HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VIII

Kazanie XVII. Radość religijna

Gdy potrzebuję nadzieiGdy chcę podziękować i uwielbić WcielenieAdwent i Boże Narodzenie
„I rzekł do nich anioł: Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego ludu. Dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan."
W skrócie. Kazanie bożonarodzeniowe głosi dwie nauki: pokorę (Bóg wybrał pasterzy i żłób) i radość (Zbawiciel narodził się). Wcielenie obala mit, że szczęście leży w wielkości i sławie — Syn Boży wybrał los pogardzany. Chrześcijanin może cieszyć się Bogiem w zwykłym życiu i przez Chrystusa uczestniczyć w Bożej naturze.

„„Nie bójcie się — rzekł Anioł — bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego ludu."”

*„I rzekł do nich anioł: Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego ludu. Dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan."* — Łk 2,10-11

Dwie są główne nauki, których udziela nam wielkie Święto, jakie dziś obchodzimy: pokora i radość. To zaiste dzień, w którym stawia się nam przed oczami niebiańska doskonałość oraz upodobanie Boga wobec tego stanu, jaki większość ludzi ma lub mieć może wyznaczony sobie w udziale — stanu pokornego i ukrytego życia, a wraz z nim pogodnego ducha. Gdy sięgniemy do pism historyków, filozofów i poetów tego świata, narzuci nam się przekonanie, że szczęśliwi są ludzie wielcy; skierujemy myśl i serce ku stanowiskom wysokim i świetnym, niezwykłym przygodom, potężnym zdolnościom im sprostania, pamiętnym zmaganiom i wielkim przeznaczeniom. Uznamy, że najwyższy bieg życia to samo tylko dążenie do dobra, nie zaś jego posiadanie.

Lecz gdy pomyślimy o dzisiejszym Święcie i o tym, co na nim upamiętniamy, otwiera się przed nami widok nowy i zgoła odmienny. Po pierwsze, przypomina nam się, że choć życie musi być zawsze życiem trudu i wysiłku, to jednak, ściśle rzecz biorąc, nie musimy szukać naszego najwyższego dobra. Zostało ono znalezione, przybliżone do nas w zstąpieniu Syna Bożego z łona Ojca na ten świat. Zostało zachowane pośród nas na ziemi. Nie potrzebują już ludzie o duszy gorącej wyczerpywać się w pogoni za tym, co mniemają, iż być może dobrem najwyższym; nie potrzebują już błąkać się i narażać na niebezpieczeństwo w poszukiwaniu owej nieznanej szczęśliwości, do której serca ich z natury tęsknią, jak czynili w czasach pogańskich. Tekst mówi do nich i do wszystkich: „Dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan."

Ani też nie potrzebujemy szukać żadnej z tych rzeczy, które próżny ten świat zwie wielkimi i szlachetnymi. Chrystus całkowicie pohańbił to, co świat ceni, przyjmując na siebie stan i położenie, którym świat gardzi. Żaden los nie mógł być pokorniejszy i powszedniejszy niż ten, który Syn Boży wybrał dla siebie.

Mamy więc w Uroczystość Narodzenia dwie nauki — zamiast niepokoju wewnątrz i przygnębienia na zewnątrz, zamiast pełnego znużenia poszukiwania rzeczy wielkich — radować się i weselić; a ponadto czynić to pośród tych ciemnych i zwyczajnych okoliczności życia, które świat pomija i którymi pogardza.

Rozważmy to dokładniej, jak zawarte jest w łaskawym opowiadaniu, którego częścią jest nasz tekst.

**1.** Cóż czytamy tuż przed tym tekstem? Że pewni pasterze strzegli nocą swej trzody i ukazali im się Aniołowie. Dlaczego niebiańskie zastępy miały się ukazać tym pasterzom? Cóż było w nich takiego, co przyciągnęło uwagę Aniołów i Pana Aniołów? Czy pasterze owi byli wykształceni, znakomici albo wpływowi? Czy słynęli szczególnie z pobożności i darów? Nic nie skłania nas do takiego myślenia. Wiarę, powiedzmy spokojnie, mieli, albo przynajmniej niektórzy z nich, bo temu, kto ma, będzie dane więcej; lecz nic nie wskazuje, by byli świętszymi i oświeceńszymi od innych pobożnych mężów owych czasów, którzy oczekiwali pociechy Izraela. Owszem, nie ma powodu sądzić, iżby przewyższali pod jakimś względem powszedni krąg ludzi w ich położeniu — prostych i bogobojnych, lecz bez wybitnego postępu w pobożności ani żadnych szczególnie ukształtowanych nawyków religijnych. Dlaczego więc zostali wybrani? Ze względu na swoje ubóstwo i skromność. Bóg Wszechmocny patrzy z rodzajem szczególnej miłości, czy też — jak można by to ująć — upodobania na pokornych. Może dlatego, że człowiek — stworzenie upadłe, zależne i ogołocone — jest bardziej na swoim miejscu, gdy żyje w skromnych okolicznościach, a władza i bogactwo, choć nieuchronne w przypadku niektórych, są dla człowieka, jako takiego, przylepkami nienaturalnymi. Podobnie jak istnieją zajęcia i powołania niestosowne, choć niezbędne — i chociaż korzystamy z nich i tym bardziej szanujemy tych, którzy się im poświęcają, to jednak cieszymy się, że nie są nasze; jak czujemy wdzięczność i szacunek dla powołania żołnierza, lecz nie pożądamy go — tak samo w oczach Bożych wielmożność jest mniej przyjemna niż skromność. Mniej nam przystoi.

