HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VI

Kazanie XXI. Ofiary dla przybytku

Zesłanie Ducha Świętego

Gdy chcę podziękować i uwielbićGdy moja wiara stała się letnia Liturgia i jej dziejeNatura i jedność Kościoła
„Chwała Libanu przyjdzie do ciebie, jodła, sosna i bukszpan razem, aby upiększyć miejsce mego przybytku; i rozsławię miejsce moich stóp."
W skrócie. Wszystkie bogactwa świata należą do Boga i powinny Mu być zwrócone przez użycie ich do ozdoby Jego kultu — to właściwy porządek rzeczy. Newman obala zarzut, że dbałość o zewnętrzną okazałość kultu jest faryzeizmem: to nie ozdoba jest złem, lecz obłuda i brak wewnętrznej pobożności przy zewnętrznej. Hojność wobec Boga w kulcie jest aktem sprawiedliwości, nie ostentacji.

„Oddajcie je Bogu. Zwróćcie je Temu, od którego i przez którego i dla którego są wszystkie rzeczy.”

*Zesłanie Ducha Świętego*

*„Chwała Libanu przyjdzie do ciebie, jodła, sosna i bukszpan razem, aby upiększyć miejsce mego przybytku; i rozsławię miejsce moich stóp."* — Iz 60,13

Każdy uważny czytelnik Pisma Świętego musi wiedzieć, jak wielki nacisk kładzie się w nim na obowiązek kosztowności i okazałości w publicznej służbie Bożej. Już w pierwszych zaczątkach Kościoła Jakub — wygnaniec i tułacz — po wizji Drabiny Aniołów uznał, że nie wystarczy paść na twarz przed niewidzialną Obecnością, lecz oddzielił, a jak powiedziałby świat — roztrwonił — część zapasów, które miał na drogę, składając je w akcie uwielbienia. Podobnie jak Dawid, „nie ofiarował Panu z tego, co go nic nie kosztowało"; podobnie zaś jak owa pobożna niewiasta u progu łaskawszego Przymierza, choć nie miał „alabastrowego flakonika olejku nardowego, bardzo kosztownego", uczynił jednak „co mógł" — składając ofiarę mniejszą od jej ofiary co do wartości, lecz większą ze względu na własną nędzę, albowiem „wziął kamień, który był mu za wezgłowie, postawił go jako stelę i wylał na jego wierzch oliwę".

To, co Jakub uczynił jako samotny pielgrzym, Dawid jako zamożny król, Maria jako prosta niewiasta, zaleca nam zarówno historia święta, jak i proroctwo — jako wypełnione pod Prawem i zapowiedziane w Ewangelii. Księga Wyjścia ukazuje, jak wiele kosztów poniesionych zostało na Przybytek nawet na pustyni; Księgi Królewskie i Kronik stawiają nam przed oczami oddanie serca, wytrwałą gorliwość i lekceważenie trudów i wydatków, z jakimi wzniesiono pierwszą Świątynię na górze Syjon, u zarania monarchii izraelskiej. „Otóż z całą mą siłą" — mówi Dawid — „przygotowałem na dom Boga mego złoto... i srebro... i miedź... żelazo... i drewno, kamienie onyksowe i oprawne, kamienie ceglaste i różnobarwne, wszelkie kamienie kosztowne i marmur w obfitości. Ponadto dlatego, że upodobałem sobie dom Boga mojego, z własnego mojego mienia, z mojego złota i srebra, daję dla domu Boga mego, ponad wszystko, co przygotowałem dla Świątyni Świętej". I „weselił się radością wielką" i „błogosławił Panu", bo lud także „dawał ofiarę dobrowolną, bo z sercem niepodzielnycm składali dobrowolnie ofiarę Panu". A Salomon, kiedy przyszło mu korzystać z tych kosztownych darów, sprowadził z innego kraju „człowieka umiejętnego", „biegłego w złocie i w srebrze, w miedzi, w żelazie, w kamieniu i w drzewie, w purpurze, w błękicie, w lnie i w karmozynie, aby rytować wszelki rysunek i wynajdować wszelkie wynalazki, któreby mu zlecono, z biegłymi mężami w Judzie i w Jeruzalem". Oto jaka była zewnętrzna świetność świątyni żydowskiej; a chwała świątyni chrześcijańskiej nie miała być mniejsza pod względem zewnętrznym i widzialnym, choć miała być zarazem bardziej duchowa. Słowa Proroka przytoczone w mottcie są tylko jednym z wielu przykładów obietnicy doczesnej okazałości złożonej Przymierzu, które miało trwać wiecznie. „Chwała Libanu" — mówi Izajasz, zwracając się do Kościoła Ewangelii — „przyjdzie do ciebie, jodła, sosna i bukszpan razem, aby upiększyć miejsce mego przybytku; i rozsławię miejsce moich stóp." I dalej: „Za miedź przyniosę złoto, a za żelazo przyniosę srebro, a za drewno miedź, a za kamienie żelazo; i będziesz wzywała Zbawienia za mury twoje, a Chwały za bramy twoje." I znowu: „O uboga, miotana burzą, niepocieszona! Oto Ja złożę twoje kamienie w pięknym porządku i ugruncuję cię na szafirach. I uczynię twoje wieżyczki z rubinów, a bramy twoje z kamieni ognistych, i wszystkie granice twoje z kamieni drogich".

