HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VII

Kazanie XVII. Jedność Kościoła

Gdy szukam swojej drogi albo decyzjiGdy nie mam oparcia Natura i jedność KościołaHierarchia i urząd
„A Ja tobie powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go."
W skrócie. Kazanie argumentuje, że Chrystus założył widzialne królestwo — jeden Kościół zbudowany na Piotrze, spajany Sakramentem Chrztu i sukcesją apostolską. Newman odpowiada na indywidualizm i nonkonformizm epoki, wskazując, że posłuszeństwo Chrystusowi musi być posłuszeństwem Jego widzialnej wspólnocie, a nie samemu sobie. Sukcesja kapłańska jest historyczną gwarancją trwałości Kościoła aż do końca świata.

„Kościół chrześcijański jest po prostu i dosłownie stronnictwem, czyli wspólnotą powołaną przez Chrystusa.”

*„A Ja tobie powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go."* — Mt 16,18

Zbyt wielu ludzi w naszych czasach — wbrew temu, co mają przed oczami, wbrew temu, co czytają w historii — zbyt wielu zapomina, zaprzecza lub po prostu nie wie, że Chrystus założył królestwo na świecie. Wbrew proroctwom, wbrew Ewangeliom i Listom, wbrew własnym oczom i własnym uszom — czy to z ich winy, czy z ich nieszczęścia, tak właśnie jest — nie są Mu posłuszni w ten sposób, w jaki zechciał być słuchany. Nie są Mu posłuszni w Jego Królestwie; pragną być Jego ludem, nie będąc Jego poddanymi. Postanawiają służyć Mu na własny sposób i choć On zebrał swoich wybranych w jedno ciało, sądzą, że mogą odłączyć się od tego ciała, pozostając wciąż w gronie wybranych.

Zupełnie inna nauka wynika z tekstu, który obraliśmy za podstawę rozważania. W świętym Piotrze, ustanowionym tu opoką, na której wzniesiony jest Kościół, widzimy jakby w typie jego jedność, trwałość i niezniszczalność. Kościół ten założony jest w jednym imieniu, nie w wielu, aby ukazać, że jest jeden; a owym imieniem jest Piotr — co wskazuje, że będzie trwał, albo, jak mówi dalej Boski Mówca, że „bramy piekielne nie przemogą go". Podobnie święty Paweł nazywa go „filarem i podporą prawdy".

Jest to przedmiot, który szczególnie nam się nasuwa w tej porze roku, i warto go teraz rozwinąć nieco szerzej.

Że wszyscy chrześcijanie są w pewnym sensie jednością w oczach naszego Pana, wynika jasno z różnych miejsc Nowego Testamentu. W arcykapłańskiej modlitwie zaniesionej do Ojca Wszechmogącego przed Jego męką wyraził pragnienie, aby byli *jedno*. Święty Paweł podobnie, pisząc do Koryntian, powiada: „Jak bowiem jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, i wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, *tak też jest* z Chrystusem… Wy przeto jesteście *Ciałem* Chrystusa i poszczególnymi Jego członkami." Do Efezjan zaś pisze: „Jedno *Ciało* i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani w jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie: jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest, jeden Bóg i Ojciec wszystkich."

Co więcej — to właśnie temu jednemu Ciału, pojmowanemu jako całość, dane są szczególne przywileje Ewangelii. Nie jest tak, że ten człowiek odbiera błogosławieństwo i tamten, lecz wszyscy razem, całe ciało jako jeden człowiek, jeden nowy człowiek duchowy, jednomyślnie go szuka i je otrzymuje. Kościół Święty po całej ziemi — „Oblubienica, Małżonka Baranka" — jest jeden, nie wieloraki, a dusze wybrane są w nim wybrane wszystkie razem, nie w odosobnieniu. Na przykład: „On bowiem jest naszym pokojem, On, który obie części [Żydów i pogan] uczynił jednością… aby z dwóch [rodzajów ludzi] stworzyć w sobie *jednego nowego człowieka*." W tym samym Liście powiedziane jest, że wszystkie narody są „*współ*dziedzicami, *jednoczłonkami* Ciała i *współ*uczestnikami* obietnicy w Chrystusie Jezusie"; i że wszyscy razem mają dążyć, „aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa"; że jak „mąż jest głową żony", tak „Chrystus jest głową Kościoła" — „umiłował go i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo". Oto kilka spośród wielu miejsc, które łączą przywileje ewangeliczne z warunkiem jedności tych, którzy je przyjmują — obraz Chrystusa i znak przyjęcia zostają na nich wyciśnięte właśnie *wtedy*, w tym momencie, gdy są rozpatrywani jako *jedno*; tak iż odtąd cały ogrom ludu, nie postrzegany już jako zbiór pojedynczych ludzi, staje się cząstkami i członkami niepodzielnego Ciała Chrystusa Mistycznego — złączonych w Nim przez Łaskę Bożą w taki sposób, że wszyscy mają to, co On ma, i każdy ma to, co wszyscy mają.