Pasterze więc zostali wybrani ze względu na swą pokorę, aby jako pierwsi usłyszeć o narodzeniu Pana — tajemnicy, której żaden z możnych tego świata nie znał.

Jakiż kontrast ukazuje się nam, gdy weźmiemy pod uwagę, kim byli posłańcy Pana do nich! Aniołowie, którzy prześcigają siłą, ci to wypełnili Jego polecenie wobec pasterzy. Oto najwyższe i najniższe spośród rozumnych stworzeń Bożych zostają złączone ze sobą. Grupka biednych ludzi, wiodących życie pełne trudów, wystawionych właśnie wówczas na zimno i mrok nocy, strzegących trzód — by odgonić zwierzęta drapieżne lub zbójców — oni to, gdy myślą wyłącznie o rzeczach ziemskich, przeliczają owce w stadzie, trzymają psy przy boku i nasłuchują odgłosów z równiny, rozważają pogodę i wyglądają dnia — zostają nagle nawiedzeni przez gości zgoła innych niż mniemali. Znamy ciasny krąg myśli, drobne i pospolite przedmioty, a raczej jeden czy dwa przedmioty, wciąż te same bez odmiany, zajmujące umysły ludzi wystawionych na takie życie pełne upału, zimna i wilgoci, głodu i nagości, ciężkiej pracy i służby. Przestają się troszczyć o cokolwiek, a trwają w rodzaju mechanicznego trybu, bez serca, a tym bardziej bez refleksji.

Do ludzi w takim położeniu ukazał się Anioł, by otworzyć ich umysły i nauczyć, że nie powinni przygnębiali się ani pozostawać w niewoli dlatego, że są nisko w świecie. Ukazał się jakby po to, by pokazać im, że Bóg wybrał ubogich na tym świecie, aby byli dziedzicami Jego królestwa, i w ten sposób uhonorować ich los. „Nie bójcie się" — rzekł — „bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego ludu. Dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan."

**2.** A teraz przychodzi druga nauka, którą — jak wspomniałem — można wyciągnąć z tego Święta. Anioł zaszczycił pokorny los już samym swym ukazaniem się pasterzom; następnie swym orędziem nauczył ich radości. Objawił radosne nowiny tak przewyższające ten świat, że zrównał wysokich i niskich, bogatych i ubogich, jednych z drugimi. Rzekł: „Nie bójcie się." To sposób zwracania się częsty w Piśmie Świętym, jak mogli się państwo przekonać, jak gdyby człowiek potrzebował takiego zapewnienia, by się ostać, zwłaszcza w obliczu Boga. Anioł rzekł „Nie bójcie się", gdy ujrzał trwogę, jaką jego obecność wywołała wśród pasterzy. Nawet mniejszy cud słusznie by ich zdumiał. Dlatego Anioł rzekł: „Nie bójcie się." Z natury boimy się każdego posłańca z tamtego świata, bo kiedy jesteśmy zdani na siebie, sumienie nie daje nam spokoju i sądzimy, że jego przybycie zwiastuje zło. Prócz tego tak słabo urzeczywistniamy sobie świat niewidzialny, że gdyby Anioł lub duch stanął przed nami, zdumiałoby nas to na skutek naszego niedowiarstwa — prawda bowiem docierałaby do naszych umysłów, której nigdy dotąd nie pojmowaliśmy. I tak z jednego lub drugiego powodu pasterze bali się bardzo, gdy chwała Pańska zajaśniała wokół nich. I Anioł rzekł: „Nie bójcie się." Odrobina religii napełnia nas lękiem; gdy trochę światła wlewa się w sumienie, panuje ciemność widzialna — same widoki nieszczęścia i grozy; chwała Boża trwoży, choć zarazem promieniuje wokół. Jego świętość, zakres i surowość Jego przykazań, wielkość Jego potęgi, wierność Jego słowa — przerażają grzesznika, i ludzie widząc go przerażonego, myślą, że religia go takim uczyniła, podczas gdy on nie jest jeszcze w ogóle religijny. Nazywają go religijnym, gdy on jest jedynie człowiekiem udręczonym przez sumienie. Lecz sama religia, dalekie od wlania alarmu i trwogi, mówi słowami Anioła: „Nie bójcie się"; bo takie jest Jego miłosierdzie — choć Bóg Wszechmocny rozlał wokół nas swą chwałę, to jednak jest ona chwałą pocieszającą, jest bowiem światłością Jego chwały w Obliczu Jezusa Chrystusa. I tak niebiański herold złagodził nadmierną jasność Ewangelii podczas owych pierwszych Bożych Narodzin. Chwała Boża napełniła najpierw pasterzy trwogą, dlatego dołączył radosną nowinę, aby wzbudzić w nich zdrowszy i szczęśliwszy nastrój. Wówczas ucieszyli się.

