*Miłość Serca Jezusa ku nam a nasza niewdzięczność — ks. Stanisław Kusiak*
Jeśli serce twoje proste, jako Serce moje z sercem twojem? > (4. Król, X. 15.)
O przedmiocie najświętszym, naszej czci i miłości najgodniejszym, mam, najmilsi, dzisiaj do was mówić, tj. o Boskiem Sercu P. Jezusa, w którem, według słów Apostoła, mieszka wszystka zupełność Bóstwa cieleśnie! (Kol. II. 9.) Z tego Boskiego Serca, jakby z obfitej i niewyczerpanej krynicy, płyną dla nas wszystkie łaski, i owa obfita woda na żywot wieczny. W tem Boskiem Sercu znajdujemy Światło na rozjaśnienie ciemności dusz naszych, moc i wytrwałość w przeciwnościach, pociechę w smutkach, zwycięstwo w pokusach. I jestże kto między nami, któryby nie doznał kiedy na sobie tych cudownych skutków, i innych podobnych łask od Boskiego Serca Jezusa? A ponieważ to Serce dla nas jest tak dobre i łaskawe, zdaje mi się, jakoby każdemu z nas zadawał Jezus to pytanie, które niegdyś Jehu zadał idącemu przeciw sobie Jonadabowi: Jestli serce twoje proste, jako Serce moje z sercem twojem? Chcąc na to pytanie dać P. Jezusowi odpowiedź, porównajmy Jego Serce z naszem. Rzućmy okiem na obraz Serca Jezusowego; cóż tam widzimy? Płomienie i ciernie. Oboje mają swe znaczenie. Płomienie — to godło miłości P. Jezusa ku nam; ciernie — to nieszczęsne godło naszej niewdzięczności ku Niemu. I to będzie stanowiło podział dzisiejszego kazania.
Rozważmy więc, a) jakiem jest Serce Jezusa ku nam, a zobaczymy w Niem same płomienie miłości; b) jakiem jest serce nasze względem Serca Jezusa, a zrozumiemy, co oznaczają owe ostre ciernie, które ranią Serce Jezusa najsłodsze.
Gdy te uwagi zestawimy ze sobą, nietrudno wam wreszcie będzie odpowiedzieć na to pytanie: czy serce nasze jest tak proste z Sercem Jezusa, jak Jego z naszem. Zdrowaś Maryo.
Zobaczmyż najprzód, jakie jest Serce Jezusa ku nam. I cóż w tem Sercu widzimy więcej, prócz gorejących płomieni miłości? Zaiste, nic więcej. W Boskiem Sercu Jezusa płonie ustawicznie i nigdy nie stygnie Jego nieskończona ku nam miłość, bo to Serce a) ukochało nas aż do końca; b) ukochało nas bez końca.
1. Ukochało nas do końca, t. j. aż do ostateczności. Pan Jezus objawił nam przez Błog. Małgorzatę swoje Serce w postaci gorejącego ogniska, z którego buchają płomienie najżywszych względem nas uczuć. Jak zaś te uczucia są gorące, jak płomienne, dał nam znać Zbawiciel Pan, gdy wyrzekł: »Pożądaniem pożądałem...« Czegóż tak pożądał Jezus? Z miłości ku nam ludziom umrzeć, i dać nam Serce swoje przy śmierci. Gdyby nic więcej nie był nam darował, prócz drogich skarbów swych łask, swych zasług, przykładów, trudów i cierpień, jużby tym dowodem najwidoczniej stwierdził nieskończoną miłość ku nam niegodnym stworzeniom swoim. Lecz On nie zadowolił tem jeszcze swej miłości, i nie pierwej spoczął, aż nam wszystko, a wkońcu i swe Serce oddał. O! gdyby tak wolno nam było wstąpić choć na chwilę do Jego Boskiego Serca, byśmy te Jego płomiennej miłości żary mogli lepiej poznać, odczuć, uwielbić!
Lecz oto widać otwór. Wnijdźmy tedy przezeń i przekonajmy się, czy jest jeszcze w tem Sercu coś, czegoby nam Jezus nie oddał na własność, czegoby nam nie darował? Ach, nie znajdziemy tam już ani jednej kropelki krwi. Skoro bowiem ostra włócznia przeszyła bok najświętszy i otwarła Serce, miłość wyczerpnęła z niego i wytoczyła do reszty krew przenajświętszą, tak, że po ostatniej jej kropelce już tylko woda wyciekła, jak świadczy Ewangelista, mówiąc: *Jeden z żołnierzów włócznią otworzył bok Jego, a natychmiast wyszła krew i woda* (Jan XIX. 34.) I czyż to nie znaczy ukochać aż do końca? Jest to dziwo i cud prawdziwy, mówi św. Tomasz, że z martwego ciała krew wypłynęła. A któż uczynił ten cud, jeśli nie miłość Jezusa nieograniczona? Dozwolił swej krwi aż do ostatniej kropelki wypłynąć, aby ludzi upewnić, że ich ukochał nad życie, więcej niż Serce i krew swoją.
