*Rocznica poświęcenia kaplicy*
*„Post czwartego miesiąca i post piątego, i post siódmego, i post dziesiątego — będą dla domu Judy radością i weselem, i świętami pełnymi szczęścia. Przeto miłujcie prawdę i pokój."* — Za 8,19
Ilekroć zastanawiamy się nad obecnym stanem Kościoła Świętego na świecie — tak bardzo różniącym się od tego, co przepowiadały mu proroctwa — rodzi się w nas wątpliwość, czy wolno nam radować się, skoro tak wiele jest powodów do żałoby i lęku. Czy godzi się obchodzić święto, gdy Oblubienica Chrystusowa jest w okowach, a żelazo niemal wchodzi w jej duszę? Wiemy, co obiecuje proroctwo: Kościół święty postawiony na górze — Kościół królewski, rozszerzony po wszystkich narodach, miłujący prawdę i pokój, skupiający wszystkie serca w miłości i głoszący słowa Boże z natchnionych ust; Królestwo Niebieskie na ziemi, które jest jednością w sobie samym, „pokój w murach jego i dobrobyt w pałacach jego"; *„Kościół chwalebny, niemający skazy ani zmarszczki, ani niczego podobnego, lecz święty i nieskalany"*. A tymczasem, niestety — cóż widzimy? Widzimy Królestwo Boże pozornie rozpadłe na strzępy — autorytety zawieszone — poszczególne człony w buncie — brat zbrojny przeciw bratu — prawda będąca nie przedmiotem wiary, lecz sporu. A spoglądając na naszą własną część niebiańskiego dziedzictwa, widzimy wokół nas i pośród nas herezje najzgubniejszego rodzaju; widzimy błąd kroczący jawnie, w świetle dnia, po całej długości kraju, bez upomnienia — co więcej, wtargnął już na wysokie miejsca; tymczasem obrońcy prawdy chrześcijańskiej boją się przemawiać, by nie urazić tych, którym z obowiązku winni są szacunek. Widzimy dyscyplinę całkowicie obaloną, sakramenty i ustanowienia łaski dostępne dla tych, którzy nie mogą do nich przystąpić bez świętokradztwa i bez własnego uszczerbku. Uczynki pokutne niemal zapomniane; świat i Kościół pomieszane ze sobą; a ci, którzy to wszystko dostrzegają i opłakują, patrzeni są z odrazą, dlatego że nie chcą prorokować rzeczy miłych i głosić pokoju tam, gdzie pokoju nie ma. Na nas spadły czasy opisane przez Psalmistę, gdy lamentuje: *„Zerwałeś przymierze ze sługą swoim, rzuciłeś na ziemię jego koronę. Zburzyłeś wszystkie jego płoty i zrównałeś z ziemią jego twierdze. [...] Okryłeś go wstydem, zrzuciłeś na ziemię jego tron. Skróciłeś dni jego młodości i okryłeś go hańbą."* Nadeszły na nas dni starości, *„dni złe"*, o których mówi Pismo: *„kiedy powiesz: Nie mam w nich upodobania"* — dni, gdy Oblubieniec został zabrany i gdy ludzie mają pościć. Jakże więc w dniu naszego postu możemy znaleźć radość i obchodzić uroczystość?
Cóż za pożytek z pełnego zgromadzenia i rzeszy ludzkiej, gdy wszystkie rody Izraela, które jeszcze pozostały, powinny raczej biadać, *„każdy ród osobno i żony ich osobno"*? Muzyka jest dla radosnych; Dariusz odsunął swoje instrumenty muzyczne, gdy Prorok był mu zabrany. Ojciec owej rodziny urządził muzykę i tańce, i zarżnął tłuste cielę, gdy wędrowiec wrócił do domu. Tobit w niewoli próbował skosztować chleba radości na święto Pięćdziesiątnicy i niespodziewanie zmuszony był *„jeść chleb w smutku"*, pamiętając proroctwo Amosa, który rzekł: *„Wasze święta przemienią się w żałobę, a wszystkie wasze pieśni w lament."* Kwiaty są dla niewinnych i wesołych; jakaż między nimi zgodność z ciemnym więzieniem i gryzącym łańcuchem? Harmonia kształtu i barwy, wysoki łuk i zdobne okno — cóż mają wspólnego z tym, co upadłe i skalane? Piękno zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty żałobnej, szata chwały zamiast ducha przygnębienia — to wszystko winno być zachowane na rok jubileuszowy i gdy czas odkupienia się przybliży. Tak oto można powiedzieć, i nie bez pozoru słuszności.
