HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania o sprawach dnia

Kazanie XVIII. Stan członków chrześcijańskiego imperium

Gdy ktoś mnie skrzywdziłGdy potrzebuję nadziei Natura i jedność KościołaModlitwa ustna i wspólna
„Panie, wysłuchałeś pragnienia ubogich; umocniłeś ich serca, nakłoniłeś ku nim ucha swego; aby bronić sieroty i nędzarza w ich sprawie, by człowiek ziemi nie siał już więcej postrachu."
W skrócie. Kazanie uzasadnia chrześcijańskie używanie Psałterza: skoro Kościół jest rozległym imperium bez ziemskiej broni, stale prześladowanym przez możnych tego świata, Psalmy są dokładnie tą księgą modlitewną, której potrzebuje. Newman analizuje dwie strony Psalmów: triumf Kościoła nad potęgami ziemi oraz skargi prześladowanej wspólnoty. Kościół, który nie jest prześladowany, powinien zapytać, czy nie jest zbyt zaprzyjaźniony ze światem.

„Tymczasem, czy chcemy w to wierzyć, czy nie, prawda pozostaje niezmieniona: moc Kościoła, jak niegdyś, nie leży w ludzkim prawie, ani w ludzkiej przychylności, ani w cywilnym stanie, lecz w jego właściwych darach — w owych wielkich darach, które Pan nasz ogłosił błogosławieństwami.”

*„Panie, wysłuchałeś pragnienia ubogich; umocniłeś ich serca, nakłoniłeś ku nim ucha swego; aby bronić sieroty i nędzarza w ich sprawie, by człowiek ziemi nie siał już więcej postrachu."* — Ps 10,17-18

Księga Psalmów stanowiła od zawsze jeden z głównych filarów nabożeństwa Kościoła chrześcijańskiego — zarówno publicznego, jak i prywatnego — odkąd ów Kościół istnieje. Na wschodzie i zachodzie, na północy i południu, w czasach spokojnych i burzliwych, w porze wzrostu i — jak dziś — w porze zmierzchu Królestwa Świętych, natchnione słowa Proroków Izraela nieustannie goszczą na ustach dzieci łaski. Toteż rzeczą naturalną jest przypuszczenie, że Psałterz posiada znaczenie chrześcijańskie. Skoro zachował swoje miejsce we wszystkich epokach, z pewnością zawiera sens dla wszystkich epok. Skoro my po szczególe go używamy, musi to być dlatego, że nam szczególnie służy. Niektórzy wolnomyśliciele pytali: cóż ta księga ma nam do powiedzenia, skoro opisuje dzieje i wyraża uczucia ludu żyjącego dwa lub trzy tysiące lat temu? Przyznam: jeśli Psałterz jest tylko żydowską księgą, nie jest księgą chrześcijańską. Ale cała kwestia obraca się wokół tego, czy Psalmy są jedynie modlitwami wymarłej religii — czy też czymś więcej.

Sam fakt, że chrześcijanie używają Psałterza, dowodzi, iż uznają w nim sens wykraczający ponad owo żydowskie znaczenie, które leży na powierzchni. A gdy zważymy, jak głęboko przeniknął on w życie Kościoła chrześcijańskiego, jak stał się kształtem tak wielkiej części naszego nabożeństwa, jak wchodzi niemal w każde z naszych nabożeństw — na równi z Modlitwą Pańską, ba, nawet bardziej niż Modlitwa Pańska, ze względu na swą większą długość i różnorodność — nie sposób przyjąć, że owo chrześcijańskie znaczenie zawarte w Psałterzu jest zaledwie okazjonalne lub nikłe. Musi przenikać go na wskroś; musi być mocne, wyraźne i realne. Inaczej po cóż chrześcijanie mieliby sięgać po żydowskie formy? Postępowali zawsze tak, jakby żaden stan ducha nie pozostawał bez stosownego wyrazu w Psalmach; jakby żadne zdanie Psalmów nie było pozbawione stosownego sensu na ich własnych ustach.

