HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VII

Kazanie XVIII. Wytrwałość na dawnych ścieżkach

Gdy szukam swojej drogi albo decyzjiGdy moja wiara stała się letnia Obrona wiaryCzasy nowożytne
„Tak mówi Pan: Stańcie na drogach i patrzcie, i pytajcie o ścieżki odwieczne, gdzie jest dobra droga, i chodźcie po niej, a znajdziecie wytchnienie dla dusz waszych."
W skrócie. Kazanie broni zasady wierności dawnym ścieżkom religii wobec ducha postępu i nowatorstwa epoki: wiedza religijna jest objawiona i nie dopuszcza ulepszeń, w przeciwieństwie do wiedzy świeckiej. Newman wykazuje, że w historii Kościoła oddalenie od źródeł zawsze oznaczało skażenie, nie oświecenie. Konkluduje, że chrześcijańska zależność i pokora wobec tradycji jest cechą dojrzałego charakteru chrześcijańskiego.

„Im bardziej wznosimy się ku czasom Adama, Noego, Abrahama czy Hioba, tym czystsze światło prawdy zyskujemy; w miarę jak się od nich oddalamy, napotykamy zabobon, fanatyczne wybryki, bałwochwalstwo i niemoralność.”

*„Tak mówi Pan: Stańcie na drogach i patrzcie, i pytajcie o ścieżki odwieczne, gdzie jest dobra droga, i chodźcie po niej, a znajdziecie wytchnienie dla dusz waszych."* — Jr 6,16

Cześć dla odwiecznych ścieżek jest jednym z najważniejszych obowiązków chrześcijańskich. Patrzymy wprawdzie w przyszłość z nadzieją; nie musi to jednak stać na przeszkodzie, abyśmy z miłością i szacunkiem rozważali minione dni Kościoła. Taki jest duch naszego własnego Kościoła, wyrażany nieustannie w Księdze modlitw: nie lekceważyć tego, co przeszło, nie szukać czegoś nowego, nie próbować dokonywać odkryć w religii, lecz strzec tego, co raz na zawsze zostało powierzone jej pieczy, i trwać w spokoju.

Można by zapytać: „Dlaczego mamy wiecznie spoglądać wstecz na czasy minione? Czy ludzie byli wtedy doskonali? Czy nie można ulepszyć wiedzy, którą wówczas posiadano?" Zbadajmy to pytanie.

W jakim zakresie powinniśmy naśladować czasy dawne? Istnieje tu oczywista zasada: tego, co Bóg zesłał nam z nieba, ulepszyć się nie da; to zaś, co człowiek odkrywa własnym wysiłkiem, ulepszyć można. Podążamy zatem za dawnymi czasami *tylko w tej mierze*, w jakiej Bóg przemówił przez nie; natomiast w tych dziedzinach, w których Bóg przez nie nie przemówił, nie jesteśmy zobowiązani ich naśladować. Czymże jest wiedza, której Bóg nie zechciał nam objawić? *Wiedzą związaną wyłącznie z tym obecnym światem.* Wszystko to pozostawił nam do zdobycia samodzielnie. Cokolwiek mogło zostać powiedziane Adamowi w raju lub Noemu — o czym nic nie wiemy — to przynajmniej od tamtego czasu nie zostały dane światu jako całości żadne objawione przez Boga wskazówki (jak się zdaje) w sprawach dotyczących jedynie naszego doczesnego bytu. Jak uprawiać ziemię i zwiększać plony; jak budować domy, kupować, sprzedawać i pomnażać mienie; jak przeprawiać się przez morze na statkach; jak wyrabiać „delikatne płótno dla kupca" albo, na wzór Tubalkaina, być rzemieślnikami w spiżu i żelazie — w tych sprawach tego świata, koniecznych wprawdzie na chwilę obecną, lecz nie wiecznie ważnych, Bóg nie dał nam jasnych wskazań. Nie złożył tu Swego autorytetu na żadnych regułach sztuki i nie pouczył nas, co jest najlepsze. Zostały one wynalezione przez człowieka (o ile wiemy) i przez człowieka udoskonalane; pierwsze próby były zaś, czego można się spodziewać, najosobliwsze i najmniej udane. W tej zatem dziedzinie nie mamy potrzeby trzymać się dawnych dróg. Nadto w wielu z tych dziedzin sztuki i rzemiosła nie ma w ogóle dobra ani zła; dobro zmienia się bowiem zależnie od czasu i miejsca. Każdy kraj ma swój własny sposób, który jest dla niego najlepszy, a dla innych nieodpowiedni.

