HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania o sprawach dnia

Kazanie XXI. Niewidzialna obecność Chrystusa

Gdy nie czuję Jego obecnościGdy tracę wiarę albo wątpię Obecność BożaNatura i jedność Kościoła
„Królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie; i nie powiedzą: oto tu jest, albo: tam. Bo oto królestwo Boże pośród was jest."
W skrócie. Kazanie głosi, że Królestwo Boże przyszło bez rozgłosu i tak trwa: nie przez zewnętrzną siłę, lecz przez wewnętrzną obecność Chrystusa w duszach. Newman diagnozuje niepokój angielskiego chrześcijaństwa jako owoc niespełnienia — szukania Chrystusa 'tu' i 'tam', zamiast znalezienia Go we własnym sercu i sakramentach Kościoła. Odpowiedzią na czas zamętu jest pytanie: 'Czy On tu jest?' — i trwanie tam, gdzie Go doświadczyliśmy.

„Królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie; i nie powiedzą: oto tu jest, albo: tam. Bo oto królestwo Boże pośród was jest.”

*„Królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie; i nie powiedzą: oto tu jest, albo: tam. Bo oto królestwo Boże pośród was jest."* — Łk 17,20-21

To, co zapowiedział Pan nasz, wypełniło się. Królestwo Boże nadeszło; wypełniło świat; opanowało wyżyny ziemi — lecz przyszło bez rozgłosu. Wszystkie inne królestwa, jakie przyszły, trąbiły przed sobą i domagały się uwagi. Wychodziły z mieczem, włócznią i tarczą. Były drapieżną bestią z północy, szybkim orłem albo rojem szarańczy. „Ogień szedł przed nimi, a za nimi płomień buchał. Wygląd ich był jak wygląd koni i jak jeźdźcy tak biegli; … a szum ich skrzydeł był jak szum rydwanów wielu koni biegnących do bitwy." Takie jest przybycie ziemskiej potęgi; i przyjdzie dzień, kiedy i ono znajdzie wypełnienie i odkryje swój pierwowzór w dziejach nieba; bo gdy Pan nasz powróci, i On przyjdzie z okrzykiem, „z głosem Archanioła i z trąbą Bożą". To będzie przyjście dostrzegalne — i tak też zakończy On swój Kościół na ziemi, lecz tak go nie rozpoczął; bo przepowiedziano było: „Nie będzie się spierał ani wołał, i nikt na ulicach nie usłyszy głosu Jego; trzciny nadłamanej nie złamie i lnu tlącego się nie ugasi, aż sąd ku zwycięstwu wywiodzie."

A owo ciche, nieozdobne przyjście było jeszcze głębiej utajone, gdyż ludzie wbrew Jego własnym zapewnieniom nie chcieli wierzyć, że będzie niepostrzeżone. Faryzeusze domagali się znaku z nieba. Nie chcieli wierzyć, że może przyjść, jeśli nie przyjdzie z przepychem; wyglądali ziemskiego księcia z ziemskim mieczem; i tak oto, przez niedowiarstwo ludzi, był On „jak złodziej w nocy" — przyszedł i objął panowanie, zanim dobrze pojęli, że nadchodzi.