Co do sporej części tej świętej Księgi wszyscy dobrze wiemy i bez wahania odpowiemy, że odnosi się ona do naszego Pana i Zbawiciela. Cokolwiek powiedziano o Dawidzie z osobna — o jego trudach, doświadczeniach i cierpieniach w służbie Bożej — cokolwiek powiedziano o Salomonie i jego chwale, a nadto wiele tego, co ma charakter bardziej lub mniej bezpośrednio prorocki, a nie jedynie typiczny — wszystko to wypełnia się w Chrystusie. Jakkolwiek wielką czcią darzymy pamięć świętego Dawida, sama ta cześć nie tłumaczyłaby, dlaczego wyróżniamy go spośród wszystkich świętych i codziennie wspominamy w modlitwie jego samego. Wiemy jednak dobrze, że czytając Psalm 22, Psalm 69 lub Psalm 109, czytamy nie o doświadczeniach Dawida — minionych i dawno zakończonych — lecz o pośredniczącym i przebłagalnym dziele Tego, który żyje na wieki, Kapłana na wieki na wzór Melchizedeka; a podobnie, gdy czytamy Psalm 2, 45 lub 72, czytamy o triumfie i wywyższeniu — nie władców Izraela, lecz tegoż Pana i Zbawiciela.

Co więcej, wiele fragmentów, które na powierzchni nie noszą znamion związku z tymi samymi wielkimi prawdami i których nie możemy bezwzględnie stwierdzać, że się do nich odnoszą, nabożna dusza bez wątpienia może sobie interpretować w owym duchu podczas lektury — z racji własnego głębokiego rozumienia i nieustannego rozważania szczegółów historii Chrystusa. W ten sposób Psałterz może z pewnością stać się bogatym źródłem budujących pouczeń i tchnieniem Chrystusa. Przy całym tym uznaniu, nie jest to jednak wystarczający powód, by posługiwać się nabożeństwami Kościoła żydowskiego jedynie dlatego, że dają się dobrze wykorzystać. Ponadto są przecież w Psalmach obszerne fragmenty, o których nie można powiedzieć, że wspierają taki sens — które nie rozwijają go i nie doprowadzają do końca w sposób ciągły, lecz wydobywają go tylko od czasu do czasu; wobec czego, jeśli mają uchodzić za modlitwy chrześcijańskie, zdają się wymagać jakiejś innej interpretacji — bardziej naturalnej, oczywistej i jednolitej.

Znaczna część Psalmów poświęcona jest na przykład skargom, błaganiom i nadziejom dotyczącym pewnych spraw. Jakie jest chrześcijańskie znaczenie tego wszystkiego? Mam na myśli: o czym ma myśleć chrześcijanin, gdy wypowiada te słowa?

Znowu: pobożność chrześcijanina polega i musi polegać w znacznej mierze na skargach, błaganiach i nadziei. Cóż więc znaczy czynić z Psalmów kanał tej pobożności, jeśli nie to, że wyrażają one wiernie owe skargi, błagania i nadzieje, które chrześcijanin przeżywa?

Cóż na przykład mamy na myśli, gdy wypowiadamy słowa motta: „Panie, wysłuchałeś pragnienia ubogich; umocniłeś ich serca, nakłoniłeś ku nim ucha swego; aby bronić sieroty i nędzarza w ich sprawie, by człowiek ziemi nie siał już więcej postrachu"?

Albo Psalmy są zawsze stosowalne do stanu Kościoła chrześcijańskiego, albo też nie pojmujemy, dlaczego przez wszystkie czasy stanowiły tak nieodzowną część jego nabożeństwa. I jak już napomknąłem, wielu ludzi to czuje i — nie rozumiejąc, jaki jest obecny sens Psalmów — opowiada się za zaprzestaniem ich używania.

Jest zaś rzeczą oczywistą, jak niezwykłego dowodu zasadniczej zgodności i jedności między Kościołem chrześcijańskim a żydowskim dostarcza nam kontynuowanie w Kościele chrześcijańskim żydowskich nabożeństw. Bo czymże jest religia, jeśli nie kultem? A jakiekolwiek zmiany wprowadzamy w sensie jej litery, nie mogą one być tego rodzaju, by literę tę odwracać; mogą jedynie literę rozszerzać; mogą jedynie wprowadzać sens do niej równoległy — substancja idei przez nią wyrażanych musi pozostać ta sama. Powinni to poważnie rozważyć ci, którzy lekceważą pewne ustanowienia i zwyczaje jako żydowskie — takie jak cześć dla miejsc świętych, zachowywanie dni świętych, przyjęcie szczegółowego ceremoniału i tym podobne. Jeśli bowiem jest coś w naszej przyjętej formie religii bardziej niż cokolwiek innego żydowskiego, to właśnie używanie Psałterza. Jeśli wolno nam bezpiecznie posługiwać się tymi samymi modlitwami i hymnami pochwalnymi, których używał dawny lud Boży, nie widać, dlaczego nie mielibyśmy przyjmować ceremonii — nie tych samych, lecz podobnych do tych, które zostały tamtym dane przez Boga. Jeśli Psałterz dopuszcza sens chrześcijański i duchowy, nie widać, dlaczego obrzędy i ceremonie nie mogłyby być praktykowane równie duchowo.

