*Najśw. P. Marya jest Mistrzynią dusz w Świecie żyjących.*
*„Gdy była poślubiona Matka Jezusa Marya Józefowi, pierwej niźli się zeszli, znaleziona jest w żywocie mająca z Ducha Świętego."* — Mt 1, 18
Zaledwie Najśw. Panna Marya, jako trzechletnia dziecina, weszła do świątyni, alisci bez zwłoki złożyła ślub dozgonnego dziewictwa, by nie mieć innego oblubieńca, prócz Boga samego. Ofiara ta, natchniona przez Ducha św. i usposobiająca Maryę do godności Bogarodzicy, podobała się Najwyższemu; ale zarazem miało spełnić się, co było postanowionem od wieków, że Niepokalana dziewica ma bez uszczerbku swej czystości wejść w małżeński związek z świętym Oblubieńcem Józefem. Chciał bowiem Bóg, aby Józef był nie tylko strożem dziewictwa Maryi i pierwszym naśladowcą Jej cnót, ale zarazem Jej opiekunem i przybranym ojcem Bożego Dzieciątka. Było też wolą Bożą, aby za pomocą rodowodu Józefa, idącego z tego samego pokolenia co Marya, uwydatniło się pochodzenie Chrystusa Pana od Dawida i Abrahama, iżby żydzi tem łatwiej mogli poznać w Nim obiecanego Mesyasza. Było również wolą Bożą, aby przez ten związek utajoną została przed szatanem Tajemnica Wcielenia*), aż do czasu od Boga wybranego, jak niemniej, by Boskie Macierzyństwo Maryi zakrytem zostało przed żydami, którzy mogli byli rzucić podejrzenie ohydne na Jej sławę, albo nawet, według starego prawa, zagrozić Jej ukamienowaniem, gdyby była porodziła po za małżeństwem. Było także wolą Bożą, by ten związek połączył w przedziwnej harmonii dziewictwo z małżeństwem i stał się niezrównanym ideałem życia rodzinnego. Było wreszcie wolą Bożą, aby jako Marya jest najdoskonalszym wzorem dla dziewic, żon, matek i wdów, tak św. Józef
*) Św. Ignacy, św. Hieronim i i.
przyświecał swoim przykładem młodzieńcom, mężom i ojcom, a przytem by był uczestnikiem ojcostwa Bożego na ziemi, zwiastunem kapłaństwa Nowego Zakonu, patronem Oblubienicy Chrystusowej we wszystkich Jej potrzebach, opiekunem dusz Bogu poświęconych, mistrzem życia wewnętrznego, szafarzem łask i obrońcą kuszonych od ducha nieczystego. Słowem, zamiary Boże i w tym razie były najmędrsze i najświętsze.
Skoro Marya doszła do lat czternastu, oznajmili Jej kapłani, że według przepisów prawa ma wrócić do świata i wybrać sobie męża z pośród swego pokolenia, bo Jej rodzice tymczasem byli pomarli. Cóż to za ciężka próba dla przeczystej Panienki; — nie dosyć, że trzeba było opuścić ukochaną świątynię, ale jeszcze naglono Ją do ślubu z człowiekiem, gdy dusza nieodwołalnie oddała się Bogu i wołała ciągle: „Cóż ja mam na ziemi i na niebie, oprócz Ciebie, Boże serca mego?" W tym ucisku uciekła się do modlitwy, i oto Bóg dobry kazał Jej bez obawy o ślub dziewictwa powierzyć się mężowi sprawiedliwemu, którego sam Jej wskazał. Był nim Józef, niebogaty wprawdzie w dobra ziemskie, bo skromny rzemieślnik, acz potomek królewskiego rodu, ale za to bogaty w cnoty i wielki miłośnik czystości, tak, że według świadectwa Ojców, sam pierw postanowił wieść żywot bezżenny i oddany Bogu. Odebrał on od Boga wielkie łaski, a nawet, jak twierdzą niektórzy, został uświęcony podobnie, jak Jan Chrzciciel, iżby stał się godnym być mężem Niepokalanej.
