*Wniebowstąpienie*
*„Jeśliście tedy razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co jest w górze, gdzie Chrystus zasiada po prawicy Boga. Myślcie o tym, co w górze, nie o tym, co na ziemi. Umarliście bowiem i życie wasze jest ukryte z Chrystusem w Bogu."* — Kol 3,1-3
W liturgii Komunii Świętej wzywa się nas: „W górę serca"; odpowiadamy: „Wznosimy je do Pana" — do Pana, który wstąpił na wysokość; do Tego, który już tu nie jest, lecz zmartwychwstał, ukazał się Apostołom i zniknął z ich oczu. Ku temu wstąpionemu i niewidzialnemu Zbawicielowi, który pokonał śmierć i otworzył królestwo niebieskie wszystkim wierzącym, — ku Niemu winniśmy każdego dnia, a zwłaszcza w tej porze, gdy wspominamy Jego Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie, wzbijać się duchem za Jego przykładem. Jakże inaczej dzieje się z wieloma: są oni zniewoleni, owszem, owładnięci i pochłonięci przez ten świat, i nie mogą wznieść się wzwyż, bo nie mają skrzydeł. Mówiono, że modlitwa i post są skrzydłami duszy — kto zaś ani nie pości, ani się nie modli, ten nie może iść za Chrystusem. Nie może wznieść ku Niemu swego serca. Nie ma żadnego skarbu w górze, lecz skarb jego, serce i wszystkie władze ducha są utkwione w ziemi; ziemia jest jego działem, nie niebo.
Wielki jest zatem kontrast pomiędzy owymi wieloma a tymi świętymi i błogosławionymi duszami — obyśmy i my byli w ich gronie! — które powstają z Chrystusem i myślą o tym, co w górze, nie o tym, co na ziemi. Jedni trwają w świetle i pokoju; drudzy stanowią tłum cisnący się i pędzący szeroką drogą, „która prowadzi do zguby" — żyją w zamęcie, walce, lęku i gorzkości, lub przynajmniej w oziębłości i jałowości ducha; albo też w jakimś krótkotrwałym uniesieniu, próżnym i niespokojnym; albo w zupełnej ślepocie na to, co ma przyjść. Taki los spotyka wielu: chodzą bez celu i kierunku, żyją bezbożnie lub w letniości, a nie mają nic do powiedzenia na swoje usprawiedliwienie. Idą za tym, co ich uderzy i spodoba; dogadzają swoim przyrodzoną skłonnościom. Nie myślą o kształtowaniu swych upodobań i zasad, o wznoszeniu się ponad to, czym są — lecz staczają się i poniżają ku swoim najziemskim uczuciom i najbardziej zmysłowym skłonnościom, bo te okazują się najsilniejsze. Dusze święte natomiast obierają inną drogę; powstały z Chrystusem i są jak ludzie, którzy weszli na górę i spoczywają na jej szczycie. U podnóża panuje hałas i zamęt, mgła i ciemność; lecz na szczycie jest tak bardzo cicho, tak spokojnie i pogodnie, tak czysto, tak jasno, tak promiennie, tak niebiańsko, że ich zmysłom zdaje się, iż zgiełk ziemski nie dociera z dołu, a cieniu i mroku nigdzie nie ma.
Obraz szczytu górskiego jest zresztą częstym obrazem w Piśmie Świętym, za pomocą którego Duch Wszechmogący przemawia do nas o naszym powołaniu w Chrystusie. I tak na przykład przepowiedziano o Kościele chrześcijańskim, „że góra domu Pańskiego będzie utwierdzona na szczycie gór… i pójdą liczne narody, mówiąc: Pójdźcie, wstąpmy na górę Pańską". Podobnie Świątynia zbudowana przez Salomona stała na wzniesieniu; i to bez wątpienia między innymi, a może przede wszystkim po to, by pokazać nam, że religia polega na odwróceniu się od świata i wznoszeniu ku niebu. „Wybrał plemię Judy," mówi Psalmista, „górę Syjon, którą umiłował. I zbudował jak wyżyny swoją świątynię". Nie chcę przez to powiedzieć, że można być człowiekiem religijnym, zaniedbując obowiązki doczesne; lecz że w ludziach religijnych istnieje wewnętrzne i prawdziwsze życie — poza tym, które inni widzą i śledzą — albo, słowami tekstu, ich „życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu". Chrystus, prawda, i sam dotąd działa, jak działa Jego Ojciec, i On też nakazuje nam „pracować, póki jest dzień"; a jednak, mimo to, jest prawdą, że Ojciec i Syn są niewidzialni, że łączy ich niewymierne zjednoczenie, i że nie zależą od śmiertelnych spraw tego świata — my zaś, na miarę naszej skończoności, winniśmy żyć wedle Ich Boskiego wzoru, trwając z Nimi w komunii, jakbyśmy byli na szczycie Góry, i spełniając równocześnie nasze obowiązki wobec tego grzesznego i bezbożnego świata, który u jej podnóża leży.
