*„Oto Ja posyłam was jak owce między wilki; bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębice."* — Mt 10,16
Owce są bezbronne, wilki zaś silne i groźne. Jakże szybki, jakże straszny, jakże nieodparty i jakże rozstrzygający byłby atak gromady wilków na kilka zabłąkanych owiec, które im wpadły w drogę! Jakże żywy jest tedy obraz, którym Pan nasz wyraził los, jaki czeka Jego wyznawców ze strony świata! On sam był najdoskonalszym Wzorem wszelkich takich cierpień. Gdy znajdował się w rękach swych nieprzyjaciół, otoczony przez rozjuszone tłumy, pod wzrokiem bezlitosnych wrogów, szydzony, bity, popychany, dręczony przez brutalne żołdactwo, a na koniec przybity do krzyża — czymże był, jak nie owcą pośród wilków? „Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otwierał ust swoich." A co On zapowiedział swoim naśladowcom, to Psalmista ogłosił im wcześniej, i Apostoł przykłada to do nich po ich spełnieniu. „Jak napisano" — mówi św. Paweł — „z powodu Ciebie przez cały dzień nas zabijają, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź". Takim był Kościół Chrystusowy w swoich początkach i takim był w każdej epoce stosownie do swej czystości. Im czystszy, tym bezbronniejszy; ilekroć był czysty, stawał się w ten czy inny sposób bezbronny. Im mniej był przywiązany do świata i im bardziej pielęgnował własne dary, im mniej opierał się na mieczu i łuku, na rydwanach i koniach i na ramieniu ludzkim, tym bardziej narażony bywał na złe traktowanie, tym bardziej drażnił pysznych i możnych i zachęcał ich do ucisku. To, jak mówię, potwierdza się w każdej epoce. Okresy pokoju były mu wprawdzie udzielane od samego początku, nawet w najcięższych czasach; nigdy jednak nie trwały całą epokę. Trwałego pokoju doczesnego trudno mu zaznać inaczej niż za panowania zepsucia i w epoce niewiary. Pokój i spoczynek należą do przyszłości.
Cóż więc jest naturalną reakcją tych, którzy są bezsilni i prześladowani, jak Oblubienica Chrystusowa? Ból, utrapienie i hańba nie są miłe żadnemu człowiekowi; choć należy je sławić, gdy się je ponosi, to jednak, jeśli można, raczej się ich unika lub odpędza. Takie unikanie jest dozwolone, a nawet nakazane przez Pana naszego. Gdy doświadczenia są nieuniknione, musimy je znosić mężnie; gdy zaś można ich uniknąć bez grzechu, musimy im zapobiegać. Lecz jak mieli chrześcijanie im zapobiegać, skoro nie wolno im było walczyć? Odpowiadam: mieli do dyspozycji środki — to znaczy sztuki — bezbronnych. Nawet niższe stworzenia pouczą nas, jak cudownie Stwórca wynagrodzył słabym brak siły, obdarzając je innymi przymiotami, które mogą im służyć w walce z silniejszymi. Mają dar szybkości; albo pewien kształt i ubarwienie; albo pewne nawyki życia; albo pewną naturalną chytrość, dzięki której potrafią unikać swoich wrogów lub nawet ich pokonywać. Brutalnej sile przeciwdziała ucieczka, brutalnej namiętności — roztropność i spryt. Podobne przykłady spotykamy wśród rodzaju ludzkiego. Narody pozbawione siły materialnej uciekają się do sztuk niemartialnych; są podstępne i chytre; udają, pertraktują, przeciągają czas — wymykają się temu, czemu oprzeć się nie mogą, i wyniszczają to, czego sami zgładzić nie zdołają. Tak jest z podbitym, zniewieściałym ludem pod panowaniem silnych i wyniosłych. Tak jest z niewolnikami; tak z nękowanymi i uciśnionymi dziećmi, które uczą się tchórzostwa i fałszu wobec swych tyranów. Tak jest z poddanymi despoty, którzy zbrojnemu toporkowi lub sznurowi starają się przeciwstawić skrytym wpływem intrygi i spisku, sztyletem i czarą trucizny. Korzystają z niezbywalnego prawa do samoobrony takimi środkami, jakimi mogą; tyle że, ponieważ ludzka natura jest pozbawiona skrupułów, wina lub niewinność jest im wszystkim jedno, byle cel osiągnęli.
