*„Błogosławiony człowiek, który mnie słucha i który czuwa u drzwi moich na każdy dzień."* — Ekk. XXIV, 24.
Smutna była dola Kościoła w drugiej połowie wieku XVIII. Bezbożni pisarze wyszydzali zuchwale prawdę objawioną, psuli dobry obyczaj i lżyli duchowieństwo; cóż więc dziwnego, że wielu ludzi oświeconych, czytając pisma zatrute, utraciło wiarę; co więcej, że wśród nich potwierzyły się tajemne sekty (masonów, illuminatów i t. p.), dążące do obalenia wszelkiej religii, a przedewszystkiem katolickiej. Piekielna ich robota nie była bezowocna; wnet bowiem za ich podmuchem zerwała się rewolucya francuska, niby burza straszna, i nie tylko wywróciła tron i przelała strugi krwi, ale zniszczyła prawie Kościół we Francyi i samego Namiestnika Chrystusowego Piusa VI. zawiodła z Rzymu do miasta Valence. Zdawało się wówczas, że już zatonie łódź Piotrowa; ale Pan Jezus powstawszy jednem skinieniem uśmierzył wzburzone fale, tak, że nowy Jego Namiestnik, Pius VII., mógł być wybrany; chcąc zaś w duszach ludzkich ożywić wiarę i pobożność, użył środka dziwnie prostego i dziwnie miłego, a tem było nabożeństwo majowe.
Skąd ono się wzięło? Opowiadają, że przy końcu wieku przeszłego w samej stolicy chrześcijaństwa małe pacholę poczęło wieczorem w maju (r. 1795?) gromadzić rówieśników swoich przed jednym z licznych obrazów Najśw. Panny, zdobiących ulice rzymskie, by z nimi odśpiewywać Litanię loretańską. Przykład ten znalazł naśladowców nawet wśród starszych; jakoż odtąd przez cały miesiąc zbierały się gromadki pobożnych u stóp obrazów Bogarodzicy, ozdobionych kwieciem i lampami; a nie było to rzecz trudna, skoro już w wieku XVI. „apostoł Rzymu" św. Filip Nereusz zaprowadził pośród młodzieży podobne nabożeństwo.
Z ulic przeszło ono do kościołów, do czego przyczynili się niektórzy kapłani gorliwi, jak Muzzarelli i Lalomia; z Rzymu zaś i Włoch dostało się do innych krajów, a pobłogosławione przez Ojca św. Piusa VII. i uposażone w odpusty (pismem z 21 marca 1815)¹) obiegło w wieku naszym cały świat katolicki i zawitało także na ziemię polską.
Ale dlaczego to Kościół cały miesiąc maj ku uczczeniu Najświętszej Panny przeznaczył? Poznamy to w nauce dzisiejszej; pierwej atoli padajmy na kolana przed Tobą Chryste Jezu, wielbiąc Cię wraz z całem niebem i ziemią całą, a zarazem błagając o łaski. Schylamy nasze czoła i przed Tobą, Bogarodzico Maryo, najmiłościwsza nasza Matko i najwspanialsza Królowo. O podnieś rękę swoją i daj nam swe błogosławieństwo. Z. M.
¹) W każdym dniu można pozyskać odpust 300 dni, a raz w miesiąc, po przyjęciu Sakramentów św., odpust zupełny.
---
Od kolebki swojej starał się Kościół o rozszerzenie czci Najśw. Panny, wiedząc o tem, że Ona, jako Bogarodzica, jako Matka wszech ludzi, jako Królowa nieba i ziemi, na tę cześć zasługuje, że tej czci Bóg sam wymaga, że ta cześć dla Kościoła całego i dla każdej duszy z osobna błogosławione przynosi owoce. Świadczy o tem św. Jan Apostoł, który w księdze Objawienia wysławiał Niewiastę obleczoną w słońce i mającą księżyc pod nogami, a na głowie koronę z gwiazd dwunastu (XII, 1—17); za nim zaś ileż pisarzy, poetów i mówców poświęciło Bogarodzicy płody swego ducha, ileż malarzy i snycerzy dzieła swego pędzla czy dłuta.
Świadczą o tem najstarsze liturgie, z których jedna — przypisywana św. Jakubowi Mniejszemu — każe kapłanowi tak mówić podczas Mszy św.: „Sławmy pamięć najszczytniejszej, najświętszej, niepokalanej, błogosławionej ponad wszystkie Pani naszej, pełnej chwały, Matki Boga a zawsze Dziewicy Maryi", śpiewałkom zaś tak odpowiadać: „Rzecz słuszna jest, abyśmy Cię głosiły jako prawdziwie a na zawsze błogosławioną, o Matko Boga naszego, godniejsza czci nad Cherubiny, jaśniejsza nad Serafiny, Ciebie, któraś w czystości poczęła Słowo Boga: chwalimy Cię więc z całego serca, o Bogarodzico Maryo"²).
Świadczą o tem sobory pierwszych wieków, z których jeden — efezki w r. 431 — usty swego przewodniczącego — św. Cyryla aleksandryjskiego — tak się odzywał do Najśw. Panny: „Pozdrawiamy Cię i czcimy, Dziewico Matko, świątynio żywa i nieśmiertelna Bóstwa, skarbie i Światłości Świata, zaszczycie dziewictwa, dźwigni wiary katolickiej, podporo dzielna wszystkich kościołów, czcimy Ciebie, któraś poczęła Boga i zawarłaś w łonie swem Tego, którego niebo i ziemia ogarnąć nie mogą, Ciebie, przez którą Trójca św. poznana jest i uchwalebniona, przez którą krzyż uczczony po wszystkim świecie; przez którą radują się Aniołowie i Błogosławieni, a szatany z nieba wygnane pierzchają przed chrześcijanami; przez którą upadły ród ludzki wraca do straconego niebios dziedzictwa; przez którą bałwochwalstwo niszczone i świat nawrócony; Ciebie, przez którą przemawiali Prorocy, pisali Ewangeliści, Apostołowie słowa głosili zbawienia, przez którą królują królowie i umarli powstają do życia, przez którą Jednorodzony Syn Boży, Słońce wieczne, zajaśniał ludom w cieniach śmierci siedzącym. Lecz któż potrafi uczcić i pochwalić godnie Tę, co jest ponad wszelką pochwałą."
Świadczą o tem uroczystości i święta Najśw. Panny, sięgające po większej części odległych czasów Kościoła, i to Pozdrowienie anielskie przez Kościół uzupełnione i ta sobota, czci Najśw. Panny poświęcona, i te różnorodne inwokacye, antyfony, hymny i modlitwy w skład publicznego nabożeństwa przyjęte.
Świadczą wreszcie o tem te nieprzeliczone świątynie i kaplice po całym świecie pod wezwaniem Bogarodzicy wzniesione, i te zgromadzenia zakonne, bractwa, stowarzyszenia, dzieła Jej imię noszące, i te pobożne praktyki ku Jej chwale w biegu wieków zaprowadzone.
Lecz na tem wszystkiem Kościół nie poprzestał; owszem miłości Jego wydało się stosownem, by uczczeniu Bogarodzicy cały jeden miesiąc poświęcić, tak jak na przygotowanie się do święta Bożego Narodzenia cztery, a na rozważanie Męki Pańskiej sześć tygodni przeznaczył. A dlaczegóż padł wybór na miesiąc maj? Oto dlatego najprzód, że ten miesiąc idzie po Zmartwychwstaniu Pańskiem i ma być niejako wiosną, czyli porą odrodzenia się duchowego dla wiernych, — i dlatego także, że to miesiąc kwiatów, a Najświętsza Panna jest najcudowniejszym kwiatem ogrodu Bożego, prawdziwą różą dla przedziwnej miłości, i zarazem lilią dla anielskiej czystości, fiołkiem dla niezrównanej pokory, — i dlatego wreszcie, że to miesiąc bardzo niebezpieczny dla młodzieży, a więc wymagający szczególnej obrony dla jej cnoty.
A jakiż jest cel tego nabożeństwa, czyli do czego Kościół zachęca swe dzieci w tym miesiącu?
Oto przedewszystkiem pragnie, by one sercem, usty i czynem czciły Bogarodzicę, już to myśląc o Niej częściej, niż kiedyindziej, — odmawiając codziennie jakąś modlitwę dodatkową, n. p. cząstkę różańca lub Litanię loretańską, — już zdobiąc obrazy Maryi w domu, przy drogach i po kościołach, — już słuchając częściej Mszy św. i uczestnicząc w wieczornem nabożeństwie, — już przystępując częściej do spowiedzi i ofiarując Bogarodzicy Komunię świętą, umartwienia, jałmużny i inne dobre uczynki. Wie bowiem Kościół św., że czcząc Najśw. Pannę, uwielbia tem samem Boga w Trójcy św. Jedynego, a sobie zaskarbia łaski najobfitsze i pociechy najsłodsze; wszakże on w usta Bogarodzicy wkłada te słowa Pisma św.³): *Ja matka pięknej miłości i bogobojności i uznania i nadziei świętej. We mnie wszelka łaska drogi i prawdy, we mnie wszelka nadzieja żywotu i cnoty. — Błogosławiony człowiek, który mnie słucha i który czuwa u drzwi moich na każdy dzień. Kto mnie najdzie, najdzie żywot i wyczerpnie zbawienie od Pana.*
Niedawno temu żył w pewnej wsi niemieckiej pobożny młynarz, który regularnie w południe i wieczór na głos dzwonu zatrzymywał młyn, ażeby mógł swobodnie i na klęczkach odmówić „Anioł Pański". Pewnego dnia dzieci jego bawiły się nieco wyżej nad rzeką, a jedno z nich poślizgnąwszy się, wpadło w rzekę. Bystre fale porwały je z sobą, niosąc wprost na koła młyńskie, a śmierć tegoż byłaby niechybna; ale na chwilę przedtem młynarz zastawił wodę, bo właśnie dzwon się odezwał, tak że dziecię zatrzymało się tuż przed kołem i ocalało. O najmilsi, jako Najświętsza Panna w widoczny sposób nagrodziła onego młynarza, nagrodzi i was z pewnością, jeżeli służyć jej wiernie będziecie, — nagrodzi dobrami ziemskiemi i duchownemi, — nagrodzi w życiu i w wieczności.