Historia Mojżesza daje nam kolejny przykład owego wznoszenia serca ku Bogu, i to przedstawiony pod tym samym obrazem. Wszedł on na Górę na czterdzieści dni i tam oglądał wizje. Zauważmy też: przez cały ten czas nie jadł chleba ani nie pił wody. Ów cudowny post był dla nas nauką, w jaki sposób my, chrześcijanie, mamy przybliżać się do Boga. Lecz zauważmy dalej: kiedy on był na Górze, co działo się na równinie? Panowały tam wrzawa, bezbożność, grzech świata. Jozue, jego sługa, gdy usłyszeli krzyk, rzekł: „Głos walki w obozie"; lecz Mojżesz odpowiedział: „To nie głos zwycięskich, ani krzyk pokonanych; słyszę głos śpiewających".
Własna historia naszego Pana daje nam jeszcze jeden uderzający przykład tej Boskiej komunii w zestawieniu ze wzburzonym światem. Gdy wstąpił na Górę Przemienienia z trzema Apostołami, na szczycie wszystko było ciche i spokojne jak niebo. Ukazał się w chwale; Mojżesz i Eliasz z Nim; głos Ojca był słyszany. Święty Piotr rzekł: „Mistrzu, dobrze nam tu być". On i jego współapostołowie poczuli wówczas, że ich życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Lecz gdy zeszli z góry, jakże odmienił się widok! Było to schodzenie z nieba na ziemię. „Gdy przyszedł do uczniów," mówi Ewangelista, „ujrzał wielki tłum wokół nich i uczonych w Piśmie, którzy się z nimi sprzeczali. A zaraz wszystek lud, gdy Go zobaczył, bardzo się zdumiał i podbiegając, witali Go." I zastał, że Apostołowie usiłowali wypędzić diabła i nie mogli. I wtedy rzekł słowo zgodne z Mojżeszowym czynem: „Ten rodzaj nie może wyjść przez nic inaczej, jak tylko przez modlitwę i post".
Można wręcz powiedzieć, że i wtedy, gdy Pan nasz był wywyższony na Krzyżu, i wówczas też przedstawił nam ten sam przykład duszy wzniesionej ku niebu i ukrytej w Bogu, z wzburzonym światem u jej stóp. Niewierne tłumy gromadzone wokół Krzyża, przechodzący obok lżyli Go, uczeni w Piśmie szydzili. Tymczasem On sam, wśród swojej agonii, trwał w Boskich rozważaniach. Mówił: „Ojcze, odpuść im"; „Czemu Mnie opuściłeś?"; „Wykonało się"; „W ręce Twoje oddaję ducha mego". A tak jak On był ukryty w Bogu, tak też nawet w tej straszliwej chwili ktoś stał u Jego boku, wpatrując się w Niego i ukryty razem z Nim w Bogu. Łotr pokutujący rzekł: „Panie, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa"; a Jezus mu odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam ci, dziś ze Mną będziesz w raju".
A tym bardziej po Swym Zmartwychwstaniu był On oderwany od tego niespokojnego świata i trwał w pokoju, jak przepowiedział Psalmista. „Ustanowiłem Króla mego na Syjonie, górze mojej świętej". „Od początku świata przygotowany jest tron Twój; Ty jesteś od wieków. Wezbrały rzeki, Panie, wezbrały rzeki, swój głos podnoszą rzeki, swe spienione bałwany. Potężniejszy jest Pan niż szum wielu wód, niż morskie bałwany potężne, które pienią się gwałtownie; lecz Pan na wysokościach jest potężniejszy".