Podobnie też Bóg nie obdarzył nas żadnym autorytetem w kwestiach naukowych. Niebiosa nad nami i ziemia pod naszymi stopami pełne są cudów i kryją w sobie swoje rozległe dzieje. Lecz wiedza o tajemnicach, jakie zawierają, opowieść o ich dawnych przemianach — nie jest nam dana przez objawienie Boże, lecz pozostawiona człowiekowi, by ją osiągnął własnymi siłami. I znowu, ponieważ odkrycie jest trudne, dawna wiedza jest na ogół mniej pewna i mniej pełna niż wiedza nowożytna. Jeśli chcemy się chlubić drobiazgami — *my* wiemy więcej o ruchach ciał niebieskich niż Abraham, którego potomstwo miało być liczne jak gwiazdy; potrafimy mierzyć ziemię, sondować morze i ważyć powietrze dokładniej niż Mojżesz, natchniony dziejopis stworzenia; i lepiej potrafimy opisywać różnorodne stworzenia tej ziemi niż Salomon, choć „mówił o drzewach, od cedru, który rośnie na Libanie, aż do hyzopy, co wyrasta ze ściany... i o zwierzętach, i o ptakach, i o płazach, i o rybach". Świat wie o tych rzeczach więcej niż niegdyś i prawdopodobnie dowie się jeszcze więcej; otwiera się przed nim rozległa i upajająca perspektywa. Jak dzieci Kaina przed potopem, który wszystkich ich zniszczył, tak i ludzie mogą wzrastać i bogacić się w tej ciekawskiej lub tylko pożytecznej wiedzy; owszem, nie ma tu granic postępowi ludzkiego umysłu; możemy wznosić miasto i wieżę, której szczyt sięgnie niemal samych niebios.

Taka jest wiedza, którą czas udoskonalił i w której dawne ścieżki są najczęściej najmniej bezpośrednie i pewne. Przejdźmy jednak do tej wiedzy, którą dał nam Bóg, a która zatem nie dopuszcza udoskonalenia przez upływ czasu: jest nią *wiedza religijna*. Tu, niezależnie od tego, czy człowiek mógłby odkryć prawdę sam, i w jakim stopniu był zdolny bez Bożej pomocy — pomijając to pytanie, które nie należy do rzeczy — jako fakt: od początku była mu dana przez objawienie. Bóg nauczył Adama, jak Mu się podobać, i Noego, i Abrahama, i Hioba. Nauczył każdy naród na całej ziemi w stopniu wystarczającym do moralnego wychowania każdego człowieka. We wszystkich tych przypadkach dziełem świata było wypaczanie prawdy, nie zaś wydobywanie jej z mroku. Nowe drogi są drogami krętymi. Im bardziej wznosimy się ku czasom Adama, Noego, Abrahama czy Hioba, tym czystsze światło prawdy zyskujemy; w miarę jak się od nich oddalamy, napotykamy zabobon, fanatyczne wybryki, bałwochwalstwo i niemoralność. Podobnie w wypadku Kościoła żydowskiego: skoro Bóg dał Żydom wyraźne prawo, jasne jest, że człowiek nie mógł go ulepszyć — mógł jedynie dorzucać „tradycje ludzkie". Nic nie należało się spodziewać po rozwijaniu ludzkiego umysłu. „Do prawa i do świadectwa" — takie było odwołanie, a wszelkie odchylenie od niego było nie oznaką wzrastającego oświecenia, lecz dowodem, że nie ma „światła" w tych, którzy wprowadzają nowości. Wreszcie w Kościele chrześcijańskim nie możemy niczego dodać ani odjąć w odniesieniu do doktryn zawartych w natchnionej Księdze, do wiary raz świętym przekazanej. „Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus."

Można jednak rzec, że choć słowo Boże jest nieomylną regułą wiary, to jednak wymaga wykładni — i dlaczego, w miarę upływu czasu, nie mielibyśmy odkrywać w nim więcej niż dotąd wiemy o religii i moralności?

