HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VII

Kazanie XVI. Chrzest niemowląt

Gdy szukam swojej drogi albo decyzjiGdy wiara wydaje się nierozumna Chrzest i bierzmowanieNatura i jedność Kościoła
„Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego."
W skrócie. Kazanie broni praktyki chrztu niemowląt, wychodząc od teologii sakramentu jako zadatku Bożej łaski dostosowanego do potrzeby niemowlęcia (grzech pierworodny). Newman argumentuje z postawy Chrystusa błogosławiącego dzieci oraz z logiki uczniowania: chrzest jest przyjęciem do szkoły Chrystusa. Kończy wezwaniem, by chrześcijanie pamiętali swój chrzest jako żywy zobowiązujący przywilej.

„Chrzest jest właśnie dostosowany do ich potrzeby: zawiera obietnicę tych samych łask, których im potrzeba i których bez Bożej hojności mieć nie mogą.”

*„Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego."* — J 3,5

Nikt nie może być zbawiony, jeśli nie zostanie mu przypisana krew Chrystusa, Niepokalanego Baranka Bożego; a Jego łaskawą wolą jest, aby była ona przypisywana nam — każdemu z osobna — za pośrednictwem zewnętrznych i widzialnych znaków, zwanych Sakramentami. Te widzialne obrzędy przedstawiają nam niebiańską prawdę i przekazują to, co przedstawiają. Obmycie chrzcielne oznacza oczyszczenie duszy z grzechu; chleb i wino są obrazami tego, co jest obecne, choć niewidzialne: „Ciała i Krwi Chrystusa, które prawdziwie i rzeczywiście przyjmują i spożywają wierni podczas Wieczerzy Pańskiej". Dotąd oba Sakramenty są sobie podobne; różnią się jednak znacząco w swoim zastosowaniu — mianowicie Chrzest udzielany jest *raz*, natomiast Wieczerza Pańska ma być przyjmowana *nieustannie*. Pan nasz Chrystus nakazał Apostołom chrzcić *w chwili*, gdy czynili ludzi swoimi uczniami. Chrzest *przyjmował* ich do Jego łaski raz na zawsze; Wieczerza Pańska natomiast *utrzymuje* nas w Jego łasce i *umacnia* nas w niej dzień po dniu. Powiedział: „To czyńcie, *ilekroć* pić będziecie, na moją *pamiątkę*".

Nasuwa się tu od razu pytanie, które wymaga rozważenia: *W którym momencie* naszego życia mamy przyjąć Chrzest, czyli stać się uczniami Chrystusa? Pierwsi chrześcijanie chrzcili się oczywiście w pełnoletności, albowiem dopiero wtedy Ewangelia była im po raz pierwszy głoszona; nie mieli możliwości przyjęcia Chrztu we wczesnym dzieciństwie. Inaczej rzecz ma się jednak z tymi, którzy rodzą się z chrześcijańskich rodziców; toteż pytanie brzmi teraz: w jakim wieku mają być chrzczeni synowie chrześcijan?

Przez piętnaście wieków nie było żadnych sporów ani trudności z odpowiedzią na to pytanie w całym chrześcijańskim świecie; nikt, kto uznawał obowiązek chrzczenia, nie odmawiał tego obrzędu niemowlętom, tak jak czynimy to do dziś. Lecz około trzystu lat temu pojawiły się dziwne poglądy i powstały sekty, które czyniły wszystko, czego dotąd nie czyniono, i obalały wszystko, co dotąd czyniono — i to wszystko (jak same głosiły) w imię zasady, że każdy ma prawo i obowiązek osądzać i postępować według własnego uznania. Wśród tych nowych sekt jedna utrzymywała, że Chrzest niemowląt jest błędem, i to głównie na tej krótkiej podstawie — że nigdzie w Piśmie Świętym nie jest on nakazany.

