HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VII

Kazanie XII. Uczta ewangeliczna

Gdy chcę podziękować i uwielbićGdy potrzebuję nadziei EucharystiaProroctwa i typologia
„A gdy Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne rzesze przychodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby się ci posilili?"
W skrócie. Kazanie wielkanocne przeplata historię cudu rozmnożenia chleba z teologią Eucharystii, wykazując, że Stary Testament w licznych miejscach (Izajasz, Ozeasz, Joel, Amos, Jeremiasz, Zachariasz, Psalmy) zapowiada świętą Ucztę jako szczytowe błogosławieństwo Nowego Przymierza. Zboże i wino ST są typami Ciała i Krwi Pańskiej, a Eucharystia jest z kolei zadatkiem uczty wiecznej. Newman kończy zachętą do przystępowania z radosną wiarą, nie z zimnym formalizmem.

„Niechaj to będzie dla nas początkiem wiecznej szczęśliwości! Niechaj to będą pierwiastki owej uczty, która trwać będzie na wieki wieków; zawsze nowa, zawsze unosząca, niewyczerpana, w mieście Boga naszego!”

*„A gdy Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne rzesze przychodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby się ci posilili?"* — J 6,5

Po tych słowach Ewangelista dodaje: „A mówił to, wystawiając go na próbę, bo sam wiedział, co miał czynić." Widzicie zatem, że Pan nasz miał ukryte znaczenia, gdy mówił, i nie ujawniał od razu całego swego Bożego zamysłu. Wiedział od początku, co zamierza uczynić, lecz pragnął prowadzić swoich uczniów naprzód, zatrzymać i otworzyć ich umysły, zanim ich pouczy — bo nie wszyscy mogą przyjąć Jego słowa, a na ślepych i głuchych nawet najświętsze prawdy spadają bez pożytku.

I tak przez cały bieg Jego łaskawych rozrządzeń od początku można powiedzieć, że Sprawca i Dokończyciel naszej wiary skrywał przed nami rzeczy w miłosierdziu swoim i słuchał naszych pytań, wiedząc sam, co zamierza uczynić. Skrywał, by następnie objawić — ażebyśmy wówczas, patrząc wstecz na to, co mówił i czynił, mogli zobaczyć w tym to, czego w danej chwili nie widzieliśmy, a tym samym zobaczyć z większym pożytkiem. Tak ukrył się przed uczniami, gdy szedł z nimi do Emaus; tak też Józef, w innych, a jednak podobnych okolicznościach, ukrył się przed swymi braćmi.

Mając tę myśl w umysłach, zdaje się nam, że widzimy nowe i głębsze znaczenie jeszcze w narracji, która jest przed nami. Chrystus mówił o kupowaniu chleba, gdy zamierzał stworzyć chleb; ale czy w tym chlebie, który uczynił, nie miał na myśli dalej owego Chleba Niebieskiego, który jest zbawieniem naszych dusz? — bo mówi dalej: „Nie pracujcie dla pokarmu, który ginie, ale dla pokarmu, który trwa ku życiu wiecznemu, a który da wam Syn Człowieczy." Tak, zaiste pustynia jest światem, Apostołowie są Jego kapłanami, a rzesze są Jego ludem; i owa uczta, tak nagle, tak niespodziewanie zastawiona, jest Komunią Świętą. On jeden pozostaje ten sam. On — dawca chlebów wówczas, niebiańskiej manny teraz. Wszystko inne się zmienia, lecz On trwa.

I czymże jest owa Niebiańska Uczta, do której teraz jesteśmy dopuszczeni, jeśli nie z kolei zadatkiem i zaręczyną owej przyszłej uczty w Królestwie Ojca Jego, gdy „nadejdzie wesele Baranka, a Oblubienica Jego przygotuje się", i gdy „święte miasto Jeruzalem zstąpi od Boga z nieba", i gdy „błogosławieni będą ci, którzy spożywać będą chleb w Królestwie Bożym"?

