HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VIII

Kazanie VI. Cuda nie są lekiem na niewiarę

Gdy tracę wiarę albo wątpięGdy moja wiara stała się letnia WiaraNawrócenie
„I rzekł Pan do Mojżesza: Dokądże ten lud będzie Mnie obrażał? Dokąd nie będzie Mi wierzył mimo wszystkich znaków, które uczyniłem wśród nich?"
W skrócie. Historia Izraelitów dowodzi, że cuda nie czynią ludzi bardziej posłusznymi — ci sami skłonni do grzechu, co my. Prawdziwa przyczyna nieposłuszeństwa to nie brak dowodów, lecz brak woli i miłości Boga. Chrześcijanie mają wewnętrzne cuda sakramentów działające na duszę — jeśli grzeszymy, jesteśmy mniej usprawiedliwieni niż Żydzi.

„Dlatego nieposłuszni jesteśmy Bogu tak samo jak oni — nie dlatego, że nie mamy cudów; bo oni je mieli, i nie robiło to żadnej różnicy.”

*„I rzekł Pan do Mojżesza: Dokądże ten lud będzie Mnie obrażał? Dokąd nie będzie Mi wierzył mimo wszystkich znaków, które uczyniłem wśród nich?"* — Lb 14,11

Nic, sądzę, nie zdumiewa nas tak bardzo przy pierwszej lekturze jak dzieje Bożego ludu wybranego — i to nie tylko przy pierwszym, lecz przy drugim i trzecim czytaniu, i przy każdym kolejnym, dopóki nie nauczymy się patrzeć na nie tak, jak patrzy Bóg. Dziwną wydaje się większości ludzi rzecz, że Izraelici postępowali tak, jak postępowali, przez wiek za wiekiem, pomimo cudów, jakimi ich obdarzano. Prawa natury zawieszane były na ich oczach raz po raz, znaki najwspanialsze działały na słowo proroków Bożych i dla ich wybawienia, a jednak nie byli Swemu wielkiemu Dobroczyńcy posłuszni ani o włos lepiej niż ludzie dzisiaj, którzy tamtych przywilejów nie mają. Wiek po wieku nawiedzał ich Bóg przez aniołów, przez natchnionych posłańców — i wiek po wieku grzeszyli. W końcu zesłał im umiłowanego Syna Swojego, który czynił przed nimi cuda jeszcze liczniejsze, cudowniejsze i dobroczynniejsze niż wszyscy przed Nim. I cóż był skutek Jego przyjścia? Powiada nam święty Jan: „Zebrali się przeto arcykapłani i faryzeusze na naradę i mówili: Cóż my robimy? Ten człowiek czyni wiele znaków... Od tego więc dnia postanowili Go zabić".

Tak więc w istocie, cokolwiek wskazać by za przyczynę, cuda nic nie zdziałały, z cudów nic nie wynikło w dziedzinie naszych przekonań religijnych, zasad i obyczajów. Choćby trudno w to uwierzyć, cuda z całą pewnością nie czynią ludzi lepszymi — historia Izraela tego dowodzi. A jedynym sposobem uniknięcia tego wniosku, przed którym niektórzy czują wielki wstręt, jest wyobrażenie sobie, że Izraelici byli znacznie gorsi od innych narodów — i tak też niejednokrotnie utrzymywano. Mówiono często, że byli zatwardziali i twardego serca ponad resztę świata. Nawet jednak gdybym, dla dobra argumentacji, przyznał to za pewnik, nie wyjaśniałoby to wystarczająco owej dziwnej okoliczności, o której mowa; ten lud bowiem nie poruszył się wcale. Nie chodzi tu o kwestię stopnia — z pewnością musieliby być zupełnie inni od pozostałych ludzi, pozbawieni uczuć i myśli właściwych innym ludziom, owszem, niemalże wyłączeni z ludzkiej natury, gdyby inni ludzie reagowali oczywiście na te cuda, które na nich nie wywarły żadnego wrażenia. Że *są* na świecie ludzie, którzy by się poruszyli i w konsekwencji okazali posłuszeństwo — nie przeczę; i wśród Izraelitów takich nie brakowało; mówię jednak o ludziach w ogólności. Twierdzę, że jeśli Izraelici mieli naturę wspólną z nami, owa nieczułość, którą ogółem wykazali, musiała być dokładnie tą samą, jaką my ogółem wykazalibyśmy w tych samych okolicznościach.

