HomiliaDB

Księża Towarzystwa Jezusowego · Serce Jezusowe — Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego

KAZANIE NA UROCZYSTOŚĆ SERCA JEZUSOWEGO — O NABOŻEŃSTWIE DO SERCA JEZUSOWEGO

Nabożeństwo do Serca Jezusa lekarstwem na nasze czasy — ks. Henryk Haduch

Gdy świat mnie wciągaGdy moja wiara stała się letnia Najświętsze SerceEtyka społeczna
Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was ochłodzę. (Mat. XI. 28)
W skrócie. Ks. Henryk Haduch diagnozuje choroby duchowe i społeczne epoki — brak miłości Boga i bliźniego, egoizm, materializm — i wskazuje nabożeństwo do Serca Jezusowego jako lekarstwo na te schorzenia. Porównuje zdrowe Serce Chrystusa do lekarstwa na chore serce społeczeństwa. Skierowany do tych, których świat wciąga i którym stygnie miłość.

„na złą naukę lekarstwem — dobra, zdrowa nauka; na zdziczałe drzewko ratunkiem — szlachetna latorośl; na chore więc serce cóż będzie lekarstwem, ratunkiem, jak nie zdrowe serce?”

*Nabożeństwo do Serca Jezusa lekarstwem na nasze czasy — ks. Henryk Haduch*

Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was ochłodzę. (Mat. XI. 28)

Zaledwie sto lat temu z górą nabożeństwo do Najsł. Serca Pana Jezusa nieomylną powagą Kościoła św. zatwierdzone i wiernym polecone zostało, a natychmiast, niby dobre i zdrowe nasienie, przyjęło się na roli serc ludu Bożego, i z zadziwiającą szybkością rozkrzewiło się po wszystkich krajach, i aż w najdalszych zakątkach ziemi. Niema już kraju na świecie, w którymby nie wznosiły się świątynie, dźwignione kosztem ofiarności publicznej ku czci Najsłodszego Serca Jezusowego; niema kościoła, w którymby nie można zobaczyć w ołtarzu lub obrazie jakim tkliwego wyobrażenia Serca w płomieniach, z cierniami i krzyżem; niema mieszkania katolickiego, którego ścian nie zdobiłby jakiś, chociaż nieudolną ręką nakreślony, obraz Serca Zbawiciela naszego. Całe narody, gminy, rodziny, jednostki, posłuszne wezwaniu Boskiego Zbawcy: *Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was ochłodzę*, cisną się i tulą do Jego Najsł. Serca; i z milionów serc, jakby woń kadzidła, wznosi się ku Niemu modlitwa cicha, dziękczynna, wynagradzająca. A to Serce miłościwe przyjmuje wszystkich, błogosławi im, wysłuchuje ich prośby, daje im ochłodę w cierpieniach, i zapala zimne ich serca tem ogniem miłości, który Zbawiciel Pan, jak się sam wyraził, przyszedł puścić na ziemię (Łuk. XII, 49).

Patrząc, najmilsi, na tak szybki a olbrzymi wzrost nabożeństwa do Serca Jezusowego, niepodobna nie uznać, że to nabożeństwo nie jest bez doniosłego znaczenia, ale że w niem tkwi jakiś wielki cel, jakieś wielkie zadanie, które ono z woli Bożej ma spełnić w naszych czasach dla odrodzenia ludzkości. A jeżeli tak, toć warto bliżej się z niem zapoznać, a nawet przyswoić je sobie; a niech nas Pan Bóg zachowa od tego, abyśmy mieli je lekceważyć i ostudzać w drugich, boby to znaczyło odrzucać zuchwale jeden z środków najskuteczniejszych, jaki Opatrzność Boża na uleczenie naszych słabości podać nam raczyła.

Przyczyny szybkiego rozrostu tego nabożeństwa, a zarazem i to, co nas ku temu nabożeństwu pociąga, będą przedmiotem tej nauki. Dadzą się one łatwo odnaleźć jużto w samej istocie tegoż nabożeństwa, jużto w zadaniu, jakie ono z woli Bożej ma spełnić na świecie.

a) Rozważanie istoty nabożeństwa do Serca Pana Jezusa pokaże nam, że ono jest dobre i zacne bardzo — i o tem w pierwszej części.

b) Zadanie tego nabożeństwa pouczy nas, że ono jest pożyteczne, a nawet konieczne dla nas — i o tem w drugiej części.