Jeśli ktoś powie, że część tych wyrażeń jest przenośnią — może to być prawdą; niemniej sam fakt, że takie obrazy pojawiają się w proroctwie, zdaje się wskazywać, że materiały dosłownie przez nie oznaczane mogą być stosownie użyte w jego wypełnieniu, chyba że ich użycie zostało wyraźnie zakazane. Nie przestają być przenośnią dlatego, że są obecne jako rzeczywistość, a nie tylko wymienione słowem. Prawdziwe złoto jest w równym stopniu figurą w Kościele, jak wzmianki o nim w Piśmie; a zarazem jest rzeczą pobożną i piękną tak właśnie traktować słowa natchnionej prawdy. Ponadto sam fakt, że gdy nadeszła Ewangelia, chrześcijanie postąpili tak właśnie i poświęcili kosztowności tego świata celom religijnym, wygląda jak wypełnienie proroctwa i ma w sobie charakter autoryzowanego nakazu.

Można jednak zarzucić, że uważny czytelnik Pisma Świętego zna równie dobrze i to, że taka zewnętrzna okazałość w kulcie Bożym bywa ganiona lub kwestionowana przez Pana naszego i Zbawiciela. Kiedy wylicza On grzechy faryzeuszy, mówi: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo oczyszczacie zewnętrzną stronę kubka i misy, a wewnątrz pełne są grabieży i nieopanowania." I znowu: „Podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości umarłych i wszelkiego plugastwa." Gdy zaś uczniowie wskazywali Panu na wielkie rozmiary kamieni, z których zbudowana była Świątynia — Świątynia, warto to zaznaczyć, ozdobiona przez bezbożnego Heroda — odpowiedział krótko: „Nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony".

Te fragmenty z pewnością należy wziąć pod uwagę; co jednak oznaczają? Czy Zbawiciel powiedział, że okazałość w oddawaniu Bogu czci, okazałość Jego domu, jego wyposażenia i ozdób jest zła — zła od chwili, gdy przyszedł na świat? Czy odradza nam budowanie pięknych kościołów lub upiększanie ceremonii religijnych? Czy wzywał nas do skąpstwa? Czy lekceważył umiejętności architektoniczne? Czy sugerował, że tym bardziej Mu się podobamy, im mniej uwagi i trudu poświęcamy zewnętrznym formom kultu? Odrzucając ofiarę Heroda, czy zakazał pobożności chrześcijan?

Tak sądzi wielu ludzi. Nie przesadzam, mówiąc, że im bardziej domowe i powszednie jest ich nabożeństwo, tym bardziej uważają je za duchowe. Twierdzą oni, że dążenie do zewnętrznego piękna w służbie Bożej jest byciem jak faryzeusze — pięknym na zewnątrz, pustym w środku; że skoro faryzeusze udawali świętość i pobożność na zewnątrz, której nie mieli wewnątrz, zatem każdy, kto dba o zewnętrzną religię, poświęca jej to, co wewnętrzne.