Poznawszy wolę Bożą, rzekła Marya pokornie: Oto ja służebnica Twoja, o Panie, niech mi się stanie wedle słowa Twego; poczem zwyczajem żydowskim nastąpił, po zaręczynach, ślub małżeński, który dwie dusze święte zlał w jedno i dwoje aniołów w ludzkiem ciele połączył na życie iście anielskie. Odnowiwszy wspólnie ślub dziewictwa, jak o tem wątpić nie można,
zamieszkali oni w Nazarecie, gdzie dla Maryi odmienna rozpoczęła się droga. Pierwej w świątyni, jakby w zaciszu klasztornem, słodkiej oddawała się bogomyślności, daleka od trosk ziemskich; teraz nowe przyjąwszy obowiązki, spotkała się nie tylko z modlitwą, ale też z pracą i cierpieniem. Lecz tak właśnie Bóg zrządził, chcąc, by Najśw. Panna była również wzorem dla dusz w świecie żyjących i nauczyła je służyć Bogu, spełniać obowiązki i znosić cierpienia. —
Wykaże to w dzisiejszej nauce, dla której uprosi, o Najmiłościwsza, błogosławieństwa Bożego. Z. M.
---
Najśw. Panna Marya za jedyne zadanie swego życia uważała służbę Bożą i o to tylko się troskała, by imię Pańskie uwielbić, a duszę swą uświęcić; wiedziała bowiem, że Bóg wszystko stworzył dla swej chwały, i pamiętała na słowa Pisma: Boga się bój a strzeż przykazania jego, bo to jest wszelki człowiek¹). Obdarzona przeobfitemi łaskami, i to od pierwszej chwili poczęcia, spełniła Ona ten rozkaz jak najdoskonalej, tak iż wszyscy Święci, jacy byli i jacy będą, i wszyscy Aniołowie, razem wzięci, nie oddali Bogu tyle chwały, ile ta Służebnica Pańska.
Wielbiła Ona Boga myślą, sercem i ustami, to jest, rozmyślała o Bogu, tęskniła za Bogiem, mówiła do Boga, czyli modliła się, i to nie siedm razy na dzień, jak zachęca Prorok, ale bez przerwy, bo Bóg nie znikał z Jej pamięci. Chętnie też śpieszyła do świątyni jerozolimskiej, a po zesłaniu Ducha Św., uczestniczyła w Ofierze bezkrwawej i w łamaniu chleba, czyli w Ko-
¹) Ekkl. XII, 13.
munii św.; jakim zaś żarem płonęła wobec Boga, któż zdoła opisać?²) Dosyć powiedzieć, że po modlitwie Chrystusowej najczystsza, najgorętsza i najświętsza była modlitwa Bogarodzicy.
Najśw. Panna Marya wielbiła Boga uczynkami, z których każdy, aczby najdrobniejszy, niewysiłowanej był piękności i ceny, jako dokonany w łasce poświęcającej i płynący z doskonałej miłości. Cała piękna i czysta, bo wolna od cienia nawet grzechu i pełna łaski, jaśniała wszelaką cnotą, i to w takim stopniu, do jakiego tylko stworzenie wznieść się zdoła. Jak doskonała była każda Jej sprawa, jak wysoka Jej świętość, niepodobna wypowiedzieć; i słusznie żali się św. Bernard: „Choćby zamiast jednego sto języków chwałę Twoją głosiło, jeszczebym Cię godnie nie mógł wysławić".
Najśw. Panna Marya wielbiła Boga apostolstwem. Wprawdzie nie opowiadała Ona Ewangelii żydom ni poganom, ale chodząc jeszcze za Boskim swoim Synem, pociągała do Niego wiele dusz, zwłaszcza nieszczęśliwych i grzeszników, po Zmartwychwstaniu zaś stała się Mistrzynią Apostołów i Opiekunką Kościoła. O jakże słodko przemawiała wówczas o tajemnicach zbawienia do otaczającej Ją garstki wiernych; — jak gorące zanosila modły, by wszystkie narody ziemi uczciły Tego, który jest ich prawdą, drogą i żywotem.
Oto wzór dla nas, Najmilsi. I naszem zadaniem życia jest służyć Bogu, który jest naszym początkiem i naszym końcem, to jest, połączyć się z Nim przez wiarę, nadzieję i miłość, a słuchając wiernie Jego woli, uświęcić i zbawić duszę.
²) Czyt. Kazanie dalsze p. t. „Najśw. Panna Marya wzorem i Mistrzynią modlitwy".