A ponieważ ku owej Uczcie powyżej wznosimy oczy, choć nie nastanie aż do końca; i ponieważ nie wspominamy jej raz jeden tylko, lecz nieustannie, w świętym obrzędzie, który ją zapowiada — przeto podobnie, nie tylko w cudzie z chlebami, choć zwłaszcza w nim, lecz we wszystkich częściach Pisma Świętego: w historii i w nakazie, i w obietnicy, i w proroctwie, dane nam jest widzieć Ucztę Ewangeliczną wyobrażoną i zapowiedzianą, oraz ową nieśmiertelną i nigdy nie gasnącą Wieczerzę w widzialnej obecności Baranka, która nastąpi po niej na końcu. Jeśli zaś błogosławieni są ci, którzy jeść i pić będą przy owym stole w Królestwie, to błogosławieni są również i ci, którzy teraz o niej rozmyślają i ją oczekują — którzy czytają Pismo Święte mając ją w myślach i starają się patrzeć poza zasłonę dosłownego tekstu, by dostrzec przebłyski niebiańskiego światła, jakie kryją się za nim. „Błogosławione oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą; bo zaprawdę powiadam wam: wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło zobaczyć to, co wy widzicie, a nie widzieli, i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie słyszeli." „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli." Błogosławieni ci, którzy widzą przez wiarę i za jej pomocą, i którzy mają, bo nie wątpią. Podążmy zatem w tej porze roku, jak przystoi, śladem myśli, która nam się tu otwiera, i sięgając wstecz do Świętej Księgi, wyśledźmy zawarte tam wskazówki i obietnice dotyczące owej świętej i błogosławionej Uczty Ciała i Krwi Chrystusa, której teraz mamy przywilej zaznawać, aż do końca czasów.

Stary Testament jest pełen, jak wiemy, figur i typów Ewangelii; typów rozmaitych, sprzecznych co do swego dosłownego brzmienia, lecz wszystkich spotykających się i harmonijnie wypełnianych w Chrystusie i Jego Kościele. Tak więc dzieje Izraelitów na pustyni i dzieje Izraelitów po osiedleniu się w Kanaanie są jednakowo nasze, wyrażając nasz obecny stan jako chrześcijan. Nasze życie chrześcijańskie jest stanem wiary i doświadczenia; jest też stanem radowania się. Posiada bogactwo ziemi obiecanej i cudowność pustyni. Jest to „ziemia dobra, ziemia potoków wód, źródeł i głębin tryskających w dolinach i na wzgórzach; ziemia pszenicy i jęczmienia, winorośli, drzew figowych i granatowców; ziemia oliwek, oleju i miodu; ziemia, w której jeść będziesz chleb bez niedostatku; niczego ci w niej nie zabraknie; ziemia, której kamienie są żelazem, a z której wzgórz dobywać będziesz miedź." Z drugiej strony jest to wciąż ziemia, która człowiekowi cielesnemu wydaje się pustynią, „pustynią wielką i straszną, gdzie są węże ogniste i skorpiony, i susza, gdzie nie ma wody"; gdzie wiara jest wciąż konieczna, i gdzie jeszcze dobitniej niż w wypadku Izraela obowiązuje zasada, że „nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem wychodzącym z ust Pańskich żyje człowiek."