Zwróćmy się wpierw do Zbawcy naszego z pokorną prośbą, aby ten ogień miłości, który On w sercach ludzkich rozpalić postanowił, także i w naszych sercach rozniecił przez nabożeństwo do Serca swego. Wyproś nam to u Boskiego Twojego Syna, Matko najmilsza! — Zdrowaś Maryo.

---

*Pójdźcie do mnie wszyscy!* woła Pan Jezus na ludzi już od dziewiętnastu wieków, abyśmy się do Niego zbliżali. W dwojaki sposób zbliżamy się do Chrystusa. Zbliżamy się wiarą w dogmaty, t. j. prawdy przezeń objawione; i to zbliżenie się jest koniecznem, aby nie być na zawsze odrzuconym od Jezusa, bo *kto nie uwierzy, będzie potępion* (Marek XVI. 16) — naucza Pismo Św. Ale jest jeszcze drugi sposób zbliżania się do Chrystusa — o którym właściwie zamierzyłem dziś mówić — oparty na pierwszem, jako na fundamencie. Mam na myśli różne nabożeństwa, które w biegu czasów powyrastały na niwie Kościoła pod tchnieniem ożywczego ciepła Ducha Św., jako piękne i pełne życia kwiaty wiary chrześcijańskiej. Takiem jest i nabożeństwo do Najsł. Serca Pana Jezusa.

A czemże są te nabożeństwa? Są to środki Ducha Św., za pomocą których porusza On w świecie chrześcijańskim stojące wody pobożności, ożywia wiarę, rozbudza miłość ku cnotom; — są to, inaczej mówiąc, różne sposoby jednej i tej samej czci i adoracyi składanej Bogu. A ponieważ człowiek, biorąc udział w takiem nabożeństwie, silniej wierzy, potężniej ufa, goręcej się modli, przeto też i większe — dzięki właśnie takiemu nabożeństwu — ściąga na siebie łaski Boże. Nabożeństwa nadto są to porywy dusz kochających Boga, które, skoro objawiły się na zewnątrz, udzielają się też drugim, i, zataczając coraz większe koła, ogarniają okolice i kraje, czasem cały okręg świata, na lata i wieki całe. Kościół takowe potwierdza, reguluje, bez względu na ich powstanie, patrząc tylko na to, czy one same w sobie są dobre i na czasie, i czy dla zbawienia pożyteczne.

A nabożeństwo do Najsłodszego Serca Pana Jezusa jak wiele razy potwierdzone było przez Stolicę Apostolską, któż nie wie? Czyż na gorące prośby, najpierw z naszej Polski w XVIII stuleciu, a później z całego świata płynące, nie odpowiedzieli papieże: Benedykt XIII, Klemens XIII, Pius IX, Leon XIII, pochwałami tegoż nabożeństwa, zachęceniem gorącem, odpustami i przywilejami nadzwyczajnymi? Jakżeż tedy my katolicy moglibyśmy tem nabożeństwem gardzić? Wszak my wszystko to kochamy i szanujemy, co się odnosi do czci naszych rodziców, przyjaciół, bliskich — i słusznie; a nie mielibyśmy kochać tego, co się odnosi do czci Pana naszego Jezusa Chrystusa? A cóż dla katolika powinno być droższem, nad cześć swego Zbawcy? A jeśli już to nam zaleca nabożeństwo do Serca Jezusowego, o ile więcej zachęcić nas winien wybitny charakter tego nabożeństwa!

Przedmiotem tego nabożeństwa jest Serce fizyczne Pana Jezusa, nie w oderwaniu od Jego osoby, ale w połączeniu z nią, tak, iż czcząc to Serce, czcimy zarazem całego Pana Jezusa jako Boga-człowieka. Tak dziecko, całując matkę w rękę, i rękę czci, która dla niego pracuje, i matce cześć winną oddaje. My więc Sercu Jezusowemu oddajemy cześć Boską, gdyż Ono, będąc hipostatycznie złączone z drugą Osobą Trójcy Przenajświętszej, jest w prawdziwem tego słowa znaczeniu Sercem Boga. O jaka to wielka cześć! godna człowieka cześć!

