warunek, którego wówczas nie wspomniałem, lecz który miałem na myśli, i który nie jest wprost sprzeczny z tym, co powiedziałem, a mianowicie: musisz przejść pięćset mil po moją szczodrobliwość, do miejsca, gdzie ją zdeponowałem, albo najpierw nauczyć się obcego języka i zanosić do mnie prośby w tym języku" — każdy by poczuł, że takie postępowanie bogacza jest szyderstwem, a dla ubogiego okrucieństwem. I właśnie tak twierdzą ludzie, o których mówię: że wiara jest tak wybitnie wskazana w pewnych miejscach Pisma jako środek zdobycia owoców śmierci Chrystusa, iż musi być jedynym środkiem; milczenie takich miejsc o innych środkach jest równoznaczne z zaprzeczeniem wszelkich innych; i że dlatego naprawdę musielibyśmy być usprawiedliwieni wyłącznie przez wiarę w pełnym, bezwzględnym i właściwym sensie (jeśli słowo Pisma jest pewne) — nie w pewnym tylko sensie, nie z pewnego tylko punktu widzenia, ale w sensie swoistym i właściwym, w drodze przywileju, jakiego żaden inny środek nie posiada: ani obrzęd, ani uczynek, ani usposobienie serca.

Na przykład, mówi święty Paweł bez żadnego zastrzeżenia: „Nie ma różnicy między Żydem a Grekiem: ten sam bowiem Pan jest Panem wszystkich i bogaty jest dla wszystkich, którzy Go wzywają. Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił?" A dalej Apostoł konkluduje: „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa". Można by twierdzić, że słowa te wyraźnie sugerują, iż poznanie prawdy jest wszystkim, czego potrzeba, by ktoś mógł tę prawdę odnieść do siebie. Daj mu księgę — Biblię; daj mu objawioną doktrynę, czyli to, co święty Paweł nazywa słowem Bożym; daj mu kaznodzieję — niczego więcej nie potrzeba. Może według własnej woli chwycić obietnicę, zająć ją, przywłaszczyć sobie, skorzystać z niej. Wystarczy, że zawoła, a będzie wysłuchany; wystarczy, że uwierzy, a jest usprawiedliwiony. „Sercem bowiem wierzy się ku usprawiedliwieniu, a wyznanie ustami — ku zbawieniu".

I znowu: jak szerokie — powie ktoś — jak wszechogarniające, jak proste są słowa: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a będzie wam otworzone; albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu będzie otworzone". Czy Pismo — zapyta ktoś — jest dla prostych ludzi, czy nie? Czy przemawia do bezpośrednich, nieskomplikowanych i prostodusznych, czy też wymaga wyrafinowanego i wykształconego umysłu? Jeśli ubogim głosi się Ewangelię, czy można wątpić, że ma ona przekazywać to, co na pierwszy rzut oka oznacza — że wszyscy, do których dociera dźwięk Ewangelii, mają jedynie wołać do Boga, prosić, modlić się, wierzyć, a według ich wiary niechaj im się stanie?

Do tego dochodzi jeszcze i to, że takim właśnie językiem posługiwał się święty Paweł do dozorcy więzienia w Filippi; rzekł: „Uwierz w Pana Jezusa, a zbawisz siebie i swój dom".

Jest w tych rozważaniach z pewnością wiele słuszności i bynajmniej nie należy ich lekko odrzucać. Zdają się one, przy pewnym wyjaśnieniu, być prawdziwe. Chodzi o to, że każdy, do kogo dotarło orędzie życia, otrzymuje jego ofertę; może, jeśli chce z niej skorzystać, mieć w nim udział i prawo przyjęcia go dla siebie; że jego słyszenie jest jego rękojmią, jego wiedza — jego świadectwem, a jego wiara — jego mocą. Wydaje się to być szeroką prawdą, czymkolwiek są inne prawdy; i w obecnym, jakże opłakanym stanie chrześcijaństwa przynosi pociechę wiara w nią. Przejdę zatem do wyjaśnienia, w jakim sensie jest to prawda, co z siebie implikuje, czego nie pociąga za sobą i co z niej wynika.