Rozważmy zatem tę kwestię. Przede wszystkim — uczciwie i szczerze należy przyznać, że Pismo Święte *nie* nakazuje nam chrzcić dzieci. Jest to jednak przyznanie niezbyt poważnej wagi; Pismo Święte nie wymienia bowiem żadnego konkretnego czasu na Chrzest, a jednak nakazuje nam go przyjąć w pewnym wieku. Jakikolwiek wiek byśmy obrali, wyjdziemy poza literę Pisma Świętego. Może to być trudność, a może nie — w każdym razie nie da się jej uniknąć; nie jest to trudność *naszego* stworzenia. Bóg tak zechciał. Zachował milczenie — i niezawodnie z dobrego powodu; musimy przeto starać się spełnić naszą część i odkryć, czego od nas wymaga, według światła, większego czy mniejszego, jakie raczył nam udzielić.

Czy to coś nowego, że znalezienie dokładnej odpowiedzi na pytanie o nasz obowiązek wymaga czasu i namysłu? Czy to coś nowego, że pełna i doskonała prawda nie leży na samej powierzchni, w gołej literze Pisma Świętego? Bynajmniej. Ci, którzy *usiłują* wejść do życia, ci jedynie odnajdują ciasną bramę, która do niego prowadzi. Nie jest dowodem, że to, w jakim wieku należy przyjąć Chrzest, jest sprawą obojętną, fakt, iż Pismo Święte nie mówi o tym wprost, lecz ukrywa swoje prawdziwe znaczenie — wskazując nam drogę, lecz jej nie nakazując. Rozważcie bowiem, jak wiele spraw w tym życiu jest trudnych do osiągnięcia, a przecież — dalekich od tego, by być obojętnymi — niezbędnych dla naszego dobrostanu czy wręcz przetrwania. Co więcej, nieraz bywa tak, że im cenniejszy dar, tym trudniej go zdobyć. Weźmy na przykład sztukę medycyny. Czy istnieje sztuka ważniejsza dla naszego życia i zdrowia? A jednak jak trudna i niepewna jest ta nauka! Jak wiele czasu potrzeba, by ją dobrze opanować i stosować! Co by pomyśleć o człowieku, który by uznał, że choremu mało zależy na tym, jaką drogą pójdzie, ponieważ ludzie z natury nie są lekarzami, a gdyby Stwórca chciał, żeby medycyna służyła naszemu dobru, powiedziałby nam to od razu i każdemu z nas? Tak samo nie wynika z tego żadną miarą, że nawet gdyby *było* trudno dociec, w jakim wieku należy udzielać Chrztu, to jeden czas byłby tak samo dobry jak inny. Trudność jest właśnie towarzyszką wielkich błogosławieństw, a nie spraw obojętnych.

Można jednak powiedzieć, że Pismo Święte zostało nam dane właśnie po to, by poznanie naszego obowiązku uczynić łatwym — cóż bowiem znaczy objawienie, jeśli nie objawia? — i że nie mamy objawienia, które by nam mówiło, jakie lekarstwa są dobre, a jakie złe dla ciała, natomiast objawienie *zostało* dane po to, by nam powiedzieć, co jest dobre, a co złe dla duszy; jeśli zatem coś byłoby ważne dla dobra duszy, Pismo Święte by to wyraźnie oznajmiło. Odpowiadam: któż nam to wszystko powiedział? Bez wątpienia Pismo Święte *zostało* dane po to, by nasz obowiązek uczynić *łatwiejszym niż przedtem*; ale skąd wiemy, że miało usunąć *wszelkie* trudności wszelkiego rodzaju? Tak nie mówi Chrystus, który nakazuje nam szukać, usiłować i tak znajdować; kołatać, czuwać i modlić się. Nie; Pismo Święte nie podjęło się *mówić* nam o wszystkim, lecz jedynie dać nam *środki* do znalezienia wszystkiego; i tyle możemy wywnioskować w omawianej sprawie: jeśli jest ona ważna, to istnieją *środki* jej rozstrzygnięcia; nie możemy jednak wnosić ani tego, że musi być wprost *nakazana* w literze Pisma Świętego, ani że może ją rozstrzygnąć każdy z osobna, *sam i wyłącznie własnym rozumem*.

