*Na uroczystość Najśw. Serca — święto hołdu i tryumfu utajonego Jezusa — ks. Stefan Bratkowski*
Widziałem rzeszę wielką, której nie mógł nikt policzyć, ze wszech narodów i pokolenia i ludzi języków, stojących przed Stolicą i oblicznością Baranka, przyobleczeni w szaty białe, a palmy w ręku ich. (Obj. VII. 9.)
Najmilsi moi! Św. Jan widział rzeszę wielką, już zwycięską, w szatach białych, na które nie padł cień brudu tej ziemi, przychodzącą »z ucisku wielkiego«, przed tron zwycięzcy świata tego, Pana naszego Jezusa Chrystusa, składającą Mu pod stopy palmy zdobyte w walkach zwycięskich, stoczonych na ziemi o Jego chwałę, i za kd którą zostawił.
Już z piersi ich słyszał wznoszący się śpiew tryumfu: »Błogosławienie i chwała i dziękowanie i cześć Bogu naszemu na wieki wieków« (Obj. VII. 12.)
A cóż ja widzę, już tu na tej ziemi, obejmując wzrokiem obecnych pod tem niebios sklepieniem? Widzę również rzeszę wielką. A co najmilsze dla serca, z jednego narodu, z jednej tej ziemi, wielką, choć z jednego tylko plemienia. Widzę, jak ta wielka rzesza, w szatach białych kapłaństwa, z liliami dziewictwa, z krzyżem wyznawców i obrońców wiary św., z ranami walk o nią stoczonych, idzie śmiało za tymże samym, co w niebie jaśnieje chwałą, Panem naszym, utajonym w tym Najświętszym Sakramencie, a niesionym jako skarb najdroższy narodu na rękach Arcykapłana — Biskupa naszego! To co objąć mogę wzrokiem, to tylko cząstka tej rzeszy wielkiej, wciąż idącej we wszystkich dzielnicach Polski za Panem utajonym w Najśw. Hostyi. Idzie ten pochód wielki tu na ziemi, mimo jej stuletniego skrępowania i rozdziału, stanowiąc cudowne i nierozerwalne przedłużenie tego pochodu wielkiego, co przez tę ziemię krocząc wieki całe, doszedł już jako zastęp Świętych męczenników, wyznawców, obrońców, królów, niewiast, młodzieńców, do oblicza Najwyższego, i złożył Mu już z pieśnią chwały swe palmy zwycięskie!
Słyszę jak z milionów piersi tej rzeszy wielkiej, idącej tu za Panem, płynie przed Majestat Jego utajony, jak ta ziemia długa i szeroka, jeden śpiew, hymn od wieków nam znany, hymn sakramentalny: Święty Boże, święty mocny, święty a nieśmiertelny zmiłuj się nad nami! A nawet w niektórych punktach tej ziemi widzę, jak przemoc brutalną siłą porywa się, by w tej rzeszy wielkiej stłumić dźwięki tego hymnu św., przerwać ten wielki śpiew całego narodu — lecz napróżno! Im bardziej przytłumiają, tem głośniej woła wszędzie nasza rzesza głosem wielkim na widok Najśw. Sakramentu: Święty Boże, święty mocny! To śpiew wiary — tak, ten śpiew płynie z ust, ale on z serca pochodzi, płonącego wiarą — wiarą Świętych — wiarą nieugiętą i nieustraszoną, która im w tej nikłej postaci chleba ukazuje Boga żywego, i dlatego że tak wierzą, dlatego tak głośno wołają: Święty Boże, święty mocny, święty a nieśmiertelny zmiłuj się nad nami — dlatego, że w Nim jednym zaufali, i gdy wszystko im wydarto lub usiłują wydrzeć, tego skarbu wiary nie odbiorą, bo nie darmo słyszy ten Bóg ukryty: Święty Boże święty mocny, święty a nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami. Zmiłowanie też Jego spływa na dusze i serca idących za Nim, zapala w wytrwaniu, prowadzi niestrudzonych za sobą, bo słysząc lituje się nad nami, sprawiając ukrytą a rzeczywistą swą mocą, by nie ustawali w drodze.