Co więcej — nie tylko powiedzieć z pozorem słuszności, lecz odczuć boleśnie, tak boleśnie, że duch nie może wziąć udziału w radości, do której jest zaproszony. Gdy człowiek naprawdę pojmuje opłakany stan, w jakim Oblubienica Chrystusowa się obecnie znajduje, jakże może mieć serce do radowania się? *„Arka i Izrael, i Juda przebywają w namiotach"* — rzekł Uriasz — *„a słudzy pana mego rozbili obóz na otwartym polu; czy więc miałbym wchodzić do swego domu, jeść i pić? [...] Tak żywo jak ty żyjesz i jak żyje dusza twoja — nie uczynię tego."* Duch przygnębiony cofa się, gdy czyni wysiłek; nie jest zdolny do ceremoniału, który przychodzi naturalnie sercom lekkim, i co najwyżej chłodno spełnia to, co tamte wyczuwają jeszcze przed nakazem. Co czynić z tym ociężałym, zniechęconym, znużonym, opuszczonym i pełnym złych przeczuć sercem naszym? *„Nad rzekami Babilonu — siedzieliśmy i płakaliśmy, wspominając Syjon. Na wierzbach owego kraju zawiesiliśmy nasze harfy. Bo ci, którzy nas uprowadzili, żądali od nas śpiewu i ci, którzy nas uciskali, żądali pieśni radosnej: Zaśpiewajcie nam którąś z pieśni Syjonu! Jakże możemy śpiewać pieśń Pańską w obcej krainie?"*
A jednak, ponieważ w tej sprawie istnieje pewne niebezpieczeństwo nadmiernej wrażliwości, warto tu poczynić kilka uwag.
Należy więc zawsze mieć na pamięci, gdy rodzą się w nas tego rodzaju myśli, że pogoda ducha i lekkość serca są nie tylko przywilejami, lecz obowiązkami. Wesołość ducha jest wielkim obowiązkiem chrześcijańskim. Cokolwiek byłyby nasze okoliczności — zewnętrzne czy wewnętrzne — choć *„zewnątrz walki, wewnątrz trwogi"* — słowa Apostoła są wyraźne: *„Radujcie się zawsze w Panu."* Tamten smutek, tamta troska, tamten lęk, tamta pokuta nie jest chrześcijańska, która nie ma swojego udziału w radości chrześcijańskiej; *„Bóg bowiem jest większy niż serce nasze"* i żadne zło — przeszłe czy przyszłe, wewnętrzne czy zewnętrzne — nie dorównuje tej prawdzie, że Chrystus umarł i pojednał świat ze Sobą. Zawsze trwamy w Jego obecności, czy pogrążeni w smutku, czy wywyższeni; a *„w obliczu Jego pełnia radości"*. *„Niech brat ubogi chlubi się wywyższeniem swoim, a bogaty — uniżeniem swoim"*. *„Kto jako sługa został powołany w Panu, jest wyzwoleńcem Pańskim; podobnie kto jako wolny został powołany, jest sługą Chrystusa"*. Czy jemy, czy pijemy, cokolwiek czynimy — czyńmy to na chwałę Jego, a jeśli na chwałę Jego, to na wielką radość naszą; Jego służba bowiem jest doskonałą wolnością; czymże są Aniołowie w niebie, jeśli nie Jego sługami? Nie ma zła poza oderwaniem od Niego; dopóki wolno nam odwiedzać Jego świątynię, nie możemy nie *„wchodzić do bram Jego z radością i dziękczynieniem, i do przybytków Jego z chwałą"*. *„Czy ktoś z was jest w utrapieniu? Niech się modli; czy ktoś jest radosny? Niech śpiewa hymny."*
Taka właśnie była postawa pobożnych Izraelitów, którzy nie mieli takiej obietnicy jak my — obietnicy nieustannej Bożej obecności, będącej naszym życiem duchowym — tej, która jest życiem samego naszego smutku, jeżeli jest bogobojny, życiem naszej pokuty, naszego lęku, naszego umartwienia; i w której musimy się radować, bo przez nią pokutujemy, trwamy w bojaźni i trapimy siebie. Nawet Żydzi — jak widzimy — usiłowali radować się w niewoli, choć prorokowano przeciw nim: *„Przemienię wasze święta w żałobę i wszystkie wasze pieśni w lament"*; podczas gdy w tekście naszego kazania dokładnie rzecz odwrotna jest łaskawie zapewniona Kościołowi Ewangelii — mianowicie że czasy jej upokorzenia będą czasami radości. *„Post czwartego miesiąca i post piątego, i post siódmego, i post dziesiątego — będą dla domu Judy radością i weselem, i świętami pełnymi szczęścia; przeto miłujcie prawdę i pokój."*