W kolei wieków dużo powstało nabożeństw, niosących tę samą cześć Boskiemu Zbawcy, co i to nabożeństwo do Serca Jezusowego. I tak czczono rany Pana Jezusa, ręce, nogi, głowę, krew Jego najświętszą. Lecz ponad temi wszystkiemi nabożeństwami góruje bez porównania nabożeństwo do Serca Jezusowego, o ile serce przewyższa zacnością swą i znaczeniem inne części ciała. Dosadnie zaznaczyli to biskupi francuscy, zgromadzeni na synodzie awenioneńskim: »Ze względu na Pana naszego niema w pobożności chrześcijańskiej nabożeństwa, któreby było Chrystusowi przyjemniejszem, Kościołowi pożyteczniejszem, jak nabożeństwo do Jego Boskiego Serca. To Serce czcigodne jest częścią ciała, które na siebie wzięło Słowo Boże, a wskutek hipostatycznego złączenia stało się Sercem Słowa Bożego, i naturalnym symbolem Jego miłosierdzia i miłości« (Collect. Lac. IV).

Ach, bracia najmilsi! ta właśnie miłość, która jest pobudką tegoż nabożeństwa, tak ponętnem i pociągającem ku sobie je czyni. Miłość bowiem jest to uczucie najszlachetniejsze, najpotężniejsze, najpożądańsze. Ona najbardziej uszlachetnia i aż do wyżyn Boskich podnosi myśli, słowa, czyny człowieka. Lekarza pracującego dla pieniędzy, dla zysku, nikt nie podziwia, ale przed poświęcającym się dla miłości ludzi lub Boga nawet wróg głowę skłoni, i hołd szlachetnym jego czynom odda. Mądrość nas zachwyca, męstwo nam imponuje, dowcip zadziwia, talent podoba się — jedna jedyna miłość, a miłość polegająca na czynach i poświęceniu się dla drugich, przykuwa nas do siebie. Stąd apostołowie przewrotu, by lud pociągnąć za sobą, jeno mu tylko o miłości swojej ku niemu i poświęceniu się dla niego prawią. Miłość, ta królowa cnót, ona tylko jedna będzie królowała w niebie, jak naucza Apostoł narodów, mówiąc: *Miłość nigdy nie ginie, choć proroctwa zmiszczeją, chociaż języki ustaną, chociaż umiejętność będzie zepsowana* (1. Kor. XIII. 8).

Otóż w nabożeństwie do Najsłodszego Serca Pana Jezusa miłość właśnie jest pobudką, ta miłość Chrystusa prawdziwa, olbrzymia, wzniosła. Pobudzamy się do czci Serca Jezusowego, bo to Serce mówi nam, jak nas Chrystus ukochał. O jaka to miłość wspaniała! Patrzcie, jak to słońce miłości Chrystusowej wielkie i jasne, rozproszone promieniami po czynach życia Jego od żłóbka Betleemskiego aż do krzyża na Kalwaryi, odbite w każdej kropelce krwi Jego, jaśniejące w każdej ranie najświętszego ciała Jego, jako się w tem Sercu, jakby ognisku, skupia, a całą potęgą blasku swego bijąc w oczy, ciepłem miłości swojej zimne serca nasze zagrzewa, ponętą słodyczy swojej ku sobie ciągnie, przykuwa! Zaiste, prawdziwe są słowa biskupów polskich w prośbie o zatwierdzenie tegoż nabożeństwa: »Niema rzeczy podlegającej zmysłom, którąby ku czci wiernych zacniej, słuszniej, pożyteczniej podać można, jak to najukochańsze, a zarazem najwięcej uciśnione Serce. Niema zaiste rzeczy żadnej, coby wspanialsze kryła w sobie tajemnice i takowe ujawniała; niema żadnej rzeczy, coby niezmierzoną miłość Chrystusa Pana oczom ciała i duszy lepiej pokazywała; żadnej rzeczy, coby odpowiedniej i lepiej ludziom dobrodziejstwa Boże i najukochańszego naszego Zbawiciela przypominała; żadnej rzeczy, coby najstraszniejsze boleści ciała i duszy Chrystusa, dla naszego zbawienia wycierpiane, zmysłom naszym pokazywała. To wszystko Serce Jezusa nietylko kryje w sobie i ujawnia, ale oczom naszym jakby wypisane, jakby wyryte podaje«.