Pan nasz i Zbawiciel nie zakazał nam korzystania z instynktu samoobrony, z którym się rodzimy. Nie zakazał nam się bronić, zakazał jedynie pewnych sposobów obrony. Wszelkie grzeszne środki, rzecz jasna, zakazał — bez potrzeby o tym wspominać. Lecz poza nimi zakazał nam tego, co nie jest grzechem, lecz dozwolone przez naturę, choć nie należy do owej doskonalszej drogi, którą nam wskazał — zakazał nam bronić się siłą, oddawać cios za cios. „Słyszeliście, że powiedziano" — mówi — „Oko za oko i ząb za ząb; a Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu; lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli ktoś chce się z tobą procesować i wziąć twoją szatę, zostaw mu i płaszcz. Jeśli cię zmuszą, żebyś szedł tysiąc kroków, idź z nim dwa tysiące." Słudzy Chrystusa nie mogą zatem bronić się przemocą; wolno im wszak inne środki; środki bezpośrednie nie są im dozwolone, inne jednak są wręcz nakazane. Na przykład przezorność: „strzeżcie się ludzi"; unikanie: „gdy prześladują was w jednym mieście, uciekajcie do drugiego"; roztropność i mądrość, jak w tekście: „bądźcie roztropni jak węże".
Przy tych słowach narzuca się nam straszna historia, którą otwiera się Pismo Święte. Na początku „wąż był chytrzejszy niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg uczynił". Po pierwsze więc, zauważmy, że Pan nasz w tym miejscu potwierdza właśnie to odwołanie do instynktów i zdolności niższych stworzeń, które sam poczyniłem, i stawia je nam za wzór. Jak uczymy się pracowitości od mrówki i ufności do Niego od kruków, tak gołębica jest naszym wzorem niewinności, a wąż wzorem mądrości. Co więcej, zważywszy, że wąż wybrany został przez Nieprzyjaciela rodzaju ludzkiego jako narzędzie kuszenia w Raju, jest to niezwykłe, że Chrystus obrał go za wzór mądrości dla swoich wyznawców. Jakby odwołał się do całego świata grzechu i do złych sztuk, którymi słabi zdobywają tu przewagę nad silnymi. Jakby postawił nam przed oczyma przebiegłość, zdradę i wiarołomstwo jeńca i niewolnika, i nakazał wyciągnąć naukę nawet z tak wielkiego zła. Jakby im bardziej zakazano nam przemocy, tym bardziej nakłaniał nas do roztropności; jakby było naszym ścisłym obowiązkiem dorównać bezbożnym w darach umysłu i przewyższyć ich w ich stosowaniu. I takie właśnie odniesienie czyni w jednej ze swych przypowieści, gdzie „pan pochwalił nieuczciwego rządcę za to, że postąpił roztropnie; bo synowie tego świata są roztropniejsi wobec swych własnych w swym pokoleniu niż synowie światłości". „Bądźcie roztropni jak węże" — powiedział; a wiedząc, jak niebezpieczna jest taka mądrość, zwłaszcza w czasach pokus, jeśli czujna prawość sumienia nie czuwa, dodał: „i nieskazitelni jak gołębice". „Oto Ja posyłam was jak owce między wilki; bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębice."