Takiem jest Serce Jezusa ku nam. Nie masz w niem nic, oprócz wybuchających na zewnątrz płomieni miłości, i to jakiej miłości? Miłości czułej, która to Boskie Serce nawskróś przenika, trawi i wyniszcza. Miłości szczerej, bo gdzie nie usta, ale samo serce mówi, i swoje uczucia objawia, tam tylko szczera prawda, tam rzetelna tkliwość być musi. Miłości hojnej, bo czyż można coś więcej dać, dając Serce, a w tem Sercu wszystkie dobra i bogactwa, których ono źródłem i początkiem? Miłości bezinteresownej, boć Boski nasz Zbawca nic w nas godnego miłości nie widział, ale umiłował nas, jak mówi Apostoł, gdyśmy jeszcze Jego nieprzyjaciołmi byli (Rzym. V. 10.); więc tylko w niezgłębionem morzu swego miłosierdzia znalazł powody do kochania nas, pomimo naszej niegodności. Miłości wspaniałomyślnej, której ani nędza trzydziestoletnia, ani najokrutniejsze męczarnie pokonać nie mogły. W końcu miłości trwałej i stałej, bo nas nietylko ukochał do końca, lecz
2. Ukochał nas bez końca, ciągle, nieustannie. Jeżeli gdzie, to w Najśw. Sakramencie ukochał nas P. Jezus bez końca, w sposób niepojęty i zadziwiający. Ta cudowna tajemnica jest największym, iście Boskim wynalazkiem miłości, by nam swe Serce nietylko obrazowo, lecz prawdziwie i istotnie pod postacią chleba zostawić — zostawić nie na sto, nie na tysiąc lat, lecz po wszystkie czasy. *Oto ja jestem z wami* — mówi — *po wszystkie dni aż do skończenia świata* (Mat. XXVIII. 20.). Nie dla innego zaiste powodu, jak tylko, aby, godnie i pobożnie do naszych wnętrzności przyjęty, mógł swe Serce jak najściślej z naszem sercem połączyć, płomieniami swej świętej miłości rozpalić, i z nami nietylko teraz, lecz przez całe wieki, być jedno, jako On i Ojciec są jedno (Jan XVII. 11.).
Tak więc Serce P. Jezusa umiłowało nas do końca, aż do ostateczności; miłuje bez końca, ciągle, nieustannie.
A cóż spostrzega Boski Zbawca w naszych sercach, gdy je ze swojem porównuje, zapytując każdego z nas: Jeśliż serce twoje proste, jako Serce moje z sercem twojem? Smutna odpowiedź, którą nam własne sumienie daje. P. Jezus widzi w sercach teraźniejszych chrześcijan niezliczone niewdzięczności, same ciernie kolące, które Jego Boskie Serce nieustannie ranią. Prawda, że tu i ówdzie między ludźmi znajduje i dzisiaj wiernych swych miłośników; lecz cóż On w sercach największej części ludzi dostrzega? Dostrzega a) bardzo mało szczerej miłości, b) jeszcze mniej miłości wspaniałomyślnej, c) a najmniej stałej i trwałej.
