*„Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan; szczęśliwy człowiek, który w Nim szuka schronienia."* — Ps 34,8
Słowa te ukazują wam, jak wielką miłością darzy nas Wszechmogący Bóg i jakie prawa ma do naszej miłości. On jest Najwyższy i Wszechświęty. Mieszka w wieczności — a my jesteśmy niczym robaki w porównaniu z Nim. Nie byłby mniej szczęśliwy, gdyby nas nigdy nie stworzył; nie byłby mniej szczęśliwy, gdybyśmy wszyscy zostali wymazani ze stworzenia. Lecz On jest Bogiem miłości. Powołał nas wszystkich do istnienia, bo znajdował upodobanie w otaczaniu się szczęśliwymi stworzeniami — uczynił nas niewinymi, świętymi, prawymi i radosnymi. A gdy Adam popadł w grzech, a po nim jego potomkowie, Pan od tej pory nieustannie błaga nas, byśmy wrócili do Niego — Źródła wszelkiego dobra — przez prawdziwe nawrócenie. „Nawróćcie się, nawróćcie" — woła — „czemu chcecie umrzeć? Na moje życie! Nie mam upodobania w śmierci grzesznika. Cóż jeszcze można było uczynić dla mojej winnicy, czego bym nie uczynił?" I w słowach naszego wersetu-motta raczy nas zapraszać do siebie: „Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan; szczęśliwy człowiek, który w Nim szuka schronienia." Jakby mówił: „Gdybyście tylko zechcieli spróbować — choćby jednej próby — gdybyście tylko dali się skłonić do skosztowania i osądzenia na własny rachunek, tak przeobfita jest Jego dobroć, że nigdy nie przestalibyście jej pragnąć, nigdy nie przestalibyście się do Niego zbliżać" — zgodnie ze słowami Mądrości: „Ci, którzy mnie spożywają, łaknąć będą nadal, a ci, którzy mnie piją, pragnąć będą nadal."
Ta doskonałość i pożądalność darów Bożych jest tematem, który Pismo Święte stawia nam przed oczy raz po raz. Prorok Izajasz mówi o „uczcie z tłustych potraw, uczcie z wybornych win; z tłustych potraw pełnych szpiku, z win wybornych, starannie oczyszczonych". I znowu, pod obrazami innego rodzaju: „Posłał mnie... aby dać wieniec zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty żałobnej, odzienie chwały zamiast ducha przygnębienia, aby ich nazwano dębami sprawiedliwości." Albo znowu Prorok Ozeasz: „Będę jak rosa dla Izraela, rozkwitnie jak lilia i zapuści korzenie jak Liban. Rozłożą się jego gałązki i będzie piękny jak oliwka, i będzie się rozsiewał jak Liban. Ci, którzy żyją w jego cieniu, wrócą, będą kwitnąć jak zboże i rozrastać się jak winorośl; sława jego będzie jak wino z Libanu." I Psalmista: „Gdyby mój lud mnie słuchał... wrogowie Pana schyliliby głowę przed Nim, a los ich byłby wiecznotrwały. Żywiłbym go najczystszą pszenicą i sycił miodem z opoki." Widzicie: wszystkie obrazy tego, co miłe i słodkie w naturze, zostają tu zebrane razem, by opisać przyjemność i słodycz darów, które Bóg daje nam w łasce. Jak wino ożywia, chleb krzepi, oliwa jest tłusta, miód słodki, kwiaty woniejące, rosa orzeźwiająca, a liście piękne — tak też, i o wiele bardziej, dary Boże w Ewangelii są ożywiające, krzepiące, bogate, słodkie, woniejące, orzeźwiające i przedziwne. I jak rzeczą naturalną jest znajdować zadowolenie i pociechę w darach widzialnego świata, tak też jest rzeczą ze wszech miar naturalną i konieczną, by radować się i zachwycać darami świata niewidzialnego — a jak dary widzialne są przedmiotem pożądania i poszukiwania, o ileż bardziej jest — nie powiem jedynie obowiązkiem, ale przywilejem i szczęśliwością — „skosztować i zobaczyć, jak dobry jest Pan".
