HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VI

Kazanie XIV. Wspólnota Apostołów

Wielkanoc

Gdy szukam swojej drogi albo decyzji Apostolat i misjeNatura i jedność Kościoła
„Jan odpowiedział Mu: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami. Lecz Jezus odrzekł: Nie zabraniajcie mu; bo nie ma takiego, który by czynił cuda w moje imię, a mógłby zaraz źle mówić o Mnie."
W skrócie. Przykład człowieka, który wyrzucał demony w imię Chrystusa bez przynależności do grona uczniów, jest okazją do dyskusji o autorytecie Kościoła i samowolnym kaznodziejstwie. Newman broni zasady, że głoszenie Ewangelii bez misji kościelnej jest bezprawne — nawet jeśli przynosi pozorne owoce. Kościół ukształtował chrześcijan i ma prawo nimi kierować; samowolna droga poza Kościołem jest złudzeniem.

„Kościół, który was ukształtował, ma prawo was kierować i protestować, gdy nie chcecie być kierowani;”

*Wielkanoc*

*„Jan odpowiedział Mu: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami. Lecz Jezus odrzekł: Nie zabraniajcie mu; bo nie ma takiego, który by czynił cuda w moje imię, a mógłby zaraz źle mówić o Mnie."* — Mk 9,38-39

Osoby, które same sobie dobierają religię albo wędrują wedle własnego upodobania od jednej wspólnoty chrześcijańskiej do drugiej, często przytaczają nam — którzy pragniemy być uczniami jednej Wiary, raz na zawsze przekazanej świętym — ów fragment Pisma Świętego. Twierdzą, że chrześcijanie mogą słuchać obcych nauczycieli, którzy stają im na drodze, skoro Zbawiciel nasz nie pozwolił świętemu Janowi powstrzymać owego nieznajomego, wspomnianego w tekście, od wyrzucania złych duchów w imię Zbawiciela. Święty Jan przyszedł do Chrystusa i oznajmił Mu, że on sam oraz pozostali Apostołowie natknęli się na człowieka, który, choć czynił cuda, nie chodził z Apostołami — i że oni w konsekwencji mu zakazali. Na co odpowiedział nasz Pan: „Nie zabraniajcie mu". A więc wywodzą oni: skoro Apostołom nie wolno było zabraniać owemu nieznajomemu, tak samo i Kościół nie może zabraniać obcym nauczycielom i głosicielom; że wszyscy mają prawo głosić kazania, czy to idąc za Kościołem, czy nie — byle tylko głosili w imię Jezusa, bez żadnych przeszkód. Taki jest zarzut i zamierzam go teraz rozważyć.

Otóż przeczę temu, by przypadek opisany w tekście był w jakimkolwiek stopniu analogiczny do tego, do uzasadnienia którego się go przywołuje — co ukaże kilka uwag.

**1.** Przede wszystkim ów człowiek nie głosił kazań — wyrzucał złe duchy. To wielka różnica: dokonywał on cudu. Sam Zbawiciel wyraźnie to zaznacza: „Nie ma takiego, który by czynił cuda w moje imię, a mógłby zaraz źle mówić o Mnie". Otóż kazanie może wygłosić każdy; nie każdy może wyrzucać złe duchy. Wyrzucać złe duchy potrafi bardzo niewielu; co więcej, na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że tylko sługa Boży może to czynić. Człowiek nie może pokonać diabła — pokonuje go jedynie Chrystus. Jeśli jakiś człowiek wyrzuca diabła, ma moc od Chrystusa; a jeśli ma moc od Chrystusa, musi mieć i posłannictwo od Chrystusa — i kto miałby zabraniać temu, komu Bóg daje posłannictwo czynienia cudów, żeby je czynił? Byłoby to walką z Bogiem. Z drugiej jednak strony niejeden człowiek może głosić kazania bez tego, by był posłany od Boga i miał od Niego moc; Chrystus bowiem wyraźnie nas ostrzega przed fałszywymi prorokami i mówi, że „wielu przyjdzie w Jego imię, mówiąc: Jam jest Chrystus, i wielu w błąd wprowadzą". Nie wynika więc z tego, że ponieważ nie wolno nam zabraniać tym, którzy przychodzą z Bożym posłannictwem, czynić cudów — to dlatego możemy i nie zabraniać tym, którzy bez posłannictwa nie przychodzą, głosić kazań.

