HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VI

Kazanie XXV. Pokój w wierze

Trójcy Świętej

Gdy potrzebuję nadzieiGdy życie wydaje się bez sensu Trójca ŚwiętaNiebo
„I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów."
W skrócie. Uroczystość Trójcy zamyka rok liturgiczny jako powrót do wieczności: Bóg istniał w doskonałym pokoju przed stworzeniem i ku temu pokojowi zmierza cała ekonomia zbawienia. Newman kreśli przepiękną wizję wiecznej szczęśliwości jako uczestnictwa w wewnętrznym życiu Trójcy — miłości Ojca, Syna i Ducha od wieków, do której grzesznicy zostają zaproszeni przez Wcielenie i Odkupienie. Po trudach życia przychodzi wreszcie Uszczęśliwiające Widzenie.

„Po gorączce życia; po znużeniu i chorobach; po walkach i zwątpieniach; po niemoc i rozdrażnieniu; po zmaganiach i upadkach, po zmaganiach i zwycięstwach; po wszystkich zmienach i przypadkach tego udręczonego, niezdrowego stanu — przychodzi wreszcie śmierć, przychodzi wreszcie Biały Tron Boży, przychodzi wreszcie Uszczęśliwiające Widzenie.”

*Trójcy Świętej*

*„I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów."* — Iz 6,3

Każda niedziela jest dniem odpoczynku, lecz ta — być może — bardziej niż jakakolwiek inna. Upamiętnia ona bowiem nie jakiś akt Boży, choćby najłaskawszy i najchwalebniejszy, lecz Jego własne niewysłowione doskonałości i adorowaną tajemniczość. Jest dniem szczególnie poświęconym pokojowi. Pan nasz zostawił nam swój pokój, gdy odchodził: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję" — i powiedział, że ześle im Pocieszyciela, który darzy ich pokojem. W ubiegłym tygodniu upamiętnialiśmy przybycie owego Pocieszyciela; a dziś upamiętniamy w szczególny sposób dar, który ze sobą przyniósł — w postaci owej wielkiej nauki, będącej jej godłem i jej środkiem. „To wam powiedziałem, abyście pokój mieli we Mnie. Na świecie doznacie ucisku". Chrystus mówi tu, że zamiast udręk tego świata daje swoim uczniom pokój; i dlatego też w dzisiejszej Kolekcie modlimy się, byśmy byli strzeżeni w wierze Wiecznej Trójcy w Jedności i byśmy byli „strzeżeni od wszelkich przeciwności" — bo wytrwanie w tej wierze chroni nas od ucisku.

Stąd też w błogosławieństwie, które Mojżesz nakazał kapłanom wymawiać nad synami Izraela, imię Boże jest na nich kładzione — i to trzykrotnie — aby ich błogosławić i strzec, aby rozjaśnić nad nimi swoje oblicze i obdarzyć ich pokojem. I stąd znów, w naszej własnej uroczystej formule błogosławieństwa, którą kończymy nabożeństwo publiczne, udzielamy ludowi „pokoju Bożego, który przewyższa wszelki rozum", oraz „błogosławieństwa Ojca i Syna, i Ducha Świętego".