Nie potrzeba wielkiej znajomości historii Kościoła, by pojąć, jak znamienicie ta zachęta do mądrości wypełniła się w nim. Jeśli jest jeden zarzut, który był mu stawiany bardziej niż wszystkie inne, to zarzut podstępu i chytrości — stawiany mu od czasów św. Pawła, któremu zarzucano, że jego słowo było „i tak, i nie"; i jemu samemu — że „postępował w przebiegłości i fałszował słowo Boże"; że był „zwodzicielem", choć był „prawdomówny"; że „strasza listami"; i że „jest chytry" oraz „łapie" swych nawróconych „w sidła podstępu". Zarzucano go nawet samemu Panu naszemu, który był nazywany „zwodzicielem" i miał „zwodzić lud". Kapłańska chytrość (*priestcraft*) była zawsze uważana za piętno Kościoła i jej zarzucanie jest niejako jego rysem; i po części rzeczywiście, bo obecność potężnych wrogów i świadomość własnej słabości niekiedy kusiła chrześcijan do nadużycia zamiast do właściwego użycia chrześcijańskiej mądrości, do bycia mądrymi bez bycia nieskazitelnymi; ale po części — a nawet w większości — nie słusznie, lecz oszczerczo, po prostu dlatego, że świat nazywał ich mądrość przebiegłością, gdy okazywała się równać jego własnej liczebności i potędze. Chrześcijan zwano chytrymi, bo „byli w istocie tak silni, choć udawali słabość". A dalej, dla konsekwencji, zwano ich obłudnikami, bo „byli, powiada, tak chytrzy, a udawali niewinność". I tak, choć zawsze, zgodnie ze słowami Pana naszego, byli mądrzy i nieskazitelni, zawsze zwano ich chytrymi i obłudnymi. Słowa „chytrość" i „obłuda" to jedynie przekład słów „mądrość" i „nieskazitelność" w języku świata.
Godne uwagi jest jednak i to, że nie tylko nieskazitelność poprawia mądrość, chroniąc ją przed zepsuciem chytrości i podstępu, jak stwierdza nasz tekst; ale niewinność, prostota, bezwarunkowe posłuszeństwo Bogu, spokój ducha, zadowolenie — te i podobne cnoty są same w sobie pewnego rodzaju mądrością — to znaczy, że wywołują te same skutki co mądrość, ponieważ Bóg działa za tych, którzy nie działają sami dla siebie; i tak właśnie chrześcijanie szczególnie narażeni są na zarzut chytrości ze strony świata — bo mało obiecują, a wiele osiągają. Warto się przy tym dłużej zatrzymać.
Przez niewinność, czyli nieskazitelność, rozumiem prostotę czynu, czystość pobudki, uczciwość celu; postępowanie sumienne i religijne, stosownie do rzeczy w danej chwili, bez dbania o skutki czy pozory; spełnianie tego, co jawi się jako obowiązek, i bycie posłusznym dla samego posłuszeństwa, a wynik pozostawianie Bogu. Na tym polega niewinność gołębicy; a jednak takie postępowanie jest prawdziwą mądrością; i takie też postępowanie ma z natury pozory chytrości.
Ma pozory chytrości, a jest mądrością — i to na wiele sposobów.
**1.** Po pierwsze: powściągliwość, panowanie nad sobą, opanowanie słowa i uczucia, jakie cechuje ludzi religijnych, sprawia wrażenie sztuczności, bo nie jest spontaniczne; a skoro jest sztuczne, wydaje się misternie wyrachowane. Nie przeczę, że jest coś bardzo ujmującego w otwartości i nieskrępowaności bycia; jedni mają to w większej mierze niż drudzy; u niektórych jest to wielki dar łaski. Trzeba jednak pamiętać, że mówię o czasach prześladowania i ucisku chrześcijan, jakie zapowiada nasz tekst; a wtedy otwartość staje się niczym innym jak oburzeniem na prześladowcę i gwałtownością słowa, jeśli się im da ujście. Toteż im głębsze uczucia ktoś żywi, tym bardziej będzie odczuwał konieczność opanowania siebie, aby nie mówić tego, czego mówić nie powinien. Wszystko to rozumie się samo przez się, bez dalszego rozwijania. Do tego zaś należy dodać, że ci, którzy chcą być święci i bez nagany — synami Bożymi — napotykają w świecie tyle rzeczy, które ich niepokoi i kala, że zmuszeni są do surowej powściągliwości, by nie doznać uszczerbku z nieuniknionego z nim obcowania; a ta właśnie powściągliwość jest pierwszą przyczyną, dla której świętym ludziom zdaje się brakować otwartości i prostoty.