1. Serce Jezusa znajduje w sercach ludzkich najprzód mało szczerej miłości. Objawia się to osobliwie na modlitwie, w przyjmowaniu Komunii Świętej. Jak mało w nas natenczas serdecznego nabożeństwa, tego wylania uczuć przed Bogiem naszym! Jak powierzchowną, jak zimną jest nasza modlitwa! Niekiedy zapala się wprawdzie w naszem sercu jakiś ognik miłosnego zapału, ale jakżeż słabym tli on płomyczkiem, i jak prędko gasnącym!.. Kiedy Pan Jezus, Bóg żywy, z Sercem swojem płomiennem, do serca naszego zawitał, czyśmy się wtedy z Nim serdecznie rozmówili? Jakieśmy Mu wtedy złożyli postanowienia? Jakąż wadę obiecaliśmy wykorzenić? Czyśmy sercem gorącem i szczerem przemówili do Niego w ten mniej więcej sposób: Panie, ty znasz serce moje; ach, ono jeszcze nie jest takiem dla Ciebie, jakiem być powinno! Serce moje niestety lgnie zbytnio do stworzeń... przywięzuje się grzesznie do ludzi... ubiega się za marnem szczęściem ziemskiem... goni za nicością... lubuje sobie w gwarze i zgiełku tego Świata... chwieje się we wierze, chwieje w ufności, w miłości stygnie... Panie! ja tego serca mojego poskromić nie mogę... Weźmij je Ty w całkowite posiadanie... odmień, przekształć je na wzór Serca Twego, aby ono było pokorne, cierpliwe, ciche jak Twoje, oderwij je, Panie, od świata, rozpal ogniem świętej miłości Twojej... Ja zaś wszystkich sił przyłożę, abym w tych pięknych pragnieniach i postanowieniach, które mi podsuwasz, wytrwał, abym Cię w twej pracy nad mojem uświęceniem przez współdziałanie wspomógł, abym głosu twego usłuchał, i świętą Twą wypełnił wolę, a tak cel mój i zadanie całkowicie osiągnął... Takby nam trzeba rozmawiać z Sercem Jezusa, gdy się Ono z sercem naszem połączyło. Takby nam się należało w tej drogiej chwili przed Nim wywnętrzać, jeśli miłość nasza ku Niemu ma być szczera. Lecz cóż się dzieje? Poprzestając na powierzchownem nabożeństwie, serce tymczasem mamy, według Proroka, twarde jak dyament (Zachar. VII. 12.), który z wierzchu błyszczy i wabi oko, lecz wewnątrz — inaczej jak złoto lub srebro — ani się zmiękczyć ani zmienić nie daje.
Przejrzyjcie, najmilsi, kryjówki serc waszych, czy tam się nie ukrywa coś takiego, coby was w oczach P. Jezusa nieszczerymi czyniło. Postępujcie względem Zbawcy waszego z otwartością i szczerością, aby was ten Miłośnik niebieski za swe zwolenniki uznał, do Serca przycisnął, i ogniem swej miłości jeszcze więcej rozpalił. Nie uskarżajcie się na oschłość na modlitwie, do której nie daliście powodu; nie troszczcie się o zapał serca, li tylko na uczuciu polegający. Przynieście tylko dobry materyał, t. j. serce proste, szczere, oczyszczone z cierni kolących i wybujałych namiętności. Tylko w ten, a nie w inny sposób Serce Jezusa może być jedno z waszem sercem; tylko w ten a nie w inny sposób może się serce wasze od miłosnych płomieni Serca Jezusowego zapalić.
2. Jeśli Boskie Serce Jezusa w sercach ludzkich mało znajduje miłości szczerej, to tem mniej wspaniałomyślnej. Przyjmujemy w Komunii św. najwspaniałomyślniejsze Serce tego, którego Pismo Św. nazywa lwem mocnym z pokolenia Judy (Obj. V. 5.). Dlatego powinnibyśmy też, mówi św. Jan Złotousty, wracać od stołu Pańskiego, jako lwy ogień ziejące, tj. mocni i odważni do walki o cześć Boską i o nasze zbawienie. Lecz gdzież są dzisiaj tacy odważni i wspaniałomyślni chrześcijanie? My śpimy na łożu martwego nabożeństwa: wiele afektów, wiele uczuć i westchnień, lecz ani energii, ani wytrwałości... Mamy nieraz dużo wrodzonej skłonności do modlitwy, lecz do zwycięstwa brak nam siły i dzielności, którą z Komunii świętej, z tego pokarmu wzmacniającego, powinnibyśmy czerpać. Nie jesteśmy lwami wspaniałomyślnymi, gotowymi napaść i zniszczyć wszelkie złe serca skłonności. Nasza miłość nie chce być lwicą, nie chce się zdobyć na wielkie postanowienia, na odważne wysilenia, aby pobić domowe wrogi, aby poskromić złe żądze, które nam przeszkadzają do zjednoczenia serca z Boskiem Sercem P. Jezusa.