Twierdzę zatem, że słyszenie i wierzenie — to znaczy poznanie, wyznanie i proszenie — dają nam w przymierzu łaski tytuł, owszem, są jedynym koniecznym prawem i tytułem do otrzymania darów nabytych dla nas przez naszego Pana Jezusa na Krzyżu. Zauważmy teraz, po pierwsze, czego to nie pociąga za sobą.

**1.** Nie pociąga za sobą niczego co do *czasu* ani co do *sposobu* naszego usprawiedliwienia. Wiara jest naszym prawem i tytułem do usprawiedliwienia, jedynym koniecznym prawem i tytułem; ale czy ktoś ma natychmiast to, do czego ma prawo? Czy do posiadania i korzystania z rzeczy wystarczy samo słuszne prawo? Czy tak dzieje się w ludzkich sprawach? Czy prawo jest nie tylko pierwszą, lecz i jedyną rzeczą potrzebną do posiadania, utrzymania i używania? Czy nie trzeba dopełnić żadnych formalności, czy nie potrzeba żadnych niezbędnych aktów objęcia w posiadanie? Weźmy znowu przypadek dzieci chrześcijańskich rodziców. Niemowlęta chrześcijan mają prawo stać się chrześcijanami; ale czy stają się chrześcijanami przez samo to prawo? Gdyby tak było, po cóż ich chrzcić? Wiara zatem w ogólnym planie Ewangelii jest tym, czym samo urodzenie i pochodzenie jest w szczególnym przypadku dzieci chrześcijan. Stanowi w naszym przypadku roszczenie, by nas uczyniono chrześcijanami; jest dowodem, wewnętrznym duchowym znakiem od Boga, że On ma zamiar uczynić nas chrześcijanami; jest obietnicą od Tego, który jest Sprawcą i Dokończycielem naszej wiary, że chce On i pragnie, byśmy byli chrześcijanami. Kto ma, temu będzie dane. Komu Bóg daruje wiarę, temu w swoim czasie daruje też łaskę ewangeliczną, usprawiedliwiającą; lecz pierwszy dar nie daje drugiego, nie zawiera go w sobie; jedynie go przygotowuje, jedynie stanowi doń tytuł.

Dalej: dobre uczynki stanowią nasz tytuł do nieba; ale czy osoba obfitująca w dobre uczynki i gotowa na tamten świat umiera natychmiast? A raczej — czy bez śmierci zostaje przeniesiona od razu duszą i ciałem do nieba? Czy nie ma na co czekać? Czy nie ma przez co przejść, nawet w przypadku tych, którzy są gotowi na śmierć? Czy nie ma ludzi zatrzymanych w ciele, którzy — gdyby umarli wczoraj lub rok temu — poszliby do nieba? Czy nie ma świętych na ziemi? Jasne więc, że posiadanie tytułu nie jest tym samym, co bycie w posiadaniu; i wszystkie teksty, które mogą dowodzić, że wiara jest naszym tytułem do usprawiedliwienia, nie dowodzą same z siebie, że zawiera ona w sobie nasze usprawiedliwienie — chyba że dzieci są chrześcijanami bez chrztu, bo ich rodzice byli chrześcijanami, i święci są w niebie przed śmiercią, bo są do nieba gotowi. Jeśli, powiadam, rozważane teksty pokazują jedynie, że wiara jest naszym jedynym tytułem do usprawiedliwienia, to nic nie mówią o niczym innym. Tytuł do określonego dobra pozostaje tytułem, niezależnie od tego, czy dobro zostało już udzielone, czy nie. Nie przestaje być tytułem dlatego, że posiadamy owo dobro, ani nie jest mniejszym tytułem dlatego, że jeszcze go nie otrzymaliśmy. Nie jest w żaden sposób związany z przeszłością, teraźniejszością ani przyszłością. Jest tym, na podstawie czego ongiś otrzymaliśmy, albo czym teraz posiadamy, albo o co jeszcze się ubiegamy — stosownie do okoliczności. Jeśli więc rozważane teksty jedynie mówią, że kto ma wiarę, ma prawo do daru odkupienia, to mówią jedynie (co jest wprawdzie wiele, lecz jest wszystkim, co mówią), że kto wierzy, ten z pewnością — w jakimś czasie i w jakiś sposób — zostanie usprawiedliwiony. A że mówią to i nic więcej, wynika jasno z tych tekstów, do których już wcześniej nawiązywałem. Na przykład: „Każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony" — dana jest obietnica, lecz jak, kiedy, gdzie, przez co — te szczegóły z samej natury zdania pozostają nieokreślone. Czas nie jest podany ani sposób — lecz obietnica dana, że tak będzie.

