*„Ponieważ serce twe było czułe i ukorzyłeś się przed Panem, gdy usłyszałeś, co powiedziałem przeciw temu miejscu i jego mieszkańcom, że staną się spustoszeniem i przekleństwem, i rozdarłeś swoje szaty, i płakałeś przede Mną — Ja również cię wysłuchałem, mówi Pan. Oto zbiorę cię do twoich ojców i złożysz się do grobu w pokoju; oczy twoje nie ujrzą całego zła, które sprowadzę na to miejsce."* — 2 Krl 22,19-20
Król Jozjasz, do którego słowa te są skierowane, był jednym z najpobożniejszych królów żydowskich i największym spośród wszystkich reformatorów. Na nim — ostatnim władcy z rodu Dawidowego (jego synowie nie panowali bowiem samodzielnie) — spoczął ów żar i natychmiastowe posłuszeństwo, które wyniosły syna Jessego ze szopy pasterskiej na tron, jako człowieka według serca Bożego. Tak więc jako zaszczyt dla Dawida błogosławieństwo na jego potomstwie trwało w pełni aż do końca; jego blask nie „przygasał", ani „siły jego nie słabły".
Zarówno charakter, jak i losy Jozjasza zostają opisane w tekście naszego kazania: charakter jego — słowami, że „serce jego było czułe" i że bał się Boga; a losy — mianowicie przedwczesna śmierć, wyznaczona jako nagroda za posłuszeństwo. Tekst ten stanowi część odpowiedzi, jaką prorokini Chulda miała przekazać Jozjaszowi, gdy zwrócił się do niej o zachętę i wskazówki po przypadkowym odnalezieniu w świątyni Księgi Prawa Mojżeszowego. To odkrycie jest najznamienitszym wydarzeniem jego panowania i dobrze posłuży jako wprowadzenie do tego, co pragnę teraz przedstawić wam na temat Jozjasza.
Odkrycie Prawa Mojżeszowego w świątyni jest zdarzeniem wielkiej wagi w historii, albowiem ukazuje nam, że Pismo Święte przez długi czas było zaniedbywane i dla wszelkich praktycznych celów utracone. Przez „Księgę Prawa" należy rozumieć — nie potrzebuję dodawać — pięć ksiąg Mojżeszowych, które otwierają Biblię. Tworzyły one jedną księgę czy zwój i były dla Żyda najważniejszą częścią Starego Testamentu, jako że zawierały pierwotne przymierze między Bogiem a Jego ludem i wyjaśniały im, jakie miejsce zajmują w zamyśle Bożej opatrzności, jakie mają obowiązki i jakie przywileje. Mojżesz napomniał Izraelitów do studiowania tego prawa na różne sposoby. Wzywał ich, aby „złożyli jego słowa w swym sercu i duszy, i przywiązali je jako znak na swą rękę, żeby były jako przepaska między ich oczami". „I będziecie ich nauczać wasze dzieci — ciągnie dalej — mówiąc o nich, gdy siedzisz w swoim domu, gdy idziesz drogą, gdy kładziesz się i gdy wstajesz. I napiszesz je na odrzwiach twego domu i na twoich bramach". Oprócz tego ogólnego przepisu, nakazano, aby co siedem lat prawo było odczytywane całemu ludowi zgromadzonemu na Święcie Namiotów. Nadto postanowiono, że gdyby kiedykolwiek zapanowali nad nimi królowie, każdy z nich miał przepisać całe Prawo z oryginału przechowywanego w Arce. „I będzie ono przy nim, i będzie je czytał przez wszystkie dni swego życia . . . aby serce jego nie wynosiło się ponad jego braci i aby nie odstępował od przykazania ani w prawo, ani w lewo; w tym celu, żeby przedłużył dni swego panowania on i jego synowie pośród Izraela".
Zważywszy jednak, jak prędko naród popadł w powszechne lekceważenie prawa i kultu, jakie dał mu Bóg, nie dziwi, że te zbawienne przepisy były zaniedbywane — gdyż ich przestrzeganie równałoby się świadczeniu przeciw ich licznym występkom. Tym bardziej gdy oddali się bałwochwalstwu, zaniechali naturalnie czytania prawa, które ich potępiało. A gdy ustanowili nad sobą króla wbrew woli Bożej, nic dziwnego, że królowie z kolei zaniedbywali nakaz przepisywania dla siebie Prawa — zwłaszcza ci, którzy popadli w bałwochwalstwo.