Co uczynili Ezechiasz i Jozjasz w owych smutnych czasach, gdy gniew wisiał nad wybranym ludem? Na Uczcie Paschalnej sprawowanej przez pierwszego z tych królów modlił się on: *„Niech Pan dobry przebaczy każdemu, kto przygotował swoje serce, aby szukać Boga, Pana Boga swych ojców, choć nie poddał się oczyszczeniu wymaganemu przez prawo świątynne."* I synowie Izraela obchodzili święto przez siedem dni z wielką radością, a lewici i kapłani wychwalali Pana na głośnych instrumentach, i Ezechiasz przemawiał serdecznie do lewitów — tak że *„wielka była radość w Jeruzalem; bo od czasów Salomona [...] nie było czegoś takiego w Jeruzalem"*. O Passze Jozjasza zaś napisano: *„Nie odprawiano takiej Paschy w Izraelu od dni Samuela proroka."*
I znowu — cóż bardziej nędznego i opłakanego od losu Żydów po powrocie z niewoli? A jednak, wśród ruin, pośród których mieszkali, Bóg okazał im miłosierdzie, dając im tym samym nadzieję; zaczął być dla nich łaskawy; i choć nie mieli serca do odbudowy świątyni, skoro tak wiele było przeszkód, a nowa budowla z pewnością byłaby najlichszą i niegodną jak najlepiej, to jednak obowiązkiem ich było patrzyć w przyszłość i radować się. *„Tak mówi Pan Zastępów: Ten lud mówi: Nie nadszedł jeszcze czas, czas odbudowania domu Pańskiego"*. I dodał dla ich zachęty: *„Słowo, które postanowiłem z wami, gdy wychodziliście z Egiptu — Duch mój pozostaje pośród was; nie bójcie się!"*. A jeszcze stosowniej czytamy gdzie indziej: *„Nehemiasz i Ezdrasz, kapłan i pisarz, i lewici, którzy uczyli lud, powiedzieli wszystkiemu ludowi: Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu; nie smućcie się i nie płaczcie. Wszystek bowiem lud płakał, słysząc słowa Prawa. I rzekł do nich: Idźcie, jedzcie potrawy tłuste i pijcie słodkie napoje, i wysyłajcie dary tym, którzy nic nie mają przygotowanego; bo ten dzień jest święty dla Pana naszego. Nie smućcie się, bo radość w Panu jest waszą twierdzą"*. Zapis święty idzie dalej: *„Lewici uspokoili cały lud, mówiąc: Cisza! Bo dzień jest święty; nie smućcie się. I cały lud poszedł, by jeść i pić, i wysyłać dary, i urządzić wielkie świętowanie, bo zrozumieli słowa, które im wyjaśniono."* A potem przystąpili do obchodzenia Święta Namiotów z *„gałązkami oliwnymi i gałązkami sosnowymi, i gałązkami mirtowymi, i gałązkami palmowymi, i gałązkami gęstego drzewa, aby robić szałasy, jak jest napisane. [...] I całe zgromadzenie tych, którzy wrócili z niewoli, zrobiło sobie szałasy i mieszkało w szałasach; albowiem od dni Jozuego, syna Nuna, do owego dnia nie czynili tak synowie Izraela. I była bardzo wielka radość."*
Mamy jeszcze bardziej wymowny i uroczysty przykład obowiązku świętowania i radowania się nawet w najciemniejszym dniu — w samej historii naszego Pana. Jeśli była pora, gdy przygnębienie było dozwolone, to były to dni i godziny przed Jego Męką; lecz On, który przyszedł przynieść radość na ziemię, a nie smutek; który przyszedł jedząc i pijąc, bo Sam był prawdziwym Chlebem z nieba; który przemienił wodę w wino na weselu i nakarmił głodne tysiące na pustyni; nawet w owej straszliwej chwili, gdy *„dusza Jego była smutna"*, gdy zakrzyknął: *„Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny"*, i bardziej jeszcze uroczyście i w skrytości: *„Jeśli możliwe, niech ten kielich odejdzie ode Mnie"* — On, nasz wielki Wzór, obchodził święto — co więcej, sam je wyprzedził, jak gdyby nawet to, że Sam miał być owym Barankiem Paschalnym, nie zwalniało Go od udziału w obrzędzie typicznym. *„Gorąco pragnąłem"* — rzekł — *„spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał."* I kilka dni wcześniej wziął udział w publicznym i jakby tryumfalnym wjeździe, jak gdyby gorycz śmierci była już za Nim. Przyszedł do Betanii, gdzie wskrzesił Łazarza; i tam przygotowali Mu ucztę; i Maria wzięła kosztowne olejki, i namaściła Mu głowę, i nogi Jego, a dom napełnił się wonią. Następnie zaś lud wziął gałązki palmowe i wyszedł Mu naprzeciw, i słał swe szaty na drodze, i wołał: *„Hosanna, błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie, Król Izraela!"*
Radowanie się i świętowanie jest zatem obowiązkiem chrześcijańskim w każdych okolicznościach. Czyż nie wynika to jasno z rozważenia samego obowiązku, a zarazem natury owego głównego obrzędu Ewangelii, który dziś celebrujemy?