Naszym obecnym zadaniem jest jednak zbadanie, jaki jest ów sens, w jakim my, chrześcijanie, mamy używać Psalmów w naszym nabożeństwie.

Otóż jeśli mamy w pamięci to, czego Pismo Święte naucza nas o Kościele chrześcijańskim jako o Królestwie niebieskim na ziemi; jeśli rozważymy, czym Kościół jest w swym powołaniu i położeniu — myślę, że zobaczymy, iż Psalmy nie są żadną obcą mową, lecz mówią właśnie tym językiem, który jest Kościołowi naturalny; że jeśli Izajasz namalował jego portret, Dawid dostarczył mu głosu; że obaj natchnieni pisarze harmonizują z sobą — a zarazem z czterema Ewangelistami i z własną relacją naszego Pana o Królestwie Świętych, jaką u nich zapisano.

Bo czymże jest to królestwo, jak je już opisałem? Powszechnym imperium bez ziemskich broni; roszczeniami doczesnymi bez doczesnych sankcji; pretensją do rządzenia bez mocy egzekwowania; nieustannym dążeniem do rozszerzenia przy nieustannym narażeniu na wyparcie; wielkością ducha przy słabości ciała. Jakie zatem będą losy takiego imperium na świecie? Prześladowanie. Prześladowanie jest znakiem Kościoła; prześladowanie jest cechą Kościoła, być może najtrwalszą ze wszystkich. Świat jest potężny: ludzie świata mają broń świata; mają miecze, mają armie, mają więzienia, mają kajdany, mają nieokiełznane namiętności. Kościół nie ma nic z tego, a przecież rości sobie prawo do rządzenia, kierowania, karcenia, napominania, potępiania, osądzania. Żąda posłuszeństwa od możnych; staje naprzeciw wyniosłych; zabiega drogę samowolnym; podejmuje obronę ubogich; przyjmuje dary świata i zostaje wciągnięty w ich zarządzanie — a zarazem pozostaje na łasce owych możnych, wyniosłych i samowolnych, by go krzywdzić i łupić. Czy nie jest to zbyt wielka pokusa dla grzesznej natury, by jej się oprzeć? Czy może być inaczej, niż że królestwo, które tak wiele sobie rości, tak wiele obiecuje, a tak mało może się obronić; które drażni pychę świata, pobudza jego chciwość, wkracza w jego zamysły, budzi lęk w jego sumieniu, a na swoją obronę nie czyni nic prócz gróźb; które ma do czynienia z niewidzialnym złem i niewidzialnym dobrem, którego jedyną bronią jest to, co niewiernicy nazywają kapłańskim szalbierstwem — czy nie jest pewne, że takie królestwo stanie się łupem i igraszką świata?

Co więcej, ziarnko gorczycy, choć małe i nikczemne, było przeznaczone do wzrostu i rozkwitu — do rozkwitu wbrew wszelkiej potędze świata. Oto osobna prowokacja. Cóż tak drażni, tak upokarza pysznych — świadomych swego wysokiego miejsca w świecie i wielkiej świeckiej potęgi lub wpływów, broni tego świata i hołdów świata — jak widok pogardzanej nauki, która „rośnie i mnoży się" wbrew nim, drogami, których zbadać nie mogą, siłami, których nie potrafią rozebrać na czynniki? Taka właśnie była natura triumfu Kościoła nad pogaństwem; a jaki byłby kontrtriumf pogaństwa nad Kościołem — było wiadomo jeszcze przed faktem. „Ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę". Kościół czynił postępy, a świat prześladował. Królestwo zostało ustanowione, ale ustanowione w hańbie, złym traktowaniu, cierpieniu, w wielkiej słabości, w bojaźni i drżeniu. Triumfowało jako Kościół, cierpiało w swoich członkach. Taki, w swoim wymiarze, jest jego los po wszystkie czasy. Wiek Męczenników jest wprawdzie niemal za nami, lecz ledwie znajdziemy Świętego, który w swoim miejscu i na miarę swoich możliwości nie byłby Wyznawcą. Niemal nikt nie czynił dobrze, nie wywołując tym gniewu świata, który mu krzywdę wyrządził. „Wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą" — mówi święty Paweł; a nasz Pan: „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i mówią kłamliwie wszystko złe na was ze względu na Mnie".