Z drugiej strony, jeśli powiemy, że wiara jest sposobem i czasem, a nie tylko tytułem, równie dobrze możemy powiedzieć, że jest też Sprawcą naszego usprawiedliwienia. Równie dobrze możemy powiedzieć, że zastępuje zadośćuczynienie Chrystusa jako przyczynę zasługującą, jak chrzest jako narzędzie. I tak samo w odniesieniu do naszego tekstu: mówi on, że wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądzie w królestwie niebieskim. Czy przychodzenie jest tym samym co zasiadanie? Przychodzenie oznacza wiarę, zasiadanie — chrzest; przychodzenie jest tytułem, zasiadanie — posiadaniem. Przychodzenie poprzedza zasiadanie i prowadzi do niego; lecz nim nie jest. Tytuł jest czymś innym niż posiadanie. To samo można by wykazać na podstawie innych tekstów zwykle przytaczanych w tej kwestii.

**2.** Staje się to jeszcze bardziej oczywiste, gdy zważymy, że tam gdzie w niektórych miejscach *wiara* jest przedstawiana jako środek uzyskania przyjęcia, *modlitwa* jest w innych miejscach mówiona jako ten środek; a modlitwa jest wyraźnie wyrazem wiary, tak że cokolwiek jest prawdziwe o modlitwie, jest prawdziwe i o wierze. Otóż to zbyt oczywiste, by nalegać, że choć powodzenie jest z pewnością obiecane modlitwie w końcu, to czas powodzenia nie jest obiecany; a zamiast dziać się natychmiast, wyraźnie nakazuje nam się modlić raz i drugi, wytrwać w modlitwie, by osiągnąć skutek. Na przykład: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a będzie wam otworzone". Tu zbawienie jest niejako oddane w nasze ręce; usłyszenie zaproszenia jest wystarczającym tytułem, by przyjść; modlitwa o dar jest pewnym i niezawodnym środkiem, by go otrzymać. Najzupełniej prawda — ale czy słowo *szukajcie* oznacza jeden tylko akt, i to jedyny? Czy oznacza, że od razu zdobywamy to, o co prosimy? Przeciwnie: gdzie indziej powiedziano nam, by „silić się wejść przez wąskie drzwi, bo wielu będzie się starać wejść" — to jest starać się bez wysiłku — „a nie zdołają". I dalej: „Powiedział im przypowieść, że powinni zawsze się modlić i nie upadać na duchu". Nie jeden więc ani dwa akty modlitwy, lecz nieustanny jej ciąg uprawnia nas do Bożego miłosierdzia; i podobnie nie jeden ani dwa akty wiary nas usprawiedliwiają, lecz żyć w wierze i chodzić w wierze — oto nasz tytuł; a zacząć mieć wiarę, to wejść na drogę wiodącą — nieomylnie wiodącą — do usprawiedliwienia przez szereg zdarzeń i warunków, z których wiara jest pierwszym i jedynym z naszej strony. Twierdzę, że orędzie: „Wierz, a będziesz miał", „Wołaj, a będziesz zbawiony", tak samo mało implikuje, że jeden akt wiary, jedno wołanie, jest wszystkim, czego trzeba — jak „Proście, a będzie wam dane" nie implikuje, że możemy uzyskać odpowiedzi na modlitwę przez samo tylko chcenie. Niekiedy Bóg miłosiernie odpowiada na jedną modlitwę, i niekiedy usprawiedliwia przez jeden akt wiary; lecz mówię o tym, co mamy prawo wnioskować z takich miejsc; i twierdzę, że wszystko, co mogą udowodnić, to tyle: że kto ma wiarę, ma od Boga obietnicę, że zostanie — zostanie na Boży własny sposób, we własnym Bożym czasie — z pewnością i niezawodnie w końcu usprawiedliwiony; że jak ten, kto zaczął się modlić, prędzej czy później uzyska, tak ten, kto wierzy, o ile nie „odstąpi", zostanie usprawiedliwiony.

