*Serce Jezusa jest ofiarą*
Chrystus umiłował nas i wydał samego siebie za nas obiatą i ofiarą Bogu na wonność słodkości. > > (Efez. V. 2.)
Miłość i ofiara, najmilsi w Chrystusie, są nierozdzielnie połączone. Miłość jest to korzeń w głębi serca ukryty, ofiara zaś z niej jako kwiat na jaw wyrasta, i świadczy o istnieniu i żywotności korzenia. Taka jest myśl Apostoła, który tak w słowach przytoczonych, jak i na innych miejscach zwykł uważać ofiarę jako owoc i zarazem jako dowód miłości. I tak w liście do Galatów podobnemi słowy pisze o Zbawicielu: Umiłował mnie i wydał samego siebie — to jest ofiarował się — za mnie (Gal. II. 20). I sam też Boski Mistrz miłości ten stosunek między miłością a ofiarą zatwierdza, i swoją ze wszystkich najdoskonalszą na krzyżu spełnioną ofiarę stawia na dowód najdoskonalszej miłości. Większej nad tę miłości żaden nie ma, aby kto duszę swą położył za nieprzyjacioły swoje (Jan. XV. 13).
Przeto, najmilsi, dzisiaj, gdy nam uroczystuje sama miłość Zbawiciela, miłość upostaciowana w Sercu cierniami uwieńczonem, o ofierze mówić będziemy. A ponieważ to Boskie Serce, czczone we wszystkich tajemnicach miłości, najbardziej uwielbiamy w najprzedniejszem z dzieł miłości, w tajemnicy Ołtarza, dlatego mówić mamy nie o ofierze krzyżowej, nie o ofierze duchowej, którą przez całe życie za nas gorzał, ale tylko o ofierze, którą spełnia na naszych ołtarzach sama miłość Serca Jezusowego. Uważać będziemy stan ofiary Jezusa Pana w najśw. Hostyi, tak ze względu na zewnętrzne okoliczności, jak na wnętrzne Jego uczucia, i z tych uwag poznawać będziemy, jaką ma być ofiara nasza, jakiej ofiary od nas żąda Jego ofiara i miłość Jego. Zdrowaś Maryo.
Ofiara, najmilsi bracia, jest wyniszczeniem. Dosyć spojrzeć pobieżnie przez wszystkie wieki na dzieje ludzkości. U wszystkich narodów, we wszystkich religiach ukazuje nam się obrządek nad wszystkie inne górujący jako główny czyn religii społeczeństwa, polegający zawsze na jakiemś zniszczeniu, zabijaniu bydląt, paleniu kadzideł, lub czemś podobnem. Ma się rozumieć, nie każde zniszczenie jest ofiarą, ale tylko takie, które się czyni na cześć Boga, w imieniu ludu, aby uznać najwyższe Jego panowanie nad wszelkiem stworzeniem, i ubłagać Go ludziom. Stądto, gdy w przenośnem znaczeniu dajemy nazwę ofiary naszym prywatnym sprawom lub nawet wnętrznym aktom, tylko takie uczynki ofiarami zowiemy, które są trudne, bolesne, słowem, które są jakiemś choć częściowem wyniszczeniem samego siebie, z utratą rzeczy nam drogiej, z przytłumieniem uczuć serca, w szlachetnym celu t. j. dla czci Bożej lub dobra bliźniego. Ale tu mowa o ofierze w ścisłem znaczeniu, tj. o zniszczeniu rzeczy widomej, przez kapłana przedstawiciela ludu, na cześć Boską wykonywanem. Takie ofiary miał stary zakon, ale to były tylko figury; takie ofiary miało pogaństwo, ale to były świętokradztwa.