Wszystko to odnosi się szczególnie do epoki, w jakiej Jozjasz wstąpił na tron, tak że nic zaskakującego w tym, iż nie wiedział nic o Prawie, dopóki nie znaleziono go przypadkowo w świątyni kilka lat po jego wstąpieniu. Ostatnim dobrym królem Judy przed nim był Ezechiasz, który nie żył już od sześćdziesięciu czy siedemdziesięciu lat. Po tym pobożnym królu nastał jego syn Manasses, najbardziej bezecny z całego rodu Dawidowego. On to popełnił owe nieprzebłagane grzechy, które przypieczętowały wyrok zniszczenia Judy. Postawił bożka w świątyni, przeprowadził swego syna przez ogień, uprawiał wróżbiarstwo i czary, „przelał krew niewinną w bardzo wielkiej ilości, tak że napełnił Jerozolimę od końca do końca" — słowem, „dopuścił się większego zła niż Amoryci, którzy byli przed nim". Po powrocie z niewoli babilońskiej, do której został uprowadzony, Manasses usiłował przeprowadzić reformę; lecz niestety! przekonał się, że łatwiej jest lud deprawować, niż go nawracać. Amon, który po nim nastąpił, przez krótkie swoje panowanie szedł drogą pierwszych lat swego ojca. Zamiast pokutować jak ojciec, „grzeszył coraz bardziej". Po pewnym czasie poddani sprzysięgli się i zabili go. Jozjasz był synem tego bezbożnego króla.
Mamy tu zatem dostateczne wyjaśnienie Jozjaszowej nieznajomości Prawa Mojżeszowego. Wychowywał się pośród ludzi bardzo złych — na zdeprawowanym dworze — po apostazji trwającej ponad pół wieku; z dala od proroków Bożych i w otoczeniu bożków.
W takich czasach urodził się Jozjasz; i podobnie jak Manasses, wstąpił na tron w chłopięcym wieku. Jakby dla pokazania nam, że religia zależy od samego człowieka (pod Bogiem, który udziela łaski) — od stanu jego serca, nie od zewnętrznych okoliczności — Manasses był synem pobożnego Ezechiasza, a Jozjasz synem bezbożnego Amona. Jozjasz miał zaledwie osiem lat, gdy zginął jego ojciec. Nic nie słyszymy o jego dzieciństwie; lecz ledwie dorósł do wieku, w którym mógł myśleć samodzielnie i wyznać się sługą prawdziwego Boga, wybrał ową „dobrą cząstkę, której nikt nie mógł mu odebrać". „W ósmym roku swego panowania" (to jest mając lat szesnaście), „będąc jeszcze młodym, zaczął szukać Boga Dawida, swego ojca". Błogosławieni, którzy tak szukają, albowiem znajdą. Jozjasz nie miał pomocy objawionej księgi — przynajmniej nie Prawa; był otoczony różnorodnością bałwochwalczych kultów, sofistyką niewiary, pokusami grzesznej przyjemności. Miał wszelką sposobność do zbłądzenia; a gdyby tak uczynił, moglibyśmy szukać dlań usprawiedliwień i mówić, że nie był tak zły jak inni królowie, bo nie wiedział lepiej, nie zgrzeszył przeciw światłu. Owszem, zgrzeszyłby przeciw światłu — czego dowiódł wynik; bo jeśli miał dość światła, by pójść właściwą drogą (a miał, bo poszedł nią), wynika stąd, że gdyby się był pomylił, byłoby to wbrew jego świadomości. Nie tak silnej i wyraźnej, jaką przekroczył Salomon czy Joasz; jednak wbrew jego lepszemu poznaniu. Jest to rzecz doniosła. Każdy człowiek, nawet najuboższy i najbardziej ciemny, ma dość wiedzy, by być pobożnym. Wykształcenie