*„Będzie sądził biednych sprawiedliwie i w prawości rozstrzygał sprawy ubogich na ziemi; rózgą swoich ust uderzy ziemię, a tchnieniem warg swoich zabije bezbożnego."* — Iz 11,4
Gdy Chrystus nawiedzał swój Kościół w ciele, pozostawił go tym, czym był, a zarazem uczynił go tym, czym nie był: pozostawił go Kościołem, a uczynił królestwem. Uczynił go królestwem, czyli imperium, podobnym do owych czterech bezbożnych królestw, które Daniel ujrzał w widzeniu — a którym Kościół był kolejno poddany, i którym królestwo Chrystusowe nastąpiło po kolei. Lecz choć królestwo to było równie rzeczywiście królestwem, co i Kościołem, to — podobnie jak różniło się od swego wcześniejszego kształtu pod Prawem, choć wciąż pozostawało Kościołem — tak też, będąc królestwem, różniło się w pewnych istotnych względach od owych pogańskich królestw, z którymi porównuje je Prorok.
Na czym polega ta wielka różnica, wyraża tekst. Królestwa tego świata wspierają się środkami tego świata; lecz królestwo Chrystusa, choć jest królestwem widzialnym i doczesnym, jest na tym świecie, ale nie z tego świata — i utrzymuje się środkami nie cielesnymi, lecz niebieskimi. „Sprawiedliwie" — mówi Prorok o Jego rządach — „i w prawości"; „rózgą swoich ust" — przez głoszenie i nauczanie, przez napominanie i spowiedź; „i tchnieniem swoich warg" — przez sąd i wyrok, przez ogłoszenie i anatemę.
Jako więc że na wiele sposobów można wykazać, iż Kościół Chrystusowy, będąc jednym Kościołem z żydowskim, różni się od niego, jako że jest królestwem — tak teraz chcę się zatrzymać na tej myśli, że choć jest królestwem podobnym do imperiów ziemskich, różni się od nich tym, że jest Kościołem, to znaczy królestwem prawdy i sprawiedliwości.
Niewiele słów potrzeba, by wykazać, że tak właśnie opisuje je Pismo Święte; pewne objaśnienie może być jednak potrzebne, aby pogodzić ów opis z jego spełnieniem.
Po pierwsze zatem — co do Pisma Świętego. Pan nasz, jak wiemy, nazywa je nie tylko królestwem, ale królestwem niebieskim; lub, jak mówi gdzie indziej: „Królestwo moje nie jest z tego świata". Prorocy zaś z uprzedzeniem obszernie komentują ten tytuł i ukazują, co on oznacza. Na przykład dzieło przypisane jest Bogu Wszechmogącemu, nie człowiekowi: „Nie mocą ani siłą, lecz moim Duchem, mówi Pan Zastępów". Dalej, mówi Daniel do Nabuchodonozora: „Patrzyłeś, aż oderwał się kamień bez udziału rąk ludzkich i uderzył posąg w jego stopy". Dalej: „Słowo, które wychodzi z ust moich, nie wróci do mnie bezowocne, lecz spełni to, co chcę, i osiągnie to, do czego je poślę". Dalej czytamy o tym, że „Duch zostanie wylany na nas z wysoka, pustynia stanie się urodzajnym polem, a urodzajne pole będzie uważane za las". Dalej: „I będą się bać imienia Pana na zachodzie, i Jego chwały na wschodzie słońca: gdy nieprzyjaciel nadejdzie jak powódź, Duch Pana wzniesie przeciw niemu sztandar". I jeszcze: „Wyleję Ducha mego na twoje potomstwo i błogosławieństwo moje na twych zstępnych; i będą wzrastać jak trawa wśród wody, jak wierzby nad strumieniami. Jeden powie: Jestem Pański, a drugi wezwie imienia Jakuba".