Jeżeli nie spełniamy tego zadania, nie jesteśmy godnymi zwać się stworzeniami Bożemi, a życie nasze jest ciężką winą, smutnem złudzeniem i wielkiem nieszczęściem, choćbyśmy wypili całe morze rozkoszy i zebrali takie góry złota, jak nasze Tatry, — choćbyśmy posiedli wszystką naukę i sławą naszego imienia napełnili ziemię i morze, choćbyśmy wszystkie korony świata złożyli na naszej skroni. Chcemyż, by Pan nie rzekł do nas za życia: Masz imię, Że Żyjesz, aleś jest umarły¹), po śmierci zaś nie wydał strasznego wyroku: Idź precz odemnie, służmy Bogu do ostatniej chwili, a z miłości. Służmy modlitwą, a z tąd pamiętajmy na obecność Pana Boga, rozważajmy Jego doskonałości i dzieła, wyrywajmy się do Niego wszystkiemi władzami duszy, nawiedzajmy Jego świątynie i przyjmujmy Go do serc naszych; kto zaś jest ojcem lub matką rodziny, niech urządza w domu wspólną modlitwę i wspólne czytanie duchowne. Służmy uczynkami, a z tąd nie tylko strzeżmy się wszelkiego grzechu, zwłaszcza śmiertelnego, ale starajmy się o cnoty doskonałe i ofiarujmy Panu Bogu wszystkie nasze sprawy, składając je na niepokalane ręce Maryi. Przedewszystkiem bądźmy miłosiernymi względem nieszczęśliwych braci naszych, abyśmy u Ojca Niebieskiego znaleźli miłosierdzie. Służmy wreszcie apostolstwem, a z tąd rozszerzajmy królestwo Boże na ziemi, aczbyśmy nie byli kapłanami, bo wszakże i do wiernych powiedział Piotr św.: Wy jesteście rodzaj wybrany, królewskie kapłaństwo, naród święty²). Uczyć o Bogu opuszczoną dziatwę, oświecać w wierze wątpiących, wspierać groszem misyonarzy, pomagać kapłanom w ich pracach, tworzyć dzieła dobroczynne, modlić się za wszystkimi — oto są sprawy, w których każdy może mieć cząstkę, komu tylko chwała Boża
¹) Obj. I, 1-2. ²) I. Piotr. II, 9.
jest droga. Ale, niestety, jakże wielu jest zimnych w służbie Bożej, — jakże wielu leniwych i niewiernych, — jakże wielu takich, dla których świat, ciało lub złoto jest bogiem. O módl się za nami, Matko wszystkich ludzi Maryo, aby wszyscy przejrzeli, że służba Boża jest pierwszym obowiązkiem człowieka, i że służyć Bogu znaczy królować.
---
Najśw. Panna Marya miała również obowiązki rodzinne i społeczne, a spełniała je tak doskonale, jak nikt przed Nią i nikt po Niej. Poślubiwszy czystego Oblubieńca Józefa, poddała mu całkowicie wolę swoją, acz wyższa od niego darami łaski i godnością Bogarodzicy. Głos jego był dla Niej głosem Bożym, i miłym nawet wtenczas, gdy Jej kazał wśród zimnej nocy uciekać z Dzieciątkiem do Egiptu. Miłując go po Bożemu, o nic tak nie dbała, jakby się wraz z nim uświęcić i spełnić godnie posłannictwo, jakie im Bóg względem Słowa Wcielonego powierzył. Słowem, była Ona najszczytniejszym wzorem małżonki i matki. Podobnie najczystsza miłość bliźniego ożywiała wszystkie Jej stosunki z krewnymi, sąsiadami, współrodakami, bo Bóg sam rozszerzył niezmiernie Jej serce swoją miłością.
Kochając się w ubóstwie, acz z królewskiego pochodzi rodu, pracowała ciężko przez całe życie i takie nawet wykonywała czynności, jakie zwykle spadają na sługi; bo wszakże pomagała Józefowi w ciesielskim rzemiośle, zamiatała biedną izbeczkę, naprawiała i czyściła suknię, chodziła z dzbankiem po wodę, przyrządzała skromny posiłek. Ale praca była dla Niej rozkoszą, niskie zajęcie chlubą, wiedziała bowiem, że w ten sposób spełnia wolę Bożą, i naśladuje Tego, który bę-
dąc w chwale Ojca, przyjął na się postać sługi. Doskonała też była Jej praca i więcej podobała się Bogu, niż najświetniejsze sprawy innych ludzi.