Taki jest nasz stan — stan wiary i posiadania. Na pustyni Izraelici żyli znakami rzeczy, bez samych rzeczywistości: manna miała zastępować zboże, olej i miód z dobrej krainy obiecanej; woda — wino i mleko. Był to czas, w którym wiara ćwiczyła siebie; gdy zaś weszli do ziemi obiecanej, nastał czas posiadania. Była to ziemia mleka i miodu; nie potrzebowali już żadnych Bożych zastępstw i środków zaradczych. Nie była potrzebna manna ani słup obłoku, ani woda ze skały. Lecz my chrześcijanie jesteśmy zarazem na pustyni i w ziemi obiecanej. Na pustyni — bo żyjemy wśród cudów; w ziemi obiecanej — bo jesteśmy w stanie radowania się. Że jesteśmy w stanie radowania się, jest z pewnością pewne, chyba że wszystkie proroctwa zawiodły; a że jesteśmy w stanie, w którym tylko wiara posiada owo radowanie się, wynika jasno z tego, że wielkie dary Boże nie są widzialne, i że Apostoł mówi: „Przez wiarę chodzimy, a nie przez widzenie." Mówiąc krótko, jesteśmy w stanie nad-przyrodzonymi — słowo to wyraża zarazem jego wielkość i jego ukrycie: bo to, co jest ponad naturą, jest zarazem niewidzialne i cenniejsze od tego, co widzialne; „to bowiem, co widzialne, jest przemijające, to zaś, co niewidzialne, jest wieczne."

A jeśli nasz stan w całości jest równoległy do stanu Izraelitów, jako antytyp do swego typu, to rzeczą naturalną jest przypuszczać, że tak wielki dar, jak Komunia Święta, nie byłby pozbawiony stosownych figur i symboli w Starym Testamencie. Wszystko, co uczynił nasz Zbawiciel, jest wielokrotnie zapowiadane w Starym Testamencie; i tego zatem rzeczą naturalną jest oczekiwać, podobnie jak innych rzeczy: Jego cudowne narodzenie, Jego życie, Jego nauczanie, Jego śmierć, Jego kapłaństwo, Jego ofiara, Jego zmartwychwstanie, Jego uwielbienie, Jego królestwo — są wielokrotnie prefigurowane; nie byłoby rozsądne przypuszczać, że ten tak wielki dar, jeśli rzeczywiście nam jest dany, zostałby pominięty. Ten, który za nas umarł, jest Tym, który nas karmi; a skoro Jego śmierć jest wzmiankowana, możemy zawczasu oczekiwać, że wzmiankowana będzie i uczta, którą nam daje. Nie wprost oczywiście, bo ani Jego śmierć, ani Jego kapłaństwo nie są nauczane wprost, lecz w ukryciu, pod typami Dawida czy Aarona, lub innych wybranych sług Bożych; i podobnie moglibyśmy oczekiwać, i znajdziemy, podobne pełne szacunku aluzje do Jego najłaskawszej Uczty — aluzje, których byśmy nie rozpoznali *jako* aluzji, gdyby nie samo wydarzenie; tak jak nie wiedzielibyśmy, że Salomon, Aaron czy Samuel w ogóle wyobrażają Chrystusa, gdyby nie to, że wydarzenie tłumaczy figurę. Gdy Abraham powiedział do Izaaka: „Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie" — któż może wątpić, że jest to proroctwo dotyczące Chrystusa? — a jednak nigdzie nie mówi nam o tym Pismo Święte. Podobnie ma się rzecz z Sakramentem Chrztu. Skoro jest nam dany, nie możemy wątpić, że oczyszczenia Żydów, kąpiel Naamana i proroctwo o źródle otwartym dla grzechu i wszelkiej nieczystości mają zeń odniesienie, jako widzialne wypełnienie wielkiego oczyszczenia duchowego; a Piotr wprost to potwierdza o Potopie, a Paweł o przejściu przez Morze Czerwone. I podobnie miejsca w Biblii, które proroctwo głoszą o Uczcie Ewangelicznej, nie mogą nie odnosić się (jeśli mogę tak powiedzieć) do Świętego Sakramentu Wieczerzy Pańskiej, jako uczty faktycznie nam danej pod Ewangelią.