Ta sama wielka prawda jest nam głoszona w tekstach mówiących o wszystkich chrześcijanach jako o jednej duchowej budowli, której typem była świątynia żydowska. Są świątyniami każdy z osobna jedynie dlatego, że są cząstkami tej jednej Świątyni, którą jest Kościół. „Jesteście *wbudowani*" — powiada święty Piotr — „jako żywe kamienie, jako dom duchowy, jako święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa." Stąd też słowo „budowanie" (*edification*), które właściwie oznacza właśnie to wzajemne budowanie wszystkich chrześcijan w jedno, zaczęło oznaczać indywidualny wzrost duchowy — albowiem przez włączenie w jedno Ciało otrzymujemy obietnicę życia; stając się członkami Chrystusa, otrzymujemy dar Jego Ducha.

To zaś, że jedność jest warunkiem przyjęcia przywilejów Ewangelii, potwierdza jeszcze sposób, w jaki Prorocy opisują Kościół chrześcijański: zamiast zwracać się do poszczególnych ludzi jako do niezależnych i od siebie oderwanych, widzą całość jako jedno ciało — ową jedną wybraną, świętą i wielce umiłowaną Matkę, której poszczególni ludzie są jedynie dziećmi, obdarowanymi łaskami przez nią jak przez kanał. „Podnieś oczy swoje i spojrzyj" — mówi natchnione słowo — „wszyscy oni gromadzą się i przychodzą do ciebie." „O nędzna, burzami miotana, niepocieszona! Oto Ja osadzę twoje kamienie na malachicie i funduję cię na szafirach… Wszyscy twoi synowie będą uczniami Pana, wielki będzie pokój twoich dzieci."

Lecz tu można zapytać: jak ta nauka ma wpływać na nasze postępowanie? Że chrześcijanie mogą być w naszych umysłach uważani za jedno — to oczywiste; oczywiste jest też, że muszą być jedno w duchu; i że w przyszłości będą jednym błogosławionym zgromadzeniem w niebie — ale co stąd wynika *teraz* z wiary w to, że wszyscy święci są jedno w Chrystusie? *To* okaże się być konsekwencją: że chrześcijanie powinni, na ile to możliwe, żyć razem w widzialnej społeczności na ziemi — nie jako bezkształtna, niepowiązana zbiorowość, lecz złączeni i zorganizowani, powiązani ustalonym porządkiem, aby jawnie wyglądać i działać jak jedno. A to, jak łatwo dostrzec, jest nauką głęboko dotykającą naszego życia, a jednak zapomnianą daleko i szeroko w dzisiejszych czasach.

Pełnego i ścisłego dowodu tej nauki nie będę tutaj próbował przeprowadzać; co więcej, nie będę nawet zbierał, jak to się często czyni, bardziej oczywistych tekstów, na których się ona opiera. Wystarczy przy tej okazji poczynić jedną lub dwie ogólne uwagi, które ją wspierają i gorąco nam ją polecają.

**1.** Gdy zatem pytają mnie, dlaczego chrześcijanie muszą łączyć się w widzialne ciało czy wspólnotę, odpowiadam przede wszystkim: sama gorliwość, z jaką Pismo Święte kładzie nacisk na duchową, niewidzialną jedność w teraźniejszości i na przyszłą jedność w niebie, z natury swej kieruje pobożny umysł ku naśladowaniu tej jedności w sposób widzialny na ziemi. Dlaczego bowiem miałoby się o tym tak nieustannie wspominać w Piśmie, gdyby myśl ta nie miała głęboko wniknąć w nasze dusze i kierować naszym postępowaniem tutaj?