A czy Najśw. Panna nie używała nigdy wytchnienia i rozrywki? Zaiste, używała, acz rzadko; a i te chwile umiała uświęcić, tak, iż przymnażały Bogu chwały, a Jej zasług. Jeżeli n. p. zasiadła między gośćmi weselnymi w Kanie, to na to, aby oszczędzić zmartwieniu biednym nowożeńcom; jeżeli pospieszyła w odwiedziny do Elżbiety, to w tym celu, by całej rodzinie przynieść łaskę i pociechę.
O jakże to piękny wzór dla nas. Wszyscy mamy pewne obowiązki, nie tylko względem Boga i Kościoła, ale także względem rodziny i społeczeństwa; otóż niech każdy spełnia takowe sumiennie, wytrwale, po Bożemu, bo i sam Bóg tego żąda, i ład społeczny od tego zależy. Wierność w obowiązkach tak jest ważna, że jeden z mistrzów duchownych nazywa ją „ósmym sakramentem", a wszyscy twierdzą, że nawet oddawanie się praktykom pobożnym nie zasługuje na pochwałę, jeżeli przeszkadza obowiązkom.
Z tą wiernością niech każdy łączy pracę w duchu Chrystusowym pojętą, a z tąd mającą za ostateczny cel chwałę Bożą, za prawidło zakon Pański. Gdyby ktoś sądził, że jako bogaty w dobra ziemskie, nie potrzebuje pracować dla siebie, niech pracuje dla drugich, zwłaszcza dla ubogich; bo praca jest z jednej strony przykazaniem dla wszystkich, tak że według słów Apostoła, kto nie chce pracować, jeść nie powinien, z drugiej źródłem zasług i pociechy, obroną od wielu pokus, warunkiem moralnego i społecznego postępu. Jeżeli komuś się zdaje, że praca zbyt ciężka lub niska dostała mu się w udziale, niech się przypatrzy Bogarodzicy, pełniącej tak uciążliwe posługi, albo niech wejrzy na Boskiego Jej Syna, który nieskończone skarby mądrości
i potęgi ukrył pod szatą skromnego rzemieślnika, i gdy mógł nauką i cudami nawracać narody, przepędził tyle lat w lichej mieścinie izraelskiej, wszystko zaś w tym celu, by uniżeniem swojem uwielbi Ojca, dać Mu zadośćuczynienie za pychę ludzką, uzacnić pracę, podnieść ubogich i maluckich u świata, nauczyć wszystkich posłuszeństwa, pokory i uświęcania zwykłych czynności.
A czy wolno po pracy używać rozrywki? Wolno, byle takowa była godziwa i umiarkowana, to jest, byle strzec się obrazy Bożej, nieporządnego szału i uszczerbku dla obowiązków. Owszem, należy i rozrywkę uświęcić, przez to, że się ma dobrą pobudkę i zaprasza do swego towarzystwa Jezusa i Maryę.
Niestety, wielu ludzi stroni od pracy, a natomiast uważa życie za ciągłą zabawę lub biesiadę. Stoją oni na rynku świata próżnujący, tymczasem dzień ich szybko przemija i czas wypłaty się zbliża. Żądni uciech światowych, nie słuchają głosu sług Bożych, wołających do żniwa; więc Ty, o Matko, sama do nich przemów i pociągnij ich na Twe pole, by przynajmniej za wierną pracę w ostatnich godzinach życia wzięli grosz niebieski.
---
Najświętsza Panna Marya zakosztowała wprawdzie przesłodkich pociech Bożych, ale też doznała wielu i nader ciężkich cierpień, tak iż według słów Symeona, miecz za mieczem przeszywał Jej serce. Boleści Jej — mówią Ojcowie — były jak morze, którego nikt ze śmiertelnych zgłębić nie zdoła; a jeżeli chcemy mieć o nich słabe przynajmniej wyobrażenie, idźmy za Maryą do świątyni jerozolimskiej, gdzie ofiaruje Dzieciątko Jezus, — albo do Egiptu, gdzie się tułała wśród obcych
ludzi, — albo do ratusza Piłatowego, gdzie patrzy na straszne zniewagi Boskiego Syna, — albo na Golgotę, gdzie jest świadkiem okrutnej Jego śmierci. Takich boleści nikt z ludzi nie doświadczył, a po Chrystusie Panu jedna tylko Bogarodzica mogła wyrzec u stóp Krzyża: O wy wszyscy, którzy idziecie przez drogę, obaczcie, a przypatrzcie się, jeśli jest boleść, jako boleść moja¹). Zaprawdę, nikt tyle nie cierpiał i tak doskonale cierpień nie znosił, jak Ty, o Matko bolesna; słusznie też Kościół sławi Cię jako Królowę Męczenników, bo wszyscy Męczennicy nie okazali tyle męstwa pośród katuszy, ile Ty sama.