Pragnie również Kościół św., aby wierni przez cały rok, a szczególnie w tym miesiącu rozważali tajemnice Zbawiciela i Najświętszej Jego Matki, jakoteż zastanawiali się głębiej nad niezrównaną Jej świętością; wie bowiem dobrze, że w ten sposób ożywiają w sobie ducha wiary, spotęgują ufność, rozpalą żar miłości i nabiorą innych cnót, w życiu tak potrzebnych, mianowicie pokory, czystości i poddania się woli Bożej. W tym też celu urządza dla nich przez cały miesiąc osobne nauki, albo przynajmniej czytanie duchowne, i zdaje się powtarzać ciągle to, co niegdyś św. Ambroży wyrzekł do dziewic, Bogu poświęconych: „Miejcie ustawicznie przed oczami waszemi obraz dziewictwa i życia błogosławionej Maryi, w którym, jak w zwierciedle, promieniają wdzięki czystości i krasy cnoty. W żywocie Jej szukajcie przykładów waszego życia; wzór ten doskonały, żywa wszelkiej świętości nauka wskaże wam, co macie prostować w sobie, czego unikać, co zachowywać, czego się obawiać. Szczytność mistrza pierwszą ma być pobudką do zapału w nauce. Otóż cóż szczytniejszego nad Matkę Boga? Co jaśniejszego nad Tę, która niebieską wybrała Jasność? Co czystszego nad Tę, która ciało Chrystusowe bez najlżejszej skazy własnego ciała zrodziła?"⁴)
Św. Bernardyn Seneński, będąc jeszcze młodzieńcem, chodził codziennie do kapliczki Najśw. Panny, leżącej za miastem, i tam czas jakiś na modlitwie przepędzał. Kiedy go raz towarzysze pytali, dokąd by zdążał, odrzekł z niebieskim uśmiechem: „Idę nawiedzić najmilszą moją przyjaciółkę". Zaciekawieni poczęli go śledzić, lecz jakież było ich zdziwienie, gdy go ujrzeli klęczącego pobożnie przed Obrazem Najśw. Panny, który pierwej ozdobił kwiatami. Za tę codzienną pamięć okazała się wdzięczna Niebieska Przyjaciółka, bo nie tylko miłośnika swego uwolniła od chrypki, która mu przeszkadzała w kapłańskim zawodzie, ale pomogła mu do uświęcenia własnej duszy i wielkiej liczby dusz innych. O Najmilsi, jeżeli i wy wpatrywać się będziecie codziennie w słodkie oblicze tej najprzedniejszej Mistrzyni doskonałości i rozważać Jej cnoty, staniecie się potrosze podobnemi do Niej, a może nawet posłużycie za narzędzie do uświęcenia niejednej duszy.
Pragnie wreszcie Kościół św., aby wierni w tym miesiącu z większą, niż kiedyindziej, ufnością do najlitościwszego serca Maryi kołatali; wie bowiem dobrze, że Ona jako Bogarodzica i Królowa niebieska może, a jako Matka ludzi chce nam dać wszelakie dobra, a gdy dla wszystkich jest łaskawa, szczególną hojnością darzy tych, którzy jej służą. Wszakże to do Najśw. Panny stosuje słowa Pisma św.: *Przyszły mi z nią wszystkie dobra*⁵); do Niej też odzywa się głosem Ojców św.⁶): „O nadziejo zrozpaczonych, przez Ciebie zbliżeni i pogodzeni jesteśmy z Chrystusem, Bogiem naszym a Synem Twoim. Tyś grzesznych i pozbawionych pomocy jedyną rzeczniczką i wspomożycielką; Tyś portem bezpiecznym rozbitków, pociechą świata, przytulkiem sierot, wyzwoleniem więźniów, uweseleniem chorych, zbawieniem wszystkich".
Czytamy w życiu św. Anzelma, że kiedy opat Elpino płynął po morzu, zerwała się straszna burza, a statek miał już zatonąć. Wtem ukazał się opatowi św. Mikołaj, biskup, i rzekł: „Jeżeli chcesz zapobiec rozbiciu okrętu, przyrzeknij, że corocznie obchodzić będziesz święto Niepokalanego Poczęcia i głosić z ambony tę tajemnicę". Skoro to Elpino przyrzekł, burza natychmiast ucichła. Wkrótce potem na jego prośby zaprowadził św. Anzelm w swojej dyecezyi uroczystość Niepokalanego Poczęcia. O Najmilsi, jeżeli i wy obchodzić będziecie pobożnie święto Maryi i ten miesiąc Jej czci poświęcony, statki wasze dopłyną szczęśliwie do brzegu wieczności.
---
Taki to jest cel nabożeństwa majowego i tego od nas pragnie Kościół św. Jakże, czyż nie posłuchamy tej dobrej Matki, która tak gorąco nawołuje do czci, naśladowania i wzywania drugiej Matki wedle ducha? Niechże ją tedy czczą, naśladują i wzywają wszystkie ludy ziemi.
Kiedy raz zapytano św. Stanisława Kostkę: „Czy ty kochasz Najśw. Pannę?" odrzekł ze łzami: „Wszak to moja matka". Podobnie gdyby był ktoś w dawnych wiekach zapytał się kogokolwiek, czy czci i miłuje Maryę, byłby z pewnością odpowiedział: „Wszak to moja Królowa".
Miłość tej Królowej była w sercach wszystkich, i rzec można, że każde serce polskie służyło Jej za stolicę.
Imię Maryi było w uściech wszystkich, a takie miało poszanowanie, że na to imię każda odkrywała się głowa, że tego imienia aż do czasów Stanisława Augusta nie dawano na chrzcie; kiedy zaś królowa Marya Ludwika przybyła do Polski, wyraźnie zastrzeżono, by się pisała Ludwika. Święto Maryi było we czci u wszystkich; toż w wigilię płonęły lampy przed Jej obrazami i post gościł w każdym domu, a nazajutrz wielu Jej sług i służebnic przystępowało pobożnie do Sakramentów św. Pielgrzymki do stolic Maryi były we zwyczaju u wszystkich; toż wszyscy królowie i królowe, od Władysława Jagiełły począwszy, uczcili obraz częstochowski.
Godzinki małe o Najśw. Pannie były ulubione u wszystkich; odmawiało je po łacinie wiele osób świeckich, podczas gdy Godzinki o Niepokalanem Poczęciu odśpiewywał rolnik przy pługu, rzemieślnik przy warsztacie, szlachcic w swoim dworku. Różaniec Maryi dzierżyła każda prawie ręka; Szkaplerz Maryi zdobił każdą prawie pierś; pieśń Maryi brzmiała nie tylko po kościołach i chatach kmiecych, ale także w pałacach możnych i obozach rycerskich; a kiedy na „Anioł Pański" odzywał się głos dzwonu, zginało się pobożnie każde kolano i szedł w niebo szept modlitwy.
Słowem, każdy od kolebki swojej gorąco a wiernie czcił Królowę swoją Maryę, i tylko na chwilę, podczas tak zwanej reformacyi, część szlachty, uwiedziona błędami protestanckimi, odwróciła się od Jej tronu. Jeszcze w wieku zeszłym cześć ta była gorąca, jak o tem świadczą liczne koronacye cudownych obrazów Najśw. Panny, z których pierwsza — na Jasnej Górze w r. 1717 — zgromadziła do pół miliona pobożnych wszelakiego stanu.
Dziś niejeden uśmiecha się szyderczo, kiedy mu się radzi odmawiać Różaniec; ach, bo jemu nawet Pozdrowienie anielskie stało się prawie obcem, a całe dni płyną bez modlitwy, bez myśli o Królowej Niebieskiej. Dziś, dzięki Bogu, jest trochę lepiej; mimo to znajdziemy jeszcze ludzi wykształconych, którzy się wyśmiewają z praktyk pobożnych, poleconych przez Kościół ku uczczeniu Maryi.