O jak wzniosłe, jak piękne to nabożeństwo dla tej miłosnej jego pobudki! To kwiat nabożeństw, co się w kolei wieków na niwie Kościoła św. tak licznie zrodziły! Po co mi już innych dowodów szukać, że wyrosło ono na gruncie najwznioślejszych prawd naszej wiary świętej, że jest ono jakby złotą nicią, na której nanizała Opatrzność Boża najgłębsze tajemnice życia Jezusa Chrystusa i odkupu naszego? W tem Sercu czytasz, że Bóg dla ciebie stał się człowiekiem, że cierpiał, że umarł na krzyżu, że w Tajemnicy miłości zamieszkał z tobą na ołtarzach często wśród wzgardy i zapomnienia. Słowem, tam czytasz ostatni wyraz całej wiary świętej: kochaj Boga, bo cię Bóg ukochał! Co mówić, że to nabożeństwo podobne jest do wiary świętej w rozszerzeniu i rozroście swoim, bo, niestłumione prześladowaniem, świat cały ogarnia i przenika coraz więcej. Co katolickie, hołd temu Sercu niesie pieśnią czy pędzlem, dłutem czy piórem, budownictwem czy muzyką, wołaniem ust zbolałych proszących o ratunek, czy szeptem serca dziękującego w uniesieniu za niezliczone łaski.

O jakoż nam stronić od tego Najsłodszego Serca Zbawiciela?! Odznaczmy pierś naszą oznaką czcicieli Serca Jezusowego, i z tym milionowym zastępem ludów wszystkich lądów, krajów i pokoleń idźmy śmiało pod hasłem tegoż Boskiego Serca na bój z nieprzyjacielem w obronie Kościoła i wiary Św. na ratunek dusz naszych, rodzin i społeczeństwa — idźmy na zwycięstwo! O! bo Serce Jezusa łączy zagniewane niebo z ziemią grzeszną jakby strunami złotemi, na których wygrywając pieśń przebaczenia, pokoju, miłości, rozprasza trwogę, a przynosi naszym nędzom upragniony ratunek. A któż się do takiego Serca nie pokwapi?

---

Pytam was, bracia najmilsi, czy nabożeństwo do Serca Pana Jezusa ot tylko na to w naszych czasach dane światu, aby więcej było w Kościele nabożeństw — czy też ma ono jakiś szczególny cel, prócz celu wspólnego wszystkim nabożeństwom, jakim jest cześć i adoracya Chrystusa? Jeśli ono jest tak piękne w sobie, tak zacne i miłe Chrystusowi Panu, czemuż dopiero w naszych czasach zostało zaprowadzone po całym świecie i przez Kościół św. potwierdzone? Jeżeli ludzie zwykli to najpierw czcić w Chrystusie, co jest w Nim najpiękniejszego i najwznioślejszego, czemuż właśnie już dawniej nie czcili Jego Najsłodszego Serca? A byli i dawniej tacy, owszem było ich bez porównania więcej niż dzisiaj, co kochali Chrystusa aż do wydania życia w obronie Jego czci, a w kolei wieków ukochali wszystko, co Chrystusowe: krzyż, ciernie, gwoździe, rany, krew najświętszą — czemuż tedy nie Serce Jezusa? Lecz, co ja mówię? Przecież nabożeństwo do Boskiego Serca Pana Jezusa znane było od samego początku chrześcijaństwa niektórym uprzywilejowanym Świętym. Patrzcie, jak ono się ciągnie, niby nić złota, po sercach największych Świętych, począwszy od Jana Św., co spoczął na tem Sercu i wyczerpnął z Niego tyle słodyczy, przez serca takiej św. Gertrudy w VII wieku, Św. Piotra Damiana w XI w., św. Bernarda w XII w., św. Mechtyldy w XIII w., św. Katarzyny Seneńskiej w XIV w., św. Justyniana w XV w. po sercach całej plejady wielkich Świętych XVI stulecia: Ignacego Lojoli, Filipa Nereusza, Jana od Krzyża, Teresy i innych, aż do Bł. Małgorzaty Maryi Alacoque w XVII wieku. Dziwna rzecz! ci Święci znali to nabożeństwo, cenili je, kochali, dźwigali się niem do wielkiej świętości — a czemuż go nie rozszerzali? Czemu dopiero w naszych czasach danem jest ludziom tulić się do Boskiego Serca Pana Jezusa? Czy tu nie tkwi w tem zrządzeniu palec Opatrzności Bożej? Czy tu się nie ukrywa jakiś szczególny cel, który to nabożeństwo dopiero w naszych czasach z woli Bożej ma spełnić?