Jest to zagadnienie warte rozważenia — nie ze względu na swą własną wagę, lecz dlatego, że przemawia do tylu ludzi. Zarzut jest następujący: ponieważ obłudni faryzeusze byli zewnętrznie święci, przeto każdy, kto przejawia jakąkolwiek zewnętrzną świętość, jest lub grozi mu zostanie faryzeuszem.

Otóż weźmy analogiczny przykład. Większość z nas słyszała zapewne przysłowie, że „czystość sąsiaduje ze świętością", co znaczy, że nawyk, o którym mowa, ma charakter moralny — przynajmniej przygodnie — i jest moralną zaletą, a ci, którym jej brak, zwykle nie dostają w innych, wyższych zaletach religijnych. Któż z nas nie przyzna, że nic nie jest bardziej nieprzyjemne — niekiedy zaś budzi poważny i bolesny niepokój — niż brak porządku i tak zwanej schludności w wyglądzie i ubiorze? Możemy często na pierwszy rzut oka powiedzieć, jak prowadzą się młodzi ludzie. Niestety, czytamy bolesne rzeczy z ich historii; czytamy o zmianie ich stanu religijnego w nieładzie ich wyglądu i niechlujstwie postawy. Albo wejdźcie do szkolnej klasy: czy nie cieszymy się od razu schludnym i pogodnym dzieckiem? I czy nie ogarnia nas niechęć do tych, które takie nie są?

Przypuśćmy jednak, że ktoś przyszedłby do nas i powiedział: „To wszystko jest z zewnątrz; tego, czego Bóg wymaga, to czyste serce, a nie schludny wygląd" — czy byłby to stosowny zarzut? Z pewnością odpowiedzielibyśmy, że nasz obowiązek wymaga od nas zarówno czystości serca, jak i przyzwoitości stroju; że jeden obowiązek nie wyklucza drugiego; owszem, przeciwnie, że wewnętrzna dokładność i świętość skłonne są ujawniać się właśnie w ten sposób — w stosowności wyglądu; i że jeśli ludzie rzetelni w swym życiu są zarazem niedbali w swej osobie, to nie powinno tak być i życzylibyśmy sobie, żeby było inaczej.

Gdyby jednak ten sam zarzucający powiedział, że ludzie schludni i zadbani w swej osobie i w domu mają często bardzo złe usposobienie, że wiecznie stroją sobie z porządku punkt honoru i kłócą się z każdym, kto narusza ich przyzwyczajenia i zwyczaje — odpowiedzielibyśmy, że jest to godne ubolewania; ale mimo to schludność jest rzeczą właściwą, a nieporządek — złą; że wewnętrzna rzetelność najlepiej wyraża się w rzetelności zewnętrznej, a czystość jest naturalnym i najstosowniejszym towarzyszem pobożności.

I znowu: gdyby ów adwersarz powiedział, że przyzwoitość w stroju staje się zamiłowaniem do strojności; że ci, którzy dbają o swą osobę, stają się próżni; że niepodobna być schludnym i przyzwoitym bez przechodzenia do elegancji i ostentacji, by przykuć uwagę innych — odpowiedzielibyśmy, że wszystko to nie powinno mieć miejsca i jest bardzo złe; że próżność jest wielkim grzechem; że ci, którzy rozmyślają o stroju, łamią przykazanie Pana o nietroskaniu się o odzienie i wystawiają się na pokusy, kroczą drogą, której końca nie znają — drogą śmierci, drogą lekkomyślności zarówno w sprawach ważniejszych, jak i w samym stroju. To byśmy powiedzieli; dodalibyśmy jednak, że takie rozważania nie dowodzą, jakoby schludność i przyzwoitość nie były godne pochwały, lecz że zamiłowanie do strojności jest niebezpieczne, a próżność jest grzechem.