Potwierdza ten pogląd na sprawę obserwacja, że dzieci Izraela *są* we wszystkich przejawach swego postępowania podobne do innych ludzi, wyjąwszy ową nieczułość, której inni nie mieli sposobności w równym stopniu ujawnić. Różnica między ich postępowaniem a naszym nie leży w istocie *faktów*, lecz wyłącznie w zewnętrznym prowadzeniu, jakiemu Bóg ich poddał. Niezależnie od tego, czy cuda powinny były na nich wpłynąć inaczej niż Opatrzność Boża wpływa na nas, jedno jest jasne: przyglądając się ich sposobom życia i myślenia, znajdziemy naturę właśnie taką jak nasza — nie lepszą wprawdzie, lecz w niczym nie gorszą. Złe skłonności, jakie lud okazał na pustyni — chciwość, samolubstwo, szemranie, kapryśność, krnąbrność, chwiejność, niewdzięczność, zazdrość, podejrzliwość, upór, niewiara — wszystkie te wady widać i dziś w nieuprzywilejowanym tłumie, stosownie do okazji, jaką ma do ich ujawnienia.

Pycha Datana i zuchwalstwo Korego mają do dziś swoje odpowiedniki wśród wyższych stanów i wśród ludzi wykształconych. Saul, Achitofel, Joab i Absalom mieli swoich pobratymców na całym świecie. Twierdzę, że w charakterze ani postępowaniu ludu wybranego nie ma nic, co odróżniałoby go od reszty ludzkości — różnica leży jedynie w Bożym postępowaniu wobec nich. *Działają* jak inni ludzie; to ich religia jest inna niż innych; jest cudowna. I pytanie brzmi, jak to możliwe, że przy różnej religii ich postępowanie jest takie samo? — a można na to odpowiedzieć dwojako: albo przyjmując, że byli gorsi od innych ludzi i cuda nie ruszały ich tam, gdzie innych by poruszyły (tak skłonni są myśleć liczni), albo też (co uważam za prawdziwy powód) że po wszystkim różnica między cudem a brakiem cudu nie jest w żadnym wypadku, u żadnego ludu, tak wielka, by zagwarantować powodzenie bądź wytłumaczyć niepowodzenie prawdy religijnej. Nie w tym rzecz, że Izraelici byli dużo zatwardialsi niż inni, lecz że religia cudowna nie jest dużo bardziej wpływowa niż religia bez cudów.

Powtarzam bowiem: choćby przyznać, że Izraelici byli dużo gorsi od innych, i tak nie tłumaczyłoby to faktu, że cuda nie wywarły na nich żadnego wrażenia. Jakkolwiek zmysłowi i uparci mieliby być z natury charakteru, jeśli prawdą jest, że cud wywiera konieczny wpływ na umysł ludzki, to musiałby wywrzeć pewien wpływ na ich postępowanie ku dobremu lub złemu; jeśli nie ku dobremu, to przynajmniej ku złemu — tymczasem ich cuda pozostawiły ich zewnętrznie niemal takimi samymi, jakimi są dziś ludzie zaniedbujący ostrzeżenia, jakie teraz do nich docierają, ni o wiele bardziej bezprawni i zepsuci od nich, ni od nich lepsi. Rzecz w tym, że podczas gdy byli, jak nam się zdaje, tak zatwardziali w swym postępowaniu wobec swego Pana i Rządcy, w życiu społecznym i osobistym nie byli wiele gorsi od innych ludzi. Jest to reguła: jeśli ludzie są nadmiernie bezbożni, profanacyjni, bluźnierczy, niewierni, to i w innych względach są równie skrajni i potworni — a tymczasem Żydzi byli podobni do otaczających ich ludów wschodnich, z tą jedną osobliwością, że odrzucili bezpośrednie i oczywiste cudowne świadectwo, czego tamte ludy nie uczyniły. Zdaje się tedy, jak twierdzę, z tego wynikać, że winni co prawda Żydzi byli — nie będąc posłusznymi Bogu Wszechmogącemu, i choć zaślepli od zamykania oczu na światłość — nie byli jednak dużo bardziej winni, niż mogą być inni nie będąc Mu posłuszni; że niemalże takim samym grzechem jest odrzucenie Jego służby przez tych, którzy cudów nie widzą, jak przez tych, którzy widzą; że oglądanie cudów nie jest drogą, przez którą ludzie dochodzą do wiary i posłuszeństwa, ani też brak cudów nie jest wymówką za to, że się nie wierzy i nie jest posłusznym.