O tej szczęśliwości mówią, prócz naszego wersetu-motta, i inne miejsca w Psalmach. „Napełniłeś radością moje serce" — mówi Psalmista — „od czasu, gdy zboże, wino i oliwa im się pomnożyły." „Dział przypadł mi na ziemi urodzajnej, zaprawdę dziedzictwo moje jest piękne." I znowu: „Ustawy Pańskie są prawe, radują serce... bardziej pożądane niż złoto, niż mnóstwo szczerego złota; słodsze od miodu płynącego z plastra." „Sercem zaufałem Mu i doznałem pomocy; przeto raduje się moje serce i chcę Mu śpiewać pieśni dziękczynne." I jeszcze raz: „Szczęśliwy, kogo Ty wybrałeś i przyciągnąłeś do siebie; będzie mieszkał na Twoich dziedzińcach i nasyci się szczęściem Twego domu, Twej świętej świątyni."
Pragnąłbym, bracia moi, aby możliwe było prowadzenie ludzi ku większej świętości i wierniejszemu posłuszeństwu przez ukazywanie im wzniosłych i obfitych radości tych, którzy służą Bogu: „W obliczu Jego pełnia radości", „źródło życia", i nasycają się „obfitością Jego domu" i „piją z Jego rozkoszy jak z rzeki" — wiem jednak, że właśnie w to większość ludzi nie chce uwierzyć. Uważają, że bycie religijnym jest słuszne i właściwe, uważają, że na przyszłym świecie będzie im lepiej, jeśli teraz prowadzą życie religijne. Bynajmniej nie przeczą ani obowiązkowi, ani użyteczności prowadzenia nowego i świętego życia, ale nie pojmują, jak mogłoby ono być przyjemne — nie mogą uwierzyć ani przyznać, że jest przyjemniejsze niż życie swobodne, rozluźnione i przepełnione uciechami. Mówią niejako: „Trzymajcie się granic, mówcie rzeczy prawdopodobne, a uwierzymy; ale nie obrażajcie naszego rozumu. Przyznajemy, że *powinniśmy* być religijni i że gdy przyjdzie nam umierać, będziemy bardzo radzi, że wieźliśmy życie religijne — ale mówić nam, że bycie religijnym jest *przyjemne*, to za wiele: to nieprawda; czujemy, że to nieprawda; wszyscy na świecie wiedzą i czują, że to nieprawda. Religia to coś nieprzyjemnego, ponurego, smutnego i uciążliwego. Nakłada na nas mnóstwo ograniczeń, nie pozwala robić tego, na co mamy ochotę, nie pozwala nam żyć po swojemu, uszczupla naszą wolność, wtrąca się w nasze przyjemności — ma ich mniej, o wiele mniej, niż życie doczesne, choć wynagradza nas większymi radościami w przyszłości." To właśnie mówią ludzie albo mówiliby, gdyby rozumieli, co czują, i swobodnie wyrażali swoje myśli.