A zatem imperium to miało mieć charakter moralny; co jeszcze wyraźniej widać w słowach takich jak „prawo", „światło" i „sprawiedliwość", używanych do opisu jego rozszerzania się. „Z Syjonu wyjdzie Prawo i słowo Pańskie z Jeruzalem". Dalej: „Prawo wyjdzie ode mnie i ustanowię mój sąd jako światło dla narodów". I znowu: „Przez wzgląd na Syjon nie umilknę i przez wzgląd na Jeruzalem nie spocznę, dopóki sprawiedliwość jego nie zajaśnieje jak blask, a zbawienie jego nie zapłonie jak pochodnia". I wszystkie takie miejsca jak tekst kazania, które mówią o sprawiedliwości, prawości, prawdzie i mądrości jako znamionach królestwa; czy też słowa Psalmu: „Jedź szczęśliwie dla słowa prawdy, i pokory, i sprawiedliwości".
To samo wynika z takich opisów królestwa niebieskiego, które mówią o jego powstaniu jako o dziele stworzenia — sugerując tym samym, że była to wewnętrzna przemiana wynikająca z wpływu moralnego lub podobnej przyczyny, nie zaś zewnętrzny podbój. „Powiem północy: Wydaj! i południu: Nie zatrzymuj! Przywiedź moich synów z daleka i moje córki z krańców ziemi — każdego, kto wzywa mojego imienia, bo stworzyłem go dla swojej chwały, ukształtowałem go i uczyniłem. Wywiedź lud ślepy, który ma oczy, i głuchy, który ma uszy". Dalej: „Oto Ja dokonuję rzeczy nowej... wyznaczę drogę na pustyni i rzeki na pustkowiach. Ten lud stworzyłem dla siebie; będzie głosił moją chwałę".
Do tego samego zmierzają miejsca mówiące o tym, że poddanie się narodów królestwu Chrystusowemu jest z ich strony dobrowolne. Jest to podbój przez przekonanie, zjednywanie, nie zaś gwałt tyrański. „Wiele ludów pójdzie i powie: Chodźcie, wstąpmy na górę Pańską, do domu Boga Jakuba; niech nas nauczy swoich dróg, i będziemy chodzić Jego ścieżkami". A u Proroka Zachariasza: „Przyjdą ludy i mieszkańcy wielu miast; i pójdą mieszkańcy jednego miasta do drugiego, mówiąc: Chodźmy prędko błagać Pana i szukać Pana Zastępów; ja też pójdę. I przyjdą liczne narody i potężne ludy, aby szukać Pana Zastępów w Jeruzalem i błagać Pana. Tak mówi Pan Zastępów: W owych dniach... dziesięciu mężów ze wszystkich języków narodów uchwyci się skraju szaty Żyda, mówiąc: Pójdziemy z wami, bo słyszeliśmy, że Bóg jest z wami".
Oczywiste jest zatem, że Pismo Święte mówi o Królestwie Chrystusowym jako o królestwie nie ziemskim, nieopartym na sile ramienia ani potędze umysłu, ani na żadnej innej zdolności czy darze człowieka naturalnego. Rozważmy teraz pewne zastrzeżenia, jakie rodzą okoliczności jego rzeczywistych dziejów i stanu.