---
U nas chrześcijan, najmilsi, u nas tylko jest jedyna prawdziwa ofiara, Bogu nieskończoną cześć a ludziom wszelkie zbawienie przynosząca. Tą ofiarą, jak wiemy, jest Śmierć krzyżowa Syna Bożego, w której ofiarnikiem i ofiarą jest sam Bóg-człowiek, a ofiarowaniem Śmierć dobrowolnie podjęta. Ta ofiara gdy się raz spełniła, stało się zadosyć najobficiej sprawiedliwości Bożej za niezliczone świata przestępki — ale miłości, najmilsi bracia, nie stało się zadość. Serce Jezusa żądało, aby ta sama ofiara, w oczach każdego z nas, nie raz, lecz codzień na każdem miejscu się powtarzała, co jest najcelniejszym miłości czynem i dowodem. I istotnie, codzień po całym świecie powtarza się, raczej odtwarza się ofiara krzyżowa, już nie krwawa, jak na krzyżu, bo już okup grzesznego świata wypłacony, bo już Bóg przebłagany — ale niekrwawa, jak przystoi zakonowi łaski, i miłością samą gorejąca, czysta, święta, nieskończenie drogocenna, tak iż Bóg, pięknością i wonnością jej niejako zachwycony, odrzuca wszystkie inne ofiary. Nie mam chęci do was — mówi Pan Bóg Zastępów do starozakonnych ofiarników przez usta Malachiasza proroka — z daru nie przyjmę z ręki waszej, bo od wschodu słońca aż do zachodu wielkie jest imię moje między narody, a na każdem miejscu poświęcają i ofiarują imieniowi memu ofiarę czystą, bo wielkie jest imię moje między narody (Malach. I. 10—11).
Ale jeśli w tajemnicy Ołtarza jest prawdziwa ofiara, musi też być prawdziwe i rzeczywiste wyniszczenie. Lecz jakimże sposobem Chrystus, który — jak mówi Pismo św. — raz z martwychpowstawszy, już więcej nie umiera (Rzym. VI. 9), jakimże, mówię, sposobem wyniszczać się może w ofierze Mszy św.? Ach! Jakim sposobem Jezus wyniszcza się na ołtarzu?! Spojrzyjmy na ołtarz, najmilsi, na tę drobną hostyę — jeżeli mamy iskierkę wiary w duszy i iskierkę miłości w sercu — a jużeśmy zrozumieli. Oto kapłan, widomy namiestnik prawdziwego wielkiego Kapłana naszego, wymówił słowa sakramentalne, i temi słowy, gdyby mieczem ofiarniczym, jak mówią święci Ojcowie, ofiarę żywą wprawił w stan wyniszczenia, do śmierci zgoła podobny, bliski stanowi ofiary zabitej. Patrzmy tylko — oto Król królów i Pan panujących, Sędzia żywych i umarłych, Słońce miasta niebieskiego, rzeczywiście leży na ołtarzu, jak ofiara zabita, w postaci rzeczy martwej, w postaci pokarmu! Podobnie jak baranek ofiarny zabitym być musiał, zanim go pożywali, którzy w ofierze uczestnictwo mieli, tak samo i nasz niepokalany Baranek, mieczem słów sakramentalnych dosiągniony, składa wszelkie a wszelkie ślady życia, przybiera postać istoty martwej, aby tak móc być pożywanym od uczestników tej świętej ofiary. Nie tylko więc mistycznie w podobieństwie bywa zabitym, lecz rzeczywiście, o ile to stan pokarmu wymaga, wyniszczonym zostaje. Jest więc Św. ofiara nasza na ołtarzu żywą razem i zabitą; wszystkie członki ma w najświętszej Hostyi, a nie rusza się i żadnego znaku życia nie objawia; rozlane są wdzięki na ustach Jego (Ps. XLIV. 3) — jak mówi Psalm — a głosu żadnego nie wydaje. Najpiękniejszy urodą między synami ludzkimi, ma kształt okruszyny chleba! Jeszcze więcej powiem: tak zupełnie jest śladów życia wyzuty, że każdy może Go dowoli brać, przenosić, miotać, czynić z Nim co tylko się podoba, używać Go nawet do niegodziwych, bezbożnych i świętokradzkich celów — i w samej rzeczy niestety piekło nauczyło ludzi nadużywać w taki sposób tego cudu miłości. Ach! nie jestże to, najmilsi, prawdziwe wyniszczenie, zdumiewający stan śmierci, przedziwna ofiara? Tak jest, w istocie, bo to jest ofiara właściwa miłości, ofiara Serca Jezusowego, a miłość, jak dobrze mówią, jest przemyślna, wymysły serca są zawsze przedziwne, a najprzedziwniejszym wymysłem najmiłościwszego Serca jest właśnie ten, że, będąc nieśmiertelnym, znalazł sposób codzień za nas umierać, i w tym stanie ofiary zabitej na ołtarzach naszych trwać wiekuiście, i codzień, jak zechcemy, od nas być pożywanym.