Zauważmy też od razu: skoro wiemy, że posiadamy ten wielki dar i że historia Starego Testamentu go prefiguruje, pada na to, co inaczej jest trudnością, nowe światło — bo z pewną pozorną słusznością zapytać by można, czy Żydzi nie byli w wyższym stanie łaski niż my chrześcijanie, dopóki nie weźmiemy pod uwagę tego daru. Można by zarzucić, że nasze błogosławieństwa są wszystkie przyszłe lub odległe — nadzieja życia wiecznego, która ma się spełnić w przyszłości, przebaczenie Boga, który jest w niebie: co zyskujemy teraz i tu, ponad Żydów? Bóg miłował Żydów i *dawał* im coś; dawał im dary obecne; Stary Testament jest pełen ich opisu; dał im „kosztowności nieba i rosę, i głębię leżącą w dole, i kosztowności przyniesione przez słońce, i przez księżyc, i najwyborniejsze plony dawnych gór, i kosztowności trwałych pagórków, i kosztowności ziemi i jej pełnię", „miód ze skały i oliwę z twardej skały, masło z wołów i mleko owiec, z tłuszczem jagniąt i baranów rasy Baszanu, i kozłów, z tłuszczem nerek pszenicy i czystą krwią winogron". To były obecne, rzeczywiste błogosławieństwa. Co dał *nam?* — *nic* w posiadaniu? *wszystko* w obietnicy? To, powiadam, samo w sobie jest nieprawdopodobne; nieprawdopodobne, by tak odwrócił swój porządek i uczynił Ewangelię gorszą od Prawa. Lecz znajomość rozważanego tu wielkiego daru rozjaśnia tę trudność; bo każde miejsce w Starym Testamencie, które mówi o doczesnych błogosławieństwach danych przez Boga Jego dawnemu ludowi, zamiast dawać nam bolesne poczucie ubóstwa i budzić naszą zazdrość, przypomina nam o naszej większej szczęśliwości; bo każde miejsce należące do tamtych wypełnia się teraz w wyższym sensie nam. Nie potrzebujemy im zazdrościć. Bóg nie odjął ich błogosławieństw, nie dając nam większych. Prawo nie tyle zostało odjęte, ile dana Ewangelia. Ewangelia wyparła Prawo. Prawo ustąpiło wraz z nadejściem Ewangelii. Tyle tylko, że nasze błogosławieństwa nie są widzialne; *dlatego* są wyższe, *ponieważ* są niewidzialne. Wyższe błogosławieństwa nie mogłyby być widzialne. Jakżeby duchowe błogosławieństwa mogły być widzialne? Jeśli Chrystus karmi nas teraz nie mlekiem i miodem, lecz „duchowym pokarmem Swego najdroższego Ciała i Krwi"; jeśli „nasze grzeszne ciała są oczyszczone przez Jego Ciało, a dusze nasze obmyte przez Jego najdroższą Krew", to zaiste nie jesteśmy bez naszych dóbr cennych, podobnie jak Izrael nie był bez nich: lecz są one niewidzialne, bo o wiele wyższe, tak duchowe; udzielane są tylko pod zasłoną tego, co widzialne. I tak my chrześcijanie jesteśmy zarazem z Kościołem na pustyni jeśli chodzi o wiarę i z Kościołem w Kanaanie jeśli chodzi o radowanie się; mając wypełnienie słów wypowiedzianych przez Mojżesza, powtórzonych przez Pana naszego, do których się właśnie odwołałem: „Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem wychodzącym z ust Bożych."

Przejdę teraz do niektórych miejsc zarówno Starego, jak i Nowego Testamentu, które i naświetlają, i same są naświetlane przez tę wielką naukę Ewangelii.