„Królestwo Boże" — powiada Boski Mówca — „nie przychodzi dostrzegalnie; i nie powiedzą: oto tu jest, albo: tam. Bo królestwo Boże jest pośród was." Wyjaśnia nam, dlaczego pozostało niezauważone: przyszło nie tak, jak świat przychodzi, nie przez wpływ zewnętrzny, lecz przez wewnętrzną moc; nie zdobywając zewnętrznego człowieka poprzez zmysły, lecz dotykając tajemnego serca. Królestwa tego świata rozszerzają się w przestrzeni i czasie; zaczynają od jednego punktu, a potem posuwają naprzód i rozciągają się wokół. Można śledzić ich pochód: najpierw opanowują ten obszar, potem tamten. Oczywiście i Królestwo Chrystusa, jako istniejące w świecie, ma zewnętrzny kształt podobny do świata, choć nie jest ze świata; i widziane oczyma tego świata, ma pozór wzrostu i rozwoju jak inne królestwa — lecz mimo to nie jest to prawdziwy proces jego powstania i ugruntowania. Przyszło przez wewnętrzną i tajemną obecność; przez zewnętrzne narzędzia, owszem, lecz ze skutkami daleko przewyższającymi te narzędzia — i prawdziwie przez dzieło samego Boga. Ten, który jest Wszechobecny i Wszechwiedny, dotknął w jednej chwili wielu serc w wielu miejscach; niezwłocznie, jeden i wszyscy, przemówili jednym językiem — nie ucząc się go jedni od drugich, lecz pouczeni przez Niego Pieśnią Baranka; lub też — jeśli w pewnym sensie i przez ludzkie nauczanie — chwytali ją i opanowywali w sposób nadprzyrodzony, niemal nim słowa zostały wypowiedziane. Ludzie wybuchnęli nagle Jego chwałą na wschodzie i zachodzie, na północy i południu; a zdumiony świat daremnie szukał, skąd pochodzi ów zgodny chór słodkich i świętych głosów. Na pierwsze słowo kaznodziei, na wskazówkę, na samo szepnięcie w powietrzu, głęboka odpowiedź płynęła z wielu ust — głęboka, pełna i gotowa harmonia wielu głosów, wszystkich jednym tchem głoszących Chrystusa. Bo Duch Pański zstąpił i napełnił ziemię; a wszędzie były serca drżące, bijące tętna i oczy z ogniem wypatrujące. Był to czas nawiedzenia, gdy słabi stawali się mocni, a ostatni stawali się pierwszymi. Był to triumf wiary, która nie mówi: „Kto wstąpi do nieba? albo kto zstąpi w głębię?" — ale co mówi? „Słowo jest blisko ciebie, w ustach twoich i w sercu twoim; to jest słowo wiary, którą głosimy." I tak, jak Niniwa i Babilon były niegdyś zaskakiwane przez wojska nieprzyjaciela, tak oto świat został zaskoczony przez Tego, „który jechał na białym koniu i zwał się Wierny i Prawdziwy"; i jak w Egipcie stało się tak, że nie było domu, w którym nie byłoby umarłego, tak teraz, przy tym bardziej łaskawym nawiedzeniu, nie było domu, w którym nie byłoby żywego. Bo Bóg zstąpił między ludzi i był wszędzie; Pan Aniołów chodził po ziemi; rozlewał swoją Obecność i mnożył swój Obraz; i w tym sensie również, jak i w tym, w którym wypowiedział słowa, „nieprzyjaciółmi człowieka są domownicy jego". Wzgardzona, znienawidzona moc wnikała wszędzie; zaczyn się rozrastał i nikt nie mógł go powstrzymać; i w najnieprzychylniejszych miejscach, w rodzinie wyniosłego senatora i dzikiego żołnierza, pośród przesądów bałwochwalstwa i upodlenia niewolnictwa, najszlachetniejsi, najzdolniejsi i najpiękniejszy, jak i ogłupiali i niewiedzący — wszyscy jednakowo, przez tajemne zaklęcie, stali się zdobyczą Kościoła i sługami Chrystusa. I tak wielkie i szeroko rozpostarte królestwo powstało nagle, jak wiosna po zimie — z wewnątrz.