**2.** Można jednak powiedzieć: „Skutki głoszenia kazań są cudem. Dobry kaznodzieja nawraca ludzi, to znaczy wyrzuca złe duchy z serc tych, których zmienia z grzechu ku świętości — a to jest cud. Nie mógłby tego czynić bez mocy od Boga. A zatem jest posłany od Boga i nie powinien być zakazywany. Kwestia sprowadza się do tego, czy głoszenie ma moc czy nie, czy jest wpływowe, czy poruszy serca słuchaczy. Jeśli tak, to bez znaczenia, czy idzie za Apostołami, czy nie. Bo Apostołowie byli tylko posłańcami od Boga, a ten człowiek jest posłańcem od Boga, bo jest zdolny do Bożego dzieła — i jeden posłaniec nie musi koniecznie iść za innym. Czymże jest Paweł, a czymże Apollos? Nie jest bardziej zobowiązany słuchać Apostołów, niż oni jego; ma równie wielkie prawo zabraniać Kościołowi głoszenia, co Kościół jemu. Skoro zaś nie możemy mu zabraniać, możemy go słuchać". Tyle się mówi.

Odpowiadam, że choćby głoszenie takiej osoby było wszystkim, za co je uważa, choćby rzeczywiście czyniło coś, co wygląda jak cud — nie dowodziłoby to, że pochodzi ona od Boga; bo fałszywi prorocy, przed którymi nas Zbawiciel ostrzega, mają czynić „znaki i cuda, żeby w błąd wprowadzić, jeśli można, nawet wybranych". Nie sądzę, by mieli czynić cuda takie, jakie czynią słudzy Boga, lecz takie, które za nie uchodzą — wystarczająco podobne do cudów, by wprawić w zakłopotanie tych, którzy je oglądają — a przecież tych proroków słuchać nie należy. Dlatego gdyby mówiono, że kaznodzieja, który trzyma się z dala od Kościoła, czyni wiele dobra dla dusz bliźnich, bardzo ucieszył­bym się słysząc o tym — ale zawiesił­bym sąd i wymagał rozstrzygnięcia wielu spraw, zanim mógł­bym być pewien, że dobro rzeczywiście zostało uczynione; a jeśli nawet, to że zostało uczynione przez niego. To, co zdaje się być dobrem, często nim nie jest. Osoby, które słuchają kazań, nieraz na jakiś czas podejmują życie poważne, a potem go zarzucają. Albo wyznają o wiele więcej, niż czują, i sądzą, że są gorliwsze, niż są w rzeczywistości; albo biorą za prawdziwą religię to, czym ona nie jest; albo zamieniają jeden zły stan ducha na inny i poczytują pewne uczucia, usposobienia, poglądy czy czyny za miłe Bogu, podczas gdy takie nie są. Z tych wszystkich powodów wcale nie jest łatwą rzeczą ustalić, że samozwańczy kaznodzieje w kwestii naprawdę nawracają serca ludzkie, to znaczy naprawdę wyrzucają złe duchy, naprawdę czynią cuda — jak twierdzą, że czynią.