**1.** Po pierwsze niechaj będzie zauważone, że od początku największy obrzęd religijny był ucztą; udział w darach Bożych z porządku natury był poświęcony bezpośredniejszej komunii z samym Bogiem. Na przykład, gdy Izaak był odstawiony od piersi, Abraham „wyprawił wielką ucztę" i wówczas prorokowała Sara: „Wyrzuć tę niewolnicę i jej syna" — prorokując wprowadzenie ducha, łaski i prawdy zawartych w Ewangelii zamiast niewoli zewnętrznych form Prawa. Podobnie na uczcie z pieczystą Izaak doznał ducha proroctwa i pobłogosławił Jakuba. Podobnie też pierwsze dokonanie cudu przez Pana naszego miało miejsce na uczcie weselnej, gdy przemienił wodę w wino; i gdy Mateusz nawrócił się, ugościł Pana naszego na uczcie. Na uczcie też Pan nasz pozwolił pokutującej niewieście omyć łzami i namaścić Jego stopy, i ogłosił jej przebaczenie; i na uczcie, przed Jego Męką, pozwolił Marii namaścić je drogocennym olejkiem i otrzeć swoimi włosami. Tak więc dla Pana naszego i dla Patriarchów uczta była czasem łaski; na tyle, że Faryzeusze mawiali o Nim, iż przychodzi jedząc i pijąc, że jest „żarłokiem i pijakiem, przyjacielem celników i grzeszników".

**2.** Następnie, ażeby uczta ta była jeszcze uroczystsza, zwykłem było od zawsze poprzedzać ją bezpośrednim aktem religijnym — modlitwą lub błogosławieństwem, lub ofiarą, lub obecnością kapłana, która to zakładała. I tak, gdy Melchizedek wyszedł naprzeciw Abrahama i *błogosławił* go, „wyniósł chleb i wino", do czego dodano: „a był kapłanem Boga Najwyższego." Takim też był baranek paschalny, spożywany pieczony w ogniu, z przaśnikiem i gorzkimi ziołami, z przepasanymi biodrami i obuwiem na nogach, i laską w ręku; jako Pascha Pańska — uroczysta uczta religijna, choćby nie była ofiarą. I takie wydaje się być powszechne pojęcie komunii z Bogiem na całym świecie, jakkolwiek osiągana; a mianowicie, że dochodzimy do posiadania Jego niewidzialnych darów przez uczestnictwo w Jego widzialnych, że istnieje jakaś tajemnicza więź między tym, co widzialne, a tym, co niewidzialne; i że przez wydzielenie najcenniejszego spośród ziemskich darów Jego jako próbki i reprezentanta całości, ofiarowanie go Mu dla Jego błogosławieństwa, a następnie przyjęcie, spożycie i przyswojenie sobie, mieliśmy najlepszą nadzieję uzyskania tych nieznanych i nieokreślonych darów, których natura ludzka potrzebuje. Tak czynili poganie wobec swoich bożków; i Paweł zdaje się przyznawać, że w ten sposób rzeczywiście uczestniczyli, choć w sposób jak najbardziej nędzny i straszliwy, w tych bożkach i w złych duchach, które reprezentowały. „Co ofiarują poganie, ofiarują demonom, a nie Bogu; a nie chciałbym, żebyście mieli społeczność z demonami". Tu, jak poprzednio, o uczcie mówi się jako o środku komunii ze światem niewidzialnym; kiedy jednak uczta była bałwochwalcza, była to wspólnota ze złymi duchami.