**1.** Można powiedzieć, że zdarzenia nie spełniły proroctw właśnie w tym względzie, o którym mówiłem; że królestwo było wprawdzie wielkie i potężne, lecz nie rządziło zgodnie ze sprawiedliwością i prawdą; że bywali wśród jego władców ludzie bardzo niegodziwi, a w jego łonie panowały wielkie zepsucia — religijne i moralne; i że, jak niekiedy utrzymywano, gorsze zbrodnie popełniano pod pozorem religii niż w jakikolwiek inny sposób. Lecz to wszystko można przyznać bez uszczerbku dla tego, co Pismo mówi o Kościele. To prawda, że w królestwie Chrystusa nie brakowało zgorszeń i tych, co popełniają nieprawość; aleśmy przed tym z góry ostrzeżeni w samym Piśmie Świętym. „Królestwo niebieskie podobne jest do sieci, którą zarzucono w morze, i zagarnęła wszelkiego rodzaju ryby" — mówi Pan nasz. Ani też jedna prawda nie wyklucza drugiej. Prawdą jest, że w tym królestwie „wielu jest wezwanych, a mało wybranych"; lecz równie prawdziwe jest to, że jest ono królestwem sprawiedliwości — właśnie dlatego, że jest królestwem na sprawiedliwości opartym i ugruntowanym. Tak właśnie mówią o nim proroctwa: „W sprawiedliwości zostaniesz umocniony"; „w miłosierdziu utwierdzony zostanie tron; przez szczodrobliwość ostoi się"; „Król będzie panował sprawiedliwie, a książęta rządzić będą według prawa"; „Sprawiedliwość będzie pasem jego bioder, a wierność przepasaniem jego lędźwi". Jest to królestwo, które od początku do końca, w każdym pokoleniu, trwa dzięki sprawiedliwości, jaka w nim mieszka. Królestwa ziemskie zakładane są nie na sprawiedliwości, lecz na niesprawiedliwości. Tworzone są mieczem, przez rabunek, okrucieństwo, krzywoprzysięstwo, podstęp i oszustwo. Nigdy nie było — z wyjątkiem królestwa Chrystusa — państwa, które by nie zostało poczęte i zrodzone, wykarmione i wychowane w grzechu. Nigdy nie było państwa, które by nie angażowało się w czyny i zasady, których podtrzymywanie jest jego winą, a zarzucenie — jego zgubą. Cóż za monarchia, która nie zaczęła od najazdu lub uzurpacji? Cóż za rewolucja, która dokonała się bez samowoli, gwałtu lub obłudy? Cóż za rząd ludowy, który nie daje się miotać każdym wiatrem, jak gdyby nie miał sumienia ani odpowiedzialności? Cóż za panowanie niewielu, które nie byłoby samolubne i pozbawione skrupułów? Gdzie potęga militarna bez żądzy wojennej? Gdzie handel bez miłości brudnego zysku, który jest korzeniem wszelkiego zła? Lecz królestwo Chrystusa było innego rodzaju. Przeznaczone było do tego, by być potężnym i rozległym ponad inne królestwa; miało być mieszkaniem pysznych, chciwych, ambitnych, zmysłowych serc; miało upodobniać się do królestw tego świata — najpierw przez bogactwo i potęgę, następnie przez to, że wielu spośród jego poddanych zabiegało o te rzeczy. Lecz oto niezniszczalna różnica między nim a wszystkimi innymi królestwami: one rodzą się ze zła i zależą od zła, mają swoje życie i moc w śmiałych czynach i złych zasadach; życie zaś Kościoła polega nie na zadawaniu zła, lecz na przyjmowaniu go; nie na działaniu, lecz na cierpieniu; na wszystkim tym, czym świat gardzi, jakby to samo z siebie nadawało się raczej do burzenia imperium niż do jego budowania: na cierpliwości, prostocie, niewinności, ustępliwości, bierności i rezygnacji.