**2.** Nadto nasz Zbawiciel modli się, abyśmy byli jedno w uczuciu i w działaniu; a jakiż inny sposób jest dla wielu ludzi możliwy, by działać *razem*, niż zorganizowanie się w widzialne ciało lub wspólnotę, rządzoną określonymi prawami i przełożonymi? I jak mogą działać na szeroką skalę i w sposób spójny, jeśli nie w ramach trwałego ciała?

**3.** Dalej, konieczność chrześcijańskiej jedności mógłbym oprzeć na jednym jedynym ustanowieniu naszego Pana — Sakramencie Chrztu. Chrzest jest ritem widzialnym — to powszechnie przyznane — i święty Paweł powiada nam, że przez niego jednostki są wcielane do ciała już istniejącego. Mówi o widzialnym ciele chrześcijan, gdy pisze: „Wszyscyśmy w jednym Duchu zostali ochrzczeni, *[tworząc] jedno ciało*." Lecz jeśli każdy, kto pragnie zostać chrześcijaninem, musi po ten dar przyjść do już istniejącego widzialnego ciała — jak te słowa wskazują — to jasne, że żadna liczba ludzi nie może, nie sprzeciwiając się zamierzeniu Chrystusa, założyć dla siebie Kościoła od podstaw. Wszyscy muszą otrzymać swój Chrzest od chrześcijan już ochrzczonych, a ci z kolei musieli otrzymać Sakrament od wcześniejszych chrześcijan, samych już wcielonych w ciało, które i wówczas już istniało. I tak śledząc wstecz, docieramy do widzialnego ciała lub wspólnoty aż po czasy samych Apostołów; i staje się jasne, że nie ma na całym świecie chrześcijanina, który by nie otrzymał swego tytułu do przywilejów chrześcijańskich od pierwotnej społeczności apostolskiej. Tak więc sam Sakrament Chrztu, ustanowiony przez naszego Pana i Jego Apostołów, zakłada istnienie jednej widzialnej wspólnoty chrześcijan — i tylko jednej; trwałej, podtrzymywanej przez następstwo chrześcijan od czasów Apostołów aż do końca świata.

Oto *zamysł* Chrystusa, mówię, zawarty w ustanowieniu obrzędu chrzcielnego. To, czy w swym miłosierdziu, ponad i poza obietnicą, okaże On łaskę tym, którzy przez niewiedzę tego zamysłu nie wypełniają lub pod innymi względami nieregularnie są Mu posłuszni — to kwestia odrębna, poza naszym tematem. Pozostaje jednak objawionym zamiarem Chrystusa, by połączyć wszystkich swoich wyznawców w jedno przez widzialne ustanowienie włączenia do Jego ciała. Wiara ewangeliczna nie została powierzona światu bez żadnego ładu — owszem, zapisana w Biblii, lecz pozostawiona tam, jak inne ważne prawdy, do przyjęcia lub odrzucenia przez ludzi, jak komu wypadnie. Prawdy naukowe i dotyczące sztuk *tak* zostały pozostawione przypadkowemu przyjęciu lub zaniedbaniu przez ludzkość: nie są własnością nikogoś; rzucone losowo na fale ludzkiej opinii. W każdym kraju ludzie mogą je od razu przyswoić i wedle woli zawiązać stowarzyszenie dla ich krzewienia. Lecz dla prawd o doniosłości o wiele wyższej — prawd religii objawionej — Bóg, który w ich pierwszym głoszeniu posługiwał się środkami ludzkimi, nadal przez te same środki je strzeże. Chrystus stworzył ciało. Zabezpieczył to ciało przed rozpadem więzią Sakramentu. Przywileje swego duchowego królestwa i strzeżenie swojej wiary powierzył w dziedzictwie tej ochrzczonej wspólnocie; i do niej, jako fakt historyczny, wszystkie narody *rzeczywiście* przypłynęły. Chrześcijaństwo nie szerzyło się jak inne systemy — w sposób rozproszony ani przez książki — lecz z jednego centrum, przez regularnie ukształtowane wspólnoty: potomków owych trzech tysięcy, którzy po kazaniu świętego Piotra w dniu Pięćdziesiątnicy przyłączyli się do nauki i wspólnoty Apostołów.

I do tego apostolskiego ciała musimy nadal zwracać się o elementarny dar łaski. Łaska nie ochrzci nas, gdy siedzimy w domu, lekceważąc środki wyznaczone przez Boga; lecz musimy „*przystąpić* do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonego grona aniołów, na uroczyste zebranie i do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebie, do Boga, sędziego wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do Pośrednika Nowego Przymierza Jezusa, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż krew Abla".