nie czyni człowieka religijnym; ani też nie stanowi usprawiedliwienia dla jego nieposłuszeństwa fakt, że nie był wychowany w znajomości swojego obowiązku. Czyni go jedynie mniej winnym niż tych, którzy byli wychowani — i nic więcej: jest wciąż winny. Tu, powiadam, nawet najbiedniejsi i najprościejsi spośród nas mogą wziąć naukę z żydowskiego króla. Ledwie ktoś w kraju chrześcijańskim może znaleźć się w niekorzystniejszych okolicznościach niż Jozjasz — owszem, ledwie nawet w kraju pogańskim: miał bałwochwalstwo wokół siebie, a w wieku, gdy zaczął szukać Boga, jego umysł był jeszcze nieuformowany. Cóż więc nim kierowało? Skąd czerpał wiedzę? Miał to, co mają wszyscy ludzie — poganie nie mniej niż chrześcijanie — dopóki tego nie wypaczą lub nie stępią: naturalne poczucie dobra i zła; i nie stępił go. Mówiąc słowami tekstu: „serce jego było *czułe*"; uznawał on nakazującą moc Boskiego głosu wewnątrz siebie — słyszał i był posłuszny. Choćby cały świat mówił mu inaczej, nie wierzył i nie chciał wierzyć, że może grzeszyć bez winy — bezkarnie; że może być zmysłowy lub okrutny na wzór bałwochwalców, i że nic z tego nie wyniknie. Co więcej, wśród różnorodnych kultów ofiarowanych jego wyborowi, ten właśnie wewnętrzny zmysł, wzmocniony praktyką, bez wahania wybrał prawdziwy — kult Boga Izraela. Wybierał między lepszym a gorszym, choć sam z siebie nie mógłby lepszego odkryć. Tak więc był prowadzony właściwą drogą. W jego przypadku spełniła się obietnica: „Kto wśród was boi się Pana, kto słucha głosu Jego sługi, kto chodzi w ciemnościach i nie ma światła? Niech zaufał imieniu Pańskiemu i niech oprze się na swoim Bogu". Albo według słów Psalmisty: „Bojaźń Pańska jest początkiem mądrości; rozumni ci wszyscy, którzy ją pełnią". Albo — jak ten sam psalmista wyraził to gdzie indziej — „Rozumiem więcej niż starcy, bo strzegę Twoich przykazań".
Taki był początek życia Jozjasza. W szesnastym roku życia zaczął szukać Boga swoich ojców; w dwudziestym przystąpił do reformy z niezłomną wiarą i pełnią szczerego, wielkodusznego oddania. Z języka Pisma wynikałoby, że zaczął *sam z siebie*; pozostaje więc wzorem dla wszystkich wieków — wzorem natychmiastowego posłuszeństwa dla sumienia. Jeremiasz nie zaczął prorokować aż *po* tym, jak król przystąpił do reformy, jakby powołanie wielkiego proroka było celowo zwlekane, by wypróbować siłę wierności Jozjasza wobec jego Boga w czasie, gdy jego ręce były jeszcze bez pomocy cudzych wysiłków czy przewodnictwa natchnionych mężów.
Jaką wiedzę o Bożych drogach ze swoim narodem i o Jego objawionych zamiarach miał Jozjasz w owym czasie, możemy jedynie domyślać się; od kapłanów mógł wiele dowiedzieć się ogólnie i z powszechnych wierzeń. Cudowna zagłada wojska Sennacheryba nie była od tak dawna, że dowodził mu o Bożej szczególnej opiece nad ludem żydowskim. Pokuta Manassesa była jeszcze świeższej daty; a sama świątynia wraz z jej służbą zawierała wiele doktryny dla religijnego umysłu, nawet niezależnie od Prawa czy proroków. Ale dokładnej wiedzy nie miał.