Powie ktoś może, że Pismo Święte głosi, iż czasy Ewangelii będą czasami wielkiego światła: „Wszyscy twoi synowie będą uczniami Pana i wielki będzie pokój twoich synów". To prawda — ale czyich dzieci? Kościoła. Z pewnością jest to czas światła, jeśli zwracamy się do Kościoła po pouczenie; zawsze bowiem przemawiał on w tej kwestii z największą jasnostrczystością. Zawsze chrzcił niemowlęta i nakazywał tę praktykę; zawsze odpowiadał na proroctwo, będąc „głosem za nami, mówiącym: To jest droga; idźcie nią". Jego nauczyciele z pewnością (według proroctwa) nigdy nie zostali zepchnięci w kąt. Jeśli jednak nie chcemy przyjąć tej nadprzyrodzonej łaski, mówię, że nienaturalne byłoby, gdybyśmy nie znaleźli się w tym samym rodzaju wątpliwości, w której zwykle tkwimy w sprawach tego świata. Bóg obiecał nam światło i wiedzę w Ewangelii — ale na swój sposób, nie *naszym* sposobem.

Zresztą w obecnym przypadku z pewnością nie ma wielkiej trudności w odkryciu, czego chce od nas Bóg, choć nie powiedział nam tego w Piśmie Świętym w sposób najwyraźniejszy. Mówię, że nie jest trudno pojąć — jak Kościół zawsze to pojmował — że Bóg chce, byśmy chrzcili małe dzieci, i że odwlekanie Chrztu jest odwlekaniem wielkiego dobra i narażaniem zbawienia dziecka. Nie ma tu żadnej trudności, jeśli ludzie sami nie są zdecydowani jej stworzyć.

1. Rozważmy najpierw: czym jest Chrzest? Jest środkiem i zadatkiem Bożego miłosierdzia, przebaczenia i przyjęcia nas przez wzgląd na Chrystusa; daje nam łaskę przemiany naszej natury. Otóż niemowlęta, jako narodzone w grzechu, mają jak najbardziej żywą *potrzebę* Bożego miłosierdzia i łaski — tego nie sposób kwestionować. Już na pierwszy rzut oka wydaje się więc *wskazane* (mówiąc ostrożnie), by były chrzczone. Chrzest jest właśnie dostosowany do ich potrzeby: zawiera obietnicę tych samych łask, których im potrzeba i których bez Bożej hojności mieć nie mogą. Gdyby bowiem Chrzest był głównie lub wyłącznie naszym aktem, sprawa może wyglądałaby inaczej. Lecz nie jest to w takim stopniu akt nasz, ile akt Boży — zadatek od Niego. I powtarzam: niemowlęta, jako z natury podlegające gniewowi Bożemu, nie posiadające żadnych elementów życia duchowego, zepsute i grzeszne, są z pewnością w sposób wyjątkowy podmiotem Chrztu — o ile rozważamy samą tylko jego pożądaność.