Gdyby zaś adwersarz powołał się na Pismo Święte — powiedzmy, że Pan ganił ludzi za mycie rąk przed jedzeniem, i że dowodzi to, iż mycie rąk przed posiłkiem jest złe — nie byłby to przypadek zmyślony; takie zarzuty rzeczywiście były stawiane. A jednak odpowiedź jest prosta: Zbawiciel sprzeciwiał się nie samemu myciu rąk, lecz nadawaniu zbyt wielkiej wagi takiemu zwyczajowi; temu, by uważać go za religię i sądzić, że może zastąpić religię wewnętrzną i wynagrodzić grzechy serca. Właśnie to potępił — zbytnią troskę o rzeczy zewnętrzne przy zaniedbaniu rzeczy wewnętrznych, które są ważniejsze. I sam to mówi w swej groźbie wobec faryzeuszy: „To należało czynić" — powiada — „a tamtego", wewnętrznego, „nie zaniedbywać". Mówi wyraźnie, że powinni byli dbać o to, co zewnętrzne, ale powinni byli czynić więcej. Oni czynili to jedno, a drugiego nie; powinni byli czynić i to, i tamto.

Przyłóżmy to do kwestii upiększania kościołów: jak schludność i przyzwoitość w człowieku, tak ozdoba w kościele; i jak obruszamy się na nieporządek u człowieka, tak powinniśmy się obruszać na nieład i zaniedbanie w naszych kościołach. Słusznie, ludzie bywają tak przewrotni (jak faryzeusze), że czasem przykładają wagę jedynie do form zewnętrznych, zaniedbując ducha wewnętrznego; mogą ofiarować Mu kosztowne wyposażenie i piękne kamienie, będąc zarazem okrutnymi lub fanatycznymi — tak jak ludzie mogą być schludni w swej osobie i domu, a mimo to złośliwi i kłótliwi. Albo mogą popadać w przesadę w dbałości o zewnętrzne formy religii i stać się przesądnymi — tak jak zamiłowanie do schludności może przechodzić w zamiłowanie do strojności. Ponadto Pismo Święte mówi przeciwko obłudzie tych, którzy są pobożni zewnętrznie, żyjąc w grzechu — tak jak mówi przeciwko tym, którzy myją ręce, mając skalane serce. Mimo to jednak przyzwoitość w wyglądzie i stroju jest cnotą — sąsiaduje ze świętością; i podobnie przyzwoitość i cześć winny być zachowane w kulcie Bożym i sąsiadują z pobożnością, mimo że nie wszyscy są święci, którzy są poważni i surowi, ani wszyscy pobożni, którzy są hojni.

To, co Pismo Święte potępia, to niekonsekwencja, czyli to, co bardziej uroczyście zwano obłudą — bycie pięknym na zewnątrz i skalany w środku; bycie religijnym z pozoru, a nie w rzeczywistości. Jednym grzechem było nie być religijnym; drugim grzechem było udawać, że się nim jest. „Głupi!" — mówi Pan — „czy Ten, który uczynił to, co zewnętrzne, nie uczynił także tego, co wewnętrzne?" Jakim ktoś jest na zewnątrz, takim winien być wewnątrz. „Jakże możecie mówić dobre rzeczy, będąc złymi? Bo z obfitości serca usta mówią. Dobry człowiek z dobrego skarbca serca wydobywa dobre rzeczy, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa złe rzeczy". Światło Bożej prawdy, kiedy jest w sercu, powinno promieniować na zewnątrz; a kiedy człowiek jest ciemny wewnątrz, dobrze byłoby, gdyby na zewnątrz okazał to, czym jest. Jaki ktoś jest wewnątrz, taki powinien być na zewnątrz. Dobrze; ale czy nie widzicie, że takie rozumowanie potępia nie tylko tych, którzy okazują pobożność zewnętrzną bez wewnętrznej, lecz i tych, którzy okazują wewnętrzną bez zewnętrznej? Bo jeśli niekonsekwencją jest udawać pobożność na zewnątrz, zaniedbując ją wewnątrz, to jest zarazem niekonsekwencją zaniedbywać ją na zewnątrz, udając, że ma się ją wewnątrz. Jest złą rzeczą wierzyć, a nie wyznawać; złą rzeczą kryć swoje światło pod korcem. Święty Paweł mówi wyraźnie: „Jeśli wyznasz ustami swoimi Pana Jezusa i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg Go wzbudził z martwych, będziesz zbawiony". Wiara nie wystarczy; musimy wyznawać. I nie wystarczy wyznawać tylko ustami; lecz słowem i czynem, mową i milczeniem, przez działanie i przez powstrzymanie się od działania, przez postawę i rozmowę — tak w towarzystwie, jak i w samotności, w czasie i w miejscu, gdy pracujemy i gdy spoczywamy, gdy się kładziemy i gdy wstajemy, w młodości i w starości, w życiu i w śmierci — i podobnie w świecie i w kościele. Zdobić kult Boga Zbawiciela, czynić widzialnym piękno świętości, przynosić ofiary do przybytku, troszczyć się o architekturę i zachowywać cześć w ceremoniach — cała ta zewnętrzna pobożność jest pewnego rodzaju wyznaniem i świadectwem; jest niczym innym jak naturalnym, niczym innym jak spójnym postępowaniem tych, którzy pielęgnują życie religijne wewnątrz. Jest nader niestosowna, nader obrażająca u tych, którzy nie są religijni; lecz jest nader stosowna, nader konieczna u tych, którzy takimi są.

