*Miane do zakonnic w r. 1891.*
*„Podniósłszy głos niektóra niewiasta z rzeszy, rzekła Mu: Błogosławiony żywot, który Cię nosił, i piersi, któreś ssał. A On rzekł: I owszem błogosławieni, którzy słuchają słowa Bożego i strzegą go."* — Łuk. XI, 27–28.
Kiedy król Salomon wprowadzał Arkę przymierza do wzniesionej przezeń świątyni, radowali się wszyscy synowie Izraela i ofiarowali owce i woły bez liczby. O ileż większa była radość mieszkańców Nieba, kiedy do drugiej świątyni wchodziła żywa Arka Nowego Testamentu, to jest, Ta, którą zbudował Duch Święty i łaskami swemi napełnił, iżby z Niej Słowo Przedwieczne wzięło ciało ludzkie. Arka — mówi św. Ambroży — mieściła wewnątrz tablice przymierza, Marya samego Dziedzica przymierza, — Arka prawo, Marya Ewangelię, — Arka miała w sobie głos Boży, Marya Słowo Niestworzone, — Arka wewnątrz i na zewnątrz połyskiwała od złota, Marya wewnątrz i na zewnątrz jaśniała blaskiem dziewictwa, — Arkę zdobiło złoto ziemskie, Maryę niebieskie.
Lecz poco weszła Marya po raz pierwszy do świątyni? Po to, by się poświęcić na służbę Pańską. Był zwyczaj w Izraelu, że pobożniejsi rodzice umieszczali swe dzieci w budynkach przyległych do świątyni, pod szczególną strażą kapłanów, a to w tym celu, iżby te dzieci ćwiczyły się w modlitwie, śpiewie świętym, nauce Pisma św. i różnych okołoświątynnych posługach. Otóż do takiego życia pociągnął Bóg Maryę, gdy zaledwie trzy lata liczyła, chcąc się okazać „przedziwnym w świętych swoich".
Skoro tylko wybrana dziecina usłyszała głos Pański: Słuchaj, córko, a patrz, i nakłoń ucha twego, a zapomnij narodu twego i domu ojca twego, aliści natychmiast odpowiada w sercu swojem: Otóż idę, aby czynić, o Boże, wolę Twoją. Twoja Ci jestem, zbawże mię, bo szukam sprawiedliwości Twoich. Posłuszna najlżejszym natchnieniom Bożym, wyprasza sobie zezwolenie rodziców, którzy zresztą, według starego podania, sami podobny ślub byli uczynili, i śpieszy z radością do świątyni, powtarzając w duchu słowa psalmu: Weseliłam się z tego, co mi powiedziano: pójdziemy do domu Pańskiego. Jako miłe przybytki Twoje, Panie Zastępów; żądając ustaje dusza moja do pałaców Pańskich. Wówczas to — mówi słusznie św. Ambroży — spełniła się ofiara najmilsza, jaką kiedy od początku świata Bóg odebrał; a dzień poświęcenia świątyni jerozolimskiej, w którym obłok napełnił dom Pański, nie przyniósł Panu Bogu tyle chwały, ile dzień, w którym Marya wstąpiła do przybytku świętego.
A jakież były w tem zamiary Boże? Najświętsze; chciał bowiem Bóg, aby Marya, jako wybrana na Bogarodzicę, przygotowała się zawczasu do tak wielkiej godności. Chciał również, aby jako przyszła Matka Odkupiciela, już w zaraniu życia złożyła z siebie ofiarę. Chciał także, aby dla wszystkich pokoleń ludzkich stała się wzorem poszanowania świątyń Pańskich, modlitwy i oddania się Bogu. Chciał wreszcie, aby była pierwszą niejako zakonnicą i miliony naśladowców i naśladowczyń pociągnęła za sobą. Ta ostatnia uwaga będzie treścią dzisiejszej nauki, a mianowicie przedstawię miłości waszej, że Najświętsza Panna Marya jest Mistrzynią i Opiekunką życia zakonnego.