Pozwólcie mi teraz powiedzieć coś dla objaśnienia tej na pozór zdumiewającej prawdy, że cuda ogólnie biorąc nie uczyniłyby ludzi powszechnie bardziej posłusznymi ani świętymi niż są, choćby były stale okazywane. Niewiernicy mawiali nieraz: „Gdyby Ewangelia była wypisana na Słońcu, uwierzyłbym." Mówili tak, usprawiedliwiając się z tego, że nie wierzą jej tak, jak do nich przychodzi — i śmiem powiedzieć, że niektórzy spośród nas, bracia, wyrażali w sercu ten sam pogląd bądź w chwilach pokusy, bądź pod ciężarem wyrzutów sumienia za popełniony grzech. Rozważmy więc: dlaczego tak myślimy?

Pytam: dlaczego widok cudu miałby was uczynić lepszymi, niż jesteście? Czy powątpiewacie o istnieniu i potędze Boga? Nie. Czy powątpiewacie, co *powinniście czynić*? Nie. Czy w ogóle wątpicie, że deszcz i słońce np. przychodzą od Niego? Albo że świeże życie każdego roku, jak nadchodzi, jest Jego dziełem, i że cała przyroda wybucha pięknem i bogactwem na Jego skinienie? Nie wątpicie w to wcale. Ani też nie wątpicie z drugiej strony, że waszym obowiązkiem jest słuchać Tego, który stworzył świat i was stworzył. A jednak ze świadomością tego wszystkiego nie możecie zmusić siebie do czynienia tego, o czym wiecie, że czynić powinniście. Wiedza nie jest tym, czego wam brakuje, by być posłusznymi. Macie wiedzy dość i bez tego. Jakąż prawdę przekazałby wam cud, której nie uczycie się z dzieł Bożych wokoło was? Czego nauczyłby was o Bogu, w co już nie wierzycie, nie widząc tego?

Lecz powiecie: cud by was przeraził. Prawda — ale czy przerażenie nie mija? Czy można się przerazić na zawsze? I czymże jest religia polegająca na stanie strachu i niepokoju? Czyż nie przeraża was wciąż przypadki życia? Widzicie, słyszycie nagle rzeczy, które przywołują w waszych umysłach myśl o Bogu i sądzie; dotykają was klęski, które na pewien czas otrzeźwiają. Przestrach to nie nawrócenie, tak jak wiedza nie jest działaniem.

Lecz powiecie może, że ów przestrach mógłby zaowocować poprawą życia; że mógłby być początkiem nowego kursu, choć sam by minął; że cud wprawdzie nie nawróciłby was od razu, ale byłby pierwszym krokiem ku nawróceniu gruntownemu; że byłby punktem zwrotnym w waszym życiu i gwałtownie skierowałby waszą ścieżkę we właściwą stronę — a zatem, że wstrząsy i przestrachy, i całe wzburzenie namiętności i uczuć, są rzeczywiście środkami nawrócenia, choć nawrócenie jest czymś więcej niż one. To bardzo prawdziwe: nagłe wzruszenia — strach, nadzieja, wdzięczność i tym podobne — niekiedy istotnie takie skutki przynoszą. Ale dlaczego do wywołania takich skutków potrzebny jest cud? Inne rzeczy oprócz cudów nas przerażają; Bóg zsyła nam wiele wypadków, by nas przerazić. Nie pozostawił nas bez ostrzeżeń, choć nie dał nam cudów — a jeśli nie ruszamy się i nie nawracamy pod wpływem tych, które nas spotykają, to prawdopodobne jest, że podobnie jak Żydzi nie nawrócilibyśmy się na cudach.

