HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania o sprawach dnia

Kazanie VII. Wiara i świat

Gdy świat mnie wciąga Marność świataWiara a rozum
„Choćby ręka przyłączyła się do ręki, bezbożny nie ujdzie kary; lecz potomstwo sprawiedliwych będzie wybawione."
W skrócie. Kazanie ukazuje świat jako duchowego nieprzyjaciela, który posługuje się rozumem i sofizmatami, by przekonać człowieka, że życie doczesne jest jedynym celem istnienia. Newman analizuje pięć argumentów świata przeciw religii: talenty dane tylko dla tego świata, charakter narodowy, doświadczenie ludzkiego życia, 'nienaturalność' religii i sukces doczesny. Odpowiedź: Chrystus przyszedł wprowadzić wyższą naturę, a liczba błądzących nie zmienia Bożego wyroku.

„ktokolwiek chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga”

*„Choćby ręka przyłączyła się do ręki, bezbożny nie ujdzie kary; lecz potomstwo sprawiedliwych będzie wybawione."* — Prz 11,21

Kiedy słyszymy o bezbożnych, skłonni jesteśmy myśleć, że chodzi wyłącznie o ludzi porzuconych, pozbawionych zasad, okrutnych, podstępnych lub rozpustnych. Takie przekonanie jest niemal powszechne: sądzimy, że zło — w jakimkolwiek poważnym sensie tego słowa — jest czymś zewnętrznym wobec nas, czymś odległym. Tak też jest z dziećmi: słysząc o złych ludziach i grzesznikach, nie są w stanie pojąć, że zło może być w pobliżu. Wyobrażają je sobie z lękliwą ciekawością jako coś, czego nigdy nie widziały, jako coś obcego i potwornego, jakby przywiezionego zza mórz lub ze świata innego rodzaju — choć w istocie zło, i to w swej najgorszej i najbardziej skoncentrowanej postaci, rodzi się razem z nimi, żyje w nich, nie daje się poskromić inaczej, jak tylko nadprzyrodzonym darem Bożym, i trwa w nich nawet wtedy, gdy łaska Boża ujęła je w karby. Podobnie, gdy doroślejemy — bez względu na to, czy zostajemy wrzuceni w wir świata, czy nie — zazwyczaj nie rozumiemy, że to, co Pismo Święte mówi o grzechu, o jego ohydzie i niebezpieczeństwie, odnosi się do nas. Sam świat, choć go widzimy, zdaje się nie być owym światem — to znaczy nie tym światem, o którym mówi Pismo. Nie dostrzegamy, nie wyczuwamy smrodu jego grzeszności; jego drogi są nam przyjemne; i nie wydaje nam się, by to, co Pismo powiada o niegodziwości i o nieszczęściu, które za nią idzie, stosowało się do świata, który widzimy.

I dlatego, gdy czytamy — jak w przytoczonych słowach — o krótkotrwałym triumfie i ostatecznej klęsce niegodziwości, gdy czytamy, że „choćby ręka przyłączyła się do ręki, bezbożny nie ujdzie kary" — staje przed nami obraz jakiejś przemożnej tyranii albo wiarołomnego spisku, albo jawnego i zuchwałego buntu przeciw religii, jakiegoś zdarzenia na miarę pokolenia czy stulecia, i niczego mniejszego. Takie przykłady zła niezwątpliwie są szczególnie zamierzone przez natchnionego autora; mimo to — po namyśle — słowa jego zawierają znacznie więcej: wiele tego, co jest zwykłe, wiele tego, co dzieje się przed naszymi oczami.