Jest ustanowienie, które zobowiązani jesteśmy zachowywać zawsze, aż przyjdzie Pan: czyż jest to ustanowienie uniżenia i umartwiania się, czy też uczta? Eucharystia Święta jest Ucztą; nie możemy nie ucztować, nie możemy wymknąć się naszemu przeznaczeniu radości i dziękczynienia, jeśli chcemy być chrześcijanami.
Jak już zaznaczyłem, ta sama reguła obowiązuje nawet w przypadku osobistej pokuty, której w żadnym razie nie należy oddzielać od obowiązku chrześcijańskiej pogody ducha. Pokutnicy są równie mało wolni od chrześcijańskiej radości, jak od chrześcijańskiej miłości; jedynie miłość może uczynić pokutę owocną; a gdzie jest miłość, tam i radość musi być obecna. Prawdziwa pokuta nie polega na odrzucaniu Bożych darów, lecz na dodawaniu umartwień. Podobnie jak Adam nie utracił kwiatów Edenu wraz z upadkiem, lecz wyrosły wokół nich ciernie i osty; i miał jeszcze chleb, ale musiał go spożywać w pocie czoła; i podobnie jak Izraelici spożywali swego baranka paschalnego z gorzkimi ziołami — tak i my okazujemy pokutę nie przez odrzucanie tego, co Bóg daje, lecz przez dodawanie tego, na co grzech zasługuje.
Dodam jeszcze, że wiele jest w tym pożytku i słuszności — w tym prostym trzymaniu się wyraźnych form chrześcijańskiej pobożności i praktyki, nawet w okolicznościach dla nich nieprzychylnych. Bo jeśli te praktyki są niezgodne z naszym rzeczywistym stanem, same narzucają się nam jako szyderstwo i w ten sposób każą nam myśleć o tym, czym powinniśmy być, i czynią nas niezadowolonymi z tego, czym jesteśmy. Pan daje nam wzór tego w samej Modlitwie, w której prosimy, byśmy byli odpuszczone nam nasze winy, jak my odpuszczamy naszym winowajcom — słowa te są zupełnie nie na miejscu, albo raczej wyrządzą nam krzywdę, jeśli nie jesteśmy w duchu tym, czym powinni być chrześcijanie, lecz pamiętamy o doznanej krzywdzie i pielęgnujemy złość. I tak samo, gdy wyznajemy wiarę apostolską, a zarazem przyjmujemy nowożytne pojęcia ewangelicznej prawdy — cóż to jest, jeśli nie wielka niekonsekwencja? A przecież korzystna, jeśli przez łaskę Bożą wyznanie tego, co starodawne, ostatecznie zwycięży nasz pociąg do tego, co nowe i nieusankcjonowane. I znowu — cóż jest bardziej nie na miejscu niż to, że ogół chrześcijan tej epoki nazywa siebie katolikami? A jednak samo to, że tak się nazywają, może być pierwszym krokiem do tego, by się nimi stali. Jak mało zdolni jesteśmy do wymierzania kar kościelnych, do egzekwowania dyscypliny kościelnej, do życia według reguły — a jednak podejmując te próby, możemy uświadomić sobie nasze braki i szukać ich zaspokojenia. Jak mało podobni są nawet najlepsi