Lecz to jest pytanie, które ma dla nas jako jednostek raczej nikłe znaczenie praktyczne; w rzeczy samej bowiem bardzo niewielka wiedza wystarcza, aby pouczyć człowieka o jego obowiązku; a ponieważ Pismo Święte ma właśnie uczyć nas tego obowiązku, z pewnością nie miało być skarbnicą samej tylko wiedzy. Odkrycia w szczegółach moralności i religii za pośrednictwem natchnionej Księgi, możliwe czy nie, nie powinny być oczekiwane, gdyż takie oczekiwanie może niepokój zasiać w umyśle i odciągnąć go od spraw obowiązku. Wszelkie z pewnością pytania ciekawskie są nam przez Pismo Święte wzbronione, choćby Pismo okazało się zdolne je rozstrzygnąć.

Na tym należy nalegać. Czy sądzimy, że staniemy się lepszymi ludźmi, wiedząc więcej? Mało wiedzy potrzeba do religijnego posłuszeństwa. Biedni i bogaci, uczeni i nieuczeni stają tu na tym samym poziomie. Wszyscy mamy środki do wypełniania naszego obowiązku; brakuje nam *woli*, a żadna wiedza jej nie da. Potrzeba nam panować nad własnym umysłem, a nikt inny nie może tego za nas uczynić. Inaczej rzecz się ma w naukach i umiejętnościach. Tu inni mogą i pracują za nas; możemy korzystać z *ich* trudów; zaczynamy tam, gdzie oni skończyli; tak postępuje postęp i każde kolejne pokolenie wie więcej niż poprzednie. W religii zaś każdy musi zacząć, trwać i dojść do końca samodzielnie. Religijna historia każdego człowieka jest tak odosobniona i pełna, jak historia świata. Każdy oczywiście zdobędzie więcej wiedzy, im więcej studiuje Pismo i im więcej się modli i rozważa; lecz nie może uczynić drugiego człowieka mądrym ani świętym przez własny postęp w mądrości lub świętości. Gdy dzieci przestaną rodzić się jako dzieci, ponieważ przychodzą na świat późno w historii świata; gdy będziemy mogli zaliczyć minione wieki świata na wiek tego pokolenia — dopiero wtedy świat będzie mógł wzrastać w prawdziwej doskonałości i prawdzie wraz z wiekiem. Charakter zawsze będzie wymagał formowania; zło zawsze będzie trzeba wyrywać z każdego serca; łaska, która ma nas uprzedzać i wspomagać w naszej moralnej dyscyplinie, musi zawsze spływać świeżo i bezpośrednio od Ducha Świętego. Tak więc świat pozostaje zawsze w swoim dzieciństwie, jeśli chodzi o uprawę prawdy moralnej; wiedza potrzebna do działania jest mała i dopuszcza niewielki wzrost — poza przypadkiem poszczególnych ludzi, a i wtedy tylko dla nich samych; i nie można jej przekazać drugiemu. „Jak było na początku, jest teraz i będzie zawsze" — taka jest ogólna historia moralnej dyscypliny człowieka, biegnąca równolegle do niezmiennej chwały owego Wszechdobrego Boga, który jest jej Sprawcą i Dokończycielem.