Bóg jest Bogiem pokoju, a dając nam pokój, daje nam siebie samego, objawia siebie nam — bo Jego obecność jest pokojem. Dlatego też Pan nasz, w tej samej mowie, w której obiecał uczniom pokój, obiecał zarazem, że „przyjdzie i objawi się im", że „On i Ojciec Jego przyjdą do nich i zamieszkają u nich". Pokój jest Jego wiecznym stanem; w tym świecie przestrzeni i czasu działał i czynił; lecz od wieków nie było tak. Przez sześć dni pracował, a potem odpoczął stosownie do owego odpoczynku, który był Jego odwiecznym stanem; a jednak nie odpoczywał tak, by w pewnym sensie nie „działać nadal" — w miłosierdziu i sądzie — wobec świata, który stworzył. A zwłaszcza gdy zesłał Jednorodzonego Syna na świat i ów najłaskawszy i miłosierny Syn, Pan nasz, raczył do nas przyjść — zarówno On, jak i Ojciec działali potężną ręką; i zesłali Ducha Świętego, Pocieszyciela, który też działał przedziwnie i działa aż po dzień dzisiejszy. Cała zaiste ekonomia odkupienia jest ciągiem wielkich i trwałych dzieł; lecz wszystkie one zmierzają ku odpoczynkowi i pokojowi, jak na początku. Zaczęły się poza odpoczynkiem, a kończą się w odpoczynku. Kończą się w owym wiecznym stanie, z którego się poczęły. Syn przebywał od wieczności na łonie Ojca jako Jego umiłowany i Jednorodzony. Ojciec miłował Go przed założeniem świata. Miał u Niego chwałę, zanim świat powstał. Był w Ojcu, a Ojciec w Nim. Nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn. „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo." Był „blaskiem chwały Bożej i odbiciem Jego istoty"; i w tej niewypowiedzianej jedności Ojca i Syna był również Duch — jako Duch Ojca i Duch Syna, Duch Obojga naraz, nie oddzielony od nich, lecz odrębny, tak iż byli Trzema Osobami, jednym Bogiem, od wieków.

Tak było, jak nam powiedziano, od wieków — zanim niebiosa i ziemia zostały stworzone, zanim człowiek upadł lub aniołowie się zbuntowali, zanim synowie Boży zostali ukształtowani o poranku stworzenia, zanim nawet serafini zasłaniali oblicza przed Nim i wołali „Święty" — On istniał bez sług, bez otoczenia, bez dworu i królestwa, bez objawionej chwały, bez niczego prócz siebie samego; sam sobie był Świątynią, własnym nieskończonym odpoczynkiem, własną najwyższą szczęśliwością — od wieków. O przedziwna tajemnico! O głębio Jego majestatu! O głębiny, które zna tylko Duch! Przedziwne i zdumiewające dla stworzeń, które pełzają po tej ziemi, jak my — że On, Wszechmocny, Wszechwiedzący, Wszechdobre, Wszechchwały, miał przez wieczność, przez lata bez końca, a raczej — ponad czasem, który jest tylko jednym z Jego stworzeń — miał mieszkać bez tych, przez których mógłby być potężny, w których mógłby być mądry, ku którym mógłby być dobry, przez których mógłby być uwielbiony. O przedziwna myśl, że wszystkie Jego głębokie i nieskończone przymioty miały pozostać bez objawienia! O przedziwna myśl! A zarazem — o myśl pociesząjąca dla nas, robaków ziemi, ilekroć czujemy w sobie i widzimy w innych dary, które nie mają ujścia, i moce drzemiące w bezczynności! On, Wszechmocny Bóg, spoczywał od wieków i nie działał — a jednak, cóż dziwnego, że spoczywał, skoro był tak błogi w sobie samym? Po cóż miałby szukać zewnętrznych przedmiotów, by je poznać, umiłować, z nimi obcować — On, który był w sobie wszystkim? Jakże miał potrzebować towarzyszy niczym człowiek, skoro nie był samotny, mając przy sobie zawsze swoje Jednorodzne Słowo, w którym się rozkoszował, które miłował niewymownie, oraz Wiecznego Ducha — samą więź miłości i pokoju — mieszkającego w Ojcu i Synu i zamieszkiwanego przez Nich? Raczej, jakże w ogóle zaczął stwarzać, Ten, który miał Syna bez początku i bez niedoskonałości, którego mógł miłować miłością doskonałą? Jak ogromna obfitość dobroci tkwiła w tym, że raczył w końcu otoczyć się stworzeniem — Ten, który niczego nie potrzebował — i zamienić swoje wieczne milczenie na bieg Opatrzności i zmaganie dobra ze złem! Nie mówię nic o odstępstwach przeciwko Niemu, o buntach i bluźnierstwach, których dopuścili się ludzie i złe duchy. Nie mówię nic o owej niewymownej krainie boleści, więzieniu niepokutujących, które ma trwać przez wieczność, równoległe z Nim odtąd, jakby w rywalizacji z Jego błogim niebem. Nie mówię o tym, bo Bóg nie może być tknięty przez zło, a wszystkie grzechy tych odrzuconych dusz nie mogą naruszyć Jego wiecznej szczęśliwości. Lecz pytam: jakże to się stało, że Ten, który niczego nie potrzebował, który był wszystkim we wszystkim, który miał nieskończonych Równych w Synu i Duchu — Jednym z Nim — jakże stworzył swoich świętych, jeśli nie z czystej miłości ku nim od wieków? Po cóż miałby tworzyć człowieka na obraz Boży, skoro obrazem Jego był już Syn — Wszechskonały, Najdokładniejszy, bez zmienności, bez ułomności, z naturalnej właściwości i jedności substancji? A gdy człowiek upadł, dlaczego nie porzucił i nie unicestwił całego rodu, nie stworzywszy innych? Dlaczego posunął się do tego, by rozpocząć wobec nas nową i jeszcze cudowniejszą dyspensację, i jak działał przedziwnie w Opatrzności, tak działać przedziwnie w łasce — posyłając nawet swojego Wiecznego Syna, by przyjął naszą upadłą naturę, oczyścił ją i odnowił przez zjednoczenie z nią — jeśli nie dlatego, że choć Jego własna szczęśliwość była nieskończona, a doskonałość Syna bezmierna, i choć człowiek był tak niepożyteczny, to jednak w swej miłosiernej dobroci postanowił, że ten niepożyteczny człowiek będzie uczestniczyć w doskonałości Syna i Jego własnej szczęśliwości?