**2.** Rozważmy następnie, że świat — gruby, cielesny, niewierzący świat — jest ślepy na szczególne uczucia, przedmioty, nadzieje, obawy i przywiązania ludzi religijnych. Nie jest w stanie ich pojąć. Ludzie religijni są dla niego zagadką; a będąc zagadką, świat — dla własnej obrony — będzie ich nazywał tajemniczymi, ciemnymi, skrytymi, wyrachowanymi; i tym bardziej, że żyjąc dla Boga, nie zadają sobie trudu, by usprawiedliwiać się przed światem, otwierać przed nim serca ani zdawać mu sprawy ze swego postępowania. Świat będzie przypisywał im motywy — bo albo nie może ich znaleźć, albo nie chce wierzyć, że prawdziwe są te motywy, które są faktycznie prawdziwe i jako takie wyznawane. Nie może uwierzyć, że ludzie dobrowolnie poświęcą to życie dla przyszłego; i gdy wyznają, że to czynią, sądzi, że z konieczności musi kryć się za tym coś, czego nie ujawniają. A zresztą wszystkie racje, które przytaczają ludzie religijni, wydają się światu nierzeczywiste, a wszystkie uczucia — fantastyczne i przesadzone; co utwierdza go w przekonaniu, że ich nie przejrzał i że istnieje jakiś sekret do odkrycia. I rzeczywiście ich nie przejrzał, i sekret istnieje; ale tym sekretem jest moc Bożej łaski, stan ich serca — a nie ich pobudki ani cele, o których świat jest w pełni poinformowany. Oto drugi powód, dla którego gołębica wydaje się wężem. Chrześcijanie wyrzekają się doczesnych korzyści; poświęcają pozycję lub majątek; wolą obscurity od zaszczytów; podejmują umartwienie zamiast wygodnego życia; a świat mówi: „Oto skutki bez dostatecznych przyczyn; oto chytrość."
**3.** Dalej, rozważmy i to. Przykazanie, które nam dano, brzmi: „nie sprzeciwiajcie się złemu" — że mamy ulegać władzy świata i „ustępować miejsca gniewowi". Tak czynili pierwsi chrześcijanie w sposób szczególny. Ale niełatwo jest światu zrozumieć różnicę między zewnętrznym posłuszeństwem a wewnętrzną zgodą. Gdy chrześcijanie byli posłuszni pogańskiemu magistratowi we wszystkim, co nie było grzechem, nie znaczyło to, że uważali pogan za słusznych; wiedzieli, że są bałwochwalcami. Istnieje mnóstwo różnych i bardzo zróżnicowanych przypadków, gdy naszym obowiązkiem jest być posłusznym tym, którzy jednak nie mają żadnej władzy nad naszym przekonaniem. Gdy jednak ludzie religijni zewnętrznie podporządkowują się, ze względu na obowiązek, „władzom przełożonym", świat łatwo ulega błędowi, że wyrzekli się swych przekonań, a nie tylko poddali swe czyny; i przejmuje go zdziwienie lub je udaje, gdy dowiaduje się, że przekonania ich pozostają; i uważa to lub nazywa niekonsekwencją bądź obłudą. Wywodzi, że łamią obietnicę, pielęgnując to, czego się wyrzekają, lub wracając do tego, co rzekomo porzucili. I tak właśnie to, że są tak nieskazitelni, tak nieagresywni, że tak wiele czynią w kierunku ustępstw, staje się podstawą skargi przeciwko nim — że nie czynią więcej, niż mają prawo czynić. Ustępują zewnętrznie; wewnętrzna zgoda byłaby zdradą wiary; a jednak zwani są fałszywymi i dwulicowymi, bo czynią tyle, ile mogą, i nie więcej, niż wolno im.