Prawda, że w królestwie grzechów jest bez liku; lecz gdy jego członkowie grzeszą, pierwotna zasada zostaje opuszczona, a jego życie — zagrożone. Natomiast przez prawdę, sprawiedliwość, miłosierdzie, świętość — powstało ono, zyskało potęgę i ją utrzymuje. Nakłania ludzi do posłuszeństwa nie siłą ramienia, wojskiem, narzędziami wojennymi, twierdzami, srebrem i złotem — gdyż niczego z tego nie posiada — lecz widzialnymi znakami Bożej służby; orężem Bożym. Gdy Kościół okazuje właściwe sobie dary, rozkwita; gdy je zaniedbuje, chyli się ku upadkowi. „Schowaj miecz na jego miejsce" — rzekł Pan nasz do świętego Piotra — „bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną". „Panie" — rzekli Jakub i Jan — „czy chcesz, abyśmy powiedzieli, żeby ogień spadł z nieba i pochłonął ich, jak to uczynił Eliasz? A On obrócił się i zgromił ich, mówiąc: Nie wiecie, jakiego jesteście ducha; Syn Człowieczy nie przyszedł tracić dusz ludzkich, ale zbawiać". Zwyciężamy, nadstawiając policzek bijącemu; odpłacając dobrem za zło; modląc się za prześladowcę; dając temu, kto prosi; cierpiąc za słabych; chroniąc wdowy i sieroty; stając w obronie ubogich; przez mężność, stałość, wytrwałość, bezinteresowność, rzetelność, umiarkowanie, szlachetność, hojność, poświęcenie siebie i panowanie nad sobą; przez cierpliwe znoszenie krzywdy i wytrwałe czynienie dobra. Tak powstało niebieskie królestwo na początku; tak i tylko tak — mimo swych niegodnych członków, którzy je obciążają — jest ono wciąż podtrzymywane. Tak spełnia paradoks bycia świętym Kościołem, zawierającym jednak „nie tylko naczynia złote i srebrne, ale i drewniane, i gliniane; jedne do celów zaszczytnych, a drugie do niezaszczytnych".
**2.** To, co zostało powiedziane, przywodzi na myśl inny paradoks, spełniający się w królestwie Chrystusa, wymagający może pewnego objaśnienia. W Ewangelii uczniowie Chrystusa przedstawieni są jako ubodzy, wzgardzeni, słabi i bezsilni — takimi byli przede wszystkim Apostołowie. Natomiast u Proroków, zwłaszcza u Izajasza, królestwo przedstawione jest jako bogate, kwitnące, honorowane, potężne i szczęśliwe. Na tyle jest to język proroctwa, że Apostołowie — dopóki nie oświecił ich Pan — sądzili, iż rządząc w Jego królestwie, mają dziedziczyć dobra tego świata. Wyglądali tronu podobnego do Dawidowego i królewskiego domu podobnego do Salomonowego; lecz jakże różna jest natura królestwa Chrystusa! W końcu pojęli prawdę: że w Ewangelii ci, którzy wyglądają takiego tronu i takiego pałacu, albo nigdy ich nie dostąpią, albo — jeśli dostąpią — dostąpią ku swojej szkodzie, nie ku pożytkowi. Prawdę mówiąc, tak zostało to urządzone przez Opatrzność Bożą: w królestwie ewangelicznym sprawdza się pewne niezwykłe prawo etyczne, dobrze znane tym, którzy zajmowali się tym zagadnieniem. Wszelka cnota i dobroć dążą do tego, by uczynić ludzi potężnymi na tym świecie; lecz ci, którzy zabiegają o potęgę, nie mają cnoty. Dalej: cnota jest sama sobie nagrodą i przynosi najczystsze i najwyższe radości; lecz ci, którzy uprawiają ją dla samej radości, są samolubni, nie pobożni — i nigdy radości tej nie posiądą, gdyż nigdy nie mogą mieć cnoty. Tak jest z Kościołem Chrystusowym. Gdyby zabiegał o potęgę, bogactwo i zaszczyty, byłoby to upadkiem z łaski; lecz nie mniej prawdziwe jest to, że je będzie miał, choć ich nie szuka — raczej: jeśli ich nie szuka. Bo gdy ludzie widzą bezinteresowną dobroć, świętość pozbawioną samolubnych celów, sumienność ściśle krępowaną poczuciem obowiązku i wiarę, która poświęca ten świat dla następnego — nie mogą nie dawać tym, którzy te cnoty okazują, tego, z czego tamci gotowi są zrezygnować i o co nie proszą: uznania i wpływu. Kto się usuwa — tego zabiegają; kto zabiega o względy — jest lekceważony. Szatan ofiarował Panu naszemu chwałę wszystkich królestw świata, a On odparł Złego; lecz od Ojca swego otrzymał to, czego odmówił Kusicielowi.