**4.** Wspomnę teraz o jeszcze jednej rękojmi, szczególnie sugerowanej przez słowa naszego Pana w tekście wyjściowym — rękojmi widzialnej jedności i trwałości Kościoła; jest nią mianowicie ustanowienie rządców i sług, którym powierzono dary łaski, i to w sukcesji. Stany kapłańskie są więzami, które spajają całe ciało chrześcijan w jedno; są jego organami, a zarazem jego zasadą poruszającą.

Takie ustanowienie zakłada z konieczności sukcesję, chyba że namaszczenie miałoby zawsze dokonywać się w sposób cudowny. Bo jeśli ludzie nie mogą sami sobie udzielić obrzędu odrodzenia, to tym bardziej — albo o wiele mniej rozsądne byłoby przypuszczać, że mogliby stać się biskupami czy kapłanami przez własne wyświęcenie. Święty Paweł wprost wyraża troskę o zapewnienie takiej ciągłości duchowieństwa dla swoich braci: „Pozostawiłem cię na Krecie" — mówi do Tytusa — „abyś to, czego jeszcze brakuje, należycie uregulował i *ustanowił w każdym mieście prezbiterów*, jak ci to zarządziłem." A do Tymoteusza: „Co słyszałeś ode mnie przy wielu świadkach, *przekaż zasługującym na wiarę ludziom*, którzy też będą zdolni nauczać innych."

Wiemy zaś, że w sprawach świeckich nic tak mocno nie wzmacnia i nie utrwala ciała politycznego jak dziedziczne rządy i szlachta. Życie ojca, jego zasady i interesy trwają w synu — a raczej jedno życie, jeden charakter, jedna idea, jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. W ten sposób dynastia lub naród wzmacnia się i zostaje zabezpieczony; natomiast tam, gdzie nie ma regularnego następstwa i dziedzictwa tego rodzaju, nie ma też gwarancji trwałości i spokoju — a jest wszelkie niebezpieczeństwo rewolucji. Cóż bowiem mogłoby sprawić, że następne pokolenie myśli i działa w duchu poprzedniego, jeśli nie owa tradycja poglądów i obyczajów, przekazywana z umysłu do umysłu, którą sukcesja zakłada? W podobny sposób posługa chrześcijańska kształtuje jedność, wewnętrzną i zewnętrzną, Kościoła, do którego jest przywiązana. Jest ona urzędem ciągłym, trwałym ustanowieniem — przekazywanym wprawdzie nie z ojca na syna, jak w Przymierzu Mojżeszowym, bo naczynia chrześcijańskiego wybrania muszą być bardziej szczególne, jako że powierzony im skarb jest bardziej niebieski — a jednak Apostołowie nie pozostawili dobrej woli i pobożności ciała chrześcijańskiego decyzji, czy chce mieć posługę czy nie. Każde poprzednie pokolenie duchownych ma obowiązek wyświęcać następne do ich świętego urzędu. Rozważmy, co z pewnością by nastąpiło, gdyby nie było tego regularnego przekazywania daru Bożego, lecz każda wspólnota była pozostawiona sama sobie, by wybierać i tworzyć własnego sługę. Nastąpiłoby — między innymi złymi następstwami — to, że co należy do obowiązku wszystkich, okazałoby się, jak głosi przysłowie, niczyim obowiązkiem. Gdy ich sługa lub nauczyciel umarłby lub odszedł, najpierw nastąpiłaby zwłoka w wyborze nowego, potem niechęć, potem zapomnienie. W końcu wspólnoty pozostałyby bez nauczycieli; a gdy znikłaby więź jedności, Kościół rozpadłby się. Jeśli posługa jest konieczną częścią porządku Ewangelii, to i sukcesja posługi musi nią być. Lecz dar łaski nie wypadł w ten sposób z rąk Wszechmiłosiernego Dawcy. Powierzył On pewnym swoim sługom, by zadbali o ciągłość jego obecności i szafowania po ich własnym czasie. Każde pokolenie zapewnia byt następnemu; „rodzice *gromadzą* dla dzieci". I wiemy, że po dziś dzień słudzy Kościoła powszechnego wywodzą się od samych Apostołów. Pośród wszystkich przemian tego świata Kościół zbudowany na świętym Piotrze i pozostałych trwa aż do dziś w nieprzerwanej linii posługi. I pomijając wszelkie inne racje, sam tylko ten fakt — że trwa ta wieczna sukcesja, to nieuszczuplone dziedzictwo — jest dostatecznie zdumiewający, by przykuć naszą uwagę i wzbudzić naszą cześć. Jawi się nam jako dzieło Opatrzności i ożywia naszą nadzieję i ufność, że ustanowienie, tak łaskawie strzeżone przez tyle setek lat, trwać będzie do końca i że „bramy piekielne nie przemogą go".