W dwudziestym roku życia przystąpił zatem do reformy. Na początku, nie mając Księgi Prawa jako przewodnika, podjął takie kroki, jakie podpowiadało mu naturalne sumienie: usunął bałwochwalstwo w ogólności. Ruszył w drogę, nie wiedząc, dokąd zmierza. Lecz takie jest prawo Bożej opatrzności, że ci, którzy postępują zgodnie ze swoim światłem, zostają wynagrodzeni światłem wyraźniejszym. Kto ma, temu będzie dane. Toteż w toku tych działań, po kilku latach, znalazł Księgę Prawa podczas swoich reform. Szukał Boga na drodze Jego przykazań, a Bóg zszedł mu naprzeciw. Przystąpił do naprawy świątyni; i właśnie w toku tej pobożnej pracy arcykapłan znalazł w świątyni egzemplarz Prawa Mojżeszowego — przypuszczalnie ów oryginał, który spoczywał w Arce. Zachowanie Jozjasza w obliczu tego odkrycia jest znamienne dla jego charakteru. Wielu ludzi — z pewnością wielu młodych — którzy przez sześć lat wykazali się już taką gorliwością jak on, byłoby pysznych z tego, co uczynili; i choć zaczęli pokornie, z biegiem czasu staliby się zarozumiali, pewni siebie i zatwardziali. Był już zaangażowany w tępienie i karanie wrogów Bożych — co mogło zarazić go duchową pychą; miał do wykonania dzieło zniszczenia — i to również mogło go uczynić okrutnym. Nic podobnego: jego szczególną chwałą jest prostota serca, czyste sumienie. Nawet po latach walki z bałwochwalstwem, słowami naszego tekstu, „serce jego było czułe" i nadal „upokarzał się przed Bogiem". Czuł w pełni ogromną odległość między sobą a swym Stwórcą; czuł własną ślepotę i słabość; i wciąż gorliwie pragnął lepiej poznawać swój obowiązek i doskonalej go wypełniać. Nie był to ów surowy fanatyzm, który dał się poznać w niektórych tzw. reformacjach, uważając się za szczególnych wybrańców Boga i „gardzących innymi". Oto mamy wzór reformatorów: prostota serca, łagodność usposobienia wśród gorliwości, wytrwałości i stanowczości w działaniu. Wszyscy Święci Boży mają tę jedność przeciwnych łask: Józef, Mojżesz, Samuel, Dawid, Nehemiasz, św. Paweł; lecz w którym z nich wszystkich cuda łaski objawiły się piękniej niż w Jozjaszu? „Z mocnego wyszła słodycz"; a może, jak możemy powiedzieć słuszniej, ze słodkiego wyszła moc.
Zwróćcie uwagę na jego zachowanie, gdy odczytano mu Prawo: „Gdy król usłyszał słowa Księgi Prawa, *rozdarł swoje szaty*". Myślał o wiele więcej o tym, czego nie uczynił, niż o tym, co uczynił. Czuł, jak niekompletna była jego reforma, i uświadomił sobie, o ileż bardziej winny jest cały jego lud, niż przypuszczał — skoro otrzymał tak dokładne wskazania w Piśmie, co czynić, i tak uroczyste nakazy ich wypełnienia; a nadto poznał straszliwą karę, jaka nad nimi wisiała, gdyż w owej Księdze Prawa zawarte były groźby zemsty, która miała spaść w razie przekroczenia. Fragmenty odczytane mu przez arcykapłana zdają się być z tych, które zawarte są w Księdze Powtórzonego Prawa, gdzie Mojżesz stawia ludowi dobro i zło do wyboru. „Patrz, kładę dziś przed tobą życie i dobro, śmierć i zło. . . . Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, że kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo". „Błogosławieństwo i przekleństwo: błogosławieństwo, jeśli będziecie słuchać przykazań Pana, waszego Boga: . . . przekleństwo, jeśli nie będziecie słuchać". I nie były to tylko czcze słowa, które go przerażały; było ich spełnienie. Samaria, dziesięć buntowniczych plemion, królestwo Izraela, zostało uprowadzone w niewolę. Wiedział już zapewne, że spowodowały to ich grzechy; lecz w Księdze Prawa odkrył, że grożono im tym z góry jako karą; i stwierdził, że ta sama kara czeka jego własny lud, jeśli wytrwa w grzechu. Co więcej, w Judzie doszło już do wypełnienia wyroku: Manasses, jego dziadek, był uprowadzony do Babilonu i przywrócony dopiero po pokucie.