Tak, powiecie; ale gdyby ktoś powrócił z martwych, gdybyście ujrzeli ducha jakiegoś przyjaciela, którego znaliście za jego życia na ziemi — cóż wtedy? Cóż powiedziałoby wam to, czego teraz nie wiecie? Czy w swym zdrowym rozsądku wątpicie w realność świata niewidzialnego? Wcale nie — tylko nie możecie zmusić siebie do życia, *jakby* był realny. Czy taki widok wywarłby ten skutek? Sądzicie, że tak. Dobrze, przyznam to, pod jednym warunkiem. Czy zdarzenia życia, które was teraz spotykają, wywierają *jakiś* trwały skutek? Czy prowadzą was do *jakichkolwiek nawyków* religijnych? Jeśli wywierają pewien skutek, przyznam, że owo niezwykłe nawiedzenie, jakie sobie wyobrażacie, wywarłoby skutek większy — ale jeśli zdarzenia życia, które was teraz spotykają, nie wywierają żadnego trwałego skutku, a obawiam się, że tak właśnie jest, to zbyt pewny jestem, że i cud nie wywarłby na was trwałego skutku, choć oczywiście wzburzyłby was bardziej w danej chwili. Obawiam się, mówię, że to, co was spotyka, nie wywiera trwałego skutku. To znaczy, że ostrzeżenia, które rzeczywiście macie, nie doprowadzają was do żadnej regularnej i nawykłej pobożności; mogą was uczynić nieco ostrożniejszymi wobec tego lub owego grzechu, lub tej lub owej jego szczególnej postaci; nie prowadzą was jednak wcale do tego, byście zerwali ze światem i nawrócili się do Boga. Jeśli sprawiają, że podejmujecie religię na serio, choćby w sposób niedoskonały, wówczas przyznam, że cuda sprawiłyby, że bylibyście *bardziej* poważni. Jeśli zwykłe Boże *ostrzeżenia* was poruszają, nadzwyczajne poruszą was bardziej. Zupełna to prawda, że umysł poważny staje się poważniejszy, widząc cud — ale nie daje to żadnej podstawy do twierdzenia, że umysły *nie*poważne, ludzie lekkomyślni, światowi, zmysłowi, których wcale nie poprawiają ostrzeżenia *dawane* im, stawaliby się poważni pod wpływem owych cudów, których im nie dano.

Oczywiście może się zdarzyć tak w tej lub innej jednostkowej sprawie — tak samo jak ta sama osoba pobudzona bywa jednym ostrzeżeniem, a nie innym; nie pobudzona ostrzeżeniem dziś, pobudzona jutro. Lecz jestem pewien, biorąc ludzi takimi, jakimi ich zastajemy, że cuda pozostawiłyby ich, jeśli idzie o ich postępowanie, niemal takimi, jakimi są. Byliby bardzo wzburzeni i wstrząśnięci z początku, ale wrażenie by opadło. I tak sprawdziłyby się słowa naszego Zbawiciela wobec wszystkich owych rzesz, które mają Biblię do czytania i wiedzą, co czynić powinny, a jednak nie czynią: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby ktoś zmartwychwstał, nie uwierzą." Czy nie pamiętamy chwil, gdy mówiliśmy: „Nigdy tego nie zapomnimy; niech to będzie przestrogą na całe życie"? Czy nigdy nie błagaliśmy Boga o przebaczenie z najgorętszymi przyrzeczeniami poprawy? Czy nigdy nie czuliśmy, jakbyśmy zostali wprowadzeni w zupełnie nowy świat wdzięczności i radości? A czy wynik był taki, jakiego się spodziewaliśmy? Nie możemy oczekiwać od cudów więcej, niż oczekiwaliśmy przed tym od ostrzeżeń, które okazały się daremne.