Ci, którzy odkładają na bok powagę i godność w kulcie Bożym, by modlić się bardziej duchowo, zapominają, że Bóg jest Stwórcą wszystkich rzeczy, widzialnych jak i niewidzialnych; że jest Panem naszych ciał tak samo jak dusz; że ma być wielbiony publicznie tak samo jak w skrytości. Stwórca tego świata jest tym samym Ojcem Pana naszego Jezusa Chrystusa; nie ma dwóch bogów — jednego materii i jednego ducha; jednego Prawa i jednego Ewangelii. Jest jeden Bóg, i On jest Panem wszystkiego, czym jesteśmy, i wszystkiego, co mamy; przeto wszystko, co czynimy, musi nosić Jego pieczęć i podpis. Musimy zacząć od serca — bo z serca pochodzi wszelkie dobro i zło; lecz chociaż zaczynamy od serca, nie możemy na sercu poprzestać. Nie możemy wyrzekać się tego widzialnego świata, jak gdyby pochodził od złego. Naszym obowiązkiem jest zmieniać go w królestwo niebieskie. Musimy ujawniać królestwo niebieskie na ziemi. Światło Bożej prawdy musi wychodzić z naszych serc i rozświetlać wszystko, czym jesteśmy, i wszystko, co czynimy. Musi przywieść całego człowieka — duszę i ciało — do poddania Chrystusowi. Ci, którzy są święci duchem, są święci ciałem. Ci, którzy poddają swoją wolę Chrystusowi, skłaniają swe ciała; ci, którzy ofiarowują serce, zginają kolano; ci, którzy mają wiarę w Jego imię, pochylają głowę; ci, którzy wewnętrznie czczą Jego krzyż, nie wstydzą się go przed ludźmi. Ci, którzy radują się ze swymi braćmi ze swego wspólnego zbawienia i pragną razem wielbić, budują miejsce, w którym można wielbić, i budują je jako wyraz swoich uczuć, wzajemnej miłości i wspólnej czci. Budują budowlę, która niejako przemówi; która będzie wyznawać i głosić Chrystusa — Zbawiciela; która od pierwszego wejrzenia obwieszczać będzie Jego śmierć i mękę; która każdemu, kto wchodzi, przypomni, że jesteśmy zbawieni przez Jego krzyż i musimy nieść swój krzyż w ślad za Nim. Będą budować to, co może wypowiedzieć ich najgłębsze i najświętsze myśli — te, których słowem nie ośmielają się wyrazić: nie budynek kształtów pozbawionych, nie budynek nędzny, lecz szlachetną siedzibę, gmach wszelką chwałą jaśniejący wewnątrz — wprawdzie niegodny wysokiego Majestatu Bożego, którego nie może ogarnąć nawet niebo niebios, lecz zdolny wyrazić uczucia budowniczych — pomnik, który może stać i (jakby) głosić wszystkiemu światu, póki świat trwa; który może ukazać, jak pragną wielbić, błogosławić i sławić swojego wiecznego Dobroczyńcę; jak pragnąć skłonić innych do Jego wielbienia; Świątynię, która może wołać do wszystkich przechodzących: „Wywyższajcie Pana, Boga naszego, i padajcie przed podnóżkiem stóp Jego, gdyż On jest Święty! Wywyższajcie Pana, Boga naszego, i kłaniajcie Mu się na górze Jego świętej, gdyż Pan, Bóg nasz, jest Święty!".