Czy może być inaczej? Czy świat sam w sobie nie jest zły? Czy jego grzeszność jest przypadkiem, okazją, nadmiarem lub splotem okoliczności? Czy też nie jest on raczej jednym z naszych trzech wielkich duchowych nieprzyjaciół — zawsze i pod wszelkimi warunkami i przemianami bezbożnym, niewierzącym, uwodzącym i antychrześcijańskim? Musimy z pewnością to przyznać. Dlaczego bowiem ślubujemy mu wojnę na Chrzcie? Dlaczego Pismo przemawia o nim słowami, które znamy tak dobrze, jeśli tylko zechcemy im uwagę poświęcić? Święty Jakub powiada, że „przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem", tak iż „ktokolwiek chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga". Święty Paweł zaś mówi o „postępowaniu według biegu tego świata, według władcy, który rządzi w powietrzu, ducha, który teraz działa w synach buntu"; napomina nas, abyśmy „nie brali wzoru z tego świata, lecz przemieniali się przez odnawianie umysłu"; powiada też, że Chrystus „wydał siebie samego za nasze grzechy, aby wyrwać nas z obecnego złego świata". Podobnie święty Jan powiada: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca". Bądźmy zatem pewni, że owa zmowa zła, którą Pismo nazywa światem, ów spisek przeciw Bogu Wszechmogącemu, którego ukrytym podżegaczem jest szatan — jest czymś szerszym, subtelniejszym i bardziej powszednim niż sama tylko okrutność, podstęp czy rozwiązłość; jest tym właśnie światem, w którym żyjemy; nie jest jakimś określonym stronnictwem lub grupą ludzi, lecz samym społeczeństwem ludzkim. To właśnie jest nasz największy wróg; i to właśnie ma na myśli w całej pełni tekst, gdy powiada, że „choćby ręka przyłączyła się do ręki, bezbożny nie ujdzie kary". Świat jest teraz potężny, lecz w końcu zostanie obalony; a wtedy jego poszczególni członkowie „nie ujdą kary", natomiast „potomstwo sprawiedliwych będzie wybawione".

Spróbuję teraz wyjaśnić, co w przytoczonych słowach może oznaczać „ręka łącząca się z ręką" i w jakim sensie wypełnia się to w biegu ludzkich spraw w każdym czasie. Jedynym swoistym i charakterystycznym grzechem świata jest to, że podczas gdy Bóg chce, abyśmy żyli dla życia przyszłego, świat chce skłonić nas, byśmy żyli dla życia doczesnego. Oto — powiadam — grzech świata: żyje on dla tego życia, nie dla następnego. Obiera sobie jako główny cel ludzkiego wysiłku kres, który Bóg zakazuje; i dlatego wszystko, co czyni, staje się złe, bo skierowane ku błędnemu celowi.

Wydaje się to łatwe do powiedzenia, ale należy to dokładnie rozważyć. Pod tym względem pokusy świata różnią się od pokus ciała. Ciało nie posługuje się rozumem ani nie odwołuje do rozumu; natomiast świat rozumuje. Uczynki ciała są takie, jak je opisuje święty Paweł: niezgoda, nienawiść, zabójstwa, cudzołóstwa, nieczystość i pijaństwo. Pycha, okrucieństwo, gniew, mściwość, zatwardziałość, zmysłowość — to uczynki ciała. Są one spontanicznym owocem nieodnowionego umysłu, tak jak osty i ciernie są naturalnym plonem ziemi. Inaczej jednak rzecz się ma ze światem. Świat ma wiele grzechów, lecz jego swoistą winą jest śmiałość rozumowania wbrew Słowu Bożemu i woli Bożej. Stawia sobie błędne cele i dąży ku nim. Błądzi jakby z zasady i przekłada swój własny sposób widzenia rzeczy ponad sposób Boga. Kiedy Ewa zobaczyła, że zakazany owoc jest dobry do jedzenia, była kuszona przez ciało; gdy zaś wąż rzekł: „Na pewno nie umrzecie" — użył pokusy właściwej światu, mianowicie fałszywego rozumu.

Przekonacie się o tym, przyglądając się światu i widząc, jak i dlaczego nieposłuszny jest Bogu. Bóg w Piśmie mówi jedno; świat mówi drugie. Bóg powiada, że winniśmy żyć dla życia przyszłego; świat mówi, że winniśmy żyć dla tego życia. Jak świat może tak mówić? Jakimi posługuje się argumentami? Zastanówmy się.