Te ustępy można brać jako typy, jeśli nie jako przykłady, nauki i przykazania zawartego w tekście. Chrystus jest zmartwychwstały i na wyżynach — my musimy powstać z Nim. Odszedł On z naszych oczu — my musimy iść za Nim. Odszedł do Ojca — my też musimy troszczyć się, by nasze nowe życie było ukryte z Chrystusem w Bogu. Była to łaskawa obietnica, wyrażona w modlitwie, którą On zanosił przed swą Męką za wszystkich swoich uczniów, aż do końca świata. „Ojcze Święty," mówił, „zachowaj w imieniu Twoim tych, których Mi dałeś, aby byli jedno, jak My jesteśmy. … Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich zachował od złego. Oni nie są ze świata, tak jak i Ja nie jestem ze świata. … Ale nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez ich słowo uwierzą we Mnie; żeby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie; żeby i oni tworzyli w Nas jedno. … Ja w nich, a Ty we Mnie; żeby tak stawali się doskonałymi w jedności … żeby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich". Zgodnie z tą uroczystą i świętą zapowiedzią, święty Paweł pisze w tekście i dalszych wierszach: „Jeśliście tedy razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co jest w górze, gdzie Chrystus zasiada po prawicy Boga. Myślcie o tym, co w górze, nie o tym, co na ziemi. Umarliście bowiem i życie wasze jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Uśmiercajcie więc to, co przyziemne w waszych członkach."
Jest więc obowiązkiem i przywilejem wszystkich uczniów naszego uwielbionego Zbawiciela wywyższenie i przemienienie razem z Nim; żyć w niebie w swoich myślach, pobudkach, dążeniach, pragnieniach, upodobaniach, modlitwach, uwielbieniach, wstawiennictwach, nawet będąc w ciele; wyglądać jak inni ludzie, być zajętym jak inni ludzie, ginąć w tłumie, a nawet być wzgardzonym lub prześladowanym jak inni ludzie — mieć jednak ukryty kanał łączności z Najwyższym, dar, którego świat nie zna; mieć swoje życie ukryte z Chrystusem w Bogu. Ludzie tego świata żyją w tym świecie i zależą od niego; pokładają w nim swoje szczęście; wypatrują jego zaszczytów lub wygód. Ich życie nie jest ukryte. I każdego napotkanego człowieka wyobrażają sobie jako jednomyślnego z nimi. Sądzą, że mogą być tak pewni tego, iż każdy inny człowiek poszukuje rzeczy, których sami pożądają, jak pewni są, że ma on tę samą zewnętrzną postać, ten sam kształt, duszę i ciało, oczy i język, ręce i nogi. Spoglądają wzdłuż i wszerz po świecie i, o ile widzą, jeden człowiek jest taki jak drugi. Wiedzą, że wielka część, owszem, zdecydowana większość, jest podobna do nich — miłośnikami tego świata — i wnioskują stąd, że wszyscy tacy są. Odrzucają możliwość, by inne pobudki i poglądy były w człowieku nadrzędne ponad te ze świata. Przyznają wprawdzie, że człowiek może kierować się pobudkami religijnymi, ale by był nimi rządzony, by żył nimi, by uznawał je za punkty zwrotne, za pierwotne i ostateczne prawa swojego postępowania — tego nie przyjmują. Wymyślili powiedzenia i przysłowia głoszące, że każdy ma swoją cenę; że wszyscy mamy swoją słabą stronę; że religia jest piękną teorią; że najbardziej religijny człowiek to tylko taki, który najzręczniej ukrywa przed sobą i przed innymi swoją miłość do świata; i że ludzie nie byliby ludźmi, gdyby nie miłowali i nie pożądali bogactwa i zaszczytów. I zgodnie z tymi poglądami przypisywali oni wszelkie nikczemne i złe zamiary samemu Panu naszemu, byle nie uwierzyć, że jest tym, za kogo się podawał. Mówili, że jest zwodzicielem; że pragnie ustanowić się królem; że cuda Jego dokonywane są mocą Belzebuba. Lecz On przez cały czas, Syn Człowieczy, tylko zewnętrznym działaniem przebywał tu na ziemi, a duchem był w niebie. Idź za Nim na pustynię podczas Jego czterdziestodniowego postu, gdy ani nie jadł, ani nie pił; albo po kuszeniu przez diabła, gdy aniołowie przyszli i służyli Mu; albo towarzysz Mu na ową górę na modlitwę, gdzie, jak już powiedziałem, został przemieniony i rozmawiał z Mojżeszem i Eliaszem — a zobaczysz, gdzie naprawdę był i z kim, kiedy przebywał na ziemi: ze Świętymi i Aniołami, z Ojcem, który ogłosił Go swym umiłowanym Synem, i z Duchem Świętym, który na Niego zstąpił. Był „Synem Człowieczym, który jest w niebie" i miał „pokarm do jedzenia", którego inni „nie znali".