Oto zatem prawdziwy stan rzeczy; a gdy Pan nasz ganił faryzeuszy jako obłudników, czynił to nie za to, że przykładali wagę do zewnętrznej strony kielicha, lecz za to, że nie przykładali jej i do strony wewnętrznej.

Teraz, odpowiadając na analogię, którą rozwijałem, można zarzucić, że „jeśli ozdoba publicznego kultu Bożego jest podobna do osobistego obowiązku przyzwoitości w stroju i postawie, to ozdoba jest zła, gdy jest zamierzona i wyrachowana. Ci, którzy niepokojąco zastanawiają się nad własnym wyglądem i nad tym, co inni o nich myślą, są w drodze do próżności, jeśli już nią nie są; stosowność powinna być spontanicznym owocem wewnętrznej rzetelności; wdzięk w sposobie bycia i ubiorze winien być jedynie zewnętrznym odblaskiem harmonii i czystości duszy. Dlatego też ludzie święci ubierają się prosto, mówią skromnie, zachowują się poważnie. Ich swoboda, uprzejmość, łagodność, opanowanie i dostojeństwo są im tak mało znane jak rysy ich twarzy. Jeśli więc ta analogia jest trafna, zewnętrzna religijność staje się przesadna z chwilą, gdy stanie się celem samym w sobie; co oczywiście praktycznie staje się argumentem przeciwko wszelkiemu poświęcaniu bogactwa i sztuki na cześć Bożą." Jeden jedyny uwaga wystarczy jednak, by obalić ten zarzut; albowiem zauważmy: dbając o własny wygląd, kontemplujemy siebie samych; natomiast dbając o ceremonię religijną, kontemplujemy kogoś innego — naszego Stwórcę i Odkupiciela. Rozróżnienie to jest tak oczywiste i decydujące, że nie raczyłbym wspominać zarzutu, któremu odpowiada, gdyby nie otwierało nam ono dalszego zagadnienia związanego z naszym tematem. Bowiem dzieje się tak, że w chwili obecnej, dalecy od uznawania jego mocy, mamy w zwyczaju być najbardziej drażliwie uczuleni na nadmiar ozdób w kulcie Bożym, nie mając zarazem żadnych skrupułów ani wątpliwości co do nadmiaru przepychu i okazałości we własnym stroju, domach, meblach, powozach i urządzeniach.

Mówię, że mamy taki zwyczaj — my, Anglicy, będący najbogatszym ludem na ziemi — wydawać nasze bogactwa na siebie; a gdy myśl, że takie użycie darów Bożych jest niegodne tych, którzy noszą imię Tego, który narodził się w stajni i umarł na Krzyżu, przychodzi nam do głowy — jeśli w ogóle przychodzi — uspokajamy ją pytaniem: „Na co zdadzą się wszystkie kosztowności, które Bóg nam dał, jeśli nie możemy ich używać? Ziemia obfituje w piękno i bogactwo, a człowiek obdarzony jest zdolnością ulepszania i doskonalenia tego, co w niej znajduje. Jakże wytwornych i kosztownych rzeczy dostarczają oczom ulice każdego bogatego miasta! Jakie bele towaru! jakie wyszukane płótno! jakie jedwabie ze dalekich stron! jakie cenne metale! jakie klejnoty! jakie wyborowe marmury! i jakże wyborne rzemiosło, które temu, co samo w sobie jest doskonałe, dodaje podwójnej wartości! Co" — pytamy — „można zrobić ze wszystkimi tymi darami Opatrzności? Czyż nie wylała ich wszystkich hojnie w nasze ręce? Czy zostały dane inaczej, jak tylko po to, by z nich korzystać? A co dotyczy kosztowności drogocenniejszych, to dotyczy i mniej drogocennych; dotyczy rzeczy, które dostają się w udziale ludziom zwykłym; przepych bogaczy jest w pewnej mierze dostępny wszystkim — bo wszyscy czerpiemy z powszechnego dostatku naszego kraju. Dlaczegóż więc nie mamy używać darów natury i sztuki, których nam Bóg udzielił?"