---
Lecz to dopiero, że tak powiem, zewnętrzny stan ofiary; zajrzyjmy teraz do wnętrza tego Serca ofiarniczego. Mówiłem już przedtem, że, aby wyniszczenie jakie było prawdziwą ofiarą, musi być wykonane na cześć Majestatu Boskiego, i za cały lud, który w tej ofierze uczestniczy. W starym zakonie, gdy ofiarą były bydlęta nierozumne, ten cel ofiary mógł być tylko myślą ofiarnika zamierzony; lecz w Najświętszym Sakramencie, ponieważ sama ofiara jest rozumna i ma Serce nieskończoną miłością ku Bogu i ku ludziom pałające, więc też sama do tego celu swego ofiarowania najdoskonalej się odnosi, sama poświęca się na uczczenie nieocenione Boskiego Majestatu, na dziękczynienie za otrzymane ludziom dary, i na uproszenie nowych, na przebłaganie gniewu Boskiego za grzechy całego świata. O, gdybyśmy mogli pojąć, co się dzieje w tem Sercu Ofiarniczem!
O Jezu w Sakramencie wyniszczony, gdybyś nam odkrył, jak niegdyś Bł. Małgorzacie, Serce Twe w Hostyi św. utajone, cóżbyśmy ujrzeli! Pała to Serce Twe w tym stanie ofiary niepojętą nam miłością ku Ojcu Twemu i pragnieniem niezmiernem Jego chwały; wyniszcza się ciągle w uwielbieniu Jego Majestatu, a przytem miłością ludzi, miłością każdego z nas z osobna, pragnieniem naszego uświęcenia i zbawienia nieustannie goreje. Wszak innej myśli, innego pragnienia niema w Twem Sercu, o Jezu tu obecny, boś tu jest ofiarą, ofiarą prawdziwą i doskonałą, a inne cele, inne dążenia nie przystoją ofierze. Lecz tymi dwoma płomieniami, pragnieniem chwały Ojca i pragnieniem naszego zbawienia, tak bardzo pałasz, że, gdybyś był Śmiertelnym, zgorzałbyś zupełnie; ale nieśmiertelnym będąc, wiecznie gorejesz całopaleniem na wonność słodkości!
---
Najmilsi w Chrystusie! od początku Kościoła, ale osobliwie za dni naszych zadaniem chrześcijanina jest być ofiarą. Życie prawdziwego ucznia Chrystusowego, zwłaszcza dzisiaj, jest życiem ofiary t. j. życiem wyniszczenia, życiem śmierci.