**3.** Zauważmy teraz dalej, że opisy w Starym Testamencie doskonałego stanu łaski religijnej — to jest stanu pod Ewangelią, która miała nadejść — są nieustannie czynione pod obrazem uczty, uczty z jakichś szczególnych i wyborowych dóbr tego świata: zboża, wina i tym podobnych; dóbr tego świata wybranych z masy jako próbka wszystkich, jako typy i środki szukania, i środki uzyskiwania nieznanych duchowych błogosławieństw, których „oko nie widziało ani ucho nie słyszało". I te szczególne dobra przyrody, tak wydzielone, częściej niż cokolwiek innego są chlebem lub zbożem i winem jako figurami tego, co wyższe, choć i inne są wymieniane. Pierwsze spośród tych, o których czytamy, to owoc drzewa życia, wzmiankują go też Prorocy, a którego liście również są tam wspomniane. Drzewo życia było tym drzewem w ogrodzie Eden, którego spożycie uczyniłoby Adama nieśmiertelnym; Boży dar krył się w zewnętrznej formie. Prorok Ezechiel mówi o nim następnie w następujących słowach, pokazując, że podobne błogosławieństwo czeka odkupionych: „Nad rzeką, po obu jej brzegach, rosną wszelkie drzewa jadalne; liście ich nie więdną i nie brakuje owoców. Każdego miesiąca będą owocować, bo nawadnia je woda płynąca z przybytku. Ich owoce służą za pokarm, a liście za lekarstwo". Podobne jest sprawozdanie św. Jana o drzewie życia, które „rodzi dwanaście owoców, każdego miesiąca dając swój owoc, a liście drzewa służą do uzdrowienia narodów". Stąd też w Pieśni nad Pieśniami czytamy o jabłoni i o siedzeniu w jej cieniu, a jej owoc jest słodki w smaku. Tu zatem wyobrażony jest w typie święty dar, o którym mówię; a jednak nie spodobało się łaskawemu Dawcy, by dosłownie wybrał owoce lub liście jako środki Jego niewidzialnych błogosławieństw. Mógł nas duchowo żywić i takimi — bo człowiek żyje nie samym chlebem, lecz słowem Jego ust. Jego Słowo mogłoby uczynić owoc drzewa Jego Sakramentem, lecz zechciał inaczej.

Następny wybór dóbr ziemi, jaki napotykamy w Piśmie Świętym, to właśnie ten, na którym ostatecznie się zatrzymał: chleb i wino, jak w historii Melchizedeka; i tam zapis stoi jako proroctwo tego, co miało nastąpić — bo kimże jest Melchizedek, jeśli nie naszym Panem i Zbawicielem, a czymże Chleb i Wino, jeśli nie właśnie ucztą, którą On ustanowił?

Następnie wielki dar był zapowiedziany w opisie ziemi obiecanej, o której powiedziano, że opływa w mleko i miód, i we wszystkie owe inne kosztowności przyrody, które już przytoczyłem jako przynależne do ziemi obiecanej: oliwę, masło, zboże, wino i tym podobne. Wszystko to można uważać za ogólne odniesienie typiczne do Uczty Ewangelicznej, bo były one najrzadszymi i najwykwintniejszymi spośród błogosławieństw danych Żydom, tak jak Uczta Ewangeliczna jest najwyszukańszym i najświętszym spośród wszystkich błogosławieństw danych nam chrześcijanom; a to, co najcenniejsze pod jednym Rozrządzeniem, jest wyrażane przez to, co najcenniejsze pod drugim.

Przejdźmy teraz do Proroków, a znajdziemy podobne zapowiedzi Uczty Ewangelicznej.

Na przykład, pamiętacie, że prorok Ozeasz mówi: „I stanie się w ów dzień — wyrocznia Pana — wysłucham nieba, a ono wysłucha ziemi; i ziemia wysłucha zboża, wina i oliwy, i one wysłuchają Jezreel. Zasieję ją sobie w ziemi". Przez Jezreel rozumie się Kościół chrześcijański; i Prorok ogłasza w imieniu Bożym, że miał przyjść czas, gdy Kościół wzywać będzie zboża, wina i oliwy, a te wzywać będą ziemi, ziemia nieba, a niebo Boga; i Bóg odpowie niebom, a niebiosa odpowiedzą ziemi, i ziemia odpowie zbożu, winu i oliwie, i one odpowiedzą potrzebom Kościoła. To zapewne może się wypełniać jedynie w sposób ogólny; lecz zważywszy, że Bóg Wszechmogący wyznaczył zboże czy chleb i wino na szczególne narzędzia Swojej niewysłowionej łaski — On, który widzi koniec od początku i który ogląda wszystko we wszystkich ich związkach naraz — gdy mówił o zbożu i winie, wiedział, że słowo to wypełni się nie tylko ogólnie, lecz nawet dosłownie w Ewangelii.