Naucz nas dróg doskonałości, Królowo dusz czystych i Bogu poświęconych. Z. M.
I.
Według nauki św. Alfonsa Liguorego i innych, miała Najświętsza Panna, na mocy szczególnego przywileju Bożego, używanie rozumu od chwili poczęcia, a pierwszym aktem Jej ducha było oddanie się Bogu, jako swemu Stwórcy, Panu i Zbawcy. Wypadało jednak, aby ta ofiara dokonała się także publicznie, jako zapowiedź ofiary Nowego Przymierza; i tak się też stało. Wiedziona natchnieniem Ducha Św., opuszcza Marya świat i rodzinę, zamyka się w świątyni, przyrzeka wobec arcykapłana poświęcić się na służbę Pańską, i oddaje się Bogu całkowicie i na zawsze. O któż nie widzi w tym akcie pięknego obrazu profesyi zakonnej, w której dusza, pragnąca doskonałości, wyrzeka się świata, odrywa się od rodziny i przez złożenie trzech ślubów, ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, ofiaruje się Bogu na wyłączną i dozgonną Jego służbę. Rozwińmy tę myśl.
Najświętsza Panna Marya, będąca w jednej osobie żertwą i kapłanką, ofiarowała się Bogu z niewysłowioną miłością, iż tej miłości wyrzekła się wszystkiego, co człowiekowi miłem jest na ziemi, a najprzód pieszczot rodzicielskich. Nie można wątpić, że Joachim i Anna kochali wielce swą jedynaczkę, wyproszoną od Boga w późnym ich wieku, a do tego tak śliczną, tak miłą, tak dobrą. Jest również rzeczą pewną, że ta dziecina była mocno przywiązana do rodziców, raz że miała serce nader czułe, bo czyste, a powtóre, że pamiętała dobrze na przykazanie Pańskie: Czcij ojca i matkę twoję. Mimo to skoro tylko zrozumiała głos Boży, wzywający Ją do Świątyni, wyrwała się bez wahania z objęć rodziców, i to w tym wieku, gdzie ich opieka jest najpotrzebniejsza, aby iść między obcych ludzi, ale za to na służbę u Ojca Niebieskiego. Miłemi byli Jej rodzice, ale droższym nieskończenie był Bóg, tóż z radością nadprzyrodzoną śpieszyła do świątyni, śpiewając w sercu z Psalmistą: Błogosławieni, którzy mieszkają w domu Twoim, Panie, na wieki wieków będą Cię chwalić. I nie opuściła tej Świątyni przed dojściem do czternastu lat życia, mimo że w tym czasie rodzice Jej pomarli.
O jakiż to piękny wzór dla tych wszystkich, których Pan woła do życia zakonnego. I oni także winni iść za głosem Bożym, jeżeli takowy jest wyraźny, choćby wówczas ich serca lub serca najbliższych krajały się z bólu; inaczej w razie ich oporu lub zwłoki, może Pan zamilknąć i usunąć łaskę powołania. Nie znaczy to, jakoby było obowiązkiem zapomnieć całkowicie o swoich, ale że dla spełnienia woli Bożej trzeba wyrzec się pociechy obcowania z nimi, a miłość ku nim uczynić nadprzyrodzoną i świętą, jak tego sam Zbawiciel żąda słowy: Kto miłuje ojca albo matkę więcej niż mię, nie jest mnie godnym; a kto miłuje syna albo córkę nade mię, nie jest mnie godnym. Jeżeli jednak powołanie jest niejasne, należy modlić się dłużej o światło z góry i gwoli poznaniu siebie odbyć ćwiczenia duchowne pod sterem dobrego przewodnika.