I tak też jak na początku stworzył człowieka, tak też go odkupił; i historię tego odkupienia śledziliśmy przez ostatnie sześć miesięcy w naszych świętych nabożeństwach. Przeszliśmy w pamięci cały bieg owej dyspensacji czynnych Opatrzności, którą Bóg — dla naszego odkupienia — nałożył na swój wieczny i nieskończony spoczynek. Najpierw upamiętnialiśmy zbliżanie się Chrystusa w tygodniach Adwentu; potem Jego narodzenie z błogosławionej Marii, z cudownego poczęcia, na Boże Narodzenie; potem obrzezanie; objawienie Jego Trzem Królom; chrzest i początek cudów; ofiarowanie w Świątyni; post i kuszenie na pustyni w Wielkim Poście; konanie w Ogrójcu; zdradę; szyderstwa i biczowanie; krzyż i mękę; pogrzeb; zmartwychwstanie; czterdzieści dni obcowania z uczniami po zmartwychwstaniu; potem Wniebowstąpienie; i wreszcie zesłanie Ducha Świętego na Jego miejsce, by pozostał z Kościołem aż do końca — aż do końca świata; bo tak długo ma z nami pozostać Wszechmocny Pocieszyciel. I tak oto, upamiętniając w minionym tygodniu łaskawą misję Ducha, doszliśmy w naszym szeregu przedstawień do końca wszystkich rzeczy; a teraz cóż pozostaje, jak upamiętniać to, co nastąpi po końcu? — powrót wiekuistego królestwa Bożego, nieskończony pokój i błogą doskonałość Ojca, Syna i Ducha Świętego — różniący się wprawdzie od tego, czym był niegdyś, przez owoce stworzenia i odkupienia, lecz nieprzewyższony w najwyższej szczęśliwości, niewypowiedzianej wzajemnej miłości, otchłani świętości, w której mieszkają Trzy Osoby Wiecznej Trójcy. On zatem jest przedmiotem dzisiejszej uroczystości — Bóg miłości, świętości, szczęśliwości; w którego obliczu jest pełnia radości i rozkosze na wieki; który jest tym, czym był zawsze, i przywiódł nas grzeszników do tego, czym zawsze był. Nie stworzył pokoju i miłości jako części swojego stworzenia — lecz sam był pokojem i miłością od wieczności, i błogosławi nas, czyniąc nas uczestnikami siebie samego — przez Syna, w Duchu — i tak działa w swoich doczesnych dyspensacjach, by doprowadzić nas do tego, co jest wieczne.