Ale wróćmy teraz do Psałterza. Jeśli Kościół jest taki, jak go opisałem — jeśli jest wielki i szeroko rozpostarty, a zarazem zawsze wystawiony na atak; jeśli jest zawsze mocny, a zarazem zawsze słaby — słaby w sobie, mocny w Panu; zawsze prześladowany, a zarazem zawsze błogosławiony i rozkwitający — czyż nie dostrzegacie, że tok Psalmów najdokładniej i najszczegółowiej wyraża uczucia, jakie Kościół w takich okolicznościach musi żywić? Kościół jest święty i Kościół jest bezbronny. A czymże jest Psałterz, od początku do końca, jeśli nie błaganiem do Boga, by ratował ubogich i potrzebujących, i by sprawiedliwemu oddał sprawiedliwość? — właśnie te prośby, do których złożenia Kościół ma tak pilne i nieodparte racje.

Zawiera on dwie główne idee: klęskę nieprzyjaciół Bożych, a zarazem cierpienie ludu Bożego. Przytoczę teraz z niego nieco obszerniejsze urywki dla zilustrowania i potwierdzenia tego, co powiedziałem — to znaczy nie tylko odosobnione teksty, o których wszyscy wiemy, że są prorocze lub że dopuszczają odniesienie do wielkich wydarzeń Nowego Testamentu, lecz takie modlitwy i pragnienia, które pojawiają się w toku lektury i w kontekście, którego nie można stosować wyłącznie do historii naszego Pana; które, jeśli mają być używane przez chrześcijan, potrzebują jakiegoś sensu — i znajdują go dostatecznie w wizji Kościoła ewangelicznego, którą tu przedstawiałem.

**1.** Otóż z jednej strony, gdy śpiewamy Psalmy, triumfujemy w uniesieniu Kościoła nad potęgą tego świata. „Bóg jest znany w Judei, wielkie jest Jego imię w Izraelu". Cóż oznacza Izrael, jeśli nie lud wybrany — nas, chrześcijan? Psalm musi oznajmiać, że imię Boże jest wielkie pośród nas; bo inaczej po cóż byśmy czytali Psalmy? Czytajmy dalej: „W Szalem jest Jego przybytek i Jego mieszkanie na Syjonie. Tam połamał strzały łuku, tarczę i miecz, i broń wojenną. Tyś potężniejszy, bardziej zasługujesz na chwałę niż góry łupieskich wataż". Ziemia pełna jest grabieży, łupiestwa, przemocy i okrucieństwa — o tyle tylko nie, o ile jest chrześcijańska. Wszystkie państwa świata, wszystkie rządy — o tyle tylko nie, o ile są chrześcijańskie, o ile postępują według zasad chrześcijańskich — są ledwie czymś więcej niż rozbójnikami i ludźmi krwi. I przeciw nim wywyższa się Bóg; przeciw nim wywyższa się nieustannie; przeciw nim właśnie w tej chwili powstaje, jak we wszystkich czasach — przeciw wszystkim państwom, wszystkim rządom, wszelkiej władzy ludzkiej, która Go nie uznaje i przed Nim się nie korzy. „Naród i królestwo, które Mu nie służą" — lub raczej, jak mówi Prorok, które nie służą Jego Kościołowi — „zginie". Czytamy dalej: „Zuchwali zostali ograbieni, zasnęli snem swoim i żaden z dzielnych mężów nie znalazł swoich rąk. Na Twoje groźne słowo, Boże Jakuba, rydwan i koń okryły się snem". Pytamy, jak się to dziś wypełnia? Czy nie widzieliśmy za naszych czasów, albo czy ojcowie nasi nie widzieli, wielkiej siły antychrześcijańskiej na świecie, wynoszącej się przeciw religii, a zwłaszcza przeciw Kościołowi Chrystusa? I czy nie zdawało się, że ją pewien sukces czeka? A jednak — czy po wszystkich swych grozbach i triumfach nie przestała istnieć, zostawiając po sobie tylko widok Egipcjan na brzegu morskim i garść prochu i popiołu, nad którą jej czciciele tkliwie się pochylają? To zaledwie jeden przykład tego, co dokonuje się w każdej epoce — triumfu Kościoła nad światem. „Tyś straszny, Ty sam, i któż się ostoi przed Twoim obliczem, gdy jesteś gniewny? Z nieba ogłosiłeś wyrok; ziemia zadrżała i zamilkła, gdy powstawał Bóg do sądu, by ratować wszystkich pokornych na ziemi". Pokornych ziemi — bo im obiecano, że ją „posiądą". „Gniew ludzki zamieni się w Twoją chwałę, a nadmiar gniewu Ty powstrzymasz... Skrępuje On ducha książąt; jest straszny dla królów ziemi".