Widzę dalej, że gdy się ta rzesza wielka narodu mego zbliży, i otoczy wieńcem Pana utajonego, tak wszystkie te tłumy, pochylając skronie i kolana przed wyniszczonym Majestatem, śpiewają piersią całą: Przed tak Wielkim Sakramentem, i póty płynie ta pieśń uwielbienia i zachwytu, póki nie otrzyma błogosławieństwa Pana w tej Hostyi utajonego, na dalszy pochód, na nową pracę, i na choćby najzaciętszą walkę o Niego i o Jego wiarę najdroższą!
I oto przyszliśmy tutaj, zmieniając ten Mały Rynek w wielką Bożą Świątynię, ucichł gwar ludzkiej mowy, zawieszono pracę, ściany tych domów płoną światłem, mienią się blaskiem kwiatów i kobierców, a gdy oczy wzniesiemy w górę, niebiosa same stały się sklepieniem tej Świątyni, a ponad tysiącami skroni pochylonych jaśnieje na tym ołtarzu Ten, za którym szliśmy, Pan nasz Jezus Chrystus w Najświętszym Sakramencie! On to nas tu zwołał, On przywiódł tę rzeszę wielką do stóp swoich, abyśmy tu się zbiegli w ilości takiej, jakiejby żadna nie objęła Świątynia, by Mu wspólną cześć i uwielbienie oddać, by napatrzyć się na Niego, o łaski i błogosławieństwa Go prosić.
Posłuchajmy, dlaczego Pan Jezus daje nam na tym rynku pełne łaskawości posłuchanie? Oto przeszło 3 wieki temu, gdy jedna herezya oderwała Mu tysiączne zastępy wierzących, a potem druga herezya, przedzierzgając swój fałsz w pozory nadzwyczajnej czci dla Niego, pracowała nad wydarciem Mu nowych serc ludzkich, ten sam Pan Jezus usunął zasłonę tych sakramentalnych postaci, przerwał swe wieki trwające milczenie, zajaśniał blaskiem niebieskim, i przemówił do ludzkości zobojętniałej na pobyt Jego sakramentalny na ziemi. Obrał sobie Bł. Małgorzatę, pokorną zakonnicę Nawiedzenia, wielbiącą Go w ciszy modlitwy w N. Sakramencie Ołtarza, i przed jej zdumionym wzrokiem, miasto cichej Hostyi, zajaśniał pełnią chwały Bóg-Człowiek Jezus Chrystus, i przemówił do jej serca, ukazując tej ukorzonej duszy płonące miłością Serce swe własne. Zdawałoby się, że trudno będzie, by głos ten przedarł się na cały świat chrześcijański, że z trudnością uwierzą temu całe zastępy, co jedna tylko i to w życiu klasztornem ukryta istota widziała i słyszała od Pana! O nie, zaiste, najmilsi moi! bo Pan Jezus, ukazując swą obecność w Hostyi najśw., nic nowego do wierzenia nie objawił, On tylko potwierdził tym faktem to, w co wierzył od wieczernika cały Kościół katolicki, przecież on wieki całe wierzył i wyznawał, że w Najśw. Sakramencie Ołtarza jest obecny prawdziwie i rzeczywiście sam Bóg-Człowiek Pan nasz Jezus Chrystus, Ten sam, co umarł za nas na krzyżu, Ten co zmartwychwstał i już więcej nie umiera! A więc tak jak w niebie po prawicy Ojca zasiada pełen życia i chwały, tak równocześnie Ten sam żywy w utajeniu Sakramentu wśród ludzi przebywa! Dlatego właśnie ukazuje Błog. Małgorzacie organ i źródło życia, objawiając jej Serce swoje! Serce ukazał jej jako źródło i przyczynę oddania się nam sakramentalnie, aby, jak sam Apostołom powiedział, nie zostawić nas sierotami. Przecież w to wszystko wierzył i tego nauczał, i ten chleb żywy wszędzie niósł przez wieki wszystkie Kościół św. katolicki.