Najświętsza Panna Marya wyrzekła się również wygód, jakie daje zamożność. Rodzice Jej nie opływali wprawdzie w dostatki, ale też nie byli ubogimi, owszem, według starej tradycyi, mieli domy w Nazarecie i Jerozolimie, a pastwiska na Karmelu; mogli zatem ukochanej dziecinie zapewnić przyszłość bez troski. Ona jednak opuściła wcześnie dom rodzicielski, skazując się natomiast na życie dosyć twarde i pracowite, jakie wiodły dzieci poświęcone na służbę w świątyni, serce Jej bowiem nie lgnęło do rzeczy doczesnych, ale pragnęło Boga i tylko Boga, wołające ciągle z Prorokiem: Pan cząstką dziedzictwa mego i znowu: Wróbel znalazł sobie domek a synogarlica gniazdo sobie, a ja ołtarze Twoje, Panie Zastępów, Królu mój i Boże mój. Acz pochodząca z rodziny królewskiej, ukochała Ona ubóstwo, i to pierwej, nim Syn Boży narodził się w lichej stajence i nim ogłosił światu, że błogosławieni ubodzy duchem, albowiem ich jest królestwo niebieskie. Ubogą też chciała być przez całe życie i dziękowała Bogu, że Jej dał zakosztować znoju, biedy i tułactwa. Twierdzą nawet pisarze kościelni, że ta pierwsza Uczennica Chrystusowa złożyła ślub ubóstwa, wyprzedzając tysiące możnych i wielkich tego świata, co później porzucili bogactwa, a nawet trony, by przywdziać szatę pustelniczą lub zakonną.
Z miłości ku Bogu wyrzekła się też Marya chwały macierzyństwa, i jak twierdzą zgodnie Ojcowie Kościoła, zaraz po wejściu do świątyni złożyła ślub dziewictwa. O Panno przedziwna, któż Cię to nauczył, że dziewictwo tak miłem jest Bogu, gdy jeszcze nie przyszedł na świat Oblubieniec i Król dziewic? Ten był mi Mistrzem — odpowiada Marya, — który mię posiądł od początku dróg moich. Wprawdzie znane Jej były słowa Mądrości: O jako piękny jest rodzaj czysty z jasnością, nieśmiertelna jest bowiem pamiatka jego, ale nie było przykładu, aby która z córek izraelskich chciała być dozgonnie dziewicą. Owszem, każda z nich pragnęła stać się żoną i matką, uważając bezżenność i niepłodność za rodzaj Bożej klątwy; a kiedy córkę Jeftego zmuszał ślub ojca do życia dziewiczego, płakała długo, chodząc po górach. Nawet te dziewice, co usługiwały w świątyni, wchodziły później w ślubne związki; pierwsza dopiero Marya, wyrzekłszy się pociech rodzinnych i samej nadziei zostania matką Mesyasza, nie chciała mieć innego Oblubieńca, prócz Boga samego, iżby Mu służyć bez podziału i uszczerbku; jeżeli zaś później z Woli Bożej poślubiła św. Józefa, to na to tylko, by tenże był świadkiem i naśladowcą Jej dziewictwa.
W ten sposób stała się Przewodniczką i Królową dziewic, rozwinąwszy sztandar, pod którym stanął niezliczony hufiec dusz czystych.