Przywołajmy słowa naszego Zbawiciela do Nikodema z cytowanego tekstu. Pan mówi mu, że nikt nie może wejść do królestwa Bożego, kto nie narodzi się z wody i z Ducha. Dlaczego? *Ponieważ* (mówi dalej) „to, co się z ciała narodziło, jest ciałem". Potrzebujemy nowych narodzin, bo nasze pierwsze narodziny są narodzinami ku grzechowi. Któż nie widzi, że ten argument przemawia równie mocno za Chrztem *niemowląt* co za Chrztem w ogóle? Chrzest z wody i Ducha jest konieczny do zbawienia (mówi), ponieważ ludzka *natura* jest zepsuta; dlatego i niemowlęta potrzebują tego odrodzenia. Gdyby bowiem grzech nie był zakorzeniony głęboko w samym sercu człowieka — gdyby był jedynie przypadłościowym złem, w które jedni wpadają, a inni go unikają — gdyby nawet, choć (faktycznie) wszyscy ludzie rzeczywiście grzeszą, ta powszechna deprawacja wynikała jedynie ze złego przykładu, a nie z naturalnej skłonności, wówczas Chrzest z wody i Ducha nie byłby konieczny, z wyjątkiem tych, którzy doszedłszy do lat rozumu, mieliby do odpokutowania grzechy osobiste. Jeśli jednak, jak sugeruje nasz Zbawiciel, nawet serce dziecka, zanim zacznie myśleć i działać, jest pod gniewem Bożym i kryje w sobie pewną i opłakaną zapowiedź przyszłego grzechu w miarę dorastania dziecka — czyż możemy postąpić inaczej, niż z wdzięcznością przyjąć zadatek i środek nowych narodzin ku świętości, który nam dał? A skoro nie powiedziawszy nam, kiedy należy chrzcić, pozostawił nam niejako swobodę decyzji — czyż nie przyłożymy lekarstwa, które nam dano, skoro jesteśmy pewni choroby? „Czy ktokolwiek może *zakazać* wody" — by posłużyć się słowami świętego Piotra w innym kontekście — „by" dzieci „nie były chrzczone?" Ciężar dowodu spoczywa na tych, którzy odmawiają Sakramentu.

Czy powie ktoś, że niemowlęta nie są odpowiednio *przygotowane* do Chrztu? Cóż to za zarzut? Rozważcie tekst: „Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha — mówi nasz Pan — nie może wejść do królestwa Bożego". Nie ma tu nic o wymaganiach czy warunkach, które by wykluczały niemowlęta z Chrztu — nic o konieczności uprzedniej wiary czy uprzednich dobrych uczynków jako warunku dostąpienia Bożego miłosierdzia. Nie mogło też być nic podobnego. Chrystus wiedział, że bez Jego łaski natura ludzka nie może przynieść żadnego dobrego owocu, albowiem wszelki dobry dar pochodzi z wysoka. Jakiekolwiek takie wyobrażenie o nieskrępowanej sile człowieka jest całkowicie godne potępienia — sprzeczne z samymi podstawami wszelkiej prawdziwej religii, zarówno żydowskiej, chrześcijańskiej, jak i nawet pogańskiej. Jesteśmy nędznym stworzeniem po upadku, z natury zepsutymi — nie śmiemy mówić nawet o tym, że dzieci są z natury miłe oczom Bożym. A jeśli będziemy czekać, aż dzieci znajdą się w stanie, w którym mogłyby przynieść Bogu coś od siebie w zamian (że tak powiem) za Jego miłosierdzie — aż będą miały wiarę i skruchę — to nigdy nie zostaną ochrzczone; nigdy bowiem tego stanu nie osiągną. Odkładanie Chrztu do chwili, gdy ktoś rzeczywiście ma skruchę i wiarę, jest tym samym co odmawianie lekarstwa, dopóki chory nie zacznie wyzdrawiać. Byłoby zaiste ciężkim postępowaniem, gdyby szatanowi wolno było dostępować duszy od niemowlęctwa, skoro tylko zaczyna myśleć, a my odmawiali byśmy uczynienia tego, co możemy, lub co rokuje nadzieję, by wyjednać jej Bożą opiekę przed Kusicielem.

Zatem na podstawie tego pierwszego rozważenia: ze względu na pierworodne zepsucie naszej natury, na potrzebę przebaczenia i pomocy Bożej, w jakiej wszyscy ludzie od urodzenia się znajdują, na fakt, że Chrzest jest obietnicą miłosierdzia właśnie dostosowaną do naszej potrzeby, oraz na niemożność przyniesienia przez kogokolwiek (choćby przez nieograniczoną ilość czasu przeżytą bez Chrztu) jakiejkolwiek własnej zasługi na Bożą łaskawość — ze wszystkich tych powodów, mówię, skoro Bóg nie dał nam żadnych szczegółowych wskazań w tej sprawie, lecz pozostawił ją naszej decyzji, wydaje się na pierwszy rzut oka jak najbardziej stosowne i słuszne, by udzielać dzieciom przywileju Chrztu.