Dalej: prorok Joel mówi: „I stanie się w ów dzień, że góry kroplić będą winem, a wzgórza płynąć mlekiem, i wszystkie potoki Judy napełnią się wodą, a ze świątyni Pańskiej wypłynie źródło i nawodni Dolinę Akacji". Jak zadziwiająco to się wypełnia, jeśli odniesiemy to do tego, co Bóg dał nam w Ewangelii, w uczcie Komunii Świętej!

Dalej: prorok Amos mówi: „Oto idą dni — wyrocznia Pana — kiedy oracz zrówna się z żniwiarzem, a depczący winogrona z siewcą; i góry kroplić będą winem słodkim, i wszystkie pagórki spłyną nim" — to znaczy cudowną łaską Bożą, przez którą daje On dary nowe i zdumiewające.

I prorok Izajasz: „Na tej górze Pan Zastępów sprawi dla wszystkich ludów ucztę z tłustych potraw, ucztę z wybornych win, z tłustych potraw soczystych, z wybornych win oczyszczonych." I dalej: „Zaiste, nie będę już dawał zbożu twemu służyć za żywność twoim wrogom, a synowie obcych nie będą pić wina twego, nad którym pracowałeś; lecz ci, którzy je zebrali, spożywać je będą i chwalić Pana, a ci, którzy je zgromadzili, pić je będą w Moich świętych dziedzińcach." I znowu: „Oto słudzy Moi jeść będą, a wy będziecie głodni; oto słudzy Moi pić będą, a wy będziecie spragnieni".

Dalej: prorok Jeremiasz mówi: „I przybędą, i śpiewać będą na wyżynach Syjonu, i płynąć razem ku dobroci Pańskiej, ku zbożu i ku winu, i ku oliwie, i ku młodym trzody i bydła; i dusza ich będzie jak ogród nawodniony, i więcej smucić się nie będą. . . I nasycę duszę kapłanów tłustością, i lud Mój nasyci się dobrocią Moją — wyrocznia Pana".

I prorok Zachariasz: „Jakże wielka jest dobroć Jego, i jakże wielka piękność Jego! Zboże uweselać będzie młodzieńców, a moszcz — panny".

I pod innym obrazem, lecz w tym samym ogólnym sensie, prorok Malachiasz: „Od wschodu słońca aż do zachodu wielkie jest imię Moje wśród pogan; i na każdym miejscu będzie ofiarowane kadzidło Imieniu Memu, i ofiara czysta, bo wielkie jest imię Moje wśród narodów — mówi Pan Zastępów".

Co więcej, jeśli Psalmy są przeznaczone do chrześcijańskiego kultu, jak z pewnością są, to Duch Proroczy, który je natchnął, widział, że i one w różnych miejscach opisywać będą ową świętą ucztę chrześcijańską, którą odczuwamy, iż rzeczywiście opisują; i z pewnością możemy słusznie nazwać tę zbieżność między ustanowieniem w Kościele chrześcijańskim a formą słów w Psalmach znakiem zamierzonego planu. Na przykład: „Przygotowujesz stół przede mną wobec moich nieprzyjaciół; namaszczasz olejkiem moją głowę, a kielich mój jest pełny." „Umyję ręce w niewinności i obejdę ołtarz Twój, Panie." „Ześlij swoje światło i wierność Twoją: niech one mnie wiodą, niech mnie zaprowadzą na Twą świętą górę i do Twoich przybytków; i pójdę do ołtarza Bożego, do Boga, który jest weselem i radością moją." „Synowie ludzcy kryją się w cieniu Twoich skrzydeł; nasycają się obfitością Twego domu i napajasz ich potokiem Twoich rozkoszy. Bo u Ciebie jest źródło życia i w Twojej światłości oglądamy światłość." „Błogosławiony, kogo wybrałeś i przyjąłeś do siebie: będzie mieszkał w Twoich dziedzińcach i nasyci się dobrami Twego domu, Twojego świętego przybytku." „Dusza moja nasyca się jak gdyby tłustością i sadłem, gdy usta moje wysławiają Cię radosnymi wargami. . . bo mi byłeś pomocą i w cieniu Twych skrzydeł będę się radował".