Tymczasem w tych praktykach ileż jest światła, ile wdzięku, ile słodkości i pożytku, jeżeli się je spełnia po Bożemu; a ten Różaniec, od wielu wzgardzony, jakże mądrą i miłą to księgą dla każdego, który czytać na niej umie. Chcecie się o tem przekonać, zapytajcie się wielkich Świętych i wielkich mędrców Kościoła; albo wzbudźcie ze snu śmierci starych ojców naszych, zarówno możnych, jak prostaczków, a oni wam powiedzą, jak słodka w życiu i przy zgonie była im służba Maryi.
Mężowie i niewiasty warstw oświeconych czcijcie po staremu Królowę Niebieską, jak ją czcili ojcowie wasi. Ach i wy potrzebujecie łaski Bożej w życiu i przy śmierci; otóż w Maryi znajdziecie hojną darów Bożych Szafarkę. I wy wyglądacie pociechy wśród walk i krzyżów życia; otóż w Maryi znajdziecie słodką Pocieszycielkę i miłościwą Matkę. I wy macie duszę nieśmiertelną, którą koniecznie trzeba zbawić; otóż w Maryi znajdziecie potężną i łaskawą Pośredniczkę. Chcecie atoli doznać Jej opieki, bądźcie wzajem kochającemi Jej dziećmi i gorącymi czcicielami; chcecie zaś tę miłość i cześć objawiać tak, jak Marya tego pragnie, bądźcie zawsze i wszędzie wiernymi zasadom katolickim, spełniajcie doskonale przykazania Boże i kościelne i szanujcie, jak słuszna, praktyki pobożne, a ztąd bierzcie także chętny udział w nabożeństwie majowem.
Czcij Królowę Niebieską i ty, ludu wieśniaczy i robotniczy. Ty wprawdzie nie gardzisz praktykami pobożnemi; jeszcze bowiem można widzieć w rękach twoich Różaniec, na piersiach twoich Szkaplerz, w domach twoich post wilijny i obrazy Bogarodzicy; jeszcze w Jej święta garniesz się do Sakramentów św., — przynajmniej mogę to powiedzieć o kobietach: ale nieraz pojmujesz tę cześć zbyt powierzchownie i zasadzasz ją raczej na zewnętrznych oznakach, nie starając się, jak należy, o wykorzenienie wad i nabycie cnót. W skutek tego ten i ów należy do bractwa i mieni się czcicielem Maryi, a tymczasem plami się pijaństwem, miota złorzeczenia i przekleństwa lub krzywdzi sąsiada. Otóż czcijcie wszyscy Najśw. Pannę „w duchu i w prawdzie", to jest, nie tylko praktykami pobożnemi, ale przedewszystkiem życiem cnotliwem i synowską uległością dla Kościoła. Bracia włościanie i robotnicy, zwracam się tu do was ze słowem przestrogi⁷). Wszyscy czcijcie po staremu Bogarodzicę. Jako gdy królowa wielce ukochana objeżdża swe kraje, wszyscy poddani zdobią swe miasta i domy, a ubrani w strój świąteczny wybiegają na jej spotkanie, by ją witać z radością, składać jej podarunki i zanosić do niej prośby; tak i wy, poddani Królowej Niebieskiej, witajcie Ją wszyscy bez wyjątku, gdy teraz przez cały miesiąc odbywa tryumfalny pochód po swojem królestwie; przyozdabiajcie Jej obrazy w kwiaty, a swe dusze w cnoty, — składajcie Jej dary z modlitw, pieśni, Komunij św. i dobrych uczynków, — przedstawiajcie Jej swe potrzeby, swe biedy, swe boleści. Przyrzekacie to wszyscy?
Tak, przyrzekamy i nie przestaniemy Cię czcić, o Najwspanialsza i Najmiłościwsza, dopóki tchu stanie w naszych piersiach. Tobie też, a przez Ciebie Bogu, oddajemy całą naszą istotę i wszystko nasze. Niech serca nasze tęsknią ciągle za Tobą, niech usta nasze wielbia ciągle Imię Twoje, niech majętności i prace nasze będą poświęcone Twej służbie, niech życie nasze upłynie w czci i miłości ku Tobie, niech wieczność nasza upływa kiedyś u podnóża tronu Twego.
Tobie, a przez Ciebie Bogu oddajemy rodziny nasze; niech wszystkie miłują Boga i służą Tobie, wszystkie za przyczyną Twoją staną się świętemi. Niech też przez Ciebie ciemni znajdą światło, smutni ukojenie, biedni chleb, wszyscy łaskę Bożą. Tobie a przez Ciebie Bogu oddajemy świat cały. Okryj go płaszczem swojej opieki i uproś gorliwości apostolskiej dla biskupów i kapłanów, zaparcia się i poświęcenia dla zakonników i zakonnic, mądrości świętej dla mistrzów i przewodników, czystości obyczajów dla młodzieży, wytrwania i hartu w wierze dla wszystkich. Niech od krańca do krańca brzmi chwała Boga w Trójcy św. Jedynego i cześć Twoja, o najwspanialsza i najmiłościwsza Królowo. Amen.
---
*„W Jeruzalem władza moja."* — Ekk. XXIV, 15. z Lekcyi.
W napadzie szalonej dumy postanowił król assyryjski Nabuchodonozor podbić wszystkie ludy ziemi pod swoje berło i wytracić ich bogi, iżby on sam był ich bogiem.
Ponieważ Izraelici stawili mu opór, przeto wysłał przeciw nim ogromne wojsko pod wodzą Holofernesa, który przekroczywszy ich granice, obległ miasto Betulię.
Mieszkańcy bronili się dzielnie; kiedy jednak nieprzyjaciel odciął im przystęp do źródeł, upadli na duchu i z płaczem wielkim wołali do Boga: *Zgrzeszyliśmy z ojcy naszymi, lecz Ty, któś jest dobrotliwy, zmiłuj się nad nami*⁸).
Bóg zesłał ratunek, bo oto umocnił serce owej niewiasty Judyty, iż nieustraszona przedarła się do namiotu Holofernesa i ucięła mu głowę, kiedy tenże spał pijany, poczem z tym łupem wróciła do miasta. Na jej widok rozradowali się mieszkańcy, a książę ludu Oniasz powitał ją z uniesieniem: *Błogosławionaś ty córko od Pana Boga nadewszystkie niewiasty na ziemi. Błogosławiony Pan, bo tak dziś imię twoje uwielbił, że nie odejdzie chwała twoja z ust ludu, który będą pamiętać na moc Pańską wiecznie*⁹). Ufając w tej mocy, uderzyli Izraelici na wrogów i pobili wielu paszczęką miecza, resztę zaś ścigali aż do granic; a gdy wrócili z wielką zdobyczą, błogosławili wszyscy mężną Judytę, mowiąc: *Tyś chwała Jeruzalem, tyś wesele izraelskie, tyś cześć ludu naszego.*
O jakże pięknie daje się to zdarzenie zastosować do życia Kościoła.
Nabuchodonozor wszystkich wieków, to jest, szatan, chcąc panować nad narodami, zbiera swe hufce, już niewidzialne, już widzialne, czyli złych ludzi, i śle takowe ustawicznie przeciw Kościołowi, tej Betulii świata, w której są ukryte wszystkie skarby duchowne. Nieprzyjaciele ci, zarówno zuchwali jak potężni i liczni, już to otwarty szturm przypuszczają do warowni Bożej, godząc pociskami w jej wodzów, już wysilają się, by ją wyglodzić, tamując jej wojskom przystęp do źródeł duchownych — do prawdy i łaski.
Lecz nie lękajmy się o losy Kościoła, bo w nim jest po wszystkie wieki sam Chrystus Pan, który dał mu obietnicę, że bramy piekielne nie przemogą go, — bo nadto tym Kościołem opiekuje się sama Bogarodzica, która już w Starym Zakonie zapowiedziała, że władza Jej w Jeruzalem, to jest, w Kościele, a którą Śpiewak Pański nazywa straszną, jak wojsko uszykowane do boju¹⁰). Ona to z jednej strony ma straż nad duchownemi źródłami Kościoła, wypraszając mu przerózne łaski, z drugiej broni tegoż Kościoła.
Zastanówmy się dzisiaj nad tą obustronną opieką Najświętszej Panny, a poznamy, że Kościół słusznie Ją nazwał „Wspomożeniem wiernych".
Pierwej jednak uczcijmy Tę, której owa Judyta słabym tylko była obrazem, powtarzając za wszystkiemi pokoleniami ludzkiemi: „Tyś chwała Jeruzalem, to jest, Kościoła Bożego, Tyś wesele świata, Tyś cześć ludu wybranego."
*Błogosławionaś Ty od Pana Boga nadewszystkie niewiasty na ziemi. Błogosławiony Pan, bo tak Imię Twoje uwielbił, że nie odejdzie chwała Twoja z ust ludzi.* I my także Cię chwalimy, mowiąc z Archaniołem: Z. M.
Najśw. Panna Marya wiedziała, że Słowo Przedwieczne na to stało się ciałem, by utworzyć królestwo prawdy i łaski, mające trwać do końca wieków, bo wszakże Archanioł oznajmił Jej wyraźnie: *Ten będzie wielki i da mu Pan Bóg stolicę Dawida ojca jego, i będzie królował w domu Jakubowym na wieki, a królestwa Jego nie będzie końca*¹¹).