Wydaje się, że ludzie są stworzeni dla tego świata — to właśnie sprawia, że lekceważą tamten: sądzą, że mają rację twierdząc, że widzą, iż ten świat jest tym, dla którego mają się trudzić i któremu powinni poświęcić swoje zdolności. Dlatego trwają w zaprzeczaniu, że muszą żyć dla życia przyszłego. Nie twierdzą wprost, że sprzeciwiają się Słowu Bożemu, lecz zaprzeczają, by Bóg powiedział, że muszą żyć wprost dla życia przyszłego. Podobnie jak Izraelici, gdy oddawali cześć złotemu cielcu, nie wyrzekali się jawnie Boga Abrahama, lecz twierdzili, że pod tym symbolem mu cześć oddają — tak ludzie w ogóle, gdy dążą do tego świata jako swego najwyższego dobra i swego bóstwa, zaprzeczają, jakoby wyrzekali się swego Pana i Stwórcy, i utrzymują, że On pragnie, by mu cześć oddawać poprzez ten świat i w nim.

Oto rodzaje rozważań, które skłaniają ich do myślenia, że ten świat jest wszystkim:

1. Na przykład: istnieje wiele zdolności i talentów, które zdają się istnieć wyłącznie w tym świecie i być niemożliwe w innym. Rozważcie rozmaitość darów umysłowych, które są czynne ze wszystkich stron wokół nas, a zobaczycie, co mam na myśli — na przykład talent do interesów czy talent do sztuk użytecznych, do mechaniki. Albo znowu: rozważcie talenty składające się na wielkiego wodza. Zdają się wyraźnie stworzone dla tego świata i tylko tego. Jeśli taka zdolność nie ma być używana — można zapytać — po co jest dana? Jeśli ktoś żyje wyłącznie dla świata przyszłego, jaki jest z niej pożytek? Nasz cel — mówią tedy — musi być celem tego życia, kres naszego działania musi być w tym świecie, bo ku temu właśnie wskazują nasze talenty. Talenty nie są konieczne do religii, talenty nie są konieczne do przygotowania się na życie przyszłe; są jednak dane, a zatem dane dla tego życia. Tak argumentują ludzie — nie mówię, że wyraźnie wypowiadają to wszystko słowami; ale taki argument drzemie w ich umysłach. Mówią lub myślą, że skoro religia wyrzeka się mądrości tego świata, skoro wyrzeka się — i faktycznie tak jest — potęgi, stanowiska, siły, wiedzy i zdolności jako swego prawdziwego i rzeczywistego gruntu, to wszystkie te rzeczy mogą wyrzec się religii, nie należą do religii i nie muszą ku niej zmierzać. Ona się ich wyrzeka — one się jej wyrzekają. Religia zatem — powiada się — nie jest dla tego świata. Jest rzeczą prywatną dla sumienia każdego człowieka, lecz nie dla społeczeństwa, nie do stosowania na wielką skalę. I to dlatego, że człowiek ma zdolności, którymi religia nie raczy się posługiwać jako swymi narzędziami; a także dlatego, że owe zdolności nie istnieją poza tym życiem, i jeśli mają być użyte, muszą być użyte tutaj.