Zbliżając się do Boskiego Serca w Komunii świętej, pragniemy pociech daleko chciwiej, niż zgłodniały Jonatas leśnego miodu, lecz nigdy Samsonowej gadki zgadnąć nie możemy, który rzekł: *Z mocnego wyszła słodkość* (Sędz. XIV. 14.). Samson znalazł plastr miodu w paszczęce lwa, lecz pierwej musiał się zdobyć na czyn odwagi, musiał tego lwa powalić w otwartej walce. Tak i my musimy wpierw te dzikie bestye, te nałogi i występki nasze poskromić i zwalczyć, a wtedy, uspokoiwszy serce, zakosztujemy prawdziwej słodkości niebańskiej. A właśnie Najśw. Sakrament, ów chleb mocnych, w którym ukryte jest Serce P. Jezusa, może, byleśmy z niego korzystali, wzmocnić nasze siły, przemienić nas w dzielnych wojowników, w wielkich olbrzymów, byśmy wszelkie trudności i przeszkody na drodze cnoty pokonali, i tak przygotowali się do zakosztowania prawdziwej słodkości. Lecz my przeciwnie, zamiast u Boskiego Serca w Komunii świętej szukać siły do zapasów z wrogami, szukamy wprost uczuciowych pociech, łez, chwilowych zachwytów, a to bez zadania sobie pracy; wskutek czego daleko nam do miłości wspaniałomyślnej, daleko do prawdziwej serca pociechy.
3. Ale najmniej w naszych sercach znajduje Boskie Serce P. Jezusa stałej i trwałej miłości.
Powiedział niegdyś ukoronowany Prorok: *A jam rzekł w dostatku moim: nie będę poruszony na wieki* (Ps. XXIX. 7.). Tak i my mawiamy, gdy nasze oczy łzy nabożeństwa ronią, a serce w czułościach się rozpływa. Sądzimy, że mamy nowe, odrodzone serce, żeśmy dość mocni na przyszłość, aby się oprzeć wszystkim burzom i pokusom. Mówimy pewni siebie: *Nie będę poruszony na wieki.* Lecz jakże to długo trwa? Zaledwieśmy się z tego słodkiego zachwytu obudzili, wnet, jak przedtem, zaglądamy w oczy okazyom do grzechu, pozwalamy się, jak przedtem, unieść wybuchom gniewu, zazdrości... bijemy czołem przed Światem, i jak słabe trzciny, chwiejemy się na wszystkie strony za powiewem lada wietrzyku względu ludzkiego... I czegoż tacy chrześcijanie, których niestety wielka liczba, czegoż oni szukają, czego chcą? Rano chleb, a wieczór mięso (2. Mojż. XVI. 12.) mieć pragną, jak niegdyś niewierni Żydzi na puszczy. Rano u Stołu Pańskiego, a wieczór na miejscu rozpusty. Dziś płoną żarem miłości, a jutro skostnieją od zimna obojętności. Teraz całkiem w Sercu Jezusa, a potem całkiem w niegodziwych zabawach!
O Zbawco świata! jak to bolesnem jest dla Twego miłującego Serca! Ileż kolących cierni — ach, co mówię? — ileż włóczni jadem grzechowym zapuszczonych rani Twe Serce? O, co za boleść dla Twego Serca, gdy pośród tych, co się czcicielami Twymi być mienią, tyle widzisz niestałych, zmiennych i niewiernych serc! O, co za boleść dla Serca Twego, kiedy tak mało liczysz serc ludzkich, o którychbyś mógł powiedzieć: *To odpocznienie moje na wieki wieków, tu mieszkać będę, bom je obrał* (Ps. CXXXII. 14.).
Otóżeśmy widzieli, jakiem jest Serce Jezusa ku nam, a jakiem serce nasze z Sercem Jezusa. Gdyby się teraz P. Jezus każdego z nas zapytał: Jeśli serce twoje proste, jako Serce moje z sercem twojem? — cóżbyśmy odpowiedzieli, widząc w Sercu Jego sam ogień miłości, a w naszych sercach tysiączne niewdzięczności i grzechy, które, jak ostre ciernie, ranią Jego Serce najświętsze. I jakże nie mamy podziwiać niepojętą miłość Zbawiciela, że raczy wejrzeć jeszcze na to nasze serce, choć ono tak niewdzięczne, tak niedołężne i nędzne; że go nie odpycha od siebie, lecz owszem pragnie je posiadać, mówiąc: Synu, córko, daj mi serce twoje! (Przyp. XXIII. 26.) Jeśli mi je teraz oddasz szczerze, przyjmę je z całą miłością. Choćby ono zestarzało się w nieprawościach, ja zapomnę i odpuszczę mu wszystkie przeniewierstwa, a pomny na dawniejsze zlitowania moje, chcę je łaskami mojemi obdarzyć. Nawróć się więc do mnie, a nie odwrócę oblicza mego od ciebie (Jerem. III. 12.) i przynajmniej od tego czasu nazywaj mię: Ojcze mój (Tamże w. 4.).