Wiedziała również, że modlitwą i cierpieniem ma się przyczynić do założenia i utrwalenia tego królestwa, a jako pokorna Służebnica Pańska, przyjęła chętnie to posłannictwo.
Od chwili zwiastowania przymnożyła modlitw, prosząc nieustannie Ojca światłości, iżby wszyscy ludzie uwierzyli w Tego, który będąc Synem Bożym, chciał być ich Bratem wedle ciała, by wszyscy weszli do Jego królestwa, wszyscy przyjęli Jego prawdę, wszyscy korzystali z łaski odkupienia, a przez nią stali się przyspsobionymi synami Bożymi i dziedzicami chwały.
Do modlitwy dodała cierpienie. O jakże chętnie zgodziła się na to, by miecz za mieczem przeszywał jej serce; z jaką miłością ofiarowała każden cios za zbawienie Ludzi.
Mianowicie, kiedy na Kalwaryi wśród meczarni Chrystusa Pana rodził się Jego Kościół i według pięknego wyrzeczenia Ojców, wychodził z Jego serca, niby oblubienica czysta i nieskalana: Marya, ogłoszona z krzyża Matką całej ludzkości, polecała miłosierdziu Bożemu wszystkie swoje dzieci i wypraszała łaski potrzebne dla tegoż Kościoła.
Po Zmartwychwstaniu Chrystusa Pana stała się Opiekunką i Mistrzynią Jego uczniów, już to trwając z nimi na modlitwie, już to opowiadając im wielkie tajemnice Boże, już to przygotowując ich na przyjście Ducha Św. Ona też pociesza Apostołów, kiedy żydzi i poganie wszczęli przeciw nim prześladowanie. O jakże słodka była ta pociecha! Słuchajcie, Najmilsi! Gdyby teraz Bogarodzica zstąpiła ze swego tronu i stanęła pośród nas, pełna królewskiego majestatu i macierzyńskiej miłości: cóżbyśmy uczynili? Zapewne rzucilibyśmy się wszyscy do Jej stóp i całowalibyśmy kraj Jej szat, lejąc łzy obfite.
Otóż takie uczucia przejmowały Apostołów w obecności Najśw. Matki Boskiego ich Mistrza; nic też dziwnego, że spieszyli skwapliwie do Jej domku, czy w Efezie, czy w Jerozolimie, by się z nią podzielić radosną wieścią o szerzeniu się królestwa Bożego i umocnić się na nowe walki Jej słowem i modlitwą.
W ten sposób uczestniczyła Marya w pracach Apostołów, a nadto Jej życie święte było jakby żywą Ewangelią i ciągłem apostolstwem.
Kiedy zaś wstąpiła na tron chwały i odzierżyła berło królewskie nad niebem i ziemią, objęła tem troskliwszą pieczę nad Kościołem Chrystusowym; chciał bowiem Bóg, aby jako Marya w Chrystusie Panu zrodziła ten Kościół, tak też przyczyniała się do jego wzrostu i uświęcenia.
W tym celu dał Jej Pan władzę Królowej i powierzył Jej szafarstwo łask, jakie wyjednał śmiercią swoją.
Słusznie też Doktorowie święci nazywają Maryę to skarbniczką Bożą, iż wyprasza i rozdaje skarby niebieskie, — to wodociągiem łaski, iż tę łaskę z górnych źródeł sprowadza na ziemię, — to szyją Kościoła, iż jako przez szyję idą soki ożywcze od głowy do ciała, tak przez Maryę idą soki duchowne od Chrystusa Pana do Jego ciała mistycznego; co więcej, twierdzą śmiało, że wszystkie dary przychodza do nas przez Maryę, a to na mocy Jej pośrednictwa u Syna¹²).
Tę opiekę Bogarodzicy uznawał Kościół wdzięcznie po wszystkie wieki, już to wysławiając Ją w swoich nabożeństwach, pieśniach i Litaniach jako Matkę łaski Bożej, Szafarkę niebieską, Orędowniczkę świata, Ucieczkę grzesznych, Wspomożenie wiernych i t. d., — już to zwracając się do Niej w potrzebach swoich o wstawienie do Syna, — już to wzywając gorąco swe dzieci, by z wielką ufnością uciekały się do Jej przyczyny, — już to tworząc w tej myśli coraz nowe bractwa, kołatające modlitwą do Jej serca, i ustanawiając coraz nowe święta, jak n. p. święto N. Panny Opieki, Wspomożenia wiernych, Nieustającej Pomocy, Dobrej Rady i t. p.
A jakże Marya spełnia tę opiekę? Oto tak, że wstawieniem swojem, które Ojcowie św. mienią słusznie wszechmocnem, jedna Kościołowi przerózne łaski.
Mianowicie, N. P. Marya prosi ciągle przed tronem Bożym, aby ten Kościół rozszerzył się po całym świecie i wszędzie świętej używał wolności, — aby wszystkie ludy, pogrążone dotąd w bałwochwalstwie, poznały i przyjęły światło Ewangelii.
O módl się ciągle, miłościwa Opiekunko, za wszystkimi, którzy jeszcze nie znają Boga w Trójcy św. Jedynego, i wspieraj prace wszystkich kapłanów i misyonarzy; niech jak najprędziej ziści się przepowiednia Pańska: *Będzie jedna owczarnia i jeden pasterz*¹³).
Najśw. Panna Marya opiekuje się wszystkimi narodami, aby po Bożemu spełniały dane im posłannictwo; jeżeli zaś za nieposłuszeństwo spada na nie chłosta, Marya łagodzi takową. Do Tej więc Opiekunki spieszcie z ufnością wszystkie ludy ziemi. A Ty, o Maryo, otocz je królewskim swym płaszczem i wypraszaj im błogosławieństwo Boże.
Najśw. Panna Marya opiekuje się również wszystkiemi sprawami i dziełami Kościoła; a cokolwiek w Kościele dzieje się wielkiego, świętego, dobrego, w tem wszystkiem ma Ona cząstkę.
Tak było w wiekach dawnych, tak jest i w wieku naszym, który słusznie nazwać by można wiekiem Niepokalanej¹⁴). Jeżeli zaś zażądacie ode mnie dowodów, wskażę na to spotęgowanie się ducha religijnego, jakie szczególnie po ogłoszeniu Niepokalanego Poczęcia nastąpiło, — na ten wspaniały rozwój nauki katolickiej, karności duchownej, zakonów, stowarzyszeń i misyj, — na te wreszcie zjawienia się Najśw. Panny w La Salette, Lourdes, Castelpetroso i t. d., i na cuda tam zdziałane, a tak jawne, że i podejrzliwa bezbożność zaprzeczyć ich nie zdoła¹⁵).
Zaprawdę, wznieś, o Maryo, oczy Twoje, i patrz, oto i wiek nasz ściele się u stóp Twoich, cześć Twoją głosząc i miłosierdzia Twego wzywając.
Najśw. Panna Marya opiekuje się wreszcie po macierzyńsku wszystkiemi dziećmi Kościoła, jako umiłowanemi dziećmi swojemi, i wyprasza im łaski potrzebne, przedewszystkiem grzesznikom prawdziwą skruchę, sprawiedliwym postęp w cnotach i wytrwanie do końca. Słusznie przyrównano Ją do Rebeki; jak bowiem Rebeka ze studni ojca swego naciągnęła wody dla Eleazara i jego wielbłądów, tak Marya wodą łaski Bożej napawa sługi Abrahama, to jest, sprawiedliwych, i wielbłądy, to jest, grzeszników. Niechże tedy każdy biegnie do Niej i błaga: O Najmiłościwsza, napójże mię z krynic wiecznych, bo wyschło serce moje, jak ziemia spalona skwarem słońca, — napój mię, bomci jestem sługą, nie Abrahama ale Chrystusa i Twoim; a jeżeli mię uznajesz niegodnym tego zaszczytu dla licznych grzechów moich, ważaj mię przynajmniej za swe bydlątko i nie daj mi ginąć z pragnienia. Marya ułatwia zawsze dzieciom swym drogę życia i zbawienia, niosąc im pomoc w pokusach, ochłodę w pracach, pociechę w smutkach, ratunek przy śmierci, ulgę w karze czyścowej; słusznie tedy św. Efrem nazywa Ją bramą niebieską i drabiną aniołów ziemskich, a św. Anzelm wyraźnie mówi: „W rękach Twoich złożone jest zbawienie nasze; jak bowiem każdy, który się od Ciebie odwraca i Tobą gardzi, zginąć musi: tak niepodobna, aby ten, który się Tobie oddaje i Ciebie wzywa, poszedł na zatracenie."
O któż wypowie, ilu grzeszników za Jej przyczyną wróciło do Boga i osiągnęło żywot wieczny; albo ilu Świętych, dzięki szczególnej Jej pieczy, doszło do doskonałości! Moglibyśmy tu powołać na świadków wielkich Jej miłośników, jak św. Jana, św. Bernarda, św. Filipa Nereusza, św. Franciszka Salezego, św. Alfonsa Liguorego; lecz czyż podobna wszystkich wyliczyć? Raczej powtórzmy za św. Germanem: „Nikt nie bywa zbawiony, tylko przez Ciebie, o Najświętsza".
Lecz nie tu jeszcze koniec opieki Maryi; Ona nadto po wszystkie czasy broni Kościoła.