Znowu — ten sam triumf imienia Bożego wśród Jego wybranego ludu nad możnymi ziemi głoszony jest w Psalmie 93: „Panie, podnoszą się rzeki, podnoszą rzeki swój głos, rzeki podnoszą swe bałwany. Fale morskie szumią i piętrzą się groźnie, lecz Pan na wysokościach jest potężniejszy".

Albo w Psalmie 82: „Bóg stoi w zgromadzeniu bogów" — to znaczy wśród książąt i władców — „pośród bogów sąd odbywa. Dokąd będziecie sądzić niesprawiedliwie i stawać po stronie przewrotnych? Dawajcie sprawiedliwość biednemu i sierocie, sprawiedliwości dochodzić pomagajcie uciśnionemu i ubogiemu. Wyrwijcie biednego i nędzarza, z ręki grzesznych go uwolnijcie". Tu Kościół w swoim nabożeństwie przemawia do świata, napominając możnych i bogatych w dobra tego świata do sprawiedliwości, bezstronności i miłosierdzia, biorąc w obronę ubogich, potrzebujących i opuszczonych — dwa ze swoich szczególnych powołań. Ale tamci nie chcą słuchać: „nie chcą się pouczyć ani zrozumieć, w ciemności chodzą nadal". Toteż Psalm kończy się słowami: „Powstań, o Boże, osądź Ty ziemię; bo wszystkie narody są Twoją własnością" — co jest innymi słowy wezwaniem Boga, by rozszerzał swoje królestwo na wszystkie ziemie.

Inne świadectwa triumfu wybranego ludu nad potęgami ziemi brzmią między innymi tak: „On poddaje ludy pod naszą władzę, narody pod nasze stopy... Możni ludów zbierają się razem z ludem Boga Abrahama". I znowu: „Wielki jest Pan i sławiony wielce w mieście naszego Boga, na Jego świętej górze. Pięknie wzniesiona jest radość całej ziemi — góra Syjon... Bóg jest w jej zamkach, okazał się twierdzą warowną. Bo oto królowie się zebrali, razem pochód odprawili. Zobaczyli i zaraz się zdumieli, zatrwożyli się i pierzchnęli... Chodźcie wokół Syjonu" — to znaczy Kościoła Chrystusa — „obejdźcie go, policzcie jego wieże. Podziwiajcie jego mury, obejrzyjcie jego zamki, byście mogli powiedzieć następnemu pokoleniu". I znowu: „Jeruzalem zbudowane jak miasto, ściśle ze sobą spojone... Bo tam stoją trony sądu, trony domu Dawida... Módlcie się o pokój dla Jeruzalem: niech żyją w spokoju, którzy cię miłują. Niech pokój będzie w twoich murach, a bezpieczeństwo w twoich pałacach". I znowu: „Pan wybrał Syjon, tego miejsca zapragnął na swoje mieszkanie: To jest miejsce mego spoczynku na wieki, tu będę mieszkał, bo tego zapragnąłem". Kim lub czym jest Syjon? Co mamy na myśli, gdy czytamy ten Psalm i mówimy: „Pan wybrał Syjon"? Mamy na myśli Kościół, który On ustanowił, gdy odchodził. Psalm mówi dalej o Dawidzie — który tu oznacza Chrystusa: „Nieprzyjaciół jego oblekę w hańbę, a na nim kwitnąć będzie korona".

**2.** Tyle powiedziano o jednej stronie. Zwróćmy się teraz ku drugiemu obliczu chrześcijańskiego Królestwa, które o wiele częściej staje przed nami w Psalmach i na które pragnę przede wszystkim zwrócić uwagę: ku cierpiącemu, uciemiężonemu stanowi, który w tym świecie nieuchronnie spotyka imperium tak rozległe, tak zaczepne, tak ogarniające, tak majestatyczne i władcze, a zarazem tak pozbawione broni ziemskiej. Ono wywołuje prześladowanie przez cały czas — zarówno przez swe roszczenia, jak i przez swą słabość.