Z miłości ku Bogu wyrzekła się wreszcie Marya swej woli i złożyła w ręce arcykapłana przyrzeczenie zupełnego posłuszeństwa. Przeznaczona na Matkę Tego, który będąc nieśmiertelnym Królem wieków, wyniszczył samego siebie, była Ona już w czasie pobytu w świątyni doskonałym wzorem uległości i pokory, a w spełnianiu przepisów domowych, mających pewne podobieństwo do reguły klasztornej, nikt Jej nie wyrównał. Życie Jej tamże dzieliło się między modlitwę i pracę. Według świadectwa św. Hieronima, od świtu do godziny dziewiątej rano trwała na rozmyślaniu. Od drugiej połowy poranku do trzeciej po południu zatrudniała się robotami ręcznemi i posługami w świątyni, a w tym czasie brała także skromny posiłek. Potem uczono Ją prawa Bożego i obrzędów Starego Zakonu; wieczorem zaś udawała się znowu na modlitwę, którą późno w noc przeciągała. W modlitwie jużto uwielbiała Trójcę św., łącząc się w duchu z licznemi ofiarami; jużto wzdychała za oczekiwanym Zbawcą, którego przyszłą ofiarę widziała w całopaleniu, jakby w obrazie; jużto błagała Boga, by Jej pozwolił poznać i uczcić wybraną Matkę obiecanego Zbawcy; jużto prosiła o łaski i cnoty dla siebie, albo wstawiała się za ludem swoim i za całym światem; a wtenczas takim płonęła żarem, że Duchy niebieskie patrzyły na Nią z zachwytem. Zresztą acz zawsze skupiona i wielka miłośnica milczenia, zachowywała w pożyciu dziwną słodycz, obok rzadkiej skromności; tóż nietylko towarzyszki, ale i kapłani nazywali Ją aniołem w ludzkiem ciele. Słowem, Marya w świątyni to wzór wszelakich cnót, przedewszystkiem zaś doskonałego przestrzegania trzech rad ewangelicznych, stanowiących istotę życia zakonnego.
Ale też za to hojna wzięła nagrodę od Pana Boga Izraelowego, do którego przyszła i pod którego skrzydła się uciekła. Iż sama wyrzekła się pieszczot rodzicielskich, spełnił Bóg nad Nią obietnicę, ogłoszoną przez Proroka: Przy piersiach cię poniosę, na kolanach będę się z tobą pieścić; jako gdy kogo matka pieści, tak cię cieszyć będę. Iż wybrała sobie ubóstwo, okrył Ją Bóg później płaszczem królewskim i posadził na stolicy niebieskiej, a ziemię złożył u Jej podnóża. Iż poślubiła dziewictwo, wyniesioną została do godności Bogarodzicy, nie przestając być Dziewicą. Iż ukochała posłuszeństwo, samo Słowo Przedwieczne, przez które wszystko się stało, poddało się Jej woli. Iż poświęciła się na służbę Bożą w świątyni, stała się Mistrzynią niezmiernej liczby dusz, które poszły w Jej ślady. Zaprawdę, o Maryjo, słabym tylko obrazem Twoim była owa Marya, prorokini, siostra Mojżeszowa, która wiodąc za sobą niewiasty izraelskie, wśród dźwięku muzyki wielbiła Boga, iż wojska Faraona zatopił w nurtach morza; bo Ty prowadzisz za sobą nierównanie większy zastęp dziewic, które oczyszczone we Krwi Zbawiciela, śpiewają Mu pieśń chwały, iż za Jego łaską pokonały ciało, świat i czarta.
II.
Wielkiem jest szczęście dusz, wezwanych do życia zakonnego i wiernie Bogu służących, tak, iż możnaby do nich odezwać się za św. Bernardem: O jakże wspaniała jest wasza szata, jak wzniosłem wasze powołanie, jak świętym, czystym i niepokalanym jest zakon, w którym człowiek żyje doskonalej, bierze łaski obficiej, umiera spokojniej, nagrodzony bywa w niebie hojniej. Bo najprzód życie zakonne uwalnia od trosk, ciężarów i zabiegów świata, które nieraz kłują jak ciernie, gniotą jak kamienie, plamią jak błoto. Świat ten przyrównano do Egiptu, a sługi jego do Żydów jeczących w jarzmie Faraona. A więc błogosławieni, którym Bóg sam zrzucił to jarzmo; błogosławieni, których wyrwał z Egiptu, pełnego gwaru i zamieszania, a zaprowadził na pustczę, to jest, na samotność, by mówić do nich; błogosławieni, których ciągnie nietylko na Synaj, to jest, na górę przykazań, ale także na Syjon doskonałości.