**4.** Znowu: pogoda ducha, zadowolenie i gotowość, z jaką ludzie religijni oddają swoją sprawę w ręce Boga i godzą się na to, by świat zdawał się nad nimi tryumfować, jeszcze bardziej sprawiają pozory chytrości i podstępu. Bo dlaczego mieliby tak chętnie wyrzekać się swych pragnień, gdyby nie wiedzieli czegoś, o czym inni nie wiedzą, albo gdyby nie zyskiwali naprawdę, choć zdają się tracić? Inni ludzie głośno lamentują nad swymi bożyszczami; nie ma wątpliwości, że je stracili i że nie mają nadziei. Chrześcijanie jednak się poddają. Milczą; ale milczenie samo w sobie budzi podejrzenie — nawet milczenie jest tajemnicą. Po cóż milczą? Dlaczego nie okazują naturalnego, szczerego oburzenia? Poddanie się oszczerstwu jest dowodem, że jest ono nazbyt prawdziwe. Broniliby się, gdyby mogli. Jeszcze dziwniejszą i bardziej podejrzaną jest ufność, jaką okazują ludzie religijni — mimo pozornej słabości — że ich sprawa zatriumfuje. Śmiałość, zdecydowanie, spokój słowa, będące koniecznym owocem wiary i nadziei chrześcijańskiej, skłaniają świat do domysłu o jakimś ukrytym oparciu, jakimś tajemnym wsparciu, by je wytłumaczyć; jakby słowo Boże, przyjęte i rozważane, nie było większą zachętą dla samotnego bojownika niż jakiekolwiek słowo ludzkie, choćby najpotężniejsze, lub jakiś spisek, choćby najdalej sięgający.
**5.** Tym silniejsze jest to złudzenie ze strony świata, gdy wypadki potwierdzają ufność ludzi religijnych. Prawdziwą mądrością jest trwać nieruchomo i ufać Bogu; dla świata jest to zarazem najpotężniejszy dowód chytrości. Bóg walczy za tych, którzy nie walczą sami za siebie — taka jest wielka prawda, takie jest łaskawe prawidło, ogłoszone i zilustrowane w Ewangelii: „Najmilsi, nie szukajcie pomsty dla siebie" — mówi św. Paweł — „lecz dajcie miejsce gniewowi Bożemu, bo napisano: Pomsta do Mnie należy, Ja odpłacę — mówi Pan". Nic nie czyń, a uczynisz wszystko. Im mniej czynisz, tym więcej Bóg uczyni za ciebie. Im bardziej poddajesz się przemocy świata, tym potężniej powstanie On przeciw niemu — On, któremu nikt się oprzeć nie może. Im mniej odpierasz ciosy świata, tym cięższe będą Jego ciosy na świat — jeśli nie w twojej obronie, to przynajmniej we własnej. Gdy zatem świat dostrzeże wreszcie, że wiedzie mu się źle i że ponosi więcej szkody niż zadaje, lecz nie chce uniżyć się pod mocną ręką Bożą — cóż mu pozostaje, jak przypisać swą klęskę sile tych, którzy zdają się słabi? To znaczy — ich chytrości, bo udają słabość, będąc w rzeczywistości silni.