Niestety — nie mogę zaprzeczyć, że w przypadku większości ludzi *jest* to prawdą. Większość ludzi nie lubi służby Bożej, choć jest ona doskonałą wolnością; lubią chodzić własnymi drogami i są religijni jedynie o tyle, o ile zmusza ich do tego sumienie. Są jak Balaam: pragną „śmierci sprawiedliwych", nie ich życia. To jest właśnie to, nad czym boleję i nad czym ubolewam. Boluję, bracia moi, że tak wielu ludzi — ba, mogę powiedzieć: że tak wielu z was — *nie* lubi służby Bożej. Nie przeczę temu, lecz boluję nad tym. Nie przeczę: bynajmniej. Wiem dobrze, ilu jest takich, którzy nie lubią przychodzić do kościoła i szukają pretekstów, by pozostać w domu, gdy mogliby przyjść. Wiem, ilu jest takich, którzy nie przystępują do Najświętszego Sakramentu. Wiem, że jest wielu, którzy nie odmawiają modlitw prywatnych rano i wieczorem. Wiem, ilu jest takich, którym wstyd uchodzić za religijnych, którzy nadaremno wzywają imienia Bożego i żyją jak ten świat. Niestety — właśnie nad tym boluję: że służba Boża nie jest dla was miła. Nie jest miła dla tych, którzy jej nie lubią — to prawda; ale jest miła dla tych, którzy *ją* lubią. Proszę, zauważcie, co mówię: nie że jest miła dla tych, którzy jej nie lubią, lecz że jest miła dla tych, którzy ją lubią. Co więcej — twierdzę, że jest o wiele *bardziej* miła tym, którzy ją lubią, niż cokolwiek z tego świata jest miłe tym, którzy go lubią. Na tym polega sedno. Nie mówię, że jest miła większości ludzi; mówię, że sama w sobie jest najmilejszą rzeczą na świecie. Nic nie jest tak miłe jak służba Boża dla tych, *którym* jest ona miła. Rozkosze grzechu nie mogą się mierzyć — ani pełnią, ani intensywnością — z rozkoszami świętego życia. Radości świętości są o wiele milsze dla świętych niż radości grzechu dla grzesznika. O, gdybym was mógł przekonać do wiary w to! O, gdybyście mieli serce, by to odczuć i poznać! O, gdybyście mieli serce, by skosztować radości Bożych i doświadczyć ich na własny rachunek — by skosztować i zobaczyć, jak dobry jest Pan!
Radości wynikających ze świętości i czystości nie może jednak poznać nikt prócz świętych. Gdyby Anioł zstąpił z nieba, nie mógłby wam ich wyjaśnić — podobnie jak nie mógłby pojąć, na czym polegają rozkosze grzechu. Czy sądzicie, że Aniołowi można by uzmysłowić, czym są rozkosze grzechu? Nie sądzę. Równie dobrze można by go przekonywać, że jest przyjemność w ucztowaniu na prochu i popiele. Są zwierzęta, które tarzają się w błocie i żywią się padliną. Dla nas jest to dziwne — a dla Anioła jest jeszcze dziwniejsze, jak ktokolwiek może znajdować przyjemność w czymś tak plugawym, tak wstrętnym, tak odrażającym jak grzech. Wielu ludzi — jak właśnie mówiłem — dziwi się, co może być przyjemnego w czymś tak posępnym jak religia. Otóż bądźcie pewni: dla Anioła jest *jeszcze bardziej* zdumiewające, co może być przyjemnego w grzeszeniu. *Bardziej* zdumiewające, mówię. Odwróciłby się z przerażeniem i odrazą — bo grzech jest tak nikczemny sam w sobie, i bo jest tak znienawidzony w oczach Bożych.