**3.** Potwierdza to dobitnie fakt, że przypadki usprawiedliwienia przez wiarę, jakie znajdziemy w Nowym Testamencie, pokazują, iż wiarę uważano nie za dostateczną sama w sobie, lecz za prowadzącą ku dalszym warunkom. Człowiek nie był uważany za tego, który wszystko ma i wszystko osiągnął przez samo wierzenie, lecz za tego, kto ma tytuł, by znaleźć i uzyskać. Na przykład — nawet w przypadku, który pod pewnym względem dopuszcza inną interpretację — tyle przynajmniej jest pewne. Korneliusz był szczególnym przykładem wiary; lecz czy ta wiara wystarczyła, by uczynić go usprawiedliwionym chrześcijaninem? Nie — jedynie dała mu tytuł do tego. Skłoniła miłosiernego Boga do działania cudów dla niego. Była w jego przypadku ta okoliczność wyjątkowa i osobliwa, że pierwszego daru duchowego nie udzielono przez chrzest, lecz mimo to nie udzielono go od razu na skutek wiary. Daleki od tego — musiał posłać po Apostoła, nim dar został mu dany.

Weźmy z kolei przykład samego świętego Pawła. Przez wiarę usłuchał niebieskiego widzenia i udał się do Damaszku, i czekał. Lecz musiał czekać — nie był usprawiedliwiony. Czekał trzy dni, modlił się; potem został zesłany Ananiasz i rzekł: „Wstań, ochrzciś się i obmyj grzechy swoje, wzywając Jego imienia". Wierzyć, wyznawać, modlić się, wołać — to był wystarczający tytuł do daru; lecz chrzest był narzędziem jego przyjęcia. Święty Paweł, mając wiarę, był pewien w wielkim Bożym miłosierdziu, że ostatecznie otrzyma chrzest — lecz nie natychmiast.