Tak jest! Pan Bóg zachował to nabożeństwo, tak stare a tak nowe, na najkrytyczniejsze czasy dla świata i wiary świętej, jak ojciec rodziny chowa starannie klejnoty i skarby po dziadach odziedziczone, aby się nimi chyba w ostateczności, kiedy już znikąd nie będzie pomocy, ratować. O jak ta myśl zgodna z objawieniem, jakie w VII wieku miała Św. Gertruda, i z tem, na co teraz patrzymy. Pokazał się pewnego razu tej Świętej Jan św. Ewangelista, a ona go pyta, czemu nic nie napisał w Ewangelii swojej o Najsłodszem Sercu Jezusowem. Św. Jan tak jej na to odpowiedział: »Mojem zadaniem było głosić naukę o Słowie wcielonem. Słodycze Jego Serca oznajmi Bóg ludziom dopiero w ostatnich czasach, ażeby świat, w miłości Bożej ostygły, poznał je i na nowo miłością się Boga zapalił«. Któż z nas nie widzi, że to do naszych czasów odnoszą się te słowa, że dla naszych właśnie serc, w których ostygła miłość Boża, nabożeństwo do Serca Jezusowego ma być ratunkiem i lekarstwem?

Znamy przecie nasze czasy; wiemy, co się dziś koło nas i gdzieindziej dzieje. Jestże w dzisiejszych ludziach miłość Boga? Znakiem miłości Boga to miłość prawdziwa bliźniego, mówi bowiem Jan Św.: *Jeśliby kto rzekł, że miłuje Boga, a brata swego nienawidził, kłamcą jest* (1. Jan IV. 20). Jestże pomiędzy nami miłość bliźniego? Niby dziś dużo mówią i piszą o miłości bliźniego, o miłości ludu; szpalty gazet i gazetek napełniają się frazesami na jej cześć — po miastach tańczą i piją, by tak zarobionym groszem otrzeć łzę z oka nędzarzy: ale mimo to wszystko, wszędzie jeno większa nędza, jeno straszniejsze łachmany, jeno zawziętsza nienawiść, jakby na urągowisko tej zachwalanej miłości! Więc jest dziś miłość bliźniego — ale czy miłość prawdziwa? Bracia najmilsi, czy miłość prawdziwa rozdziera, kłóci, gniewem i nienawiścią zapala? O, jest dziś miłość! ale miłość samolubna, miłość ciała, miłość świata. Kocha się niby jednych, ale nienawidzi drugich; chce się ulgi dla jednych, ale z krzywdą drugich! Gdzież dziś szukać tej miłości Chrystusowej, co zapomina o sobie, a myśli o drugich; co przebacza, a nie mści się; łączy, a nie rozdwaja; co goi rany, a nie rozjątrza; co ociera łzy, a nie wyciska? Gdzie zasada Chrystusowa: *Będziesz miłował bliźniego twego, jako siebie samego* (Mar. XII. 31)? I owa druga: *Miłujcie nieprzyjacioły wasze; czyńcie dobrze tym, co was nienawidzą* (Łuk. VI. 27)? Znika, znika w naszych oczach prawie coraz więcej miłość Chrystusowa, a na jej miejsce zagnieździło się straszne samolubstwo, wyzysk, nienawiść Boga i bliźniego, wściekła zemsta! *O jako pośniedziało złoto, zmieniła się barwa najlepsza* (Tren. IV. 1)! Patrzcie jeno na życie kraju naszego, gmin naszych, rodzin naszych i jednostek, a wnet się znaków tego braku miłości dopatrzycie. Czemu kraj nasz rozdarty na wrogie sobie stronnictwa, i to ręką dzieci własnych? Czemu tyle nienawiści i zemsty po miastach i wioskach naszych? A tam — u ogniska miłości, ach! jak często na ustach ojca, matki, dzieci przekleństwo i złorzeczenie? Zda się, że wszystko pędzi w strasznym pośpiechu ku przepaści, by się tam we własnej krwi potopić. A wśród takiego upałenia zemsty i nienawiści kogoż pytać o miłość Boga, o zachowanie przykazań?! Pusto i jałowo i straszno dziś po duszach, jak w świątyni, z której wyrzucono Boga, jeno wstrętny wąż zmysłowości, wylęgły na bagnisku samolubstwa, opasuje oślizłymi sploty serce człowiecze, i broni doń wstępu Bogu i cnocie!