Albowiemeście umarli — mówi Apostoł do chrześcijan — a żywot wasz ukryty jest z Chrystusem w Bogu (Koloss. III. 3). Jakże się to ma rozumieć? Ukazałem trzy rzeczy należące do ofiary, i w ofierze najsłodszego Serca w Sakramencie miłości najdoskonalej odwzorowane. Temi zaś są: wyniszczenie samej ofiary, poświęcenie jej na chwałę Bożą, i poświęcenie jej na pożytek duchowny ludzi. Otóż te trzy rzeczy w sercu każdego prawego chrześcijanina istnieć muszą: musi każdy z nas, najmilsi, poświęcić się całkowicie chwale Bożej, na wzór Serca Jezusowego, pałać nadewszystko pragnieniem czci Bożej, ma się rozumieć, nie próżnem lecz czynnem pragnieniem; musi poświęcić się dla zbawienia dusz; aby zaś te dwa warunki wypełnić, musi i trzeci dodać, tj. siebie się zaprzeć, o sobie zapomnieć i siebie zgoła wyniszczyć, dopiero będzie prawdziwą i miłą Jezusowi ofiarą. A dlaczego każdy tak musi? Dlatego najpierw, że Chrystus tak żąda, żąda tak przedziwnym przykładem swoim, który tak umyślnie codzień przed oczy stawia, aby serca nasze porwać; żąda też wyraźnemi słowy: Przyszedłem puścić ogień na ziemię — mówi — z czegoż chcę, jedno aby był zapałon (Łuk. XII. 49). Jeśli kto chce za mną iść, niech sam siebie zaprze (Mat. XVI. 24). Jeśli kto nie ma w nienawiści nawet... duszy swojej, nie może być uczniem moim (Łuk. XIV. 26). Powtóre dlatego też, że tak rzecz sama wymaga, osobliwie okoliczności, w których nas postawiła Opatrzność. Dziś synowie tego świata, wrogi Kościoła Bożego, potężnie skupieni, wielkie czynią dla sprawy szatana ofiary, z dziwną wytrwałością i zawziętością poświęcają się dla swych niegodziwych zamiarów. Nie są to wprawdzie ani istotne poświęcenia, bo nie są święte, ani prawdziwe ofiary, bo nie zmierzają do chwały Bożej i zbawienia ludzi, lecz przecież ze strony wyniszczenia i zaparcia siebie są nieraz cięższe i trudniejsze od tych, których się od nas Chrystus domaga.
A Kościół Boży, najmilsi bracia, wobec takiej armii piekielnej, czyż nie potrzebuje ofiar, ofiar doskonałych i wszelkiego rodzaju, ofiar pieniężnych, ofiar prac umysłowych, ofiar zdrowia i sił, ofiar krwi? Prawda, pełen jest Kościół takich, którzy łączą jakieś pragnienie chwały Imienia Bożego, i staranie się o zbawienie bliźnich z troszczeniem się o siebie, o własne wygody i zyski. Takich nie potępiam, byleby miłość własna w ich sercach nie strącała z istotnego pierwszeństwa miłości i bojaźni Bożej. Ale tacy, mówię, nie są na wzór Serca Jezusowego, według żądań Jego miłości, prawdziwemi ofiarami, bo chociaż przyczyniają się do chwały Bożej, do dobra bliźniego, jednak siebie się nie zaparli, siebie nie wyniszczyli. I ten wrodzony egoizmu zaród skrzywia zawsze cokolwiek ich dobre zamiary, czyni, że ich dzieła są niezupełne, niedoskonałe — słowem, psuje ich ofiarę. O, gdyby ci wszyscy byli prawdziwymi ofiarnikami, gdyby, wyzuwszy się z osobistych względów, mężnie i całkowicie serca swe i wszystko samemu Bogu i dla samego Boga i zbawienia dusz poświęcali, o jakżeby się przemieniła postać świata! jakżeby pogromieni zostali mieczem prawdy wrogi Chrystusowe! jakżeby święciło się Imię Ojca niebieskiego, i królestwo Jego szerzyło się na ziemi!