Od samego początku musiał Kościół twarde staczać walki z licznymi wrogami i ciężkich nieraz doznawać od nich prześladowań.
Walka ta zaczęła się u kolebki Kościoła, bo zaledwie uczniowie Chrystusowi ogłosili światu Ewangelię, alisci wystąpiło przeciw nim Synedryum w obronie błędnej nauki faryzejskiej, — wystąpili cesarze w obronie religii państwowej, — wystąpili kapłani i mędracy w obronie starych przesądów, — wystąpił lud w obronie ulubionych bogów.
Trzysta lat wrzał srogi bój, i to tak, że jedni lżyli, wyśmiewali, dreczyli, mordowali, a drudzy cierpieli; — lat trzysta skrzypiały koła tortur, ryczały w amfiteatrach dzikie bestye, płonęły stosy, cięły miecze, lała się krew strugami; i jakiż tego koniec? Oto według słów Tertuliana krew Męczenników stała się nasieniem chrześcijan, bo śmierć jednego rodziła setki innych.
Lecz któż Męczennikom w onych katuszach dodawał mocy? Sam Chrystus Pan. A kto się za nimi wstawiał do Chrystusa? Bogarodzica.
Chrześcijanie pierwszych wieków byli o tem jak najmocniej przekonani, skoro w katakumbach rzymskich, tuż nad grobami, lub w bocznych kaplicach umieszczali obrazy Najśw. Panny, iżby wszyscy wiedzieli, że u Królowej Męczenników mają szukać zachęty i pomocy.
Jest ich tam prawie sto, a niektóre przedstawiają Najśw. Dziewicę w postaci Orantki, to jest, modlącej się.
Nie można też wątpić, że ta Opiekunka Kościoła modliła się, ilekroć Męczennikom srogie zadawano męczarnie, a nawet zstępowała nieraz niewidzialnie do ich więzień, lub słała tamże Aniołów i Świętych, iżby leczyć rany bohaterów chrześcijańskich i przynosić im ochłodę. Jakoż krwią swoją zjednali oni Kościołowi świetne nad pogaństwem zwycięstwo.
Lecz inni natomiast powstali wrogowie, — to mistrze fałszu, heretycy, którzy to pokusili się przeinaczyć naukę Chrystusową, złożoną w skarbcu Kościoła; lecz i tych Holofernusów pogromila Judyta chrześcijaństwa — Marya.
Upadł Aryusz, zaprzeczający Bóstwa Synowi Bożemu, — upadł Eutyches, usuwający człowieczeństwo Chrystusowe, — upadł Nestoryusz, odmawiający Maryi godności Matki Bożej, a wówczas za Ojcami Soboru efezkiego cały świat wołał z uniesieniem: Niech żyje Bogarodzica!
Kiedy znowu w wieku trzynastym straszna sekta Albigenzów poczęła się sroźyć w południowej Francyi, miłościwa Opiekunka Kościoła wyprawiła przeciw niej pokornego sługę swego Dominika, przypasawszy mu do boku miecz duchowny — Różaniec.
Tym mieczem powalił św. Dominik zuchwałą sektę; co więcej, przeszło sto tysięcy zbłąkanych kacerzy za łaską Bożą a pracą swoją do Kościoła sprowadził. Wywdzięczył się za to świat katolicki, rozszerzając skwapliwie bractwo różańcowe i wznosząc wspaniałe świątynie gotyckie ku czci swej Opiekunki.
Ona też w wieku XV-ym powstrzymała na granicach Polski dzikie zapędy husytyzmu, w XVI-ym ocaliła Włochy i Hiszpanię przed powodzią błędów protestanckich, w XVII-ym pomogła je pokonać w Polsce, Francyi i Austryi; słusznie zatem śpiewa o Niej Kościół: *Ciesz się, Maryo, wszystkie kacerstwa zniszczyłaś Ty sama.*
Do heretyków przyłączył się wróg inny, który krzywą szablą wycinał w pień czcicieli Chrystusa i obalał krzyże, by na ich gruzach wznieść królestwo fałszywego proroka, Mahometa; byli to Saraceni.
Już w wieku VII-ym opanowali oni miasto święte Jeruzalem, wraz z Syrią i Egiptem, niszcząc wszędzie winnicę Chrystusową; niebawem zagrozili nawet Carogrodowi, najechali Hiszpanię i aż pod Rzym zapuścili swe zagony.
W w. XI. porwała się cała prawie Europa do wojny świętej z półksiężycem; a podczas gdy tysiące rycerzy i pielgrzymów ciągnęło na Wschód, nakazał papież Urban II. dzwonić rano i wieczór, by za przyczyną Bogarodzicy wyprosić zwycięstwo dla walczących, pokój wieczny dla poległych.
Dzięki tej przyczynie, Krzyżowcy wydarli niewiernym Jerozolimę, ale nie byli godni, by Grób św. pozostał długo w ich rękach.
Co więcej, fanatyczne plemię Turków obaliło cesarstwo greckie, a butny zdobywca Carogrodu, sułtan Mohamed II., zapowiedział, że koń jego będzie niebawem jadł owies z ołtarza św. Piotra w Rzymie. Wówczas to papież Kalikst II. dodał dzwonienie południowe; jakoż pokorna modlitwa „Anioł Pański", wsparłszy oręż krzyżowców, rozgromiła biesurmanów pod Belgradem.
Sto lat później stali się oni znowu groznymi, ale i ta raza wielka nasza Hetmanka wyciągnęła swój miecz zwycięski, ulitowawszy się jękow chrześcijaństwa, które na wezwanie Świętego papieża Piusa V. szturmowało do Jej serca Różańcem.
Siódmego października 1571 roku wszczęła się bitwa morska pod Lepantem; Turcy byli liczebniejsi i mieli zrazu wiatr pomyślny, zato chrześcijanie ozdobili piersi swoje zbroją Maryi — Różańcem, podczas gdy chorągiew z Jej wizerunkiem powiewała na statku dzielnego wodza, Jana austryackiego.
Nic też dziwnego, że poganie tył podali, straciwszy do 300 okrętów i przeszło 30.000 ludzi. Właśnie w tym czasie modlił się Pius V. z kardynałami; wtem nagle zamilkł, zbliżył się do okna i wejrzawszy w niebo, rzekł: „Odłóżmy naszą pracę, a raczej złóżmy Najwyższemu gorące dzięki, że naszym wojskom dał święte zwycięstwo."
Poczem udał się do bazyliki św. Piotra, a za nim cały dwór i tłum ludu, by odśpiewać Te Deum i Litanię do Najśw. Panny, do której dodał wówczas nowy tytuł: Auxilium Christianorum — Wspomożenie wiernych.
Na pamiątkę owego zwycięstwa kazał tenże Papież obchodzić corocznie 7-go października święto Najśw. Panny Maryi Zwycięskiej, następca zaś jego, Grzegorz XIII., zmienił to postanowienie o tyle, że na pierwszą niedzielę października święto Najśw. Panny Maryi Różańca św. naznaczył.
Mimo klęski pod Lepantem Turcy w wieku XVII. zajęli prawie całe Węgry i oblęgli Wiedeń, ale Judyta Kościoła znowu ich poraziła.
A wiecie, czyjego teraz użyła miecza? Oto wiernego sługi swego, Jana Sobieskiego.
Sługa ten, nim stanął na czele nielicznych swych hufców, odbył pielgrzymkę do cudownego obrazu na Jasnej Górze, w sam zaś dzień bitwy leżał krzyżem przed ołtarzem, poczem powstał, straszny jak lew, i kazał wojskom swoim uderzyć na wroga, z hasłem: „Jezus Marya" na ustach. Wnet też trupy niewiernych pokryły pola naokół Wiednia.
Na uwiecznienie onego dnia ustanowił papież Innocenty XI. święto Imienia Maryi, tak jak święto Opieki Maryi, wprowadzone r. 1725, było hołdem za nowe zwycięstwa, odniesione r. 1718, w sam dzień Najśw. Panny Śnieżnej i w uroczystość Wniebowzięcia.
W wieku XVIII-ym rogi półksiężyca zostały złamane, zato pośród narodów katolickich zjawił się nieprzyjaciel stokroć gorszy, bo niedowiarstwo, którego ohydnym płodem była rewolucya francuska.
Bezbożni, wypowiedziawszy wojnę Bogu, zniszczyli Kościół we Francyi, a tysiące ofiar, winnych i niewinnych, zaciągnęli na rusztowanie.
Wielu z tych, którzy pierwej wiarę stracili, wyprosiła Marya nawrócenie w więzieniu, innym osladzała ostatnie chwile i takiego dodawała mestwa, że n. p. Urszulanki z Valenciennes, jadąc na plac stracenia, śpiewały spokojnie Litanię do Najśw. Panny, a śpiew ten nie ucichł, dopóki ostatnia z nich nie położyła głowy pod topór¹⁶).