Jednak widocznie ludzie oswoili się z tym żywym, nieustającym cudem Jego miłości, dlatego to Pan Jezus zajaśniał i przemówił do nich, by uprzytomnić ludziom żywą obecność swoją pod osłoną postaci sakramentalnych, oraz wyraził dobitnie, że odczuwa boleśnie tę obojętność, zniewagi i świętokradztwa, jakie w zamian za tak żywą miłość, za swe gorące ku nim Serce, od nich odbiera w Sakramencie Ołtarza! Pragnie On zapalić serca wierzących tem jawnem potwierdzeniem nieomylności ich wiary do umiłowania Go w tej tajemnicy, ale miłością żywą, czynną i troskliwą o Jego chwałę na ziemi, zachęcić tych wszystkich, którzy usłyszą i odczują to objawienie, do wynagradzania Mu tej obojętności i zniewag, któremi, nieporuszone niczem i jakby skamieniałe serca ludzkie, nie przestają Go nasycać w utajeniu sakramentalnem.
Gdy odgłos tego objawienia doszedł do Polski naszej, w swej gorącej wierze zapragnęła żywo być pierwszą w objawach czci i wynagradzania, składanych już Panu przez ludy należące do Kościoła św. W ostatnich latach niepodległości swej przez usta Biskupów i Królów błaga Stolicę św. o zaprowadzenie w obszarach swej ziemi publicznej czci Najśw. Serca Pana Jezusa. Myśmy odczuli to Serce Boże i potrzebę Jego! O tak, w tej czci Najśw. Serca Jezusa właśnie w najsmutniejszych dla nas czasach, obejmującej ogniem swym Świętym kraj nasz, był dla nas, Polaków, znak wielkiej wagi.
Pan Jezus bowiem chciał nam widocznie pokazać, że jakkolwiek dopuszcza na naród nasz karę niewoli i cierpień z niej wypływających, jednak nie z mieczem pomsty, lecz z Sercem otwartem ku nam się zbliża równocześnie, i Serce swe odkrywa nam jako źródło łask i sił do zniesienia tej próby! Cóż więc dziwnego, żeśmy skorzystali ze swobody większej, jaką mamy w tej dzielnicy polskiej, i od szeregu lat tym wspaniałym pochodem, w którym nietylko mieszkańcy tego starego grodu naszego, ale przedstawiciele z całej Ojczyzny naszej, tak liczny biorą udział, usiłujemy temu Najśw. Sercu, żyjącemu wśród nas w Najśw. Sakramencie miłości, najwymowniejszy hołd czci i uwielbienia w imieniu całego narodu złożyć, i cały ten naród duchowo z nami u stóp Jego zjednoczyć, w przemożną Jego opiekę rok rocznie ponownie oddawać. Tym hołdem staramy się zadośćuczynić pragnieniu Jego, objawionemu Błog. Małgorzacie, by w pierwszy piątek po Oktawie Bożego Ciała obchodzono uroczyście dzień Jego Najśw. Sercu poświęcony! Dlatego to w tym starym naszym Krakowie, w imieniu całego narodu, publicznie na tym rynku, zamienionym w olbrzymią Świątynię, duchowni i świeccy, uczeni i prostaczkowie, starsi i młodsi, składamy nie tylko uwielbienie i cześć, ale hołd, tym aktem poświęcenia się, który za chwilę z ust naszego Arcypasterza Pan nasz usłyszy, zatwierdzamy nanowo przynależność naszą do Niego, wyrażając Mu z głębi duszy uroczyście, że trwamy przy Nim, i na wieki trwać wiernie przy Nim chcemy i postanawiamy!