Jeśli teraz zapytacie, jak to się dokonało, albo w jaki sposób łaska Boga Wszechmogącego obchodziła się z duchami, które stworzył, odpowiedź jest gotowa: Człowiek nie wystarczy sam sobie do szczęścia; nie jest szczęśliwy, jeśli nie towarzyszy mu Obecność Boża. Gdy został stworzony, Bóg tchnął w niego owo nadprzyrodzone życie Ducha, które jest jego prawdziwym szczęściem; a gdy upadł, utracił ten Boży dar, a z nim i swoje szczęście. Od tej chwili jest nieszczęśliwy; od tej chwili ma w sobie pustkę, którą trzeba wypełnić, a nie wie, jak ją wypełnić. Ledwo uświadamia sobie własną potrzebę; jedynie jego czyny świadczą, że ją odczuwa — bo jest ciągle niespokojny, kiedy nie jest tępy i nieczuły, szukając w tej czy innej rzeczy owego dobra, które utracił. Wielu jest takich, których umysły nigdy się nie otworzyły, i wielu, którzy ogłupiają i uśmierzają swoje umysły, aż tracą naturalny głód i pragnienie — lecz czy są świadomi swojej potrzeby czy nie, czy stała się ona powodem ich niepokoju czy nie, wszyscy ludzie ją mają, a Ewangelia ją zaspokaja; i wtedy, nawet jeśli z natury nie rozpoznali swojego braku, uczą się go w końcu przez jego zaspokojenie. Na tym polega tajemnica triumfu Królestwa Chrystusowego. Żołnierze tego świata otrzymują przy zaciągu werbunkowe. Biorą je i stają się sługami ziemskiego księcia — czyż nie o ileż bardziej wierni, aż do śmierci, będą ci, którzy otrzymali zadatek prawdziwych skarbów, którzy byli karmieni ukrytą manną, którzy „skosztowali dobrego słowa Bożego i mocy przyszłego wieku" i „łaskawości Pana" i „pokoju, który przechodzi wszelkie zrozumienie"? To Obecność Chrystusa czyni nas członkami Chrystusa: „i nie powiedzą: oto tu jest, i tam! bo królestwo Boże jest w nas." Inni się dziwią; inni usiłują zanalizować, co to jest, co sprawia to dzieło; wyobrażają sobie wszelkiego rodzaju ludzkie przyczyny, bo nie widzą, nie czują i nie chcą uwierzyć we wewnętrzny wpływ; i przypisują to jakiemuś kaprysowi lub przewrotności umysłu, albo sile nowości, albo jakimś tajemniczym, podstępnym perswazjom, albo jakiemuś ukrytemu wrogowi, albo ciemnemu i subtelnemu knowaniu; z niepokojem patrzą i chcieliby udaremnić to, co jest naprawdę przenikliwym, żywym, nieodpartym spojrzeniem oblicza Chrystusowego. „Pan obrócił się i spojrzał na Piotra" — i „jak błyskawica wybiega od wschodu i aż na zachód jest widoczna, tak będzie Obecność Syna Człowieczego." Przyszła, minęła, dokonała swego dzieła — swego trwałego dzieła — zanim ludzie ją zobaczyli.

I to, co dokonało się w pierwszych latach Jego Królestwa, gdy było ono kształtowane, ma swoje przełożenie, w odpowiedniej mierze, na wszystkie czasy Kościoła — czy to przed Prawem, czy pod Prawem, czy w tej późnej i mrocznej epoce, gdy chrześcijanie podzielili się na obozy i walczą ze sobą nawzajem. Bo Obecność Boża zstąpiła na Jakuba, gdy spał, a gdy się obudził, rzekł: „Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem"; i dodał, bo jego umysł otworzył się na nowe myśli przez to objawienie: „Jeśli Bóg będzie ze mną i strzec mnie będzie w tej drodze, którą idę, … tedy Pan będzie Bogiem moim." I Mojżesz też prosił o ten wielki dar i otrzymał go. Rzekł: „Patrzaj, Tyś mi powiedział: Wprowadź lud ten na górę, a nie oznajmiłeś mi, kogo pośleszmi mną. Wszakżeś rzekł: Znam cię po imieniu i znalazłeś łaskę przede Mną… I rzekł: Oblicze Moje pójdzie z tobą i dam ci odpocznienie. I rzekł do Niego: Jeśli Oblicze Twoje nie pójdzie z nami, nie wynoś nas stąd. … I rzekł Pan do Mojżesza: To czynię, co prosiłeś, żeś znalazł łaskę przede Mną i znam cię po imieniu." I podobnie Prorok mówi nam, w odniesieniu do całego ludu: „We wszelkim ich ucisku On był uciśniony, i Anioł oblicza Jego wybawił ich; w miłości swojej i w litości swojej On ich odkupił i nosił ich, i dźwigał ich przez wszystkie dni dawne."