Weźmy z kolei przypadek etiopskiego eunucha. „Wiara rodzi się z tego, co się słyszy, a to, co się słyszy, pochodzi ze słowa Chrystusa". Spełniło się to w jego przypadku. Czytał proroka Izajasza o odkupieńczych cierpieniach Chrystusa. Słuchał Filipa głoszącego na podstawie świętego tekstu. Miał wiarę w Chrystusa. Miał tytuł do usprawiedliwienia; lecz ochrzcił się, by go przyjąć. Posłuchajmy jego własnych słów, które to wyrażają: „Oto woda; co stoi na przeszkodzie, żebym został ochrzczony?". Widzicie — chrzest był wielkim celem, do którego dążył; dlaczego, jeśli nie dlatego, że przekazuje dar życia? Czy rozsądne byłoby tak gorliwe ubieganie się o martwą ceremonię, o zwykły zewnętrzny obrzęd? Zwłaszcza że już słyszał i już uwierzył. Czy pytałby o „przeszkody" do zwykłego zewnętrznego obrzędu, skoro już otrzymał wewnętrzny dar? Nie — szukał chrztu, bo był wart szukania. I Filip traktuje go jako coś wartościowego: mówi: „Możesz, jeśli..." — stawia warunek. Ludziom nie stawia się warunków przed rzeczami bez wartości. Warunek jest ceną — ludzie nie kupują czegoś za nic za cokolwiek. Eunuch miał wkrótce otrzymać dar, inaczej nie byłoby żadnej zwłoki, żadnego badania, żadnego zobowiązania. Czym był zatem ów warunek? „Jeśli wierzysz z całego serca, możesz". Jeśli wierzysz. „A on odrzekł: Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym". Wiara zatem była tytułem, jedynym tytułem. „I kazał zatrzymać wóz, i zeszli obaj do wody, Filip i eunuch, i ochrzcił go". Dokonało się nareszcie. Dzieło było spełnione — dar udzielony — usprawiedliwienie dokonane — i dlatego „gdy wyszli z wody, Duch Pański porwał Filipa". Nie porwał go wcześniej; nie uznał za wystarczające samego głoszenia Filipa. Filip głosił i chrzcił — i wtedy został porwany. Gdyby tylko głosił, a nie chrzcił, i eunuch mimo to miał wiarę, to wówczas zapewne w wielkim miłosierdziu i opatrzności Bożej inny posłaniec ochrzcił by go; eunuch nie byłby pozbawiony chrztu; nie zostałby ograbiony z owocu swojej wiary; tylko nie miałby tego tak prędko. Miałby wciąż tytuł, roszczenie do chrztu. Lecz Bóg „wypełnił słowo i skrócił je w sprawiedliwości". Usprawiedliwił wierzącą duszę przez wodę; a potem Filip, Jego narzędzie, został porwany, a chrześcijanin „odszedł z radością".

Jeszcze jeden przykład: święty Paweł powiedział do dozorcy: „Uwierz w Pana Jezusa, a zbawisz siebie i swój dom" — a potem on i Sylas „głosili słowo Pańskie jemu i wszystkim, którzy byli w jego domu". Tak więc „wiara pochodzi ze słyszenia, a słyszenie — przez słowo Chrystusa". Obietnica dotyczyła go i jego bliskich; i co nastąpiło dalej? Niechaj nam powie święty Piotr w dzień Pięćdziesiątnicy. „Obietnica" — powiada — „jest dla was i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, których powoła Pan Bóg nasz" — i dlatego: „ochrzcijcie się". Tak kończy się ta kwestia — ochrzcijcie się — dlaczego? „Na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie dar Ducha Świętego". Co święty Piotr powiedział do Żydów, to święty Paweł uczynił w stosunku do dozorcy, a raczej uczynił to Sylas; gdyż sam święty Paweł mówi o sobie, że nie był posłany chrzcić, lecz głosić Ewangelię. Nie chrzcił, ponieważ chrzest był tak wielkim darem, że Apostołowie chcieli uniknąć pozoru chrzczenia we własnym imieniu i sprawiania wrażenia, iż to oni sami są zasługującym środkiem zbawienia. Stąd święty Paweł mówi: „Dziękuję Bogu, że nie ochrzciłem nikogo z was" — prócz jednego lub dwóch, których wymienia — „aby ktoś nie powiedział, że ochrzciłem w imię moje". Jak woda jest słabym żywiołem, tak wybrany szafarz był najsłabszym naczyniem w Kościele, by pokazać, że wszystko pochodzi od Boga. Dlatego Apostoł miał przy sobie zazwyczaj kogoś bliskiego, który będąc mu towarzyszem i wsparciem, sprawował te posługi, których on sam nie brał na siebie. Filip był diakonem i chrzcił; święty Paweł był Apostołem i nie chrzcił; i dlatego twierdzę, że w rozpatrywanym przez nas przypadku chrztu dozorcy udzielił raczej Sylas niż święty Paweł. Tak czy inaczej, dozorca i cały jego dom zostali ochrzczeni; i wtedy — a nie wcześniej — nastąpiła w nim ta sama wewnętrzna przemiana, co u eunucha: „radował się, uwierzywszy Bogu wraz z całym domem". Uwierzył przed chrztem, lecz nie radował się przed chrztem — radował się po chrzcie. Ludzie radują się, gdy znaleźli to, czego szukali. Zarówno szlachetny Etiopczyk, jak i pokorny dozorca radowali się z chwilą chrztu. Wiara dała tytuł; chrzest dał posiadanie. Wiara uzyskała im to, czego nic innego nie uzyskałoby, a chrzest to przekazał.