Najmilsi! czy możemy dłużej słuchać obojętnie tych naleań, tych próśb naszego Miłego, a nie oddać Mu naszego serca zupełnie, całkowicie, nieodwołalnie? Wszak nasze serce Jemu się słusznie należy. Ono jest Jego dziełem; sam je utworzył, a utworzył dla siebie. Ono jest Jego najdroższym skarbem. Posiadanie całego materyalnego Świata nie ma dlań tyle wartości, jak serce nasze. Jest ono Jego zdobyczą najwalniejszą. Pan Jezus sam je sobie zdobył wszystką krwią swoją, kupił za cenę najboleśniejszej swej śmierci na krzyżu. A komuż oddamy nasze serce, jeśli je odmówimy P. Jezusowi? Czy ono znajdzie gdzieindziej pokój, jeśli nie w Sercu Jezusa? Cóż bowiem bez Niego kiedykolwiek znalazło, prócz czczych marzeń, goryczy, niepokoju?...
Wspomnijmy sobie, najmilsi, z boleścią na owe dni upadku i ciemności, gdyśmy, uwiedzeni powabami zwodniczego Świata, ujarzmieni przez dumę, chciwość, zmysłowość i inne występne nałogi, stawiali sobie ze stworzeń cielce i bożyszcza wedle woli naszej, i im spokój, wolność, swobodę, sumienie, wiarę, Boga nawet prawdziwego składali w ofierze, gdyśmy, krótko mówiąc, zdala od Serca Jezusa, błąkali się po manowcach grzechu? Alboż wtenczas zażyliśmy prawdziwego szczęścia? Lub przeciwnie, czyż w tym stanie serce nasze nie doznało niewypowiedzianych udręczeń, smutków i wyrzutów sumienia? Czyż złe skłonności, jakby jędze piekielne, nie zadały naszemu sercu okropnych męczarni, będących jakby przedsmakiem piekła? A co gorsza, chociaż poznawaliśmy to nasze nieszczęśliwe położenie, nie mieliśmy jednak na tyle siły, aby porzucić ten stan, który nam się już sprzył, aby skruszyć te kajdany piekielnej niewoli, w której jęczeliśmy; aby zrzucić z siebie owo brzemię grzechów, które nas przygniatało. Otóż własne niestety doświadczenie nauczyło nas, że prawdziwy pokój, rzeczywistą swobodę i istotne szczęście dla naszego serca nie gdzieindziej znaleźć możemy, jedno w miłości i przyjaźni Boskiej, w zjednoczeniu serca naszego ze Sercem Jezusa. O jak przeto niesłusznie, nierozsądnie, jak głupio postępowaliśmy, lgnąc sercem naszem do stworzeń, i upatrując prawdziwy spokój gdzieindziej, niż w Sercu Pana Jezusa naszego.
Kiedy więc P. Jezus serca naszego żąda, czyż mielibyśmy Mu go odmówić? O, nie odmawiajmy, ale oddajmy je natychmiast bez zastrzeżenia, tembardziejej że nawet jeszcze teraz, gdy to serce nasze jest tak schorzałe, wynędzniałe i skalane grzechami, chce je P. Jezus przyjąć, chce uleczyć, oczyścić, uświęcić i uszczęśliwić sobą samym.
O, gdzieżby teraz było to biedne serce moje, gdzieby się znajdowało teraz, gdybyś je, Boże, po pierwszym grzechu był od siebie odrzucił? Ach, byłoby w tej chwili łuczywem piekielnem, pastwą ognia i wiecznych udręczeń. A ty chcesz, aby ono nie ogniem piekielnym, lecz niebieskim ogniem miłości gorzało... Ty chcesz, aby ono było nie ohydną własnością szatana, lecz uświęconym przybytkiem twoim, w którymbyś mile spoczywać mógł... aby ono nie w piekle nienawiścią ku Tobie, lecz w niebie miłością wieczną gorzało.
O Serce, Serce najsłodsze Jezusa! przyjm na wyłączną własność serca nasze, które Ci dziś składamy w ofierze! Odtąd chcemy Cię niemi szczerze, wspaniałomyślnie i statecznie kochać; Ty zaś wspieraj nas i wzmacniaj, rządź i władaj sercami naszemi, i nie dozwalaj nam odłączać się od Ciebie, aż w niebie połączywszy się nierozdzielnie z Tobą, kochać Cię i wychwalać będziemy po wszystkie wieki. Amen.
*— ks. Stanisław Kusiak*