O ileż bardziej osobisty ten dar wypełnia się w owych późniejszych dniach, które są dniami Ewangelii, choć są dniami upadku. To, co opisane jest w tekście słów Pisma, zostało przepowiedziane przez Proroków. „Oto dni idą, mówi Pan, że postanowię z domem Izraelowym i z domem Judy przymierze nowe; nie takie przymierze, jakie postanowiłem z ojcami ich, w dzień, gdym ich wziął za rękę, aby ich wyprowadzić z ziemi egipskiej; … ale takie przymierze postanowię z domem Izraelowym. Po owych dniach, mówi Pan, dam prawo Moje w serce ich i napiszę je na sercach ich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem Moim. I nie będzie uczył więcej każdy bliźniego swego i każdy brata swego, mówiąc: Poznajcie Pana; bo wszyscy Mnie znać będą, od najmniejszego do największego z nich, mówi Pan; bo odpuszczę nieprawość ich i grzechu ich nie wspomnę więcej." I znowu: „Wszyscy synowie twoi będą uczniami Pana i obfity pokój będzie u synów twoich." I Apostołowie po wypełnieniu obietnicy w podobny sposób: „Macie namaszczenie od Świętego i wiecie wszystko"; „Kto wierzy w Syna Bożego, ma świadectwo w sobie." I znowu: „Ten Duch sam zaświadcza duchowi naszemu, że jesteśmy dziećmi Bożymi."

Powiedziałem przed chwilą, że są tłumy, które ani nie czują swojej potrzeby, ani nie wierzą w zaspokojenie; nigdy nie myślały o sprawach religijnych albo uśmierzyły swoje sumienie zmysłowością lub chciwością. I powiedziałem też, że ci, których umysły zostały rozbudzone i otwarte, dostrzegają swoją potrzebę, lub przynajmniej odczuwają ją, choć nieświadomie, i jeśli nie zostaje zaspokojona, stają się wskutek tego niespokojni. A teraz dodaję — i jest to myśl poważna — że liczni spośród nas samych, choć wyznajemy Ewangelię, są w owym stanie niepokoju: wiecznie szukający, nigdy nie znajdujący! Spojrzyjcie wokoło siebie, bracia moi, na wszystkie strony: czym jest zasadniczo religia Anglii? Jest niepokojem. Spójrzcie dookoła, powiadam, i odpowiedzcie, dlaczego jest tyle zmiany, tyle waśni, tyle stronnictw i sekt, tyle wyznań wiary — dlatego, że ludzie są nienasyceni i niespokojni; a dlaczego niespokojni, skoro każdy ma swój psalm, swoją naukę, swój dar języków, swoje objawienie, swoją interpretację? — są niespokojni, bo nie znaleźli. Niestety, tak jest: w tym kraju zwanym chrześcijańskim ogromne rzesze z religii nie wyniosły nic więcej jak pragnienie tego, czego nie mają — pragnienie prawdziwego pokoju i gorączkę i niepokój pragnienia. Nie przywiodła ich jeszcze do Obecności Chrystusa, w której „jest pełnia radości" i „rozkosze po wieczne czasy". Gdyby byli karmieni chlebem życia i smakowali miodu, oczy ich, jak oczy Jonatana, byłyby rozświetlone, by uznać Zbawiciela ludzi; lecz nie mając takiego prawdziwego pojęcia o rzeczach niewidzialnych, wciąż muszą szukać i są zdani na łaskę każdej pogłoski z zewnątrz, obiecującej wieści o Nim i o miejscu Jego przebywania. „W nocy na łożu moim szukałam Tego, którego miłuje dusza moja. Szukałam Go, ale nie znalazłam Go. Wstanę tedy, a obejdę miasto; po ulicach i po rynkach szukać będę Tego, którego miłuje dusza moja; szukałam Go, ale nie znalazłam Go." „Szukałam Go, ale nie znalazłam Go; wołałam Go, ale nie odpowiedział mi. Strażnicy, którzy chodzą po mieście, natknęli się na mnie; bili mnie, ranili mnie; wzięli mi płaszcz mój stróżowie murów." Maria płakała, bo zabrali jej Pana, i nie wiedziała, gdzie Go złożyli. Trwała w trwodze, bo szukała Go, lecz nadaremno. Biedni tułacze, bezradne i nieszczęsne pokolenie, które rozumie, że Chrystus jest na ziemi, a szuka Go jedynie na pustyni lub w tajemnych komorach — oto tu! i tam oto! O smutny i żałosny widok, gdy lud Chrystusa błądzi po górach jak „owce niemające pasterza" i zamiast szukać Go w Jego odwiecznych siedzibach i Jego wyznaczonym domu, zajmuje się ludzkimi schematami, idzie za obcymi przewodnikami, daje się brać w niewolę nowym opiniom, staje się igraszką przypadku lub chwilowego nastroju, lub ofiarą własnej woli, jest pełen trwogi i zakłopotania, zazdrości i lęku, „miotane i unoszone każdym wiatrem nauki, przez zdradliwość ludzką i przez chytrost błędu" — i wszystko to dlatego, że nie szukają „jednego ciała" i „jednego Ducha" i „jednej nadziei powołania swego", „jednego Pana, jednej wiary, jednego chrztu, jednego Boga i Ojca wszystkich", by znaleźć odpocznienie dla swoich dusz! O jakże różni od owego apostolskiego stanu, gdy „wszyscy, którzy wierzyli, byli razem i mieli wszystko wspólne; … i codziennie jednomyślnie uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i w prostocie serca, chwaląc Boga i mając łaskę u wszystkiego ludu"! I skąd brał się ów zewnętrzny porządek, który utraciliśmy? Był nim ów wewnętrzny Dar, który będąc Jeden, wszystkich jednym czynił, stosownie do modlitwy naszego Zbawiciela: „Chwałę, którą Mi dałeś, dałem im, aby byli jedno, jako My jedno jesteśmy; Ja w nich, a Ty we Mnie, aby byli doskonali w jedności."