Tak jest ze wszystkimi Jego naśladowcami. Święci żyją w worze pokutnym, a grzebani są w jedwabiach i klejnotach. Kościół odrzuca dary tego świata, lecz dary te przychodzą do niego nieproszone. Władza, wpływ, uznanie, autorytet i bogactwo wpływają do niego dlatego, że o nie nie prosi: ma, bo nie szuka; lecz niechaj szuka — a utraci. Nie może się oprzeć napływowi dóbr doczesnych inaczej, jak tylko szukając ich i okazując o nie troskę. Ludzie dążą do ograbia go z nich, gdy widzą, że je ceni. Zazdroszczą mu ich, gdy się nimi chełpi. Skąpią mu ich i okrawają, gdy widzą, że jego pasterze trwonią je na siebie samych, na swoje osoby, na rodziny, krewnych i podopiecznych; gdy zamieniają je w prywatną własność, profanują je i przekazują w testamentach na cele niereligijne. W ten sposób Kościół może sam pozbawić się władzy i dostojeństwa — czyniąc je bezpośrednim przedmiotem swoich myśli. I właśnie tak sądzili z początku Święci Apostołowie, że powinni postępować. Tak samo jest z królestwami tego świata. Dochody i własność, daniny i podatki są dla państw i rządów sprawami nieuchronnie pierwszorzędnymi; a potęga, dostojeństwo, zaszczyty, bogactwo i blask uchodzą wśród synów ludzkich za wielkie łupy. Lecz wśród nas tak być nie może. „Przed zaszczytem idzie pokora". „Wiecie" — mówi Pan nasz — „że książęta narodów panują nad nimi, a ich możni sprawują nad nimi władzę. Nie tak ma być wśród was; lecz ktokolwiek między wami chciałby być wielki, niech będzie waszym sługą. I ktokolwiek między wami chciałby być pierwszy, niech będzie waszym poddanym. Jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu". „Stał się posłusznym aż do śmierci — i to śmierci krzyżowej; dlatego też Bóg Go wywyższył ponad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię". Tak jest z nami: wznosimy się przez uniżenie siebie.
Tak samo ma się rzecz z jedzeniem, piciem i odzieżą. Jeśli ich nie szukamy, będziemy je mieć. „Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: W co się ubierzemy? Bo o to wszystko Poganie zabiegają; a Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Szukajcie więc najpierw królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie wam dodane". Mamy szukać nie rzeczy doczesnych, lecz sprawiedliwości Bożej — a rzeczy doczesne przyjdą same, niejako z własnej woli.
Dalej: jakie jest przykazanie dane nam co do bogactw tego świata? „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie; jeśli ktoś miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Bo wszystko, co jest na świecie — pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha żywota — nie pochodzi od Ojca, lecz pochodzi od świata". Taka jest reguła Kościoła. Teraz zaś posłuchajmy, co Prorok mówi o jej skutkach. „Mnóstwo wielbłądów okryje cię, dromadery Madianu i Efy. Wszyscy ze Saby przyjdą; przyniosą złoto i kadzidło i głosić będą chwałę Pana". Cóż to znaczy innego, jak to, że gdy złoto i srebro służą Kościołowi do głoszenia chwały Pańskiej — będą mu dawane i może je przyjmować; lecz gdy tylko stają się kochane dla siebie samych, wracają do swego pierwotnego prochu, tracą uświęcenie i stają się czymś, co jest „nie od Ojca, lecz od świata"?