Niech więc nikt nie dziwi się, że religijne posłuszeństwo może być samo w sobie naprawdę tak miłe, choć innym wydaje się tak wstrętne. Niech się nie dziwią, że *czym* jest ta radość, nie można im *wytłumaczyć*. Pozostaje tajemnicą, dopóki nie spróbuje się być religijnym. Ludzie znają grzech z doświadczenia; nie znają świętości — i nie mogą dotrzeć do wiedzy o jej ukrytej radości, dopóki nie przyłączą się prawdziwie i całym sercem do Chrystusa i nie poświęcą się Jego służbie — dopóki nie „skosztują", a tym samym nie spróbują. Radość ta jest przed nimi ukryta tak, jak radości grzechu są ukryte przed Aniołami. Aniołowie nigdy nie skosztowali zakazanego owocu i ich oczy nie otworzyły się na poznanie dobra i zła. My zaś *skosztowaliśmy* zakazanego owocu — przynajmniej Adam skosztował, a my jesteśmy jego potomkami — i nasze oczy *są* otwarte na poznanie zła. A niestety, z drugiej strony oślepły na dobro: potrzeba, by się otworzyły, by widzieć, poznać i rozumieć dobro. I dopóki nasze oczy nie zostaną *otwarte* duchowo, *zawsze będziemy* uważać religię za niesmaczną i nieprzyjemną i dziwić się, jak ktokolwiek może ją lubić. Taki jest nasz żałosny stan — jesteśmy ślepi na najwyższe i najprawdziwsze chwały, i głusi na najżywszą i najcudowniejszą ze wszystkich radości — i nikt nie może nam ich opisać. Jedynie Bóg Duch Święty może nam w tej sprawie pomóc, oświecając i przemieniając nasze serca. Tak jest — a jednak powiem jedno, by podsunąć wam wyobrażenie, jak wielkie i przenikliwe są radości religii. Pomyślcie o tym. Czy jest ktoś, kto nie wie, jak bardzo bolesne jest uczucie złego sumienia? Czy nie przypominacie sobie, bracia moi, że kiedyś uczyniliście coś, o czym wiedzieliście, że jest złe? I czy nie pamiętacie, jakie przenikliwe, gorzkie uczucie ogarnęło was potem? Czy uczucie złego sumienia nie różni się od wszelkiego innego uczucia i nie jest bardziej dręczące niż jakiekolwiek inne, dopóki się do niego nie przyzwyczaimy? Ludzie przyzwyczajają się i to uczucie zanika, lecz dopóki nie stępi się sumienia, jest ono bardzo bolesne. Dlaczego? Bo jest to uczucie Bożego niezadowolenia — i dlatego tak bardzo boli. Pomyślcie więc: jeśli Boże niezadowolenie tak bardzo nas dręczy, to Boże upodobanie i Jego łaska musi być wprost przeciwnym doznaniem — jak życie z martwych: niezwykle radosnym i unoszącym. I na tym właśnie polega bycie świętym i religijnym. Polega na posiadaniu Bożej łaski. I jak wielką nędzą jest trwanie pod Bożym gniewem, tak wielką i przedziwną radością jest trwanie w Bożej łasce — a ci, którzy wiedzą, jak wielką nędzą jest to pierwsze, mogą się domyślić, choć jeszcze nie wiedzą, jak wysokim błogosławieństwem jest to drugie. Z tego, co znacie, sądźcie o tym, czego nie znacie. Z nędzy winy — którą, niestety, doświadczyliście — wnioskujcie o szczęśliwości świętości i czystości, której nie doświadczyliście. Z bólu złego sumienia — wierzcie w niewysłowioną radość i wesele sumienia dobrego.
Mówiłem do tych, którzy nie znają religijnego pokoju i Bożych radości — lecz są tu, mam nadzieję, i tacy, którzy choć po części nie są od nich obcy. Wiem, że nikt z nas nie czerpie z Bożej służby tyle radości, ile mogłaby mu ona przynieść — jednak część z nas, ufam, czerpie jej trochę. Ufam, że są wśród tych, którzy mnie słuchają, tacy, którym miło jest przychodzić do kościoła, odmawiać modlitwy, myśleć o Bogu, śpiewać Psalmy, błogosławić Go za łaski Ewangelii i świętować śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, jak czynimy to w obecnym czasie roku. Ci ludzie „skosztowali" i doświadczyli. Ufam, że smak ten jest tak niebiański, że *oni* nie potrzebują żadnego dowodu na to, iż religia jest rzeczą miłą — ba, milszą niż cokolwiek innego, wartą, by za nią podążać ponad wszystko inne, i nieprzyjemną jedynie dla tych, którzy nie są religijni.