2. Innym rozważaniem tego samego rodzaju, które zdolne jest skłonić ludzi tego świata w tym samym kierunku — jeśli tylko zechcą je przeanalizować — jest istnienie charakteru narodowego. Zdaje im się to być opatrznościowym znakiem, czym ten świat ma być. Charakter jednej jednostki może być przypadkowy i wypływać z jej własnej zachcianki lub samowoli; lecz gdy cały lud jest taki sam, nie może to pochodzić od nich samych — musi wynikać z samej ich natury, musi być znakiem woli Bożej. Ten charakter — mówią — cokolwiek by był, musi być miły Bogu. Jeden naród jest mężny, drugi dzielny lecz okrutny, trzeci przenikliwy, czwarty energiczny i pracowity. Twierdzono zatem, że to są właśnie przymioty umysłu, dla których przeznaczone jest to życie. Gdzie bywał kiedy naród religijny? Albo raczej — jak to możliwe, w naturze rzeczy, by narody, tak różniące się między sobą i tak w swych różnicach doskonałe, były przeznaczone do jednej formy lub wyznania? Religia należy zatem do świata przyszłego, nie do tego. Nie — tak zdają się postępować te myśli — energia i aktywność, przedsiębiorczość, żądza przygód, rywalizacja i wynalazek — wojna, polityka i handel — oto dla czego ludzie są tutaj stworzeni; nie dla wiary, bojaźni, upokorzenia, modlitwy, samodyscypliny, pokuty, wrażliwości sumienia, świętości. Dobrze, jeśli poszczególne osoby czują się powołane na tę drogę; lecz to ich prywatna sprawa, której nie należy narzucać innym. Albo z kolei, gdy spoglądamy na religię różnych ludzi, jeden rozwinął jeden zestaw przekonań, drugi — inny; jeden wyznaje surowe credo, inny jest swobodny i śmiały. Wszystkie religie są zatem sprawą mniemania, gdyż są sprawą usposobienia i przyzwyczajenia.

3. Mówiłem o narodach, bo argument może wówczas wyglądać przekonująco; lecz ludzie stosują go zazwyczaj do poszczególnych jednostek. Wychodzą w świat i spotykają ludzi tego lub owego charakteru, a niebędących religijnymi; i stąd wnioskują, że religia jest jedynie teorią, skoro nie widać jej na obliczu społeczeństwa. Nazywają to poznaniem życia i znajomością świata, co wiedzie ich do pogardzania ścisłą zasadą i religijnym postępowaniem jako czymś małostkowym. Mówią, że religia sprawdza się dobrze w kręgu domowym, lecz nie nadaje się do świata; traktują bowiem ludzi jak fakty, jak mogliby traktować materiały świata fizycznego — kamienie lub rośliny; jak gdyby ludzie byli tym, czym są, i inaczej być nie mogło; i jak nie można zmienić pierwiastków, lecz trzeba je brać takimi, jakimi są i używać ich, tak myślą, że tak samo należy postępować z istotami ludzkimi. I jak ktoś uchodzi za teoretyka, kto żywi pewne przekonania o świecie przyrody, do których fakty tego świata nie przystają, tak uważają za czystego marzyciela kogoś, kto mówi, że ludzie nie powinni być tym, czym przyznają się być; kto przychodzi do nich z nauką, która jest ponad nimi, odmawia obcowania z nimi takimi, jakimi ich zastaje, i usiłuje ich podnieść, przemienić i uczynić z nich coś, czym nie są. Jak za szaleńca uznaliby kogoś, kto czekałby, aż rzeki przestaną płynąć, albo góry ustąpią mu z drogi, tak uważają za uparte, niemożliwe, przewrotne i niemal obłąkane działanie wbrew człowiekowi naturalnemu, krzyżowanie jego pragnień, potępianie jego przekonań i naleganie, by poddał się regule dlań obcej. Wielcy filozofowie mówili, że w przypadku stworzonego świata materialnego pokonujemy naturę, ulegając jej; a ponieważ jest to prawdą o materii, świat chciałby, by w tym samym sensie było prawdą i o umyśle.