Najmilsi, i my również spotykamy się nieraz w życiu z krzyżem, to jest, z cierpieniem, bo jesteśmy synami grzesznego Adama, bo jesteśmy sami grzesznikami, winnymi tylu przekroczeń, bo jesteśmy sługami i uczniami Ukrzyżowanego, odkupionymi Krwią Jego. W krótkiej podróży od kolebki do grobu ilżeż to krzyżów spada na nasze barki, tylko że jedne lżejsze, inne cięższe, — jedne złote, a drugie drewniane, — jedne idące wprost z ręki Bożej, drugie z miłości własnej lub ze złości ludzkiej, acz wszystkie Bóg dopuszcza dla dobra naszego. Jako krzyż pierwszy był narzędziem zbawienia świata, tak i krzyże nasze mają posłużyć do nawrócenia, oczyszczenia lub uświęcenia dusz naszych, czasem także dusz innych, bylebysmy te krzyże dźwigali mężnie i w ślad za Zbawicielem wspinali się na Kalwaryę. Ale niestety, jakże wielu jest takich, którzy krzyż odtrącają, acz uciec przed nim nie mogą; jak wielu takich, którzy pod krzyżem narzekają, lub co gorsza, złorzeczą Bogu i ludziom; jak wielu nawet takich, co przygnieceni ciężarem krzyża, czarnej poddają się rozpaczy.
¹) Tren. II, 13.
Nie bądźmy z ich liczby, inaczej krzyż stanie się dla nas tem, czem był dla złego łotra, to jest, drzewem potępienia. Owszem, przyjmujmy każdy krzyż, podobnie jak Dobry Łotr, w duchu pokuty i miłości; a gdyby się nam wydał zbyt ciężkim, patrzmy na Króla boleści, zawieszonego na krzyżu, i na Matkę Bolesną, stojącą pod krzyżem, i na milionowe zastępy Świętych, śpiewających pieśń radości na widok krzyża: Ave crux, spes unica. — Witaj krzyżu, nadziejo nasza jedyna. Gdybyśmy wreszcie w pochodzie na Kalwaryę upadali pod krzyżem, wołajmy z ufnością: Jezu ratuj! Matko przybądź na pomoc!
Takto Najśw. Panna Marya własnym przykładem uczy służyć Bogu, spełniać obowiązki i znosić cierpienia, słowem, żyć po chrześciańsku. Błogo tym, którzy słuchają niebieskiej Mistrzyni i wstępują w Jej ślady, bo wsparci łaską Bożą, którą im Ona wyprasza, zachowują się niezmązanymi od świata¹) i trafiają do Boga. Wielu atoli ma zły świat za jedynego mistrza, a jego dobra i rozkosze za wyłączny cel życia. Pierwsi zdążają ochoczo do onego miasta, które widział Jan św. w objawieniu²), chociaż słońce pokus ich pali, ciernie trosk ranią, krzyż cierpień przygniata. Umacniani łaską Sakramentów i opieką Bogarodzicy, idą oni ciągle naprzód; a jeżeli czasem spoczną pod drzewem ziemskiej jakiejś pociechy, albo nawet upadną na ziemię, to jednak zaraz powstają i otrzymują wreszcie wieniec niewiędnącej chwały³). Inni nie troszcząc się o ów górny Syon, zbierają na dolinie słodkie jagody, to jest, marne i przemijające rozkosze świata, albo zasypiają w cieniu znikomego bluszczu, który dziś jest, a jutro uschnie. Tymczasem noc ich się zbliża, a jeżeli się nie pokwapią, bramy niebieskiego miasta zamkną się przed nimi na wieki.
¹) Jak. I, 27. ²) Obj. XXI. ³) I. Piotr. V, 4.
Lecz Ty, o Matko wszech ludzi, budź ich ze snu strasznego i odrywaj ich serca od świata, by natomiast tęsknili za Bogiem i pragnęli nieba. Ty dodawaj bodźca leniwym, zmęczonych bierz na swe ramiona, zbłąkanych sprowadzaj na drogę prawa, tonących wyciągaj na brzeg bezpieczny. O bądźże nam wszystkim łaskawa, a gdy staniemy u bram górnego Syonu, otwórz nam takowe, bo wszakżeś Ty jest nasza Klucznica niebieska. Amen.