Cieszmy się zatem i dziękujmy Panu, że za przyczyną Najśw. Rodzicielki tylu zwycięstwami moralnemi opromieniał Kościół; — wzywajmy z ufnością Wspomożenia wiernych i śpiewajmy Jej hymn pochwalny:
*Tyś chwała Jeruzalem, Tyś wesele świata, Tyś cześć ludu wybranego. Błogosławionaś Ty od Pana Boga nade wszystkie niewiasty na ziemi. Błogosławiony Pan, bo tak imię Twoje uwielbił, że nie odejdzie chwała Twoja z ust ludzi.* Amen.
---
*„Gdy tedy ujrzał Jezus matkę i uczenia, którego miłował, stojącego, rzekł matce swojej: »Niewiasto, oto syn twój«. Potem rzekł uczeniowi: »Oto matka twoja«."* — Jan XIX, 26–27.
W wieku XV-ym, kiedy Turcy pokusili się o podbicie wyspy Krety, kupiec pewien postanowił uciec do Włoch, gdyż wówczas los chrześcijan pod panowaniem półksiężyca był opłakany. Mając już wsiadać na okręt, wziął z sobą piękny obraz, przedstawiający Najśw. Pannę z Dzieciątkiem Jezus na reku i dwoma Aniołkami po bokach, który w jego rodzinie wielkiej czci używał. Podróż zrazu była pomyślna, później atoli rozburzyło się morze i poczęło miotać statkiem, jakby małą łupiną. Wśród powszechnej trwogi sam tylko kupiec dodawał wszystkim otuchy: „Nie bójcie się; Najświętsza Panna, której obraz uwoże przed Turkami, nie pozwoli nam zginąć"; a gdy niebezpieczeństwo stało się groźnem, wydobył ów obraz i przymocował go do masztu, poczem wszyscy poklękali na pokładzie, wzywając pomocy Królowej ziemi i morza. Dzięki Jej opiece, przybili szczęśliwie do lądu, a kupiec z obrazem, który odtąd był mu tem droższym, podążył do Rzymu. Będąc już bliskim śmierci, oddał ten skarb swojemu przyjacielowi, z prośbą, by go w jednym z kościołów rzymskich umieścił, co atoli dopiero później, i to nie bez wyraźnego objawienia, nastąpiło. Od r. 1499 spoczywał obraz Najśw. Panny Maryi Nieustającej Pomocy, — bo tak go odtąd nazywano, — w kościele św. Mateusza pod strażą OO. Augustyanów Eremitów, a po zburzeniu tegoż kościoła na początku XIX-go wieku, dostał się najprzód do kaplicy domowej tychże Ojców, następnie zaś do kościoła OO. Redemptorystów, na pagórku eskwilińskim wziesionego, gdzie w rok później, to jest, 23 czerwca 1867, wielki czciciel Bogarodzicy, Pius IX., uwieńczył go koroną złotą. Cześć jego rozszerzyła się szybko po świecie, zwłaszcza odkąd Ojciec św. Leon XIII. przepisał osobną Mszę i pacierze kapłańskie o Najśw. Pannie Nieustającej Pomocy.
Najmilsi, jakże często i w naszej żegludze zrywają się wichry, czy pokus, czy cierpień, i wzniecają burze tak straszne, że statki nasze, straciwszy żagle, maszt i kotwicę, stają się pastwą spieniony ch bałwanów. I cóż wtenczas najczęściej czynimy? Oto albo ratujemy się li własnymi środkami, a czując swą niemoc, narzekamy
na Boga i ludzi, albo pogrążeni w niemej rozpaczy, zakładamy ręce, smutnego oczekując końca. Nic też dziwnego, że tyle statków rozbija się i tonie. A cóż czynić nam potrzeba? Oto przedewszystkiem wołać do Tego, który jednem słowem może uśmierzyć najsroższą burzę, a który powiedział: Wzywaj mię w dzień utrapienia; wyrwę cię, a czcić mię będziesz. Jeżeli zaś sądzimy, żeśmy dla grzechów i niewierności naszych wysłuchania niegodni, zwracajmy się do przyjaciół Bożych, zwłaszcza do Tej, której opiece porucył Pan z Krzyża cały ród ludzki, rzekłszy do Niej: Niewiasto, oto syn Twój. Ona to, jako najpotężniejsza, swem wstawieniem się, może nam dopomódz, a jako najlitościwsza, chce nam dopomódz, i to we wszelakich potrzebach duszy i ciała. Poznamy to dziś bliżej za błogosławieństwem Twojem, o Matko nieustającej pomocy. Z. M.
„Dana Ci jest wszelka władza na niebie i na ziemi" — temi słowy wysławia św. Piotr Damian potęgę Maryi, a gdzieindziej dodaje, że Syn wszechmocny uczynił Matkę swoją wszechwidną. Tak jest, Ten, przez którego wszystko się stało, co się stało, poddał się na ziemi rozkazom Matki-Dziewicy; kiedy zaś z ciałem i duszą wziął Ją do przybytków chwały, umieścił Jej tron ponad chórami anielskimi, usłał u Jej stóp niebo i ziemię, dał Jej berło miłosierdzia i klucze swej skarbnicy, a zarazem moc tak wielką, że wstawieniem swojem u Boga wszystko może.
Ona jest zatem „wszechmocą błagającą", a jedno Jej słowo więcej znaczy, niż modlitwa wszystkich mieszkańców nieba. Co więcej, sami Święci składają swe prośby na ręce swej Pani i Królowej, by od Króla Niebieskiego tem milej były przyjęte; i nic w tem dziwnego, bo oni proszą jako słudzy, Marya zaś orędowniczy, czyli raczej, według słów św. Antonina, rozporządza jako Matka. Objawiła Ona to sama św. Gertrudzie. Kiedy ta Święta modliła się raz pobożnie: Oczy Twoje litościwe zwróć na nas; stanęła przed nią Najśw. Panna, a wskazując na oczy Dzieciątka Jezus, rzekła: „Oto to są oczy litościwe, które mogę zwracać, gdziekolwiek chcę, aby ratować tych, którzy mnie wzywają". Słusznie też Doktorowie Kościoła zachęcają gorącemi słowy, by we wszystkich potrzebach błagać o Jej przyczynę, i nie wahają się twierdzić, że często prędzej bywamy wysłuchani, gdy wzywamy imienia Maryi, aniżeli gdybyśmy wzywali imienia Jezus, a to dlatego, że Jezus Chrystus, jako Pan i Sędzia wszystkich, patrzy na zasługi tych, którzy Go proszą, i nieraz z powodu ich grzechów odmawia wysłuchania, podczas gdy Najśw. Matka do próśb naszych dołącza swoje zasługi i w ten sposób jedna nam u Boga miłosierdzie.
Ale czy Najśw. Panna Marya zechce nas wysłuchać, mimo żeśmy zbyt często Jej pośrednictwa niegodni? Czemu żby nie chciała? — wszakże Ona Matka nasza, a któraż matka może słuchać obojętnie jękow dziecka, zostającego w niedoli, choćby takowe pierw ją zasmuciło. U tej Matki — mówi św. Bernard — samo tylko miłosierdzie, a Serce Jej tak czułe, że nie może wiedzieć o naszej nędzy, by nie pocieszyła. Inny zaś czciciel Maryi dodaje, że Ona stoi ciągle u wrót nieba i patrzy, czy gdzie łzy nie płyną, i słucha, czy gdzie serca nie jękną, aby zaraz spieszyć na pomoc.
Z wysokości swego tronu zdaje się Marya wołać ciągle: Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i obciążeni jesteście, a ja was ochłodzę... Ja matka pięknej miłości i nadziei świętej. Kto mię najdzie, najdzie żywot i wyczerpnie zbawienie od Pana. Pójdźcie do mnie wszyscy, tak mówi Ona do ludzi dreczonych niedostatkiem. Pan Jezus uświęcił ubóstwo, pierw wielce wzgardzone, i nazwał błogosławionymi ubogich duchem; ale zaprzeczyć się nie da, że ubóstwo jest nieraz ciężkim krzyżem i że ten krzyż ludzi słabych powala na ziemię, jako powiedziało Pismo: Dla ubóstwa wiele ich zgrzeszyło. Gdy głód dręczy, zimno dokucza, ludzie nielitościwi wyrzucają z domu, a co gorsza, z biedą łączy się choroba lub sieroctwo; łatwo z piersi przyciśniętej wyrywa się jek boleści: Ach Boże, czy i Ty o mnie zapominasz? Ten jek przedziera się aż do serca Matki niebieskiej, i wnet zstępuje Ona niewidzialnie do chatki biedaka, by go podnieść słowem macierzyńskiem: Dziecię moje, Ojciec Niebieski nie zapomniał o tobie; jeżeli zaś poskąpił ci darów ziemskich, to tylko dla dobra twojego, byś tem więcej pożądał duchownych i łaknął Chleba żywego, który z nieba zstąpił. Skarżysz się na niedostatek, lecz patrz, oto Pan i Zbawiciel twój narodził się w podłej stajence, w życiu nie miał gdzie głowy skłonić, umarł na obcem łożu krzyża. Podobnie i jam była zawsze uboga, a jednak szczęśliwa, bo Bóg był mojem bogactwem. Chceszli iść w moje ślady, umiłuj również ubóstwo.