4. Innym rozważaniem, którym świat posługuje się w swej wojnie z religią — o czym zresztą już napomknąłem — jest twierdzenie, że religia jest nienaturalna. Zarzuca się (i nie można temu zaprzeczyć, bo jest to niemal truizm), że religia nie prowadzi elementarnej i istniejącej natury człowieka do jej najwyższej doskonałości, lecz ją krzyżuje i okalecza, przygotowując drugą i nową naturę. Mówi się, i słusznie, że religia postępuje z ciałem surowo i jest wymagająca wobec duszy. Jakże inaczej jest ze światem, który uważa, że pierwszym celem życia jest pobłażliwe traktowanie naszej niższej natury — że wszystkie sposoby życia, które to czynią, są dobre, a złe te, które nie czynią! Stąd ludzie głoszą, że bogactwo jest miarą wszelkiego dobra i celem życia; stan zamożności można bowiem opisać jako stan wygody i dobrobytu dla ciała i umysłu. Twierdzą, że każde działanie rządu jest złe, jeśli nie zmierza ku temu, co uważają za szczęście człowieka; że użyteczność i celowość — lub innymi słowy — wszystko, co prowadzi do bogactwa, jest jedyną zasadą, na której należy opierać prawa; że to, co zmierza ku wyższym celom, nie jest użyteczne ani celowe; że wyższe cele są jedynie snem; że jedyną rzeczą substancjalną jest to życie, a jedyną mądrością — pielęgnowanie go i cieszenie się nim. I są tak uparci w tym swym złym spojrzeniu na rzeczy, że nie pozwalają innym ludziom trzymać się własnego poglądu i w nim trwać, lecz są zdecydowani uczynić wszystkich (jak to nazywają) szczęśliwymi na swój sposób. W swoich planach gospodarki społecznej i domowej, w projektach oświaty, w sposobie traktowania ubogich jedynym celem wystarczającym dla szczęścia jest, ich zdaniem, to, by ludzie mieli konieczne potrzeby życiowe stosownie do swego stanu. Natomiast sądzą, że religia ze wszystkimi swymi powinnościami stoi w sprzeczności z tym życiem i dlatego jest nienaturalna. Jałmużnę uważają za cnotę społeczeństwa barbarzyńskiego, półcywilizowanego lub źle urządzonego. Post i czuwanie są dziecinne i godne pogardy, bo takie praktyki kolidują z naturą, która nakazuje jeść i spać. Modlitwa zaś jest zwykłą gnuśnością. Lepiej — mówią — przyłożyć ramię do koła, niż tracić czas na życzenia, by się ruszyło. Z kolei stanie przy szczególnych doktrynach uważane jest za zbędne i bez sensu — jak gdyby istniała jakaś wartość czy zasługa w wierzeniu w to raczej niż tamto, lub w ogóle w jakikolwiek dogmat.

Oto niektóre z argumentów, na których opiera się świat, broniąc interesów tego życia przeciw interesom następnego. Twierdzi, że budowa naszego ciała i władze naszego umysłu zmierzają ku celowi krótszemu niż życie przyszłe; dlatego — powiada — religia, czyli myśl o życiu przyszłym, jest nienaturalna. Odpowiadam, przyznając, że religia jest w tym sensie nienaturalna; utrzymuję jednak, że Chrystus przyszedł, by wprowadzić wyższą naturę w ten świat ludzki, a nie mogło się to stać inaczej, jak przez wkroczenie w naturę, która mu pierwotnie należy. Tam, gdzie system duchowy stoi w sprzeczności z naturalnym — naturalny musi ustąpić. Bóg w swej łaskawości zechciał przywieść nas do nieba; prowadzenie niebieskiego życia na ziemi jest z pewnością czymś ponad ziemię. Jest to jak próba wykonania jakiejś wzniosłej i wyrafinowanej harmonii na instrumencie lichym. W tej próbie instrument byłby wymagany ponad swe możliwości i zostałby poświęcony wielkim ideom, które go przekraczają. Tak też w pewnym sensie to życie i nasza obecna natura zostają poświęcone dla nieba i nowego stworzenia, „aby nasz zewnętrzny człowiek niszczał, ale wewnętrzny odnawiał się z dnia na dzień".

Jeśli zaś ludzie chcą podnosić zarzut, że religia jest przeciwna naturze — jako argument przeciw religii — to z pewnością musimy od razu stać się niewiernymi; bo cóż może być tak zadziwiająco i strasznie ponad naturę — zarówno naturę człowieka, jak i naturę Boga — jak to, że Przedwieczny Syn Boży przyjął ciało i narodził się z Dziewicy, i cierpiał, i umarł na krzyżu, i zmartwychwstał? Przestańmy się zatem obawiać tego zarzutu, że religia skłania nas do życia nienaturalnego, a raczej nadprzyrodzonego — bo nie ma on żadnej mocy, chyba że skłoni nas zarazem do wyparcia się naszego Zbawiciela, który dla nas wziął na siebie inną naturę, nie swoją własną, i był w ekonomii łaski tym, czym z racji swego Boskiego zrodzenia z Ojca być nie mógł.