Prawdziwą odpowiedź na tę trudność już zasugerowałem. Ziemia jest pełna cudownych dzieł Bożych — mówisz — i co mamy z nimi robić? co robić z marmurem i kamieniami drogimi, złotem i srebrem, i wyszukanym płótnem? Oddajcie je Bogu. Zwróćcie je Temu, od którego i przez którego i dla którego są wszystkie rzeczy. To jest właściwe ich przeznaczenie. Czy lepiej jest stroić nasze grzeszne ciała w jedwab i klejnoty, czy też ozdabiać nimi Dom Boży i Boży obrzęd? Czy ktoś wątpi, czemu przeznaczone są wszystkie te piękne rzeczy? A przynajmniej, czy może wątpić, czemu nie są przeznaczone? Na pewno nie po to, by grzesznicy sami się nimi stroili. Jakąż byłoby to zuchwałością, jakim szaleństwem! Czy cały świat nie mówi chwałą Bożą? Czy każda gwiazda na niebie, każde drzewo i kwiat na ziemi, wszystko, co rośnie, co trwa — leśne zagajniki, wieczne góry — nie mówi o Bogu? Czy perły w morzu, klejnoty w skałach, metale w kopalni, marmury w kamieniołomie — czy wszystkie bogate i piękne substancje nie świadczą wszędzie o Tym, który je stworzył? Czy nie są Jego dziełem, Jego znakiem, Jego chwałą? Czy nie są częścią olbrzymiej świątyni naturalnej — nieba, ziemi i morza — olbrzymiej katedry dla Biskupa naszych dusz, wszechdostatecznego Kapłana, który najpierw stworzył wszystkie rzeczy, a następnie stał się przez odkupienie ich Posiadaczem? Czy nie uderza was to jako skrajna zuchwałość i rodzaj świętokradztwa — poświęcać je chwale kogokolwiek poza Bogiem? Gdybyśmy rzeczy widzieli we właściwym świetle, czy mogłoby istnieć straszliwsze widowisko, przykład pełniejszego ubóstwienia siebie, wstrętniejsze bałwochwalstwo niż mężczyźni i kobiety stroiący się, by inni im się podziwiali? Zatrzymujący wszystkie te rzeczy dla siebie, odmawiający ich prawowitemu Właścicielowi? Traktujący je, jakby były jedynie dziełami „natury", jak się je niekiedy nazywa, niezdolnymi do żadnego religijnego zastosowania? Wspomnijcie Heroda: ugodził go anioł i pożarły go robaki, bo nie oddał Bogu chwały; a jak jej odmawiał? Przez to, że oblókł się w królewskie szaty, wygłosił mowę i cierpliwie przyjmował okrzyk: „To głos boga, a nie człowieka". Królewskie szaty poczytano mu za grzech, bo używał ich nie po to, by samemu sobie przypominać, że jest sługą Bożym, lecz by narzucić ludowi przekonanie, że jest bogiem. I każdy — wielki i mały — kto ma zwyczaj ubierać się ostentacyjnie, czy to w jedwab, czy w bawełnę, a więc każdy, kto ubiera się po to, by być oglądanym i podziwianym, używa darów Bożych na służbę bożkowi i składa je w ofierze samemu sobie.

Nie — opanujmy tę wielką i prostą prawdę: wszelkie bogate materiały i wytwory tego świata, będąc własnością Bożą, przeznaczone są do służby Bożej; i jedynie grzech — nic prócz grzechu — obraca je w inną stronę. Wszystko jest Jego; On w swej hojności pozwolił nam brać swobodnie ze wszystkiego, co jest na świecie — dla pokarmu, odzienia i dachu; daje nam szeroki zasięg, nie trapi nas surowymi ograniczeniami; daje nam swobodę użytkowania, za którą odpowiadamy tylko przed Nim. Mimo to, po wszelkiej udzielonej swobodzie, na ogół nie wolno nam brać tego, czego nie potrzebujemy. Możemy brać dla życia, dla wygody, dla przyjemności; nie dla zbytku, nie dla pychy. Oddajmy Mu z tego, co Jego jest, jak mówi Dawid; czcijmy Jego, a nie siebie samych. Niech dom Boży będzie bogato ozdobiony, bo jest Jego mieszkaniem; kapłani — bo reprezentują Jego; królowie, urzędnicy, sędziowie, głowy rodzin — bo są Jego sługami. Ci są zwani bogami w Piśmie Świętym, i „wszystko, co nazywa się Bogiem lub co jest wielbione", może otrzymywać z darów Tego, którego imię nosi. Nic, choćby najkosztowniejsze, nie jest grzeszne, jeśli ma religijne znaczenie; jeśli przypomina nam o Bogu — lub o nieobecnych, których czcimy czy kochamy — lub o krewnych i przyjaciołach, którzy odeszli; lub jeśli jest darem, a nie zakupem. W miarę jak odrywamy rzecz od myśli o sobie i wiążemy ją z pobożnością wobec innych, udaje nam się ją uświęcić.