Nie traćmy przecież otuchy, najmilsi bracia, bo choć niewiele jest takich ofiarników stosunkowo do mnóstwa chrześcijan, są przecież tacy za dni naszych, są, Bogu dzięki, liczniejsi, jak we wielu z poprzednich wieków, są tacy, co np., aby pogańskie plemiona do Kościoła przyłączyć, opuszczają na zawsze kraj, rodzinę, mienie, i płyną za morza, i w dzikich krainach, wśród wszelkich niedostatków, zdrowie, siły, życie nawet zbawieniu tych dusz opuszczonych poświęcają. Są, co wszystek czas, spokój, majątek na sprawy Kościoła jedynie zużywają, bez względu na żadne zyski, słowem i piórem wiary św. bronią i przeciwników gromią. Są wreszcie, którzy na głos Zbawiciela wszystko a wszystko porzucają, a, zaparłszy samych siebie i wziąwszy na ramiona krzyż swój, idą za Jezusem w ubóstwie, w czystości, w wyzuciu własnej woli, jedni modlitwie i pokucie oddani, drudzy pielęgnowaniu chorych, inni dziatek wychowaniu, inni pracom apostolskim poświęceni. Bo, dzięki Bogu, i za dni naszych, jakkolwiek świat bezbożny lub nieświadomy temu przeczy, i za dni naszych znajdują się prawdziwi zakonnicy, i do końca świata znajdować się będą. Otóż ci wszyscy, najmilsi, są prawdziwymi ofiarnikami; ci wszyscy idą za wzorem Jezusa, wyniszczającego się z miłości ku nam, i wyniszczają się z miłości ku Niemu. Na tych to stoi Kościół, dla nich to Kościół zowie się czystą oblubienicą Boga bez zmarszczki i zmazy. Oni to są godni imienia chrześcijan, bo są podobni do Chrystusa, który duszę swą za nas położył.
A my, najmilsi w Chrystusie, czy nie pójdziem za nimi? Czy nas nie porywa piękność i szlachetność ich poświęcenia, lub raczej sama miłość Chrystusa, która ich porwała? Czy nam coś w sercu nie wyrzuca opieszałości naszej? Może mówimy sobie: a ja cóżem dla Kościoła uczynił, jakżem się wywdzięczył Jezusowi Panu za to, że mnie umiłował aż do końca, aż do śmierci krzyżowej? Jakiem czołem powtarzać Mu będę przy Komunii świętej: Jezu, kocham Cię nadewszystko, z całego serca, z całej duszy? Najmilsi w Chrystusie, dosyć rozpatrzeć się w stosunkach naszych, aby poznać, jakim sposobem dla Boga i dla bliźniego poświęcić się możemy. Niemasz bowiem stanu w Kościele, niemasz stanowiska w społeczeństwie, w którem nie możnaby stać się zupełną ofiarą, na chwałę Bogu i bliźniemu na zbawienie, doskonałem całopaleniem na wonność słodkości.
Czegóż więc brakuje, że takimi nie zostajemy? Ty wiesz, o Panie, czego brakuje, Ty znasz nasz niedostatek; miłości twojej, o Jezu, miłości twojej nam brakuje, tej miłości gorącej, czynnej, wytrwałej, mężnej, ofiarnej, tej miłości, która świętych tworzy, o której w Pieśniach nad Pieśniami mówisz: Mocna jest jako śmierć miłość... pochodnie jej — pochodnie ognia i płomieni! (Pieśń. VIII. 6). A gdzież się udamy po tę miłość, jak nie do Serca twego, o Jezu, źródła wszelkiej świętej miłości?
O Serce Boskie, ognisko nieogarnionej miłości, ofiary miłości wiecznie gorejąca, niechże się od Ciebie nauczymy, jak się poświęcić mamy P. Bogu i wyniszczyć na ofiarę całopalenia; niechże od Ciebie zaczerpniemy tego ducha ofiary, który tak rzadkim jest na świecie, i nie skądinąd, tylko od Ciebie zaczerpnąć się może. Niechże nas zapali ten płomień miłości, który ze siebie na ziemię miotasz i tak pragniesz, aby się zapalił. O Serce Jezusa, daj, aby serca nasze z Tobą i dla Ciebie stały się ofiarami Bogu miłemi. Amen.