Praktyczna wiedza religijna jest więc darem osobistym, a nadto darem od Boga; dlatego też, jak dotychczas uczy doświadczenie, raczej zaciemnia się niż rozjaśnia z upływem czasu. Co więcej, wiemy o istnieniu w świecie zasady zła, która wypacza i zwalcza prawdę w miarę jej jasności i czystości. Niezależnie od tego, czy pochodzi to z grzeszności naszej natury, czy ze złośliwości szatana, który z osobliwą wrogością walczy z Bożą prawdą — pewne jest, że najlepsze dary Boże były najbardziej żałośnie wypaczone. Od początku przepowiedziano, że wąż zmiażdży piętę Temu, który ostatecznie miał go pokonać; i tak było zawsze. Nasz Zbawiciel, który był samą Prawdą, był przez świat najokrutniej prześladowany ze wszystkich. Tak samo było z Jego wyznawcami. On był ukrzyżowany z łotrami; oni byli wbrew swej woli łączeni i mieszani z najgorszymi i najpodlejszymi spośród ludzi. Im czystszy i cenniejszy jest dar, którym Bóg nas obdarza — zamiast być gwarancją jego trwania i wzrostu — tym boleśniej był on nadużywany. Sam święty Jan zdaje się czynić ze wzrostu nieprawości na świecie wyraźną konsekwencję i dowód tego, że Pan nasz się objawił. „Dzieci, jest już ostatnia godzina" (to jest czas Chrześcijańskiego Porządku): „i jak słyszeliście, że przyjdzie Antychryst, teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów, *stąd poznajemy*, że jest już ostatnia godzina." Święty Paweł nakreślił ten sam obraz. Daleki od zapowiadania jaśniejszych czasów dla Kościoła przed końcem, wróży jedynie zło. „Wiedz o tym" (mówi do Tymoteusza) „że w dniach ostatnich nastąpią czasy trudne... Tymczasem ludzie źli i szarlatani będą się posuwać ku coraz większemu złu, błądząc sami i innych w błąd wprowadzając." W tych i innych miejscach z pewnością nie ma zachęty do oczekiwania bardziej oświeconego, spokojnego i czystego stanu Kościoła niż ten, którym się on dziś cieszy; przeciwnie, jest w nich wezwanie, byśmy uznali starą i pierwotną drogę za najlepszą, a wszelkie odchylenia od niej — choć zdają się obiecywać łatwiejszą, bezpieczniejszą i krótszą drogę — za prowadzące bądź w zupełnie innym kierunku, bądź do właściwego celu z wielkim niebezpieczeństwem i wieloma przeszkodami.

Taki jest stan rzeczy w odniesieniu do wiedzy o naszym obowiązku — tego rodzaju wiedzy, której szukanie naprawdę warte jest gorliwości. I istnieje ważny powód, dla którego powinniśmy się z tym pogodzić: przekonanie, że tak właśnie jest rzecz, ma niemały wpływ na kształtowanie naszych umysłów ku tej doskonałości charakteru religijnego, do której dążenia winniśmy nieustannie. Póki sądzimy, że możliwe jest dokonanie jakichś wielkich i ważnych ulepszeń w dziedzinie religii, będziemy niespokojni, wzburzeni, niecierpliwi; będziemy odciągani od rozważania o ulepszaniu samych siebie i od korzystania z dnia, póki nam jest dany, przez wizje zwodniczej nadziei, która obiecuje bogactwo, a prowadzi ku ubóstwu. Z drugiej strony, jeśli czujemy, że droga jest całkowicie zamknięta dla odkryć w religii jako niewykonalnych i niepożądanych, prawdopodobnie będziemy pełniej i poważniej skierowani ku własnemu osobistemu wzrastaniu w świętości; nasze oczy, oderwane od zewnętrznych perspektyw, zwrócą się bardziej ku własnym sprawom. Będziemy mniej myśleć o okolicznościach, a więcej o naszych obowiązkach w nich, jakiekolwiek by były. W miarę jak przestajemy być teoretykami, stajemy się ludźmi czynu; mniej w nas będzie zarozumiałości i pychy, więcej wewnętrznej pokory i ostrożności; mniej będziemy skłonni pogardzać innymi i z mniejszym upodobaniem patrzeć na własne zdolności umysłowe.

Jedną z wielkich osobliwości charakteru chrześcijańskiego jest zależność. Ludzie świata wprawdzie, w miarę jak są czynni i przedsiębiorczy, chlubią się swoją niezależnością i są dumni z tego, że nikomu nic nie zawdzięczają. Lecz doskonałością chrześcijanina jest być pilnym i czujnym, pracować i wytrwać, a jednak być w duchu *zależnym*; być gotowym służyć i radować się z pozwolenia na to; godzić się na postrzeganie siebie jako podwładnego; lubić siedzieć w prochu. Choć w Kościele jest synem Bożym, z upodobaniem uważa się za „sługę" i „niewolnika" Chrystusa; cieszy się, ilekroć może sam siebie zawstydzić. Dlatego też naturalną skłonnością jego umysłu jest swobodne i miłosne nawiedzanie śladów świętych i rozmyślanie nad nimi; głoszenie chwały wielkich ludzi dawnych, którzy dokonali cudów w Kościele, a których słowa wciąż żyją; zazdrość o ich cześć; odczuwanie, że powierzenie mu wiary im przekazanej jest zaszczytem zbyt wielkim dla kogoś takiego jak on; podążanie za nimi wiernie w wąskiej drodze, tak jak oni szli za Chrystusem. Dla uszu takich ludzi słowa tekstu są jak słodka muzyka: „Tak mówi Pan: Stańcie na drogach i patrzcie, i pytajcie o ścieżki odwieczne, gdzie jest dobra droga, i chodźcie po niej, a znajdziecie wytchnienie dla dusz waszych."