Nie zapominajmy jednak, najmilsi moi, że Pan Jezus oświadczył również Błog. Małgorzacie, jak gorąco pragnie, aby wierni jak najliczniej, osobliwie w dniu Sercu Jego poświęconym, i w pierwsze piątki każdego miesiąca, przyjmowali Go do serc swoich w Komunii św.! Zaiste pragnienie godne serca, i zdolne zaspokoić serce tak kochające. Na cóż bowiem pozostał pów w Najśw. Sakramencie Ołtarza? Same słowa postanowienia tej cudownej tajemnicy mówią: Bierzcie i pożywajcie! Tak wołał do Apostołów, podając im Siebie, ten chleb żywy, który z nieba zstąpił... A jakże ten głos Pański jest przez wielu z nas zapoznany i niezrozumiany! Prawda, że w miarę jak cześć Najśw. Serca wnętrznie przenikać zaczyna coraz to szersze warstwy chrześcijan, Komunie św. stają się częstsze, głód św. tego pokarmu Bożego zapala coraz więcej serc. Coraz jaśniej odczuwają ci, co częściej spieszą do Stołu Pańskiego, tę prawdę życiową, iż nigdzie tak nie poznajemy Pana Jezusa, jak w Komunii św., iż pragnąc żyć tak, jak On nam przykazał, t. j. stosując czyny nasze do praw Jego świętych, nic nam takiej siły do tego życia hartu i zapału nie wlewa, jak On sam, dający się na pokarm duszy pod postacią chleba. Przecież Pan Jezus nam to wyraźnie przyrzekł, zapowiadając Komunię św.: »Kto mnie pożywa, żyć będzie dla mnie« (Jan VI. 58.)
Tak, ale jeszcze raz powtarzam, za mało tę prawdę żywotną ogół nasz rozumie. Wśród nas, mężczyzn osobliwie i młodzieży naszej, pokutuje to zimno w stosunku do Komunii św., ta łatwość w usuwaniu się nieraz lata całe od tego najśw. obowiązku i łaski najwyższej. Do nas na to nieszczęście można śmiało zastosować te słowa Ewangelii Św.: »A oczy ich były zatrzymane, aby Go nie poznali« (Łuk. XXIV. 16.) i dlatego to głównie nam, mężczyznom, w obecnej dobie tak zbywa na zapale dla wiary Św., dla sprawy Bożej na ziemi, dlatego to tak mało wśród nas dzielnych chrześcijańskich charakterów, tak wielu obojętnych i śpiących. »Zwiądłem jako siano, i wyschło serce moje, iżem zapomniał pożywać chleba mego« (Ps. CI. 5.) Ach, idźmy najmilsi moi, idźmy za głosem Pana, bo to On przez niegodnego sługę swego woła was do Siebie! O, cóżbym dał, by ten mój słaby głos, wzmocniony mocą Bożą, przeniknął was wszystkich bez wyjątku aż do głębi, byście odczuli to wezwanie Boże! Wszystkobym oddał bez wahania, żeby módz zapalić dziś serca wasze głodem św. tego pokarmu Bożego!
Panie Jezu, tu obecny w Najśw. Sakramencie Ołtarza, który mnie słyszysz i posyłasz do dusz braci mojej, wejrzyj na te zastępy mężów, młodzieńców i dzieci z narodu Tobie oddanego, i jakoś niegdyś, patrząc na rzeszę słuchającą słów Twych, tknięty miłosierdziem, zawołał: »Żal mi tego ludu« (Jan VI.), i cudownie nakarmiłeś ich chlebem doczesnym — tak dziś niech Serce Twe tknięte litością wzruszy te dusze i serca — niech nie ustawają w drodze — niech poznają moc i słodycz Twoją w Komunii św. — O tak, najmilsi moi! Gdy zastępy mężczyzn i młodzieży zaczną często przystępować do Komunii św., poczują siły nowe i moc nadziemską do zwalczania namiętności, do deptania względów ludzkich, krępujących nas tak często w spełnianiu najświętszych obowiązków chrześcijańskich! Dusze wasze, posilone tym Chlebem żywota, zespolone z Panem Jezusem, odczują zapał św. do wyznawania i bronienia wiary św.! Życie wasze zajaśnieje wobec całego społeczeństwa blaskiem nadprzyrodzonym chrześcijańskiego żywota — zachowacie, osobliwie wy młodzi, skarb wiary i czystość nieskażoną obyczajów, nabierzecie sił koniecznych do zwalczania podstępów, usiłujących wam wydrzeć te skarby nadprzyrodzone, a tem samem przekażecie i następnym pokoleniom miłość i wierność wierze ojców naszych. — O jakże nam dziś osobliwie potrzeba takich dzielnych zastępów! To jedyna droga do odrodzenia wnętrznego, która i społeczeństwo i naród przywiedzie do odrodzenia!