5. Ale idźmy dalej: najsilniejszym argumentem, jakiego świat używa na swoją rzecz, jest rzeczywisty sukces swego doświadczenia w rozwijaniu przyrodniczych zdolności ciała i umysłu; sukces ten bowiem wydaje się świeżym znakiem woli Bożej, niezależnie od tendencji natury. To właśnie wpływa na ludzi najmocniej, skłaniając ich do lekceważenia słów Pisma. Cokolwiek używa się dla celu dlań nieodpowiedniego, prawdopodobnie zawiedzie; lecz natura ludzka, gdy jest używana dla tego świata, nie zawodzi, lecz spełnia swe zadanie dobrze — i dlatego wydaje się, jakby tak właśnie powinna być używana. Na przykład: twierdzimy, że pewne zwierzę jest dziełem Bożym — dlaczego? Bo jego części pasują do siebie i wzajemnie się podtrzymują. Jako dowód zamysłu, dowód, że zostało uczynione przez Boga, a nie powstało przypadkowo, przytaczamy, że jego zęby i szpony są dostosowane do jego natury, przyzwyczajeń i do siebie nawzajem. Otóż społeczeństwo ludzkie — ten nasz wróg, czyli świat — zdaje się w podobny sposób nosić na sobie ślady zamysłu, a zatem wywodziło się od Boga. Wejdźcie w zmieszany tłum ludzi i patrzcie, jak on żyje. Ludzie mogą lub nie mają bojaźni Bożej przed oczami, a jednak zdają się równie dobrze postępować w jednym i drugim przypadku. Każdy ma swe własne zajęcie, swoje własne miejsce; może być człowiekiem bezreligijnym i niemoralnym, szyderczym albo chciwym, albo bezdusznym — albo może być poważny i poprawny w zachowaniu; a żadna z tych cech nie przeszkadza zbytnio w żadną stronę rozwojowi naszego stanu społecznego, powstawaniu wspólnot, urządzaniu wzajemnej ochrony, wymianie dobrych przysług i ogólnemu obcowaniu ludzi ze sobą. Punktualność, uczciwość, rzetelność w interesach, wytrwałość, trzeźwość, życzliwość, wzajemne zaufanie, stała współpraca — oto cnoty, które zdają się wystarczać do prowadzenia wielkich imperiów świata; czym ktoś jest poza tym, nie wydaje się mieć znaczenia. Każdy naród świadczy innemu — północ południu, wschód zachodowi — o tym, co wystarczy i czego trzeba, a chrześcijaństwo nie jest zawarte w wykazie wymagań. Wschód i zachód, północ i południe wyznają różne religie — tu nie ma zgody; forma religii może być taka lub inna, a świat toczy się tak samo; lecz wartość takich przymiotów, jak te, które wymieniłem, jest uznawana wszędzie. Gdyby nie stanowiły one prawdziwej doskonałości naszej natury — argumentuje się — nie wystarczałyby do życia. Żadna ważna część nie może brakować w świecie, skoro faktycznie ma on życie.

Jestem zmuszony przedstawiać to w sposób abstrakcyjny i nie mogę przejść do przykładów, bo stałbym się nazbyt poufały. Lecz niechaj ktokolwiek uda się w świat i przejdzie w nim choćby jeden dzień; niechaj rozważy bieg zdarzeń, przez które przechodzi — choćby odbywając podróż i spędzając dzień lub noc wśród nieznajomych, albo w gospodzie — a rozpozna, co mam na myśli. Zrozumie, co to za argument, który przedstawia samo oblicze społeczeństwa, mianowicie: że religia nie jest potrzebna dla tego świata i dlatego nie ma większego znaczenia.