„Nie bójcie się — rzekł Anioł — bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego ludu. Dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan." A potem, gdy skończył swoje ogłoszenie, „nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie upodobał." Takie były słowa, które błogosławione Duchy służące Chrystusowi i Jego świętym wypowiedziały owej łaskawej nocy do pasterzy — by pobudzić ich z ich zimnego i głodnego stanu do radości wielkiej; by nauczyć ich, że są przedmiotem miłości Bożej nie mniej niż największy z ludzi na ziemi; owszem, jeszcze bardziej, bo to im pierwszym zwierzył On nowiny o tym, co owej nocy się działo. Jego Syn narodził się wówczas w świat. O takich wydarzeniach mówi się przyjaciołom i bliskim, tym, których się kocha, tym, którzy nam współczują — nie obcym. Jakże mógłby Bóg Wszechmocny być łaskawszym i okazać swą życzliwość wobec pokornych i opuszczonych wyraziściej, niż przez to, że pospiesza — jeśli wolno użyć tego słowa — by powierzyć wielką i radosną tajemnicę pasterzom strzegącym nocą swych owiec?

Anioł dał zatem pierwszą naukę połączonej pokory i radości; lecz nieskończenie większa znajdowała się w samym zdarzeniu, ku któremu ich skierował — w narodzeniu się Świętego Dziecięcia Jezus. Zaznaczył ją słowami: „Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie." Zapewne, gdy usłyszeli, że narodził się na świat Chrystus Pański, szukaliby Go w pałacach królewskich. Nie mogliby sobie wyobrazić, że stał się jednym z nich albo że mogą Go nawiedzić; dlatego Anioł przestrzegał ich, gdzie Go znajdą — nie tylko jako znak, ale i jako naukę.

„I mówili pasterze jeden do drugiego: Pójdźmy teraz aż do Betlejem i zobaczmy to zdarzenie, które nam Pan oznajmił." Pójdźmy i my z nimi, by rozważyć ów drugi i większy cud, ku któremu Anioł ich skierował — Narodzenie Chrystusa. Święty Łukasz mówi o Błogosławionej Dziewicy: „Powiła swego Syna Pierworodnego, owinęła Go w pieluszki i złożyła w żłobie." Jakiż to przedziwny znak dla całego świata, i dlatego Anioł powtórzył go pasterzom: „Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie." Bóg nieba i ziemi, Boże Słowo, które przebywało w chwale z Odwiecznym Ojcem od początku — narodziło się w tym czasie na świat grzechu jako małe Niemowlę. On, właśnie w tej chwili, leżał w ramionach Matki, z pozoru bezradny i bezsilny, owinięty przez Maryję w niemowlęce powijaki i złożony do snu w żłobie. Syn Boga Najwyższego, który stworzył światy, stał się ciałem, pozostając tym, czym był przedtem. Stał się ciałem tak prawdziwie, jak gdyby przestał być tym, czym był, i rzeczywiście przemienił się w ciało. Zgodził się być potomkiem Maryi, być brani w ręce śmiertelnika, mieć na sobie wzrok matki, i być pieszczony przy matczynym łonie. Córka ludzka stała się Matką Bożą — dla niej to wprawdzie dar łaski niewypowiedziany; lecz czymże było to dla Niego — jakim uniżeniem! Jakim opróżnieniem z chwały, by stać się człowiekiem! I nie tylko bezradnym niemowlęciem, choć i to byłoby upokorzeniem wystarczającym, lecz odziedziczenie wszystkich słabości i ułomności naszej natury, jakie były możliwe dla duszy bez grzechu. Jakie były Jego myśli — jeśli wolno nam używać takiego języka lub dopuszczać taką refleksję w odniesieniu do Nieskończonego — gdy uczucia ludzkie, smutki ludzkie, potrzeby ludzkie stały się po raz pierwszy Jego? Cóż to za tajemnica od początku do końca — Syn Boży stający się człowiekiem! A jednak im większa tajemnica, tym większa łaska i miłosierdzie w niej zawarte; a jak wielka łaska, tak wielka wielkość jej owocu.