**6.** Do tego dodać należy, że prawda ma sama w sobie dar szerzenia się bez narzędzi; toruje sobie drogę w świecie, za Bożym błogosławieństwem, mocą własnej przekonywości i doskonałości. „Królestwo Boże" — mówi Pan nasz — „podobne jest do tego, jak gdyby ktoś nasionko wrzucił w ziemię; śpi i wstaje — w nocy i w dzień — a nasionko kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak". Słowo, raz wypowiedziane, biegnie swym biegiem. Kto je głosi, wypełnił swe dzieło w jego wypowiedzeniu i nie może go odwołać, nawet gdyby chciał. Biegnie swym biegiem; powodzi mu się w tym, do czego Bóg je posyła. Ogarnia wiele dusz naraz i skłania je do posłuszeństwa wiary. Gdy zaś widzowie dostrzegają te skutki, a przyczyny nie widzą — bo nie chcą wierzyć, że Słowo samo jest przyczyną, które jest dla nich martwą literą — gdy widzą wiele umysłów poruszonych w jeden sposób w wielu miejscach, przypisują tajnemu kierowaniu ową jednolitość, która jest niczym innym jak echem Jednego Żywego i Prawdziwego Słowa.
**7.** I oczywiście dzieje się to ku zdumieniu zarówno chrześcijan, jak i świata; mogą jedynie dziwić się i wielbić Boga, lecz nie są w stanie tego wytłumaczyć lepiej niż świat. „Gdy Pan odmienił los Syjonu" — mówi Psalmista — „byliśmy jak śniący we śnie". Albo jak mówi Prorok o Kościele: „Serce twoje zadziwi się i rozszerzy, gdy zwróci się ku tobie bogactwo morza, gdy napłynie do ciebie zamożność ludów"; i tu znowu prawdziwa mądrość chrześcijanina wygląda jak chytrość. Prawdziwą mądrością jest pozostawić wynik Bogu; gdy jednak im się powodzi, okazywanie zdziwienia i zaprzeczanie, że to ich własne dzieło, wygląda na podstęp. Co więcej, łagodność, delikatność, cierpliwość i miłość mają same w sobie wielką moc, by wzruszać serca tych, którzy je widzą. Radosne cierpienie również budzi współczucie u widzów, aż może nastąpić w sercach ludzkich przemiana, i nawracają się, ujrzawszy to, i sławią Ojca swojego, który jest w niebie. Ale łatwo jest insynuować — gdy ludzie są złośliwi — że ci, którzy triumfują przez łagodność, okazali tę łagodność właśnie po to, by zapewnić sobie triumf.
**8.** Tu otwiera się przed nami bardzo rozległy temat, na który jedynie napomknę. Ci, którzy oddają się Chrystusowi w bezwarunkowej wierze, są łaskawie brani do Jego służby; i „jak ludzie pod rozkazami" czynią wielkie rzeczy bez wiedzy o tym, mocą Mądrości swego Boskiego Mistrza. Postępują według sumienia — może w przygnębieniu i bez dalekosiężnych planów; lecz to, co jest posłuszeństwem w nich, ma cel u Boga i odnoszą sukces, choć zamierzają jedynie spełniać obowiązek. Cóż jednak za obłudę widzi w tym świat — gdy ktoś mówi o sumieniu, honorze, przyzwoitości lub delikatności, albo daje inne oznaki osobistych pobudek, a wypadki zdają się wskazywać, że u dna leżał rachunek skutków! To Bóg zamyśla, lecz Jego słudzy wydają się zamyślać; i tym bardziej, gdyby zdarzyło się, że oni sami dostrzegają przebłyski swego miejsca w Jego Opatrzności. Bo wówczas to, co czynią z serca, potwierdza im rozum, i są w stanie dostrzec celowość posłuszeństwa.