Teraz zaś zauważmy — o czym już napomknąłem — że ludzie świata nie zaprzeczają istnieniu i potędze Boga. Nie; tylko utrzymują oto — nie mówię słowami, lecz milcząco — utrzymują, powiadam, nie że nie ma Wszechmocnego Władcy, którego są poddanymi, lecz zaprzeczają w sercu wszystkiemu, co oznacza religia lub służba religijna; zaprzeczają swemu obowiązkowi wobec Boga; zaprzeczają Jego osobowemu istnieniu i swojemu poddaniu się Jemu. I jeśli zmuszeni są kiedy uznać istnienie obowiązku religijnego, to mówią wtedy, chcąc się pozbyć tematu, w sposób obłudny, lekko, bez serca, niekiedy szyderczy, że najlepszą religią jest „wypełniać swój obowiązek w tym świecie", że to jest prawdziwa cześć Boża — innymi słowy, że dążenie do pieniędzy, zasług i władzy, zaspokajanie siebie i kult własnego ja jest wypełnianiem obowiązku. To niedowiarstwo przejawia się w rozmaitych postaciach. Na przykład: wielu ludzi jawnie broni dążenia do awansu w świecie i chwali szlachetną ambicję, jak gdyby nagrody tego świata były z nieba, a szczeble drabiny tego świata były wstępowaniem aniołów, które widział Jakub. Inni znowu uważają, że ich obowiązek polega jedynie na tym: na zarabianiu pieniędzy dla swoich rodzin. Żołnierz sądzi, że walczenie za swego króla jest jego wystarczającą religią; mąż stanu zaś — nawet gdy jest najbardziej bez zarzutu — że służba ojczyźnie jest religią. Służba Bogu jako takiemu, odmienna od służby temu światu, nie jest uznawana w żaden sposób. Wiara, nadzieja, miłość, pobożność — to czcze słowa; zamiast Boga przyjmuje się jakiegoś widzialnego bożka.

I czy Bóg Wszechmogący da się w ten sposób ograbić z tego, co mu się należy? Czy pozwoli, by uwiedzenie przez sofizmaty tego świata — przed którymi Sam nas ostrzegł — zwalniało nas z odpowiedzialności przed Nim w dniu ostatecznym? Czy wystarczy, by uwolnić nas przed Jego trybunałem za zaniedbanie Jego Słowa, że zaufaliśmy światu? Czy wystarczy za szyderstwo z wiary — że żyliśmy według widzenia? Czy wynagrodzi zaniedbanie Boga i Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa to, żeśmy byli panteistami? Czy nie jest właśnie naszym powołaniem jako chrześcijan — żyć wiarą? Jeśli tak nie czynimy, jest czystą lekkomyślnością nazywać siebie w ogóle chrześcijanami. Świat obiecuje, że jeśli mu zaufamy, nie możemy pobłądzić. Dlaczego? Bo jest ich tak wielu — tylu ludzi w nim jest; muszą mieć rację. Oto, co zdaje się zuchwale mówić: „Bóg nie może ukarać tak wielu". Tak właśnie bywa w prawie ludzkim. Sędzia nigdy nie może ukarać zarazem bardzo wielkiej liczby członków społeczności; jest zmuszony pozwalać tłumowi winowajców uchodzić i sięga po przykładne kary. I to właśnie mimowolnie przypuszczamy, że Bóg uczyni. Nie pozwalamy sobie przyjąć myśli, że On może i że powiedział, iż ukarze tysiąc równie łatwo jak jednego. To, co wyznaje człowiek biedny i ciemny, żyjący bez religii — wyznają w istocie wszyscy. On, gdy mu zarzucić zaniedbanie religii, mówi: „jestem taki jak moi bliźni"; mówi wprost, mówi szorstko, lecz wyraża jedynie to, co odczuwają tłumy, które tego nie mówią. Myślą, że ten świat jest zbyt wielkim złem, by Bóg mógł go ukarać; albo raczej — że właśnie dlatego nie jest złem, ponieważ jest wielki. Nie mogą ogarnąć myślą, że Bóg mógłby dopuścić tak wielkie zło, jakim byłby świat, gdyby był złem; a ponieważ dopuszcza, przeto złem nie jest. Daremnie Pismo zapewnia ich, że jest złem, choć Bóg je dopuszcza. Daremnie całe Psalmy od początku do końca głoszą i protestują, że świat stoi przeciw prawdzie i że święci muszą cierpieć. Daremnie Apostołowie mówią nam, że cały świat leży w złym; daremnie Sam Chrystus ogłasza, że „szeroka jest droga, która wiedzie na zatracenie, i wielu nią idzie". Daremnie Prorocy mówią nam, że na końcu święci posiądą królestwo — co zakłada, że teraz go nie posiadają. Daremnie wielki sąd Potopu; daremnie natychmiastowa śmierć pierworodnych w Egipcie i hufców Sennacheryba. Nie — nie chcemy wierzyć; słowa Kusiciela brzmią nam w uszach: „Na pewno nie umrzecie!" — i stawiamy nasze wieczne interesy na zmysły i rozum, zamiast na objawione Słowo Boże.