Dalej: powszechne panowanie, czyli powszechność — katolickość — jest tym, czego wszystkie imperia tego świata pożądały; lecz czego tylko Kościół dokonał, i to od samego początku. Jak? Powiedziałem to przed chwilą — przez węzeł łagodności i miłości. Inne imperia próbowały go przez ambicję; lecz królestwo Boże — przez łagodność. Tak oświadczył Pan nasz, zanim je ustanowił: „Błogosławieni cisi — rzekł — albowiem oni posiądą ziemię". Posiądą bez wysiłku to, czego synowie ludzcy zawsze z wielkim trudem szukali. Uchylają się i uciekają przed prymatem nad światem — a wieńczeni są ekumeniczną władzą; piszą o sobie jako o sługach sług — a stają się namiestnikami Chrystusa. „Podnieś oczy wokoło i patrz: wszyscy się gromadzą, przychodzą do ciebie; twoi synowie przybędą z daleka, a twoje córki będą piastowane na boku. Ujrzysz to i rozpromienieje ci twarz, a serce się poruszy i rozszerzy; bo zwróci się ku tobie bogactwo morza, przyjdą do ciebie siły narodów". „Wtedy powiesz w sercu swoim: Kto mi zrodził tych oto, skoro byłam bezdzietna i bezpłodna, wygnana i tułacząca się? Kto ich wychował? Oto zostałam sama — gdzież oni byli?" Kościół znajduje to, czego nie szukał; i dlatego Pan mówi do świętego Piotra: „Nikt nie opuścił domu albo braci, albo sióstr, albo ojca, albo matki, albo żony, albo dzieci, albo roli dla mnie i dla Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie — domów, braci i sióstr, i matek, i dzieci, i roli, wśród prześladowań". I pod tym względem Kościół chrześcijański ma swój prafigurament w historii Salomona, któremu Bóg ukazał się we śnie i rzekł: „Proś, co mam ci dać"; a gdy ten prosił o serce rozumne, odpowiedział: „Ponieważ nie prosiłeś o długie życie dla siebie, nie prosiłeś o bogactwa, nie prosiłeś o śmierć swoich nieprzyjaciół, lecz prosiłeś dla siebie o rozum do sprawowania sądu — oto spełniam twoje słowa: oto daję ci serce mądre i rozumne... i daję ci też to, o co nie prosiłeś: bogactwa i chwałę".
Taka jest zatem prawa królestwa Chrystusa, taki paradoks widoczny w jego dziejach. Należy ono do ubogich duchem; należy do prześladowanych; posiadają je cisi; podtrzymują je cierpliwi. Zwyciężają przez cierpienie; posuwa się naprzód przez cofanie; jest mądre przez głupstwo. „Jeśli ktoś spośród was uchodzi za mądrego na tym świecie, niech stanie się głupim, aby być mądrym". Dalej: „Przypatrzcie się, bracia, waszemu powołaniu: niewielu tam jest mądrych według ciała, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Lecz Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mądrych; Bóg wybrał to, co niemocne w oczach świata, aby zawstydzić to, co mocne; i to, co nieszlachetnie urodzone według świata, i wzgardzone, i to, co nie jest, wybrał Bóg, by to, co jest, unicestwić — tak by nie chlubiło się żadne ciało wobec Boga". Albo, jak mówi gdzie indziej, zestawiając ich pozorną słabość z ich rzeczywistą mocą: „przez chwałę i pohańbienie, przez złą i dobrą sławę; jako zwodziciele, a przecież prawdomówni; jako nieznani, a przecież rozpoznawani; jako umierający, a oto żyjemy; jako skarani, lecz nie uśmierceni; jako smutni, lecz zawsze radośni; jako ubodzy, a wzbogacający wielu; jako ci, którzy nic nie mają, a jednak wszystko posiadają".
Tutaj jednak dochodzimy do trzeciego, bardzo rozległego zagadnienia, którym chcę zakończyć.
**3.** Władza doczesna i bogactwo, choć nie są istotne dla Kościoła, są niemal nieuchronnymi jego towarzyszkami, jak już napomknąłem. Nie mogą one długo go omijać; to tylko kwestia czasu, kiedy zostaną mu dodane. Jeśli zaś tak, powstaje pytanie, czy Herod nie miał powodów bać się Tego, który urodził się jako Król żydowski w Betlejem. Bo jeśli duchowa moc królestwa ewangelicznego pociąga za sobą — z konieczności — moc doczesną, co mu zależało na tym, czy taka doczesna moc jest istotą Kościoła, czy nie? Nie dbał o rozróżnienia teologiczne; tak czy inaczej należała do Kościoła lub miała odtąd do niego należeć — to był praktyczny wynik całej sprawy i dosyć mu było to wiedzieć. Jeśli tak, miał rację, że obawiał się Tego, który miał skupić we własnej osobie i przekazać swoim sługom całą władzę — doczesną i duchową — na całej ziemi. Tak samo i Rzymianie mieli powody do obawy, a okrzyk Żydów zdawał się mieć sens: „Ktokolwiek czyni siebie królem, sprzeciwia się Cezarowi" — i to pomimo najuroczystszego i najbardziej dobitnego oświadczenia Pana naszego: „Królestwo moje nie jest z tego świata". Takie jest to zastrzeżenie.