Jakże często uwaga ta sprawdza się w historii — co więcej, w samej konstytucji Kościoła! Jakub na przykład jest uważany za człowieka o doczesnej przebiegłości w swych układach z Labanem, podczas gdy był „człowiekiem prostym", po prostu posłusznym Aniołowi, który „przemówił do niego we śnie", a który troszczył się o jego doczesne interesy i bronił go przed zachłannym krewniakiem. Mojżeszowi znów niekiedy przypisuje się bystrość i przezorność w jego zarządzeniach lub prawach — jakby mądre czyny nie mogły pochodzić od Źródła mądrości, a przepisy stawały się dowodem ludzkiego pochodzenia, gdy można było wykazać ich celowość. I podobnie w Kościele chrześcijańskim biskupi byli zwani obłudnymi za to, że poddawali się władzy świeckiej, a zarazem jej się sprzeciwiali — w kwestii oczywistego obowiązku — gdy następstwem był ruch ludowy; i obłudnymi znowu, gdy czynili co mogli, by go powstrzymać. I tak samo doktryny teologiczne lub praktyki kościelne nazywane są politycznymi, jeśli tylko są zbawienne; jakby Pan Kościoła, który zechciał jego zwierzchności, nie mógł jej urzeczywistniać przez przyczyny wtórne. Cóż na przykład, choćbyśmy przyznali, że spowiedź sakramentalna i celibat duchowieństwa istotnie przyczyniają się do konsolidacji ciała politycznego w relacji rządzących i podwładnych, albo inaczej mówiąc: do wzrostu potęgi kapłaństwa? Bo jak Kościół może być jednym ciałem bez takiej relacji? I dlaczego Ten, kto postanowił, by była jedność, nie miałby sięgać po środki, by ją zabezpieczyć? Ślady zamysłu nie są gdzie indziej uważane za dowody braku Jego działania. Dlaczego Stwórca, który dał nam uczucie głodu, byśmy jedli i nie umierali, i uczucia współczucia i życzliwości dla dobra naszych braci — dlaczego On, chcąc ukształtować potęgę doskonalszą niż ta, jaką ludzkość dotychczas znała, nie miałby sięgać po stosowne środki i użyć swego starego świata do stworzenia nowego? I dlaczego Jego ludzkie narzędzia muszą zakładać cel z góry, skoro go osiągają? Nic w Objawieniu nie ostoi się przy takiej wykładni. Jak celowość jego postanowień staje się zarzutem wobec ich uczciwości, tak piękno jego faktów staje się argumentem przeciwko ich prawdziwości. Opowiadania ewangeliczne były ostatnio interpretowane jako mityczne wyobrażenia właśnie z powodu swej doskonałości; jakby dzieło Boskie nie mogło być zarazem najpełniej piękne i najpełniej celowe.
Powód jest taki: ludzie nie lubią słyszeć o wkraczaniu Opatrzności w sprawy świata; i z zawiścią przypisują zdolność i sprawność Jego sługom, by uchronić się od myśli o Nieskończonej Mądrości i Wszechmocnej Potędze. Są niesprawiedliwi wobec swych bliźnich, byleby nie być sprawiedliwymi wobec Niego; raczej rzucają pochopne oskarżenia, niż uniżą się do wyznania.
Lecz my — chlubiajmy się z tego, co oni odrzucają; prośmy naszego Boskiego Pana, by wziął swą wielką moc i objawił się coraz pełniej, i królował zarówno w naszych sercach, jak i w świecie. Prośmy Go, by stał przy nas w utrapieniu i prowadził nas w niebezpiecznej drodze. Niechaj On — jak niegdyś — wybiera „to, co głupie w oczach świata, by zawstydzić mądrych, i to, co niemocne w oczach świata, by zawstydzić to, co mocne"! Niech nas podtrzymuje przez cały dzień, aż cienie się wydłużą, wieczór nadejdzie, zgiełkliwy świat ucichnie, gorączka życia przeminie i nasze dzieło dobiegnie końca! A wtedy w swym miłosierdziu niech użyczy nam bezpiecznego schronienia, świętego spoczynku i pokoju na ostatek!