Ale na tem nie koniec; ta Matka stara się o pokarm dla biednych dzieci. Czyście wy widzieli kiedy matkę-żebraczkę, jak jedno dziecię niosąc na ramieniu, drugie wiodąc za rękę, chodzi od domu do domu i żebrze dla nich chleba. Taka matka jest Marya, bo Ona z uboższemi dziećmi obchodzi domy bogatszych i skłania ich serca do litości. Ona jest przedewszystkiem karmicielką sierot; a jako Tobiasz zbierał biedne dzieci i własną żywił ręką, tak Marya sieroty opuszczone tuli i karmi w domu swoim — w Kościele; zarazem prosi za niemi ciągle przed stolicą Baranka: Synu, dzieci moje nie mają chleba ni dachu, a taka modlitwa sprowadza nieraz cud na ziemię. Kiedy raz w klasztorze św. Alfonsa Liguorego zabrakło żywności i nie było co dać na obiad, wielki ten miłośnik Maryi poprosił Ją naprzód o orędownictwo, potem poszedł do zakrystyi, ubrał się w komżę i uklęknął przed Najświętszym Sakramentem; a pomodliwszy się przez chwilę, przystąpił do samego przybytku i zapukał z lekka do drzwiczek, mówiąc: „Panie mój i Boże, ja wiem, że Ty tu jesteś; oto my nie mamy chleba". Ledwie wrócił do celi, aliści zjawił się u furty sługa pewnej pani z obfitą jałmużną. Taką ufność miejcie, ludzie biedni, a Matka Boża was nakarmi, choćby trzeba do was posłać kruka, jak do św. Pawła, albo psy z posiłkiem, jak do św. Rocha.
Pójdźcie do mnie wszyscy, tak mówi Marya do ludzi chorobą nawiedzonych. Chorobę zsyła Bóg na to, by nas w niej, niby złoto w ogniu, oczyścić; ale niestety, choroba nie wszystkich uświęca, owszem wielu o szkodę przyprawia, dlatego, iż jej nie przyjmują i nie znoszą, jak powinni i jak przy łasce Bożej mogą. Nie jestto atoli rzeczą łatwą korzystać należycie z choroby; a gdy boleść ściska i do tego nędza doskwiera, każden, acz z wolą Bożą zgodny, ogląda się za ulgą i nieraz woła: Jezu, zmiłuj się! Matko Boża, poratuj! Wtenczas ta Lekarka litościwa przychodzi nad łoże chorego i przynosi ze swojej apteki, z której chorzy mogą korzystać bez pieniędzy, lekarstwo nader cenne i rzadkie — cierpliwość. Znana jest wam, Najmilsi, przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, który żydzika, pobitego od złoczyńców, podniósł, opatrzył i zawiózł do gospody. Otóż taka Samarytanka jest Najśw. Panna Marya; Ona bowiem chorych, opuszczonych od ludzi, bierze na swe ramiona, powierza pieczy swoich służebnic, to jest, litościwych zakonnic, pielęgnuje i dźwiga na duchu; słusznie ztąd przyrównana do rozłożystego drzewa, chłodzącego wędrowców, to do balsamu, gojącego rany. Bywa też, że Marya mocą Bożą zdrowie cudownie przywraca, słusznie ztąd sławiona przez Kościół jako Uzdrowienie chorych. Opowiada św. Piotr Damian, że kiedy Odilon, sławny później opat kluniacenski, był małym chłopcem, przyniosła go piastunka do kościoła i posadzita na posadzce, a sama odeszła. Chłopiec, zdjęty ciekawością, począł czołgać się na raczkach, bo od urodzenia nie miał władzy w nogach, aż wreszcie nie bez wysilenia dostał się przed ołtarz Najśw. Panny Maryi. Słodki uśmiech tej Matki najmilszej pociągnął chłopczyne, tak, iż przez chwilę z dziecinna miłością wpatrywał się w obraz, a potem podniósł w górę ręce, jakoby chciał rzec: Podaj mi rękę, dobra Matko, izbym mógł powstać i zbliżyć się do Ciebie. W tej chwili wyprostowały się jego nogi i powstał, wolny od wszelkiej niemocy.
Lecz pocóż sięgać dawnych wieków; — wszakże i dzisiaj dzieją się za przyczyną Maryi cuda wielkie, których nawet podejrzliwa bezbożność zaprzeczyć nie zdoła. Chcecie się o tem przekonać? — idźcie tylko do Lourdes, a wiszące przy źródle kule kalek i tablice dziękczynne w kościele powiedzą wam, jak potężna jest pomoc Maryi. Do Niej więc, w ślad za świętym opatem wołajcie, ludzie chorzy: Podaj nam rękę, dobra Matko, i dźwigaj nas z łoża boleści; a jeżeli jest wola Boża, byśmy dłużej cierpieli, upros nam cierpliwości, iżby nam ta choroba wyszła na zbawienie.
Pójdźcie do mnie wszyscy, tak mówi Marya do ludzi przygnębionych smutkiem. Smutku pełno na ziemi, bo pełno utrapień, na które już przed czterema tysiącami lat skarżył się Job: Człowiek urodzony z niewiasty, żyjąc przez czas krótki, napełnion bywa wielu nędzami. Ktoby temu nie wierzył, niech przejrzy wszystkie serca ludzkie, niech zajrzy do wszystkich domów, niech policzy wszystkie łzy i jeki; a zaprawdę zawoła z Augustynem św.: Cóż to jest człowiek, jeżeli nie otchłań ciemna, ziemia nędzna, syn gniewu, naczynie zelżywości, urodzony w nagości, żyjący w ucisku, umierający w trwodze. Utrapienia tego życia są wprawdzie narzędziem miłosierdzia Bożego, ale nie na wszystkich ziści się słowo Pańskie: Błogosławieni, którzy płaczą, bo nie wszyscy cierpią tak, jak Bóg chce, ani szukają pociechy tam, gdzie ją jedynie znaleźć można, to jest, w Sercu Zbawiciela i w Sercu Matki Najlitościwszej. Ta Matka przykładem Syna swego i swoim uczy nas krzyż dźwigać, a gdy upadamy pod krzyżem, podnosi nas, — gdy słabniemy, podtrzymuje nas, — gdy się męczymy, ociera nam pot z czoła, a w serce wlewa moc Bożą. Żyjąc jeszcze na ziemi, nie mogła patrzeć na smutek nowożeńców w Kanie, o ileż więcej teraz, jako Królowa miłosierdzia i Matka wszystkich ludzi, lituje się nad nieszczęśliwymi i spuszcza z tronu swego wino niebieskiej pociechy, którem osładza gorzkie wody utrapień. Piersi tej Matki — powiedział Richardus — tak są pełne miłości, że skoro się dowie o jakiej nędzy, zaraz wydają mleko politowania. O Tobie Maryo, — dodaje św. Bernard — i pomyśleć nie można, byś nie pocieszyła.
Niedawno temu w ubogim kościółku włoskim modliła się przed statuą Najświętszej Panny, pewna wieśniaczka, cała łzami zalana. Snadź ciężki smutek ją dręczył, bo głośno wołała: „O Maryo, jakoś Ty mogła mię zasmucić? Czyż ja Cię kiedy opuściłam, że mię teraz opuszczasz? Czyż zaniedbałam kiedy uczcić Cię różańcem; a ostatniego święta ofiarowałam Ci świecę tak wielką, że się paliła aż do północy. Ile razy przechodzę koło tej kaplicy, zawsze mówię: Zdrowaś Maryjo, a jednak mój syn umiera! Jeżeli go nie uratujesz, umrze. Słyszysz, święta Panno, moje dziecko, moje jedyne dziecko chore!" Tu jeki przerwały jej dalszą mowę; po chwili znowu się modliła: „Więc mnie nie wysłuchasz? Więc nie chcesz mnie wysłuchać? A ja mam jedno tylko dziecko, tak, jedno, jako i Ty".
I znowu głośnym wybuchnęła płaczem. „A gdyby Cię Twój syn opuścił i zostawił w sieroctwie? Gdyby Ci ktoś wydarł Twoje jedyne, najmilsze dziecię?" To rzekłszy, powstaje i okiem błyszczacem od wielkiego wzruszenia patrzy na statuę. Nagle zbliża się do ołtarza i jednym ruchem gwałtownym wyrywa Dzieciątko Jezus z rąk Maryi. „A teraz co powiesz? — woła żywo, podczas gdy wzrok jej płomienieje. Lecz było to uniesienie szybkie jak błyskawica, bo zaraz przycisnęła Dzieciątko do serca, ucałowała z czcią Jego nóżki i rączki i złożyła Je na ramionach Matki.
Najmilsi, czyż mogła Marya odmówić tak gorącej i natarczywej prośbie? Ach gdzie tam, — dziecię ozdrowało. Lecz pocóż obcych przykładów, kiedy przecież my sami doświadczyliśmy nieraz w życiu, jak słodka jest i skuteczna pociecha Maryi. Śmiało tedy wszyscy opuszczeni i sieroty tulcie się do Jej serca, wszyscy prześladowani ukrywajcie się pod Jej płaszczem, wszyscy płaczący nad grobem drogich osób czy własnych nadziei ścielcie się u Jej stóp, by otarła łzy wasze.