spośród nas do Świętych i Męczenników dawnych czasów: do świętego Cypriana, świętego Bazylego, świętego Ambrożego, świętego Leona! I jakim to zupełnym szyderstwa jest zestawiać ich imiona z imionami nowożytnymi i porównywać ich słowa z naszymi słowami, jak się to niekiedy czyni! A jednak jeśli prawdziwa miłość jest więzią łączącą nas z nimi — skoro oni z pewnością nie mogą przybliżyć się do nas, my, przez Boże miłosierdzie, możemy zostać przyciągnięci do nich. I podobnie, choć uboga, nędzna i niegodna może być nasza próba ceremonii w takie dni jak ten, ufamy, że On ją przyjmie, jak przyjął jej ofiarę, która *„uczyniła, co mogła"*, i że raczy jej pobłogosławić, i uczynić ją środkiem do głębszej czci i miłości bardziej zobowiązującej, i przyciągnąć nas do samego łona katolickiej świętości i do samego serca katolickiej miłości — przez praktyki i obyczaje, które same w sobie są mało godne i wywołują drwiny bądź krytykę ze strony światowych lub bezbożnych. Jednym słowem: *jeśli rościmy sobie pretensje do bycia Kościołem, postępujmy jak Kościół — a staniemy się Kościołem.* Tu, jak i w innych dziedzinach, wahać się znaczy upadać, a iść naprzód znaczy zwyciężać.
Istnieje jedno niebezpieczeństwo — to mianowicie, że możemy próbować realizować tylko jeden z tych aspektów, jedną z tych składowych chrześcijańskiego charakteru, zaniedbując pozostałe. By w ogóle podjąć chrześcijaństwo apostolskie, musimy podjąć je w całości. Jest ono całością i nie może być podzielone; próbować tylko jednego jego aspektu to próbować czegoś, co tylko wygląda jak ono, zamiast samego. *„Nie wszystko złoto, co się świeci"* — mówi przysłowie; i nie wszystko jest katolickie i apostolskie, co naśladuje to, co wzniosłe i piękne, i przemawia do wyobraźni. Religia ma dwie strony — surową i piękną; i z pewnością zbaczamy z wąskiej drogi wiodącej do życia, gdy dogadzamy sobie tym, co piękne, a odsuwamy na bok to, co surowe.
Żywię nadzieję, bracia moi, że nie dopuszczamy się tego błędu; bo samo uświadomienie sobie niebezpieczeństwa jest jednym ze szczególnych środków zaradczych wobec niego — dla tych, którzy pragną czynić dobrze. Gdybyśmy nie mieli innego przypomnienia o obowiązku łączenia surowości życia z troską o zewnętrzną religię, sam ten dzień przypominałby nam o tym, przypadając jak przypada w tak bliskim związku z tygodniem Suchych Dni. Upamiętniamy poświęcenie tej kaplicy na służbę Bożą albo — jak w tym roku — pośród postu, albo — jak w innych latach — zaraz po nim. Jeśli, wedle słów tekstu naszego, posty kończą się wesołymi świętami, to tylko dlatego, że nasze święta wyrastają z postów.