Jakim to wielkim błogosławieństwem jest, bracia moi, w każdym czasie, a zwłaszcza w epoce takiej jak ta, że znaki Chrystusa istnieją nie tylko poza nami, lecz — i to właściwiej — w nas samych! Mówię „zwłaszcza w tej epoce", bo jest to epoka, w której zewnętrzne oznaki Obecności Chrystusa niemal nas opuściły. Chrystus, w miłosierdziu wobec wszystkich szukających Go, był zwyczajem swoim we wszystkich wiekach, w antycypacji swego prawdziwego wewnętrznego świadectwa, ukazywać pewne wyraźne i powszechne znaki swojej Obecności, by wskazywać światu, gdzie Go szukać. Są one dla początkujących; albo dla tych, którzy jeszcze nie zaczęli, by mogli zacząć i być przez doświadczenie Jego łaski prowadzeni dalej, ku rozpoznaniu owych świętszych i doskonalszych oznak, o których mówi w tekście słów Pisma. Skoro więc w tej naszej epoce zasłonił On w sądzie swoim widzialne i publiczne oznaki swego Królestwa pośród nas, cóż to za łaska, że nie pozbawił nas tych, które są osobiste i prywatne! Ach, jakże niewielu nawet poważnych ludzi mogłoby pozostać spokojnymi i niezachwiannymi, albo być o sobie pewnych, że nie pobiegną w byle jakim kierunku, gdyby sądzili jedynie po tym, co widoczne! „Nie widzimy naszych znaków; nie masz już więcej proroka; ni jednego, który by wiedział, dokąd." „Wystawiłeś nas na urąganie sąsiadów naszych, na szyderstwo i pośmiewisko tym, którzy są wkoło nas; uczyniłeś nas przysłowiem między poganami, trzęsieniem głowy między ludźmi. Na każdy dzień wstyd mój przede mną, a zelżywość twarzy mojej okryła mię; przez głos urągającego i bluźniącego, przez oblicze nieprzyjaciela i mściciela." Któż z nas w dniu dzisiejszym nie uczestniczy w tej dawnej próbie? Bo kto uważałby za Kościół Boży ten, w którym jesteśmy, gdyby kierował się jedynie wzrokiem? Kto nie ma powodu, by się odwołać — i kto może się odwołać, i kto znajdzie odpowiedź, gdy się odwoła — do oznak owego Królestwa, które trwa tak, jak przyszło, „bez rozgłosu", i które nie głosi „oto tu! ani tam!" bo jest Królestwem Bożym, które jest „w nas"? Tak, mówię; kto spośród nas nie może, jeśli zechce, żyć takim życiem, by mieć te tajemne i prawdziwsze znaki, na których oprze swoją wiarę, i by być pewnym, przekonanym i doznającym pewności, że Kościół, który nas ochrzcił, ma jeszcze Obecność Chrystusa, a zatem jest w granicach Jego Królestwa i jest bramą do Jego wiecznej łaski?