W dwudziestym ósmym rozdziale Powtórzonego Prawa zobaczycie, jakie było przekleństwo za nieposłuszeństwo; lub też rozważcie słowa rozdziału dwudziestego dziewiątego: „Stoicie dziś wszyscy przed Panem, waszym Bogiem . . . abyś przystąpił do przymierza z Nim i do Jego przysięgi; . . . nie *tylko* z wami zawiera Pan to przymierze i tę przysięgę; ale z tym, kto stoi tu z nami dziś przed Panem, naszym Bogiem, i *również* z tym, kto nie jest tu z nami dziś: . . . żeby nie było wśród was mężczyzny, ani kobiety, ani rodziny, ani pokolenia, którego serce odwraca się dziś od Pana, waszego Boga" (niestety! jak to się stało w rzeczywistości — nawet wszystkie *dziesięć* plemion, a potem wszystkie dwanaście odpadło) „żeby nie poszło służyć bogom tych narodów; żeby nie było wśród was korzenia, który wydaje żółć i piołun; gdy usłyszy słowa tego przekleństwa, błogosławi sobie w sercu swym, mówiąc: Będę miał pokój, choć postępuję według uporu mego serca, dołączając pijaństwo do pragnienia: Pan nie będzie mu pobłażał, lecz zapłonie wtenczas gniew Pański i Jego zapalczywość przeciw temu człowiekowi, i wszystkie przekleństwa zapisane w tej Księdze spadną na niego, . . . tak że . . . przybysze z dalekiej ziemi, . . . gdy ujrzą plagi tej ziemi i choroby, jakie Pan na nią zesłał . . . że nie jest obsiana ani nie rodzi, ani żadna trawa na niej nie rośnie, . . . wszystkie narody powiedzą: Dlaczego Pan tak uczynił tej ziemi? Cóż znaczy ten wielki płomień gniewu? I powiedzą: Dlatego, że porzucili przymierze Pana, Boga swoich ojców, . . . poszli i służyli cudzym bogom, . . . i Pan wykorzenił ich z ich ziemi w gniewie, i wyrzucił do innej ziemi." Te słowa, lub im podobne — czy to dotyczące ludu, czy odnoszące się do obowiązków króla — odczytał Jozjasz w Księdze Prawa; a myśląc o niewoli, która już spotkała Izraela, i o grzechach własnego ludu Judy, rozdarł szaty. Potem nakazał kapłanom zapytać Boga, co powinien uczynić, by odwrócić Jego gniew. „Idźcie — rzekł — i zapytajcie Pana o mnie i o tych, którzy pozostali w Izraelu i Judzie, o słowa Księgi, która została znaleziona; bo wielki jest gniew Pański, który na nas spada, ponieważ ojcowie nasi nie zachowali słowa Pańskiego, aby wypełniać wszystko, co w tej Księdze zapisane".
Warto zauważyć, że nawet teraz zdaje się, iż nie znał jeszcze proroków Jeremiasza ani Sofoniasza, choć pierwszy z nich był powołany do swego urzędu już kilka lat wcześniej. Taka była wola Boża. A kapłani i uczeni w piśmie wokół niego, choć wspierali jego pobożne zamiary, nie byli bynajmniej jego przewodnikami: nie byli obeznani z Prawem Mojżeszowym ani z prorokami, którzy byli jego wyjaśniaczami. Lecz prorocy — z miłosierdzia Bożego — byli w każdym mieście; i choć Jeremiasz mógł milczeć lub być daleko, w samej Jerozolimie były objawienia od Boga. Do jednego z tych proroków udali się kapłani. Szallum był strażnikiem szat królewskich — jego żona Chulda słynęła z daru proroctwa. Do niej się udali. Odpowiedziała słowami, których fragment stanowi tekst naszego kazania: „Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Powiedzcie mężowi, który was do Mnie posłał: Tak mówi Pan: Oto sprowadzę zło na to miejsce i na jego mieszkańców — wszystkie słowa Księgi, którą czytał król judzki — ponieważ opuścili Mnie i palili kadzidło cudzym bogom . . . Mój gniew zapłonie przeciw temu miejscu i nie zostanie ugaszony. Lecz do króla judzkiego, który was posłał zapytać Pana, powiecie: Tak mówi Pan, Bóg Izraela, co do słów, które usłyszałeś: Ponieważ serce twe było czułe i ukorzyłeś się przed Panem, gdy usłyszałeś, co powiedziałem przeciw temu miejscu i jego mieszkańcom, że staną się spustoszeniem i przekleństwem, i rozdarłeś swoje szaty, i płakałeś przede Mną — Ja również cię wysłuchałem, mówi Pan. Oto zbiorę cię do twoich ojców i złożysz się do grobu w pokoju; oczy twoje nie ujrzą całego zła, które sprowadzę na to miejsce. I przynieśli królowi odpowiedź."