Dość zostało powiedziane, by wyjaśnić, w jakim sensie wiara jest tym, czym nic innego nie jest, i czyni to, czego nic innego nie może uczynić. Kto ma możność słyszenia Ewangelii i wierzy w nią całym sercem, posiada nie środek uzyskania usprawiedliwienia, lecz tytuł do jego przyjęcia; ma w sobie rękojmię — nie że Bóg go usprawiedliwił, lecz że go usprawiedliwi. I było to tak dobrze rozumiane i przyjęte przez pierwotny Kościół Chrystusa, że gdyby ktoś, będąc kandydatem i przygotowującym się do chrztu, umarł przed jego przyjęciem, wierzono, iż Bóg w swoim miłosierdziu wprowadza tę osobę w chwili śmierci w ten stan zbawienia, do którego weszłaby przez chrzest. I znowu: gdyby ktoś poniósł śmierć męczeńską za wiarę, nie będąc ochrzczony, również jego zbawienie było uważane za zapewnione w podobny sposób bez chrztu. Gdzie bowiem człowiek ma prawdziwą wiarę, Chrystus — jak ufamy pokornie — wolałby raczej dokonać cudu dla jego usprawiedliwienia, niż pozbawić go tego, co łaskawie uznaje za jego prawo. Ten, kto w nas zapoczątkował dobre dzieło, doprowadzi je w jakiś sposób do końca i do doskonałości. Swą opatrznością stworzy Kościoły i sługi chrztu wokół tych dusz, które nawiedza; albo poprowadzi je z Etiopii do Jerozolimy i ześle Filipa, by je spotkał; albo przemówi przez sny swoim Aniołem i wyśle do Joppy po Piotra; albo w więzieniu sprawi nawet, że cudownie ze skały wytryśnie źródło wody na głos Apostoła; albo — gdy wszystkie inne środki są wstrzymane — pojedna duszę z sobą bez wyznaczonego sakramentu, w chwili jej odejścia. W jakiś sposób, gdziekolwiek udziela wiary, otworzy drogę do zbawczej łaski. Których bowiem przedznał, tych i przeznaczył; których przeznaczył, tych i powołał; których powołał, tych i usprawiedliwił; których zaś usprawiedliwił, tych i uwielbił.