Tę samą cudowną ucztę ukazuje nam Księga Przysłów, gdzie Mądrość wyobraża Chrystusa. „Mądrość zbudowała sobie dom" — to znaczy: Chrystus zbudował swój Kościół — „ciosała swoje siedem kolumn, zabiła swoje zwierzęta, namieszała swojego wina" — to znaczy: Chrystus przygotował swoją Wieczerzę — „zastawiła też swój stół" — to znaczy: Stół Pański — „posłała swoje sługi" — to znaczy: kapłanów Pańskich — „woła na miejscach wyniosłych miasta. Kto jest prosty, niech tu wejdzie; a do kogo brakuje rozumu, tak mu powiada: Pójdźcie, jedzcie chleb mój i pijcie wino, które zmieszałam" — co jest jak gdyby mówić: „Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię." Podobne do tego są słowa proroka Izajasza: „O, wszyscy spragnieni, pójdźcie do wód, a wy, którzy nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie i spożywajcie; tak, pójdźcie, kupujcie wino i mleko za darmo, bez zapłaty". I takim jest też opis w Księdze Pieśni nad Pieśniami: „Figowiec wypuścił swoje figi, a krzewy winne kwitnące wydają woń"[.] „Zanim dzień zaświta i cienie nie uciekną, pójdę do góry mirry i na wzgórze kadzidła" . . . „Zebrałem moją mirrę ze mymi korzennymi wonności, jadłem plaster miodu z miodem moim, piłem wino moje z mlekiem moim; jedzcie, przyjaciele, pijcie, i upijajcie się, moi umiłowani"! W związku z takimi miejscami jak te należy zauważyć słowa Pawła, które ze względu na antytozę wydają się być aluzją do tego najświętszego Ustanowienia: „Nie upijajcie się winem, bo to prowadzi do rozwiązłości, ale napełniajcie się Duchem" — tym nowym winem, które Duch Święty podaje na Wieczerzy Wielkiego Króla.

Oby Bóg nam dał, abyśmy zawsze mogli przystępować do tego Błogosławionego Sakramentu z uczuciami stosownymi do miejsc, które o nim przeczytałem! Niechajże nie podchodzimy do niego w sposób zimny i bezduszny, trzymając się z daleka ze strachu, gdy powinniśmy się radować! Niechaj duch niepożytecznego sługi nigdy nie będzie naszym udziałem — sługi, który patrzył na swego pana jak na surowego gospodarza zamiast na łaskawego dobroczyńcę! Niechaj nie będziemy w liczbie tych, którzy rok po roku mijają, nie przystępując do Niego wcale! Niech nie będziemy z tymi, którzy szli — jeden do swojej roli, drugi do swego handlu — gdy byli wzywani na wesele! Nie bądźmy też z tymi, którzy przychodzą w sposób formalny i mechaniczny, traktując to jako zwykły obowiązek — bez czci, bez bojaźni, bez zdumienia, bez miłości. Nie popadajmy też w grzech tych, którzy narzekali, że nie mają nic do zbierania prócz manny — znużeni darami Bożymi.

Lecz przystępujmy z wiarą i nadzieją i mówmy sobie w duchu: Niechaj to będzie dla nas początkiem wiecznej szczęśliwości! Niechaj to będą pierwiastki owej uczty, która trwać będzie na wieki wieków; zawsze nowa, zawsze unosząca, niewyczerpana, w mieście Boga naszego!

← wróć do odkrywania