I stąd w Piśmie Świętym obietnice wieczności i bezpieczeństwa idą razem — bo gdzie nie ma czasu, tam nie ma zmienności. „Bóg wiekuisty jest twoją przystanią" — mówi Mojżesz przed śmiercią — „i ramiona odwieczne są podporą; i wyprze nieprzyjaciela sprzed ciebie, i powie: «Wyniszcz go». I będzie mieszkał Izrael bezpieczny sam". I znów: „Strzeżesz go w doskonałym pokoju, bo w Tobie pokłada ufność. Ufajcie Panu na wieki, bo Pan Jahwe jest skałą wiekuistą". I znów: „Tak mówi Wysoki i Wyniosły, który mieszka w wieczności. (...) Mieszkam na wysokości i w świętości, ale i z tym, który jest skruszony i pokornego ducha, aby ożywić ducha pokornych i ożywić serce skruszonych (...) Stwarzam owoc warg: pokój, pokój dalekim i bliskim". I podobnie Pan i Zbawiciel nasz jest prorokowany jako „Ojciec wieczności, Książę Pokoju". I znów, mówiąc szczególniej o tym, co dla nas uczynił: „A dziełem sprawiedliwości będzie pokój; a owocem sprawiedliwości — spokój i bezpieczeństwo na wieki".

Jak więc przez wiele tygodni upamiętnialiśmy ekonomię, przez którą przywrócono nam sprawiedliwość — a która dokonała się w czasie — tak od dziś przywołujemy na myśl nieskończone doskonałości Boga Wszechmogącego i naszą nadzieję, że kiedyś ujrzymy je i będziemy się nimi cieszyć. Dotąd świętowaliśmy Jego wielkie dzieła; odtąd wielbimy Jego samego. Przez dwadzieścia pięć tygodni przedstawiamy w wizerunku to, co ma nadejść. Wchodzimy w nasz odpoczynek, wchodząc razem z Tym, który — skoro działał i cierpiał — otworzył królestwo niebieskie dla wszystkich wierzących. Przez pół roku trwamy w miejscu, jakby zajęci jedynie uwielbianiem Go i — ze Serafinami z tekstu — wołając nieustannie „Święty, Święty, Święty". Wszystkie Boże Opatrzności, wszystkie Jego postępowanie z nami, wszystkie Jego sądy, miłosierdzia, ostrzeżenia, wybawienia — zmierzają ku pokojowi i spoczynkowi jako swemu ostatecznemu celowi. Wszystkie nasze troski i radości w tym życiu, wszystkie niepokoje, lęki, wątpliwości, trudności, nadzieje, zachęty, utrapienia, straty, zdobycze — wszystko zmierza w jednym kierunku. Po Bożym Narodzeniu, Wielkanocy i Zielonych Świątkach przychodzi Niedziela Trójcy Świętej i następujące po niej tygodnie; i podobnie — po niespokojnym znoju duszy, po narodzeniu Ducha, po próbach i pokusach, po smutku i bólu, po codziennym umieraniu dla świata, po codziennym powstawaniu ku świętości — przychodzi wreszcie ów „odpoczynek, który pozostaje dla ludu Bożego". Po gorączce życia; po znużeniu i chorobach; po walkach i zwątpieniach; po niemoc i rozdrażnieniu; po zmaganiach i upadkach, po zmaganiach i zwycięstwach; po wszystkich zmienach i przypadkach tego udręczonego, niezdrowego stanu — przychodzi wreszcie śmierć, przychodzi wreszcie Biały Tron Boży, przychodzi wreszcie Uszczęśliwiające Widzenie. Po niepokoju przychodzi odpoczynek, pokój, radość — nasz wieczny udział, jeśli okażemy się godni — widok Błogosławionej Trójcy, Świętego Jednego; Trzech, którzy dają świadectwo w niebie; w światłości niedostępnej; w chwale bez skazy i zmazy; w mocy „bez zmiany i cienia odmiany". Ojciec — Bóg, Syn — Bóg i Duch Święty — Bóg; Ojciec — Pan, Syn — Pan i Duch Święty — Pan; Ojciec niestworzony, Syn niestworzony i Duch Święty niestworzony; Ojciec niepojęty, Syn niepojęty i Duch Święty niepojęty. Albowiem jest jedna Osoba Ojca, inna Syna i inna Ducha Świętego; i jaki jest Ojciec, taki jest Syn i taki jest Duch Święty; a jednak nie ma trzech Bogów, ani trzech Panów, ani trzech niepojętych, ani trzech niestworzonych — lecz jeden Bóg, jeden Pan, jeden niestworzony i jeden niepojęty.