Kiedy więc ogarnia nas — i słusznie nas ogarnia — zamęt wszelkich rzeczy wokół nas, jak ogarniał Psalmistów i Proroków przed nami, zwróćmy się ku myśli o owym darze, którego Psalmiści i Prorocy nie mieli tak, jak my możemy mieć, a który jest osobisty i nieprzenoszalny na innych, i niewysłowiony, lecz znany ludziom pobożnym. Czym są znaki i symbole wszelkiego rodzaju, jeśli nie drogą do Chrystusa? Cóż nam po nich, jeśli — w Jego miłosierdziu — już Go znaleźliśmy? Kto pyta o drogę, gdy dotarł do celu? Po co szukać cienia, jeśli mamy już rzeczywistość? Po co szukać Go gdzie indziej, jeśli mamy rację ufać, że znaleźliśmy Go tutaj? Po co odwracać się od Niego, jeśli już jesteśmy w Jego Obecności? Skoro „skosztowaliśmy, że Pan jest łaskawy" — czegóż więcej nam trzeba? Gdy kobiety spotkały Chrystusa po Jego zmartwychwstaniu, „przyszły i objęły nogi Jego, i pokłoniły Mu się." Magdalena chciała uczynić to samo, lecz On jej wzbraniał. Dwaj uczniowie, gdy „On udawał, że idzie dalej", „przymusili Go." Gdy Jakub zapaśniczał się z Aniołem, nie ulegał nawet na Jego słowo, lecz mówił: „Nie puszczę Cię, aż mi będziesz błogosławił." „Trzymałam Go i nie puściłam Go" — mówi Oblubienica — „aż Go wprowadzam do domu matki mojej i do komnaty tej, która mnie poczęła." Czegóż nam więcej potrzeba niż Jego Obecności? Andrzej „znalazł brata swego Szymona i rzekł mu: Znaleźliśmy Mesjasza." Cóż więcej możemy potrzebować niż Go znaleźć? Czyż możemy zyskać Więcej niż Jego gdziekolwiek indziej? Czy będziemy wdzięczni, czy będziemy wierni obowiązkom, czy będziemy wierzący, jeśli Go opuścimy? Święte niewiasty nie chciały Go puścić — a czy możemy być pewni, że jeśli raz rozluźnimy nasz uchwyt na Nim, zdołamy go odzyskać? Czy nie znajdziemy się raczej wtedy w liczbie tych, którzy choć widzieli Jego wielkie dzieła, przyszli do Niego i „prosili Go, żeby odszedł z ich granic"?

Zapytacie może jednak: „Czy nie ma żadnej szansy, że Chrystus kiedyś opuści dom, w którym niegdyś był? i jeśli Jego Obecność go opuści, czy nie musimy i my go opuścić?" Tak, zaprawdę; gdyby opuścił swój dom, musielibyśmy iść za Nim — któż w to wątpi? Lecz pozwólcie, że zapytam: Czy On zwykł odchodzić bez znaków, że odchodzi? A jeśli mamy znaki, że jest jeszcze z nami, mamy wystarczające znaki, że nas jeszcze nie opuścił. Bez wątpienia był czas, gdy nawet z Jeruzalem, Świętego Miasta, trzeba było odejść — lecz Pan dał znak, kiedy miało to nastąpić. „Gdy ujrzycie ohydę spustoszenia stojącą na miejscu Świętym, tedy którzy są w Judei, niech uciekają w góry"; a gdy nadszedł czas, dołączyły się inne znaki. Pan przyszedł do ludu żydowskiego z cudami i z cudami ich opuścił. Przepowiedział i sprawił „straszliwe widoki i wielkie znaki z nieba". Dziwne zjawiska zachodziły w skazanym mieście, a głos Aniołów słyszany był w Świątyni, jak jeden do drugiego mówił, by prowadzić lud Boży: „Odejdźmy stąd." Takie też było przykazanie, gdy lud wychodził z Egiptu: „Nie bójcie się, stójcie a oglądajcie zbawienie Pańskie. Pan walczyć będzie za was, a wy milczeć będziecie."