**(1.)** Tak tedy wołamy do Boga przeciw naszym nieprzyjaciołom: „Gdy złoczyńcy — moi wrogowie i moi napastnicy — napadli na mnie, by pożreć moje ciało, sami potknęli się i upadli. Choćby wojsko stanęło obozem naprzeciw mnie, moje serce się nie ulęknie; choćby nawet wybuchła przeciw mnie walka, nawet wtedy będę ufał Jemu... Naucz mnie, Panie, swej drogi i prowadź mnie ścieżką prostą ze względu na mych wrogów". I znowu: „Niech noga pychy mnie nie następuje, a ręka bezbożnych niech mnie nie odpędza". I znowu: „Obcy powstali przeciwko mnie i gwałtownicy czyhają na moje życie; nie mają Boga przed oczyma". I znowu: „Codziennie depcze mnie wróg, bo bardzo wielu walczy ze mną, Najwyższy". I znowu: „Ukryj mnie przed zmową złoczyńców, przed zbiegowiskiem tych, którzy zło knują". Czy Psalmy są martwą literą czy też Duchem? Czy używamy ich jako formułki, czy jako głosu naszych serc? Jeśli wypowiadając je, mamy jakiś sens na myśli, to z pewnością wyznajemy, że Kościół jest zawsze wojujący, zawsze w boju, nigdy spokojny, nigdy w zgodzie ze światem, nigdy osłonięty od jego nienawiści, złości i przemocy. I zauważcie, że wrogami jego są w szczególności pyszni i tyrani. „Niech noga pychy mnie nie następuje". „Gwałtownicy czyhają na me życie". „Naczelnicy też zasiedli i mówili przeciwko mnie... będę też mówił o Twych nakazach przed królami... Pyszni okrutnie mnie wyszydzali... pyszni zmyślili przeciwko mnie kłamstwo... pyszni nakopali mi dołów... Przełożeni prześladowali mnie bez powodu".

**(2.)** Następnie kładziemy przed Bogiem Wszechmogącym nasze spustoszenie. Jak na przykład: „Oddałeś nas na pożarcie owcom, i rozprószyłeś nas między pogan. Sprzedałeś swój lud za bezcen i nic nie zyskałeś na tej transakcji". „Boże, dlaczego nas na zawsze odrzucasz? Dlaczego Twój gniew dyszy na owce Twego pastwiska? Pomnij na swą wspólnotę, którą nabyłeś od pradawna". Bo choć królestwo Świętych rozciąga się i rozkwita jako całość, jest przecież otwarte na klęski wszelkiej miary — schizmy, odstępstwa, straty w swych poszczególnych częściach.

**(3.)** Dalej narzekamy na nasze wygnanie. „Któż da zbawienie Izraelowi z Syjonu? Gdy Pan odmieni los swego ludu, uraduje się Jakub i rozraduje Izrael". „O, gdyby zbawienie Izraela przyszło z Syjonu! Gdy Pan odmieni los swojego ludu". „Odmień nasz los, Panie, jak odmienne są strumyki na Południu".

**(4.)** I znowu Psalmy wiele mówią o ubogich i potrzebujących, i o tym, że Bóg chroni ich przed złymi ludźmi. „Pan jest też obroną uciśnionego... Biedny nie zawsze będzie zapomniany, ani nadzieja ubogich nie zginie na zawsze. Powstań, Panie, niech człowiek nie bierze góry". „Bezprawny prześladuje biedaka z powodu swej chciwości... Biedny powierza się Tobie, bo Ty jesteś pomocą sierot". I w słowach motta: „Panie, wysłuchałeś pragnienia ubogich... aby bronić sieroty i nędzarza w ich sprawie, by człowiek ziemi nie siał już więcej postrachu". „Depczą Twój lud, Panie, i gnębią Twoje dziedzictwo... bo Pan nie odrzuci swego ludu i nie porzuci swego dziedzictwa". „Dusza nasza jest przesycona szyderstwem bogaczy i pogardą pysznych". Rozważcie teraz stan chrześcijaństwa przez wiele stuleci, gdy dzikie hordy barbarzyńców zalewały jego oblicze lub osiedlały się na jego ziemiach; gdy tyrani — królowie i możni — gnębili jego lud lub powstawali przeciw jego pasterzom i rządcom; gdy władza — czy barbarzyńska, czy ustanowiona — wtargnęła w jego świętobliwe zacisze, źle traktowała ich nabożnych lub uczonych mieszkańców, niszczyła dzieła lub rozpraszała owoce lat spokojnej pracowitości — i powiedzcie, czy Psałterz nie jest właśnie tą księgą, którą wszystkie te różnorodnie doświadczone, równie bezbronne rzesze ludzi wybrałyby jako najpełniej wyrażającą ich smutki i ich wiarę, ich modlitwy i ich nadzieje.