Stąd też, podczas gdy Abraham wysłał biżuterię Rebece, a Jakub uczynił Józefowi szatę wielobarwną, święty Paweł wyraża swój pogląd, „aby kobiety zdobiły się skromnie i przyzwoicie, nie zaplecionymi włosami albo złotem, albo perłami, albo kosztownym odzieniem"; a święty Piotr, że ich „ozdoba" nie powinna polegać „na zewnętrznym zdobieniu się w sploty włosów i w złoto, albo na wkładaniu szat, lecz na ukrytym człowieku serca". Lub znowu — porównajcie Księgę Ezechiela z Apokalipsą, a zobaczycie prawidłowe i błędne użycie ziemskiej okazałości ukazane na przykładzie miasta Antychrysta i świętego Jeruzalem. Sądy Boże zostają przez Proroka zapowiedziane nad Tyrem za dumę z bogactwa i trwonienie go na siebie: „Byłeś w Edenie, ogrodzie Bożym; wszelki kamień drogi był twoim okryciem: rubin, topaz i diament, chryzolith, onyks i jaspis, szafir, karbunkuł i szmaragd, i złoto." I cóż nastąpiło lub było w tym zawarte? „Twoje serce uniosło się z powodu twojej urody; zepsuło swoją mądrość z powodu swego blasku; rzucę cię na ziemię." Z drugiej strony, o nowym Jeruzalem czytamy również, że mury jego „ozdobiło wszelkiego rodzaju drogimi kamieniami. Podwalina pierwsza jaspis, druga szafir, trzecia chalcedon, czwarta szmaragd, piąta sardonix, szósta sardis, siódma chryzolith, ósma beryl, dziewiąta topaz, dziesiąta chryzopraz, jedenasta jacynt, dwunasta ametyst. A dwanaście bram to dwanaście pereł; każda z bram była z jednej perły; i ulica miasta — czyste złoto jakby przejrzyste szkło". I wszystko to stosownie; bo było to miasto Boże: „a chwała Boża miasto oświecała i lampą jego jest Baranek".

Uczmy się zatem z tego, co zostało powiedziane, tej nauki: być przynajmniej równie dokładnymi i przyzwoitymi w służbie Bożej, jak jesteśmy w swej własnej osobie i we własnym domu; a jeśli posiadamy rzeczy kosztowne ponadto, raczej poświęćmy je Bogu niż zatrzymujmy dla siebie. I nigdy nie zapominajmy, że wszystko, co możemy ofiarować, choć jest z Jego stworzenia, jest niczym w porównaniu z bezcenniejszymi darami, które On nam daje w Ewangelii. Choćby nasza chrzcielnica i ołtarz były z kosztownych marmurów, choćby nasze naczynia eucharystyczne były ze złota i wysadzane klejnotami, choćby ściany nasze były pokryte bogatymi arrasami — cóż to wszystko w porównaniu z Chrystusem, Synem Bożym i Synem człowieczym, obecnym tu, lecz niewidzialnym! Używajmy rzeczy widzialnych nie po to, by ukrywać, lecz by nam przypominały o rzeczach niewidzialnych; i błagajmy Go, by kiedy czyścimy zewnętrzną stronę kubka i misy, On nam dawał Chleb żywy z nieba i Wino, które jest Jego Krwią.

---

← wróć do odkrywania