Historia Starego Porządku dostarcza nam niezwykłego potwierdzenia tego, co argumentowałem z tych słów; albowiem w czasach Prawa dochodziło do wzrostu wiedzy religijnej przez nowe objawienia. Od czasów Samuela szczególnie aż do czasów Malachiasza Kościołowi nakazywano patrzeć w przyszłość na rosnące oświecenie, które choć nie było konieczne do religijnego posłuszeństwa, służyło utwierdzeniu religijnej pociechy. Pragnę, abyście teraz zwrócili uwagę na to, jak starannie natchnieni prorocy Izraela zapobiegają wszelkiemu lekceważeniu pamięci minionych czasów — mimo wzrostu wiedzy religijnej, którym cieszyły się późniejsze wieki. A jeśli taka cześć dla przeszłości była obowiązkiem wśród Żydów, gdy Zbawiciel miał dopiero nadejść, o ileż bardziej jest ona obowiązkiem chrześcijan, którzy nie oczekują żadnego nowego objawienia i którzy, choć patrzą w przyszłość z nadzieją, widzą ją tylko w zwierciadle przeszłych czasów i osób — którzy (według słów Anioła) „oczekują tego samego Jezusa... który przyjdzie tak samo, jak widzieli Go wstępującego do nieba."

Jeśli chodzi o cześć nakazaną i wszcześnioną Żydom wobec przeszłości, możemy najpierw zauważyć przykazanie dane im, by czcić i słuchać rodziców i starszych. Jest to prawda naturalna. Lecz właśnie ta okoliczność nadaje wyrazistość wyraźnym i wielokrotnie powtarzanym nakazom przestrzegania jej, utwierdzonym jeszcze (jak było) szczególną obietnicą. Naturalne uczucie mogło tego nauczyć; lecz Prawo oparło to na wyższym autorytecie. Następnie, ten obowiązek pobożnego szanowania minionych czasów był nauczany przez takie ogólne nakazy (mniej lub bardziej wyraźne) jak ten z tekstu. Znamienne jest też, że gdy Micheasz chciał pouczyć Żydów, iż ofiary prawne przepisane dawniej są niższe od obowiązków moralnych, przedstawia to nie jako nową prawdę, lecz powołuje się na jej ogłoszenie przez proroka z epoki Mojżesza — na odpowiedź Balaama Balakowi, królowi Moabu.

Co więcej, aby zobowiązać ich do wypełniania tego obowiązku, przeszłość uczyniono rękojmią przyszłości; nadzieja była zakorzeniona w pamięci; wszelka modlitwa o łaskę odsyłała ich do dawnych miłosiernych czynów Boga. „Pan *pamiętał* o nas, On *będzie* nam błogosławił" — taka była formuła ich pokornego oczekiwania. Łaska okazana Abrahamowi i Izraelowi oraz wyjście z Egiptu były przedmiotami, na których spoczywała nadzieja, i stały się typami przyszłych błogosławieństw. Na przykład spośród wielu miejsc, które można by przytoczyć, Izajasz mówi: „Przebudź się... o ramię Pańskie, *jak w dniach dawnych, w pokoleniach przeszłych*." Micheasz: „Paś lud swój laską swoją, trzodę dziedzictwa swego, która mieszka w odosobnieniu w lesie, w środku Karmelu; niech pasą się w Baszanie i Gileadzie, *jak w dniach dawnych*; według dni wyjścia twego z ziemi egipskiej ukażę mu cudowne rzeczy." Psalmy obfitują w podobne odniesienia do przeszłych miłosierdzi jako zadatków i typów przyszłych. Prorokując o panowaniu Chrystusa, Dawid mówi: „Pan rzekł: Przywiodę z powrotem z Baszanu, przywiodę lud Mój z powrotem z głębin morza"; a Mojżesz, przemawiając do Izraelitów: „*Pamiętaj dni dawne*, rozważ lata każdego pokolenia; zapytaj ojca twego, a powie ci, starców twoich, a wykładać ci będą." Dlatego też, choć przepowiadano nadejście Zbawiciela, roszczenia przeszłości do pobożności żydowskiej były podtrzymywane przez to, że prorocy przedstawiali Go pod imieniem i postacią Dawida albo w szacie i urzędzie Aarona; tak że im jaśniejsze było objawienie nadchodzącej chwały, tym większa cześć była oddawana dawnym świętym żydowskim, którzy ją typizowali. Podobnie błogosławieństwa obiecane Kościołowi chrześcijańskiemu są mu udzielane w charakterze Izraela, Jeruzalem lub Syjonu.