**3.** Ale co więcej: nawet jeśli grzesznicy nawracają się na skutek kazania takiej osoby, nie wykazuje to, że ona dokonała owego dzieła, albo przynajmniej, że miała w nim więcej niż cząstkowy udział. Cud może w końcu należeć do Kościoła, nie do niej. Jeśli grzesznicy się nawracają, dzieje się to częściowo wskutek ich chrztu — i może nie jest to zasługa owego kaznodziei bardziej niż jakiegokolwiek innego przypadkowego zdarzenia. Ludzie bywają wzruszeni i pobudzeni do myślenia o religii ustawicznie przez rozmaite uderzające okoliczności, które Bóg co prawda posługuje się nimi, którymi kieruje ku dobru — ale które nie muszą przez to pochodzić od Niego. Przypuśćmy, że człowiek wpada w grzech, a to porusza jego sumienie, napełnia go żalem, skłania go do uciekania się do Boga po przebaczenie, wiedzie ku nawróceniu i nowości życia — to wszystko wynika z jego popełnienia tego konkretnego grzechu, cokolwiek to jest; ale któż powiedziałby, że grzech pochodzi od Boga? Nie daj Boże; grzech pochodzi z własnej samowoli człowieka, a Bóg miłosiernie obrócił go ku jego dobru — i podobnie Bóg może zechcieć obrócić ku dobru głoszenie tych, którzy głoszą wedle własnej woli, a nie z Jego nakazu, nie udzielając im przez to przyzwolenia na takie głoszenie. Są oni tylko okazją do cudu, nie jego narzędziem.

I warto zauważyć, że osoby, które przyjmują nowe religie i opuszczają Kościół, by iść za kaznodziejami, nieraz same przyznają, że pierwsze wrażenie odebrały właśnie w Kościele. Otóż jeśli tak jest, Kościół — jak sami mówią — ma swój udział w dziele, które się w nich dokonało. Kościół dokonał części cudu. Ilu ludzi, którzy sądzą, że zostali nawróceni przez tego czy owego kaznodzieję, czerpie pożytek w końcu od rodziców lub duchownych, którzy uczyli ich w młodości i kształtowali ku świętości — choć wówczas nie skorzystali z ich pouczeń — a teraz, gdy żyją pobożniej, z niewdzięcznością o nich zapominają i wszystko przypisują jakiemuś obcemu głosicielowi, który co najwyżej był w stanie dostawić ostatni kamień do budowli, który sprawił, że skorzystali z tego, czego już się nauczyli, który na nowo rozniecił to, co raz już było zapalono — a może, roznieca­jąc, zadaje szkodę ogniowi, tak że zamiast czysty, spokojny i niebiański, tli się i dymi, albo pała i gaśnie z przerwami, albo wybucha dziko i wzniecą pożar!

Z tych wszystkich przyczyn wydaje się, że przypadek opisany w tekście nie ma zastosowania do tych, którzy dzisiaj nauczają nowych religii: możemy im zabraniać — po pierwsze dlatego, że nie czynią cudów, jak czynił ów człowiek w tekście; a po drugie, nawet gdyby zdawało się, że w poszczególnych przypadkach nawracają dusze swoich słuchaczy — co byłoby cudem — bardzo trudno byłoby dowieść, że rzeczywiście to uczynili: zarówno dlatego, że to, co wygląda jak nawrócenie, często nie jest prawdziwym nawróceniem w duchu i prawdzie; jak i dlatego, że choćby to było prawdziwe nawrócenie, to może nie oni są jego sprawcami, lecz Kościół uprzedził ich w tym dziele. Przejdźmy dalej.