I teraz jasne jest, jak pocieszające światło rzucają te rozważania na obecny rozkłócony stan chrześcijaństwa. Ufam, że nie ma zuchwałości w takim rozumieniu Pisma i takim osądzaniu stanu rzeczy, który widzimy; a jeśli nie — możemy być wdzięczni, że możemy tak czynić. Całkowita zatem prawda, której nie należy nigdy tłumaczyć na inne sposoby, jest taka, że łaska Ewangelii spoczywa w ciało ustanowionym przez Boga i z niego się rozchodzi. Rozlewa się jak zaczyn po świecie — jak w przypowieści — przez ciągłość i stopniowe przechodzenie; nie tu i ówdzie w sposób oderwany i odosobniony, lecz tu i tam, i wszędzie, gdzie jest — jako cząstki jednej całości. Równie dobrze można by rozrzucić gałęzie drzewa po ziemi, pień pozostawić w glebie, liście rozepchnąć po powietrzu, a owoce zatopić w nurcie rzeki, i jeszcze twierdzić, że to jeden żywy organizm, jak podzielić Kościół. To niemożliwe. Nikt, kto jest poza nim, nie jest w nim zawarty — stwierdzenie to jest zupełnym truizmem. Ani wiara, ani nic innego nie może sprawić, by coś było, czego nie ma. Chcenie nie zastąpi przyjścia, a wiara nie zastąpi chrztu. Nikt nie jest usprawiedliwiony, jeśli nie został zaszczepiony w usprawiedliwione ciało; a wiara nie jest narzędziem zaszczepienia, lecz tytułem do zaszczepienia. To chrzest „przez który jako narzędzie ci, którzy go słusznie przyjmują" — to jest przez wiarę — „zostają zaszczepieni w Kościół". A z Kościołem idą wszystkie jego przywileje; i od jedności z nim zależy napływ tych przywilejów do duszy. Kto nigdy nie wszedł do Kościoła, nie ma przywilejów; kto od niego odszedł, albo ciężko w nim zgrzeszył, albo urodził się w schizmatycznej gałęzi lub heretycką sekcie — temu przywileje są wstrzymane. Jest wokół nas wielka liczba, ogromne rzesze ludzi, którzy z tej lub innej przyczyny, z własnej winy lub winy swych ojców, znaleźli się w położeniu uniemożliwiającym korzystanie z przywilejów odrodzenia. Moc Ducha, czystość i blask nowego stworzenia, obcowanie z niebem, światłość oblicza Bożego, pełnia usprawiedliwienia — te rzesze ludzkie w nich nie uczestniczą — przynajmniej wedle postanowień Przymierza Ewangelicznego. Lecz mimo to możemy pokornie, a zarazem ufnie powiedzieć, że gdzie jest prawdziwa wiara, tam będzie usprawiedliwienie; tam jest ono obiecane, należne, nadchodzące — w jakiś sposób, w jakimś czasie. Czy — jak Święci Starego Testamentu oczekiwali i nie otrzymali usprawiedliwienia Ewangelicznego aż do pierwszego przyjścia Chrystusa — te wierzące dusze zostaną przyjęte do chwały i łaski Kościoła przy Jego powtórnym przyjściu; czy też wejdą do królestwa po śmierci; czy też przez nadzwyczajne i nam i im nieznane zarządzenie otrzymają tu dar; czy też w tym świecie otworzą się wreszcie ich oczy i zostanie im objawiony Kościół jako prawdziwy skarbiec łaski i przystań ucieczki dla wszystkich wierzących — i zostaną poprowadzeni, by go szukać i wyrzec się sekty, w której się urodzili lub którą wybrali — tak czy owak mają tytuł; jeśli wołają, będą wysłuchani; jeśli kołaczą, będzie im otworzone. Kto ma tę prawdziwą wiarę, nie możemy powiedzieć, podobnie jak tego, kiedy Bóg ją nagradza; ani jaka miara pomocy, jaka moc duchowego wpływu jest dana tym, którzy jednak — jak Żydzi — nie posiadają szczególnych darów i dobrodziejstw Przymierza Ewangelicznego. A jednak wielką jest pociechą wierzyć, że łaska Boża nie jest ograniczona do granic Jego dziedzictwa, lecz że w Kościele lub poza Kościołem każdy, kto wzywa imienia Pańskiego czystym i doskonałym sercem, będzie zbawiony.