Nie ma potrzeby, bym opisywał szeroko, jak król Jozjasz postąpił po otrzymaniu tej wieści. Słyszeliśmy o tym w Pierwszej Lekcji tej Służby Bożej. Zgromadził całą Judę w Jerozolimie i publicznie odczytał słowa Księgi Prawa, po czym nakłonił cały lud do odnowienia przymierza z Bogiem ojców; następnie przystąpił dokładniej do dzieła reformy w Judzie i Izraelu, trzymając się ściśle wskazań Prawa; a potem obchodził swoje słynne Paschy. Tak więc głębsza wiedza szła u niego w parze z ściślejszym posłuszeństwem: jego skrupulatna uwaga na cały rytuał jest właśnie chwałą, jaką wysławia się jego Pascha: „Zaprawdę, nie było odprawianej takiej Paschy od dni sędziów". Cokolwiek czynił, czynił to całym sercem: „Nie było przed nim króla podobnego mu, który nawróciłby się do Pana całym swym sercem, i całą swą duszą, i całą swą mocą, według całego Prawa Mojżesza".
Pomijając szczegóły jego reformy, przejdźmy do spełnienia obietnicy danej mu przez Chuldę jako nagrodę za posłuszeństwo. „Oto zbiorę cię do twoich ojców i złożysz się do grobu w pokoju; oczy twoje nie ujrzą całego zła, które sprowadzę na to miejsce." Nagrodą jego była wczesna śmierć; czyn dowiódł, że i gwałtowna. Król egipski uderzył na króla asyryjskiego przez ziemię judzką; Jozjasz, związany może sojuszem z królem asyryjskim lub z jakiegoś innego ważnego powodu, który nam nieznany, stanął mu na drodze; doszło do bitwy; Jozjasz przebrał się, by nie dać się rozpoznać i nie paść ofiarą, lecz wybiła jego godzina — obietnica wyzwolenia miała się spełnić. „I strzelali łucznicy do króla Jozjasza; i rzekł król do swoich sług: Zabierzcie mnie, bo jestem ciężko ranny. Słudzy jego . . . przywieźli go do Jerozolimy; i umarł, i był pogrzebany w jednym z grobowców ojców jego". Tak więc najlepszy król Judy umarł jak Achab, najgorszy król Izraela; tak mało możemy osądzać miłość lub niezadowolenie Boże po zewnętrznych pozorach. „Sprawiedliwy ginie, a nikt nie bierze sobie do serca; pobożni są zabierani, a nikt nie rozumie, że sprawiedliwy jest zabrany od zła, które nadchodzi. Wejdzie w pokój; spoczną na swych łożach, każdy, kto chodził w prawości swojej".
Pismo Święte kontynuuje: „I opłakiwała cała Juda i Jerozolima Jozjasza. I lamentował Jeremiasz nad Jozjaszem; i wszyscy śpiewacy, i śpiewaczki mówili o Jozjaszu w swoich lamentach aż do dnia dzisiejszego, i ustanowiono to obyczajem w Izraelu": prawdopodobnie był coroczny obchód jego śmierci; a żałoba ówczesna była tak wielka, że prorok Zachariasz przywołuje ją niemal jak przysłowie. Tak poległ ostatni władca domu Dawidowego. Bóg przedłużał obiecane miłosierdzie dla swego ludu przez linię Dawidową, aż lud ten stał się zbyt zepsuty, by je przyjąć; ostatni król uprzywilejowanego rodu został gwałtownie i przedwcześnie odsunięty, by dać miejsce przejawowi Bożego gniewu w postaci niewoli całego narodu. On został usunięty z drogi; ich uprowadzono do Babilonu. „Nie płaczcie za umarłym — mówi prorok — i nie biadajcie nad nim; ale płaczcie rzewnie za tym, który odchodzi, bo już nie powróci i nie ujrzy ojczystej ziemi". Co do Jozjasza, jak napisano o nim gdzie indziej: „Pamięć jego . . . jest słodka jak miód w każdych ustach i jak muzyka na uczcie wina. On postąpił prawie w nawróceniu ludu i zniósł obrzydliwości nieprawości. Skierował swe serce ku Panu i w czasach bezecnych umocnił kult Boży. Wszyscy, oprócz Dawida, Ezechiasza i Jozjasza, byli ułomni, bo opuścili Prawo Najwyższego — nawet królowie judzcy zawinili".