**1.** Należy więc zauważyć, że jeśli Zbawiciel nasz mówi przy tej okazji: „Kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami" — to gdzie indziej mówi: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie". Prawda jest taka, że dopóki jakiś system toruje sobie drogę przeciw istniejącemu stanowi rzeczy, każda pomoc go posila; gdy zaś jest już ugruntowany, ten sam rodzaj deklarowanej pomocy mu szkodzi. Zanim Ewangelia została przyjęta, ci, którzy nie sprzeciwiali się Apostołom, faktycznie im pomagali; gdy zaś została przyjęta, ci sami ludzie im przeszkadzali. Rozważmy, kiedy to nasz Zbawiciel wypowiedział słowa zawarte w tekście. Było to wtedy, gdy nie było jeszcze Kościoła, gdy On nie założył jeszcze swojego Kościoła; nie mamy zatem podstaw, by twierdzić, że ponieważ ludzie mogli działać w imię Chrystusa bez pójścia za Apostołami, zanim On zbudował swój Kościół i uczynił ich jego fundamentami — to dlatego wolno im tak czynić i odtąd. Nie ustanowił On swojego Kościoła ani Apostołów w nim aż do czasu po swoim zmartwychwstaniu. Gdy mówił do świętego Jana w tekście, nie udzielił jeszcze jemu ani pozostałym ich posłannictwa; nawet gdyby ów człowiek wyrzucający złe duchy nie miał posłannictwa, to i Apostołowie go jeszcze nie mieli. Pod tym względem nie był on niższy od świętego Jana, który, choć bliższy Chrystusowi, nie był jeszcze Jego przedstawicielem. Pan nasz powiedział był już świętemu Piotrowi: „Ty jesteś Piotr, i na tej skale zbuduję Kościół mój" — ale to jeszcze należało do przyszłości; dopiero po swoim zmartwychwstaniu go założył. Wtedy to rzekł mu: „Szymonie, synu Jony, miłujesz Mnie? Paś baranki moje, paś owce moje". Podobnie jak powiedział wcześniej wszystkim Apostołom przed swoim zmartwychwstaniem: „Cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie" — czas jeszcze nie nadszedł; lecz potem rzekł: „Jak Mnie posłał Ojciec, tak i Ja was posyłam". Wtedy uczynił to, co wcześniej obiecał; odtąd wszyscy ludzie muszą łączyć się z Apostołami, czego przedtem im nie nakazano. Toteż czytamy w drugim rozdziale Dziejów Apostolskich, że ci, którzy nawrócili się i zostali ochrzczeni, „trwali w nauce Apostołów" — lecz nie tylko w nauce; nie wystarczyło głosić i wyznawać tę samą naukę co oni, lecz dodano: „we wspólnocie [Apostołów]" — „trwali w nauce i we wspólnocie Apostołów".

To znaczy, że szli za Apostołami; a gdyby chcieli odstąpić od tej wspólnoty, Apostołowie byliby im zakazali — i nasz Pan nie powiedziałby wówczas do nich: „Nie zabraniajcie im".

Toteż kiedy chrześcijanie w Koryncie rozpadli się na stronnictwa, sami sobie stworzyli formy doktryny i zaniedbali świętego Pawła, swego Apostoła — co on powiedział? Czy powstrzymał się od zakazywania im? Nie — zakazał im. I podał taki powód: „Cóż?" rzekł: „Czy od was wyszło słowo Boże?" — to znaczy: czy słowo Boże wywodzi się od was? I podobnie możemy powiedzieć do tych, którzy zakładają dla siebie oddzielną sektę lub wspólnotę. Skąd wzięliście waszą znajomość prawdy? Może sądzicie, że słowo Boże wyszło od was — lecz w rzeczywistości dotarło do was od nas; i nie przyjęliście tego, czego nauczacie — o ile jest to prawdą — inaczej niż za pośrednictwem tego Kościoła, któremu się sprzeciwiacie. Ten Kościół uczynił was tym, czym jesteście, o ile jesteście chrześcijanami; a Kościół, który was ukształtował, ma prawo was kierować i protestować, gdy nie chcecie być kierowani; ma prawo wzywać was do pójścia za sobą i rościć sobie nad wami jurysdykcję, bo jesteście jego własnością — tymczasem ów człowiek w tekście, który wyrzucał złe duchy, nie otrzymał tej mocy przez Apostołów i dlatego Apostołowie nie mieli roszczenia, by on im się podporządkował.