**(5.)** I jeszcze jedno: Psalmy mówią szczególnie o sprawiedliwych w ucisku, wstawiają się za nimi i czekają na ich wybawienie. „Wołają sprawiedliwi i Pan ich słyszy". „Nie oburzaj się z powodu tych, którzy czynią zło, i nie zazdrość nieprawym... Sprawiedliwi posiądą ziemię i na niej będą mieszkać na zawsze". „Trapiło mnie, gdy widziałem, że bezbożnym dobrze się powodzi... O, jak prędko są obróceni wniwecz, giną, stają się przedmiotem trwogi". „Sprawiedliwy zakwitnie jak palma, rozrośnie się jak cedr na Libanie". „Czyń dobro, Panie, tym, którzy są dobrzy i prawi w sercu". Czyż nie jest właśnie osobliwością Kościoła chrześcijańskiego to, że jest on nie tylko oczerniany, wzgardzony i źle traktowany przez świat, ale że to wszystko dzieje się z powodu jego świętości — za jego sprawiedliwość?

Tak więc, patrząc całościowo, widzimy, że Psalmy stanowią cudowne i uprzednie zaopatrzenie w potrzeby Kościoła chrześcijańskiego. To właśnie ta księga nabożeństwa, której potrzebuje, co potwierdzają wszystkie wieki jej używania — zakładając, że Kościół jest tak wielki i tak słaby, tak rozległym królestwem, a jednak nie z tego świata, jak Prorocy i Ewangeliści go opisują.

Nasuwa się tu oczywiście zarzut: nie jesteśmy w prześladowaniu; używanie języka Psalmów jest dla nas sztuczne. Chrześcijanie w naszym szczęsnym kraju mają wszystko po swojej stronie. Wyznawanie Ewangelii jest zaszczytem, jej odrzucenie — hańbą. Albo więc nie jesteśmy częścią Królestwa Niebieskiego, albo to Królestwo nie jest tym, czym Ewangelie, Proroctwa i Psalmy je opisują. Można jednak podać wiele odpowiedzi na ten zarzut.

**1.** Po pierwsze, nie jest konieczne, by wszystkie części Kościoła były w prześladowaniu jednocześnie — ani po to, by wypełnić zapowiedzi Pisma, ani po to, by uzasadnić używanie Psalmów. Kościół cierpi w swoich różnych częściach w różnych czasach. My sami mieliśmy nasze doświadczenia dawniej; a inne części Kościoła podlegają teraz podobnym, a nawet cięższym utrapieniom. Jeśli jesteśmy członkami jednego Ciała Chrystusa, musimy oczywiście przejąć się dolą pozostałych — gdziekolwiek na świecie są — gdy są prześladowani, i wspominać ich w naszych modlitwach. I nie można tu odwoływać się do tego, że różnimy się od nich w wierze: co to ma do rzeczy w kwestii miłości? Albo chrześcijaństwo jest zamknięte w Brytanii, albo nie. Jeśli tak — Chrystus nie ma już Kościoła Powszechnego i wówczas proroctwa nie wypełniają się teraz w nas; albo istnieje ono na innych ziemiach i wówczas jesteśmy zobowiązani współczuć utrapieniom, jakich chrześcijanie tam doświadczają dla imienia Chrystusa.

**2.** Ale z kolei, mimo chwilowej pomyślności nawet w tym kraju, Kościół Chrystusa jest w niebezpieczeństwie — i to oczywistym. Czy możemy policzyć dziesiątki i setki tysięcy tych, którzy stronią od naszego Kościoła jak od antychrześcijańskiego, albo którzy nienawidzą go za to, że jest chrześcijański, i pragnęliby jego upadku? Czy nie ma walki między Kościołem a światem w tym kraju? Czy nie ma złośliwości, pogardy, niedowiarstwa, oszczerstwa; czy nie ma widoków, a przynajmniej przesłanek jawnego prześladowania — choć ono, przez miłosierdzie Boże, jeszcze nie nadeszło? Pomyślcie o naszych wielkich miastach i zastanówcie się, jaką plagą w gniewie Bożym mogłyby one spaść na nasze liczne grzechy, gdyby nie Jego najmiłosierniejsza opatrzność.