Odpowiadam, po pierwsze, przyznając, że Herod i inni bezbożni królowie i państwa mieli niewątpliwie wielkie powody do obawy wobec tego, co na nich nadchodziło — zwłaszcza że mamy w Piśmie Świętym wyraźne proroctwo skierowane do Kościoła: „Naród i królestwo, które ci nie będzie służyć, zginie". Wydarzenie potwierdza ten wniosek. Potęga Rzymu nie chciała służyć Kościołowi. Dość bystra była, by od samego początku dostrzec jego natarczywą, cesarską naturę. Poszła śladami Heroda i Piłata i wzniecała przeciw niemu kolejne okrutne prześladowania. Dobrze wiemy, co z tego wynikło. Proroctwo się spełniło. Naród i królestwo, które nie służyło Kościołowi, zginęło. Imperium runęło; Kościół triumfował — i wtedy imperium ukorzyło się. Padło do stóp i oddało hołd Królowi nowego królestwa — i pozwolono mu żyć. Powstało z ruin. Rzym, owo winne, pogańskie miasto, żyje po dziś dzień (podczas gdy Babilon jest zniszczony), bo stał się chrześcijańskim.
A jednak, przyjmując, że Kościół Chrystusowy jako moc doczesna z konieczności wkracza w sprawy tego świata, wciąż pozostaje prawdą, że Kościół nie jest z tego świata, bo nie posługuje się narzędziami tego świata. Oto przykład: czy nie dokonuje się dziś w sprawach cywilnych i politycznych wiele przemian, za które sprawcą jest wyłącznie Ewangelia — a których jednak nikt nie uważałby za naruszenie duchowej natury jej królestwa? Jeśli więc może ona zmieniać lub kształtować porządek tego świata pod jednym względem, może tak czynić i pod innym. Kto zaprzeczy, że traktowanie więźniów uległo wielkiej poprawie dzięki chrześcijaństwu? Kto zaprzeczy, że prawa dotyczące ubogich są w niemałym stopniu kształtowane przez jego nakazy? Weźmy dalej sprawę pojedynku: czy głos chrześcijańskiego sumienia wśród nas nie wspiera w sposób szczególny prawa krajowego, potępiając pojedynek jako grzech — mimo pozornie przekonujących argumentów na jego obronę? A raczej: o ile jest on odrzucany, to czy nie jest odrzucany nie przez moc prawa, choć prawo jest przeciw niemu, lecz przez wpływ wypływający od Kościoła — dziś, jak i pięćset lat temu? Aby zaś sięgnąć do stosowniejszego przykładu: cóż za większa rewolucja dokonała się w społeczeństwie niż wyzwolenie niewolników? — rewolucja, która trwa po dziś dzień, jak dawniej. Stało się to za sprawą Królestwa Świętych. Ono zawsze wywyższało niskich stanem. Przemieniło ono strukturę ciała politycznego w całym chrześcijaństwie. Czy jest większą rewolucją to, że ma skłaniać możnych do pokory, niż że podnosi uniżonych? Albo raczej — czy obydwa te dokonania nie są przepowiedziane jako prerogatywy Tego, który jest chwalebnym Panem i Królem nowego królestwa? „Okazał moc swojego ramienia, rozproszył pysznych z zamysłów ich serc. Zrzucił możnowładców z tronu, a wywyższył pokornych". Tak było niegdyś; tak jest i dziś: ilekroć Królestwo Najwyższego wypełnia swą misję, możni schylają głowę, a wzgardzeni zostają wywyższeni.