Potem jednak Apostołowie stali się jedynymi kanałami łaski; a jako że byli jedynymi udzielającymi łaski pod Chrystusem, tak też byli jedynymi rządcami, pod Nim, całego ludu chrześcijańskiego — i jak przekazywali życie, tak też rościli sobie prawo do posłuszeństwa. Na przykład uczniowie świętego Jana Chrzciciela byli wierzącymi, pobożnymi ludźmi i cieszyli się Bożą łaską; lecz gdy Kościół już został ustanowiony, byli zobowiązani podporządkować mu się i opuścić sektę — choć diwinnie założoną — do której należeli. Czytamy w Dziejach Apostolskich o Apollosie, „człowieku uczonym i biegłym w Piśmie", który „był pouczony o drodze Pańskiej, a pałając duchem mówił i nauczał pilnie tego, co dotyczy Jezusa, znając tylko chrzest Janowy". Wszystko to liczyło się i było przyjęte u Boga — dopóki nie założył On swojego Kościoła; lecz gdy raz Kościół został ustanowiony, Apollosowi nic to nie pomagało: ani elokwencja, ani znajomość Pisma, ani to, że był biegły w Piśmie, ani to, że był pouczony o drodze Pańskiej, ani żarliwość ducha, ani pilność i śmiałość w nauczaniu, ani przynależność do sekty i chrzest chrztem tego, nad którego spośród zrodzonych z niewiast nie było większego proroka. Jan Chrzciciel nauczył go prawdziwej doktryny, nauczył go, że Chrystus jest Synem Bożym, Barankiem Bożym, naszą Ofiarą pojednawczą — i to zapewne Apollos z kolei nauczał. Czegóż nie nauczał, czego nie nauczają dzisiaj ci, którzy szczególnie mienią się głosicielami Ewangelii? Lecz jak Chrzciciel poddał się Chrystusowi, tak uczniowie Chrzciciela musieli poddać się uczniom Chrystusa — Apollos Kościołowi. Apollos nie mógł stać z boku i głosić Tego, który gładzi grzechy świata; musiał przyjść do tych Jego sług, którzy jedynie mogli przekazywać Ducha; musiał przyjść po chrzest chrześcijański, mimo swojej znajomości Ewangelii. Toteż Akwila i Pryscylla „zabrali go do siebie i wyłożyli mu jeszcze dokładniej drogę Bożą".

Inny przykład podany jest zaraz po tym, na początku rozdziału dziewiętnastego. Święty Paweł napotkał pewnych uczniów, ochrzczonych chrztem Janowym. Powiedział im, że to nie wystarczy, i w konsekwencji zostali ochrzczeni w imię Pana Jezusa; a następnie bierzmowani i przyjęli Ducha Świętego wraz z Jego darami cudotwórczymi. I tu chciałbym zauważyć, że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa ów człowiek z tekstu był jednym z uczniów świętego Jana albo — jeśli nie — kimś, kto przyjął swe religijne wrażenia od Jana; kto mógł prawomocnie pozostawać, jaki był, i wyrzucać złe duchy w imię Jezusa bez przyłączania się do Apostołów — aż do czasu, gdy Apostołowie otrzymali dar Ducha Świętego; wtedy bowiem był zobowiązany przyłączyć się do nich.

**2.** I tutaj też pada światło na wyrażenie z tekstu, którego właśnie użyłem, a które na pierwszy rzut oka może zdawać się niewymagającym objaśnienia: „w moje imię". Nasz Pan mówi o tych, którzy czynią cuda „w Jego imię". Cóż to oznacza? Na pierwszy rzut oka moglibyśmy sądzić, że każdy, kto używa imienia Jezusa i wyznaje, że w nim i przez nie działa, naprawdę czyni to, co czyni, w Jego imię. Ale tak nie jest — co jasno wynika z innej części już przytoczonego rozdziału, gdzie czytamy o pewnych wędrownych Żydach, „którzy wzywali nad tymi, co mieli złe duchy, imienia Pana Jezusa". Oto zatem ludzie, którzy nie chodzili za Apostołami, a używali imienia Pańskiego; czy można zatem powiedzieć, że naprawdę mówili w Jego imię? Nie; bo co się stało? Zły duch, którego usiłowali wyrzucić, cisnął im to w twarz, że nie chodzili za Apostołami. Odpowiedział: „Znam Jezusa i wiem, kim jest Paweł" (znam Apostoła Pawła); „ale wy kimże jesteście?" I podobnie teraz zastępy zła mogą powiedzieć do tych, którzy głoszą bez posłania: „Znam Jezusa i znam Kościół; ale wy kimże jesteście?"