2. W rzeczywistości jednak nie jesteśmy — ściśle mówiąc — pozbawieni wyraźnej zachęty do przyprowadzania niemowląt do Niego. Nie jesteśmy skazani na samo tylko ogólne wnioskowanie o właściwości Chrztu niemowląt; Chrystus okazał nam swoją *gotowość* do przyjmowania dzieci. Niektórzy mówili (i zapewne większość z nas bywała w chwilach niedowiarstwa kusicielsko nakłaniana, by pytać w sercu): „Cóż dobrego może Chrzest przynieść małym, nierozumnym dzieciom? Równie dobrze można by chrzcić rzeczy martwe; śpią albo wręcz wiercą się podczas ceremonii i ją przerywają; to zwykły zabobon". To, bracia moi, jest mowa tego świata, ktokolwiek ją wypowiada. Jest to stawianie wzroku ponad wiarę. Jeśli jesteśmy pewni, że Chrzest został przez Chrystusa pobłogosławiony jako obrzęd przyjęcia do Jego Kościoła, nie mamy nic do czynienia z tymi zewnętrznymi pozorami, które choć może by coś dowodziły, gdyby On nie przemówił, to skoro przemówił — tracą wszelką moc. Na takie zarzuty odpowiedziałbym, przywołując *słowo i czyn* naszego Zbawiciela. Czytamy, że przynoszono niemowlęta do Chrystusa; i uczniowie Jego zdawali się powątpiewać — w tym samym duchu niedowiarstwa — *po co* wnosić bezradne i nierozumne dzieci do Zbawiciela ludzi. Zapewne myśleli, że czas Jego lepiej byłoby spożytkować na nauczanie *ich*, niż na zajmowanie się dziećmi — że to zakłóca Jego działalność. „Lecz gdy Jezus to ujrzał, oburzył się". To znamienne słowa: „oburzył się" — czyli był niespokojny, oburzony, rozgniewany (jak można dosłowniej przetłumaczyć greckie słowo); i powiedziane jest: „Wziął je w ramiona, wkładał na nie ręce i *błogosławił im*". Chrystus może więc błogosławić niemowlęta, mimo że pozornie nie są jeszcze zdolne do myślenia ani odczuwania. Może, i rzeczywiście błogosławił; i w tym samym sensie, w jakim były wówczas błogosławione, wierzymy, że są zdolne do błogosławieństwa Chrztu.

3. Dodajmy jeszcze jeden wzgląd. Pewne jest, że dzieci należy uczyć prawd religijnych, w miarę jak są w stanie je przyjąć, od samego pierwszego brzasku rozumu; nie wolno pozostawiać ich bez chrześcijańskiego wychowania aż do osiągnięcia dorosłości. Zauważmy zaś, że Chrystus zdaje się wyraźnie łączyć nauczanie z Chrztem, jakby zamierzał przezeń przekazywać błogosławieństwo na nauczanie: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je". Jeśli więc dzieci mają być objęte nauczaniem — jako uczniowie w szkole Chrystusa — powinny być przyjęte do tej szkoły przez Chrzest.

Oto powody przemawiające za Chrztem niemowląt, które narzucają się umysłowi już na wstępnym rozważeniu zagadnienia; i wobec braku wyraźnego nakazu w Piśmie Świętym są one (o ile sięgają) zadowalające. *W jakim wieku* należy się chrzcić? Odpowiadam: w dzieciństwie — ponieważ wszystkie dzieci *potrzebują* Bożego przebaczenia i łaski (jak sam nasz Zbawiciel daje do rozumienia), wszystkie są *zdolne* do Jego błogosławieństwa (jak wskazuje Jego postępowanie), wszystkie są *zaproszone* do Jego błogosławieństwa, a Chrzest jest zadatkiem od Niego Jego łaski, jak często stwierdzają Jego Apostołowie. Skoro niemowlęta mają być przynoszone do Chrystusa, musielibyśmy sami wynaleźć jakiś obrzęd, gdyby Chrzest nie służył celowi poświęcenia. Powtarzam: w dzieciństwie — ponieważ wszystkie dzieci potrzebują nauki chrześcijańskiej, a Chrzest jest znakiem i pieczęcią ucznia w szkole Chrystusa. Nadto dodam: ponieważ święty Paweł mówi o dzieciach chrześcijańskich rodziców, że są „święte" — w stanie uprzywilejowanym, w stanie niezasłużonego błogosławieństwa — i ponieważ zdaje się był chrzcił od razu całe rodziny, gdy głowa rodziny nawróciła się do wiary Ewangelii.