Wreszcie, jak Mojżesz kierował wzrok swego ludu ku szeregowi proroków, których Pan, ich Bóg, miał wzbudzić spośród nich, wiodąc ku Mesjaszowi, tak oni z kolei z czcią wywyższają Mojżesza, którego porządek zastępowali. Samuel, Dawid, Izajasz, Micheasz, Jeremiasz, Daniel, Ezdrasz, Nehemiasz — każdy po kolei zaświadcza o Mojżeszu. Malachiasz, ostatni z proroków, zapowiadając przyjście Jana Chrzciciela, daje jeszcze ten rozkaz: „*Pamiętajcie o prawie Mojżesza*, sługi mego, które mu nakazałem na Horebie dla całego Izraela, o ustawach i prawach." Podobnie w Nowym Testamencie ostatni z proroków i apostołów opisuje świętych śpiewających „pieśń Mojżesza, sługi Bożego" (taki jest jego zaszczytny tytuł, jak i gdzie indziej), „*i* pieśń Baranka." Nade wszystko zaś sam nasz błogosławiony Pan streszcza w Swych własnych autorytywnych słowach cały omawiany przez nas temat — zarówno doktrynę, jak i jej żydowskie ilustracje: „Jeżeli Mojżesza i proroków nie słuchają, to choćby ktoś z umarłych powstał, nie uwierzą." Po tym potwierdzeniu zbędne jest odwoływanie się do czci, z jaką święty Paweł odnosi się do Prawa Mojżeszowego, i do upamiętnienia świętych Starego Testamentu, jakiego dokonał w jedenastym rozdziale Listu do Hebrajczyków.

Oby śmy naprawdę wchłonęli w siebie tego ducha czci i bojaźni Bożej! Jesteśmy bez wątpienia o wiele wyżej od Żydów co do naszych przywilejów; mamy wieść o odkupieniu; znamy doktryny, których sprawiedliwi ludzie dawnych czasów z gorliwością pragnęli usłyszeć i nie dostąpili tego. Nam objawiony jest Odwieczny Syn, Jednorodzony Ojca, pełen łaski i prawdy. Jesteśmy gałęziami Prawdziwego Krzewu Winnego, który wyrósł z ziemi i rozpostarł się szeroko. Obdarzono nas apostołami, prorokami, ewangelistami, pasterzami i nauczycielami. Obchodzimy prawdziwe Święta, które Żydzi posiadali jedynie w cieniu. Za nas umarł Chrystus, na nas zstąpił Duch. Pod tymi względami jesteśmy zaszczyceni i uprzywilejowani, och, jakże o wiele bardziej niż wszystkie wieki przed Jego przyjściem! A jednak nasze zaszczyty są naszą hańbą, gdy zestawiamy chwałę nam darowaną z naszą miłością świata, naszą bojaźnią ludzi, lekkomyślnością umysłu, zmysłowością, posępnością usposobienia. Jakże musimy ze zdumieniem i czcią patrzeć na owych świętych Starego Przymierza, którzy z mniejszymi zaletami tak bardzo nas przewyższali; i jeszcze bardziej na tych z Kościoła chrześcijańskiego, którzy i wyższe dary łaski mieli, i z nich korzystali! Jakże musimy uniżać siebie; prosić Boga, by nas nie opuszczał, choć my Go opuściliśmy; błagać Go, by przywrócił nam to, cośmy utracili; przyjął lud pokutujący; odnowił w nas prawe serce i dał nam wolę religijną; i pozwolił nam wiernie iść za Nim Jego wąską i upokarzającą drogą.

← wróć do odkrywania