Samo zatem używanie imienia Jezusa nie wystarczy, by stanowić to, co Pismo Święte rozumie przez mówienie w imię Pańskie; musimy szukać tego świętego imienia i używać go tam, gdzie On je złożył. Jego imię jest imieniem mocy; musimy szukać, gdzie złożył On swoją moc, jeśli chcemy mówić z mocą. Nie zostawił On swojego imienia wolno w świecie, lecz złożył je w bezpiecznej siedzibie; a imię to wyrywa się na nas tylko wtedy, gdy przebywamy w tej siedzibie. Przypomnijcie sobie na przykład wzmiankę o Aniele, który prowadził Izraelitów z Egiptu do ziemi obiecanej — jak mówi o nim Bóg Wszechmogący: „Oto posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w drodze i doprowadził cię na miejsce, które ci wyznaczyłem. Miej się przed nim na baczności, słuchaj jego głosu i nie sprzeciwiaj mu się, gdyż nie przebaczy waszych przewinień — bo moje imię jest w nim". Izraelici mieli iść naprzód w imię Pańskie; lecz nie wystarczyło używać Jego imienia — należało szukać go tam, gdzie On to straszliwe imię złożył. Złożył je w Aniele; aby zaś korzystać z ochrony tego imienia, trzeba było iść za Aniołem i słuchać go. Znowu, gdy weszli do ziemi obiecanej, widzimy jeszcze, że nie mogli przyjmować jakiejkolwiek religii wedle własnego uznania i używać jej w imię Boże, lecz musieli szukać i używać imienia Bożego tam, gdzie On je umieścił; bo Mojżesz przemawia do nich tak: „Na miejsce, które Pan, Bóg wasz, wybierze ze wszystkich pokoleń, aby tam umieścić swoje imię — do Jego mieszkania będziecie szukać i tam przybędziecie. [...] Nie wolno wam czynić tego, co czynimy teraz tutaj" — to jest na pustyni — „każdy, co mu się wydaje słuszne. Bo nie weszliście jeszcze do miejsca spoczynku i dziedzictwa, które Pan, Bóg wasz, wam daje". Izraelici na pustyni byli poniekąd w sytuacji uczniów Chrystusa przed tym, jak On założył swój Kościół i złożył tam swoje imię. Ludzie mogli używać Jego imienia bez pójścia za Jego Apostołami — dopóki; lecz gdy raz złożył swe imię w Kościele, byli zobowiązani „do Jego mieszkania szukać i tam przybywać". A że imię Jego, złożone niegdyś w Szilo i w Jerozolimie, jest dziś nadane Kościołowi — jasno wynika z proroka Jeremiasza, który najpierw mówi o Chrystusie: „To jest imię, którym Go będą nazywać" — to znaczy pod Ewangelią — „Pan, nasza sprawiedliwość"; a następnie nadaje ten szczególny tytuł Kościołowi — w swoim rozdziale trzydziestym trzecim: „To jest imię, którym ją będą nazywać: Pan, nasza sprawiedliwość". Jego imię jest na niej; Jego imię jest jej imieniem. Stąd też prorok Malachasz, mówiąc o Kościele Katolickim i jego wieczystej uczcie chleba i wina w Komunii Świętej, powiada: „Od wschodu słońca aż do jego zachodu wielkie będzie moje imię między narodami; i na każdym miejscu kadzidło będzie składane Mojemu imieniu i ofiara czysta, bo wielkie będzie moje imię między narodami, mówi Pan Zastępów". Jego imię jest tam, gdzie jest przepowiedziana „ofiara czysta".

Na ogół zatem wydaje się, że nieznajomy z tekstu mógł używać imienia Jezusa bez pójścia za Apostołami — bo oni, choć byli Apostołami Chrystusa, nie mieli jeszcze Jego imienia nadanego im, by razem tworzyć Jego Kościół; lecz odkąd po Jego zmartwychwstaniu Kościół ten istnieje i nosi Jego imię — używanie Jego imienia poza Kościołem i bez Kościoła jest traktowaniem tego świętego imienia bez czci, za co Bóg nie uzna winnego niewinnym, chyba że czyni to w nieświadomości; a wtedy, choć jego dzieło zginie, on sam będzie zbawiony — lecz jakby przez ogień.