A teraz: co jest prawdziwym powodem, dla którego nie szukamy Boga z całego serca i nie poświęcamy się Jego służbie, skoro nie jest nim brak cudów — bo z całą pewnością nim nie jest? Co sprawiło, że Izraelici byli nieposłuszni, oni, którzy *mieli* cuda? Poucza nas o tym święty Paweł i nas w konsekwencji napomina: „Nie zatwardzajcie serc waszych, *jak* w czasie buntu, w dzień kuszenia na pustyni... Baczcie... ażeby nie było u nikogo z *was* (jak było wśród Żydów) złego, niewiernego serca, które by odpadało od Boga żywego." To samo zostało przykazane Mojżeszowi, by powiedział w tamtej właśnie chwili: „Oby takie było ich serce, żeby się Mnie bali i przestrzegali wszystkich moich przykazań!" Nie możemy służyć Bogu, bo brakuje nam woli i serca, by Mu służyć. Lubimy wszystko lepiej niż religię — tak samo jak przed nami Żydzi. Żydzi lubili ten świat; lubili wesołość i ucztowanie. „Lud usiadł, żeby jeść i pić, i powstał, żeby się bawić" — tak jak i my. Lubili blask i świetność, i mody tego świata. „Dajcie nam króla, jak wszystkie narody" — mówili do Samuela — i tak jak my. Chcieli być zostawieni w spokoju; lubili wygodę; lubili swój własny sposób bycia; nie lubili walczyć z naturalnymi popędami i skłonnościami własnego umysłu; nie lubili zważać na stan swych dusz, traktować siebie jak duchowo chorych i słabych, czuwać, panować nad sobą, karcić się, powściągać się i zmieniać siebie — i tak jak my. Nie lubili myśleć o Bogu, pilnować i przestrzegać Jego ustanowień, i oddawać Mu czci; nazywali uciążliwością uczęszczanie do Jego świątyni; i ten lub ów fałszywy kult był dla nich przyjemniejszy, bardziej zadowalający, bardziej zgodny z ich uczuciami niż służba Sędziemu żywych i umarłych — i tak jak my. Dlatego nieposłuszni jesteśmy Bogu tak samo jak oni — nie dlatego, że nie mamy cudów; bo oni je mieli, i nie robiło to żadnej różnicy. Postępujemy tak jak oni, choć oni mieli cuda, a my nie; bo jest jedna przyczyna *wspólna* nam i im — obojętność w sprawach religijnych, złe serce niewierne; tak oni, jak i my nieposłuszni jesteśmy i niedowierzamy, bo nie miłujemy.

Lecz to jeszcze nie wszystko: pod innym względem jesteśmy naprawdę o wiele bardziej uprzywilejowani niż oni. Oni mieli cuda zewnętrzne, my też mamy cuda, lecz nie są to cuda zewnętrzne, ale wewnętrzne. Nasze nie są cudami dowodzącymi, lecz cudami mocy i wpływu. Są ukryte i przez to cudowniejsze i skuteczniejsze. Ich cuda działały na zewnętrzną naturę — słońce stanęło, morze się rozstąpiło. Nasze są niewidzialne i działają na duszę. Polegają na sakramentach i czynią właśnie to, czego żydowskie cuda nie czyniły. Naprawdę dotykają serca, choć tak często opieramy się ich wpływowi. Jeśli więc grzeszymy, jak niestety grzeszymy, jeśli nie miłujemy Boga bardziej niż Żydzi, jeśli nie mamy serca do owych „dóbr, które przechodzą wszelkie ludzkie pojęcie" — nie jesteśmy bardziej usprawiedliwieni niż oni, lecz mniej. Albowiem nadprzyrodzone dzieła, jakie Bóg im okazał, dokonywały się na zewnątrz, nie wewnątrz, i nie wpływały na wolę; dawały jedynie ostrzeżenia. Nadprzyrodzone zaś dzieła, jakie czyni wobec nas, są w sercu i udzielają łaski; jeśli więc jesteśmy nieposłuszni, nie tylko sprzeciwiamy się Jego rozkazaniu, lecz przeciwstawiamy się Jego obecności.

Oto nasz stan — i może tak jest, że podobnie jak Izraelici przez czterdzieści lat zatwardzali serca na pustyni, wbrew mannie i przepiórkom, i wodzie ze skały, tak my przez szereg lat zatwardzamy nasze serca wbrew duchowym darom, które są udziałem chrześcijan. Zamiast słuchać głosu sumienia, zamiast korzystać z pomocy niebiańskiej łaski, szliśmy rok po roku z próżnym marzeniem, że nawrócimy się do Boga kiedyś w przyszłości. Dzieciństwo i chłopięctwo minęły; przyszła młodość, może wiek średni, może starość — i teraz stwierdzamy, że nie możemy „miłować tego, co Bóg nakazuje, i pragnąć tego, co obiecuje"; a wówczas, zamiast składać winę tam, gdzie jest należna — na siebie samych za to, że zatwardziliśmy się na wpływy łaski — skarżymy się, że nie dość uczyniono dla nas; skarżymy się, że nie mamy dość światła, dość pomocy, dość zachęt; skarżymy się, że nie widzieliśmy cudów. Jakże dosłownie spełniają się w nas słowa Boże, które raczył On powiedzieć do swego dawnego ludu: „O mieszkańcy Jeruzalem i mężowie Judy, rozsądźcie, proszę, między Mną a moją winnicą. Co jeszcze trzeba było uczynić dla mojej winnicy, a nie uczyniłem? Czemu gdy oczekiwałem, że wyda winogrona, wydała dzikie jagody?"