Korzystajmy zatem z wdzięcznością z przedmiotu dzisiejszego Święta i ze Składu wiary św. Atanazego jako ze środka pokoju, dopóki nie będzie nam dane — jeśli go osiągniemy — ujrzeć oblicze Boga w niebie. Co Uszczęśliwiające Widzenie da nam wówczas, to kontemplacja objawionych tajemnic daje nam jakby w wizerunku. Nauka o Trójcy Przenajświętszej stała się przedmiotem szczególnego sporu wśród wyznających imię Chrystusa. Przyniosła na ziemię miecz, lecz miała przynosić pokój. I przynosi pokój tym, którzy przyjmują ją w pokorze i wierze. Prośmy Boga, by ją nam pobłogosławił ku właściwemu pożytkowi — by nie była okazją do waśni, lecz do uwielbienia; nie do podziału, lecz do jedności; nie do zazdrości, lecz do miłości. Pobożnie zbliżajmy się do Tego, o którym mówi — z wyznaniem na ustach i w sercach. Patrzmy w przyszłość, gdy ten świat przeminie ze wszystkimi swymi złudzeniami; gdy my — gdy każdy urodzony z niewiasty — będziemy musieli być albo w niebie, albo w piekle. Pragnijmy ukryć się w cieniu Jego skrzydeł. Błagajmy Go, by dał nam rozumne serce i tę miłość ku Niemu, która jest instynktem nowego stworzenia i oddechem duchowego życia. Módlmy się do Niego o ducha posłuszeństwa, prawdziwej uległości; ducha uczciwego, szczerego, z całym oddaniem dążącego do pełnienia Jego woli — bez ukrytych celów, bez samolubnych zamysłów, bez upodobania do stworzenia ponad Stwórcę, lecz otwartego, czystego, prawego i wiernego. A wówczas On raczy — w miarę upływu czasu — zamieszkać w nas; Duch Prawdy, którego świat przyjąć nie może, będzie w nas mieszkał i w nas trwał, a Chrystus „umiłuje nas i objawi się nam", i „Ojciec umiłuje nas, i przyjdą do nas, i zamieszkają u nas". A gdy w końcu nadejdzie nieuchronna godzina, będziemy mogli z pokorą oddać nasze dusze — dusze grzeszne, lecz odkupione — w wielkiej słabości i drżeniu, z wielką skruchą i głębokim wyznaniem win, a jednak w mocnej wierze, w radosnej nadziei i spokojnej miłości — Bogu Ojcu, Bogu Synowi, Bogu Duchowi Świętemu; Błogosławionej Trójcy, Świętemu Jedynemu; Trzem Osobom, jednemu Bogu; naszemu Stwórcy, naszemu Odkupicielowi, naszemu Uświęcicielowi, naszemu Sędziemu.

← wróć do odkrywania