Na Boga! zginiemy, jeśli nam ręka Opatrzności nie poda jakiegoś ratunku. Bracia katolicy! na złą naukę lekarstwem — dobra, zdrowa nauka; na zdziczałe drzewko ratunkiem — szlachetna latorośl; na chore więc serce cóż będzie lekarstwem, ratunkiem, jak nie zdrowe serce? na brak miłości Boga i bliźniego czegoż potrzeba, jak nie prawdziwej miłości Boga i bliźniego? A chore nasze serca i brak w nich miłości. Czegóż im więc gwałtownie potrzeba, by były zdrowemi, jeśli nie serca, któreby i Boga nadewszystko kochało, i ludzi prawdziwie kochało? A gdzież takie serce znaleźć? Patrzcie! na ołtarzach naszych płonie Serce Jezusa, a na Niem wypisane płomiennemi zgłoski: kochaj! O! teraz nam jasno, dlaczego Serce Jezusa zachowane na nasze czasy. Bóg chce nas ratować, byśmy w szalonej nienawiści we krwi się tu własnej nie potopili, a od żaru tejże płomienie się piekielne dla nas nie zajęły. Wykrzykujmy przeto Bogu, że dobry jest i wielkie miłosierdzie Jego! — i kupmy się około tegoż Serca, jako około lekarza, jako około wodza, co nas uzdrowionych ma wieść na zwycięstwo.

Ale może kto zarzuci: to chyba już za wielkie pretensye, aby jakieś kościelne nabożeństwo miało uleczyć społeczne rany! Bracia katolicy! nie ludzie, ale Pan Bóg i łaska Jego świat chory leczy i dźwiga. Nie kusząca ludzkich ekonomistów mądrość, ale Kościół i wiara święta naprawia i buduje. Kto w IV wieku ostatecznie wytrąca berło panowania z rąk pogaństwa? Krzyż święty i nabożeństwo do niego, cudownem cesarza Konstantyna zwycięstwem zaprowadzone. Kto w średniowieczu zbliża Zachód do Wschodu, daje początek tak bardzo sławionym i w bogate dla cywilizacyi następstwa doniosłym wyprawom krzyżowym? Nabożeństwo do Ziemi Świętej i grobu Chrystusa! Kto w XII wieku rozbija tłumy barbarzyńskie Albigensów, grożące spustoszeniem i ruiną wierze i Kościołowi, a zagładą cywilizacyi? Czy może nauka świata? czy może państwo prawem, więzieniem, torturą? Patrzcie! oto Dominik Św., uzbrojony nie w mądrość tego świata, nie w dzidę i miecz, ale w Różaniec Święty, zdziczałe tłumy tym Różańcem uspokaja, cywilizuje, Bogu i ludziom jedna. Kto dziś, pytam, wytrąci sztylet z zaciśniętej zemstą ręki milionów niezadowolonych? Kto wypleni nienawiść sianą szczodrze między ludem? Kto uratuje zagrożoną rodzinę i społeczeństwo? Kto biednego, opuszczonego do serca przyciśnie jak brata, nauczy, pocieszy, nakarmi, choćby dopiero na gruzach tego porządku, choćby dopiero po krwawej kąpieli? Kto? pytacie zdumieni! A któż, jak nie ten, co będzie miał w sobie dużo miłości ku Bogu i ku ludziom? A któż takim, jak nie Jezus i Serce Jego Boskie, jak nie ci, co na wzór tegoż Serca i przy tem jeno Sercu wychowani, rozgrzani, bohaterami się staną miłości, zaparcia, poświęcenia? Kto nie pójdzie lub nie idzie z Kościołem, kto się od tego Serca nie nauczy miłości, choćby tysiącem gazetek chwalił swoje poświęcenie, kłamcą jest, zdolnym tylko do burzenia. Śmiejcie się, śmiejcie, ślepi tego świata mędrcy, z nabożeństwa do Serca Jezusowego! lecz ono mimo i wbrew waszej woli, jak kwas po cieście szerzy się — jednostki, rodziny, gminy, miasta i kraje obejmuje, serca i wolę ku męstwu zapala, wiarę słabnącą dźwiga, dłoń na poratowanie nędzy i ubóstwa otwiera.

Któż w tem nie widzi palca Opatrzności Bożej? Kto za tą wolą nieba nie zechce pójść?!