**3.** Co więcej, jeśli nie jesteśmy całkowicie w położeniu, które pozwala używać słów Psałterza; jeśli jesteśmy zbyt szczęśliwi i bezpieczni, zbyt dostatni i zbyt wywyższeni, by móc używać ich naturalnie — czy nie jest możliwe, że pod tym względem brak nam naprawdę jednej z cech Kościoła? Czy nie ma obawy, że świat jest z nami zaprzyjaźniony, bo my jesteśmy zaprzyjaźnieni ze światem? Nie jest to ani nowe, ani niezwykłe zjawisko w historii Ewangelii. Nie jest ono właściwe tylko naszej epoce lub krajowi; jest to wielka choroba Kościoła we wszystkich wiekach. Jakiekolwiek skażenia doktryny zdarzały się w szczególnych czasach i miejscach, żadne skażenie nie było tak wielkie jak owo praktyczne zepsucie — istniejące w pewnej mierze zawsze i wszędzie: służenie Bogu dla mamony; kochanie religii z miłości do świata. Co do nas samych, obawiam się, że stwierdzenie to nie jest retoryczną przesadą: nigdy nie było epoki, w której by to zepsucie istniało szerzej; nigdy nie było epoki, w której Kościół zawierałby tak wielu członków nieprawdziwych — to znaczy tak wielu ludzi, którzy wyznają się jego członkami, nie wiedząc nic lub prawie nic o prawdziwym znaczeniu przynależności, i pozostają w jego łonie z powodów innych niż religijne i słuszne. Zapytajmy na przykład o jedną rzecz: ilu zwolenników Świętego Katolickiego Kościoła Chrystusa myślicie, że pozostałoby wśród nas, gdyby się okazało, że jego sprawa to nie — jak teraz — sprawa porządku, lecz sprawa nieporządku, jak było wówczas, gdy przyszedł Chrystus i głosili Jego Apostołowie? Właśnie takim oskarżeniem odpierali Żydzi z Tesaloniki obecność świętego Pawła i Sylasa: „Ci, którzy cały świat postawili na głowie, przyszli i tu". Czy nie jest jasne jak słońce, że ogół ludzi popierających Kościół w jego prawnych przywilejach czyni to nie tyle dlatego, że troszczy się o Królestwo Świętych, ile dlatego, że mniema, iż upadek naszych cywilnych instytucji jest związany z upadkiem Kościoła? Nie powiadam, że nie żywią żadnej miłości do Kościoła, ale że żywią większą miłość do dobrobytu doczesnego. Kochają świat o tyle więcej niż Kościół, że gdyby pokój świata i dobro Kościoła stanęły w sprzeczności, stanęliby po stronie świata przeciw Kościołowi. Jak dotąd widzą oni, że wpływ Ewangelii stoi po stronie dobrego porządku; że nakłania ludzi do bycia spokojnymi i posłusznymi poddanymi; że powstrzymuje niższe warstwy od wybuchów; że utrzymuje twardy opór wobec buntu, rozruchów, spisków, zamieszek i fanatyzmu; że jest najlepszą rękojmią bezpieczeństwa własności prywatnej. Ewangelia przynosi te wszystkie dobrodziejstwa; są to dobrodziejstwa prawdziwe i mamy wszelkie powody być za nie wdzięczni. Ale liczne rzesze wyznających chrześcijan uważają je za specjalne dary Królestwa Chrystusowego, mało dbając o niewidzialne i duchowe błogosławieństwa, które są jego właściwymi i prawdziwymi darami. Spójrzcie na nasze ugrupowania polityczne, naszą literaturę, naukę, periodyki: czy nie jest nazbyt oczywiste, by wymagało dowodu, że religia jest w ogóle czczona przede wszystkim dlatego, że czyni to życie szczęśliwszym i jest pożyteczna dla zachowania naszych osób, majątku, przywilejów i stanowiska na świecie? Czy większą hańbę można przypiąć jakiemuś przekonaniu w opinii społeczności niż to, że jest antispołeczne, uciążliwe, ponure lub kłopotliwe?

Nic więc dziwnego, że w pośrodku tak poważnego skażenia słowa natchnionych Psalmistów — które były pociechą Kościoła w każdej epoce — nie wydają się nam prawdziwe. Odrzućmy jedynie miłość świata i podążajmy za nakazami naszego Pana i Jego Apostołów, a wówczas zobaczmy po chwili, gdzie byśmy się wszyscy znaleźli i jaki byłby stan Kościoła.

Tymczasem, czy chcemy w to wierzyć, czy nie, prawda pozostaje niezmieniona: moc Kościoła, jak niegdyś, nie leży w ludzkim prawie, ani w ludzkiej przychylności, ani w cywilnym stanie, lecz w jego właściwych darach — w owych wielkich darach, które Pan nasz ogłosił błogosławieństwami. Błogosławieni ubodzy w duchu, płaczący, cisi, łaknący sprawiedliwości, miłosierni, czystego serca, czyniący pokój, cierpiący prześladowanie.

---

← wróć do odkrywania