Niechże więc nieład w sprawach religijnych, który panuje teraz pośród nas, skłoni każdego z nas do postawienia sobie tego prostego pytania: czy nie ma on może więcej znaków, prawdziwych i bliskich, że Chrystus jest z nim i z braćmi jego w naszych ustanowieniach, niż ma dowodów w obecnej nieobecności lub okaleczeniu prawdy, jakkolwiek by się ona kształtowała, że Chrystus nie jest z nim. Chrystus może być daleko od innych, a jednak może być z nim. Słowo brzmi: „Wedle wiary twojej niechaj ci się stanie." Jeśli więc „jest jakaś pociecha w Chrystusie, jeśli jakaś społeczność ducha, jeśli jakie serdeczności i miłosierdzia"; jeśli wyciągnęliście jakieś dobro nie tylko w Kościele waszym, lecz przez Kościół wasz; jeśli przybyliście na nabożeństwo i zostaliście obdarzeni pokojem lub oświeceniem, którego potrzebowaliście; albo jeśli możecie sobie przypomnieć czasy, gdy nawiedzaliście święte miejsca i naprawdę zyskiwaliście tam objawienie, jakiego świat dać nie może; albo jeśli kazania przychodziły do was z mocą i przyniosły błogosławieństwo waszemu duchowemu dobru; albo jeśli wasza dusza była niejako przemieniona w was, gdy przystępowaliście do Najświętszego Sakramentu; albo jeśli Wielki Post i Tydzień Pasyjny przyniosły wam to, czego wcześniej nie mieliście; albo jeśli przy Święceniach byliście uczestnikami niewysłowionego wpływu i niejako smaku łaski, choć nie uświadomiliście go sobie w tamtej chwili; albo jeśli dziwne opatrzności i niemal nadprzyrodzone zbiegi okoliczności skupiały się wokół ustanowień Kościoła; jeśli przez nie zstępowały na was lub na waszych bliskich miłosierdzia lub sądy; albo jeśli mieliście doświadczenie łoży śmiertelnych i wiecie, jak pełne nadziei potrafią umierać dzieci naszego Kościoła — o! zastanówcie się, zanim zwątpicie, że mamy jeszcze wśród nas Boską Obecność i nie musimy jej szukać. Cieszmy się tym, co jeszcze mamy, choć świat szydzi z nas; choć bracia nasi mówią nam, że w ich i naszych Sakramentach nie mamy tego, co sądzimy, że mamy; choć mówią nam, że to wszystko złudzenie, i bezpardonowo nakazują nam szukać gdzie indziej — nie, nie potrzebują szukać ci, którzy już znaleźli; potrzebujemy innych argumentów, nim pójdziemy szukać tego, co przez łaskę Bożą mamy nadzieję posiadać tam, gdzie jesteśmy. „Los przypadł mi w miejscu przyjemnym; dziedzictwo okazałe jest moim" — dlaczego i my nie mielibyśmy się cieszyć ukrytym Królestwem Chrystusowym, choć inni nie mają wiary, by je dostrzec? I będziemy trwać przy Kościele, w którym jesteśmy, nie ze względu na niego samego, lecz dlatego, że pokornie ufamy, że Chrystus jest w nim; i dopóki On jest w nim, trwać będziemy w nim. On odejdzie przed nami. On poprowadzi, a my jedynie pójdziemy za Nim; nie wyprzedzimy Go; nie odwrócimy się od Niego, zawsze będziemy się ku Niemu zwracać. Będziemy sobie stawiać tylko to jedno pytanie: „*Czy On tu jest?*" — bo „u Niego jest źródło życia" i łaska usprawiedliwiająca i Boże upodobanie. „Przeto, bracia moi umiłowani i pożądani, wesele moje i korono moja, tak stójcie w Panu, umiłowani. Radujcie się w Panu zawsze; a zaś mówię: Radujcie się. Skromność wasza niech będzie wiadoma wszystkim ludziom; Pan jest blisko. Nie troszczcie się o nic; ale we wszystkim w modlitwie i prośbie z dziękczynieniem oznajmujcie żądania wasze Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, będzie strzegł serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie."

---

← wróć do odkrywania