Życie zakonne broni powtóre od pokus świata, a temsamem zachowuje dusze od zguby. Świat ten podobny jest do bystrej rzeki, porywającej wielu z tych, co się puszczają za jej prądem; szczęśliwe zatem dusze, które na bezpiecznym brzegu stojąc, złowrogich fal się nie boją, — a takiemi są przedewszystkiem dusze zakonne. Wprawdzie pokusy wciskają się i za furtę, ale nie są one tam tak groźne, bo klasztor dobry to jakby twierdza, o silnych murach i zbrojowni pełnej broni. Do tego świat nierównanie mniej ma wpływu na te dusze szlachetne i odważne, które wzgardziwszy raz jego ponętami, zakładają swoje bogactwo w ubóstwie, swoją chwałę w pokorze, swoją płodność w dziewictwie, swoją rozkosz w umartwieniu, — które umarłe dla świata i wyniesione ponad ziemię, żyją w ciele, jakby ciała nie miały.
Życie zakonne zbliża wreszcie do Boga i ułatwia zjednoczenie z Nim. Ci, którzy zostają w świecie, mają serce podzielone i choćby chcieli, nie mogą tak oddać się Bogu, jak dusze zakonne, które wyrzekłszy się dla Boga wszystkiego, co ziemskie, a najprzód siebie, mogą zawołać za św. Teresą: „Bóg sam wystarcza". O cóżto za szczęście, w zamian za lichę fraszki posiąść Pana całem sercem, — należeć nietylko do Jego sług, ale i do oblubieńic, — przebywać ciągle w Jego obecności, nawiedzać Go i mówić do Niego, kiedy się podoba, — posilać duszę Jego słowem i Jego Ciałem, — a na to jedynie żyć, aby Jego miłość pozyskać, Jego chwałę rozszerzyć. Słusznie powiedział Teodoret, że jest to życie błogosławionych niebieskich w zarodzie i przedsmak nieba na ziemi. Zaiste, jeżeli królowa Saba na widok Salomona i jego dworu wyrzekła: Szczęśliwi słudzy twoi, którzy stoją przed tobą zawsze; o ileż słuszniej powiedzieć to można o tych sługach Bożych, co stoją w domu Pańskim, i jakby dworzanie otaczają tron Króla utajonego.
Wielka jest zatem ich chwała na ziemi, ale większa czeka ich w niebie; sam bowiem Zbawiciel przyrzekł: Wszelki, któryby opuścił dom, albo bracia, albo siostry, albo ojca, albo matkę, albo żonę, albo syny, albo role dla imienia mego: tyle stokroć weźmie i żywot wieczny odzierży. Aby jednak dostąpić tej nagrody, trzeba ofiarować się tak, jak się ofiarowała Najświętsza Panna Marya, czyli oddać się Bogu szczerze, zupełnie, bezwzględnie, bezpowrotnie, i to na życie zaparcia się, pokuty i wzgardy siebie, na życie zupełnego ubóstwa, nieskalanego dziewictwa i ślepego posłuszeństwa, na życie miłości czystej, świętej i trwałej, któraby strawiła w duszy wszystko, co niedoskonałe, i uczyniła ją wierną oblubienicą Chrystusową. Wzniosłe, zaiste, powołanie, ale nie łatwe, bo zakonnik czy zakonnica nie przestaje być istotą słabą i grzeszną; jakże tedy zdoła piąć się na stromą górę doskonałości? Zaiste, o własnych siłach nie zdoła, ale wszystko może w Tym, który nas umacnia.