I takimi w naszej mierze będziemy i z pozoru, i w rzeczywistości, jeśli należymy do Niego. „Nasze zaś obcowanie jest z Ojcem i z Jego Synem Jezusem Chrystusem"; lecz w oczach tego świata będziemy ludźmi mało znaczącymi. „Świat nas nie zna, dlatego że Jego nie poznał". A więcej nawet — być może będziemy za naszą religię wyśmiani, wzgardzeni lub ukarani: „Jeśli głowę domu nazwali Belzebubem, o ileż bardziej domowników jego?". Oto warunek tych, którzy powstają z Chrystusem. On powstał w nocy, gdy nikt Go nie widział; i my też wstajemy, nie wiedząc kiedy ani jak. Nikt też nic nie wie o naszej historii duchowej — o naszym zwracaniu się ku Bogu, o naszym wzrastaniu w łasce, o naszych postępach — prócz samego Boga, który jest ich tajnym sprawcą.
W ten właśnie sposób korzystajmy z dobrodziejstw tej świętej pory: Chrystus „umarł — co więcej — zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami". Rzeczy zdumiewające dokonały się, gdy świat zdawał się toczyć jak zawsze. Poncjusz Piłat wyobrażał sobie, że jest jak każdy inny namiestnik. Przywódcy żydowscy szli dalej z tymi celami i uprzedzeniami, które dotąd nimi rządziły. Herod szedł swoją drogą grzechu i widząc jednego proroka i posyłając go na śmierć, spodziewał się ujrzeć cuda od drugiego. Wszyscy patrzyli na wszystko jako na sprawy tego świata; mówili: „jutro będzie jak dziś, i o wiele więcej". Słyszeli wiadomości i oglądali zdarzenia, i zaopatrywali się na potrzeby chwili, i zapominali o myśli o Bogu. Tak ludzie chodzili u podnóża góry i nie dbali o to, co było na szczycie. Nie rozumieli, że inny i przedziwny ład, przeciwny temu światu, toczy się naprzód pod zasłoną tego świata. Tak było wówczas; tak jest i teraz. Świat nie jest świadkiem tajemnej komunii świętych Bożych, ich modlitw, uwielbiania i wstawiennictwa. Ale oni posiadają teraz przywileje świętych — wiedzę, i radość, i moc, których nie mogą ogarnąć ani opisać, i nie chcieliby, nawet gdyby mogli. „O jak wielka jest dobroć Twoja, którą zachowałeś dla tych, którzy się Ciebie boją, i którą zgotowałeś dla ufających Tobie wobec synów ludzkich." Gdy trwają w trwodze: „Kryjesz ich w skrytości oblicza Twego od knowań ludzkich; osłaniasz ich w swojej namiocie od waśni języków." Gdy doznają zawodu: „Wprawiłeś radość w serce ich, odkąd zboże i wino i oliwa ich nieprzyjaciół obfituje." Gdy wzgardzają nimi zamożni: „Mają dzieci pod dostatkiem" — mówi inny Psalm — „i zostawiają nadmiar swych dóbr niemowlętom; ale ja w sprawiedliwości oglądał będę Twoje oblicze i nasycę się widokiem Twoim, gdy się przebudzę." Gdy popadają w zwątpienie, Psalmista daje im pocieszenie: „A jednak zawsze jestem z Tobą, bo Ty mnie ująłeś za prawicę moją; Ty mnie prowadzisz radą Twoją, a potem przyjmiesz mnie do chwały. Kogo mam w niebie? I gdy jestem z Tobą, nie pożądam nic na ziemi. Niszczeje ciało me i serce moje, Bóg jednak jest skałą serca mego i działem moim na wieki." Gdy są w niebezpieczeństwie: „Kto pod osłoną Najwyższego mieszka i przebywa w cieniu Wszechmogącego… tysiąc padnie u twego boku, dziesięć tysięcy po twojej prawicy, lecz ciebie to nie dotknie." Jest zatem pełnia ponad wszelką miarę dla każdej potrzeby u Tego, u którego złożone jest nasze życie; jest to, co „nasyci nas bogactwem domu Jego i poi nas napojem rozkoszy swoich jak rzeką. Albowiem u Niego jest źródło życia, a w Jego świetle ujrzymy światłość." Tak iż mogą słusznie wołać: „Chwal, duszo moja, Pana, i wszystko, co jest we mnie, niech chwali imię Jego święte… który odpuszcza wszystkie grzechy twoje i leczy wszystkie choroby twoje; który ocala od zguby życie twoje i wieńczy cię miłością i miłosierdziem; który nasyca dobrem pragnienie twoje, tak że odnawia się jak u orła młodość twoja".