Na zakończenie. Proszę wszystkich, którzy mnie słuchają i pragną służyć Bogu, by pamiętali — w codziennych modlitwach, w nawykowych myślach, w codziennych zajęciach — że zostali kiedyś ochrzczeni. Jeśli Chrzest jest jedynie ceremonią, którą co prawda należy spełnić, po czym natychmiast zapomnieć — przyzwoitą formalnością, której zaniedbanie nie byłoby pochwalebne ani z doczesnych względów rozsądne — to z pewnością nie jest to temat dla chrześcijańskiego kaznodziei; religia Chrystusa nie ma nic wspólnego z pustymi formami i nigdzie nie zachęca do zwykłych zewnętrznych praktyk. Jeśli zaś są tacy, którzy sprowadzają Chrzest do zwykłej ceremonii, pozbawionej duchowej obietnicy — niech sami to rozstrzygnęją i jak potrafią bronią swojej praktyki chrzczenia niemowląt. Ja zaś, bracia moi, chciałbym przedstawić wam Chrzest jako prawdziwy i jawny zadatek, bez zastrzeżeń, Bożej łaski danej duszom tych, którzy go przyjmują — nie zwykłą formę, lecz rzeczywisty środek i narzędzie błogosławieństwa prawdziwie i rzeczywiście otrzymanego; i jako taki ostrzegam was: pamiętajcie, jaki talent wam powierzono. Jest bardzo wielu ludzi, którzy nie patrzą na Chrzest z tego religijnego punktu widzenia; którzy w żadnym sensie nie mają zwyczaju dziękowania Bogu za Chrzest ani proszenia Go o dalszą łaskę, by korzystać z przywilejów przez Chrzest im danych; którzy, nawet gdy modlą się o łaskę, nie opierają swojej nadziei na wysłuchanie na obietnicy błogosławieństwa w Chrzcie im uczynionej; a przede wszystkim — którzy nie lękają się grzeszyć po Chrzcie. Jest to oczywiście zaniedbanie; w wielu przypadkach jest to *grzech*. Naprawmy się w tej mierze. Nic nie będzie nam z większą mocą przypominać zarówno naszych przywilejów, jak i naszych obowiązków; bo z samej natury naszych umysłów zewnętrzne znaki są szczególnie zdolne (jeśli właściwie używane) do poruszania, wzruszania, ujarzmiania i przemieniania tych umysłów.

Błogosławiony, kto jak najlepiej korzysta z danych mu przywilejów, kto bierze je za światło dla swych nóg i latarnię dla swej ścieżki. Znak Krzyża wyciśnięto na nas w niemowlęctwie — czyż mamy go kiedykolwiek zapomnieć? Jest to nasze wyznanie wiary. Polano na nas wodę — była jak krew na odrzwiach, gdy przeszedł Anioł zagłady. Lękajmy się grzeszyć po otrzymanej łasce, byśmy nie doznali czegoś gorszego. Dążmy do poznania tych dwóch wielkich prawd: że bez Bożej łaski nie możemy uczynić nic dobrego, a jednak możemy grzeszyć przeciwko tej łasce; i że w ten sposób wielki dar może się stać z jednej strony przyczyną naszego pozyskania życia wiecznego, a z drugiej — powodem dla nas wiecznej nędzy.

← wróć do odkrywania