Nadto Najświętsza Panna, jeżeli wszystkim dzieciom swoim niesie chętną pomoc, szczególną ma pieczę o tych, co się wyłącznie poświęcają Boskiemu Jej Synowi; bo Ona jest nietylko Mistrzynią ale i Opiekunką życia zakonnego. Ona to wyjednała wielu sługom swoim łaskę powołania, a niektórym objawiła to widzialnie, jak n. p. św. Stanisławowi Kostce, św. Katarzynie Seneńskiej i t.d. Innym usunęła z drogi przeszkody, wstrzymujące ich od wejścia do klasztoru. Tak n. p. Tomasz Sanchez chciał wstąpić do Towarzystwa Jezusowego i zostać kapłanem, ale nie mógł uzyskać przyjęcia, z tego powodu, że się mocno jąkał. Niezrażony odmową, uciekł się do przyczyny Królowej Apostołów i przed Jej obrazem w Kordubie błagał ze łzami: „O Matko moja droga, zlituj się nademną. Nie odejdę ztąd i raczej tu umrę, jeżeli mi nie wyprosisz uleczenia". Modlitwa tak gorąca została niebawem wysłuchana; a Tomasz Sanchez stał się później ozdobą swego zakonu.
Najświętsza Panna Marya wyjednała również wielu zakonnikom i zakonnicom łaski przeoboite, mianowicie rzadki postęp w cnotach, jak np. bł. Janowi Berchmansom, św. Hiacyncie Mariscotti itp., — uwolnienie od pokus, jak np. bł. Alfonsowi Rodriguez, św. Magdalenie de Pazzis itp., — błogosławieństwo w pracach, jak np. św. Alfonsowi Liguori, św. Jackowi itp. — pociechę w przykrościach, jak np. św. Józefowi Kalasantemu itp. Niektórym duszom wybranym dostały się nawet za Jej wstawieniem przywileje wyjątkowe. Do nich to należała św. Katarzyna Seneńska, wielka czcicielka Bogarodzicy, tak iż idąc np. po schodach, klękała na każdym stopniu i odmawiała „Zdrowaś Maryjo". Ale też za to ukazała się jej raz Najświętsza Panna z Dzieciątkiem Jezus na ręku, poczem to Dzieciątko, na prośbę swej Matki, włożyło pierścień na palec Katarzyny i w ten sposób ogłosiło ją swoją nader miłą oblubienicą. Innym objawiła się ta Matka przy śmierci, by im ulżyć w walce ostatniej i dusze ich zanieść do nieba.
Służebnice Pańskie i zarazem córki Maryi, zanućcie teraz hymn wdzięczności, powtarzając za waszą Matką Niebieską: Wielbi duszo moja Pana, i rozradował się duch mój w Bogu Zbawicielu moim, iż wejrzał na niskość służebnicy swojej i uczynił mi wielkie rzeczy. Tak, dziękujcie Panu za tę łaskę nieocenioną, że was powołał do swojej służby, a upokarzając się przed Nim głęboko, żeście tej łaski niegodne, odnówcie dziś, według starego zwyczaju, wasze śluby i dołączcie przyrzeczenie, że odtąd ta służba będzie wierniejsza. Ofiaruję się Tobie, Panie, na nowo — tak niech każda z sióstr mówi w duchu — i Twoją chcę być bez wyjątku, bez podziału, bez powrotu, Twoją na resztę życia i na wieczność. Lecz że jestem bardzo słaba i skora do sprzeniewierzeń, przeto całuję Twe stopy z pokorą, błagając: Przepuść Panie winy przeszłe, i miej nademną litość w przyszłości. Zwracam się też do Ciebie, Opiekunko dusz zakonnych i Matko moja najmilsza. Otul mię zewsząd płaszczem przed wichrami pokus lub oziębłości, i prowadź mię za rękę po stromych ścieżkach na wyżyny doskonałości, bym naśladując Świętych i miłując przez całe życie Oblubieńca Niebieskiego, powitała Go w chwili śmierci pieśnią radości, jak ukochana córka Twoja św. Teresa, i tę pieśń śpiewała kiedyś w przybytkach chwały. Amen.