Widzimy też z tego przykładu zniesienia niewolnictwa — jak i z innych przykładów, które przytoczyłem — w jaki sposób Kościół zwycięża: nie przez siłę, lecz przez przekonanie. Jest napisane: „Lud twój będzie dobrowolny w dniu twojej potęgi" — i tak się spełnia. Dlatego też w proroctwach Księgi Izajasza chętna uległość królów ziemskich wobec Kościoła zaznaczona jest jako szczególna cecha jego szerzenia się. Zwyciężani są przez piękno świętości i poddają się dobrowolnie. „Podnieś oczy wokoło i patrz: wszyscy się gromadzą i przychodzą do ciebie". „Narody pójdą do twojej światłości, a królowie do blasku, który nad tobą wschodzi". „Na mnie wyspy będą czekać i statki Tarszisz na czele, by twoich synów przywieźć z daleka, razem z ich srebrem i złotem... Twe bramy będą stale otwarte... by przynoszono ci bogactwa narodów, a ich królowie zostali doprowadzeni". Jedynie przez wpływ — albo przez to, co bywa niekiedy zwane opinią — Kościół panuje. Królowie i państwa wciąż mają moc miecza i tylko oni ją mają. Muszą im być posłuszni przez Kościół, jeśli wolą rozkazywać i panować nad nim, zamiast mu oddawać cześć. Muszą być słuchani — i przyjdą do nicości. Kościół musi zdać swoją sprawę Bogu, który obiecał ją pomścić na każdym pysznym królestwie i narodzie. Sam zaś nie ma innego oręża prócz pokoju, ciszy, pogody ducha, rezygnacji i miłości. „Gdy mu złorzeczą, błogosławi; gdy jest prześladowany, znosi cierpliwie; gdy go szkalują, łagodnie przemawia"; nie broni się: jak jego Mistrz, nie „krzyczy po ulicach ani nie wdaje się w spory"; lecz zwycięża, bo Bóg walczy za niego.
Na koniec. Jeżeli Królestwo Chrystusa jest tym, czym przedstawia je ten pogląd, zaczerpnięty z proroctw, powiecie, że wielka odpowiedzialność ciąży na tych, którzy je teraz zwalczają — zarówno ze strony świeckiej, jak i religijnej — i że nędzny los ich czeka. Powiecie, że z tego wynika, iż tacy ludzie władzy lub wpływu, którzy znieważają Kościół, i tacy wyznawcy religii, którzy mówią przeciw niemu, znajdują się w bardzo wielkim niebezpieczeństwie. Nie chcę ze względu na nich umniejszać grozy ich położenia. Lecz zauważę tylko jedno: zachodzi wielka różnica między opieraniem się Królestwu Chrystusa wówczas, gdy było ono ze sobą zgodne, a teraz, gdy jest podzielone na odłamy. Chrystus powiedział, że kto mówi przeciw Niemu samemu, temu będzie odpuszczone; lecz kto mówi przeciw Duchowi, temu odpuszczone nie będzie. Mam nadzieję, że nie jest zuchwałością powiedzieć, iż wielu z nas spotykało się lub spotyka z Królestwem Świętych nie w mocy Ducha, lecz tak jak Chrystus w czasie swej Męki — rozbitym, oszpeconym, z ukrytą chwałą i mniej lub bardziej uśpioną mocą. I jak wtedy nasz Zbawiciel, jakby spełniając swą obietnicę, że Jego prześladowcy dostąpią przebaczenia, modlił się za nich na Krzyżu — tak ufam, że i teraz, nie wnikając w to, co zakryte, możemy mieć nadzieję, że cokolwiek twardego mówili lub powiedzieli niektórzy spośród nas przeciw owemu Niebieskiemu Gościowi, który przebywa na ziemi — zważywszy, jak jest on oszpecony i zniekształcony przez waśnie i nieszczęścia — Chrystus mówi za nas nieustannie: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią".
---