Niech tedy tacy ludzie pomyślą o tym: jeśli religijne życie jest tu, na ziemi, miłe — mimo że stary Adam przerywa tę radość i kala ich — to jak chwalebny będzie ów dzień, gdy dane nam będzie wejść do Królestwa Niebieskiego! Nikt z nas, nawet najświętszy, nie może zgadnąć, *jak* szczęśliwi będziemy — bo święty Jan mówi: „Jeszcze się nie objawiło, czym będziemy"; a święty Paweł: „Teraz widzimy jak przez zwierciadło niejasno, ale wtedy twarzą w twarz." Jednak proporcjonalnie do naszej obecnej świętości i cnoty mamy pewne blade wyobrażenie o tym, co będzie naszą szczęśliwością. A Pismo Święte daje nam różne opisy nieba, by nas zająć, pokrzepić i upokorzyć. Powiedziano nam, że Aniołowie Boży są bardzo jaśniejący i odziani w białe szaty. Święci i Męczennicy też odziani są w białe szaty, z palmami w dłoniach — i śpiewają hymny chwały Temu, który siedzi na tronie, i Barankowi. Gdy Pan nasz się przemienił, ukazał nam, czym jest Niebo. Jego szaty stały się białe jak śnieg, białe i lśniące. I znowu — pewnego razu ukazał się świętemu Janowi, a wtedy „głowa Jego i włosy białe jak biała wełna, jak śnieg; oczy Jego jak płomień ognia; nogi Jego podobne do drogocennego metalu, jakby w piecu rozżarzonego; a oblicze Jego jak słońce, gdy jaśnieje w pełni swej mocy." A czym jest Chrystus, takim stają się potem Jego Święci. Tu, na dole, odziani są w szatę grzesznego ciała — lecz gdy nadejdzie koniec i powstaną z grobu, odziedziczyć mają chwałę i będą wiecznie młodzi i wiecznie jaśniejący. W owym dniu wszyscy ujrzą i przekonają się — nawet ludzie źli — że słudzy Boży są naprawdę szczęśliwi, i tylko oni. W owym dniu nawet potępieni, choć nie będą mogli pojąć szczęśliwości religii, nie będą mieć żadnej wątpliwości co do tego, o czym dziś wątpią lub udają, że wątpią — iż religia *jest* błogosławiona. Dziś śmieją się z religii, uważają surowość za ciasnotę umysłu, a regularność za nudę; obrzucają złymi imionami ludzi religijnych. Wtedy nie będą już mogli tego czynić. Dziś uważają siebie za wielkich tego świata i spoglądają z góry na pobożnych — lecz wtedy, któż by nie chciał być człowiekiem religijnym, mając otrzymać tak wielką nagrodę? Kto będzie miał wówczas odwagę mówić przeciwko religii, choćby nie miał „serca, by bać się Boga i przestrzegać zawsze wszystkich Jego przykazań"? W owym dniu spojrzą na sprawiedliwego „i zdumieje ich nagłość zbawienia tak bardzo różniącego się od tego, czego oczekiwali. A pełni żalu, wzdychając w bólu ducha, powiedzą sami do siebie: Oto ten, z którego niegdyś drwiliśmy i z którego czyniliśmy pośmiewisko. Myśmy głupi jego życie poczytali za szaleństwo i koniec jego za bezhonorowy — jakżeż jest zaliczony w poczet synów Bożych i jak los jego jest między świętymi!"
Pomyślcie o tym wszystkim, bracia moi, i obudźcie się, i idźcie naprzód z dobrą odwagą ku niebu. Nie ustawajcie w czynieniu dobra, bo we właściwym czasie zbierzemy plony, jeśli nie opadniemy z sił. Starajcie się wejść przez ciasną bramę. Dążcie do tego, by stawać się coraz świętszymi z dnia na dzień, abyście byli godni stanąć przed Synem Człowieczym. Proście Boga, by uczył was swojej woli i prowadził was drogą prostą wobec waszych nieprzyjaciół. Poddajcie się Jego przewodnictwu, a będzie wam dana pociecha stosowna do waszego dnia — i pokój na końcu.
---