O jakże nieszczęśliwi będziemy w ów dzień, gdy kości umarłych powstaną z grobów i miliony, które niegdyś żyły, zostaną wezwane przed swego Wszechmocnego Sędziego, którego tchnienie jest ognistym potokiem, a głos jak szum wielu wód! Jak próżno wołać na skały, by na nas upadły; albo usiłować ukryć się między drzewami ogrodu i próbować, by grzech bliźniego okrył nasz własny — gdy stoimy w obliczu Tego, który jest wszędzie naraz i jest tak w pełni i zupełnie naszym Bogiem i Sędzią, jak gdyby nie było żadnego innego stworzenia prócz każdego z nas na całym świecie! Dlaczego nie chcemy nauczyć się tutaj tego, co wówczas na pewno odkryjemy — że liczba to nie siła? Nigdy nie było większego złudzenia niż mniemanie, że wielu musi być koniecznie mocniejszy od nielicznych; wręcz przeciwnie, moc jest zawsze skupiona i jedna — właśnie po to, by być mocą. Bóg jest jeden. Poganie wrzeszczeli i narody zamyślały próżne rzeczy; królowie ziemi i władcy łączyli ręce i radzili się razem; a Chrystus był jeden. Taka jest Boża zasada. „Jedno ciało i jeden Duch", i „jedna nadzieja", i „jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest, jeden Bóg i Ojciec wszystkich". Nie — liczba bezbożnych będzie jedynie powiększeniem ich nędzy; będą tylko tłoczyć swe więzienie.

Porzućmy tedy świat, różnorodny i przemienny, jakim jest; zostawmy go, by szedł za swymi własnymi zamysłami, a zwróćmy się do żywego i prawdziwego Boga, który objawił nam siebie w Jezusie Chrystusie. Bądźmy pewni, że jest bardziej prawdomówny niż cały świat, choćby jednym głosem wszyscy jego mieszkańcy mówili przeciw Niemu. A jeśli wątpimy, gdzie leży prawda, módlmy się do Niego, by nam ją objawił; módlmy się, by dał nam pokorę, abyśmy szukali właściwie; prawość, abyśmy nie mieli ukrytych celów; miłość, abyśmy pragnęli prawdy; i wiarę, abyśmy ją przyjęli. Tak, gdy nadejdzie koniec i tłumy, które złączyły ręce w złu, poniosą karę, byśmy i my byli z tych, którzy — według słów tego tekstu — „będą wybawieni". Odrzućmy wszelkie wymówki, wszelką stronniczość i obłudę, wszelkie igranie z własnym sumieniem, wszelkie samookłamywanie się, wszelkie odkładanie nawrócenia. Napełnijmy się jednym pragnieniem — podobać się Bogu; a jeśli to będziemy mieć, mówię to z ufnością, nie będziemy już dłużej zwodzeni przez ten świat, cokolwiek by głośno mówił i cokolwiek by przekonująco rozumował, jak gdyby Bóg był z nim — „albowiem mamy namaszczenie od Świętego" i „znamy wszystkie rzeczy".

← wróć do odkrywania