Mylą się i bardzo mylą świata tego wielcy, że bezpieczni za ścianą, że kula zabije w milionach posiane hojnie i wzrosłe nienawiści i przewrotu ziarna! Zasady bagnetem czy kulą się nie zabija. Ona na widok materyalnej przewagi potrafi przycichnąć na chwilę, ale tylko na to, aby przy danej sposobności wybuchnąć tem straszliwiej. Zasadę tylko zasadą się zwycięża. Więc zasadę przewrotu zasadą pokoju; zasadę nienawiści zasadą miłości. A któż zdolniejszy — powiedzcie mi — kto zdolniejszy pociągnąć ludzi do tej zasady miłości, jak nie sam Bóg, jak nie to, co jest streszczeniem miłości: Serce Jezusa?

Pytacie: dlaczego Serce Jezusa? kiedy wogóle miłość Pana Jezusa, jaką pokazał światu, wystarczy na to zupełnie. Ona przez dziewiętnaście wieków wydała już tylu bohaterów miłości, jak Św. Franciszka z Asyżu, jak św. Wincentego a Paulo i tylu innych. O! słuchajcie i bierzcie to sobie głęboko w serca wasze. W naszych czasach stało się coś dziwnego: wyziębliśmy liberalizmem, niewiarą i złem życiem tak bardzo, że ta miłość Chrystusowa, potężna w sobie, a po czynach Jego, po ranach Jego, po nauce Jego rozproszona, jakby na nas nie czyniła już wrażenia, jakby już na ratowanie nas nie wystarczała. Cóż tedy miłosierny Jezus czyni? Jak kiedy rębacze w lesie, nie mogąc w pojedynkę podnieść z ziemi ściętego drzewa, chwytają za nie połączonemi siły i podnoszą: tak Jezus, nie mogąc zwykłym swej miłości objawem poruszyć zimnych serc naszych i pociągnąć ku sobie, tę miłość rozproszoną po całem swem życiu skupia w jedno, w swe Serce, i woła: O patrz, człowiecze, na to Serce! na niem odrazu widzisz i krzyż i ciernie i rany i krew i płomienie miłości; zali cię to nie poruszy? zali cię to ku mnie i ku miłości bliźnich nie pociągnie?

Bracia drodzy! nie lekceważmy sobie głosu wołającego Pana. Bierzmy to lekarstwo w rękę — a śmiało, a z ochotą! Czegoż się bać? miłości? Miłość nie karze, ale przebacza; nie rani, ale goi; nie zasmuca, ale uszczęśliwia. Bracia! chcemy uratować siebie, rodzinę i społeczeństwo — nam nie wolno cofnąć się przed tem nabożeństwem. Biada choremu, gdy wzgardzi lekarstwem — biada mu po trzykroć, gdy wzgardzi ostatniem lekarstwem! A Bł. Małgorzata Marya Alacoque woła z polecenia Pańskiego: »Ludzie! garnijcie się do Najsł. Serca Pana Jezusa, bo to ostatnie lekarstwo, jakie Ojciec niebieski zgotował dla ginącego świata« (List 95). Nie wierzycie?

Gdyby jakaś matka pracowała nad nawróceniem złego syna i używając rozmaitych środków od prośby aż do grożby, a nic nie zyskując, aż do ostateczności się posunęła, i, chcąc syna koniecznie odwrócić od złej drogi, po której stacza się w przepaść, na tej drodze ze łzami w oczach, z jękiem i żebraniem na ustach, pełna smutku i boleści stanęła, a rozrywając na widok nadchodzącego syna odzienie na piersiach, do nógby mu się rzuciła i wołała: synu mój! na te piersi moje, które cię wykarmiły, na te ręce moje, które cię wypieściły i od złego chroniły, na te oczy moje, które cię strzegły a teraz nad tobą płaczą, na te usta moje, które cię o litość nad matką żebrzą, na miłość matki zaklinam cię, powstrzymaj się od złego! — i gdyby ten syn kopnął matkę nogą i po jej ciele dalej poszedł: pytam się, zaliby jeszcze został ratunek dla niego? Zdeptana miłość matki to ostatnie lekarstwo!!