Stąd też tak gorące napomnienia św. Pawła przeciw podziałom i nieposłuszeństwu; na przykład: „Strzeżcie się tych, którzy wywołują rozłamy i zgorszenia wbrew nauce, którą przyjęliście — i unikajcie ich"; „Skoro bowiem jest między wami zazdrość i niezgoda, i rozłamy, czyż nie jesteście cieleśni?"; „Nakazujemy wam, bracia, abyście stronili od każdego brata, który postępuje wbrew porządkowi i nie stosuje się do tradycji, którą przejął od nas"; „Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli".

Pozostaje mi już tylko jedna kwestia do omówienia przed zakończeniem. Wykazałem, czego nie należy dziś rozumieć przez ten tekst. Wykazałem, że nie może i nie powinien być on słusznie stosowany dla uzasadnienia tych, którzy dziś powstają przeciw Kościołowi; lecz nasuwa się pytanie, do czego odnosi się on teraz? Każde słowo Chrystusa ma znaczenie dla wszystkich czasów; nie wystarczy obnażyć błędnego sensu — trzeba też wyłożyć właściwy. To jest właśnie powód, dla którego tak wiele miejsc Pisma Świętego bywa rozumianych błędnie: ortodoksyjni ludzie zadowalali się jedynie zbijaniem błędnego sensu zamiast podawania właściwego. Sposobem zbijania błędu jest głoszenie prawdy; póki nie zastosujemy właściwie tego tekstu, będzie on nadal — mimo wszelkich naszych zbijań — stosowany błędnie. Przejdę więc do powiedzenia kilku słów celem wyłożenia właściwego objaśnienia; a czyniąc to, zobaczycie, że będę wywodził z samego tekstu tę właśnie zasadę.

Zauważmy zatem, kto to był, komu nie wolno było zabraniać używania imienia Jezusa, choć nie chodził za Apostołami. Nie ktoś, kto głosił fałszywą naukę; nie ktoś, kto sprzeciwiał się Apostołom, przeszkadzał im albo od nich odpadł. Nic zatem nie można wywieść z tego tekstu — choćby rozumieć go jak najbardziej dosłownie albo stosować jak najściślej do czasów obecnych — nic, powtarzam, na korzyść tych, którzy odłączają się od Kościoła, którzy powstają przeciw Kościołowi albo mu przeszkadzają i go niepokoją. Lecz jest wiele osób, do których tekst ten mniej lub więcej się stosuje i z którymi powinniśmy postępować zgodnie z jego duchem. Jest wiele osób niebędących członkami Kościoła, które same nie odłączyły się od niego, nie sprzeciwiają mu się, nie uzurpują sobie jego miejsca, lecz są mniej więcej w położeniu owego człowieka z tekstu — „nie chodzącego z nami", a jednak używającego imienia Jezusa. Wiele sekt i ugrupowań w tym kraju ma długą historię; wielu ludzi rodzi się w nich; wielu nie miało możności poznać prawdy. Co więcej, może się zdarzyć, że wkładają one wysiłek dla sprawy Chrystusa w miejscach, gdzie Kościół jest nieznany albo gdzie nie dociera. A ponadto może być tak, że dają one wiele pocieszających świadectw powagi i gorliwości, prawdziwej miłości do Chrystusa i pragnienia posłuszeństwa Mu, a nie wywyższania siebie. W takim razie zdaje się, że nasz Pan mówi: „Nie zabraniajcie im głosić".

Większa część świata tonie w pogańskich ciemnościach; sekciarze rozmaitego rodzaju wysyłają misje dla nawracania dusz do Chrystusa w miejsca, dokąd Kościół nie wysłał misjonarzy. Nie jesteśmy zobowiązani ich wspierać — z tej racji, że nie wyznają całej prawdy Ewangelii. Nie powinniśmy jednak odnosić się do nich wrogo; raczej winniśmy błogosławić Boga za to, co czynią w dobrych intencjach, i modlić się do Niego, aby coraz lepiej zamierzali i działali.