I są inne powody, dla których powinniśmy być zachowani (przez Boże miłosierdzie) od pokusy dogadzania sobie (że tak powiem) w luksusach religijnego kultu; niemniej istnieje wielki powód do obawy, że inni nie są równie bezpieczni. Dobrze by było, gdyby inni mieli więcej owego przygnębienia i niepokoju ducha o stan Kościoła, który opisywałem na początku; mogłoby ich to uchronić od bardzo szkodliwej nadmierności. Zbyt wielu ludzi pragnie teraz wzniesienia wysokiej nadbudowy, zanim położono głęboki fundament. Lękają się siać we łzach, choć chętnie by żęli w radości. Surowe nauki Ewangelii odpychają od siebie, na wzór tego, który rzekł: *„Niech Cię Bóg broni, Panie! Nie może Cię to spotkać!"* — potykają się o naukę dotyczącą grzechu popełnionego po chrzcie; i jakaż część ich wyznania wiary może im przynosić pożytek, skoro ta jest zaniedbana? Powoli dopuszczają myśl, że nasze czasy są podobne do czasów Izraela odstępcy lub wiarołomnej Judy; a jak mają je naprawiać, jeśli ich nie widzą tak, jak widzi je Bóg? Naśmiewają się z ascetycznego życia Świętych jako z przesady lub skażenia; albo przemilczają ich umartwienia, jak gdyby były przygodnym dodatkiem do ich religii, właściwym tylko ich epoce; i chcieliby żyć jak świat, a czcić jak Aniołowie. W takiej sytuacji z konieczności rodzą się wątpliwości dotyczące obecnego, rosnącego powszechnie zainteresowania architekturą kościelną i zdobieniem kościołów — nie dlatego, jakoby to wszystko nie było słuszne samo w sobie, lecz z obawy, byśmy nie pośpieszyli zbyt prędko; by to wszystko nie było u większości oderwane od prawdziwej powagi, od głębokiej pokuty, od rzetelnego sumienia, od wewnętrznej świętości, od bojaźni i czci Bożej. Są inne rzeczy do spełnienia w pierwszej kolejności. Zresztą pozostaje nam jedynie zdać się na Opatrzność Bożą i prosić Tego, który zdaje się teraz dokonywać wśród nas wielkiego dzieła, by kierował wszystkimi naszymi błędami ku Swojej chwale, ku dobru Kościoła Katolickiego i ku naszemu zbawieniu.
Pamiętajmy o tym dla własnego pożytku: jeśli naszą ambicją jest naśladowanie chrześcijan pierwszych wieków, tak jak oni naśladowali Apostołów, a Apostołowie naśladowali Chrystusa — tamci mieli niedostatek tego świata bez jego wyrównujących darów. Żadnych wielkich katedr, żadnych ozdobionych ołtarzy, żadnych białoszatnych kapłanów, żadnych chórów dla świętej psalmodii, żadnego porządku, majestatu i piękna nabożeństw — nic z tego nie mieli; mieli za to próby, utrapienia, osamotnienie, pogardę, złe traktowanie. Byli *„w trudzie i wyczerpaniu, w częstych nocnych czuwaniach, w głodzie i pragnieniu, w wielokrotnych postach, w zimnie i nagości"*. Jeśli my mamy tylko rozkosz, a żadnego bólu, i tamci mieli tylko ból, a żadnej rozkoszy — to w czym nasze chrześcijaństwo przypomina ich? Co są znakami tożsamości między nami? Dlaczego ich religii i naszej nie nazwiemy po prostu dwiema różnymi religiami? Co wspólnego ma między sobą łatwa religia naszych czasów a religia świętego Atanazego lub świętego Chryzostoma? W czym obie są zgodne — poza tym, że obu nadaje się nazwę chrześcijaństwa?
O, obyśmy byli mądrzejsi niż zadowalać się fałszywym wyznaniem i zaledwie cieniem Ewangelii! Niech Bóg podniesie serca nasze wzwyż, byśmy szukali najpierw Jego Królestwa i Jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie nam dodane! Bracia moi, niech to, co wewnętrzne, będzie dla was najważniejsze, a to, co zewnętrzne, niech mu będzie poddane! Nie uważajcie niczego za cenniejsze niż poznanie siebie samych, prawdziwa pokuta, postanowienie życia dla Boga, umierania dla świata, głęboka pokora, nienawiść grzechu i samych siebie jako grzeszników, jasne i stałe widzenie nadchodzącego sądu. Niechaj to będzie pierwszym; po drugie zaś — pracujcie dla jedności Kościoła; niechaj pokój Jeruzalem i budowanie Ciała Chrystusowego będzie przedmiotem modlitwy, bliskim przedmiotowi waszego własnego zbawienia osobistego. Módlcie się, by Boże natchnienie dotknęło serca ludzkie i by — wbrew sobie samym, ku własnemu zdziwieniu, nie mówiąc już o zdziwieniu innych — wyznawali i głosili te katolickie prawdy, które teraz gardzą lub bluźnią; aby tak nareszcie wypełniło się na nas to, co powiada proroctwo, z którego pochodzi nasz tekst i które było czytane w toku dzisiejszej Służby Bożej: *„Wróciłem na Syjon i będę mieszkał pośród Jeruzalem"*; i *„nasienie będzie pomyślne, winorośl wyda swój owoc, ziemia wyda plon swój, a niebiosa dadzą rosę swoją"*; i *„wiele ludów i narodów potężnych przyjdzie, aby szukać Pana Zastępów w Jeruzalem i błagać oblicze Pańskie."*
---