Na tym zakończę te rozważania. Kończąc, pragnę wam, bracia, przypomnieć, jak ściśle cały porządek kościelny związany jest z osobistym posłuszeństwem woli Bożej. Posłuszeństwo regule porządku jest wszędzie nakazane w Piśmie Świętym; posłuszeństwo mu jest aktem wiary. Choćby istniały tysiące zastrzeżeń, to zakładając, że jedność została wyraźnie i wprost nakazana przez Chrystusa, wiara byłaby Mu posłuszna wbrew nim wszystkim. Lecz w rzeczywistości nie ma żadnych takich zastrzeżeń ani żadnej trudności istotnej na drodze do jego zachowania. Cóż tedy powiedzieć na to nader poważne zjawisko, że wbrew brakowi takich przeszkód ogromne rzesze ludzi uważają, iż mogą ten porządek wedle swego uznania zignorować? We wszystkich sporach piętnastu stuleci obowiązek trwania w porządku i spokoju wyznawany był przez wszystkich jako jedna z pierwszych zasad Ewangelii Chrystusa. Dziś jednak mnóstwo ludzi, zarówno w Kościele, jak i poza nim, podniosło do rangi wielkiego odkrycia i chwali się jako wielką zasadą, że formy nic nie są warte. Pozwalają sobie wędrować od jednej wspólnoty do drugiej, z kościoła do kaplicy dysydentów, i chlubią się tym, że do żadnego stronnictwa nie należą i stoją ponad wszelkimi stronnictwami; wywodzą, że skoro ludzie zgadzają się co do kilku głównych prawd Ewangelii, mało ważne jest, czy zgadzają się jeszcze w czymkolwiek.

Lecz tym, którzy szczycą się przynależnością do żadnego stronnictwa i uważają się za oświeconych przez to właśnie chełpliwe przekonanie, chciałbym w duchu miłości przypomnieć, że sam nasz Zbawiciel ustanowił to, co oni na podstawie swoich zasad musieliby uznać za stronnictwo; że Kościół chrześcijański jest po prostu i dosłownie stronnictwem, czyli wspólnotą powołaną przez Chrystusa. On nakazał nam trwać razem. Braterska wspólnota, wzajemna sympatia i to, co obserwatorzy z zewnątrz nazywają duchem partyjnym — wszystko to jest przepisanym obowiązkiem; grzech i szkoda nie wynikają z przynależności do stronnictwa, lecz z mnożenia stronnictw, z oderwania się od tego jednego ciała lub stronnictwa, które On wyznaczył — bo gdy ludzie rozbijają jeden Kościół Chrystusa na odłamki, czynią swoją część, by go całkowicie zniszczyć.

Lecz choć Kościół Chrystusa jest dosłownie tym, co świat nazywa stronnictwem, jest on zarazem czymś o wiele wyższym. Nie jest instytucją ludzką, nie jest zwykłą strukturą polityczną ani tworem państwa, uzależnionym od jego woli, tworzonym i likwidowanym wedle jego upodobania — lecz jest Boskim społeczeństwem, wielkim dziełem Boga, prawdziwą pamiątką po Chrystusie i Jego Apostołach — jak płaszcz Eliasza na Elizeuszu — spuścizną, którą nam zostawił i którą dla Jego miłości musimy strzec; świętym skarbem, który — podobnie jak Arka Izraela — wygląda jak coś ziemskiego i narażony jest na znęcanie się i pogardę świata, lecz w swoim czasie i wedle postanowienia Tego, który go dał, ukazuje dziś, jutro i pojutrze swoje cuda — zarówno miłosierdzia, jak i sądu — „błyskawice i głosy, i gromy, i trzęsienie ziemi, i grad wielki".

---

← wróć do odkrywania