To wszystko, bracia moi, jest naszym działem, jeśli tylko zechcemy go przyjąć. „Któż wstąpi na górę Pańską, albo kto stanie na miejscu świętym Jego? Któż będzie mieszkał w namiocie Twoim, albo kto odpocznie na Twej górze świętej? Ten, kto postępuje nienagannie i czyni to, co sprawiedliwe, i mówi prawdę w sercu swoim. On otrzyma błogosławieństwo od Pana i sprawiedliwość od Boga, swego Zbawiciela. Oto pokolenie tych, którzy Go szukają, którzy szukają Twojego oblicza, Boże Jakuba." Aspiruj więc do tego, by być „współobywatelem świętych i domownikiem Boga". Idź ich śladami, jak oni szli za Chrystusem. Choć stroma jest góra, nie mdlej, bo wielka jest nagroda; a dopóki nie spróbujesz, nie masz pojęcia, jak wielka jest ta nagroda i jak wzniosła jej natura. Zaproszenie brzmi: „Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan". Jeśli dotychczas zbyt mało myślałeś o tych sprawach; jeśli sądziłeś, że religia polega tylko na tym, na czym niewątpliwie też polega — na dobrym wypełnianiu swego miejsca w świecie, na byciu uprzejmym, dobrze ułożonym, wyrozumiałym i porządnym — ale jeśli sądziłeś, że to i nic więcej; jeśli zaniedbywałeś rozpalać wielki dar Boży złożony głęboko w tobie — dar wybrania i odrodzenia; jeśli byłeś skąpy w nabożeństwach, w wstawiennictwie, modlitwie i uwielbieniu; i jeśli w następstwie tego masz mało lub wcale z tej słodyczy, tej ujmującej łaski, tej niewinności, świeżości, czułości, pogody i spokoju ducha, które są udziałem wybranych Bożych; jeśli naprawdę jesteś teraz ubogi w modlitwie i innych ćwiczeniach Bożych — zacznij od nowa od tej chwili. Rusz teraz, z tą świętą porą, i powstań z Chrystusem. Oto wyciąga do ciebie dłoń; On wstaje — wstań z Nim. Wyjdź z grobu starego Adama; wyrwij się z przyziemnych trosk, zazdrości, rozdrażnienia i ziemskich celów; z jarzma przyzwyczajenia, z wiru namiętności, z powabów ciała, z zimnego, doczesnego, wyrachowanego ducha, z frywolności, z egoizmu, z zniewieściałości, z zarozumialstwa i pychy. Odtąd podejmij to, co tak trudno czynić, lecz czego nie wolno, nie można zostawiać nieuczynionego: czuwaj, módl się i rozmyślaj — to znaczy wedle czasu wolnego, który Bóg ci dał. Oddaj swemu Panu i Zbawicielowi hojnie swój czas, jeśli go masz. Jeśli masz mało — pokaż poczucie tego przywileju, oddając to małe. Lecz w każdym razie pokaż, że twoje serce i pragnienia, pokaż, że twoje życie jest z Bogiem twoim. Wyznacz każdego dnia chwile szukania Go. Upokorz się za to, że byłeś dotąd tak opieszały i chwiejny. Żyj ściślej dla Niego; weź na swe ramię Jego jarzmo; żyj według reguły. Nie wzywam cię do tego, byś wychodził ze świata lub porzucał swoje obowiązki w świecie, lecz byś wykupywał czas; byś nie dawał godzin samej rozrywce lub towarzystwu, a Chrystusowi minut; byś nie modlił się do Niego jedynie wtedy, gdy jesteś zmęczony i niezdolny do niczego prócz snu; byś nie zaniedbywał całkowicie wielbienia Go ani wstawiennictwa za świat i Kościół; lecz byś z całą szczerością i w dobrej mierze urzeczywistniał słowa tekstu: „myśleć o tym, co w górze" — i dowiódł, że jesteś Jego, przez to, że twoje serce powstało z Nim, a życie twoje jest w Nim ukryte.