Albo znowu: nawet w kraju, do którego Kościół wysyła misje, wydaje się obowiązkiem tych, których ona tam posyła, okazywać życzliwość i wyrozumiałość wobec wszystkich chrześcijańskich wspólnot, które tam trudzą się w tej samej sprawie — o ile tamte nie przeszkadzają mu czynnie ani nie sprzeciwiają się jego nauce, co niestety zbyt często będzie mieć miejsce. Nie jesteśmy zobowiązani łączyć się z nimi, choćby ich nauka była nawet jak najbardziej podobna do naszej — tak samo jak Apostołowie nie byli zobowiązani iść za nieznajomym, który nie chodził za nimi, czego nikt nie będzie kwestionować; lecz mamy im pozwolić iść swoją drogą, gdy my idziemy swoją.

I znowu: nawet w ojczyźnie jest wiele okolic, do których Kościół należycie nie dotarł i które może zawdzięczają to, co mają z Ewangelii, trudom sekciarzy. Tu też, jak widać, jesteśmy zobowiązani postępować zgoła inaczej, niż byłoby naszym obowiązkiem w miejscach, gdzie ustanowili się w obliczu Kościoła i przeciw niemu — i bez wchodzenia w szczegóły, widać wyraźnie, że istnieje sens, w którym słowa naszego Pana z tekstu stosują się do nich.

Na ogół zatem powiem tak: gdy obcy Kościołowi głoszą wielkie prawdy chrześcijańskie i nie sprzeciwiają się Kościołowi — choć nie możemy za nimi iść, choć nie możemy się z nimi łączyć, to jednak nie wolno nam im zabraniać; lecz w tej mierze, w jakiej głoszą coś, co jest samo w sobie nieprawdziwe, i czynnie sprzeciwiają się wielkiemu Bożemu ustanowieniu — w tej mierze nie są podobni do człowieka, któremu nasz Pan nakazał Apostołom nie zabraniać.

We wszystkich jednak przypadkach — czy głoszą prawdziwą naukę, czy nie, czy nam się sprzeciwiają, czy nie — tyle możemy wyciągnąć jako naukę: że musimy ich zwyciężać nie tyle zbijając ich, ile głosząc prawdę. Jak nakazano nam zwyciężać zło dobrem, tak musimy zwyciężać fałsz prawdą; i jak w chrzcie przekleństwo Adama usuwa nadejście łaski Bożej, tak samo panowanie herezji zostaje odpędzone nie przez samo atakowanie jej, lecz przez ukazywanie czystej Ewangelii. Bądźmy o wiele bardziej pochłonięci głoszeniem własnej nauki niż zbijaniem cudzej. Bądźmy o wiele bardziej zapaleni do wabienia dusz na właściwą drogę niż do zabraniania im drogi błędnej. Bądźmy jak zawodnicy na stadionie, którzy nie wytrącają się wzajem, lecz starają się jeden drugiego wyprzedzić. Wyprzedzajmy innych naszym życiem i postępowaniem: „czystością, umiejętnością, wielkodusznością, dobrocią, Duchem Świętym, miłością nieobłudną, słowem prawdy, mocą Bożą, zbroją sprawiedliwości w prawicy i lewicy, przez chwałę i przez pohańbienie, przez złą sławę i dobrą sławę". Zwyciężajmy łagodnością, dobrocią, cierpliwością i wytrwałością. Gdy głos błędu i zwady jest głośny — milczmy; nie wzbraniajmy się, by triumfowano nad nami jako nad ludźmi ślepymi i uprzedzonymi, jako nad bigoterami, fanatykami, zelotami albo by nazywano nas innymi twardymi mianami. Nie zabraniajmy im. Bóg sam nas pomści, po swojemu i we właściwym czasie. Słabi stają się mocnymi, a wzgardzeni dostępują czci. „On roztoczy jak światło twoją sprawiedliwość, a twoje prawa jak blask południa. Wstrzymaj się od gniewu i zrezygnuj z zapalczywości; nie oburzaj się, bo to ku złemu wiedzie. Ufaj Panu i strzeż Jego drogi, a On cię wywyższy, byś posiadł ziemię. Strzeż niewinności i patrz na prawość, bo człowieka miłującego pokój czeka przyszłość".

← wróć do odkrywania