Na zakończenie, bracia moi, pragnę zwrócić waszą uwagę na to, w czym leżała główna doskonałość Jozjasza. Taką charakterystykę daje mu Pismo przy pierwszej wzmiance jego imienia: „Czynił . . . to, co było słuszne w oczach Pańskich, i chodził we wszystkich drogach Dawida, swego ojca, i nie odbaczył ani w prawo, ani w lewo". Trzymał się wąskiej, środkowej drogi. Jak więc nazywa się tę surową cnotę? Nazywa się *wiarą*. Nie ma znaczenia, czy nazwiemy ją wiarą, czy sumienniością — w gruncie rzeczy są jednym i tym samym: gdzie jest wiara, tam jest sumienność — gdzie jest sumienność, tam jest wiara; można je od siebie odróżnić słowami, lecz w rzeczywistości nie są podzielone. Należą do jednej, i tylko jednej, postawy ducha — do obowiązkowości; objawiają się w posłuszeństwie, w troskliwym, gorliwym pełnieniu woli Bożej — jakkolwiek ją poznamy. Stąd właśnie św. Paweł powiada nam, że „sprawiedliwy z wiary żyć będzie" pod *każdym* zarządzeniem Bożego miłosierdzia. I to właśnie nazywa się *wiarą*, bo zakłada zaufanie do samego słowa niewidzialnego Boga, które przeważa nad pokusami rzeczy widzialnych. Czy to, że czytamy i przyjmujemy Jego słowo w Piśmie (jak czynią chrześcijanie), czy Jego słowo w sumieniu — prawo wypisane w sercu (jak to bywa u pogan): w obydwu przypadkach to przez posłuszeństwo mu, wbrew pokusom otaczającego świata, podobamy się Bogu. Św. Paweł nazywa to wiarą, mówiąc za prorokiem: „Sprawiedliwy z wiary żyć będzie"; a św. Piotr w dziesiątym rozdziale Dziejów Apostolskich nazywa to „bojaźnią Bożą i *czynieniem sprawiedliwości*", gdy powiada, że „w każdym narodzie miły Mu jest ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie". Rzecz ta sama: obaj Apostołowie mówią, że Bóg kocha tych, którzy stawiają Go ponad świat; których *charakter i usposobienie* ducha jest takie. Gdzie indziej św. Paweł mówi podobnie jak św. Piotr, gdy oświadcza, że Bóg odda życie wieczne tym, którzy „przez *wytrwałość* w dobrym uczynku szukają chwały". Św. Jan dodaje swoje świadectwo: „Dzieci, niechaj nikt was nie zwodzi. Kto postępuje sprawiedliwie, jest sprawiedliwy, podobnie jak On jest sprawiedliwy". A ostatnie słowa naszego Zbawiciela na końcu całego Pisma, długo po zesłaniu Ducha, po śmierci wszystkich Apostołów oprócz św. Jana, są te same: „Błogosławieni, którzy *pełnią Jego* przykazania, aby mieli prawo do drzewa życia".
A jeśli tak wielkie jest miłosierdzie Boże — jak ufamy — wobec wszystkich ludzi, gdzie tylko ktoś szuka Go całym sercem, to cóż powiecie o Jego miłosierdziu wobec chrześcijan? Coś o wiele większego i cudowniejszego; bo zostaliśmy wybrani ze świata w Jezusie Chrystusie, Zbawicielu naszym, do chwały niepojętej i wiecznej. Jesteśmy dziedzicami obietnicy; Bóg umiłował nas, zanim się narodziliśmy. Przyjął nas do swojego Kościoła w niemowlęctwie. Przez Chrzest uczynił nas nowymi stworzeniami, dając nam moce, których z natury nie mieliśmy, i wnosząc nas do niewidzialnej społeczności Świętych i Aniołów. A wszystko to posiadamy dzięki naszej wierze; to jest przez to, że wierzymy, iż je mamy, i szczerze staramy się z nich korzystać. Niech Bóg raczy sprawić, abyśmy my — jak Jozjasz — pomnażali nasze dary, handlowali i obracali nimi, tak by gdy przybędzie, by z nas rozliczyć, być przyjętymi!