Pójdźcie do mnie wszyscy, tak mówi Marya do ludzi zostających w niebezpieczeństwie czy ciała czy duszy. Bóg dopuszcza na nas różne przygody, czasem nawet zagrażające życiu, byśmy pamiętali na śmierć, unikali grzechu i ćwiczyli się w ufności. Chcemyż wtenczas doznać ratunku lub otrzymać łaskę dobrej śmierci, polecajmy się przez całe życie opiece Najśw. Matki, a w chwili niebezpieczeństwa wzywajmy Jej pomocy. Doznał tejże między innymi św. Medard, wielki czciciel Maryi. Pewnego dnia napadła go na polu straszna burza, tak iż rzeki od razu wezbrały, a od gromów trzęsła się ziemia. Nie widząc nigdzie schronienia, począł Medard modlić się: „Pod Twoją obronę uciekam się, święta Boża Rodzicielko"; i oto patrzcie, Najświętsza Panna zesłała wielkiego orła, który rozpostarłszy skrzydła nad Medardem, zasłonił go od deszczu i piorunów.
Któż to również 12 kwietnia 1855 r. zachował od śmierci Piusa IX. i sto przeszło osób, jeżeli nie Niepokalana Dziewica? W dniu tym bawił Ojciec św. w klasztorze Kanoników regularnych obok kościoła świętej Agnieszki i dawał posłuchanie uczniom kolegium Propagandy. Kiedy właśnie u stóp tronu klęczał jeden uczeń, załamała się podłoga i wszyscy obecni wpadli do dolnego składu, napełnionego beczkami i rupieciami. Rzecz dziwna, mimo że głębokość wynosiła do dwudziestu stóp, a z góry staczały się belki i kamienie, nie tylko sam papież najmniejszego nie doznał zadraśnięcia, ale z pośród stu przeszło osób nikt życia nie utracił, ani ręki lub nogi nie złamał. Ale bo też wielki sługa Maryi, Pius IX., spadając, modlił się: „Panno Niepokalana ratuj nas". Oby i nam tkwił ten okrzyk w sercu i w ustach.
Niebezpieczeństwem dla duszy jest ciężka pokusa, ale i w tej przygodzie wspomaga nas Marya. Samo wspomnienie na Nią jest silną bronią w walce, a niejednego ta myśl: Jakżebym mógł zasmucić tak dobrą Matkę, zachowała od grzechu. Nadto Marya, wezwana na pomoc, staje obok duszy walczącej, zakrywa ją przed pociskami nieprzyjaciół, łagodzi upał żądz, rozprasza kłamliwy urok świata, zmusza do ucieczki zastępy djabelskie. Wszakże Ona to starła głowę czarta, tak że teraz jęczy w niewoli, zdeptany Jej stopą, a na samo Jej Imię drży całe piekło. Słusznie też przyrównano Ją już to do wojska uszykowanego, przed którym pierzchają nieprzyjaciele, — już do wieży Dawidowej, z której tysiące tarcz wisi, — już do arki przymierza, która pokruszyła Dagona. O któż wypowie, ilu sługom swoim dopomogła Ona do zwycięstwa! Jednym z nich był św. Alfons Liguori. Mimo późnego wieku doświadczył on twardych pokus przeciw cnocie anielskiej, lecz zawsze je pokonywał tą szczególniej modlitwą: „O mój słodki Jezu, spraw, abym raczej umarł, aniżeli miałbym Ciebie obrazić. O Maryo, moja droga Matko, zachowaj mię w swojej opiece, bo jeżeli mi nie pospieszysz na pomoc, upadnę gorzej, niż Judasz". Podobna niech będzie modlitwa nasza, gdy zawrze walka duchowna.
Pójdźcie do mnie wszyscy, tak mówi Marya do ludzi obciążonych brzemieniem grzechów. Są niestety ludzie, którzy tego brzemienia nie czują; owszem żyją spokojnie w grzechach i zdają się wywoływać sprawiedliwość Bożą: Zgrzeszyliśmy i cóż nam się złego stało; tych dola najgorsza. Ale są inni, co jękną pod ciężarem grzechów i radzi by zerwać ohydne żądz swoich kajdany. Otóż ci niech spieszą do Matki Najlitościwszej, aż Nią kołatają do Serca Zbawiciela, bo wszakże Ona jest Wybawicielką więźniów, Ucieczką grzeszników, ostatnią Nadzieją rozpaczających, Matką i Pośredniczką wszystkich. Pewnego razu słyszała św. Brygida w zachwyceniu Pana Jezusa, mówiącego do Najśw. Panny: „Moja Matko, proś o cokolwiek chcesz, a uczynię Ci". I o cóż prosiła Marya? Słuchajcie: „Proszę Cię, mój Synu, o miłosierdzie dla nędznych. Chcesz, izbym była Matką miłosierdzia, Ucieczką grzeszników, Nadzieją opuszczonych, — błagam Cię więc o litość dla wszystkich, mojej pieczy powierzonych". Ta Matka miłosierdzia nie tylko zakrywa grzeszników przed sprawiedliwością Bożą, ale wyprasza im łaskę skruchy i jedna ich z Sędzią. Ktokolwiek tedy chce ujść zatracenia i wrócić do Boga, niech jękaniem serca woła o pomoc Maryi.
Czytamy, że pewna osoba pobożna wyuczyła swego szpaka wymawiać te słowa: Zdrowaś Maryjo. Odtąd ile razy ktoś wchodził do domu, ptaszek witał go tem pozdrowieniem. Ale zdarzyło się raz, że klatka była otwarta; niemądry ptaszek wyleciał natychmiast na świat, i ciesząc się wolnością, począł bujać w powietrzu. Wtem zjawił się jastrząb i zaledwie z góry spostrzegł swój łup, szybkim lotem spuszczał się na dół. Biedna ptaszyna ucieka tu i tam, ale daremnie, wreszcie widząc otwarty już dziób nad sobą, poczyna wołać: Zdrowaś Maryjo. W tej chwili jastrząb się wstrzymał i jakby przestraszony, odleciał, ptaszek zaś wrócił do klatki. Bracie miły, i ty jesteś takim ptaszkiem; Bóg trzyma cię niejako w klatce, to jest, w swej straży i pod swojem jarzem, ale ty niebaczny chcesz zakosztować grzesznej wolności i puszczasz się na niebezpieczeństwo. Wnet zjawia się jastrząb drapieżny — szatan, zabójca dusz, i już się rzuca na ciebie, aby cię rozedrzeć i porwać do piekła. Cóż wtenczas masz uczynić? Oto wołaj, jak ów ptaszek: Zdrowaś Maryjo; a gdy wróg odleci, wracaj czemprędzej do domu Ojca twego, bo w nim tylko bezpiecznie.
Pójdźcie do mnie wszyscy, mówi wreszcie Marya do ludzi staczających bój ostatni. Bój ten jest ważny, bo od niego zależy cała wieczność; a straszny, bo przeciwnik wszystkie siły wytęża, wiedząc, że mały czas ma. Ale i Marya nie opuszcza swoich dzieci, i już to odpędza od nich szatana, już łagodzi ich boleści i uśmierza trwogę, już sprowadza im kapłana, albo jedna łaskę doskonałego żalu, już orędowniczy za niemi na sądzie, a nieraz Świętym okazuje się nawet widzialnie. Błogo zatem temu, kto, niby niemowlę, zasypia na rękach tej dobrej Matki, bo śmierć jego jest droga przed oblicznością Pańską, a wieczność jego zabezpieczona. Św. Magdalena de Pazzis widziała raz w wizyi łódź napełnioną sługami Maryi, a Ją samą trzymającą w ręku ster łodzi, którą tak wprawnie kierowała, iż bezpiecznie przybiła do przystani niebieskiej. O Najmilsi, wstąpmyż wszyscy do tej łodzi, a Ty, Sterniczko święta, tak nas prowadź, byśmy doznawszy Twej opieki w życiu i przy śmierci, zarzucili kiedyś kotwicę przy brzegu szczęśliwej wieczności.
Tak więc we wszystkich potrzebach naszych pomoc Maryi jest spieszna i skuteczna, a te potrzeby poznaje Ona z objawienia Bożego, i według zdania teologów, widzi je niejako odbite w istocie Bożej, niby w niezmierzonem zwierciedle.
Lecz cóż czynić, by doznać tej pomocy? Trzeba jej wzywać z pokorą i z ufnością, aby zaś prośby nasze tem łacniej zostały przyjęte, należy ufność łączyć z miłością. A jakże okazać tę miłość? Oto spełniać wolę tej dobrej Matki, a temsamem wolę Jej Syna, starać się Jej przypodobać na każdym kroku i polecać się często Jej Sercu. Polecmy się i teraz, mówiąc za św. Efremem: Żywi i umarli nigdy od Ciebie rozłączyć się nie chcemy, a choćbyśmy o wszystkiem zapomnieli, o Tobie nigdy nie zapomnimy, wiedząc, że gdyby cały świat o nas zapomniał, Ty nas nie wyrzucisz z Twej pamięci. We wszystkich smutkach obieramy Cię za Pocieszycielkę, we wszystkich potrzebach za Orędowniczkę, we wszystkich nieszczęściach za Opiekunkę. W Tobie, o Maryo, pokładamy po Bogu naszą nadzieję i nie będziemy zawstydzeni na wieki. Amen.