A oto przed nami, bracia katolicy, staje już nie matka, ale Jezus, Pan i Bóg nasz; zastępuje nam drogę, drogę nienawiści, zemsty, rozdwojenia, występku. Patrzcie! Czoło Jego otoczone cierniem, oczy Jego zalane łzami, pierś Jego otwarta — On z tej piersi swojej bierze na ręce Serce swoje, oplata je cierniem, wbija weń krzyż, otwiera szeroką ranę, otacza płomieniami i, skupiwszy tak w jedno, na co tylko Jego miłość bezgraniczna dla nas się zdobyła, woła głosem kochającej matki: Ludzie, bracia moi! na rany moje, którem w obronie waszej otrzymał, na ten krzyż mój, na którymem na zbawienie wasze skonał, na to Serce oplecione cierniem, na te płomienie miłości, dla którejem z nieba na ziemię zstąpił i ciało moje na pokarm wam wydał, zaklinam was: odwróćcie się od złego, powróćcie do miłości Boga i bliźnich!

Bracia moi! jeśli odrzucicie ten głos, jeśli mimo albo i po Sercu Jezusa ze wzgardą pójdziecie dalej: pytam się, jakież lekarstwo, jakiż ratunek, dla was będzie jeszcze?! Jeśli ogień przyłożym do ciała niby śpiącego człowieka, a on się nie poruszy — on trupem już. Jeśli w gminie, w rodzinie, w pojedynczych, na widok Serca Jezusa, które woła, żebrze, nagląca ku miłości Bożej i bliźnich, niema odmiany: ach! tam trupy już — tam dusze umarłe dla Boga i dla dobra ludzi. Bracia! to nie wymysły dewocyi. Serce Jezusa lekarstwem i to ostatniem na nasz ratunek! O! to nie nabożeństwo lekkie i tkliwe, do czułej duszy — jakby się zdawało — dostrojone. To nabożeństwo na wskróś życiowe, domagające się od nas nie słów, ale czynu; nie czułych uczuć, ale ofiar największych, ofiar bolesnych wprawdzie dla zepsutej natury naszej, ale koniecznych, by nie było gorzej, by było lepiej — nie bukietów i wieńców, co więdnieją, nie świec jarzących się i lamp, co gasną — ale serca naszego, serca drgającego życiem, serca gorejącego miłością Boga i bliźnich, przebaczającego urazy i krzywdy.

Stoimy nad przepaścią — tego nikt nie zaprzeczy. Serce Jezusa podaje nam ratunek jedyny skuteczny, jak to widzieliśmy. A któż z nas ratunku nie pragnie? Kto chciałby zgubić siebie i duszę swoją i rodzinę i społeczeństwo? Do Serca więc Jezusa ochotnie, skwapliwie, tłumnie garnijmy się. To Serce tak miłościwe, otwarte szeroko, czeka jeno, rychło przyjdziemy, by wziąć poratowanie i broń na odparcie nieprzyjaciół wiary i dusz naszych, rodzin i społeczeństwa naszego — by wziąć ochłodę w trudzie, nagrodę w pracy, przebaczenie za winy — by znowu nawzajem się szczerze, jako dzieci jednej matki, pokochać i w członki się ciała Chrystusowego, w to budowanie Boże na tej ziemi, około tegoż Najsłodszego Serca skupić. Czegóż nam się lękać? Boga proszącego nas? Jezusa szukającego nas? Serca kochającego nas i przebaczającego nam? Ach, któreż dziecko stroni od kochającego serca matki?!

Bracia katolicy! my musimy oddać się cali na służbę Sercu Pana Jezusa, Jego uczuciami się przejąć, Jego pragnienia w życie wcielić, jeśli chcemy siebie ocalić docześnie i wiecznie. Bo to Serce Jezusa uczy nas miłości — miłości czynnej, wielkiej, wzniosłej, szerokiej, prawdziwej — miłości, co świat obejmuje cały, co dosięga samego Boga. A gdzie miłość, tam zgoda; gdzie zgoda, tam pokój; gdzie pokój, tam szczęście — szczęście przez miłość tu w zgodzie między ludźmi na ziemi; szczęście przez miłość tam w niebie, w posiadaniu Boga.

Nie łudźmy się, Bracia! Świat nas zawiedzie, P. Jezus nas nie zawiedzie, ale uczyni z nami według mnóstwa miłosierdzia swego, bo niemasz zawstydzenia ufającym Jemu, bo On jest Pan Bóg sam i chwalebny na okręgu ziemi (Dan. III. 40—45). Amen.

*— ks. Henryk Haduch*

← wróć do odkrywania