Pozostaje nam dzisiaj, najmilsi moi, zadość uczynić jeszcze jednemu pragnieniu Pana Jezusa, które On również objawił Bł. Małgorzacie, a mianowicie, by w dniu poświęconym Jego Najśw. Sercu wszyscy wierni i żarliwi publicznie z głębi serca złożyli Mu hołd przebłagalny, wynagradzając te zniewagi, świętokradztwa i opuszczenia, jakich doznaje, przebywając wśród nas i dla nas na ołtarzach naszych w Sakramencie miłości!
Otóż w tym celu wzniesiony ten ołtarz pod niebios sklepieniem, w tym celu ten pochód nasz tłumny, w tym celu przemawiamy do was, by to wszystko przejęło nas gorącą żądzą wynagrodzenia Panu Jezusowi za to wszystko, czego od nas i od całego narodu, na nieszczęście, doznaje w tym Najśw. Sakramencie. Oto za chwilę zagrzmi ten rynek pieśnią wielką, tym hymnem przebłagalnym: »Przed oczy Twoje, Panie, winy nasze składamy«. O, tak Panie Jezu, składamy winy stare a jeszcze nieodpokutowane, składamy winy ciężkie, osobliwie w stosunku bezpośrednim do Ciebie w Najśw. Sakramencie utajonego, a tak lekkomyślnie przez nas popełniane. Wynagradzamy Ci za świętokradzkie przyjmowanie Cię w Komunii św., którem odtwarzamy nanowo w Twem Sercu boleść pocałunkiem Judasza zadaną! Wynagradzamy Ci te Komunie św. oziębłe, bez serca, dla formy, usty tylko a nie duszą przyjmowane! Wynagradzamy Ci za tych biednych ślepych braci naszych, których serca przez lata całe zamknęły się przed Tobą, których nie możesz nakarmić chlebem żywota i przygarniać do Serca Twego! Wynagradzamy za te Msze św. tak lekkomyślnie opuszczone, i za to bezmyślne w nich uczestniczenie, a to wtedy właśnie, gdy Ty, o Panie, w ogniu miłości wyniszczasz się za nas i w oczach naszych w Najśw. Ofierze! Wreszcie za wszystkich, co obojętnością i chłodem płacą Ci Panie za miłość bezgraniczną Serca Twego, która Cię zatrzymuje wśród nas pod osłoną Sakramentu! Oto masz nas korzących się Tobie, Najsłodszy nasz Zbawicielu, i wyznających publicznie, jawnie, głosem całym, że wielbimy Cię, wierząc, żeś prawdziwie i rzeczywiście w tym Najśw. Sakramencie, tu, na tym ołtarzu obecny! Gdy usłyszysz, Panie, z piersi tego ludu »Święty Boże, święty mocny«, przyjm ten śpiew jako zaprzysiężenie Ci ponowne wiary przodków naszych i gotowości naszej do bronienia, wyznawania i walczenia za ten dar najsłodszy!
Pochylmy, najmilsi moi, nietylko kolana i skronie nasze, ale dusze i serca »Przed tak Wielkim Sakramentem«, złóżmy w to Serce Najśw. dla nas otwarte nasze życie, walki, prace, bóle, nadzieje — nasze rodziny, dzieci i kraj nasz ukochany, a powstawszy, pójdziemy za Nim, niosąc Go do świątyni Jego! A Ty Panie, pozwól, abyśmy, jako dziś do tego ziemskiego Twego przybytku za Tobą i z Tobą idziemy, dojść przez życie mogli do świątyni Twej chwały i tam w zjednoczeniu z tą rzeszą wielką, która nas uprzedziła, zaśpiewać wiekuistą pieśń chwały, i złożyć pod stopy Twoje palmy zwycięskie, z tej ziemi uniesione. Amen.
*— ks. Stefan Bratkowski*