Rozważajmy tę tajemnicę wytrwale i powiedzmy, czy jakiś skutek jest zbyt wielki, by wynikać z tak przedziwnego rozrządzenia; czy jakaś tajemnica jest tak wielka, czy jakaś łaska tak przemożna, jak ta, która już objawiła się we wcieleniu i śmierci Odwiecznego Syna. Gdyby nam powiedziano, że skutek jej będzie taki, iż staniemy się jak Serafini — że wzniesiemy się tak wysoko, jak On zstąpił nisko — czyżby to zdumiewało nas po nowinie anielskiej do pasterzy? I taki jest właśnie jej skutek, o ile można mówić takie rzeczy bez bluźnierstwa. Pozostajemy ludźmi, lecz nie samymi tylko ludźmi — obdarzeni miarą wszystkich doskonałości, które Chrystus ma w pełni, uczestnicząc każdy we właściwym sobie stopniu w Jego Boskiej Naturze tak w pełni, że jedynym powodem — by tak powiedzieć — dla którego święci Jego nie są naprawdę do Niego podobni, jest niemożność: On jest Stwórcą, a oni Jego stworzeniami; a jednak w taki sposób, że są *nieomal* Boży — wszystkim tym, czym mogą się stać, nie naruszając niepowtarzalnego majestatu Najwyższego. Zaprawdę, stosownie do Jego chwały jest Jego moc udzielania chwały; tak że powiedzieć, iż przez Niego będziemy uczynieni *nieomal* bogami — choć znaczy to, iż jesteśmy nieskończenie niżsi od uwielbionego Stwórcy — to zarazem powiedzieć prawdziwie, że będziemy wyżsi niż każda inna istota w świecie; wyżsi od Aniołów i Archaniołów, Cherubinów i Serafinów — to znaczy nie tutaj i nie w sobie samych, lecz w niebie i w Chrystusie: Chrystusie, który już jako pierwociny naszego rodzaju, Bóg i człowiek, wstąpił wysoko ponad wszelkie stworzenia, i my przez Jego łaskę zmierzamy do tejże wzniosłej szczęśliwości, mając tu na ziemi zadatek Jego chwały, a po śmierci — jeśli okaże się, żeśmy wierni — jej pełnię.

Jeśli tak się rzeczy mają, to nauka radości, której udziela nam Wcielenie, jest równie przejmująca jak nauka pokory. Święty Paweł udziela nam jednej nauki w Liście do Filipian: „To dążenie niech będzie w was, które też było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi" — a Święty Piotr udziela nam nauki radości: „Którego, choć nie widzieliście, miłujecie; w Nim teraz, choć Go nie widzicie, lecz wierzycie, radujecie się radością niewymowną i pełną chwały: osiągając cel waszej wiary — zbawienie dusz."

Weźcie te myśli ze sobą, bracia moi, do waszych domów w ten dzień świąteczny; niech towarzyszą wam przy rodzinnych i towarzyskich spotkaniach. To dzień radości; dobrze jest się radować — źle jest być inaczej. Przez jeden dzień możemy zdjąć z siebie ciężar naszych skalanych sumień i radować się doskonałościami naszego Zbawiciela Chrystusa, nie myśląc o sobie, nie myśląc o naszej własnej nędznej nieczystości; lecz rozważając Jego chwałę, Jego sprawiedliwość, Jego czystość, Jego majestat, Jego miłość rozlewną. Możemy radować się w Panu i we wszystkich Jego stworzeniach Go dostrzegać. Możemy cieszyć się Jego doczesną hojnością i kosztować przyjemnych rzeczy ziemi, mając w myślach Jego; możemy radować się z naszych przyjaciół dla Niego, kochając ich szczególnie dlatego, że On ich umiłował.

„Nie przeznaczył nas Bóg ku gniewowi, lecz ku zdobyciu zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który umarł za nas, abyśmy, czy żywi, czy umarli, razem z Nim żyli." Szukajmy łaski pogodnego serca, równego usposobienia, słodyczy, łagodności i jasności ducha — jako kroczący w Jego świetle i przez Jego łaskę. Módlmy się do Niego, by dał nam ducha miłości zawsze obfitej, zawsze tryskającej, która swym własnym bogactwem i siłą przemaga i zmywa utrapienia życia, i która nade wszystko jednoczy nas z Tym, który jest źródłem i centrum wszelkego miłosierdzia, dobroci i radości.

← wróć do odkrywania