I tak posiadanie Pisma Świętego jest nieocenionym darem dla kraju — dla tych, którzy je słusznie używają, czy należą do Kościoła, czy nie; i słusznie możemy się z tego powodu cieszyć z jego rozpowszechnienia. Nie dlatego, by posiadanie usprawiedliwiało, albo czytanie, albo poznanie; nie dlatego, że Biblia jest naszą religią — wedle dziwnego zwrotu, który jednak, niestety, ma zbyt prawdziwe znaczenie w rzeczywistości — lecz Biblia jest środkiem, przez ukrytą pomoc Bożą, do wiary, a wiara jest środkiem do usprawiedliwienia. I jak czytanie nie zawiera w sobie wiary, lecz jest do niej drogą, tak wiara, choć nie zawiera w sobie usprawiedliwienia, jest doń pewnym tytułem. I tak przez czytanie Pisma tysiące — ufamy — które nie są ochrzczone, są jednak w istocie katechumenami i w sercu i duchu kandydatami do oczyszczającego Sakramentu. Tysiące, które pogrążone są w nieświadomej herezji lub mimowolnej schizmie, przez wiarę są mimo to w stanie Korneliusza, kiedy jego modlitwy i jałmużny wzniosły się przed oblicze Boga. Tysiące, które są zmuszone przyjmować elementy Komunii Świętej niekonsekrowane albo udzielane z wątpliwymi obrzędami, mają w sobie jednak to, czego błąd lub nieświadomość szafarza zabrać nie może — przygotowanie serca. Tysiące, które są w gałęziach Kościoła obranych przez bezbożnych z świętych ustanowień, choć dwa Sakramenty same w sobie pozostają, przez wiarę mogą przyjąć w Sakramentach te łaski ponadto, które zwykły były udzielane przez owe utracone ustanowienia. I tysiące, które urodziły się i zostały wychowane w odłączeniu, przez wiarę są oświecane z Boska, by szukać i przyłączyć się do Jednego Świętego i Katolickiego Ciała, w którym przebywa obecność Boża. Taka jest moc wiary — nie ku umniejszaniu ustanowień, lecz ku zapewnieniu łask.

Wreszcie zarazem jasne jest — i oblicze chrześcijaństwa to pokazuje — jak smutny jest ten stan duchowy, choć szczęśliwy w końcu, w którym wbrew woli Chrystusa wiara jest odłączona od usprawiedliwienia. Chrystus chciał, by usprawiedliwienie przychodziło natychmiast po wierze przez Sakrament Chrztu. Szatan tak rozstrzygnął chrześcijaństwo, że być może wielu ma wiarę, nie mając jeszcze usprawiedliwienia; przerwa nie kilkudniowa jak w przypadku Korneliusza, lecz lat — ba, może całego życia — dzieląca jedno od drugiego. Widzimy skutki takiego nieprawidłowego stanu wszędzie wokół nas. Jakże niespójna jest nawet naszych dobrych ludzi nędza! Jak znakomici pod pewnym względem, jak bardzo wadliwi pod innymi! Jakże jasna i budująca zdaje się wiara wielu, którzy jednak bardzo słabo postąpili w uświęceniu! Jak wiara — rzecz dziwna do powiedzenia — łączy się z bezbożnością, lub z pychą, lub z przygnębieniem, lub z zawziętym zaślepieniem na prawdę! Cóż to wszystko pokazuje, jeśli nie to, że Duch Boży istotnie przebywa wśród nas w swych zmaganiach, lecz Kościoła Boga żywego tu prawie nie ma; że promienie Jego łaski są na nas rzucone, lecz Słońce Sprawiedliwości jest ukryte; że zakrył oblicze; że mamy pomoce, lecz nie łaski Ewangelii; znaki i dowody miłosierdzia, lecz nie usprawiedliwienie; wiarę wydającą takie owoce, na jakie może się zdobyć na szerokim świecie, w dziki i niepewny sposób, tak jak słodkie rośliny mogłyby kwitnąć, a bogate drzewa rodzić — na zewnątrz Edenu.

Lecz błogosławmy i chwalmy Boga, bracia moi, jeśli On — jak ufamy — umieścił nas w granicach swego królestwa; módlmy Go, byśmy korzystali z tego nieocenionego przywileju; módlmy Go, by wprowadził wszystkich innych do niego, by dał światłość tam, gdzie daje wiarę, i by przyłączył do miasta Boga żywego wszystkich tych, których twarze są ku niemu zwrócone.

---

← wróć do odkrywania