Odrzućmy tedy próżne wymówki, i zamiast czekać na zewnętrzne zdarzenia, które zmienią bieg naszego życia, bądźmy pewni tego: że jeśli bieg naszego życia ma się zmienić, musi to nastąpić od wewnątrz. Boża łaska pobudza nas od wewnątrz — tak samo nasza własna wola. Zewnętrzne okoliczności nie mają nad nami rzeczywistej władzy. Jeśli nie miłujemy Boga, to dlatego, że nie pragnęliśmy Go miłować, nie usiłowaliśmy Go miłować, nie modliliśmy się o miłowanie Go. Nie nosiliśmy tej myśli i tego pragnienia w umyśle dzień za dniem; nie mieliśmy jej przed sobą w drobnych sprawach dnia; nie bolało nas, że Go nie miłujemy; byliśmy zbyt gnuśni, ospali i cielesni, by podejmować próby miłowania Go w drobnych rzeczach i zaczynania od początku; wzbranialiśmy się przed wysiłkiem ruchu od wewnątrz; byliśmy jak ludzie, którzy nie mogą zmusić się do wstania rano — i pragnęliśmy i oczekiwaliśmy czegoś niemożliwego: by zmienić się raz na zawsze, od razu, pod wpływem jakiegoś wielkiego poruszenia z zewnątrz, lub jakiegoś wielkiego zdarzenia, lub jakiejś szczególnej chwili; wciąż czekamy na coś, co miałoby nas zmienić bez trudu zmieniania siebie samych. Pożądamy jakiegoś cudownego ostrzeżenia, albo skarżymy się, że nie jesteśmy w szczęśliwszych okolicznościach, że mamy zbyt wiele trosk lub zbyt mało przywilejów religijnych, albo wyglądamy czasu, gdy religia stanie się dla nas rzeczą naturalną, sama z siebie. Tego wyglądaliśmy jeszcze jako chłopcy; myśleliśmy, że jest jeszcze dość czasu, by myśleć o religii, i że rzecz naturalna, iż pobożność przychodzi bez trudu i wysiłku, w miarę jak życie płynie; wyobrażaliśmy sobie, że wszyscy starzy ludzie muszą być pobożni. I teraz nawet, jako dorośli mężczyźni, nie pozbyliśmy się tego złudzenia; zamiast oddawać Bogu serce, czekamy z Feliksem na sposobną chwilę.

Ocknijmy się i postępujmy jak ludzie rozumni, zanim będzie za późno. Zrozumiemy jako pierwszą prawdę w religii, że *miłość* nieba jest jedyną *drogą* do nieba. Widok nie poruszy nas — inaczej dlaczego Judasz trwał w chciwości w samej obecności Chrystusa? Dlaczego Balaam, któremu „otwarte były oczy", pozostał z sercem zamkniętym? Dlaczego upadł szatan, będąc jaśniejącym Archaniołem? Ani rozum nas nie pokona — inaczej dlaczego Ewangelia była na początku „głupstwem dla Greków"? Ani wzbudzone uczucia nas nie nawrócą — jest bowiem ten, który „słyszy słowo i zaraz z radością je przyjmuje", a jednak „nie ma w sobie korzenia" i „wytrwa" tylko „przez pewien czas". Ani interes własny nie przeważy u nas — inaczej bogatszy byłby rozważniejszy ten człowiek, którego „rola obficie obrodziła", i pamiętałby, że „tej nocy może mu być odebrana dusza". Zrozumiemy, że nic oprócz miłości Boga nie może nas sprawić, byśmy w Niego wierzyli lub byli Mu posłuszni; i módlmy się do Niego, który „nagotował tym, którzy Go miłują, takie dobra, jakich ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce ludzkie nie może pojąć", aby „wlał w serca nasze tak wielką do Niego miłość, abyśmy Go miłując nade wszystko, osiągnęli obietnice Jego, które przewyższają wszelkie pragnienie nasze".

← wróć do odkrywania